eps
25.07.11, 20:40
Wczoraj byliśmy z dziećmi w duzej galerii handlowej, dużo sklepów, kilka placów zabaw i takie tam. mieliśmy kilka rzeczy do kupienia a dzieci też lubią sobie poszaleć na placu zabaw.
wielki minus że pojechaliśmy w niedzielę po południu bo to tragedia była. chyba pół miasta pojechało w to samo miejsce, tłok, hałas nieprzeciętny, milion świateł. Ja (prawdopodobnie ze scpectrum) myślałam że tam umrę :(
do dziś mnie boli głowa i oczy i dojść do siebie nie mogę. Najstarszy syn (CZR) nie przejawiał jakis szczególnych zachowań. Wczoraj nawet bez większych akcji udało mu się usnąć. No ale dziś cały czas jakiś taki nabuzowany jest, ciągle go nosi. Tak podejrzewam że odreagowuje wczoraj, ale do rzeczy. na początku sierpnia mieliśmy jechać z dziećmi na kilka dni nad morze. I tu sie zaczęłam zastanawiać. czy dzieci ze spectrum to daja jakos sobie radę w nowym otoczeniu, bez swoich miejsc. Czy nie sa po kilku godzinach "przeładowane informacją"? Bo jak patrze na syna dziś i jakby miał mi sie tak zachowywać na wyjeździe to albo bede musiałą zamordować/oddać do jakiegos "okna życia"/zrezygnować z wyjazdu? :)
poważnie zaczęłam sie zastanawiać nad odwołaniem wszystkiego.
Jak to było/jest z Waszymi dziećmi?