Moje dziecko nie ma autyzmu

22.01.12, 01:37
Moje dziecko urodziło się piękne i doskonałe. Było mądrzejsze od większości dzieci w jego wieku.
Patrzyło na mnie mnie poważnym
Okiem .
Interesowało się sprawami ponad Jego wiek.
Czytało, pisało ze zrozumieniem nie mając nawet 3 lat.
Kiedy miało pięć lat powiedziało przytomnie - wpędzając otoczenie w osłupienie " Istota Wszech Świata jest zadziwiająca - bo nikt nie może sobie wyobrazić , że coś nie ma początku ani końca"
Moje dziecko zadziwia mnie co dzień, i martwi mnie co dzień, moje dziecko jest po prostu Inne.
Moje dziecko nie rozumie " mowy ciała" a ja nie rozumiem po chińsku.
Moje dziecko nie lubi dotyku - a ja nie lubię kalafiora.
Moje dziecko ma natręctwa - bez przerwy gasi i zapala światło.
Ja mam podobną przypadłość , bez przerwy coś jem i podgryzam.
Czemu czepiam się mojego dziecka ??
Bo chcę , żeby moje dziecko było szczęśliwe, ale być może chcę tego na swoją modłę ???
Panie Boże ! Jakie to wszystko trudne ! Czemu nikt nas nie uczy jak być RODZICAMI ?
Czemu ciągle mam wrażenie , że nie robię wszystkiego co powinnam ??
Moje dziecko nie ma autyzmu. Nikt nie ma autyzmu. Autyzm nie istnieje.
Myśmy Go wymyślili i nazwali - żeby jakoś określać tych , których nie rozumiemy.
Ja nie rozumiem - staram się ,
ale nie rozumiem.
Przepraszam.
    • pinkdot Re: Moje dziecko nie ma autyzmu 22.01.12, 12:03
      To piekne co napisalas.
    • andevi Re: Moje dziecko nie ma autyzmu 22.01.12, 21:13
      Rohatyna, tu w holandii terapia autyzmu polega wlasnie na tym, by nauczyć rodzicow być po prostu rodzicami:) Może wyślij swoich terapeutów na przeszkolenie do nas;)
    • kozak_k Re: Moje dziecko nie ma autyzmu 23.01.12, 00:03
      Rohatyna aj lowiu;)
      • katerina8 Re: Moje dziecko nie ma autyzmu 23.01.12, 09:22
        rohatyna napisała :
        Panie Boże ! Jakie to wszystko trudne ! Czemu nikt nas nie uczy jak być RODZICAMI ?

        No właśnie, i tu jest pies pogrzebany. Czasami to zrozumienie, zaakceptowanie inności naszych dzieci przychodzi z takim trudem i oporami, ponieważ dla nas, rodziców praktycznie nie ma profesjonalnej terapii, często zostajemy z własnymi problemami sami, jesteśmy bezradni, wypaleni, miewamy okresy depresji i rezygnacji. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że jeśli tylko to jest możliwe, warto znaleźć dobrego terapeutę również dla siebie, nie tylko dla naszych pociech :-).
        • yula Re: Moje dziecko nie ma autyzmu 23.01.12, 11:25
          Wiem że ja również potrzebuję pomocy, tylko jest 2 podstawowe problemy : po pierwsze nie mogę takowego znaleźć, po drugie: kiedy? Teraz dzieci mają ferie( a syn turnus logopedyczny) i dziadkowie zabrali je do siebie. Mam wolne pierwszy raz od 3-lat i całkiem możliwe że jedyny raz na następne kilka lat. A tak, mieszkam na zadupiu. W najbliższym miasteczku nic nie ma, gdzie indziej dojazd min. godzina. Dzieci po szkole wracają o 13 i muszę być w domu, nikt sie nimi nie zajmie. Dziadkowie mieszkają za 30 km, a po tych 2-tyg podejrzewam że będą dzieci mieli dość na długo.
    • czarna_ida Re: Moje dziecko nie ma autyzmu 23.01.12, 11:34
      rohatyna, ja tez Ciebie kocham, za ten wpis :-)
    • aniasamosia Re: Moje dziecko nie ma autyzmu 23.01.12, 17:46
      rohatyna, i ja Ciebie wielbię
    • katja.asd Kolejny temat 23.01.12, 20:19
      ...według harmonogramu ukaże się 28.01 :P

