jestem w szoku!-o rodzicach z klasy

03.03.11, 07:51
nie wiem co zrobic z wiedza ktora wczoraj zdobylam.
poszlam do wychowawczyni w celu n-tej rozmowy o synu i jego traktowaniu przez nauczycieli,a zwlaszcza przez sama wychowawczynie.pierwsza rozmowa byla we wtorek, a wczoraj poszlam jeszcze raz, poniewaz w domu po przemysleniach, nasunelo mi sie kilka pomyslow.
jeden dotyczyl pomocy kajtkowi w czasie lekcji-wychowawczyni powiedziala ze sobie poprostu nie radzi z klasa jak nie ma pomocy nauczyciela (swoja droga- zenujace).otoz pomyslalam ze przeciez sa w klasie zdolni uczniowie i niech moze oni siedza na lekcjach z kajtkiem-do tej pory siedzial sam (generalnie dzieci intergacyjne u tej pani siedza same w lawkach)-to w razie czegos moga mu moze zerknac w zeszyt czy wszystko napisal, przypomna o czyms itd...
ale co uslyszalam???!!! o zgrozo!!! pani powiedziala ze rodzice zazadali aby ich dzieci nie siedzialy z dziecmi "chorymi". bo to zaniza ich poziom nauki!! a wychowawczyni na to sie zgodzila.no az mnie zatkalo! po pierwsze z racji podejscia rodzicow, a po drugie tez podejscie wychowawczyni. spytalam ja, czy uwaza pani ze nasze dzieci , te "chore" sa tredowate i zarazaja smiertelna choroba??? to zaczela sie glupio smiac i mowi ze nikt sie jeszce nie urodzil co by wszystkim dogodzil.no tak, ale przeciez integracja jest od tego zeby mieszac dzieci zdrowe i chore. taka matka zdrowego dziecka ma wybor szkol, a ja nie mam takiego wyboru.wiec po co taka jedna z druga pcha synalka czy corusie do naszej szkoly i w dodatku do klasy integracyjnej (jest 7 klas, z czego 3 klasy trzecie integracyjne, pozostale sa klasami zwyklymi), skoro jej nie pasuja dzieci chore???
jestem zbulwersowana,poza tym strasznie mnie to zabolalo:(. myslalam o informacji do dyrekcji-tylko nie wiem czy to dobry pomysl.
    • mam70 Re: jestem w szoku!-o rodzicach z klasy 03.03.11, 08:09
      Rozmawiałaś z wychowawczynią, a co na to Pani wspomagająca. Czy też podziela zdanie ogółu?
      Przenigdy do takiej sytuacji nie można dopuścić. Zastanawiam się, jak pozostali rodzice uzgodlili z pożal się Boże wychowawczynią taki nonsens w tajemnicy przed Tobą.
      • monisia900 Re: jestem w szoku!-o rodzicach z klasy 03.03.11, 08:18
        pani wspomagajaca tez zrobila duze oczy-rozmowa byla przy niej-ale jakos nie zareagowala (byc moze wiedziala o tym,ale przymknela oko?). ja napewno tego nie popuszcze, tylko zastanawim sie gdzie uderzyc, komu sie poskarzyc. to jest normalnie dyskryminacja i to zeby w takiej szkole, ktora z zalozenia ma pomagac niepelnosprawnym. takie traktowanie naszych dzieci tworzy mur, ktorego w starszych klasach juz nie rozbija. no nie moge, lzy same mi kapia:(
        • baskokvet Re: jestem w szoku!-o rodzicach z klasy 03.03.11, 08:57
          Do dyrekcji a pismo do wiadomości kuratorium
          Skandal i kolejna z kłód rzucanych nam pod nogi.
        • mam70 Re: jestem w szoku!-o rodzicach z klasy 03.03.11, 09:11
          Najpierw musisz ochłonąć. Wiem, że to trudne, ale rozmowy nie możesz rozpocząć z negatywnymi emocjami. Czy rozmawiałaś może o tej sprawie z Panią psycholog, która prowadzi twoje dziecko, albo chociaż ze szkolną Panią psycholog? Od nich chyba powinnaś zacząć. Uważam, że jeszcze raz o sprawie trzeba porozmawiać z wychowawczynia, panią wspomagającą ale w obecności psychologa. We wszystkich publikacjach traktujących o ZA podkreśla się, że nasze dzieci absolutnie niepowinny być w jakikolwiek sposób izolowane od reszty klasy. Jak to nie pomoże to następna rozmowa winna się odbyć jeszcze w szerszym gronie tj. dyrakcji a później to zostaje już kuratorium. Namów Panią psycholog, która prowadzi twoje dzieco do uczestnictwa w tej rozmowie. Ona na pewno znajdzie wiele agumentów, na korzyść twojego dziecka i będzie bardziej niż ty w stanie powstrzymać emocje.
          • mam70 Re: jestem w szoku!-o rodzicach z klasy 03.03.11, 09:28
            Do kuratorium za pismem- zgadzam się, ale dopiero jeśli "ze szkołą" nie dojdziesz do pororumienia.
            • ania-pat1 Re: jestem w szoku!-o rodzicach z klasy 03.03.11, 10:02
              I właśnie to jest powód dla którego wolę "zataić" problemy córki i liczyć że da sobie radę. Do tego zresztą namawia mnie psycholog, terapeuta SI, neurolog i psychiatra (wszyscy jednym głosem mówią, że Polska nie nadaje się do ujawniania inności - mamy być jednakowi, inaczej odpadamy z gry). I chyba faktycznie tak zrobię - bo sama już nie wiem czym zaszkodzę dziecku bardziej. Ale dopóki wydalam finansowo na poza-szkolno - poza-przedszkolne wspomaganie to daruję sobie pseudo pomocną edukację ogólną.... Chyba, że w szkole ewidentnie nie da sobie rady - dlatego na razie odraczam.....
              • gloria2 Re: jestem w szoku!-o rodzicach z klasy 03.03.11, 11:11
                Ja zrobię dokładnie tak samo. Poślę dziecko bez orzeczenia do szkoły. U nas "nieznośny bachor" jest lepiej postrzegany niż dziecko z orzeczeniem.
                Integracja w moim mieście to fikcja (:
    • juskiz80 Re: jestem w szoku!-o rodzicach z klasy 03.03.11, 10:49
      w głowie się nie mieści! :(
      u mnie problem leży w podejściu teściowej do prezynoszenia diagnozy do szkoły. Boi się, że nauczyciele będą plotkowali no i pójdzie dalej. Szczerze mówiąc mam to gdzieś. Wiem, że na wiosce będą gadać, ale mam zamiar pogadać z dyrektorką, żeby zwróciła uwagę nauczycielom, żeby sprawę traktować jak przystało na wykształconych (podobno) ludzi. Poza tym w pobliskiej szkole wyższej wykłada kobieta zajmująca się na co dzień autyzmem. Jest opiekunem koła naukowego psychologów. Może uda mi się ją namówić, żeby zrobili rundkę po pobliskich podstawówkach w celu wniesienia kaganka oświaty do ciemnogrodu w kwestii autyzmu, i chodzi mi tu szczególnie o dorosłych.
      Życzę Ci powodzenia w walce :)
    • marychna31 Re: jestem w szoku!-o rodzicach z klasy 03.03.11, 12:31
      Rozumiem emocje.
      Moje dziecko tez spotkało się z systemowym wykluczeniem sankcjonowanym przez PLACÓWKĘ INTEGRACYJNĄ (nie wiem jak to inaczej napisać bo jeszcze mną trzęsie na wspomnienie). Mój synek chodził w przedszkolu na wszystkie zajęcia prócz angielskiego. Spytałam sie czemu nie chodzi na te lekcje (Misiek mówił mi, ze tez chciałby chodzić z dziećmi na angielski). I usłyszałam: "bo dzieci integracyjne nie chodzą na angielski". No to spytałam "ale dlaczego, jakie ma to uzasadnienie merytoryczne" i dowiedziałam się w odpowiedzi, że "jest taka zasada, nigdy dzieci integracyjne nie chodziły na te zajęcia, mają nie przeszkadzać zdrowym w nauce, pani z angielskiego nie dała by sobie rady, pani przedszkolanka ma w tej chwili czas wolny do którego się przywiązała-zajmuje się nimi w tym czasie tylko wspomagająca.
      Poczułam się jakby mi ktoś napluł w twarz.

      Warto dodać, ze moje dziecko ma w przedszkolu swojego własnego cienia. Nie wiem w jaki sposób moje dziecko mogło by komukolwiek w czymkolwiek przeszkadzając. Ponoć pani z angielskiego "mogła by się wstydzić, jakby ktoś był jeszcze na jej zajęciach..."

      Uparłam się. Misiek na angielski chodzi i zgodnie z moimi przewidywaniami radzi sobie najlepiej w grupie (ma ewidentne uzdolnienia w kierunku nauki języków). Żadne inne dziecko integracyjne na angielski nie chodzi (nawet po prostu niepełnosprawne ruchowo!) i jeszcze dowiedziałam się, że "żaden inny rodzic się nie czepia"....
      • gorawka Re: jestem w szoku!-o rodzicach z klasy 03.03.11, 13:03
        Monisia, to jest tak bulwersujące, że aż mną zatrzęsło. Ja bym zdecydowanie poinformowała na pismie dyrekcję i poprosiła o odpowiedź na pytanie, którą z reguł placówki INTEGRACYJNEJ w tym momencie kieruje się szkoła izolując nasze dzieci o tych "lepszych" zdrowych.
        Mi się wydaje, że ta wychowawczyni jest tak durna, że nawet gdybyś rozmawiała z nią jeszcze 5 razy, to nie wzniesie się inteligencją ponad ten głupi śmieszek. No ale to chyba jednak dyrekcja żądzi w szkole, nie ona?
        I jeszcze co do rodziców. Już wielokrotnie czytałam na tym forum (i nie tylko) o rodzicach pełnosprawnych dzieci zachowujących się podobnie. Ja myślę dokładnie jak Ty: po jasną cholerę taki rodzic wysyła dziecko do klasy integracyjnej? Chyba rozumie, co to znaczy niepełnosprawność. Jeśli boi się o swoje dziecko, to niech je wysyła do zwykłej klasy.
        Ale dla kontrastu taki pozytywny przykład: kiedyś moja znajoma mówiła mi, że ma córeczkę w klasie integracyjnej (dziecko zdrowe). I że ta córeczka została specjalnie do tej klasy integracyjnej wyselekcjonowana jako odpowiednia kandydatka - wrażliwa, opiekuńcza i jednocześnie zaradna. Wszystkie dzieci zdrowe, które miały do tej klasy trafić przechodziły rozmowy z psychologiem pod kątem predyspozycji do integrowania się z niepełnosprawnymi. Ja uważam, że to jest b. dobry pomysł. Choć zacząć należałoby od rodziców, czyli każdy rodzic zdrowego dziecka zapisanego do klasy integracyjnej powinien przejść rozmowę, w trakcie której zostałby uświadomiony o co w idei integracji chodzi i czy akceptuje tę ideę. W przeciwnym razie należałoby takiego rodzica odsyłać z dzieckiem do klasy zwykłej.
    • roggalique spokojnie... 03.03.11, 12:53
      monisia900 napisała:

      > otoz pomyslalam ze przeciez sa w klasie zdolni uczniowie i niech moze oni
      > siedza na lekcjach z kajtkiem-do tej pory siedzial sam (generalnie dzieci inter
      > gacyjne u tej pani siedza same w lawkach)-to w razie czegos moga mu moze zerkna
      > c w zeszyt czy wszystko napisal, przypomna o czyms itd...

