szalicja
08.02.11, 09:55
Wczoraj dostałam pismo w sprawie spotkania w najbliżej nam szkole podstawowej (nota bene właśnie intregracyjnej od niedawna). Spotkanie ma dotyczyć rekrutacji 6-latków. No i "worek się otworzył"....Zaczęła się dyskusja nt. wyboru szkoły, choć wcześniej mieliśmy już ustaloną tą specjalną...Muszę tu się z "m" zgodzić, że młody bardzo odbiega od dzieci ze szkoły na Tarchomińskiej. Odbiega pod względem intelektualnym, również pod względem funkcjonownia ale z kolei jest trudny i tak, zwłaszcza dla personelu "integracyjnego". I tak. Byłam już przekonana, że ok, to dobra szkoła, chwilę tam posiedzi, przytemperują go i śmignie po dwóch latach do integracji...Ale maż mówi, że to jest mega odjazd w tej szkole, zresztą wiem, byłam...widziałam. Dzieci są z upośledzeniem umiarkowanym w dół. No i nie wiem teraz, w mordkę jeża. Bo wiem, że powinnam tego dzieciaka ciagnąć w górę, wymagać więcej. Pójdzie do specjalnej, miałabym spokój z terapiami i wogóle. Ale on będzie pół dnia z tymi dziećmi...Nie zrozumcie mnie źle, nie chcę tu nikogo urazić...Ale ja wiem, że on tam nie pasuje tylko ja chciałam mieć święty spokój, poczucie, że tam wszystko mu zapewniają...i tak by było. Tylko to byłby taki "klosz" dla mnie i dla niego...
Dzwoniłam dziś do tej szkoły integracyjnej, rozmawiałam. Plusem są małe grupy - 18-to osobowe. Minusem problem z realizacją wskazówek z orzeczenia. Mają salę do SI, ale nie mają terapeuty i marne perspektywy, bo nie mają funduszu na to. Personel pani psycholog oceniła średnio na jeża. Kiedy wspomniałam o cieniu bardzo ten pomysł pochwaliła, tylko pewnie gorzej znów z realizacją, bo ja na to już kasy nie mam...I tak. Są jeszcze trzy szkoły integracyjne w rejonie. Obdzwonię dziś i zobaczę. Boję się, cholera jasna i tyle.
Co myślicie...? Co robić?