Boli mnie serce...

19.04.11, 20:03
Bardzo Was proszę o jakieś dobre i rozsądne słowo:) I jeszcze może żeby nieco uspokoiło. Mam syna (diagnoza CZR) w II klasie SP. Syna łagodnego i miłego, samotnika, nienawiązującego kontaktu z dziećmi, jednak zaczepiony czy zapytany przez jakiegoś "kolegę" z klasy - zawsze odpowie. W ławce od początku (od 1 klasy) siedzi sam. Dziś strasznie się emocjonował, że przyjdzie do niego kolega z klasy (mieszkający 4 piętra pod nami). Kolega oczywiście nie przyszedł, co dla mnie było do przewidzenia - no ale zdaniem mojego Szymka "umówili się". Rodzice tego chłopca są ciut nadęci i baaardzo zdystansowani (on prokurator, ona pracownik naukowy, oboje w moim wieku), tak więc ledwo mówimy sobie dzień dobry, etc. Mój Szymek nie ma kolegów w sensie: jakiegokolwiek życia towarzyskiego, bawi się z niewiele młodszą siostrą i tak sobie myślę - cud Boży, że Ją ma! Ostatnio chyba bardziej zaczyna pragnąć kontaktów z rówieśnikami (kolegami), np. podczas wyjścia szkolnego do teatru szedł w parze z kolegą (do tej pory chodził w parze z nauczycielką) i "wyciągnęłam" od niego, że kolega zgodził się iść z Szymkiem w parze, bo Sz. ma "świecące" buty. Mój syn uważa, że koledzy go lubią - ja mam zupełnie inne spostrzezenia (byłam świadkiem, jak kiedyś śmiali się z niego na lekcji (byłam na lekcji, były to dni otwarte szkoły). Mój syn czesto jest "nieadekwatny" - np. w środku lekcji wstaje i mówi do anglistki "wiesz, ja ciebie w ogóle nie rozumiem, niewyraźnie mówisz", itp. Boli mnie serce jak na to patrzę. Jestem już starą babą, ale mimo upływu lat nie okrzepłam, nie nabrałam "grubej skóry". Sama jestem osobą chorą, wręcz schorowaną - od urodzenia. Zaczęłam np. chodzić dopiero grubo po 6.urodzinach, po licznych operacjach nóg (biodra). Dziś mam już tylko jedno własne:( Jako dziecko byłam cholernie samotna i opuszczona (także przez rodziców), dzieci w szkole podstawowej były dla mnie okrutne, nie będę pisać o szczegółach:( Moja niepełnosprawnosć ruchową (krótsza kilka cm noga, utykanie, niedowład mięśni nóg) było WIDAĆ. Niepełnosprawności społecznej mojego syna nie widać na "1 rzut oka". Ale jest INNY, nie umie rozpocząć czy podtrzymać rozmowy, ma trudności np. z pisaniem... Wiecie o co mi chodzi? Przypuszczalnie projektuję na syna mój własny ból i cierpienie, poczucie odrzucenia z dzieciństwa. I niby o tym wiedząc - nie mogę przestać tak tego odczuwać, zwłaszcza teraz, kiedy dziś np. był PEWIEN, że kolega do niego przyjdzie. MAM NADZIEJĘ, że tylko ja tak to odczuwam. Inna sprawą jest, że bardzo cierpię nie tylko z powodu własnych chorób, braku snu (mam potworne szumy uszne i niedosłuch od ponad 2 lat, niestety nie idzie się do tego przyzwyczaić i noce są koszmarem) i dystymii - ale właśnie z powodu diagnozy syna. Zamartwiam się koszmarnymi wizjami przyszłości i to nie mija (pisałam w wątku "autyzm - tragedia?" czy jakoś tak). Jestem jak najdalej od próby ingerowania w relacje syna (a raczej ich brak) z kolegami z klasy (na Boga, nie mogę przecież komuś kazać czy prosić, żeby przyszedł do Szymka i zagrał z nim na kompie). Ale nieustannie boli mnie serce. Czy jest tu ktoś z Rzeszowa??
    • marychna31 Re: Boli mnie serce... 19.04.11, 22:35
      Tak na szybko ba zaraz musze zniakć...


      Zapisz synka na jakies zajęcia dla rówieśników: może harcerstwo? albo jakis sport, gdzie pozna inne dzieci... mogą to byc również zajęcia dla rówieśników z podobnym problemem. Mój synek chodzi na trening umiejętności społecznych w grupie i bardzo lubi te zajęcia. Rzeszów to spore miasto- jestem pewna, ze coś znajdziesz. Powodzenia!
      • calosciowezaburzeniarozwojowe Re: Boli mnie serce... 19.04.11, 23:25
        Tez mialam wlasnei podsunac ten pomysl z treningiem umiejetnosci spolecznych - na takich zajeciach czesto nawiazuja sie relacje a nawet przyjaznie. Kontakty sa moderowane, dzieciaki czuja sie akceptowane, nie wyrozniaja sie tak jak wsrod dzieci neurotypowych. Skoro w szkole nie wychodzi, to zapewnij mu inne miejsce, gdzie nawiazywanie relacji bedzie latwiejsze. Jesli lubi sport albo ma inne zainteresowania, ktore mozna rozwijac w grupie - to tez swietny pomysl.

        Moj synek chodzi jeszcze do przedszkola, tez byly sytuacje takie, ze bardzo chcial wejsc w bliskie relacje z wybranymi kolegami z grupy, ktorzy akurat nie mieli dla niego wystarczajaco duzo sympatii, ale poradzil sobie zastepujac relacje z nimi relacja z chlopcem, ktory w tym roku doszedl do grupy i tez pragnal sie z kims "zaprzyjaznic".

        A w trudnych chwilach, albo kiedy mysle o szkole (bo jednak w przedszkolu sa cieplarniane warunki) tlumacze sobie, ze naprawde nie trzeba miec autyzmu czy CZR, zeby sie reszcie nie spodobac - wystarczy czasem nosic okulary, byc rudym albo piegowatym - takie niestety zycie i wiele dzieci musi przez to przejsc :-(.
    • jan.kran Re: Boli mnie serce... 20.04.11, 07:04
      Mnie tez przez wiele lat bolalo serce , syn mial problemy w kontaktach spolecznych a zarazem bardzo pragnal miec kolegow.
      Diagnoza ktora uzyskal pozno pomogla nam.
      Na poczatku fakt posiadania w domu Aspie bardzo mnie zalamal.
      Dzis po trzech latach ciezkiej pracyzz nim i nad nim , poznania modusu funkcjonowania Liliowego jest super:)))
      Ma kolegow i kolezanki, niewielu ale bardzo serdecznych. Wiedza o jego zaburzeniu ale nie jest to problem.
      Wiele lat trwalo zanim syn stworzyl sobie grupe znajomych.
      Widze ze ma duze problemy zrozumiec interakcje w grupie, nie rozumie mowy ciala, wszystko bierze doslownie. Rozmawiamy czesto na ten temat choc bywa to czasem bardzo meczace bo Aspie jest bardzo dociekliwy:))))

      Wiem ze Ci niewiele pomoge ale wierze ze z czasem syn znajdzie kolegow.
      Moj syn jest bardzo lubiany i popularny ale Jego inteligencje , dowcip, wiedze docenili dopiero koledzy kiedy byl nastolatkiem , wczesniej uchodzil za obcego i dziwaka.
      Pozdrawiam
      Ula
    • tijgertje Re: Boli mnie serce... 20.04.11, 08:24
      Bardzo przykre jest to co piszesz. W szkole chlopak ma juz etyietke i tam najtrudniej bedzie cokolwiek zmienic. Poszukalabym mu jakis zajec pozaszkolnych, najlpeiej ciut dalej, zeby nie nadzial sie na kolegow ze szkoly. Mieszkalam jakis czas w Rzeszowie, pracowalam nawet w Szkole Zycia na Warszawskiej. Na pewno nie jest to mialsto, w ktorym dziecko sie moze zanudzic. Domy kultury organizuja mnostwo zajec dla dzieci, sa rozne mozliwosci sportu itd. Wrzucilam w google i trafilam na strone, gdzie jest troche linkow, mysle, ze ten pierwszy osrodek na Wyspianskiego wart jest zajrzenia. Na Hetmanskiej niedawno otworzyli poradnie autyzmu, tam tez warto popytac. www.pomagamyszymkowi.pl/centrum-pomocy/osrodki-terapeutyczne-gdzie-zdiagnozowac-dziecko/
      jakas terapia na pewno dziecu by sie przydala. Sama masz nieprzyjemne doswiadczenia z dziecinstwa wiec rozumiem, ze ogarnia cie strach myslac o synu, ale sama szkola w jego przypadku to mysle, ze za malo. Powinien miec kontakty z dziecmi poza szkola, na poczatek cos w malych grupach i osrodek terapeutyczny wydaje mi sie dobrym rozwiazaniem, naucza go paru praktycznych rzeczy, ktore ulatwia mu kontakty na podworku czy jakis zajeciach. Nie izoluj dziecka, po sobie widze, ze praktyka duzo daje, jak mnie zycie zmusza do licznych kontaktow z ludzmi, to jakos "samo" sie latwiej robi. Im wiecej sie izoluje, tym bariery staja sie wyzsze. Z mlodym to samo. Nie poddawaj sie. Powodzenia!
      • agacz2905 Re: Boli mnie serce... 20.04.11, 09:34
        Szymek ma od 1 kwietnia 6 "państwowych" godzin terapii, na razie z psychologiem w tej Poradni Autyzmu. Nb. mieszkamy rzut beretem od tej poradni. Być może jest to jakiś "owoc" nadmiernych moich rozmyślań, ale wydaje mi się, że w ogóle jako rodzina jesteśmy zamknięci -mnie ogranicza niepełnosprawność i na pewno jakiś wyuczony sposób reakcji na problemy, mąż nienajmłodszy już i typowy domator. Nie możemy być z mężem "ruchowym" wzorem czy inspiracją dla naszych dzieci z powodów niezależnych od nas. W I klasie syn trochę na siłę (w sensie: ja go wypychałam) chodził na oyama karate, zdał nawet pierwszy egzamin na 10.kyu (łatwizna) - ale w II klasie odmówił chodzenia na karate, jest dość niezdarny, nie ma dobrej koordynacji ruchowej, ma niechęć do ruchu (np. o rowerze mowy nie ma, choć próbowaliśmy - być może mało skutecznie, ja odpadam, a mąż też nie bardzo może biegać za uczącym się jeździć dzieckiem, no i Sz. nie chce i już). Sz. niestety do geniuszy nie należy i odrabianie lekcji trwa. Poza tym ma jedno mocne zainteresowanie i "świra' jednocześnie - komputer, gry, trochę internet. Kocha komputery. Ostatnio jakoś widzę, że chce "zaistnieć" w klasie, tak jakby się obudził ze snu. wczoraj szli do teatru i szedł w parze z panią:( Oczywiście wszystko muszę od Niego wyciągać, bo sam mi nic nie powie. Obawiam się, że w szkole ma już etykietkę, choć może to się jeszcze jakoś zmieni czy wyrówna? W tej samej szkole w I klasie mam córkę, no ale ona jako NT nie ma tego typu trudności i zupełnie inaczej funkcjonuje niż jej brat... Dzięki za odpowiedzi, muszę się brać w garść, że tak kolokwialnie napiszę...
        • brolek Re: Boli mnie serce... 20.04.11, 10:25
          Moje dzieci są w podobnym wieku. Chodzą do szkoły rejonowej, z tym, ze syn (autyzm) jest w klasie integracyjnej, a córka (ZA) w zwykłej. Oboje bardzo potrzebują kontaktów z dziećmi, jednak nie bardzo potrafia je nawiązywać. Córka pierwszą koleżankę w szkole znalazła dopiero w drugiej klasie (choć w przedszkolu miała koleżanki). Lubią się nadal i siedzą w jednej ławce, jednak obie są dość wycofane i obie mają problemy z kontaktami społecznymi - myślę, że lubią się, bo nie przeszkadzają sobie nawzajem.
          Inne dzieci, z którymi córka ma dobre kontakty w szkole to dzieci też czymś różniące się od pozostałych - np. chłopiec o azjatyckiej urodzie, odrzucane przez większość z powodu tych różnic.
          Poza tym, moje dzieci mają kontakty z innymi dziećmi w rodzinie (różnie wyglądające niestety) i dobre kontakty z dziećmi naszych przyjaciół (znają się od zawsze).
          Młoda znacznie lepiej odnajdywała się w grupie na zbiórkach zuchowych, niż w klasie. Dobrze jej zrobiły zajęcia w ramach TUS - bardzo polubili się z pozostałymi dziećmi.
          Dzieci były też bardzo zadowolone na turnusie terapeutycznym. Córka powiedziała mi już pierwszego dnia "Mamusiu tu są same miłe dzieci, tu nikt mi nie dokucza" i rzeczywiście dzieci dużo i fajnie razem się bawiły mimo, że wszystkie były z zaburzeniami ze spektrum autyzmu (a może właśnie dlatego?). Pewnie, że to akurat kontakt doraźny, ale pozytywne doświadczenie mobilizuje do dalszych prób.
          Może trzeba porozmawiać z nauczycielką i poprosić, by zamiast iść z Szymkiem w parze, stawiała go z innym dzieckiem, czy żeby przynajmniej na niektórych lekcjach sadzała go z innym dzieckiem, by nie siedział sam? Nauczycielka mogła by też czasem podpowiedzieć mu na ucho co zrobić, by w konkretnej sytuacji włączyć się do zabawy, lub przydzielać mu jakieś zadania do wykonania wspólnie z innymi dziećmi. To zdecydowanie zakres obowiązków nauczyciela, powinna pomagać Szymkowi w nawiązywaniu kontaktów, a nie jeszcze je ograniczać przez stanie z nim w parze, czy pozwalanie by siedział sam.
    • ven.to Re: Boli mnie serce... 20.04.11, 10:46
      1. każde dziecko, niezależnie od tego czy NT, czy pełnosprawne czy nie, czy ładne czy brzydkie, czy rude czy blond - każde dziecko doświadczy w życiu i dobrych i złych chwil. Na złych chwilach się uczymy siebie, radzenia sobie z własnymi emocjami. Bez doświadczania w dzieciństwie "przykrości i afrontu" dorosły człowiek nie mógł by sobie poradzić w codzienności.
      2. Ty doświadczyłaś b. ciężkich sytuacji nie z Twojego powodu tylko z braku wsparcia i należytej troski
      3. Projektujesz swoje emocje i wiesz o tym. Jak mantrę sobie powtarzaj "to są moje emocje, nie mojego dziecka". Reaguj na przykrości i trudności które doświadcza Twoje dziecko ale reaguj współczuciem, byciem z nim, pomocą w uporaniu się a nie własnym przeżywaniem. To że np. będzie smutny bo kolega powie mu że go nie lubi to nie jest powód do Twojego smutku - to są sytuacje jakich doświadczy bez względu na wszystko. I większość rodziców też tego doświadczy, bez względu na to jakie nasze dzieci są. Bądź z nim, nazywaj rzeczy po imieniu, a na końcu rozbaw :) Tylko nie pokazuj mu, nie pozwól sobie na dołożenie do tego swojego nieszczęścia. Swoje emocje rozwalaj po swojej stronie, syna po jego stronie.
      4. Rozwal swoje emocje a będzie Ci łatwiej nie projektować.
      5. Ty nie miałaś wsparcia a Twój syn ma - ma Ciebie, siostrę, panią na terapii.
      6. Wyjdź do ludzi :) zaproponuje, nie zakładając "dumy i wyniosłości" sąsiadów że weźmiesz swojego i ich synka do kulko landu, do parku, na lody - co chcesz.
      7. Nasze dzieci często najłatwiej nawiązują satysfakcjonujące kontakty w duetach. Pomóż mu znaleźć tego kolegę. Zapytaj nauczycielki z którym dzieckiem Twój syn dogaduje się najchętniej. Zdobądź nr telefonu, zaproś rodziców z kolegą na podwieczorek.
      8. Rusz swoje życie tak abyś była zadowolona. Nieważne czy to będzie klub kinomana, spotkania imprezowe czy wspólne spacery z koleżanką. Znajdź sobie ten rodzaj "ja i inni ludzie" który Ci pasuje. A potem machnij ręką na to czy któryś inny (np. bardzo towarzyski) jest lepszy czy nie. Twoje dzieci potrzebują widzieć że jesteś spełniona i szczęśliwa w życiu jakie obrałaś. Nie musicie z mężem być od razu duszami towarzystwa żeby wasze dzieci nauczyły się zdobywać sobie satysfakcjonujące kontakty towarzyskie. Nauczą się tego jeśli zobacza że warto dobrze czuć się ze sobą, z drugą osobą w domu, na pogawędce na klatce schodowej itp.
      9. Nie zaczarowuj sobie pesymistycznie przyszłości. Pomyśl o tym że to co teraz "inny" tekst do nauczycielki wywoła uśmiech pobłażania na twarzy dzieci w klasie, w liceum grupa skwituje ten sam tekst uśmiechem poparcia, a na studiach będzie te same słowa będą się liczyły jako znak wybitnej osobowości :)
      10. Cudem Bożym jest w ogóle życie. Mamy je tylko jedno na zrobienie wielu rzeczy. Myślę że w obecnej sytuacji należało by pieprzyć wszystko to co zatruwa Ci życie i po prostu postarać się nieustannie skupiać się na tym co dobre :)

      pozdrawiam
      • ven.to Re: Boli mnie serce... 20.04.11, 10:49
        bardzo przepraszam - kliknęłam "wyślij" zanim sprawdziłam pisownie i składnię.
        • agacz2905 Re: Boli mnie serce... 20.04.11, 11:02
          pisownia i składnia bez zarzutu, zaś treść posta wyryję sobie w punktach na czole:) Dzięki:)
          • mama.smoka Re: Boli mnie serce... 20.04.11, 14:56
            a wolontariat? myślałaś o tym? niech młodzież biega za rowerkiem :)
            mój mały ma ogromny problem z równowagą, więc zamówiłam rowerek biegowy, który chciałam na poprzednie urodziny kupić, ale z racji, że prezent był składkowy dałam się przegadać, że rowerek zwykły ma być, a nie jakieś cudanakiju. no i teraz Tato popycha dziecię, bo młody nie ma siły kręcić. zobaczymy czy zapała miłością do biegowego.

            powodzenia i siły Ci życzę.
            • jonaska Re: Boli mnie serce... 24.04.11, 09:45
              agacz, u mnie w szkole dzieci mają losowanie (raz w tygodniu, raz w miesiącu? nie pamiętam dokładnie) - losują pary, kto z kim siedzi. To bardzo fajne losowanie. Raz mój syn wylosował chłopca, którego baaardzo nie lubi, nie usiadł z nim i już. Ok, Pani posadziła go samego, został wykluczony z losowania na 3 kolejne razy. Po tym czasie już chciał uczestniczyć w losowaniu i gotów był usiąść z tym chłopcem. Wszystko było połączone też z tablica, gdzie dzieci zbierały punkty za dobre zachowanie, pracę na lekcji, integrację w klasie...
              To samo można zastosować do wycieczki i wyjść.
              Może warto w szkole to zaproponować?
              Dodam też, ze akurat moje dziecko lubi siedzieć samo.
              Boli Cię serce, bo wiesz,że dzieci nie lubią Twojego dziecka, u nas jest trochę inaczej - mój syn ma kolegów, za to etykietkę przykleili mu rodzice dzieci - wiedzą,ze ma orzeczenie i ZA.
              Nauczyłam się milczeć, nie przejmować, bo w tym wszystkim dobre jest to,że nasze dzieci nie odbierają tego tak jak my. Moj syn absolutnie nie uważa, żeby jacyś rodzice go nie lubili...nie zauważa tego. Za to ja usłyszałam już kilka niefajnych komentarzy od rodziców. oczywiście jeden do drugiego...nieświadomy,że ja już stoję obok:)
              A jak wygląda kontakt męża z dziećmi? U nas akurat mąż jest tym, który lubi poświęcać czas, organizować wyjście, zabawę...dzieci bardzo lubią do nas przychodzić, bo tata kolegi jest taki fajny;)....i cóż, może nie wszyscy rodzice nas lubią, ale mimo to dzieci przywiozą;)

              • jonaska Re: Boli mnie serce... 24.04.11, 09:53
                o...jeszcze zapomniałam.
                agacz - ostatnio mój syn w klasie miał zadanie grupowe do wykonania. Trzeba było wykonać pracę plastyczną w grupach - po lekcjach. Pani powiedziała od razu, że ma to służyć integracji klasy.
                Może warto byłoby porozmawiać z Panią, żeby pomyślała o zorganizowaniu czegoś takiego? U nas grupy były 4 osobowe ( tu dobrać dzieci do synka, które mogłyby się dogadać z nim, polubić, zaprzyjaźnić) - ja oczywiście zaprosiłam dzieci do siebie, przygotowałam karteczki do wklejenia w dzienniczku (wiadomość dla rodziców z grupy synka),że zapraszam na dzieci x, godz x mój telefon i email z prośbą o potwierdzenie.
                Jeden chłopiec nie przyszedł (syn taty, który komentował moje dziecko), ale 2 przyszło i było bardzo fajnie. Praca oczywiście zrobiona na szybko i na odczepnego, bo dzieci chciały się bawić. Każdy wychodząc mówił: mamusiu, czy będę mógł przyjść jeszcze do ....

                Pomyśl może o tym:)
                • lidqa Re: Boli mnie serce... 24.04.11, 16:46
                  Mnie boli serce dokładnie tak jak ciebie. Młody też uważa ze dzieci go lubią, a to nie tak... Najbardziej wpienia mnie jego pani. Młody sprawia problemy- np nie chce czasem iść bo się zmęczył - ale nie jest agresywny i dość dobrze radzi sobie w szkole. A ona powiedziała mi że nie weźmie go na wycieczkę. Żeby było "śmieszniej" to pracujemy w tej samej szkole. Po prostu emocjonalnie sytuacja wykańczająca.
    • agacz2905 Re: Boli mnie serce... 28.04.11, 15:45
      Od wczoraj mamy popołudniowe (bardziej wieczorne) próby do Komunii św., która już 8 maja... Byłam z synem i niestety nie jestem wolna od natrętnych myśli, jak bardzo jest samotny w tłumie...Przykre, że widzę tylko to... A może tylko to jego wyalienowanie JEST, a trudno przecież widzieć inne rzeczy, jeśli ich NIE MA... Rany, co tu brać, żeby się znieczulić? Pytam prawie serio. Jestem chyba beznadziejną matką...
      • szajma Re: Boli mnie serce... 29.04.11, 11:54
        mnie też boli serce, rozumiem cię. boli mnie jak myślę o moim synku, o tym, jak on się czuje czasem. pęka mi to serce z żalu jak widzę gdy ktoś go popycha a on się nie postawi, bo nie może udarzyć i nie złamie tej zasady. martwię się o jego przyszłość, sama byłam nadwrażliwa, nie byłam szczęśliwa. nie chcę, aby on też był nieszczęśliwy.
        i wkurza mnie myśl, że niewiele mogę zrobić. że jedyne, co tak na prawdę ma sens to kochać do bezwarunkowo, takim, jaki jest,. z jego nadwrażliwością, z jego "lekką innością". boże, jak to zrobić, bo nasze dzieci nie cierpiały???
        • lidqa Re: Boli mnie serce... 29.04.11, 16:36
          Aga: ja pracuję w tej samej szkole do której chodzi młody. Ja to widzę niemal codziennie jak wygladają jego relację i też nie umiem się znieczulić. Chyba się nie da...
    • agacz2905 Mniej boli ... 07.05.11, 10:25
      Szymek był dzisiaj rano u I spowiedzi. Akurat jak weszliśmy do kościoła, z naprzeciwka szedł "na nas" ksiądz, o którym wiem, że jest absolwentem psychologii - tak obok tego, to i tak uważam go za najsensowniejszego z naszej parafii. Postąpiłam wg instrukcji księdza katechety mojego syna, który mówił po ostatniej próbie, że dzieci z jakimikolwiek problemami w funkcjonowaniu, deficytami, etc. - mogą a nawet powinny być spowiadane w zakrystii, w bardziej komfortowych warunkach niż zdrowe, pełnosprawne. Postąpiłam nieco wbrew mojemu mężowi i wychodząc z domu przygotowałam sobie karteczkę, na której napisałam "CZR (spektrum autyzmu), niewyraźna mowa, problemy z komunikacją - mimo wyuczonej formuły wymaga wsparcia i serca. Mama". Ponieważ jak pisałam na początku ksiądz "szedł na nas" - bez słowa podałam mu tą karteczkę. Powiedział od razu - dobra, biorę go :), poszedł po Szymka i zaprowadził go za sobą "na zaplecze". Po spowiedzi przyprowadził Szymka do mnie. Młody zadowolony, że ksiądz z nim od razu pokutę odmówił:) - samej spowiedzi (twierdzi), że nie pamięta, zresztą nie naciskałam, w końcu tajemnica spowiedzi:-) Ja z kolei wyspowiadałam się wczoraj u więcej niż sensownego przeora dominikanów, siedzieliśmy godzinę i gadaliśmy - jestem chyba na tyle deficytowa i problematyczna, że "odklepanie" spowiedzi nie wchodzi w grę, poza tym nie mogę klęczeć:) Mimo smutku w sobie, który jest i który chyba wreszcie zaczynam akceptować, a nie zagłuszać (konflikt z megatoksyczną osobistą mamą) moje serce jest wreszcie nieco spokojniejsze i pełne wiary, że co ma być - będzie, a i tak dobrze bedzie:) Pozdrawiam wszystkich z Tego Forum. Agnieszka
    • rohatyna Re: Boli mnie serce... 07.05.11, 23:34
      Boli mnie serce.....Wszystkie nas boli....nie jest łatwo i nie będzie.....ale można sobie pomóc , żeby bolało mniej.
      1.Nie przenoś na syna swoich traum z dzieciństwa
      2.Akceptuj rzeczywistość taką jaka jest
      3.Zmień szkołę , jeśli tę uważasz za marną
      4.Znajdź synowi środowisko pozaszkolne ( ośrodki terapeutyczne , domy kultury, wyjazdy na obozy integracyjne - są refundowane w 80% jeśli ma się niskie dochody)
      5.Nie traktuj inności syna jako chorobę,rudzi też mają kiepsko a jednak nie traktuje się ich jak chorych
      6..Nic co się dzieje nie jest Twoja winą - nie szukaj jej w sobie
      7.Twój syn jest cudowny, piękny,wspaniały i niepowtarzalny-tego się trzymaj
      8.Nie daj sobie wmówić , że Twój syn zachowuje się "dziwnie" - być może to Świat sam w sobie jest dziwaczny
      9.Ciesz się z drobnych sukcesów Młodego, przymykaj okom na porażki, zresztą każdą porażkę można zamienić na sukces,zależy jak się spojrzy.
      10.Nie przywiązuj większej wagi do porażek edukacyjnych, nie to jest w życiu najważniejsze
      11.Wierz , że wszystko będzie dobrze - już jutro, jeśli w to uwierzysz to naprawdę będzie

      Pozdrawiam Cię - trzymaj się - mama 18-letniego Aspie
Pełna wersja