      Moje dziecko ma autyzm: 07.01
      Diety, odgrzybianie...: 14.01
      Moje dziecko nie ma autyzmu: 21.01

      Moje propozycje są takie:
      Terapie, logopeda, SI...: 28.01
      Moje dziecko być może ma autyzm: 4.02
      Książki, czasopisma, publikacje: 11.02
      Moje dziecko nadal ma autyzm: 18.02
      • rohatyna Re: Kolejny temat - do katja.asd 23.01.12, 20:54
        Tylko w soboty i niedziele mam czas - w inne dni ciężko i długo pracuję , stąd ta cykliczność. Nie mam niestety orzeczonej żadnej niepełnosprawności a więc i renty , ani innych świadczeń socjalnych -nie mogę więc całymi dniami siedzieć przy kompie - jak to kiedyś sama o sobie napisałaś , zwłaszcza , że w mojej niemałej rodzinie - pracuję tylko ja.

        Rozumiem , że Twój post miał być złośliwy -ale widocznie to co piszę w jakiś sposób Cię jednak wciąga - bo prowadzisz zadziwiająco pełną statystykę moich wpisów. Nie mogę tego powiedzieć o Twoich wpisach - widocznie nie są aż tak interesujące, albo ja nie mam skłonności do szeregowania, segregowania i prowadzenia jakichkolwiek statystyk - czy to dotyczących Twoich wpisów czy moich własnych, czy jakichkolwiek innych.

        miłego wieczoru - Rohatyna

        katja.asd napisała:

        > ...według harmonogramu ukaże się 28.01 :P
        >
        > Moje dziecko ma autyzm: 07.01
        > Diety, odgrzybianie...: 14.01
        > Moje dziecko nie ma autyzmu: 21.01
        >
        > Moje propozycje są takie:
        > Terapie, logopeda, SI...: 28.01
        > Moje dziecko być może ma autyzm: 4.02
        > Książki, czasopisma, publikacje: 11.02
        > Moje dziecko nadal ma autyzm: 18.02
        • tijgertje Re: Kolejny temat - do katja.asd 23.01.12, 21:08
          Rohatyna, swoj pierwszy post z tego watku wydrukuj i powies nad lozkiem. A post Katji... Gdzie ty tam zlosliwosc zauwazylas? Ja odebralam jej post jako zart (glownie przez buzke na poczatku). Tez zauwazylam pewien rytm w zakladanych przez ciebie ostatnio watkach, choc odbieram to bardziej jako szarpanie sie z sama soba. Nie zdazylam wpasc na to,z eby sprawdzic daty. no coz, post Katji, twoja odpowiedz i to, co ja wyczytalam miedzy wierszami swiadcza tylko o tym, ze autysci mysla inaczej;)
          • rohatyna Re: Kolejny temat - do katja.asd 23.01.12, 21:46
            Tijgerteje,

            Buźka przy nicku katji.asd , mówi tylko o tym że jest moderatorem jakiegoś własnego forum. Przy moim nicku też taka jest. To nie " uśmieszek do Nas wszystkich " -:) - a to tak.-:)

            Post katji był złośliwy - i myślę , że taki w założeniu miał być. Wkurzyły Ją moje inne wpisy - no cóż - " moje prawo pisać ,a Jej prawo się wkurzać -:)-:) -:) ".