      Rozumiem Twoje rozgoryczenie, ale czy nie uważasz, że jednak trochę przesadzasz? Nie jest rolą ucznia bycie asystentem niepełnosprawnego kolegi. Oczywiście jest fajnie, gdy jeden dzieciak pomaga drugiemu, ale tylko, jeśli robi to z własnej woli, a nie z przymusu bezpośredniego (nakaz np. nauczyciela) lub pośredniego (posadzenie w jednej ławce z uczniem, który pomocy będzie się domagał).
      Nie chodzi o "trędowatość", ale proszę rozważ następującą sytuację: uczeń siedzi w ławce z kolegą, który ma problemy z nadążaniem za tokiem lekcji, w związku z tym, co i rusz pyta, zagaduje, prosi o coś tego ucznia (ergo rozprasza jego uwagę). Czy nie uważasz, że obiektywnie zmniejsza to efektywność uczenia się tegoż ucznia?

      Pomimo tego, jest faktem oczywistym, że skoro już światła oświata polska zdecydowała się na edukację integracyjną, to powinna zapewnić ku temu stosowne warunki. Rodziców i ich podejścia bym się nie czepiał, bo mają do takiego podejścia prawo. Jest naturalnym, że każdy rodzic życzy sobie, aby jego dziecko miało jak najbardziej komfortowe warunki nauki, tak, aby mogło osiągać dobre wyniki w szkole. To zupełnie proste. Ludzie nie staną się nagle altruistyczni, bo SYSTEM tego chce. To są utopijne mrzonki rodem z dzieł Marksa i Engelsa, że tylko przez sam fakt uczęszczania do klasy integracyjnej uczeń (i jego rodzice) stanie się nagle bardziej wrażliwy, altruistyczny i w ogóle ą, ę.

      Szkolnictwo powszechne w obecnym wydaniu zasadniczo krzywdzi wszystkich - zdrowych, chorych, mniej zdolnych, wybitnych. Taki urok urawniłowki, że najlepiej w tym wszystkim mają przeciętniaki.

      pozdrawiam
      • gorawka Re: spokojnie... 03.03.11, 13:19
        Wiesz Roggalique, ale nikt tym rodzicom nie każe wysyłać dziecka do klasy integracyjnej. Jeżeli rodzic obawia się o efektywność uczenia swojej pociechy, to w ogóle nie powinien dopuszczać tejże pociechy do kontaktu z niepełnosprawnymi, nawet nie do jednej ławki, ale w ogóle do klasy, czy szkoły, gdzie Ci straszni niepełnosprawni są. Przecież któryś z nich może mieć jakiś tik, może mieć coś brzydkiego na twarzy, może nie mieć części dłoni, brrr - to przecież takie straszne.
        A mniej sarkastycznie - mrzonki, mrzonkami, ale jeśli my będziemy stale przymykać na to oko, to nigdy nic się nie zmieni. A historia pokazuje, że wiele murów wydawało się nie do skruszenia, a jednak się zawaliły.
      • yula Re: spokojnie... 03.03.11, 13:32
        To był pomysł, a nie konieczne do zastosowania, można było porozmawiać sensownie, a nie wytykać trędowatość naszych dzieci. to po pierwsze, po drugie jakoś z własnej szkoły pamiętam że były takie praktyki sadzania dobrego ucznia ze słabszym w celu podciągnięcia go. Skoro w zwykłych szkołach to sie czasem sie sprawdza, to dlaczego nie spróbować w integracyjnej? Szkoła integracyjna z założenia powinna postarać sie o integracje tych dzieci a nie dodatkowego izolowania.
      • mam70 Re: spokojnie... 03.03.11, 13:35
        skoro dziecko zostało przyjęte do klasy integracyjnej to jest częścią tej klasy na rórnych prawach czy się to podoba innym -rodzicom, nauczycielom czy nie. Dziecko absolutnie nie może czuć się wyobcowany w swojej klasie. Tym brutalniejsze jest to, że robią to dorośli., dając tym samym przyswolenie do takiego zachowania dzieciom. Skandal . Rolą dorosłych jest rozwiązywać wspólnie z nauczycielem problem, tak aby najmniej dzici na tym cierpiały. Jesteście naiwni myśląc, że tylko dzieci, które mają orzeczenie są trudne, mają kłototy z nauką, zachowaniem ect. Niech zgadnę najbardziej krzyczą Ci rodzice, których dziecko nie może się pochwalić najleprzymi ocenami, najlepszym zachowaniem. No tak, ale przecież on jest takim dobrym i grzecznym dzieckiem, tylko ten z ZA tak źle na niego wpływa.
        Moja rada - najlepiej przychodzić na wszystkie wywiadówki. Rodzice są bardzo wylewni i uwielbiają dyskutować nt. dziecka , którego rodzić nie ma szans obrocić. Druga sprawa, że taki człowiek przez omyłkę nazywany "nauczycielem" na takie dyskusje pozwala.
      • monisia900 Re: spokojnie... 03.03.11, 14:36
        roggalique napisał:



        > ? Nie jest rolą ucznia bycie asystentem niepełnosprawnego kolegi.
        pozwole sobie w tym miejscu kategorycznie sie z toba nie zgodzic. otoz w klasach integr wlasnie zdrowi uczniowie z zalozenia maja pomagac niepelnosprawnym.



        jeśli robi to z własn> ej woli, a nie z przymusu bezpośredniego (nakaz np. nauczyciela) lub pośrednieg o (posadzenie w jednej ławce z uczniem, który pomocy będzie się domagał).
        > Nie chodzi o "trędowatość", ale proszę rozważ następującą sytuację: uczeń siedz
        > i w ławce z kolegą, który ma problemy z nadążaniem za tokiem lekcji, w związku
        > z tym, co i rusz pyta, zagaduje, prosi o coś tego ucznia (ergo rozprasza jego u
        > wagę). Czy nie uważasz, że obiektywnie zmniejsza to efektywność uczenia się teg
        > oż ucznia?

        zle mnie tu zrozumiales. przede wszystkim moj syn daleki jest od rozmow z kimkolwiek-nawet poza lekcjami-bo poprostu nie umie za bardzo nawiazac kontaktu. i dam sobie reke uciac po lokiec, ze zapewne przez cale lekcje nie otworzyl by buzi do wspollawkowicza-nie mowiac o przeszkadzaniu jemu. a rola kolegi sprowadzalaby sie do tego, ze mialby tylko ontrolowac czy moj kajtek np skonczyl pisac z tablicy, czy w ogole pisze a nie np marzy.

        ale co najistotniejsze-zapomnialam wczesniej dopisac. te dzieciaki sa chetne do pomocy!tylko je blokuja ich rodzice!

        kilka obos tu napomknelo, ze woli zeby dzieci nie mialy orzeczenia. to tez nie jest wyjscie, poza tym im wyzsza klasa tym problem sie nasila tzn odnosnie nauki. ja jestem przekonana ze bez orzeczenia to u nas bylaby juz totalna kleska,a tak to choc znikoma, ale jest jakas dodatkowa pomoc w nauce.

        poza tym zadzw dzis do synapsisu w w/w sprawie.uslyszalam, ze problemy tego typu sa nagminne i ze nasze spoleczenstwo zamiast isc do przodu, cofa sie w tym temacie. ponoc w warszawie sa zamykane klasy integracyjne tylko dlatego, ze rodzice nie wyrazaja zgody na wspolna nauke ich pociech z dziecmi niepelnosprawnymi.przykre to, ale niestety prawdziwe:(.i najgorsze, ze ci rodzice maja do tego prawo-tak uslyszalam:(
        • mam70 Re: spokojnie... 03.03.11, 14:49
          ty, my też mamy prawo domagać się, aby nasze dziecko było traktowane na równi z innymi. Jeśli nie krzywdzi kolegi, jeśli nie jest agresywny, to nie ma prawa być izolowane od klasy, tylko dla tego, że stwierdzono u niego jakiś deficyt. Tak zgadzam się z tym, że to właśnie rodzice doprowadzają do tak rażących sytuacji.
          • monisia900 Re: spokojnie... 03.03.11, 14:56
            moj syn jest spokojny, az nawet za bardzo.on jak nawet ktos go uderzy, to nie odda.tego akurat nie pochwalam, ale chcialam tu tylko pokazac, ze nie jest dzieckiem w jakikolwiek sposb zagrazajacym innym w spokojnym funkcjonowaniu. bo ja bym zrozumiala niechec rodzicow gdyby np bil, plul czy mazal ksiazki, zesztyt itp... ale w naszym wypadku nie rozumiem.
          • mamabeata66 Re: spokojnie... 03.03.11, 20:36
            u nas było podobnie w pierwszej klasie ale na pierwszym zebraniu na którym już mamy zdrowych dzieci miały duzo zastrzeżen ja zabrałam stanowczy głos ze klasy integracyjne sa dla naszych dzieci a nie dla zdrowych a ze rodzice chcieli je tu zapisac bo tylko 15 osób a w masowej po 30 to ich problem W drugiej klasie dla wyciszenia emocji wychowawczyni posadziła chłopców z dziewczynkami co było super rozwiazaniem dla mojego syna. koleżanka bardzo często zaznaczała mu w zeszycie czego nie zrobił w trzeciej klasie już pisała wiadomości do mnie.
      • wilma1970 Re: spokojnie... 03.03.11, 19:43
        Zgadzam się z roggalique. Trafiliście na nieporadną nauczycielkę, widziałam takie "kwiatki" w szkole dzieci (integracyjnej). Nie mogę zgodzić się jednak z założeniem i oczekiwaniem, że dzieci zdrowe mają obowiązek pomagania niepełnosprawnym. Uważam, że taki obowiązek mamy wobec wszystkich - sprawnych i nie. A czasem pomoc może polegać też na odmowie wyręczenia "nie, tego ci nie podniosę, sam po to sięgniesz", choć brzmi to bezdusznie. Nie spodziewałam się, że w szkole integracyjnej wszyscy będziemy się trzymali za ręce i śpiewali "Kumbaya, my friends", trzeba się nastawić na ciężką orkę z rodzicami kolegów i nauczycielami, a czasami ma się poczucie, że można się tylko zabić własną pięścią.
        • monisia900 Re: spokojnie... 03.03.11, 21:12
          wilma1970 napisała:

          > Zgadzam się z roggalique. Trafiliście na nieporadną nauczycielkę, widziałam tak
          > ie "kwiatki" w szkole dzieci (integracyjnej). Nie mogę zgodzić się jednak z zał
          > ożeniem i oczekiwaniem, że dzieci zdrowe mają obowiązek pomagania niepełnospraw
          > nym.
          >

          alez przeciez one same sie rwia do pomocy, tylko rodzice nie pozwalaja.ja nie twierdze, ze to ich obowiazek, ale... "czego sie jas nie nauczy....". i potem wyrosnie kolejne pokolenie przekonane ze nie trzeba pomoc slabszemu, bo i po co. jest kolosalna roznica pomiedzy pomoca, a wyreczeniem.
          • wilma1970 Re: spokojnie... 03.03.11, 21:21
            Jak to wygląda, że rodzice nie pozwalają?
            • monisia900 Re: spokojnie... 03.03.11, 21:35
              przeczytaj moje wszystkie watki-pisalam o tym
      • dasia_23 Re: spokojnie... 04.03.11, 12:51
        A ja sie nie zgodzę :) Jedną z rzeczy jaka chciałabym aby moja córka wyniosła ze szkoły jest praca zespołowa. Pomoc słabszemu koledze/koleżance uważam, za super lekcję i jako rodzic nigdy bym nie protestowała. W przedszkolu moja córka sprawdzała czy dzieci dobrze czytają i była pomocą nauczycielki w tym zakresie. Nigdy mi do głowy nie przyszło aby Paniom tego zabronić. Panie ćwiczyły z innymi dziećmi a moja mała przy innym stoliku pomagała kolejnym.
        Akurat w systemie rekrutacji wolontariat jest dodatkowo punktowany.
        Jeśli chodzi o zagadywanie w czasie lekcji, to wydaje mi się, że w przypadku naszych dzieci to raczej rzadkość. Bardziej chodzi aby otworzyć koledzę książkę, czy pomóc zaznaczyć pracę domową - a taka forma żadnemu uczniowi nie zaszkodzi.
        Faktem jest, że do dzieci się dotrze a niestety powinno się zacząć od rodziców na poziomie rekrutacji - czy oni są gotowi zaakeptować w klasie trudniejsze dzieci.
        • kasia_de Re: spokojnie... 04.03.11, 13:56
          w zamierzchłej przeszłości, w mrocznym PRLu :-) kiedy o żadnej integracji nikt nie słyszał a i orzeczeń żadnych wymyślnych nie było :-) w każdej klasie było dziecko lub dzieci, ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi.

          Oczywiście w 99% przypadków były to problemy nierozpoznane a objawiały się po prostu w kiepskich ocenach i etykietce debila.

          Smutna prawda, ale sama to pamiętam.

          Jako uczennica wzorowa (a co, pochwalę się :-) ) często sadzana byłam z uczniami najgorszymi (wbrew swej woli) żeby im pomagać. To, w zależności od klasy, były różne dzieci. Moim rodzicom by do głowy nie wpadło aby protestować, ze córka siedzi z 14-latkiem który ma sprawę w sądzie o kradzież :-) a już pomysł, że mogłabym niewystarczająco korzystać z lekcji bo zaabsorbuje mnie kolega nikomu nie przyszedł do głowy.

          Mało tego, poproszono mnie w którejś klasie, abym zostawał po lekacjach i odrabiała z "tymi tłumokami" (to nie moje słowa) zadania domowe. Można powiedzieć, że obstawiałam etat reedukatora ;-)

          Po latach stwierdzam, że zmanierowanej smarkuli dobrze taki kontakt z rzeczywistością zrobił.

          Uważam, ze rodzice, którzy nie rozumieją idei integracji nie powinni wysyłać dzieci do takich klas. Niektórym zależy na klasie integracyjnej, bo są atuty - mało dzieci, 2 nauczycieli, nie ma zmian, a jak są (w ich mneimaniu) minusy, to trzeba je likwidować. Pamiętajcie o podstawowym celu tych klas - one mają służyć przede wszystkim dzieciom niepełnosprawnym. Dla nich się je powołuje. Oczywiście, dziecko zdrowe również ma się dobrze czuć i rozwijać w takiej klasie, ale najważniejsza jest pomoc dzieciom niepełnosprawnym.

          Uważam, że za mało jest edukacji (rodziców). Kompletując skład klasy integracyjnej powinno się obowiązkowo odbyć rozmowę a nawet szkolenie z rodzicami.

          A to, czy dziecko niepełnosprawne będzie przeszkadzać zdrowemu zależy w dużej mierze od kompetencji nauczyciela. Do pracy w klasie integracyjnej też nie wszyscy mają kompetencje.
      • iska2009 Re: spokojnie... 04.03.11, 22:32
        Roggalique, w mojej w szkole podstawowej w przasnym PRL-u - wczesne lata 80 zrobiono taki eksperyment - a dodam, ze szkola nie byla jakas z wybitnym podejsciem do ucznia, raczej najgorsza w miescie, ale bylo paru fajnych nauczycieli z wyobraznia - na lekcjach matmy, fizyki i chemii zrobiono roszade i naslabsi uczniowie usiedli w lawkach z tymi, ktorzy sobie niezle radzili. To byla naprawde kiepska szkola w kiepskiejs dzielnicy i bylo tam mnostwo baardzo zaniedbanych dzieciakow. Ja co prawda jakims wybitnym uczniem nie bylam, ale widac uznano mnie za osobe mogaca pomoc tym sposobem zostalam posadzona z chlopakiem, ktory naprawde ledwo kumal. Nie byl zaburzony, byl zaniedbany, ze srednio fajnego ze tak sie wyraze srodowiska. I generalnie trudny. Siedzielismy w lawce rok, zakumplowalismy sie, pomagalam mu w matmie i fizyce. I powiem Ci ze ten eksperyment dal tyle samo jemu co i mi. A moze i mnie wiecej, mialam ogromna satysfakcje, jak z sensem odpowiadal nauczycielce na pytania, czy otrzymal lepsza ocene. Wiec wiesz, takie podejscie, ze mojemu geniuszkowi zaszkodzi jak posiedzi w lawce z aspim, to Cie przepraszam, ale do mnie nie trafia. Jest wyrazem buractwa i ciemnogrodu w ktorym niestety zyjemy i ktory wszyscy toleruja - polecam lekture skargi pani rzecznik ucznia niepelnosprawnego na pania Lipszyc z Biura Edukacji warszawy. Mnie cholernie irytuje takie podejscie, ze jeden z drugim daje dziecko do przedszkola/szkoly integracyjnej bo mniej dzieciakow i lepsze warunki, ale tych zaburzonych to najlepiej trzymac gdzies zamknietych i w ogole, zeby nasze cudowne genialne zdrowe dzieci mialy jak najmniej do czynienia. Gdzie tu logika? jakas konsekwencja? Sama obserwuje rodzicow u siebie w przedszkolu i niektorzy sa naprawde super fajni, a niektorzy to...szkoda gadac.
        • iska2009 Kasia :) 04.03.11, 22:35
          Ha, wlasnie teraz zabralam sie za lekture watku i doszlam do Twojego postu :) mialysmy bardzo podobne doswiadczenia jak widac, moze to byla jakas odgorna wytyczna :)))
          Ale nasze odczucia jak widac sa bardzo zblizone.
    • mit-och Re: jestem w szoku!-o rodzicach z klasy 03.03.11, 20:53
      Niestety tak się dzieje...
      Ja słyszałam taką wersję ale ze strony osoby posyłającej dziecko zdrowe do klasy integracyjnej. Fakty: dzieci "chore" ciągnęły intelektualnie klasę w dół - w trzeciej klasie wszyscy przerabiali ksiązki do pierwszej, dzieci z problemami ściągały uwagę obu pań, dzieci zdrowe często były ofiarami dzieci niepełnosprawnych, bywały oplute, bite i szykanowane.
      W tej konkretnej klasie nic nie robiono ze złym zachowaniem, mało tego - dzieciom wybaczano wiele, bo wynikało to ich ułomności... czyli widzę tu nieudolność wychowawczą pań nauczycielek...
      Chyba największe nasze szczęście - trafić na nauczyciela z powołania, a w jakiej szkole czy klasie... to już drugorzędna sprawa...
    • journalist Re: jestem w szoku!-o rodzicach z klasy 04.03.11, 12:13
      Zgadzam sie niestety, ze rodzice pozostalych dzieci z klasy potrafia zarznac kazda integracje. Podstawowym bledem, jaki robia, to wtracanie sie miedzy dzieci. Bo dzieci zaburzone tez maja swoje sympatie i antypatie, maja prawo sie wkurzyc, maja prawo do takich samych emocji i uczuc jak dzieci zdrowe, ale rzadko o tym pamietamy. I my, rodzice, a juz na pewno rodzice dzieci NT. Moj syn przyszedl z jednej nieintegracyjnej szkoly (prywatnej, fatalnej, gdzies juz tu o tym pisalam) do drugiej - panstwowej podstawowki. Bez integracji rzecz jasna. Wychowawczyni w klasie drugiej stwierdzila, by poinformowac o zaburzeniu rodzicow pozostalych dzieci w klasie, tak aby mogli tlumaczyc zachowania mojego syna swoim dzieciom. A nie byly one jakies szczegolnie trudne (glownie chodzilo o nie rozroznianie sygnalow niewerbalnych, czasem nie panowanie nad emocjami).
      Ja, bedac jeszcze w szoku po otrzymaniu diagnozy, zgodzilam sie. I to byl blad. Przez dwa lata syn siedzial sam. Dwa lata plakal, dlaczego wszystkim wolno siedziec ze soba razem, a jemu nie. Uslyszalam, ze najpierw musze zapytac rodzicow dziecka z ktorym syn chce siedziec o pozwolenie. To nic, ze dwoje chlopakow sie lubilo i chetnie by razem siedzieli. Syn nie jest dzieciakiem cichym, ze nie otworzy buzi. Ma takie same pragnienia, jak inni w jego wieku, wady jak kazdy czlowiek, i jak mu sie nudzi to gada na lekcji. Walczylam dosc dlugo, bo rodzice najpierw pootwierali buzie, co to takiego ZA, a potem o kazdy problem obwiniali moje dziecko. Klasa trudna, dzieci sredno uczace sie, w wielu przypadkach wymagajace kontroli psychologa, dwoje na pewno zaburzonych, ale bez diagnozy rzecz jasna. Rodzice uznali, ze to problem szkoly, wiec nie bywali na wywiadowkach, a jak dzieciaki rozrabialy, to wina zawsze byla po jednej stronie. Zgadnijcie jakiej. Ale okazalo sie, ze syn w wielu konfliktach w ogole nie bral udzialu, mimo ze ma charakter dominujacy, i niestety (dla rodzicow) bardzo dobrze sie uczyl (nie bez naszej pracy oczywiscie, bo len z niego okrutny). Nauczyciele docenili nasz wysilek i po prawie dwoch latach objeli go programem indywidualnym (tez juz pisalam). Magiczny zeszyt sprawil, ze wiemy wiecej niz inni rodzice, a to tylko dlatego, ze bardzo o to zabiegalismy. Bywalismy na wywiadowkach i tlumaczylam wszystkim: nie wtracajmy sie miedzy dzieci. One maja sie prawo lubic lub nie. Jesli chca siedziec razem, nie zabraniajmy im. Jak sie pokloca, to sie rozsiadaja, ale maja wolny wybor. Po jakims czasie rodzice przestali stygmatyzowac mi dziecko, ale blad zostal popelniony na samym poczatku. Dlatego nikomu nie radze dzielic sie tajemnica lekarska, szczegolnie z rodzicami innych dzieciakow, a jasli juz sie mleko wylalo, to przede wszystkim najwazniejsza jest tu rola nauczyciela. Gdyby nie wychowawczyni, mysle ze moj syn spokojnie siedzialby sobie z kims w klasie i w ogole nie byloby problemu. Bo to glownie wychowawczyni stawiala szlaban, chcac miec swiety spokoj. Dotychczas syn zawsze mial w lawce towarzystwo, ale nie znalismy diagnozy, wiec nie bylo sie czym "chwalic". I problemow tez nie bylo.
      Reasumujac: jesli dziecko jest dyskryminowane, szczegolnie w szkole integracyjnej (i kazdej innej) natychmiast nalezy o tym powiadomic kuratorium bez ogladania sie na kogokolwiek. Szkola staje sie wtedy bardzo grzeczna i robi wszystko, zeby zapewnic lepsze warunki takiemu dzieciakowi. Staje sie grzeczna wtedy kiedy rodzic nie okazuje slabosci lecz sile. Jak wyczuje slabosc - polyka w calosci. Dlatego strachu przed pisaniem do kuratorium nigdy nie zrozumiem. I zaluje, ze nie napisalam po roku dyskryminowania mi dziecka, bo problem bylby z glowy od razu, a tak trwal jeszcze rok. Pozdrawiam - j.
      • yula Re: jestem w szoku!-o rodzicach z klasy 04.03.11, 14:54
        Co do zatajania diagnozy, jeżeli dziecko funkcjonuje na tyle dobrze by dało sie to zrobić, to może nawet być wyjście. U nas niestety to w ogóle nie wchodziło w rachubę, bez diagnozy i informacji o nim pewnie by trafił do klasy 35 os i nie wiem jak długo by tam wytrzymał. Bo między innymi z jego powodu był podział na 2-klasy. Jego funkcjonowanie jest takie że bez diagnozy chyba musielibyśmy mieszkać w szkole. A tak przyjęli do wiadomości i skargi słyszymy tylko za wybitne wybryki, no i jest bardziej pilnowany niż reszta dzieci, jak zniknie z oczu to od razu włącza sie alarm i go szukają. Ostatnio po lekcjach zwiał i pobiegł za szkołę na plac zabaw, napędził im stracha. Niestety mimo naszej pracy i pracy pedagoga, nadal nie wolno spuścić go z oka, bo rządzi nim impuls, i dlatego wnerwia mnie opinia pani od orzeczenia że jeżeli dziecko gada i potrafi coś zrobić wokół siebie to jest samodzielne i 7 punkt sie nie należy :/ Tyle że samodzielność to nie tylko samoobsługa ale i odpowiedzialność zgodna z wiekiem, a tego u nas niestety nie ma.
      • mit-och Re: jestem w szoku!-o rodzicach z klasy 04.03.11, 15:55
        Czyli najlepsza wskazówka - poslać dziecko o normalnej klasy i czekać na rozwój wypadków? Boję się nie powiedzieć o problemach syna, z drugiej strony jak sami się domyślą - trzeba będzie zmieniać szkołę... :( I do tego reforma szkolnictwa.... ech mam rok łamania sobie głowy...
        • journalist Re: jestem w szoku!-o rodzicach z klasy 04.03.11, 17:40
          Nie nie. Kazdy przypadek, jak i dziecko, jest inny. Nasz byl taki. Poslalam do zwyklej szkoly, bo nie mielismy diagnozy (dopiero w polowie drugiej klasy). W naszym przypadku popelnilam dwa bledy. Pierwszy - ze w szkole prywatnej sie przyznalam w ogole do diagnozy, kiedy moj syn swietnie sie uczyl i w zachowaniu robil postepy. Nie trzeba bylo wylewac dziecka z kapiela. Potem popelnilam blad jeszcze wiekszy. Bo spore braki w teorii umyslu (ktore ma moj syn) i pare innych zachowan, prezentowanych przez inne dzieci takze, nie powinny go byly wyrozniac diagnoza do wiadomosci innych rodzicow.
          Natomiast moj syn wymagal i wymaga do dzis pewnych wyroznikow w traktowaniu (notorycznie nie zapisuje zadan domowych, nie lapie co sie dzieje jesli nie zanotuje, a nie notuje etc.), ale mozna bylo nad tym zapanowac bez spowiadania sie z diagnozy (szkoly prywatne maja takie mozliwosci).
          W kolejnej szkole, publicznej przyznanie sie do diagnozy sprawilo, ze szkola musiala wdrozyc indywidualny program wobec dziecka. I mamy zeszycik, w ktorym jest cala jego pamiec. Wprowadza to powoli spokoj w nasze zycie, i uczy dzieciaka porzadkowania obowiazkow.
          Tlumacze jedynie, ze jesli dziecko sobie radzi to diagnoza nie moze byc wiadomoscia publiczna, a do takiej zostala podana w naszej drugiej szkole (publicznej). Zebranie, rodzice, etc. Paranoja. I ja sie w to dalam wpuscic, z dobrej woli rzecz jasna. Zachowalam sie jak Aspi - zero nauki na bledach.
          Jak tu ktos wspomnial juz, nie jestesmy jako spoleczenstwo zdolni do zrozumienia i empatii dla innosci na tyle, by sie z nia publicznie obnosic. Wiec jesli nie ma takiej potrzeby, to oszczedzmy sobie cierpienia.
          Nikt nie moze tez nikogo zmusic do zmiany szkoly ze wzgledu na zaburzenie dziecka, jesli ono dobrze funkcjonuje (nasze dobrze rokowalo, a szkole zmienic musielismy, bo dalismy sie zapedzic w kozi rog; dzis nigdy bym sie tak nie dala wyboksowac). Najlepiej takie sprawy kierowac do kuratorium i to migiem, bo wiele szkol wobec takich sytuacji pozostaje bezkarnych, a na to godzic sie nie wolno.
          Pozdrawiam - j.
          • legenda3 Re: jestem w szoku!-o rodzicach z klasy 04.03.11, 21:51
            > Jak tu ktos wspomnial juz, nie jestesmy jako spoleczenstwo zdolni do zrozumieni
            > a i empatii dla innosci na tyle, by sie z nia publicznie obnosic. Wiec jesli ni
            > e ma takiej potrzeby, to oszczedzmy sobie cierpienia.

            No właśnie tego obawiam się w szkole. Póki co mój syn chodzi do przedszkola i jest ok., pochodzi tam jeszcze rok. Niestety pewne rzeczy raczej nie zmienią sie dramatycznie w ciągu półtora roku, np. wspomniana tu przez kogoś impulsywność i brak wyobraźni co do konsekwencji różnych zachowań.
            Powoli przygotowuję się psychicznie na próbę jaką będzie szkoła i nie mam złudzeń co do wyrozumiałości, empatii i dobrej woli rodziców zdrowych dzieci i nauczycieli w klasach integracyjnych. To wszystko co piszecie tutaj utwierdza mnie w przekonaniu, że bez postawy roszczeniowej, walki i skarg gdzie się da, nie można liczyć na traktowanie "po ludzku" naszych dzieci. Nie mówiąc już o pomocy w przezwyciężaniu deficytów i integrowania się w społeczeństwie.
            • monisia900 zaczelam walke-z wiatrakami-ale zaczelam... 05.03.11, 07:05
              bylam w wydz edukacji, bylam u dyrektora i osoby odpowiedzialnej w naszej szkole za uczniow integracyjnych. namowilam tez pozostalych rodzicow z naszej klasy-oczywiscie dzieci integracyjnych-i bedziemy dzialali.choc zdajemy sobie sprawe, ze to pewnie walka z wiatrakami, ale nie pozwolimy zeby nasze dzieci byly traktowane jak tredowate czy jak popychadla.moze i nic nie wskoramy, ale choc pokazemy ze sie nie dajemy i nie zostawiamy samych sobie naszych dzieci.
              a tak w ogole to bylam b milo zaskoczona-wszyscy u ktorych interweniowalam byli zgodni, ze takie rzeczy to sytuacja niedopuszczalna i trzeba to szybko zgasic w zarodku. obiecali wszelka pomoc i kazali na biezaco informowac o kazdej dyskryminacji szkolnej dzieci integracyjnych.
              od poniedzialku bedzie burza w szkole-ale mnie to ze tak brzydko powiem-zwisa i powiewa. wychowawczyni jeszzce nie wie ze zrobilam jakis ruch w tej sprawie-jak sie dowie to pewnie bedzie miala milion pretensji, ze naglosnilam sprawe.

              a tak w ogole, to ja tez w szkole podstawowej zawsze (jako piatkowa uczennica) bylam sadzana w lawkach z tymi slabszymi uczniami. i ja wtedy czulam sie taka dowartosciowana, ze moge pomagac. pamietam ze nawet raz, czy dwa w tyg zostawalam po lekcjach (mialam nawet klase do dyspozycji z tablica i kreda, no i wozna do pilnowania nas nad glowa hehe) i uczylam np 3-4 kolegow z klasy. a potem po sprawdzianie jak dostali wyzej niz 2-bylam dumna z siebie jak nie wiem co:). wiec napewno sadzanie dzieci slabszych z lepszymi, nie podetnie im skrzydel a tylko moze im ich dodac.
              • gorawka Re: zaczelam walke-z wiatrakami-ale zaczelam... 05.03.11, 21:13
                Monisia, ale jestem z Ciebie dumna. Bardzo trzymam kciuki. Dawaj znać, jak się sprawa rozwinie!
              • monna16 Re: zaczelam walke-z wiatrakami-ale zaczelam... 05.03.11, 22:02
                Bardzo dobrze zrobiłaś Dziewczyno :) Nie można udawać że nam to nie przeszkadza. Nie wolno nam przymykać oczu, kiedy ktoś źle traktuje nasze dzieci. Klasę integracyjną tworzy się dla dzieci "niepełnosprytnych" i to one powinny być w niej na pierwszym miejscu. Jeżeli ktoś decyduje się posłać zdrowe dziecko do takiej klasy, to musi liczyć się z wszystkimi tego konsekwencjami. I kiedy jedna mamuśka z drugą posyłają swoje piękne i zdrowe dzieci do klas integracyjnych, tylko dlatego że taka klasa liczy nie więcej niż 15-20 uczniów i są 2 nauczycielki, to krew mnie zalewa.
                My szkolną edukację dopiero zaczniemy od września. Póki co jesteśmy po rozmowie z dyrektorką szkoły, która zapewnia nas że w klasie pracują nauczycielki które naprawdę lubią swoją pracę i wiedzą jak postępować z takimi dziećmi. Szkoła ma 10-letnią praktykę w prowadzeniu klas integracyjnych jako jedyna w mieście - w innych szkołach integracja nie przetrwała, to mi daje nadzieję że będzie dobrze.
              • mruwa9 Re: zaczelam walke-z wiatrakami-ale zaczelam... 06.03.11, 10:32
                Mala podpowiedz- nie robcie nic na gebe. Wszystko na pismie, wywazone, uargumentowane. Z dwoch powodow- zeby nie wyjsc na rozhisteryzowana matke-pieniaczke, tylko zrownowazona osobe, ktora wie, do czego dazy i w ktorej interesie jest dobro wlasnego dziecka. I po drugie- do pisma urzednicy czy kuratorium musi sie ustosunkowac rowniez pisemnie, w okreslonym czasie, nie mozna uznac sprawy za niebyla, udawac, ze zadnej rozmowy nie bylo. Po prostu bedzie slad, slowo mowione jest ulotne i latwo zapomniec, o czym byla mowa. jesli juz zazadacie spotkania w kuratorium (rodzice dzieci z orzeczeniami i decydent/ci) , nie zgadzajcie sie na rozmowe na stojaco, na korytarzu, a ustalona wczesniej osoba niech pisze ze spotkania protokol, ktory potem podpisze ( z wyszczegolnieniem wszystkich osob obecnych na spotkaniu) i rozesle kopie do wszystkich zainteresowanych. To bardzo wazne, zeby sprawa nie zostala zamieciona pod dywan. Podczas rozmowy zadajcie konkretow - co kuratorium planuje zrobic (koniecznie zaprotokolowac!) i w jakim terminie (zaprotokolowac date!). Rozliczyc kuratorium z dzialan i terminow. taki system ulatwi tez merytoryczna dyskusje, zamiast pyskowki.
                • jonaska Re: zaczelam walke-z wiatrakami-ale zaczelam... 06.03.11, 15:27
                  "Rozumiem Twoje rozgoryczenie, ale czy nie uważasz, że jednak trochę przesadzasz? Nie jest rolą ucznia bycie asystentem niepełnosprawnego kolegi"


                  O tym samym pomyślałam, zanim przeczytałam, że dziecko jest bardzo spokojne i raczej nie nawiązuje kontaktów czy rozmów na lekcji. W tym wypadku nie widzę powodów, dla których miałby siedzieć sam.

                  U nas wychowawczyni radzi sobie z takimi rzeczami, nie ma problemów kto z kim za rękę na wycieczce, gdzie kto z kim siedzi...ale za to ostatnio np. w kościele usłyszałam, tatę chłopca (chłopiec usiadł koło mojego syna) - ale sobie miejsce wybrał....
                  Nauczyłam się już po prostu nie zwracać uwagi, bo wiem,że moje dziecko jest dobrze wychowane, że potrzebował max 5 minut żeby się wyciszyć, a tatuś tego chłopca to zwykły burak, który nawet nie wycisza komórki pisząc smsy na zebraniu w szkole...

                  Drugi chłopiec ( z klasy) na treningu dziwnie unikał syna, na pytanie co się stało, odpowiedział - mój tata jest, a on mi kazał trzymać się od Ciebie z daleka. Ten mężczyzna nigdy nie widział jak chłopcy fajnie się bawią, jak spędzają czas, jak jest wesoło i naprawdę ok. Ale zapewne dowiedział się, ze syn ma orzeczenie:)

                  • legenda3 Re: zaczelam walke-z wiatrakami-ale zaczelam... 06.03.11, 21:27
                    ożesz... trzeba wyhodować sobie baaardzo grubą skórę.
                    • monisia900 Re: zaczelam walke-z wiatrakami-ale zaczelam... 06.03.11, 21:47
                      nie wiem-mowcie co chcecie, ale ja kurde nie potrafie patrzec bez checi strzelenia delikwentowi w zeby, jak ktos obraza/poniza/i robi cokolwiek zeby dac odczuc ze syn jest "inny".syn musi czuc ze ja stane zawsze za nim i w jego obronie, bo kajtek sam za skarby sie nie obroni-czy to slownie czy tez silowo.
                      • lidqa Re: zaczelam walke-z wiatrakami-ale zaczelam... 06.03.11, 22:36
                        Ja mam to samo. Normalnie mam ochotę zabić.
                        U mnie wychowawczyni jest spoko- posadziła młodego z naprawdę fajnym dzieciakiem. Ale mam po tym wątku inny problem- młody nie chodzi do szkoły integracyjnej. Ja wierzę w nauczanie włączające. Ale też mam duży problem- powiedzieć im czy nie powiedzieć. Młody ma orzeczenie i rewalidację. Nauczyciele i dyrekcja wiedzą reszta nei. I nie wiem - psycholog mówi że powiedziec i ujawnić, a ja po tym wątku się bardzo bardzo waham.
                        • jonaska Re: zaczelam walke-z wiatrakami-ale zaczelam... 07.03.11, 08:59
                          Powiem tak, ja nie ukrywałam, nie robiłam tajemnicy - ale wiem, że dam radę, że choćby nie wiem co, opanowana, zawalczę o dziecko...porozmawiam sobie z rodzicami itp itd....
                          Jeśli dziecko nie jest ewidentnie "inne" - przemyśl to dobrze, zaczną się kłopoty - plotki, teksty dzieci itp itd...
                        • journalist lidqa 07.03.11, 09:35
                          w zadnym wypadku nie mow. Wsrod wielu rodzicow ktorzy przejda nad tym spokojnie zawsze znajdzie sie taki ktory bedzie robil krecia robote. Ja jak to zauwazysz bedzie za pozno. Tyle w temacie.
                          • lidqa Re: lidqa 07.03.11, 18:27
                            Nie powiem... raczej. Boję się bo jedna mama wie. To był błąd może ale lubię ją i ufam. Ale cóź... okaże się.
                            A wracając do tematu. Tak sobie siedzę i myślę ze ja wierzę w jakąś tam sprawiedliwość. Że jak ktoś jest dobry dla innych to zostanie mu to wrócone. Nie wiem jak, nie jest to może logiczne, ale wierzę w to głęboko. I na odwrót. Że jak ktoś jest dla innych świnią to też to do niego w jakiś sposób wróci.
                            • roggalique Re: lidqa 07.03.11, 20:25
                              lidqa napisała:

                              > Nie powiem... raczej. Boję się bo jedna mama wie. To był błąd może ale lubię ją
                              > i ufam. Ale cóź... okaże się.

                              Rozumiem wszystkie zależności, które opisujecie. Mówić, nie mówić, oto jest pytanie. Są argumenty za ukrywaniem, ale są też dobre przeciwko ukrywaniu. Niby jak ma się zmieniać świadomość społeczna, skoro taka konspiracja tylko utwierdza w przekonaniu, że ASD to coś strasznego, wstydliwego, coś, co należy ukrywać, jak nie wiem - orientację seksualną, czy pochodzenie narodowościowe...
                              Ponadto nie sądzę, aby taka aura społeczna korzystnie wpływała na rozwój tożsamości młodego człowieka. Komunikat jaki dostaje - nieświadomie - brzmi "masz coś, co trzeba taić, coś co sprowadzi na ciebie kłopoty". Ciężko z czymś takim żyć.
                              Jest to dylemat trudny. Ale ciężko jest zbudować prawidłową, pozytywną tożsamość kiedy trzeba coś taić - ergo: udawać kogoś, kim się nie jest.

                              A wracając do socjologii. Wspomniano tutaj czasy PRLu. Ja załapałem się akurat na końcówkę chodząc do szkoły podstawowej. W mojej klasie były różne przypadki, np. jeden kolega był z rodziny ateistycznej i nie chodził na religię, nie szedł do komunii, co nawet dzisiaj - bywa - jest przyczyną różnych komentarzy, napięć, czy wręcz ostracyzmu. Był też człowiek niepełnosprawny, z porażeniem, na wózku. Ale on był na indywidualnym toku i tylko CZASEM - dosłownie kilka razy w roku - był z nami na jakiejś lekcji. I powiem tak: z pewnością nasze zachowanie w stosunku do niego było nie do końca OK, ale przyczyna tego była wg mnie jedna, jedyna: był okazem, wydarzeniem, niczym permanentnym. Tamten chłopiec-ateista był z nami na co dzień i NIGDY nie spotkała go żadna przykrość, był po prostu naszym kolegą i nikt nie zawracał sobie głowy takimi duperelami. Prawdopodobnie z tamtym porażonym byłaby sprawa podobna; gdyby był stale, to by się wtopił w tło. A tak... Różnie to bywało. Jak to bywa z rzadkimi okazami.
                              Nie ma chyba dobrej recepty, ale jednak człowiek ma kilka możliwości. Jak nie idzie się dogadać z szeroko pojmowaną szkolną socjetą, to można przecież choćby zmienić szkołę. Można słać pisma, jeśli ewidentnie łamane są przepisy, prawa dziecka etc. Ale można zainteresować szkołę np. przeszkoleniem "grona pedagogicznego" z dziedziny ASD, szkoły mają na to fundusze. Można zorganizować spotkanie rodziców klasowych ze specjalistą.
                              Przecież też jesteście członkami społeczności szkolnej, macie takie samo prawo do działania jak inni.

                              pozdrawiam
                              r.



                              • lidqa Re: lidqa 07.03.11, 21:28
                                Nauczycieli można szkolić, ale co z rodzicami? A poza tym czy wiedza = empatia czy też zrozumienie?
                                • roggalique Re: lidqa 07.03.11, 21:56
                                  idqa napisała:

                                  > Nauczycieli można szkolić, ale co z rodzicami? A poza tym czy wiedza = empatia
                                  > czy też zrozumienie?

                                  Z całą pewnością niewiedza = lęk = postawa obronna. Człowiek jest prymitywnym stworzeniem. Kiedy spotyka się z czymś, czego nie ma w jego zasobach pojęciowych - ucieknie, a czasem jeszcze może zdąży rzucić dzidą. Akurat od czasu gdy jaskinię nazywaliśmy domem niewiele się w tej materii zmieniło:)

                                  Weź takich gejów. Jednak ich sytuacja jest nieco lepsza niż choćby dekadę temu. I będzie coraz lepsza, nikt się nie boi o tym gadać, po miastach wiszą bilbordy z gejami itd. Gej nieco się oswoił.
                                  Polskie społeczeństwo to jest stuprocentowe kołtuństwo i dulszczyzna, które wynikają z niewiedzy jednak w dużej mierze. Ma tu przesrane żyd, Arab, gej, niepełnosprawny, autystyczny. Ale to jest kwestia oswojenia tematu. Sto lat temu taki żyd nie przerażał tak bardzo jak dzisiaj, kiedy mało kto w ogóle może się pochwalić, że jakiegoś żyda widział na oczy. W Warszawie Wietnamiec, czy Afrykanin nikogo nie razi, no nie? No bo się mieszka z nimi w blokach, codziennie się spotyka itd.
                                  Jak są co jakiś czas afery z deportacjami cudzoziemców, to co się bardzo często słyszy ze strony ich rdzennie polskich obrońców? "Panie, łone tu piętnaście roków mieszkają, ja ich znam, to porządni ludzie kulturalni, to przecież już Polacy". Być może ta sama pani, czy ten sam pan dzwoni potem, śród nocnej ciszy, do radia z Torunia i ujada na różnych żydowskich szkodników spod znaku Michnika.

                                  pozdrawiam
                                  r.
                                  • lidqa Re: lidqa 07.03.11, 22:23
                                    Masz rację. A jednak wzbudza we mnie postawę obronną to, że to na moim dziecku oni mają się uczyc tego powoli. Ja nie chcę żeby on cierpiał. I tak jest odrzucony przez grupę- myślę ze po informacji o diagnozie problem się powiększy. Może to jest niskie, ale kurcze nie chcę walczyć- wyłazi ze mnie konformizm. Chcę żeby on był na ile to możliwe zaakceptowany. Na szczęście zachowuje się w miare normalnie i jest zdolny. Moze to mu pomoże...
                                  • iska2009 Re: lidqa 07.03.11, 22:28
                                    A najlatwiej jest chyba dywagowac wtedy, gdy jakis problem nas bezposrednio nie dotyczy, wtedy i argumentow mnostwo i przyklady sie sypie jak z rekawa. Ciekawa jestem, gdyby ten dylemat dotyczyl Ciebie bezposrednio i Twojego dziecka tez mialbys takie jasno zarysowane i zdecydowane poglady i bylbys gotow polec wraz z wlasnym dzieckiem na oltarzu walki z wszechogarniajacym koltunstwem?

                                    A tak dla rownowagi - polecam artykul:
                                    www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,9123227,Zyrafa_Jeremiasza.html
                                    • roggalique Re: lidqa 08.03.11, 09:15
                                      iska2009 napisała:

                                      > A najlatwiej jest chyba dywagowac wtedy, gdy jakis problem nas bezposrednio nie
                                      > dotyczy

                                      Cóż forum jest miejscem dyskusji, ale rozumiem - najlepszymi ornitologami są ptaki. Na końcu zawsze można powiedzieć - nie wiesz o czym chrzanisz, bo sam tego nie masz. Tylko, że to jest koniec dyskusji. A że forum to miejsce dyskusji...
                                      Chyba pora zrobić sobie przerwę:) Ciach, ciach.

                                      pozdrawiam
                                      r.
                                      • yula Re: lidqa 08.03.11, 09:38
                                        Rogalik, dobrze mówisz, ale jesteś terapeutą i mam pytanie czy ciebie dotyczą te problemy osobiście? Bo to jednak inny punkt widzenia. Ty masz pracę i pewnie jesteś świetnym terapeutą, ale po wyjściu z pracy możesz o niej zapomnieć, my mamy to przez całą dobę bez przerwy i nie każda z nas ma tyle siły co journalist , ja sama mam podobne problemy co syn w sferze społecznej i każdą rozmowę z nieżyczliwą osobą dosłownie odchorowuje. I niestety jak zaczynamy walkę z dorosłymi to najbardziej cierpią nasze dzieci.
                                        • firella2 Re: lidqa 08.03.11, 10:21
                                          Rogalik ma o ile pamiętam dziecko z ADHD. Zresztą może źle pamiętam.Ale jeśli tak, to jednak ADHD jest inaczej postrzegane w społeczeństwie: "teraz to połowa dzieci ma ADHd", albo "jak dostanie w d... to od razu całe aDHD przejdzie". Wiem, bez sensu, ale takie poglądy wygłaszają nawet wykształceni i niby inteligentni ludzie. A na hasło "autyzm" wielu z tych ludzi otwiera szeroko oczy z przerażenia, udaje że nie słyszy itd. Tak, że nie porównywałabym.
                                          • yula Re: lidqa 08.03.11, 10:46
                                            Są różne reakcje na autyzm, i większość mi sie nie podoba, albo odnoszą sie jak do trędowatych, albo jak do głęboko upośledzonych, jak nauczycielka w szkole (na szczęście córki nie syna) zero wymagań :/ Aha mój w dodatku do ZA ma sporo zachowań z ADHD, w sumie był obserwowany właśnie w kierunku ADHD, ale psychiatra stwierdziła że ADHDowiec nie czyta w wieku 5 lat z własnej woli, więc zaczęli drążyć w innym kierunku i wyszło ZA jak podsumowali wszystkie informacje, więc teksty "jak wleje mu sie w tyłek to sie uspokoi " też słyszałam nie jeden raz, jeden pan w sklepie nawet proponował własny pas :/
                                            • rauxa Re: lidqa 08.03.11, 11:25
                                              nam tez wielokrotnie zaproponowano lanie:)
                                              jeden raz nawet policja musiała wstrzymywać ruch samochodowy na dość ruchliwej ulicy - bo moje dziecko akurat miało pośrodku tejże ulicy atak histerii, a ze jeszcze w ogóle się nie komunikował to była jazda na całego z niezwykle wychowawczo zaangażowaną widownia..

                                              świadomość społeczna jest na poziomie zerowym - autyzm dla wielu rodziców może być wręcz zaraźliwy..
                                              spotkałam się z psychologami, którzy nie wierzyli własnym oczom w postępy mojego syna... czyli przedtem uznali go za głupka i postawili nad nim krzyżyk...

                                              maja w ogóle pojecie na czym polega autyzm? jakim typem zaburzenia jest?

                                              jak bardzo trudności w komunikacji zaburzają odbiór przez społeczeństwo?

                                              jakie problemy niesie za sobą bycie inteligentna osoba z autyzmem i do tego z cala masa zaburzeń, które nie pozwalają na w miarę normalne funkcjonowanie a posiadana inteligencja tylko frustruje i prowadzi do coraz większych konfliktów wewnętrznych??

                                              przepraszam za emocjonalny wtręt do Twojego wątku... poniosło mnie:(
                                      • iska2009 Re: lidqa 08.03.11, 13:59
                                        roggalique napisał:

                                        Na końcu zawsze można powiedzieć - nie wiesz o czym chrzanisz, bo sam tego
                                        > nie masz

                                        Wyrazilam sie nieco ogledniej, ale jesli tak to zrozumiales to moze i cos w tym jest, z calym szacunkiem dla Twojej wiedzy rogalik i z calym szacunkiem dla tego forum i dla kazdego forum, czym innym jest dyskutowac o rodzajach terapii, doradzac, pomagac, wskazywac, wyrazac opinie na temat roznych osrodkow, a czym innym jest namawianie matki do czegos co Cie nie dotknie nawet najmniejszym odpryskiem. To tak jakby w rzece walczylo o zycie kilkoro ludzi, a Ty bys stal na lodce i wymadrzal sie na temat najefektywniejszych technik plywackich. Oczywiscie, ze forum jest miejscem dyskusji, ale w dobrej dyskusji powinno byc miejsce na takt i wyczucie. Nie sadzisz?
                                        Przeszkadza Ci nietolerancja? Zrob cos. Wystap w audycji radiowej, idz do TV, nagraj wypowiedz, idz do szkoly zrob prelekcje, swiata nie zbawisz, ale moze paru osobom otworzysz oczy. Przeciez masz wiedze.
                                        • roggalique do iska2009 08.03.11, 15:28
                                          iska2009 napisała:

                                          > a czym i
                                          > nnym jest namawianie matki do czegos co Cie nie dotknie nawet najmniejszym odpr
                                          > yskiem.

                                          Proszę, wskaż mi cytat, w którym kogokolwiek do czegokolwiek namawiam. Jest to prośba oczywiście retoryczna.

                                          > Przeszkadza Ci nietolerancja? Zrob cos. Wystap w audycji radiowej, idz do TV, n
                                          > agraj wypowiedz, idz do szkoly zrob prelekcje, swiata nie zbawisz, ale moze par
                                          > u osobom otworzysz oczy. Przeciez masz wiedze.

                                          A skąd niby wiesz, co ja robię lub czego nie robię? Owszem, bywam w szkołach, inni moi współpracownicy bywali w radio, robimy prelekcje. Oczywiście tam, gdzie ktoś nas zaprosi. To chyba naturalne.

                                          A nietolerancja mi nie przeszkadza. Nigdzie nie napisałem, że mi przeszkadza. Dla mnie nietolerancja jest absolutnie zrozumiałą postawą, która w 90% wynika z niewiedzy ludzkiej.

                                          Rozumiem nietolerancję także tego rodzaju: "nie masz dziecka z Z.A. więc nie masz prawa wypowiadać się o tym, czy o tym. A masz jednak dziecko z ADHD? Phi! Co to jest ADHD w obliczu autyzmu! Nie da się porównać.".
                                          Stanowi to dla mnie czytelny przekaz. Mogę albo wywnętrzyć się na temat własnych problemów wynikających z "jakiegoś tam ADHD" - czego nie nie mam potrzeby robić, lecz co - prawdopodobnie - zapewniłoby mi odpowiedni poziom empatii ze strony innych forowiczów i forowiczek; albo też mogę po prostu każdorazowo dokonywać wyboru wątku pod kątem własnej oceny czy mam ja prawo odezwać w nim gębę, czy też nie (co wymaga pewnego wysiłku intelektualnego, którego nie chce mi się podejmować, bo uważam, że jest to para w gwizdek); albo też mogę skorzystać z drogi obranej przez większość moich koleżków po fachu i odpuścić sobie temat forów internetowych - co wydaje się - poprzez brak podejmowania jakiegokolwiek wysiłku - alternatywą dość kuszącą:/

                                          Dla mnie EOT, w każdym razie jeśli chodzi o ten wątek.

                                          pozdrawiam
                                          r.
                                          • iska2009 Re: do iska2009 08.03.11, 22:31
                                            Rogalik cos Ci sie poplatalo, ja nigdzie nie napisalam ani o Twoim domniemanym dziecku z domniemanym adhd, ani w zaden sposob nie zajaknelam sie na temat porownywania adhd do autyzmu, dla mnie to w ogole nie jest temat do dyskusji, wiec wyluzuj. Nikt Ci sie nie kaze wywnetrzac z wlasnych problemow, wynikajacych z czegokolwiek, na tym forum jestes gosciem, ktory zawodowo zajmuje sie terapia, a Twoje zycie osobiste nikogo nie interesuje - Twoj wybor, ja to szanuje, ale jednoczesnie moze przemknela by Ci jakas releksja, ze skoro jestes tu jako profesjonalista, a nie rodzic to pewne tematy moze warto by bylo taktownie sobie odpuscic.
                                            > Proszę, wskaż mi cytat, w którym kogokolwiek do czegokolwiek namawiam. Jest to
                                            > prośba oczywiście retoryczna.
                                            Przeczytaj prosze swoja wypowiedz, a w zasadzie swoje obydwie wypowiedzi - ich wymowa jest dosc oczywista, a ze nie pada slowo "namawiam"...tak o to Ci chodzi?
                                            Wywodu na temat nietolerancji nie rozumiem, niby oburzasz sie na koltunstwo, piszesz, ze trzeba zmieniac swiadomosc itd, a potem, ze nietolerancja Ci nie przeszkadza...troche nie kumam
                                            No i fajnie, ze robisz cos w kierunku jak rozumiem szerzenia wiedzy o autyzmie, to akurat bardzo szanuje.

                                            • roggalique Re: do iska2009 08.03.11, 22:41
                                              iska2009 napisała:

                                              > moze przemknela by Ci jakas releksja, ze skoro jestes tu jako profes
                                              > jonalista, a nie rodzic to pewne tematy moze warto by bylo taktownie sobie odpu
                                              > scic.

                                              Nie zamierzam stosować żadnej autocenzury. Nie ma to nic wspólnego z taktem czy nietaktem, bo nikogo nie obrażam, ani nikogo nie postponuję.

                                              Mam takie samo prawo wypowiadać się NA KAŻDY TEMAT jak Ty. Czy Tobie się to podoba, czy nie, to jest otwarte forum. Wymogiem pisania na nim jest ZALOGOWANIE się, a nie legitymowanie glejtem "rodzic dziecka z Z.A.".
                                              Jak Ci się nie podobają moje posty - możesz nie klikać.

                                              r.

                                              P.S. Sama zainteresowana napisała wprost, że nie czuła się do niczego namawiana, więc może tak zeszłabyś łaskawie ze mnie?
                                              • iska2009 Re: do iska2009 08.03.11, 23:56
                                                Rogalique, wyrazilam swoja opinie, do ktorej podobnie jak Ty mam prawo. Razi mnie Twoj mentorski ton, brak taktu oraz wypowiadanie sie na tematy o ktorych nie masz pojecia. Bycie terapeuta, to zupelnie co innego niz bycie rodzicem dziecka z autyzmem, obce sa Ci pewne emocje, przezycia i dylematy jakie maja rodzice. Twoje niektore wypowiedzi sa po prostu nie na miejscu. Tyle Ci chcialam powiedziec, a co Ty z ta wiedza zrobisz to Twoja sprawa.
                                                • yula Re: do iska2009 09.03.11, 00:25
                                                  Tiak, jeżeli ma dziecko z ADHD to zupełnie nic nie wie, przez niektóre osoby ADHD odbierane jeszcze gorzej niż autyzm.
                                  • journalist utopia 07.03.11, 22:30
                                    To wszystko, o czym piszesz roggalique, to utopia, nic wiecej. Choc pisana w dobrej wierze. My po trzyletnim praniu mozgu osiagnelismy wzgledny spokoj. Moj syn "sie wtopil", szkola zaskoczyla, pracuje, nauczyciele sie staraja, wsrod rodzicow sprawa powoli przyschla. Ale wiem, ile nas to kosztowalo. I wiem, ze ja mam mocna osobowosc, poczucie wlasnej wartosci i silnego czlowieka obok siebie. W kazdym innym wypadku zagryzliby nas absolutnie wszyscy i wypluli jak pestke. Mnie i mojego dzieciaka. Zmiany sa potrzebne, ale moj przyklad nie powinien byc nasladowany, jesli udaje sie bez tego obejsc. Uwazam i zdania nie zmienie, ze uswiadamianie ludzi powinno sie odbywac innymi drogami, nie tam, gdzie narazamy dziecinstwo naszych dzieci i swoje macierzynstwo na udreke. Mowie tu o tych, ktorzy nie maja sil, a czasami umiejetnosci czy narzedzi by sie bronic. Niech wybiora droge porozumienia z kadra pedagogiczna i nie uswiadamiaja reszty swiata. Bo moze to niczego nie zmienic. Warto uswiadamiac innych ludzi, kiedy nasze dzieci staja sie starsze, silniejsze. I nie chodzi tu o zachowanie zaburzenia w tajemnicy. Chodzi o ochrone wczesnego dziecinstwa bo rzuca sie cieniem na cale zycie. Pozdrawiam - j.
                                    • czarna_ida Re: utopia 07.03.11, 22:47
                                      Rogalik, rąbnął z grubej rury, ale ja nie zyczę sobie porównywania, naszych problemów, do gejów..Mam w dupie kto komu wsadza... bo to jego prywatna sprawa co lubi miec wsadzane i gdzie...
                                      Tylko co zrobic jesli nie ma szkoly integracyjnej ? Ja wiem ze dyrektor wydzialu edukacji i dyrektor szkoly i bla , bla.. Tylko jak ktoś ma za duze ego, to nakarmi Was obietnicami i nic nie zrobi.. Ja tez mialam podobnie, bo mialam papierki, wszystkie, i myslalam ze złapalam pana boga za piety..Nic błednego w mojej gminie mojego dziecka nie chcieli, ani w intergracyjnym przedszkolu, szkole, ani w rejonie.. Ale jakoś moje pieniadze z subwencji im nie smierdzą..
                                      Otwórzcie oczy, nie ma nic na papierze, nie wierzyć w obietnice...Od papieru sie mozna odwolać, bo ma się dowód ..
                                      • monisia900 wczoraj w szkole-juz po rozmowie dyr z wych 08.03.11, 06:19
                                        wchodze po kajtka do szkoly, mowie kulturalnie dzien dobry. i co??? jak stalo z 10 rodzicow, tak na komende wszyscy odwrocili glowy i nie uslyszalam od zadnego odpowiedzi:(.
                                        moge sie tylko domyslac, ze wych powiedziala pewnie prz\ed lekcja ktoremus w z rodzicow o mojej interwencji i po lekcjach juz wszyscy wiedzili, no i sie pewnie obrazili. wych tez obrazona. wnioskuje to stad, ze kajtek znowu ma niezaznaczona prace domowa, nieskonczone notatki.
                                        coraz powazniej mysle nad zmiana szkoly, ale inne szkoly sa daleko od nas,a ta jest najblizej. a my mamy tak napiety grafik i tak wypelniony, ze nie chce kajtka dodatkowo meczyc dojazdami do dalszej szkoly,
                                        dodam jeszcze ze dwojka rodzicow dzieci integr z naszej klasy, ktora wyrazila gotowosc interwencji i byla oburzona sytuacja...wycofala sie raczkiem:(.
                                        • mruwa9 Re: wczoraj w szkole-juz po rozmowie dyr z wych 08.03.11, 06:47
                                          Zloz oficjalna skarge w kuratorium na dyskryminacje dziecka w szkole. Na pismie.
                                          Walka , jak widzisz, wymaga twardego kregoslupa i mocnych nerwow, ale pozostaje albo to, albo pokornie polozyc uszy po sobie. Swoja droga zmiana szkoly nie jest zlym pomyslem, pod warunkiem, ze to bedzie naprawde zmiana na lepsze. Podejrzewam, ze przeplyw informacji miedzy szkolami jest na tyle dobry, ze opinia o Twojej rzekomej roszczeniowosci powedruje do nowego miejsca. Z drugiej strony szkola jest wazniejsza, niz terapie i zajecia pozalekcyjne, bo to w szkole dziecko spedza najwiecej czasu.
                                        • marika012 Re: wczoraj w szkole-juz po rozmowie dyr z wych 08.03.11, 14:24
                                          Przykre bardzo :( Nawet nie wiem co napisać.

                                          Czemu prace domowe były nie pozaznaczane. To chyba należy do ped. wspomagającego.
    • zabulin Re: jestem w szoku!-o rodzicach z klasy 08.03.11, 12:39
      Strasznie mi się przykro robi, jak czytam że są tacy ludzie.

      Masz rację -nikt nie zmusza do posylania do szkoly integracyjnej zdrowego dziecka.
      Nie ustepuj, bo to kluczowy argument.

      Rodzicom myslenia nie zmienisz, ale racja jest po twojej stronie.
      Jesli ktoś posyła dziecko zdrowe do szkoly integracyjnej, nie powinien się tak nieopowiedzialnie zachowywać.

      Trzymaj się. Bzuiaki.
      • renita1 Re: jestem w szoku!-o rodzicach z klasy 08.03.11, 14:18
        Moim zdaniem powinnaś o dzisiejszym zdarzeniu poinformować dyrektora tej szkoły. Ta nauczycielka nie powinna ujawniać innym rodzicom treści twojej rozmowy z dyrektorem - wogóle powinna to załatwić w jakiś inny, kulturalny sposób. Sama jestem nauczycielem, ale to co tu piszesz nie mieści mi się po prostu w głowie. Na mój gust to pierwszą osobą , która tu dyskryminuje dzieci niepełnosprawne jest sama wychowawczyni.... Jej nastawienie do dzieci niepełnosprawnych jest ewidentnie złe. Zamiast uświadamiać rodzicom na wywiadówkach korzyści jakie ich dzieci mogą czerpać od naszych dzieci, to ona sama podjudza złą atmosferę. Ja mam w klasie 2 uczniów z lekkim upośledzeniem, wszyscy rodzice o tym wiedzą, nie jest to szkoła ani klasa integracyjna.... ale nie ma najmniejszych problemów, aby inne dzieci siedziały z tymi dziećmi, bawiły się, pomagały .... Więcej, ja nie muszę nikogo prosić, one same wiedzą kiedy im pomóc, np. pokazać co zapisać, co przeczytać. Na godzinach wychowawczych często poruszamy temat niepełnosprawności, jak pomagać itp. Na wywiadówkach żaden rodzic nie zaproponował, żeby odizolować te dzieci od klasy. Dlatego ciężko mi aż uwierzyć, że tak może być....
        • lidqa Re: jestem w szoku!-o rodzicach z klasy 08.03.11, 16:23
          Zawsze odpisuję na dole- nie lubię tego w forach gazety że trzeba szukać gdzie się pojawił nowy wpis.

          Ja nie odczułam że rogalik mnie do czegoś zmusza. Dla mnie to rzeczywiście jest jeden z poglądów na sprawę- wszyscyc specjaliści z jakimi się zetknęłam mają taki: MÓWIĆ. A ja czytam i czytam i myślę i wychodzi mi ... nie mówić. Ale czytam inne zdania też i są to dla mnie rzeczy do przemyślenia.


          Ale własnie- padło hasło: dziecko zdolne. Tak, moje dziecko z ZA jest naprawdę super zdolne. Dla przykładu: bierze książkę o śwince pepie w całości po angielsku i mało że biegle to czyta to jeszcze wie co tam jest napisane. Ma 7 lat i nigdy nie uczył się prywatnie- po prostu net, powietrze, my. Tak samo jest z innymi przedmiotami- liczy, pisze, rozumuje, wypowada się, używa słownictwa - no bajka. Ale równocześnie wrzeszczy, zatyka uszy, nie komunikuje się z rowieśnikami, coraz gorzej z dorosłymi. W zasadzie komunikuje się ze mną tylko w sposób zadowalający.

          Szkoła go zniszczy. Mało że nikt nie zauważy zdolnosci poprzez to zachowanie to jeszcze widzę że jest coraz gożej- on zamiast się dostosować to coraz bardziej odstaje. Szlak mnie trafia.
        • monisia900 Re: jestem w szoku!-o rodzicach z klasy 08.03.11, 21:58
          renita1 napisała:

          > Moim zdaniem powinnaś o dzisiejszym zdarzeniu poinformować dyrektora tej szkoły
          > . Ta nauczycielka nie powinna ujawniać innym rodzicom treści twojej rozmowy z d
          > yrektorem - wogóle powinna to załatwić w jakiś inny, kulturalny sposób. Sama je
          > stem nauczycielem, ale to co tu piszesz nie mieści mi się po prostu w głowie. N
          > a mój gust to pierwszą osobą , która tu dyskryminuje dzieci niepełnosprawne jes
          > t sama wychowawczyni.... Jej nastawienie do dzieci niepełnosprawnych jest ewide
          > ntnie złe.

          to tylko moje przypuszczenie, ze nauczycielka powiedziala, stad tez nie chce robic burzy, boo nie mam 100% pewnosci. ale wych summa summarum nie umie trzymac jezyka za zebami. bo skoro ja ide np do niej na rozmowe o moim kajtku, a ta mi mowi z detalami np o drugim dziecku integracyjnym z naszej klasy-no to nie jest fair. i dam sobie reke uciac, ze do matki tego drugiego dziecka "obgaduje" moje dziecko. uzylam slowa obgaduje, gdyz wych zawsze wypowiada sie niepochlebnie i innych dzieciach-a czemu to ma sluzyc to nie mam pojecia. no ale na to juz przymykam oko.

          masz racje renita, ta nauczycielka jest wlasnie takim podzegaczem w calej tej sprawie. gdyby rozice czuli, ze ona stoi murem za naszymi dziecmi, to by sie nie osmielili nawet pary puscic na ten temat.

          no ale jest dzis maly sukces. aczkolwiek nie mam pojecia czym spowodowany.jeden z chlopcow spytal kajtka czy moze z nim siedziec na lekcji i potem o to samo spytal pania. no i siedza sobie razem:). kajtek mowi ze ten chlopiec pomaga mu w przpisywaniu z tablicy, patrzy czy zapisal prace domowa itp...nie podejrzewam tego chlopca o to, ze robi to z przymusu (bo np ktos mu kazal), tylko on i jego mama sa bardzo niesmiali i moze bali sie wylamac i dzialali pod presja reszty klasy? poza tym ten chlopiec od zerowki zawsze sie interesowal kajtkiem i pamietam jak np w zerowce czesto pomagal mu sie ubierac. takze jestem donbrej mysli i az mi sie cieplej na sercu zrobilo:)
          • renita1 Re: jestem w szoku!-o rodzicach z klasy 09.03.11, 08:40
            dzieci zdrowe są zazwyczaj chętne do pomagania innym, o ile oczywiście odpowiednio się im to wytłumaczy. MUSI, MUSI być pozytywne nastawienie oraz akceptacja przez nauczyciela dziecka niepełnosprawnego. Inaczej inne dzieci wyczują niechęć nauczycielki do tego ucznia i też będą mu nieprzychylni - w młodszych klasach pani jest dla uczniów dużym autorytetem, więc dzieci zazwyczaj starają się o jej akceptację. To, że ten chłopczyk podszedł do Kajtka nadal źle świadczy o tej wychowawczyni: taka sytuacja powinna zdarzyć się już dawno, ale pewnie nie mial śmiałości bo pani nie zachęcała....Myślę, że nie wszyscy rodzice w Twojej klasie myślą o dzieciach niepełnosprawnych źle. Być może macie w klasie jakiegoś podrzegacza, czyli rodzica, który umie skupić wokół siebie słuchaczy i narzucić im swoje zdanie. Manipulowanie tłumem wcale nie jest dla niektórych trudne. Zresztą ja z moim synem też przechodziłam gehennę w przedszkolu. Kacper był/jest agresywny w stosunku do innych dzieci. Pierwsza wychowawczyni widziała w nim tylko jego agresję i egocentryzm, kompletnie nie patrzyła na niego przez pryzmat jego choroby. Efekt? Inne dzieci ciągle mu dokuczały lub uciekały od niego. Zmieniła się wychowawczyni i od razu zmieniło się nastawienie dzieci: zaczęły mówić mu cześć i wiedzą, że Kacper ma też w sobie dobre strony. Powiem więcej: rodzice innych dzieci zaczęli nas miło zagadywać, mnie i syna, a wcześniej patrzyli na nas wilkiem. Myślę , że ta druga wychowawczyni delikatnie wytłumaczyła innym mamom na czym polega problem Kacperka i naprawiła to, co zepsuła ta pierwsza.
    • roggalique Licheń, na Jowisza! 08.03.11, 22:33
      Jeśli życzysz sobie odpowiedź to podaj jakiś normalny e-mail, bo na "ludzie@gazeta.pl" nie da się odpisać, a w szczegółach też niestety nie wyświetla prawidłowego maila.

      pozdrawiam
      r.
      • wilma1970 Re: Licheń, na Jowisza! 08.03.11, 22:42
        Osobliwe.
        Wysyłam.
        • journalist nie strzelajcie do pianisty 09.03.11, 11:27
          Sluchajcie, mam odrzut od pisywania na forum z podstawowego powodu. Nie znosze zagryzania sie, wiec nie zagryzajcie roggalique'a. Porownanie do gejow nie mialo sluzyc porownaniu do naszych dzieci, lecz jak podejrzewam porownaniu do strachu przed wyjsciem z cienia. Nie czepiajcie sie slowek, nie analizujcie, co ktos powiedzial nie tak, ale dyskutujcie. Z tego bedzie wiecej pozytku.
          Przez 2 lata wspolnie z mezem chodzilismy do szkoly i rzadko ktory rodzic odpowiadal dzien dobry. W koncu przestalismy sie klaniac. Uznalam, ze mam gdzies tego typu ludzi. Na co ci ludzie sie poobrazali i uznali, ze sie wywyzszam. I mam za kogos lepszego. No w tym kontekscie mialam, bo dyskryminacji z powodu tego, ze ktos ma dziecko z zaburzeniami autystycznymi nie rozumiem i bede z tym walczyc.
          Po przeczytaniu calej wymiany zdan zaczelam sie zastanawiac, co bym zrobila, gdybym majac te wiedze ktora mam dzis (np. jak bedziemy traktowani w szkole przez rodzicow innych dzieciakow) dostala wybor: powiedziec rodzicom, czy nie powiedziec? To jest pewien proces w czlowieku. Od poczatku tego roku szkolnego sporo znow przeszlismy i mysle, ze czlowiek zraniony chcialby sie ukryc w mysiej dziurze. A tu nie ma dziury. Idac dalej: zastanawiam sie, w czym pomoglam, a w czym zaszkodzilam mojemu synowi przyznaniem sie wobec swiata jego rowiesnikow do diagnozy. I nie mam prostej odpowiedzi. Zawsze jest bilans zyskow i strat. Tylko czego jest wiecej? Na ile to ja, rodzic czulam sie bita i kopana, odchorowywalam kazda wizyte w szkole, nabawilam sie fobii szkolnej, codziennie rano lecialam do toalety, bo zoladek nie dawal rady z nerwow, spadlam na dno zawodowo i psychicznie. A na ile ta sytuacja dotykala az tak gleboko moje dziecko. Czy on w efekcie wyjdzie z tego silniejszy czy slabszy? I zastanawiam sie na ile bardziej mowienie ludziom, co dotyka nasze dzieci jest bolesne dla nas, rodzicow bardziej niz dla naszych dzieciakow. Jak juz napisalam, starsze (juz 12 - 13 latki) sa pewnie silniejsze, dojrzalsze niz te maluchy. Moze czasami warto odsunac to informowanie, a moze nie? Nie mam pojecia. Kazdy ludzki przypadek jest inny.
          Dzis rodzice w klasie mowia dzien dobry, rozmawiamy, smiejemy sie wspolnie na imprezach klasowych, choc ja zawsze bede juz czula pewien dystans (wcale go po sobie nie pokazujac). Osiagnelam to nie pozwalajac sie zagryzc i udalo mi sie. Choc czasami mam nieczyste mysli nie przyznawac sie juz do niczego w dalszym etapie edukacji. Dla swietego spokoju. Ale jak ja wtedy napisze te ksiazke, nad ktora dlubie od roku? No nie da sie. I jestem w potrzasku. Na szczescie na razie mam pilniejsze obowiazki zawodowe, i ta ksiazka musi jeszcze zaczekac.
          Mysle, ze tyle bede mogla zrobic od siebie w uswiadamianiu ludzi. Ksiazki reporterskie swietnie sie teraz sprzedaja, ludzie chca je czytac, dyskutowac, moze to jest jakas droga do uswiadomienia? Do obeznania z problemem? Moze to lepsze niz migawki w TV. Praca u podstaw bedzie trwala jeszcze dlugo, oj dlugo.
          Przepraszam, ze tak glosno mysle, juz sie zamykam :) Pozdrawiam - j.
          • marika012 Re: nie strzelajcie do pianisty 09.03.11, 13:26
            Dla mnie zastanawianie się czy powiedzieć czy nie - nie ma sensu jeśli dziecko jest w klasie integracyjnej. I tak każdy wie które to dziecko jest to "chore". Nie wiem jak to ludzie robią ale wszystko wiedzą :) Dla mnie, osoby nie znoszącej plotek, obgadywania i w ogóle rozmawiania o osobach trzecich jest to wciąż zdumiewające jak ludzie wokół wiele o innych wiedzą.
            Skoro rodzice wiedzą, że z danym dzieckiem jest coś nie tak, to lepiej powiedzieć co to jest żeby uniknąć fałszowania rzeczywistości.
            Dlatego rodzice dzieci z klasy mojego syna dostali "ulotkę" na temat ZA. Bardzo treściwą na jednej kartce A4.
            I śpię spokojniej bo chyba nie ma nic gorszego niż domysły i plotki.

            • journalist oczywiscie 09.03.11, 14:09
              ze masz racje. Wszystkie moje wpisy dotycza szkoly publicznej, bez integracji. Tam tez chodza nasze dzieci. A juz w ogole nie miesci mi sie w glowie temat dziecka dyskryminowanego w szkole integracyjnej. Jak napisalam - to sie natychmiast kwalifikuje do kuratorium. Anyway: w szkolach publicznych (ale integracyjnych takze) obowiazuje zasada zachowania tajemnicy lekarskiej i nalezy o tym pamietac. Czy jako rodzic chce sie z tej zasady skorzystac, czy nie. W kazdym razie diagnoza jest tajemnica lekarska i tak to nalezy rozpatrywac.
              • calosciowezaburzeniarozwojowe Re: oczywiscie 09.03.11, 21:20
                Z ta tajemnica lekarska, to kompletna porazka w szkolach. Zwiedzilam w ostatnich dniach kilka szkol pod katem wyboru dla malego, byla mozliwosc wejscia na zajecia i poobserwowania. W dwoch szkolach dokladnie opowiedziano mi, ktore dzieci sa z orzeczeniem i z jakich powodow. W przedszkolach mialam podobne doswiadczenia.
            • calosciowezaburzeniarozwojowe Re: nie strzelajcie do pianisty 09.03.11, 21:15
              Nie zawsze inni rodzice wiedza wszystko, a czasem jednak domysly lepsze niz rzeczywistosc ;-). Moj synek chodzi do przedszkola integracyjnego, nosi okulary i kiedys ze zdziwieniem odkrylam, ze niektorzy rodzice sa przekonani, ze to ze wzgledu na wzrok maly jest niepelnosprawny. Przyznam szczerze, ze dopoki nie wypytuja wprost, nie wyprowadzam z bledu. Po malym nie widac zaburzenia na pierwszy rzut oka, rodzice maja swiadomosc, ktore dzieci dostaly sie do grupy z orzeczeniem, bo tak byly wydrukowane listy dzieci przyjetych - oddzielnie alfabetycznie dzieci zdrowe, oddzielnie dzieci z orzeczeniem.
              Tak czy inaczej trafili nam sie w grupie przedszkolnej rodzice bezproblemowi na tym tle, boje sie, co bedzie dalej.
          • wilma1970 Re: nie strzelajcie do pianisty 09.03.11, 14:07
            Dziękuję za wyważone słowa
            Też się składam cała z wątpliwości.
            Nie mogę się odnaleźć w twierdzy, którą odgradzają się niektóre z nas od, powiedzmy, wrogiego świata rodziców zwyczajnych dzieci. "Niech mamuśka jedna z drugą nie zapisuje swoich ślicznych zdrowych dzieci do integracji", "nie obchodzi mnie kto i co komu wkłada" - czy to nie brzmi jak wykluczanie, z którym przecież staramy się walczyć. Frustracja nigdy nie jest dobrym doradcą.
            • tiges_wiz Re: nie strzelajcie do pianisty 09.03.11, 15:41
              To jest właśnie frustracja na rodziców które traktują nasze dzieci jak trędowate jednocześnie zapisując swoje zdrowe dzieci do klasy integracyjnej. A jeszcze lepiej kiedy tak zachowuje sie mamusia i tatuś którego dziecko zachowuje sie gorzej od mojego, ale przecież jest zdrowy :/
            • monisia900 Re: nie strzelajcie do pianisty 10.03.11, 07:16
              wilma1970 napisała:


              > Nie mogę się odnaleźć w twierdzy, którą odgradzają się niektóre z nas od, powie
              > dzmy, wrogiego świata rodziców zwyczajnych dzieci. "Niech mamuśka jedna z drugą
              > nie zapisuje swoich ślicznych zdrowych dzieci do integracji", "nie obchodzi mn
              > ie kto i co komu wkłada" - czy to nie brzmi jak wykluczanie, z którym przecież
              > staramy się walczyć. Frustracja nigdy nie jest dobrym doradcą.
              >

              ale jakie wykluczenie???? nie wiem czy to jest skierowane do mojej wypowiedzi, ale ujme to tak: nie ja wykluczam te "sliczne, zdrowe" dzieci z ogolu klasy, tylko one moje dziecko. nie ja zaczelam te bitwe, tylko ich rodzice. wiec pytam po raz kolejny jakie wykluczanie z mojej (czy tez innych rodzicow w poodbnej sytuacji) strony? gdybym nie zareagowala, to bym dala ciche pozwolenie na taka sytuacje. i nadal uwazam, ze rodzice dzieci zdrowych z takim podejsciem jak w klasie mojego syna, nie powinny zapisywac swoich pociech do klas integracyjnych. bo klasa integracyjna ma sluzyc poporawie zdrowia (tu mam na mysli konkretnie nasze dzieci, ktore powinny uczyc sie relacji) a nie wbijac dzieci integracyjne w poczucie ze sa gorsze.
              • czarna_ida Re: nie strzelajcie do pianisty 10.03.11, 09:49
                Odpowiem, co bylo do mnie skierowane. U nas w przedszkolu integracyjnym, wszyscy dokladnie wiedzą, o dzieciach czy maja czy nie orzeczenie, bo rodzice maja czesciej spotkania w przedszkolu, niektore z dzieci przychodzą inaczej, wczesniej lub pozniej..
                Spotkalam sie z tym tez ze dzieci mowią ze nie bedą sie bawić z moim bo glupi albo delikatnie ze jest dziwny..
                Mieszkamy w kraju gdzie margines jest normą a norma marginesem.. Przeszlismy mękę z załatwianiem zerowki w zeszlym roku w swojej gminie, bogatej, reklamującej sie ze rodzinna itd. Chwyt super, ale dla bogatych i bezdzietnych rodzin.. Bo nie ma przedszkoli , złobka zadnego, nie mowiąc juz o integracji z prawdziwego zdarzenia.. Czy gdybym wiedziala to co wiem teraz, czy przeprowadzilabym sie tutaj.. Otóz nie, wybrałabym miejscowosc obok.. Juz inna gmina, inny powiat.. Inne podejscie burmistrza, do intergacji, do zerowek.. Okazuje sie ze mozna...
Pełna wersja