jak wyglada podejscie nauczycieli do dzieci?

22.09.10, 22:29
witam
pisze na tym forum pierwszy raz i chcialabym przedyskutowac pewien nurtujacy mnie porblem.
chodzi przede wszytskim o szkole-a konkretnie o podejscie nauczycieli i innych rodzicow do waszych dzieci. ja juz swoja droga nie mam sily walczyc o jakas zmiane.
bo u nas to wyglada tak:
(tak w ogole to syn ma calosciowe zaburzenia rozwoju- 84.9, brzydko pisze, ma duza wade wzroku +6, nie rozumie czytanego tekstu i ma problemy z zapamietywaniem informacji no i oczywiscie skupieniem sie-to tak w skrocie)
1. rewalidacja: w II kl (teraz III) uczeszczal na te zajecia. jednak juz na poacztaku byla jatka z pania wspomagajaca, poniewaz chciala mu te zajecia zrobic z 4 klasa-nie zgodzilam sie. sprawa trafila do dyr. w orzeczeniu z PPP pisze wyraznie ze syn ma miec indywidualne zajecia rewalidacyje, a tam nie dosc ze 4 klasa to w dodatku 3 dzieci. pani na mnie smiertelnie obrazaona, przy czym nie omieszkala sie skomentoiwac, ze dla mojego syna nie bedzie specjalnie siedziala po lekcjach. po interwencji dyr jednak siedziala. tyle ze te zajecia pozostawialy wiele do zyczenia-w tym roku zrezygnowalam. wole juz oplacic prywatna pania w domu i wiem ze choc nie traci syn czasu na (bo tak wygladala rewalidacja) pisanie w kolko jednego zdania i wycieranie go gumka do momentu az napisze ladnie. dla mnie to absurd.

2. zajecia w klasie
syn z racji duzej wady wzroku mial siedziec blisko tablicy, a panie sadzaj go w ostatniej lawce skad malo co widzi. w dodatku jak "sie zawiesi", to juz nic nie wie, bo pani do niego nie dochodzi-bo ona kreci sie kolo pierwszych lawek. pani na testach nie pomaga mu ani troszke, czego efekty sa takie ze dostaje 1 lub 2 z testow, bo nie rozumie polecen. jak mu sie wytlumaczy polecenie, to bardzo ladnie parcuje i rozwiaze caly test. pani tlumaczy to tym, ze chce aby sam zaczal pracowac i rzuca go na gleboka wode. ale to nic nie daje, wrecz przeciwnie, bo syn sie zniecheca. ponadto znowu problem pisma-pani obniza mu stopnie za pismo-choc w orzeceniu pisze, ze syn ma problemy z pisaniem i zalecaja nie zwracac na to uwagi, a starac sie wychwytywac dobre strony syna i chwalic go za nie.

3. inni rodzice
stalam kiedys za filarem czekajac na syna az skonczy lekcje i uslyszalam ciekawa dyskusje-nie widzialy mnie inne matki.
zaznacze jescze ze syn jest w klasie integracyjnej.
otoz zgodnym chorem oswiadczyly, ze wszystkich dzieciakow z chorobami typu autyzm, ADHD, uposledzenie trzebaby stad powywalac i zamknac w jakiejs szkole gdzie nie mialyby dostepu "normalne" dzieci. bo przy takich niedorozwojach (cytuje te matki) to az strach dziecko puscic do szkoly. no i tu sie zaczelo wyliczanie ktore z naszych dzieci integracyjnych (jest 3) powinno wyleciec ze szkoly-wg nich moj syn tez, choc jest b.spokojny, zyczliwy i kolezenski. ale podobno zaniza poziom calej klasy:(.
zrobilo mi sie wtedy bbb przykro:(. przeciez nikt nie zmuszal tych matek aby daly swoje dzieci do klas integracyjnych. a co do zanizania poziomu klasy, to akurat syn jednej z matek tam dyskutujacych co roku dostaje ze szkoly skierowanie na badania do PPP, bo do tej pory nie umie czytac, liczyc i ogolnie ma b.duze problemy z nauka. ale matka stwierzdila, ze nie beda jej z dziecka glupka robili (czyli ja wywnioskowalam ze wg niej dzieci z orzeczeniem sa dla niej tym, kim sa!) i odmowila badan. i kto tuy zaniza poziom? moj syn jest najlepszy w klasie w czytaniu (pomijajac rozumienie tekstu), liczy w pamieci do 1000.

nie wiem juz czy warto o cokolwiek walczyc? czy to nie walka z wiatrakami? a moze przypadke mojego suyna jest odosobniony?
jestem daleka od zmiany szkoly, bo syn ciezko sie klimatyzuje, a tu ma kolegow. jak zmienic podejscie nauczycieli do niego i przy okazji nie wyjsc na pieniaczke?
doradzcie cos, bo juz mi rece opadaja.
    • berdebul Re: jak wyglada podejscie nauczycieli do dzieci? 23.09.10, 00:42
      Domagać się realizowania orzeczeń od okulisty (że ma siedzieć blisko tablicy), z PPP - brzydkie pismo, jeżeli to miałoby dyskwalifikować to prawie wszyscy znani mi profesorowie powinni siedzieć i rysować dalej szlaczki w podstawówce. Nauczyciel ma obowiązek uwzględnić specjalne wymagania ucznia i dostosować się do orzeczenia poradni, to nie jest tak że nauczyciel może i to jego dobra wola! Pod warunkiem że macie orzeczenie, a nie opinię. Mogę poszukać podstawy prawnej, bo na pewno mam w notatkach z prawa oświatowego.
      Wiem że różnie z tym bywa, znam sytuację z obydwu stron biurka. ;-) Wiem, że dla nauczyciela też bywa to trudne, bo ma swoją wizję uczenia/prowadzenia lekcji, czy w ogóle tego jak powinno się z uczniem postępować, ale to nauczyciel jest dorosły i to on, a nie dziecko ma się dostosować. I to nie jest bicie piany, walczysz o swoje dziecko. Sam sobie z tym nie poradzi, on nie ma szans się obronić przed bezmyślnymi nauczycielami. Mój superwizor kiedyś powiedział że każdy uczeń zasługuje na sukces edukacyjny, na satysfakcję z tego co robi, bo ma być najlepszy w swojej własnej lidze, dla siebie. I że jeżeli kiedykolwiek pozbawimy jakieś dziecko wiary w siebie, to znaczy że nigdy nie powinniśmy uczyć.

      Co do trzeciego punktu, to jeżeli jest sensowny nauczyciel-wychowawca można z nim porozmawiać. Bo postawa rodziców, może wpływać na to co robią ich dzieci i atmosferę w klasie.
      Cóż jeżeli każdy z orzeczeniem PPP to głupek, to ja też jestem. Ta pani nawet nie podejrzewa jak wielu nauczycieli ma takie orzeczenia z czasów swojej szkolnej kariery.
    • yula Re: jak wyglada podejscie nauczycieli do dzieci? 23.09.10, 07:55
      To jest horror, nie masz możliwości zmiany szkoły lub klasy na coś sensowniejszego? Bo to marnowanie dziecka :/ Jak masz orzeczenie o kształceniu specjalnym to nauczyciel musi stosować sie do tego. Mój nie ma żadnych zajęć rewalidacyjnych ale ma nauczanie indywidualne w szkole i te zajęcia odbywają sie w tych ramach. W klasie siedzi w pierwszej ławce i nie było mowy o niczym innym od samego początku, nauczycielka chce mieć go na oku i pilnować. A on ma mniej okazji do rozpraszania sie. Z brzydkim pismem też walczymy, ostatnio syn spierał sie z nauczycielką czy zadanie jest do przyjęcia czy nie :P Nie ma dystansu do dorosłych, ciągle zapomina sie przechodzi na ty, dyskutuje... Czasem mnie rozwala tymi dyskusjami i jak pani o tym opowiada przy nim, muszę bardzo sie wysilać by nie wybuchnąć śmiechem. Bo on każdy uśmiech bierze za zachętę.
      Co do rodziców to tu wiele nie poradzisz, niestety :/ Na ludzką głupotę nie ma lekarstwa, to o tej mamusi co dzieci z orzeczeniami uważa za głupków :/
      • monisia900 Re: jak wyglada podejscie nauczycieli do dzieci? 23.09.10, 12:19
        nie jestem za bardzo za zmiana szkoly z powodow o ktorych pisalam-syn ma tu kolegow, a ma problemy z klimatyzacja w nowym miejscu, zna nauczycieli, no i sama szkole. psycholog tez odradza zmiany. kaze raczej walczyc ze szkola. tyle ze ta walka to jest taka, ze po interwencji u dyr syn potem odczuwa na wlasnej skorze zlosc pani na mnie, ze raczylam poskarzyc.
        teraz wlasnie wyplynal nowy problem. w instyt na sobieskiego zalecili okrojenie programu nauczania (z racji takiej, ze syn ma te swoje problemy z rozumieniem tekstu, a to niestety podstawa jakiejkolwiek nauki) i ja jestem jak najbardziej "za". tyle ze znowu pani kombinuje. cos mi tu smierdzi, ze tak brzydko powiem. pani za wszelka cene chce mi to wybic z glowy, bo: podetne mu skrzydla, rozleniwi sie, nie dogoni w przyszlosci rowiesnkow itp. sa ewentualnie za zmiana orzeczenia (syn ma orzeczenie z PPP i o niepelnosprawnosci), ale dopiero od 4 klasy. teraz sa sklonne (wspomagajaca i wychowawczyni) isc mi na reke i same okroic program synowi (podobno dla mojej wygody, zebym nie musiala biegab po PPP). nie zgodzilam sie. powiedzialam ze chce miec wszystko zalatwione na pismie a nie tak pokatnie. juz zaczelam zalatwiac sprawe. nie wiem, ale mam wrazenie, ze te panie czegos sie obawiaja-moze tego ze zrobi sie dym jak pojde do PPP i powiem co nieco o podejsciu do syna? i stad ich propozycja?
        a sluchajcie jak to jest np z jez ang lub religia? na tych zajeciach nie ma naucz wspom i znowu jest problem. bo okazalo sie (pod koniec II klasy) ze ani ksiadz ani pani od ang nie wiedzieli ze syn ma orzeczenie. czy to nie zadanie wychowawcy poinformowac kadre o problemach dziecka? na koniec II klasy dostalam pilne wezwanie do pani od jez ang. okazalo sie ze syn ma-bagatela-6 jedynek!!! obok staly trzy 5 i jedna 4 (to z testow i odp). a jedynki byly za prace domowe. bo pani mowila co zrobic w domu, a syn albo akurat mial moment zwieszenia, albo poprostu zapomnial zapisac co ma odrobic, albo poprostu puscil jednym uchem a drugim wypuscil. summa summarum pani zrobila duze oczy jak powiedzialam o chorobie syna-a uczyla go juz dwa lata (w I i II klasie). teraz juz nie ma problemu, bo pani pilnuje czy syn zapisal co ma odrobic. nosz szlag mnie trafil.

        co do rozmow z wychowawca na temat podejscia innych rodzicow do dzieci z orzeczeniem. probowalam rozmawiac i to nie raz. zawsze konczylo sie "niech pani nie przesadza,a poza tym przepraszam, ale sie spiesze". ale mysle ze rodzice tez rozmawiaja w domu o kolegach ze szkjoly i krytykuja. w klasie jest dziewczynka z uposl umysl (powinna byc juz w 5 klasie), jest wysoka i wyglada zdecydowanie inaczej niz dziewczynki w 3 klasie. i wyplynal kiedys jej temat na zebraniu. podobno jakies dziecko spytalo pani na lekcji, czemu kolezanka jest tak wysoka i ma cycuszki. a na to wstaje inne dziecko i mowi ze ona sie nie uczy i nic nie umie, i ze jak on sie nie bedzie uczyl to mama powiedziala ze bedzie jak kolezanka po dwa razy w jednej klasie i bedzie matolkiem. ot, obraz syna klasy:(.

        jeszce prosba o ten paragraf do berdebul o ktorym pisalas-o ile nie sprawi ci to problemu.
        • berdebul Re: jak wyglada podejscie nauczycieli do dzieci? 23.09.10, 13:36
          www.pedagogika.com/content/view/45/50/ tutaj całość, a tu ważniejszy fragment
          § 13.

          Na wniosek rodziców (prawnych opiekunów) ucznia, dyrektor szkoły lub placówki, do której uczęszcza uczeń posiadający orzeczenie o potrzebie indywidualnego nauczania organizuje indywidualne nauczanie.

          Dyrektor nie może nie zorganizować, nauczyciel nie może stwierdzić że nie uwzględnia. Do nauczycieli w kształceniu zintegrowanym, a nie będących wychowawcą klasy warto iść i porozmawiać, łatwiej się wtedy pracuje i szybszy przepływ informacji.

          Obraz klasy syna nie brzmi dobrze, chyba że on czuje się w niej dobrze? Pytanie czy to równoważy zachowanie nauczycieli. Jestem dorosła, sama zaczynam uczyć, a czasem nie dają mi spokoju wspomnienia ze szkoły podstawowej.
          • alanis11 Re: jak wyglada podejscie nauczycieli do dzieci? 29.09.10, 12:41
            Z moich obserwacji wynika że integracja w PL jeszcze w wielu placówkach to kompletna lipa. Nauczycielki chciałyby mieć bezproblemowe dzieci ,funkcjonujące tak by praca z nimi nie sprawiała problemów , jeśli "trafi się " się dziecko które wymaga sporego nakładu pracy ,energii , zaangażowania wtedy jest problem. Zaczyna sie szarpanina , spychologia , fochy , uwagi , niezadowolenie. Przyjaciółka mojej szwagierki jest nauczycielem wspomagającym w podstawówce z oddziałami integracyjnymi i nie owija w bawełne. Nie chciałybyście usłyszec co opowiada o swojej pracy przy kawie. także ja pozbyłam sie złudzen, bardzo to przykre.
            • lidqa Re: jak wyglada podejscie nauczycieli do dzieci? 29.09.10, 16:15
              Też jestem nauczycielką a wiem jak to wygląda :( I też mam kłopoty i nie znoszę szkoly- z puntku widzenia zarówno matki jak i nauczyciela. Co do twoich problemów:
              1) Pani ma PŁACONE za tę rewalidacje. TO nie jest w godzinach zajęć. Ona to ma dodatkowo zapłacone i niech spada na drzewo. W ogóle to co ona jest jedyna w szkole? niech może ktoś inny to robi?
              2) Orzeczenia poradni to mit. Jak mnie to wpienia. Bo poweidzcie mi jak ja mam wydłużyć dzieciom czas? Jest lekcja a potem przerwa. Na przerwie zawsze mam dyżur. I co ja mam zrobić z tą częścią klasy która powinna pisać dłuzej? Nie sztuka napisać w orzeczeniu, ja bym chciała żeby ktoś poweidział jak to ma być realizowane. Poza tym najczęściej te dzieci mają kłopoty z koncentracją. Jak zaczyna się przerwa to jest huk i oni już wogóle nie myslą.
              3) Jak czytać polecenie jednemu dziecku w klasie? Jak tłumaczyć to temu jednemu żeby reszta tego nie słuchała?
              I ja cię doskonale rozumiem bo sama mam aspi w domu. I my np mamy jazdę z literkami. I ja naprawdę nie rozumiem czemu nie można pisać A inaczej niż pani każe. ALbo D. Taka sztuka dla sztuki bo potem w ogóle nikt na to nie będzie patrzył - w klasach IV i wyżej. Ale oczywiście go zmuszam. Poza tym młody prawie nie pracuje na lekcji. Bo raz ze się zawiesza, dwa że on musi gadać jak coś robi. Musi się ścigać albo mieć zagadki, albo to liczyć. A pani nie pozwala się odzywać to on siedzi i nic nie robi. Więc my mamy w domu strasznie dużo do zrobienia. A on jes tpo szkole wyczerpany. I też nie wiem co z tym fantem zrobić. Ja mam w orzeczeniu że on może nie odrabiać ale na razie walczymy.

              Będę teraz niesolidarna zawodowo:
              - Poproś grzecznie nauczycielkę żeby twój syn siedział bliżej i poczekaj co zrobi. Zapisz sobie że prosiłaś. Jeśli nie przesadzi zapytaj czemu. Jeśli znowu nie przesadzi zapytaj co możesz zrobić jeszcze żeby przesadziła go jednak- pamiętaj że nie mogą cię ponieść nerwy.
              - Zapytaj czy skserować pani opinię bo może ona nie pamięta o nie ocenianiu pisma. Z troską z nią rozmawiaj. Jak znowu mu to oceni to znowu zapytaj czy opinia zginęła. Bez nerwów i szarpania się tylko.
              - Notuj sobie kiedy i co się wydarzyło. Jeśli nic nie pomoże na piśmie poproś o wyjaśnienie szkołę. Jeśli to nie pomoże zadzwon do kuratorium i zapytaj jak masz doprowadzić do respektowania orzeczenia poradni.
              I nie denerwuj się. Nikt nie jest taki żeby znieść punkty poprzednie. A po drugie nikt się na twoim dziecku nie odegra bo widząc że jesteś zdecydowana będą uważać. Smutne.
              • lidqa Re: jak wyglada podejscie nauczycieli do dzieci? 29.09.10, 16:28
                I jeszcze jedno. Myślę że ja jako nauczyciel też popełniam milion błędów a czasem po prostu nie wiem co robić.
                Masz dziecko które nie ma pracy domowej. Nie ma orzeczenia ani nic, po prostu jej nie robi. DAjesz jedną, drugą szansę w końcu jedynkę. A ono ma 7 rodzeństwa, jest najstarsze, odbiera młodsze z przedszkola. Wszyscy mieszkają w jednym pokoju. Nikt nie pomaga w lekcjach bo rodzice piją. I co mam zrobic?
                Z drugiej strony ktoś inny nie odrabia bo mu się nie chce bo ma mnie w dupie.

                Inna sytuacja: dziecko ma dysleksję. kłoppoty z przepisywaniem z tablicy i wiadomo - te wszystkie inne problemy z tym związane. Rodzice wożą do poradni na zajęcia, pracują z nim itp. Jak podejdę i pokażę palcem co robić- to ono zaczyna.
                Drugie dziecko z tym samym papierem uważa że mama go będzie kryła, że on nic nie musi pisac nie musi, mama przyjdzie i usprawiedliwi. Stawia się, ma wszystko w d.. nawet nie zaczyna i nie próbuje.

                Nienawidze oceniania! Mogłabym uczyć ale po co oceniać? A w polsce dzieci bez oceny nie pracują, większosć nie ma motywacji. A moje własne mówi: mamo może teraz za literki dostanę "bardzo ładnie" a pani mu cały czas "postaraj się". Oboje jesteśmy SFRUSTROWANI.
                • yula Re: jak wyglada podejscie nauczycieli do dzieci? 29.09.10, 17:59
                  A masz pomysł jak zmotywować dziecko bez oceniania? U nas ocen w zeszytach nie widzę, zresztą on jest na indywidualnym i tam pani na bieżąco widzi co i jak on robi, a w klasie często nauczycielka mu odpuszcza bo po prostu po tych 2-3 godzinach indywidualnego on jest po prostu zmęczony. Ale jak go zmotywować jak pracujemy w domu by sie postarał, a nie starał się odbębnić byle szybciej :/ Niby sie cieszy jak pochwalę jakąś wybitnie udaną literkę, ale jakoś nie przekłada sie to na chęć powtórzenia wyczynu, chwalę go jak mogę ale często już brakuje siły. Wiem że potrafi pisać czytelnie, i wiem że dla niego to trudne, ale musi sie tego nauczyć, i samo to nie przyjdzie :/ Jeszcze ten rok i następny to względny luz, ale potem chciałabym by wrócił do klasy na stałe, a to znaczy że musi uważać na lekcjach i musi nadążać z notowaniem, czyli pisać czytelnie, dla siebie i nauczyciela.
                  • lidqa Re: jak wyglada podejscie nauczycieli do dzieci? 29.09.10, 18:10
                    No ba... Powiem ci że Holenderskie dzieci ocen nie mają a jakoś się uczą. Brytyjskie chyba też. Czyli albo my sami te dzieci psujemy i potem jak nie ma oceny to nie ma pracy, albo oni robią jakieś czarymary o którym ja nie wiem.
                    Pytanie, czy 3 motywuje? Bo fajnie jak 5-tki stawiasz bo to na pewno motywuje. Ale 2 i 3? A jak oceniać skoro tylko 5 mają sens? Nawet 4 dla wielu dzieci jest porażką skoro cała klasa dostała 5. A z drugiej strony 3 może byc super jeśli to najwyższa ocena w klasie- czyli dzieci lubią rywalizację.
                    Moj syn pracuje codziennie na czymś innym. Dziś ja sprzątałam a on robił literki i się ścigaliśmy. Zrobił. Dla mnie efekt wizualny jest mniej ważny - ja chcę żeby on to miał zrobione. Oczywiście wygrał i nie zdążyłam posprzątac.
                    Dzieci pracują też na naklejki- można kupić w GWO to się motywce nazywa. Tam jest napisane np WALCZ, STARAJ SIĘ, SUPER CI WYSZŁO itp.

                    Podobno zresztą nie należy chwalić tylko opisywać sytuację czyli np: Zrobiłeś dziś 5 rządków literek a więc dużo cwiczyłeś i piszesz lepiej niż wczoraj. Rób tak dalej a twoje pismo będzie coraz fajniejsze.

                    TO teoria. Ja to stosuje bez spektakularnych sukcesów, ale kto wie moze na dłuzszą metę... :)
                    • lidqa Re: jak wyglada podejscie nauczycieli do dzieci? 29.09.10, 18:17
                      i jeszcze jedno. młody słabo pracuje na lekcjach. Wczoraj dużo zrobił i wracając do domu kupiłam mu batona i 10 razy podkreśliłam zę to w nagrodę za prace na lekcjach. Dzis na 4 lekcjach napisał MAMA. Uszczelę się.
                      • monisia900 Re: jak wyglada podejscie nauczycieli do dzieci? 29.09.10, 21:02
                        no tak, dobrze mi sie czyta, ale gorzej wprowadzic w czyn- odnosnie motywowania.
                        moj syn nie ma za grosz (nie wiem czy to slowo na miejscu) ambicji. to czy on dostanie 1, czy 5 to bez wiekszego znaczenia-w sensie takim ze nie czuje sie gorszy. jedynie co potem go martwi, to fakt, ze nie bedzie gral na kompie np przez 2 dni (bo taka jest umowa). i to go walsnie zniecheca, bo jak dostanie z testu 1 czy 2,to on to odbiera jako kare na komputer, a nie jak pani twierdzi bodziec do motywacji. ale fakt faktem, nie robi nic -wg mnie- zeby jakos te sytuacje poprawic. ja po szkole zaswsze musze zajrzec w zeszyt, musze przeszperac ksiazki, wtedy dopiero zapala mu sie lampka, ze cos tam ma zadane. no i sie zaczyna:(.
                        z tym sobie wlasnie kompletnie nie radze. on siedzi nieraz i 4 godz (jak sie zapre to nie podpowiem-nie wiem czy dobrze robie) nad np jakims tekstem i patrzy w sufit. ja rozumiem, ze on ma problemy ze zrozumieniem tekstu, ale ja odnosze nieodparte wrazenie, ze jesmu poprostu sie nie chce i liczy ze jak mnie przetrzyma to w koncu mu powiem i podyktuje:(. no bo jak puscic dziecko do szkoly bez lekcji? dla mnie odrabianie lekcji to straszna meka, chce mi sie wrecz wyc i mam chec czasmi sprawic mu porzadne lanie-cisna mi sie na usta tez niewybredne epitety (na szczescie powstrzymuje sie). i dodam jescze, ze na mojego syna nagrody nie dzialaja w postaci np batonow, nakjlejek, zabawek. ni widze zeby strasznie sobie krzywdowal jak ich nie dostanie:(.
                        a wracajac do tematu poruszonego przez mnie w pierwszym watku-czyli traktowania mojego syna w szkole.nie wiem czy jakis cud sie zdarzyl, czy cos innego... syn siedzi w pierwszej lawce, pani mu wszystko skrupulatnie notuje (na kiedy wierszs na pamiec, co zadane, jakich lekcji nie ma itp...) a to wszystko od chwili jak po rozmowie z pania pedagog z placowki do ktorej chodzi syn na zajecia, okazalo sie ze ta pani, pracuje w PPP i zajmuje sie akurat szkola syna-ja bylam tego zupelnie nieswiadoma. co prawda nieswiadomie (ale musialam juz upuscic sobie troche zalu) podkablowalam na nauczycielki ale mysle ze stad wlasnie ta zmiana, bo pani pedagog byla zbulwersowana i przypuszczam ze cos niecos powiedziala o sytuacji komu trzeba. nie czuje sie z ta mysla komfortowo, ale z drugiej strony, jak mnie pytala o szkole syna, to czemu mialam klamac? zreszta syn tez duzo rzeczy jej sam powiedzial.
                        • lidqa Re: jak wyglada podejscie nauczycieli do dzieci? 29.09.10, 21:22
                          To teraz pomyśl. Masz zrobić coś czego nienawidzisz. No po prostu nie chce ci się, wiesz że ci nie wyjdzie, masz to w dupie. I powiedzą ci jeszcze że nie będziesz TV przez 2 dni oglądać. Ja bym pieprznęła drzwiami i poweidziala: nie to nie. Dlatego ja nie wierzę w motywację karą. A nawet nie bardzo wierzę w nagrodę- choc bardziej. Pomyśl: on napisał test, potem poczekał na wynik i dostał 1. A teraz ma karę.
                          Ja z moim próbuję się dogadać. Oglądam co jest do zrobienia- a jest dużo bo on na lekcjach nie robi- i dzielę to na częsci po powrocie do domu. Ustalam z nim o której będzie którą częśc robił. Ustalam długie przerwy pomiędzy bo on dość długo się regeneruje. Za kazdym razem jest trudno zacząć- to fakt. CZasem nic nie działa i kładę go w końcu spać. Ale generalnie wydaje mi się że aspi z jednej strony nie można rozpieszczać bo jest aspi, ale z drugiej nie można traktować tak zupełnie normalnie. MASZ ZROBIĆ. Niestety ja muszę pomagać, robić czasem ślad- żeby młody rysował po śladzie. Czasem coś muszę zacząć rysować żeby on do mnie dołączył. Dla młodego coś co jest choć trochę trudne jest jak stanie pod murem. Jak się pomyli to się nie poprawia tylko kreśli wszystko. TAkże muszę dbać o niski poziom frustracji a czasem mam ochotę go trzasnąć i wyjść. PO dniu kiedy jest dużo zadane mogłabym 3 dni odpoczywać.
                          U mnie najlepiej ze wzsystkiego działa rywalizacja i jak ja sama nie chcę czegoś robić. CZyli siadam przy nim np z kartkówkami i mówię mu że mam robotę i będę to robić tyle co on a też mi się nie chce strasznie. Siedzę i narzekam- młodego to bawi i mnie pociesza i pracuje.

                          Ja bym pomagała więc. Jakos tak może nie do końca, tylko na zasadzie: to ja ci powiem 1 rzecz dzisiaj, albo dziś powiem ci 3 rzeczy czy odpowiem na 3 pytania. Zastanów się zanim je zadasz żebyś ich nie zmarnował.
                          Wspolczuję ci bo będzie gozej w 4 klasie. Ja się do 4-tej zastrzelę.
                          • monisia900 Re: jak wyglada podejscie nauczycieli do dzieci? 29.09.10, 21:30
                            ja to w czwartej chyba wyladuje na oddziale nerwic:(. w dodatku siwiutenka.
                            ale sprobuje twojej metody z zadawanie np 3 pytan-ale oby to nie bylo pytanie "a co mam napisac-podyktuj mi"
                            • lidqa Re: jak wyglada podejscie nauczycieli do dzieci? 29.09.10, 22:58
                              Ja nei wiem czy to zadziała. Ale skoro to co jest nie działa... Może ktoś inny coś wymyśli. U mnie niestety większosc metod działa na 1-2 razy i musze wymyślać nową. Ta twórczość mnie dobija.

                            • yula Re: jak wyglada podejscie nauczycieli do dzieci? 30.09.10, 08:07
                              >ja to w czwartej chyba wyladuje na oddziale nerwic:(. w dodatku siwiutenka.
                              Może trafimy do jednego oddziału, ja już mam połowę siwych włosów, a ledwie po 30-ce :/ My mamy umowę że jak ładnie pracuje w szkole to może pograć godzinkę przed odrabianiem, jak jest nie za dobrze to po lekcjach, jak bardzo źle to brak komputera. Próbuje mu tłumaczyć że uczy sie pisać i liczyć dla siebie, nie dla nas. Ostatnio wymyślił że chcę zbudować teleport, więc szukam pomysłów po co mu sie przyda pisanie i liczenie do tego teleportu :P Już też brakuje sił, do tego te błędy, ma napisać "dwór"- linijkę czyli ze 4 słowa, przepisać - czyli widzi słowo i 2 razy napisze dobrze i 2 razy napisze "dwur" i tak ze wszystkim.
                              A za rok młoda zacznie uczyć literki i nie wiem jak tam będzie, bo ona jest strasznie uparta i strasznie nie lubi poprawiać błędów, jak jeszcze z nią będą szopki to ja sie chyba pochlastam, ale jestem a ten temat na razie dobrej myśli, może nauczycielce uda sie ją utemperować :p
Pełna wersja