            A to , że autyści myślą inaczej - wiem najlepiej - i co tu kryć - też mnie to czasem - a może i częściej niż czasem - wkurza -:)-:)-:)

            Dobranocki, lecę spać bo wstaję 5.30 - Rohatyna


            tijgertje napisała:

            > Rohatyna, swoj pierwszy post z tego watku wydrukuj i powies nad lozkiem. A post
            > Katji... Gdzie ty tam zlosliwosc zauwazylas? Ja odebralam jej post jako zart (
            > glownie przez buzke na poczatku). Tez zauwazylam pewien rytm w zakladanych prze
            > z ciebie ostatnio watkach, choc odbieram to bardziej jako szarpanie sie z sama
            > soba. Nie zdazylam wpasc na to,z eby sprawdzic daty. no coz, post Katji, twoja
            > odpowiedz i to, co ja wyczytalam miedzy wierszami swiadcza tylko o tym, ze auty
            > sci mysla inaczej;)
            • katja.asd Re: Kolejny temat - do katja.asd 23.01.12, 21:55
              A zonk. To znaczy, że aktywowałam wizytówkę.
              • gorawka katja.asd 24.01.12, 11:41
                Katja, to bardzo złośliwe, co napisałaś do Rohatyny. Nawet jeśli Twoje zamierzenie nie było takie, to staraj się czerpać z tego forum też coś dla siebie, korzystaj z tego, że jesteś wśród nas. Jeśli myślisz inaczej, to zobacz jak myślimy my. Staraj się zrozumieć, dlaczego tego typu wpis jest złośliwy. Ucz się po prostu, będziesz mogła to potem (jeśli zechcesz) wykorzystać w życiu. Pozdrawiam serdecznie:) (i bez złośliwości).
                • czarna_ida Re: katja.asd 24.01.12, 11:58
                  tez tak mysle jak gorawka..
                  Niestety ja tez mam ostatnio kiepski czas, na wielu plaszczyznach, i moglabym sie podpisac, pod tymi postami rohatyny, bo na temat swojego dziecka wiem ciagle duzo mniej niz Ona o swoim :-(
                  I nie czuje sie z tym lepiej. Ba wrecz gorzej..
                  • nefret_ete Re: katja.asd 24.01.12, 12:59
                    > tez tak mysle jak gorawka..
                    > Niestety ja tez mam ostatnio kiepski czas, na wielu plaszczyznach, i moglabym s
                    > ie podpisac, pod tymi postami rohatyny, bo na temat swojego dziecka wiem ciagle
                    > duzo mniej niz Ona o swoim :-(
                    > I nie czuje sie z tym lepiej. Ba wrecz gorzej..

                    podpisuję się dwoma rękami
    • backwoodsman Re: Moje dziecko nie ma autyzmu 24.01.12, 18:32
      "Moje dziecko urodziło się piękne i doskonałe." Rohatyno, cieszę się że od tych słów zaczynasz swój post. Cieszy mnie także ciąg dalszy. Ba, cieszy mnie nawet zakończenie... Nie wiem na ile można wyciągnąć na tej podstawie wniosek o zmianie nastawienia do autyzmu syna, czy małego, ale kroku w strone pełnej akceptacji faktu, ża syn zawsze z ZA żył będzie. Życzę ci by tak było, byś znalazła wewnętrzny spokój. Rohatyno, mam wielką prośbe do ciebie, choć wątpie byś ja spełniła... Ale może mnie mile zaskoczysz... Czy mogłabyś mi powiedzieć jaki cel ci przyświeca gdy umieszczasz tu właśnie takie posty jak ten, czy pamiętny (dla mnie) "mój syn ma autyzm". Czy sygnalizujesz tym, że potrzebujesz pomocy, silnego wsparcia od innych, czy jedynie wyrzucasz z siebie emocje, które są tak silne, że powodują trudny do zduszenia ból. Pytam o to dlatego, bo przeczytałem wszystkie komentarze pod twym postem i nei znalazłem obraźliwych (wiem mój odbiór różni sie od twojego). Reagujesz negatywnie na te w których ktoś cie krytykuje bądź mysli inaczej... Nie reagujesz negatywnie na słowa mające wyrażać wsparcie (?): "Rohatyno kocham cię"... w jakiejś mierze to naturalne, ale tylko w pewnym stopniu. Czy tu nie ma miejsca na to by powiedzieć ci "nie, nie masz racji" ? Rohatyno twoje cierpienie nie ustanie, trwa juz tyle lat i mogłaś je "oswoić", ale masz z tym poważny problem. Dzieje się tak dlatego, że nie chcesz w pełni zaakceptować swego syna takim jaki jest (i będzie). Zdajesz sobie z tego sprawę, bo stawiasz pytania "Czemu czepiam się mojego dziecka ??" I sama na nie odpowiadasz:
      " Bo chcę , żeby moje dziecko było szczęśliwe, ale być może chcę tego na swoją modłę ???" Tak, ty chcesz by było szczęśliwe, ale wg twojego wzorca szczęścia i tak naprawdę nie liczy się to, czy on będzie się wtedy czuł szczęśliwy. Ważne jest tylko to, by się dostosował do twoich oczekiwań i udawał szczęśliwego w taki sposób, byś ty go zaakceptowała, by udawał dla ciebie kogoś innego...
      Rohatyno w innym miejscu, gdzie jestem dużo bardziej aktywny, mama pietnastolatka głęboko zaburzonego pochwaliła się że jej syn na widok swego odbicia w lustrze powiedział słowo "ja" pierwsze i jedyne od lat słowo czym wprawił w osłupienie swoje otoczenie (rzecz miala miejsce w szkole)... Zostawilem pod postem jego mamy nastepujący komentarz, który dedykuje również tobie:
      " Ewo, niezmiernie dziękuję ci za ten wpis... Przeogromnie ci dziękuję, bo dowodzi tego, że nawet te bardzo zaburzone dzieci nie stoją zupełnie w miejscu i potrafią wlać w serca rodziców wiarę w to, że ten przeogromny wysiłek wkładany w pracę nad nimi jest opłacalny. Nawet jesli nie doprowadzi do funkcjonowania zbliżonego do "normalności". Jesteś (dla mnie) kimś kto niesie nadzieję i dzieli się nią z innymi. Bo można pogrążyć się w czarnej rozpaczy, ale nikt nie ma prawa wciągać w tą rozpacz innych. Ewa cieszę się razem z tobą :-)))
      Ewa chcę dodać że cieszę się również nie mniej z tego, że takie drobne zdarzenia są również źródłem radości DLA CIEBIE, bo to bardzo ważna rzecz, że upatrujesz w tym zmian na lepsze a każdy nawet maleńki kroczek naprzód poprawia funkcjonowanie dziecka. Dla mnie takie podejście jest o niebo więcej warte niż skupianie się jedynie na tym, że dziecko nigdy nie dorówna zupełnie zdrowym ludziom. Moja duma z syna wynika z tego co osiągnął biorąc pod uwagę punkt startu i jego możliwości a nie branie jako punkt odniesienia zdrowych nastolatków, bo cóż to nadzwyczajnego matura??? cóż nadzwyczajnego prawo jazdy??? i to nie ma znaczenia, że ci zdrowi mają i z maturą i z prawem jazdy problemy... znaczenie ma dla mnie tylko to, że nasz (rodziców) i jego wysiłek przyniósł owoce i nawet gdyby nie zaowocował tak dalece (znów punkt odniesienia) w niczym nie zmieniłoby to mojego stosunku do syna. Bo chwile mego szczęścia wypływają ze szczęścia dziecka nawet jeśli źródłem tego szczęścia u syna będzie uporczywe i obsesyjne tworzenie węzłów komunikacyjnych na kolejnych ryzach papieru. To co być może myślą o tym inni (głupek) nie ma dla mnie istotnego znaczenia gdyż nie po to mój syn przyszedł na świat, by być obiektem imponowania innym jak najnowszy model multiwypasionego multidrogiego auta..."
      • tijgertje Re: Moje dziecko nie ma autyzmu 24.01.12, 18:54
        backwoodsman, normalnie moglabym isc z toba na randke;)
    • backwoodsman Re: Moje dziecko nie ma autyzmu 24.01.12, 18:59
      jeszcze jedna rzecz, która wywołuje uśmiech na mych ustach... Nie wiem jakie znaczenie ma dla niektórych słowo "kocham cię" czy "wielbie cię" ??? Co przez nie wyrażacie, jakie uczucia? Potraficie to zdefiniować??? Pytam ponieważ mnie nie udało sie przez całe moje życie pokochać kogoś za napisaną książkę, czy zagraną rolę, czy artykuł w gazecie itd... Ja ilekroć używalem tych zwrotów, a mówiłem je jedynie kilku osobom w życiu, próbowałem wyrazić nimi uczucie głębokiej miłości do kogoś, kto był w tym momencie całym moim światem. Tutaj znajduje te słowa rzucane od tak, jakby ktoś chciał powiedzieć - "Rohatyna zgadzam się z tobą", albo - "też tak myślę, fajna jesteś"... czy ja czegoś nie rozumiem??? Czy też, cytując tytuł filmu "Baby jakieś inne są" i mówiąc "kocham cię", "wielbię cię" wyrażają jedynie swoją aprobatę... to jak mówią gdy kochają ( w sensie miłości)??? Nie żebym coś miał przeciwko, tylko chciałbym być na bieżąco z językiem i zmianami jakie w nim zachodzą, stąd to pytanie ;-)))))
      • rohatyna Do Backwoodsman 24.01.12, 20:04
        No więc odpowiem -:)
        Szarpię się. Bardzo długo dawałam radę - i chyba nastąpiło zmęczenie materiału. Z moim Miśkiem nie jest tak źle - ale prawdą jest , że nie jest tak jakbym chciała. Nie ma to jednakże nic wspólnego z moimi ambicjami, czy zawiedzionymi oczekiwaniami wobec Niego, ale z paraliżującym lękiem - co będzie jak mnie zabraknie.
        Młode mamy - teraz o tym nie myślą - i bardzo dobrze, ale ja jestem w tym wieku , że już tak. Świat nie idzie w kierunku jaki mi się podoba - Młody siłę przebicia ma równą zeru, a Świat lubi tych co ja mają. Też nie miałabym nic przeciwko szczęściu jakie by mu dawało obsesyjne rysowanie węzłów komunikacyjnych, czy robienie czegoś innego - mało przydatnego, ale Jego satysfakcjonującego, ale póki co - to mnie obsesyjnie atakuje myśl, że ja umrę a On zostanie - i Go zdepczą.
        Nie jestem bogata, nie zostawię Mu majątku - a nawet gdyby tak było - to pierwszy lepszy nawet mało inteligentny oszust zrobi Go w konia - i zostanie bez środków do życia.
        Co wtedy zrobi ?? Jak sobie poradzi??Z czego będzie żył??Kto mu pomoże??. Z czego zapłaci komorne, rachunki -?? czy w ogóle będzie umiał to zrobić??
        To jest mój ból - i to rodzi i frustrację , i rozpacz i wściekłość i bezradność.
        To dlatego nie umiem zaakceptować rzeczywistości, cieszyć się małymi osiągnięciami Młodego i czerpać szczęścia z tego, że On teraz z jakiegoś powodu czuje się szczęśliwy.
        Widzę nad Jego głową czarną chmurę i dmucham, dmucham z całych sił żeby ją odgonić - a Ona wisi złowieszczo coraz niżej i niżej - a ja nie coraz młodsza , a Świat nie coraz lepszy.
        Z natury jestem optymistką - ale chyba z powodu owego zmęczenia materiału - zostały z niej jeno resztki.
        Pozdrawiam Rohatyna
        • legenda3 Re: Do Backwoodsman 24.01.12, 20:52
          Rohatyna, cóż mój syn ma 6 lat i ja mam takie same obawy, ale to ciągłe zamartwianie się twojemu synowi nie pomoże a ciebie potwornie osłabia. Przecież nie będziesz martwić się do końca życia i i tym zmartwieniem nic nie zbudujesz, ani nic nie załatwisz, ani nic nie zmienisz w świecie. Ja po prostu odsuwam te myśli bo one są niszczące dla psychiki a mama w depresji na pewno obciąża też dziecko, w jakimkolwiek byłoby wieku. I jeszcze jedna uwaga, gdzie nie mogę się z tobą zgodzić, masz takie wizje, że gdyby twój syn nie miał autyzmu byłby szczęśliwy i spełniony. Może tak a może nie, znam wielu ludzi NT, którzy nie radzą sobie w życiu i wcale szczęśliwi nie są z różnych powodów. Bo życie nie potoczyło się jak planowali, bo dokonali złych wyborów, bo ulegają nałogom, bo szczęście psują im takie cechy jak zazdrość, zawiść, niemożność cieszenia się z tego co mają.
          I żeby było jasne, nie jest to krytyka pod twoim adresem, masz prawo do różnych emocji, każdy z nas ma wzloty i upadki, nadzieję i zawód, ale jak to trwa za długo to może skończyć się depresją czego ci NIE życzę a życzę, żeby te smutki były tylko sezonowe i opuściły cie jak najszybciej.
          • rohatyna Do Legendy 25.01.12, 12:39
            Lgendo,
            Ja to wsztstki na bazie " intelektualnej" wiem. Ale nie wiem czy juz zauwazyłaś ( Twoje dziecko jest jeszcze małe), że pomiędzy matką a autystyczym ( może z inną niepełnosprawnością też - nie wiem) dzieckiem , wytwarza się specyficzny rodzj więzi. Mam porównanie , bo mam też zdrowe dzieci. Ta specyficzna więź każe mi go " osłaniać" ,prowadzić, chronić przed innymi - słowem roztaczać cały czas parasol ochronny, żeby nia stała mu sie krzywda. Nie znaczy to , że starszych chłopców nie chroniłam, ale w pewnym momencie - " wypuściłam" ich po prostu - a Michała nie mogę. Cały czs stoję nad Nim jak ta kura, która wysiedziała kaczątko, a teraz zrozpaczona biega wokół stawu , po którym, ono spokojnie sobie pływa.
            I ciągle wydaje mi sie , ze tylko ja mogę Go ochronić i nikt inny nigdy tego nie dokona.
            coś chyba nie halo z moimi emocjami.
            Pozdrawiam - Rohatyna
            • legenda3 Re: Do Rohatyny 25.01.12, 13:15
              Nie sadze, zeby z toba cos bylo nie halo, bo zachowujac sie w specyficzny, niesamodzielny i niedojrzaly sposob dziecko autystyczne czy mlody dorosly, ciagle daje sygnaly, ze musi byc "zaopiekowane". Jestem w stanie to zrozumiec i byc moze za pare lat bede postepowac tak samo. Mnie chodzi tylko o niszczace emocje, ktore zwiazane sa z niezgadzaniem sie na taka rzeczywistosc jaka jest twoim udzialem. I to, ze nie ma z tej sytuacji dobrego wyjscia poza zaakceptowaniem istniejacego stanu rzeczy albo brniecie dalej w te niezgode, ale czym to sie skonczy?
        • k.falernowa Re: Do Backwoodsman 25.01.12, 18:20
          hm - a nie może po prostu zarobkowo robić czegoś, co lubi? przecież to, że coś nie jest mu przydatne w domu nie znaczy, że nie może być przydatne w pracy - no nie?
    • backwoodsman Re: tijgertje 24.01.12, 19:11
      tijgertje napisała: backwoodsman, normalnie moglabym isc z toba na randke;)

      Spróbuj... nic więcej ponad przyjaźń zapewne nie zdobędziesz, ale czy przyjaźń nie jest dużo warta??? Mam przyjaciółkę ( w sensie przyjaźni - to wyjaśnienie dla NT) z ZA i ona wiele dla mnie znaczy. Akceptuję ją w pełni taką jaka jest i nie kryję podziwu dla sposobu jej myślenia i postrzegania różnych spraw.
      • halogen75 Re: tijgertje 24.01.12, 19:34
        backwoodsman, tijgertje, zabierzecie mnie ze sobą na randkę?:P:P:P
        • backwoodsman Re: halogen 75 24.01.12, 21:12
          halogen75 napisała:

          > backwoodsman, tijgertje, zabierzecie mnie ze sobą na randkę?:P:P:P

          Cóż... bardzo kusząca propozycja ;D z mojego punktu widzenia (opartego na lekturze twoich postów) jesteś przeogromnie interesująca... Z takiego trójkąta moglyby się "urodzić" same pozytywne rzeczy... ja jestem o tym przekonany, ale równie ważne jest zdanie tijgertje ;-)))
          Pozdrawiam serdecznie
          • tijgertje Re: halogen 75 24.01.12, 21:25
            Halogen, czemu nie? Zapowiada sie interesujaco:)
      • tijgertje Re: tijgertje 24.01.12, 21:01
        Nooo, nie wiem, co sobie wyobrazales, ale dla mnie przyjazn to juz wiecej, niz bym mogla oczekiwac. Przyjaciol nie mam wielu, a tych, ktorych mam bardzo sobie cenie. O dziwo najczesciej przyjaznilam sie z facetami. Moze przez to, ze mysla podobnie (patrz wyzej twoj post o milosci;) ). Na randke w pelni tego slowa znaczeniu to bym mogla isc, jak by mnie maz zostawil ( a na to sie nie zanosi, z mojej strony tym bardziej :P ), jakbym byla baaaardzo zdesperowana (a na to tez sie nie zanosi), i jakbys byl wysokim brunetem bez zobowiazan. A, i koniecznie starszym ode mnie, bo z malolatami sie nie zadaje;) A serio, powinienes zobaczyc miny mojej rodziny, jak wybywalam wieczorem na "randki" z moim bliskim przyjacielem, za wiedza i zgoda mojego meza. Niektorym sie w glowie nie miesci, ze mezatka moze sie przyjaznic z innym facetem i jeszcze sie z nim spotykac bez przyzwoitki. Na szczescie z mezem nie mamy problemow, zeby sobie nawzajem ufac i zadne z nas drugiemu nie daje powodow, zeby mialo byc inaczej. tym bardziej, ze moj przyjaciel uwaza, ze jestem przyjacielem i nawet nie kobieta;) Jakby jedno i drugie nie mpoglo isc w parze. Choc sadzac po ilosci posiadanych przeze mnie butow i materialow budowlanych to chyba faktycznie kob ieta nie jestem;) No, ale jak juz odwyk kawowy skoncze i mnie do Polski zaniesie, to spotkaniu na pogaduchach przy kawie bym nie odmowila :)
        • backwoodsman Re: tijgertje 24.01.12, 21:34
          droga tijgertje, nie wyobrażałem sobie nic ponad pogaduchy przy kawie i zapewniam cię, że nie z powodu ubogiej wyobraźni :-) więc chyba nie jestem pod tym względem typowym facetem. nie szukam "przygód" czy sposobności do romansu. Mam żonę i zostawiać jej nie zamierzam (a nic nie wskazuje równiez na to by ona nosiła się z takim zamiarem, wręcz przeciwnie). Zobowiązania więc są, no i wysokim brunetem nie jestem... Dlatego pisalem wprost, ze nic ponad przyjaźń z naszej "randki" nie wyniknie :-) Moja przyjaciółka z ZA przekroczyła trzydziestkę i jest podobnie jak ty mężatką. Ja jestem od niej sporo starszy co w niczym nie przeszkadza przyjaźni. Jak skończysz odwyk kawowy, sumienie nie pozwoli mi na powrót cię weń wciągać... Toteż jak będziesz się wybierać do kraju, uprzedź z dwutygodniowym wyprzedzeniem. Może pogadamy przy... herbacie, tak czy inaczej nie kryję, iż zarówno spotkanie jak i pogaduchy by mnie uradowały :D
          • halogen75 Re: tijgertje 25.01.12, 15:11
            No to przy ogólnej aprobacie jesteśmy w pewien sposób umówieni;)

            Powiem Wam szczerze, że tak siedzę i się w myślach śmieję, bo biorąc pod uwagę kwiecistość różnych odpowiedzi całej naszej trójki na forum, zastanawia mnie czy dalibyśmy radę zakończyć nasze pogaduchy na jednej "randce";) Byłoby ciężko w limitowanym czasie rozwinąć nam się słownie. Pamiętajmy więc umawiając się już konkretnie o rezerwacji stolika na termin długotrwały:D
    • backwoodsman Re:Do Rohatyny 24.01.12, 22:19
      Rohatyno, gdybyś wiedziała ile między nami podobieństw... różni nas zasadniczo jednak to, że ja się nie szarpię, bo to niczego nie zmieni, a zniszczy jedynie z trudem utrzymaną równowagę psychiczną. Mój syn nie pracuje, choć rozglądamy się w najbliższej okolicy za pracą (nie jakąkolwiek) odpowiednią dla niego. Jest to szalenie trudne, bo i pracodawca musi być odpowiedni. Nie jestem zamożnym człowiekiem i podobnie jak ty również ja sam utrzymuję nasza rodzinę. Żona zawsze zajmowała się naszym synem, była pierwszą i najważniejszą terapeutką. Żyjemy i ty i ja w tym samym polskim świecie, jesteśmy z tej samej generacji i zapewniam cię, że mnie lat nie ubywa. Najczęściej podobnie jak ty mam czas i wolne jedynie weekendy (teraz jestem na zwolnieniu lekarskim). Nie podejmuję się pisać co młody zrobi i jak sobie będzie radził gdy was zabraknie... my (ja i moja żona) też odejdziemy a nasz młody zostanie... ma o 10 lat starszą przyrodnią siostrę i wierzę, że będzie nad nim jakoś czuwać. Nie oczekuję, że poświęci mu życie (jest od roku mężatką). Jestem jak najdalszy od tego. Ale będzie go wspomagać (to jej wybór), bo wciąż mieszkamy razem i tak pewnie zostanie. Rohatyno wspominalaś że masz jeszcze dwóch zdrowych synów, nie sugeruję byś cokolwiek im narzucala, ale sądzisz że nie zaopiekują się bratem w żaden sposób? Masz podstawy tak myśleć? Rohatyno świat nie będzie lepszy, a my (i ty i ja) coraz starsi...Ta chmura nie odpłynie znad głowy młodego, choćbyś nie wiem jak dmuchala... tego nie dokonasz. Ta chmura to jego przeznaczenie, los, czy jak to inaczej nazwiesz. Nie odgonisz jej, ale możesz zmienić jej barwę. Ona nie jest czarna, ty ją tak malujesz. Wiem, że tak cię nie przekonam, więc powiem ci inaczej. Sięgnij proszę w głąb siebie i wydobądź stamtąd resztki optymizmu, zrób to dla młodego. Rohatyno im bardziej zadbasz o siebie, tym będziesz zdrowsza, a to ma też bezpośrednie przełożenie na dlugość życia... A im dlużej żyć będziesz, tym dlużej młody mieć będzie twoje wsparcie. Masz pelne szanse by przeżyć jeszcze conajmniej dwie dekady Rohatyno... Dwie dekady... nie wiesz co czeka za najbliższym zakrętem. Więcej wiary w przyszłość Rohatyno... Pozwól wzejść w twym sercu słońcu, by otoczyła tą czarną chmurę nad młodym tęczą... Pozwól wzejść słońcu Rohatyno, masz taką moc w sobie. Uwierz w to, życzę ci tego całym sercem i pozdrawiam :-)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja