brak zainteresowan

05.12.11, 15:49
mody - 4,5, autyzm- nie interesuje się niczym, jest to potwornie frustrujące, bo każdąwolną chwilę , w sensie niezagospodarowaną przeze mnie spędza na stymulacjach. Nie kręci go nic, malowania, lepienia wyklejanie nie lubi, bajek nie ogląda żadnych, książki szybko go nudzą, klocki też nie, zabawkami się nie bawi ani tematycznymi ani konstrukcyjnymi, żadne dinozaury, strażacy, puzzle, piraci, pociągi- nic. Ma sporo zajęć w przedszkolu i poza, ale nie zauważyam by coś go szczególnie z tego interesowalo, na jednych wspópracuje chętniej lub mniej chętnie w zależności od dnia, czasem odmawia w ogóle wspópracy, raczej nie jest dzieckiem latwym w terapii i wyniki też mamy takie sobie, lubi elementy powtarzalne, chętnie śpiewa, lubi też place zabaw...ale nie na prośbę. Nie bardzo wiem jaką przybrać strategię, bombardować propozycjami i mieć nadzieję, że coś sobie upodoba, wakować coś duższy czas wychodząc z zaożenia, że skoro lubi powtarzalność - tak udao nam się z laufradem, po kilku miesiącach targania go ze sobą na spacerach i namawianiu by choć usiadl pewnego dnia mlody wsiadl i pojechal... a moze w ogole olac temat i czekac az jakis proces sam zajdzie i ruszy samo... fajnie byloby miec jakis punkt zaczepny, cos co on lubi i sprawia mu przyjemnosc, mozna by wtedy podciagnąc nielubiane czynnosci np malowanie pod to, np. malujemy dinozaura... tylko jak to zrobic...
    • myszewa Re: brak zainteresowan 05.12.11, 15:52
      sorki za skladnie - spieszę sie trochę i za literówki - problemy z klawiaturą, l z kreską mi nie wchodzi...
      • legenda3 Re: brak zainteresowan 05.12.11, 16:28
        Mój ma zainteresowania bardzo ograniczone i w zasadzie mam ten sam problem jak poszerzyć jego zainteresowania o coś nowego. W zasadzie stosuję 2 strategie. Przyłączam się do jego zabawy, próbując ją wzbogacić o różne elementy, szczególnie "prawidłowej" zabawy. Np. bawi się samochodami robiąc wypadki albo odtwarzając jakąś scenkę z bajki, to ja wprowadzam jakieś wydarzenie, którego w tej bajce nie było albo tworzę jakąś historię do kraksy samochodowej. Efekt różny, raz wchodzi w tę zabawę a raz ją oprotestowuje i porzuca. Druga strategia, bardziej "coś za coś" np. nastawiam timer, ze przez 20 minut bawimy się w to co ja zarządzam a potem 20 minut w to co on chce, przy czym akceptuję w jego wyborze elementy fiksacji, np. przeglądanie kart do Smoka obiboka i czytanie zagadek po raz 1500.
        • myszewa Re: brak zainteresowan 05.12.11, 23:28
          Pomysl z timerem bardzo fajny, wydaje mi sie, że mlody zaakceptuje zasady, choc moze nie od razu. Prosta rzecz, a nie wpadlabym sama - dzięki
    • baskokvet Re: brak zainteresowan 06.12.11, 09:56
      rok temu załozyłam watek podobny forum.gazeta.pl/forum/w,10034,116178975,116181266,I_jeszcze_.html
      Moja Córka ma teraz 5 lat. Przejawia jakies zainteresowania w końcu-lubi bardzo basen, konie(a nie ma żadnej profesjonalnej hipoterapii-ot dziadków na wsi z koniem-ale bardzo daleko od nas) i księżniczki, syrenki , Barbie ( w sumie zainteresowanie chyba typowe dla Nt 5-latek).
      Ale pamietam moją frustracje rok temu. Nie potrafi się bawić zabawkami w sposób prawidłowy, ani nie wchodzi za bardzo w role-ale to taki typ sportowca-więc i my spędzamy wiecej czasu na basenie, spacerze.
      Myślę,że pomysł z timerem jest bardzo trafiony-nam się tak wogóle udało ruszyć z terapia, zachęcic do jakiejkolwiek aktywności. Przerwa w zajeciach była odmierzana timerem -i na sygnał trzeba byóo9 siadac do stolika. Nie wierzyłam że zadziała-a jednak. Może i Wam modyikacja timera jakos pomoże.
      Nie wiem co bym zrobiła-ale chyba trzeba pokazać dziecku jak najwięcej mozliwości,żeby mogo z czegoś wybrać. I pewnie pokazac trzeba więcej niz raz.
      W kazdym razie powodzenia.
    • halogen75 Re: brak zainteresowan 06.12.11, 17:43
      młody - autyzm, 2 lata i 4 miesiące
      kiedy czytam obydwa wątki (jeden autorki, drugi wklejony) to tak jakbym czytała o tym co ma miejsce u nas. Z tą różnicą, że młody nie tylko nie bawi się niczym ale też nie toleruje żadnej zachęty i uczestnictwa w zabawach. To się nazywa dopiero problem:( Nie możemy wziąć do ręki książki, maskotki, gry, samochodu, w zasadzie żadnej zabawki, która jego jest. Zabawki stoją bezczynnie ale idąc torem myślenia młodego mają tam stać tak po prostu. Jedynym elementem kiedy wykonują jakiś ruch jest zwykłe ich zrzucenie na podłogę, nic więcej. Czasem zrzucanie ma charakter notoryczny i nie ma końca. "Zabawa" oczywiście kończy się na huku o podłogę i pozostawieniu rozpierduchy na podłodze. Czasem zdarzy się, że młody weźmie do ręki zabawki i usiłuje się nią bawić ale zawsze w nieprawidłowy i niestety beznadziejny sposób (wrzucenie zabawki do zlewu, upchnięcie jej w szparę, wrzucenie jej do toalety). Poświęcamy młodemu bardzo dużo czasu jeśli chodzi o zabawy. Zachęcamy go na wszystkie możliwe sposoby jednak odpadamy w przedbiegach, bo próba uczestnictwa przyjmowana jest jako atak. Bywa, że kiedy usiądę i zaczynam się czymś bawić chcąc pokazać młody krzyczy, ciągnie mnie za rękę dając do zrozumienia, że mam przestać, uspokaja się gdy przestanę, kiedy nie przestanę, idzie do drugiego pokoju zamykając drzwi, zostawia mnie samą na polu zabaw. Ostatnio kupiłam kręgle. Chciałam pokazać młodemu zabawę i wciągnąć go choć na chwilę w grę. Nie tylko nie zainteresowałam go nową rzeczą ale też dostałam z całej siły od niego w twarz próbując po prostu je ustawić. Rzut piłką w kręgle wywołał z kolei atak półgodzinnej histerii:/ Młody ma zajęcia edukacyjne raz w tygodniu. Na razie 3 miesięczne zajęcia nie przynoszą żadnych rezultatów. Terapeutka wplotła w zajęcia edukacyjne pewne czynniki SI, by młodego nieco tym samym zachęcić. Próbuje różnych metod, ale rezultat ma dokładnie ten sam co my w domu. Jest to bardzo smutne i przygnębiające. Jedyną rozrywką są skoki na piłkach oraz notoryczne biegi z siłą tornada. Nic więcej. Zdarza się, że sam weźmie coś do "czytania" do ręki ale zawsze jest to raczej gazeta z samym drukiem i nie daj Boże, by zbliżać się do niego wówczas zbyt blisko. Przyłączenie się traktuje jak wdarcie się wroga na jego teren. Piszecie, że same musicie wymyślać zabawy, inicjować je, proponować, to już coś. U mnie nie można nawet tego wykonać. Kiedy czytam czasem propozycje zabaw jakie można wykorzystać w domach nasuwa mi się pytanie, kto przyjdzie i będzie w stanie go tym zainteresować??? Do 1,5 roku syn bawił się standardowo. po tym czasie jakby zapominał do czego służy piłka, którą wcześniej kopał, turlał, podrzucał. Podobnie jest z innymi zabawkami. Myślę, że wie jak tego użyć, jak się bawić ale nie chce, dlaczego? Nie wiem. Psychiatra sądzi, że ma to związek z poczuciem bezpieczeństwa. Hmmm...no może, ale bardzo ciężko jest nam się przez ten problem przebić i znaleźć jakieś ujście, a tym samym efektywność. Ja jestem pełna i gotowa do dyspozycji syna, mogę nawet pół dnia spędzić z nim na zabawie, bo pomysłów też mi nie brakuje. Jednak rezultatów nie ma, a czasem mam wrażenie, że jest jeszcze gorzej. Pojechaliśmy kiedyś do kliniki. Była dość duża kolejka do lekarza. Na korytarzu stały regały z zabawkami, by dzieciaki czekając nie nudziły się i miały się czym zająć. Wszystkie dzieci wręcz pędziły do regału, mój stał i regał najnormalniej go irytował. Nawet zwykła ciekawość nie spowodowała by tam podszedł i zobaczył. Moja próba podejścia i pokazania mu co tam jest kończyła się tupaniem, kładzeniem na podłogę. Odpuściłam więc, a młody albo biegał albo bawił się dziurką w tynku ściany skrobiąc ją palcem:( U nas Timer się nie sprawdził. Młody nie rozumie kompletnie jego roli. Jedyne co go zainteresowało to to, że timer się kręci i pika, a z kolei jak już to wiedział skupił się tylko i wyłącznie na nim więc również nic z tego nie wyszło. Na terapii SI również prócz materacy, piłek i innych przyrządów są zabawki, gry, skoczki. Jeszcze się nie zdarzyło, by się nimi zainteresował. Kiedy pani coś sięga, młody jest już przy drzwiach gotowy do wyjścia. Mamy wrażenie, że z każdym miesiącem jest gorzej. Jeszcze 2 miesiące temu coś robił, mizernie ale coś się chociaż przewijało. Teraz w zasadzie nie ma już nic jeśli chodzi o zabawy.
      • halogen75 Re: brak zainteresowan 06.12.11, 18:02
        Zapomniałam jeszcze. Otrzymaliśmy dość ciekawy instruktaż edukacyjny do domu. Kilkanaście ćwiczeń. Na początek bardzo prostych, wraz z upływem czasu ich skala staje się trudniejsza i bardziej złożona. Ćwiczenia otrzymaliśmy jakieś 3 miesiące temu. Wciąż jesteśmy w fazie 1 czyli na płaszczyźnie tych najprostszych i nie ruszyliśmy się do przodu w ogóle, bo już te najprostsze okazują się nie do wykonania. Nie mniej próbujemy i będziemy próbować pewnie jeszcze tysiąc razy.

        Starsza córka bawi się bardzo często. W dom, w zoo, w teatr, w szpital, ma mnóstwo układanek, gier, innych gadżetów. Od dawna nie widziałam mojego synka chociażby przyglądającego się temu co robi. Jego udział jeśli już jest nakierowany jest na to, by jej coś strącić, przewrócić, zabrać,wyrzucić, schować ewentualnie popsuć. Nasz udział w zabawach starszej jest również źle przyjmowany przez młodego. Szczerze mówiąc można czasami zwariować:/

        Zazdroszczę również, nie ukrywam tego, zazdroszczę, kiedy czytam jak jedziecie ze swoimi dziećmi do kina, do zoo, do figloraju. U nas pobyt w figloraju to fajne miejsce według młodego na zabieranie tego co inni mają na stolikach (napoje, ciastka), ewentualnie na grzebanie po koszach na śmieci. Dość szybko też młody lokalizuje łaziankę i ubikację i tam próbując odkręcić wodę spędza większą część pobytu:( Zachęcony do wejścia w basen z piłkami, wejdzie, usiądzie i będzie lizał każdą z piłek, która wpadnie w rękę. Na tym zabawa się kończy. Zoo jest nudne i nie wywołuje żadnej reakcji prócz obojętności i kamiennej twarzy, po której łatwo odczytać pytanie "co my tu w zasadzie robimy"? Wypad na basen zakończył się notorycznym bieganiem za młodym, bo bardziej interesowała go duuuuża przestrzeń do swobodnego ruchu niż sama woda i zabawy w niej. I pojedź tu teraz człowieku z dzieckiem i daj mu się rozerwać dostarczając bodźców:/ W naszym przypadku to po prostu masakra.
        • legenda3 Re: brak zainteresowan 06.12.11, 19:54
          Jesteście teraz chyba w najgorszym okresie i synek, przede wszystkim też. Po regresie nie może się odnaleźć, wiele rzeczy, zjawisk i miejsc wydaje mu się obce, niezrozumiałe i te najtrudniejsze zachowania to przede wszystkim reakcje lękowe. Myślę, że też nadmiar bodźców, zwłaszcza w nowych miejscach może go przerażać. Odmawia wszystkim propozycjom, bo tylko sam decydując, co będzie robił, czuje, że panuje nad sytuacją i to poczucie trochę redukuje lęk. Może w tej sytuacji pomoże metoda opcji, czyli przyłączanie się do jego aktywności. Zrzuca rzeczy, to wy też, biega po mieszkaniu, to wy też, wiem, że to trudne, ale może akurat okazać się skuteczne. Jeśli macie miejsce w domu, gdzie jest mało rzeczy i jest stosunkowo niewielkie (np. sypialnia, ja tam początkowo pracowałam z synem, wywalając wszystko, co może zakłócić uwagę i czasem zasłaniając okna) możecie tam z nim przebywać robiąc to, co on wymyśli i akceptuje, choćby nie wiem jakie było dziwne. Kaufmanowie zaczynali swoją terapię siedząc w łazience. Ich syn miał w tym wieku bardzo podobne problemy. To nie będzie trwało wiecznie, chociaż wiem, że czasem trudno w to uwierzyć.
          • mond33 Re: brak zainteresowan 06.12.11, 20:13
            Legenda, masz mnóstwo racji, bo psychiatra przedstawił nam to mniej więcej w podobny sposób. Faktycznie wspominał również o pewnych lękach dotyczących nowości, rzeczy nieznanych, niezrozumiałych, mimo, że prostych.

            Nie jest niestety proste pozbyć się rzeczy z pokoju z wielu powodów ale na zajęciach takie warunki, które opisujesz są stworzone. Nie mniej efekt jest ten sam. Może za krótko jeszcze na efekty i trzeba poczekać, może tak jak piszesz, młody jest obecnie w najgorszym etapie. Marzę, marzę bardzo mocno, że kiedyś to się zmieni choć w paru procentach.
            • halogen75 Re: brak zainteresowan 06.12.11, 20:14
              Sorki, napisałam z innego nicka, co zdarza mi się zresztą nie pierwszy raz;)
              Innego nicka używam na forach prywatnych i czasem zapomnę się przelogować ale to wciąż ja;)
              • legenda3 Re: brak zainteresowan 06.12.11, 21:03
                Będzie lepiej, nie wątp w to :). Często zmiany się dzieją z dnia na dzień, czego wam życzę.
                • an_7 Re: brak zainteresowan 07.12.11, 09:45
                  U nas tradycyjne zabawki też odpadają, Młody wręcz nienawidzi klocków czy piłki. Nie bawi się autami i typowymi zabawkami dla chłopców.
                  Ale ma też wyraźne zainteresowania - zwierzaki, szczególnie kury. Poza tym - książki i puzzle. Do tego telewizor i bajki, ale muszą być w nich zwierzęta. Ostatnio zaczyna fiksować się na literkach, ale zwierzaków nie odpuszcza, np. uczy krokodyle samogłosek.

                  Halogen, w wieku ok. 1,5-2 lat Synek też praktycznie niczym się nie interesował. Często braliśmy go na spacery w wózku, żeby jakoś minął mu czas. Później nagle przyszła fascynacja telewizorem i kurami, która trwa do dziś. Nadal zdarza mu się zachowywać nietypowo w miejscach publicznych. Pozwalamy mu na to. W wakacje byliśmy nad jeziorem, ale Synek większość czasu spędził przy wybiegu dla kur. Na kąpiel nie miał ochoty.
          • halogen75 Re: brak zainteresowan 07.12.11, 17:57
            legenda3 napisała:
            Może w tej sytuac
            > ji pomoże metoda opcji, czyli przyłączanie się do jego aktywności. Zrzuca rzecz
            > y, to wy też, biega po mieszkaniu, to wy też, wiem, że to trudne, ale może akur
            > at okazać się skuteczne.

            Biegać, biegam, co mi tam, skakać, skaczę ale jeśli chodzi o zrzucanie czasem nie mam już po prostu co zrzucić;) Bywa, że w ciągu jednej sekundy wszystko jest już na podłodze co jest w zasięgu ręki. I gdyby nie niebezpieczeństwo, że ktoś się może przez to przewrócić pozostawiłabym nie jednokrotnie cały mętlik na podłodze, skoro mały tak to widzi, skoro to właśnie go cieszy, skoro to przynosi mu spokój wewnętrzny. Ja już dawno pozbyłam się lęków i uczucia niezadowolenia związanych z problemami przyziemnymi i rzeczowymi. Problem w tym, że żyje tu jeszcze kilka osób. Pewnych specjalnych warunków wymaga również niepełnosprawna ruchowo córka. Specjalne warunki stworzone dla autysty niekiedy mocno się kłócą a nawet kolidują z warunkami specjalnymi osoby z problemami dysfunkcyjnymi ruchowo. Ciężko to razem sprężyć. Dochodzi jeszcze pewne myślenie, że akceptując w pełni akurat samo to zrzucanie masowe przedmiotów czy uczestnictwo w tym, pogłębi tą czynność do jeszcze większej skali i nada jej parametry jako standardowe i codzienne, a nawet dobre, zalecane, polecane. Chciałbym tego uniknąć. W tej kwestii akurat znajduję sens w wyznaczaniu jednak pewnej granicy czy zasady. Może błędnie ale automatycznie i spontanicznie włącza mi się lampka kontrolna i nie pozwala na akceptację akurat tej czynności w jej całej okazałości;)
            • legenda3 Re: brak zainteresowan 07.12.11, 20:36
              Rozumiem Twoje zastrzeznia. W metodzie opcji, tak jak w behawiorce czy RDI czyw ogole we wlasnej strategii pracy, uczenia, komunikowania sie i po prostu wychowywania dziecka trzeba byc przekonanym, ze to co sie robi jest najlepsze dla naszego dziecka. Jednoczesnie trzeba tez zachowac jakis rozsadek w tej strategii, zeby wszyscy domownicy i wszystko nie bylo jedynie podporzadkowane terapii i wychowaniu autystycznego dziecka. Wiem, ze maly dzieciak potrafi bardzo zaburzyc funkcjonawanie calej rodziny, czasem wprowadza naprawde duze ograniczenia, bo np. nie wytrzymuje pobytu w sklepie, na wczasach, na placu zabaw, denerwuja go swieta, urodziny i wszelkie odstepstwa od rutyny. Kazde dziecko ma inny zestaw ograniczen i musi sie znalezc zloty srodek, zeby nie ograniczac tez potrzeb innych dzieci czy nas samych. Odjechalam troche od tematu, ale chodzi mi glownie o to, ze sa rozne metody pracy i terapii malego dziecka z zaburzeniami, ale trzeba wybrac te , ktore nie wywraca naszego zycia do gory nogami i zebysmy byli pewni, ze nasze postepowanie jest wlasciwe i pomaga dziecku, bo bedziemy musieli robic to jeszcze przez dlugie lata. Metoda opcji to tylko sugestia, czasem warto zapoznac sie z roznymi mozliwosciami, zeby wiedziec, co nie dla nas a co mozna np. wprowadzic po pewnych modyfikacjach.
    • leonamama Re: brak zainteresowan 07.12.11, 21:45
      U nas też tak było. Teraz ma 3,5 roku i jest troszkę wiecej ale niewiele:/ Pierwsze rzeczy które wzbudziły zainteresowanie Leona to bańki mydlane, sorter z kształtami, wspólne skoki na łóżku, gilgotanie, turlanie, fikołki, bajki w tv, huśtawka w domu i kredki. Nie wiem co Ci doradzić bo mój teraz też prawie w domu się nie bawi, teraz się głowię nad prezentem pod choinkę, żeby spojrzał chociaż na chwilę. Na rzeczy które go zainteresują najczęściej wpadamy niechcący... ostatnio hitem była latarka, gumowa gąsienica i piłka którą się ściskało i robiła się z niej gwiazdka. Niestety nigdy nie wiadomo czy mu się coś spodoba czy też nie.... mamy b.dużo zabawek których nie dotyka. Kiedyś też bał się każdej nowej rzeczy więc kładliśmy zabawkę gdzieś na widoku, Leon najpierw udawał, że jej nie widzi a potem się oswajał co nie znaczy, że się nią bawił - ale przynajmniej się jej nie bał. U nas terapia działa - powoli ale działa i jest lepiej niż było rok temu chociaż jeszcze nie jest dobrze. Trzymajcie się cieplutko i trzeba to przetrwać, mamy innych dzieci mówią mi, że łatwiej jest ok 5/6 lat więc czekam:P

      Pozdrawiam
      mama Leona
      • halogen75 Re: brak zainteresowan 08.12.11, 16:49
        leonamama napisała:
        Nie wiem co Ci doradzić bo mój teraz też prawie w domu
        > się nie bawi, teraz się głowię nad prezentem pod choinkę, żeby spojrzał chociaż
        > na chwilę.

        Ja też:)
        Nie potrafię nawet rodzinie, która dzwoni i pyta co kupić małemu podpowiedzieć co to może być. Proszę więc przeważnie, by nie było to nic drogiego zabezpieczając w pewnym sensie ludzi pieniądze, by nie poszły na marne. Ale ludzie jak ludzie, niektórzy nie chcą słyszeć o czymś drobnym, no bo dawno go nie widzieli, no i święta przecież ect ect...a tu nijak nie zapewnisz im radości z prezentu, akceptacji prezentu, baaaaa czy chociażby samego zainteresowania się prezentem choćby przez chwilkę w sensie stanę i popatrzę;) Jak mogę im coś podpowiadać jak sama mam z tym dylemat? A później sytuacja - ooooo mały się nie cieszy, mogliśmy jednak kupić tamto...ech. A Ty siedzisz i wiesz, że to tamto mogłoby spotkać się zupełnie z tą samą reakcją czyli żadną. Kiedy z kolei mówię czasem, nie kupujcie zabawek, niech to będzie coś z ubrania, bo wiem, że przynajmniej to wykorzystam, to znów słyszę: "ubrania to sobie sami kupujcie, to jest dziecko i będzie zabawka"... taaaaaaaaa.
        Miałam kiedyś taką sytuację- mały bardzo zainteresował się (nie pamiętam gdzie) taką zabawką z klockami przesuwanymi po torze sprężynie. Kupiliśmy mu to później na urodziny i? I nic. Do dziś stoi bezczynnie. Naprawdę ciężko stwierdzić coś na 100% w tym temacie:)
    • myszewa Re: brak zainteresowan 08.12.11, 17:05
      baskovet, ja się w tym Twoim wątku nawet wypowiadalam ...fajnie, że macie taki postęp, może i u mlodego coś się pojawi... narazie bardzo chętnie śpiewa i ma naprawdę talent do odtwarzania melodii, ale to trochę malo. od soboty zaczynamy konie - mlody trochę jeździl w wakacje, nie bylo hurraoptymizmu, ale wytrzymywal na konskim grzbiecie 30-45 minut, więc moze się wciągnie jak Twoja mala...
      halogen - on jest naprawde maly, moj w jego wieku mial straszne schematyzmy, stereotypie, prawie nic nie rozumial. nam się udalo wtedy go trochę przelamac ćwicząc z nim przy krzeselku do karmienia (uniemożliwial ucieczkę), bylo sporo wrzasków, ale w końcu się przelamal i zacząl ukladać ukladanki, potem robić coraz to nowe rzeczy, potem przenieśliśmy się do stolika. Teraz ze stolikowymi cwiczeniami jest ok, sęk w tym, że nie możemy caly dzien siedzieć przy stoliku i robic zadania, a mlody po wstaniu od niego nie zajmie się niczym konstruktywnym, tylko fruwa od ściany do ściany....
      • legenda3 Re: brak zainteresowan 08.12.11, 17:19
        Dziewczyny, moj syn troche jest starszy, ale z zabawkami jest tak, ze cieszy sie tylko z tego co sam sobie wybierze, w zwiazku z tym najblizsza rodzine prosze o pieniadze a innych chetnych o bony np. Do hipermarketu, ktore sie zrealizuja na stoisku zabawkowym. Niemniej staram sie tez to przelamac, bo w zyciu bedzie dostawal rozne rzeczy i prezenty i musi sie tez nauczyc je akceptowac jako wyraz milosci czy sympatii ofiarodawcy. Najlepiej na razie wychodzi nie wrecznanie prezentu, tylko jak juz ktos pisal pozostawienie go gdzies zeby mlody sam sie nim zainteresowal i sobie "znalazl", jak zabawka zostanie zaakceptowana, to wtedy go oswiecam, ze ktos mu to dal bo go bardzo lubi, w dodatku jest okazja, Mikolaj, imieniny, odwiedziny itp. Jesli male dziecko ma duze opory przed nowymi rzeczami, ktore otrzymuje, moze warto wsadzic do pudla z zabawkami lub jakiejs szafki, zeby dzieciak znalazl przypadkiem, zeby "uroczyste wreczenie" nie spowodowalo reakcji ucieczkowej i niecheci do tej rzeczy.
        • czarna_ida Re: brak zainteresowan 08.12.11, 22:16
          a u nas co z tego ze fajne zabawki, pomoce edukacyjne na kompa, laptopa..
          Skoro najlepsza zabawa to naklejki- wlepki na slupach, latarniach, plakaty, do domu, mozna znosic tonami, zyc z nimi, znosic i nic nie wyrzucac ? I jeszcze pamietaj skad to g.. się przynioslo? A jak trzeba wyniesc juz nadmiar to taki lament, jakbym dorobek calego zycia puscila z dymem..Nie wiem jak z tego wybrnać.. Nic nie jest tak trwale jak te smieci..Wydaje się ze można zyć czymś innym, tak na trochę , gora godzina i koniec. To jest tak silne..
    • baskokvet Re: brak zainteresowan 09.12.11, 09:45
      Myszewa -30-40 minut na koniu to i moja tez z trudem wytrzymuje-bo ciagle schodzi,idzie konika pogłaskać jednak po pysku, albo dać marchewke temu konikowi, który został w stajni.
      I tak jak mówisz -zadania przy stoliku (nawet tak samo to nazywamy-ZADANIA) to chyba najnormalniej spędzony przez nią czas. Potem albo ma faze na jakies galopy -albo żąda,żeby jej włączyc telewizje. Ostatnio w ramach jakiegos mądrzejszego ogladania tej tv to ogląda SIR Davida Attenborough. Powoli sie przekonuje.

      AA i dziewczyny-u nas są to pierwsze swiadome święta Zosi. A ona ma 5 lat. Dopiero teraz wie, co to Mikołaj i dzięki mini-mini żada wszystkich reklamowanych zabawek. No dobra -maj ednak jakies preferencje(pony, Barbie, różdżka)-ale do tej pory było jak u Was. Nie wiedziałam co jej kupić-nie mówiąc o pytaniach rodziny .Zdawała się nie zauważać zabawek. Dopiero latem zainteresowały ją wystawy sklepów zabawkowych i cos tam zaczęła chciec mieć.
      W styczniu ma urodziny i mam zamiar zabrać ją pierwszy raz do sklepu,zeby sobie sama wybrała prezent. A kilka miesięcy temy nawet bym o tym nie pomyślała.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja