Autyzm dzięcięcy

14.02.12, 09:56
Którzy z rodziców tu mają diagnozę swoich dzieci- autyzm dziecięcy?
    • halogen75 Re: Autyzm dzięcięcy 14.02.12, 09:58
      Przepraszam za błąd w tytule:
      *dzięcięcy- oczywiście dziecięcy
    • baskokvet Re: Autyzm dzięcięcy 14.02.12, 10:01
      my mamy-tzn moja córka
    • gemmavera Re: Autyzm dzięcięcy 14.02.12, 10:27
      Jakby co, to moje dziecię miało - diagnoza postawiona w wieku chyba 5 lat.
    • kozak_k Re: Autyzm dzięcięcy 14.02.12, 10:57
      W sumie to nie wiem - kod choroby mam F 84 czyli autyzm dziecięcy ale z opisem że to CZR spektrum autyzmu. Piszę "mam" ale oczywiście chodzi o syna 2,5 latka.
      Czemu pytasz?
      • roggalique Re: Autyzm dzięcięcy 14.02.12, 11:11
        kozak_k napisała:

        > W sumie to nie wiem - kod choroby mam F 84 czyli autyzm dziecięcy ale z opisem
        > że to CZR spektrum autyzmu.

        F84.0 to autyzm dziecięcy. F84 to ogólna kategoria "całościowe zaburzenia rozwoju". Spektrum autyzmu to póki co hasło popularnonaukowe.
        Czyli ktoś nie był precyzyjny.

        pozdro
        r.

        P.S. Intrygujące - zaczynacie się wpisywać, a nie ciekawi Was po co to pytanie zostało zadane? Bo mnie ciekawi:))) Wpisujmy miasta!!:)
        • rohatyna Re: Autyzm dzięcięcy 14.02.12, 11:31
          My mamy F 84.5
          Teraz dopiero przyjrzałam się orzeczeniu to kod Zespołu Aspergera ... chyba
          • roggalique Re: Autyzm dzięcięcy/kody 14.02.12, 12:19
            rohatyna napisała:

            > My mamy F 84.5
            > Teraz dopiero przyjrzałam się orzeczeniu to kod Zespołu Aspergera ... chyba

            Si. To właśnie kod Zespołu Aspergera.
            Wprawdzie można se sprawdzić, ale dla porządku mogie podać:
            F84.0 kanner
            F84.1 atypowy
            F84.2 Rett
            F84.3 dezintegracyjne
            F84. 5 Z.A
            Potem F84.8 inne całościowe; F84.9 inne nieokreślone (PDD-NOS)

            W nowych klasyfikacjach Rett wyleci na bank. Prawdopodobnie w ogóle ta cała kategoria się zmieni i będzie jedno spektrum autyzmu z podziałem bardziej opisowym.

            pozdro
            • roggalique Re: Autyzm dzięcięcy/kody 14.02.12, 12:25
              Sorki jeszcze F84.4 hiperkineza z UU i ruchami stereo.

              Pardą.

              r.
            • halogen75 Re: Autyzm dzięcięcy/kody 14.02.12, 13:26
              roggalique napisał:
              > F84.0 kanner
              > F84.1 atypowy
              > F84.2 Rett
              > F84.3 dezintegracyjne
              > F84. 5 Z.A
              > Potem F84.8 inne całościowe; F84.9 inne nieokreślone (PDD-NOS)

              Aleś mnie zaintrygował, bo nawet nie wiedziałam, że tych podziałów tyle jest;) Aż przekopałam wszystkie papiery żeby zobaczyć jaki właściwie mamy kod. Mamy w diagnozie F84.0. W orzeczeniu 02-P – co rozumiem oznacza bodajże choroby psychiczne.
              • roggalique Re: Autyzm dzięcięcy/kody 14.02.12, 13:32
                halogen75 napisała:

                > diagnozie F84.0. W orzeczeniu 02-P – co rozumiem oznacza bodajże chorob
                > y psychiczne.

                Taa, bo komisje orzecznicze mają swoją typologię, która jak widać jest sto lat za... ee... za rasistami:))))
                Więc tym bym się nie przejmował. Podobnie w PPP wpisują autyzm nawet jak ktoś ma Z.A. bo też mają swoją typologię. Tam potem piszą w epikryzie, że Z.A., ale nazwa musi być autyzm oficjalnie.
                To takie biurokratyczne bzdety, pełno ich w Priwislanskim Kraju.

                pozdro
                r.
        • halogen75 Re: Autyzm dzięcięcy 14.02.12, 13:35
          roggalique napisał:


          > P.S. Intrygujące - zaczynacie się wpisywać, a nie ciekawi Was po co to pytanie
          > zostało zadane? Bo mnie ciekawi:)))

          Póki co chciałam na początek uściślić, kto ma diagnozę - autyzm dziecięcy, nie ZA, nie inną, bo właśnie do tej wąskiej grupy rodziców mam parę pytań. Chciałam się troszkę "pokisić" w odrębnym grupowo wątku, przy okazji też zobaczyć czy aby nie jestem tu sama;) Szczegółowe pytania zadam w odpowiednim czasie. Teraz kiedy próbuję, mały roznosi mi chałupę w dosłownym znaczeniu. Także cierpliwości;)

          Wpisujmy miasta!!:)

          :D Obawiam się, że wówczas pozostałabym sama jedna w tym wątku i mogłabym co najwyżej przeprowadzić monolog, nie dialog;) Aż tak nie uściślam grupy;)

          Przysiądę na dłużej wieczorkiem.
          • kozak_k Re: Autyzm dzięcięcy 14.02.12, 21:06
            O halogen zebrałabyś jeszcze grupę 2 -3 latków, bo mnie ona na razie najbardziej interesuje:) Szczególnie takie fajne sprawy jak odpieluchowanie, usamodzielnianie, efekty terapii (np metodą krakowską):)
            • halogen75 Re: Autyzm dzięcięcy 15.02.12, 21:13
              kozak_k napisała:

              > O halogen zebrałabyś jeszcze grupę 2 -3 latków, bo mnie ona na razie najbardzie
              > j interesuje:) Szczególnie takie fajne sprawy jak odpieluchowanie, usamodzielni
              > anie, efekty terapii (np metodą krakowską):)

              No mamy w zasadzie już zebraną, liczna grupa Ty i ja, na początek jak znalazł;)
              • nefret_ete Re: Autyzm dzięcięcy 15.02.12, 21:25
                grupę 2 -3 latków,
                to ja też się polecam!!!
                • halogen75 Re: Autyzm dzięcięcy 15.02.12, 21:41
                  Ło matko, Nefre, sorki, faktycznie:) Wybacz;)
                  • nefret_ete Re: Autyzm dzięcięcy 15.02.12, 21:46
                    :))))
    • mruwa9 Re: Autyzm dzięcięcy 14.02.12, 12:21
      msz na mysli ten niskofunkcjonujacy? To moje dziecko ma.
      • pinkdot Re: Autyzm dzięcięcy 15.02.12, 07:10
        > msz na mysli ten niskofunkcjonujacy? To moje dziecko ma.

        Autyzm wczesnodziecięcy też może być wysokofunkcjonujący. Co więcej, są plany zmian w ICD i DSM mające na celu włączenie ZA w jednostkę diagnostyczną jaką jest autyzm wczesnodziecięcy (tylko będzie to osoba wysokofunkcjonująca).
    • myszewa Re: Autyzm dzięcięcy 14.02.12, 13:51
      autyzm dziecięcy nie musi byc niskofunkcjonujący wcale, zwlaszcza, że stawiając diagnozę dziecku 2,3 - 4 letniemu nie możemy stwierdzić jak to się dalej rozwinie, czy będzie dziecko w normie intelektualnej czy nie. Mój ma atypowy, diagnoza postawiona w wieku 2,5, atypowy bo spelnial 5 warunkow na wymagane 6 przy autyzmie dziecięcym , przy tym 0 na wymagany 1 w sferze komunikacji (w uzasadnieniu bylo, że pomimo duzego opoźnienia mowy syn komunikuje się za pomocą gestów, mimiki, swoistego języka), ale gdyby mial trochę bystrzejszych rodziców i byl diagnozowany np. w wieku 2 lat to by spelnial ten punkt, bo pierwszy raz przyszlo mu do glowy że można wyrazić jakoś swoją potrzebę gdy mial 2 lata i 2 miesiące ( pierwsze *psi* na widok wody w upale, potem poszlo szybko, zaczęly się pojawiac blyskawicznie znieksztalcone slowa, które jednak my potrafiliśmy zawsze bezblędnie rozszyfrować). Tak naprawdę granice często są plynne, ja zdaję sobie sprawę, że synek w innym zespole diagnostycznym móglby dostać nie atypowy a czr, a w jeszcze innym dziecięcy. Rokowań pewnych na tej podstawie też nie mamy - mój syn np. będąc diagnozowany mial robiony test cars, kt okresla glębokość zaburzenia. wyszlo mu 22,5 albo 24,5 - już nie pamiętam, ale pamiętam, że nie lapal się wg tego testu na autyzm lekki kt byl bodajże od 25 w górę, tymczasem kolega X diagnozowany przez ten sam zespol dostal bardzo dużą ilość punktów, świadczącą o glębszym autyzmie. Obecnie wygląda to tak, że u X (6 lat)cechy autystyczne są malo widoczne, chlopak pięknie mówi, interesuje się wszystkim wokol, nie ma śladu stereotypii, czyta, tymczasem mój (za 2 m-ce skonczy 5) też owszem robi postępy, rozumienie mowy w ciągu 2,5 roku terapii bardzo się poprawilo, mowa jest i pewnie nadal będzie się rozwijać (ale oceniam go pod tym względem na 2-2,5 roku, przeważają proste zdania, mówi tylko gdy czegoś chce, a nie po to by się podzielić jakimś przeżyciem, opowiedzieć coś, wlaściwie nie używa czasu innego niż teraźniejszy, mowa niewyraźna, niegramatyczna, dużo echolalii - slowem wiele do zrobienia jeszcze), duuużo sensoryzmów i zaburzenia si duże, zero zainteresowania rówieśnikami, ograniczone mocno zainteresowania i jak to nazywam brak fascynacji światem, autyzm widać mocno w nietypowych zachowaniach, w stosunku do rówieśników odbiega widocznie już na pierwszy rzut oka. no ale mlody wciąż jest maly i ciągle pracujemy, choć nigdy nie wiadomo gdzie to nas zaprowadzi. o ile kojarzę Twój syn ma mniej niz 3 lata, w tym wieku niewiele można przewidzieć...
    • tijgertje Re: Autyzm dzięcięcy 14.02.12, 15:02
      U nas nie uzywaja okreslenia "dzieciecy". Mlody ma diagnoze "autyzm wlasciwy".
      Numerycznie okreslaja u nas chyba jakos inaczej, w papierach ma klasyfikacja DSM-IV i w tabeli As I-V, z czego AsI (obraz kliniczny) : 299.00 (autyzm), 314.01 ADHD (typ kombinowany??? tak pisza, nie wiem, jak to odpowiednio przetlumaczyc) i 315.4 rozwojowe zaburzenia koordynacji (w poprzednich papierach mial wpisana tez motoryke). ASII i III bez diagnozy (osobowosc i powiazane zaburzenia somatyczne), AsIV (faktory otoczenia) 10 i 30, AsV 45 .
      Rogalik, jestes w stanie to rozszyfrowac? U nas wszelkie diagnozy w papierach musza miec okreslona klasyfikcacje DSM, nigdy jakos sie w te numery nie wglebialam i nie przyszlo mi do glowy, ze w Polsce okreslenia sa inne.
      • roggalique Re: Autyzm dzięcięcy 14.02.12, 17:43
        tijgertje napisała:

        > Rogalik, jestes w stanie to rozszyfrowac? U nas wszelkie diagnozy w papierach m
        > usza miec okreslona klasyfikcacje DSM, nigdy jakos sie w te numery nie wglebial
        > am i nie przyszlo mi do glowy, ze w Polsce okreslenia sa inne.

        Klasyfikacja DSM jest amerykańskim odpowiednikiem ICD-10. Nie wiedziałem, że w Holandii się tego używa, myślałem, że w Europie chodzi tylko ICD-10.

        Jeśli chodzi o ADHD to właśnie pomiędzy ICD-10 a DSM-IV jest istotna różnica, bo u nas jest "zaburzenie hiperkinetyczne" bez rozróżnienia objawów, a w DSM-IV są trzy typy odnoszące się do tego problemu: typ "hiperkinetyczny", dalej "zaburzenia uwagi" (ADD, czyli bez hiperkinezy)) i typ mieszany czyli klasyczna postać ADHD. Reszty nie kumam, musiałbym zapoznać się z tą klasyfikacją, bo skoro nie używamy, to aż takiej orientacji nie mam. Nie wiem co to te As i faktory:) Zawikłane to dość. Ale sama też możesz w tym pogrzebać.

        Na tym właśnie polega problem, że obie klasyfikacje są mało kompatybilne. Z tego co czytałem i słyszałem, to kolejne wydania, czyli DSM V i ICD-11 mają ten problem załatać, tzn. prace mają być koordynowane tak, żeby kategorie diagnostyczne były w obu klasyfikacjach takie same. Oczywiście odnoszę się tylko do tematu CZR. Nie pamiętam dokładnie, ale DSM-V ma być uruchomiony w 2014, a ICD-11 rok wcześniej. W każdym razie za 2-3 lata będzie zmiana. I tak jak pisałem wcześniej, zespół Retta wypadnie, a resztę ogarnie jednostka "zaburzenia ze spektrum autyzmu", przynajmniej tak to zrozumiałem z opisów.

        pozdro
        r.
    • immer.sonne mój synek ma-mieszkamy w Wołominie 14.02.12, 18:47
      i trzeba zyc dalej..
    • kamilka1979 Re: Autyzm dzięcięcy 14.02.12, 20:00

      Mój 5-letni Tomek ma diagnozę autyzm dziecięcy .Diagnozowany w wieku 2 lat i 9 miesięcy.
      • agus09 Re: Autyzm dzięcięcy 14.02.12, 21:07
        my mamy autyzm dziecięcy F84.0 , mały jest wysokofunkcjąnujący, ale objawy autyzmu miał od urodzenia
    • halogen75 Re: Autyzm dzięcięcy 14.02.12, 21:12
      Zanim zapytam o coś, odpiszę na parę wpisów:

      roggalique:
      Taa, bo komisje orzecznicze mają swoją typologię, która jak widać jest sto lat za... ee... za rasistami:))))
      Więc tym bym się nie przejmował.


      roggalique, ja się tak naprawdę tym nie przejmuję:) Dla mnie najważniejsze jest to, że mamy orzeczenie i spełniamy w nim niektóre punkty. Co tam sobie za kod wpisali, to wpisali. Ogólnie nie mam "schizy" na tym punkcie:)

      immer.sonne:
      i trzeba zyc dalej..


      Tak, wiem:) Żyję:) Diagnoza nie zapadła dziś, zapadła w tamtym roku choć założenie takiego wątku faktycznie może świadczyć o tym, że nastąpiło to dziś. Przy okazji witaj, bo chyba Cię wcześniej tu nie widziałam:)
      • halogen75 Pytania 14.02.12, 21:39
        Wezwałam tu dziś silną grupę, by zadać parę pytań, bardzo zależy mi na odpowiedziach rodziców, którzy mają dzieci z diagnozą autyzmu. W sumie przez przetrzymanie Was troszkę w czasie widzę, że już jedna odpowiedź na moje pytanie w zasadzie padła;) Chciałam właśnie zapytać o funkcjonowanie dziecka z autyzmem. Byłam bowiem przekonana do tej pory, że diagnoza autyzm pada wówczas kiedy mamy do czynienia z autyzmem w stopniu głębszym. Myślałam, że dzieci wysoko funkcjonujące otrzymują diagnozę ZA, a dzieci nisko funkcjonujące autyzm. Widzę jednak, że również jednostka autyzmu dzieli się na różne stopnie funkcjonowania, a zatem dziękuję za uświadomienie.

        Drugie moje pytanie dotyczy pewnych zasad jakie stawiamy właściwie każdemu dziecku, bez względu na to czy jest dzieckiem zdrowym, chorym, niepełnosprawnym czy też autystycznym. Coś na ten temat wiem, bo już pisałam kilka razy, że mam w domu również przypadek niepełnosprawności ruchowej. Tyle, że w tym przypadku umiałam jakoś pewne zasady wytyczać. Wiedziałam i wciąż wiem na jakiej wysokości umieszczać poprzeczkę oczekiwań, czego wymagać, czego uczyć, na co kłaść nacisk. Przy autyzmie mi to kompletnie nie idzie, rozjeżdża się. Na początku postawiłam ją za wysoko. Oczekiwałam sama nie wiem czego, może cudu? Cóż, początki wywołują w ludziach różne reakcje, wróciłam na szczęście na ziemię:) No tak, tylko okazuje się, że wróciłam i prawdopodobnie weszłam w drugą, skrajną spiralę. Moje oczekiwania względem małego zeszły praktycznie do samego zera. Wystarcza mi miłość do niego, jego uśmiech, jego radość. Kocham go ponad życie, akceptuję jakim jest. Tylko co dalej? Mały ma bardzo silne zaburzenia, póki co niewiele umie, niewiele robi. Terapie przynoszą efekty ale bardziej z sferze odczuwania, fiksacji, sensoryki. Mały nie nauczył się na nich niczego nowego, nie nauczył się tego również w domu. Od różnych fachowców słyszę różne opinie. Jedni, proponują dać ogólny spokój, bo to przecież autyzm, postać jakoby głęboka więc tu i tak nic się nie wskóra. Drudzy fukają, że gówno robię, że się z ręką w nocniku za chwilę obudzę, bo to tylko autyzm i trzeba egzekwować pewne rzeczy. No tak.... ale które, jakie??? Pogubiłam się, przyznaję się, bardzo mocno się pogubiłam czego mogę od małego wymagać, z czego nie. Zdaję sobie sprawę, że samą miłością i akceptacją daleko mogę nie zajść ale skąd mam w zasadzie wiedzieć, gdzie leży granica przesady w jedną czy w drugą stronę? Jedni mi mówią, zostaw go, on ma 2,5 roku, jest opóźniony, ma prawo nie umieć, nie wiedzieć. Drudzy stawiają mnie do pionu pytając na co czekam, bo to przecież już 2,5 latek? Jak mam znaleźć jakiś punkt środkowy żeby się ustabilizować ze swoimi oczekiwaniami?
        Dodam, bo to pewnie istotne- na chwilę obecną, młody fizycznie jest jak 4-latek, siły ma jak 20-30 latek, intelektualnie jest jak kilkumiesięczne niemowlę. Nie rozumie co do niego mówię, nie komunikuje się, ciężko idzie nauka nawet prostych czynności. Bywa, że się czegoś nauczy po okrutnie długim czasie, po czym jak za pacnięciem różdżki, nie wie znów nic. Jak zatem stawiać przed nim wymagania? W jaki sposób to zrobić? I czego na tym etapie wymagać, żeby to było adekwatne do wieku, do diagnozy, do zaburzeń tak dużych?
        • nefret_ete Re: Pytania 14.02.12, 21:55
          W wieku 2,5 roku mój syn miał diagnozę autyzm dziecięcy, rok później czyli teraz została ona zmieniona na ZA (świetnie poszedł w terapii, nauczył się mówić).
          Może błędnie odczytuję Twój post ale mam wrażenie, że jesteś zmęczona i zaczynasz wątpić czy to co robisz ma sens. Nie widzisz postępu, nie masz widocznego znaku, który świadczyłby o tym,że to co robisz jest dobre. Zaczynasz szukać nowych metod, albo zwątpiłaś i masz dość. Tak czy nie?
          Czy Twój syn ma teraz 2,5 roku, i od roku ma terapię? nie wiem czy dobrze zrozumiałam?
          • halogen75 Re: Pytania 14.02.12, 22:04
            nefret_ete napisała:
            > Czy Twój syn ma teraz 2,5 roku, i od roku ma terapię? nie wiem czy dobrze zrozu
            > miałam?

            Tak, prawie tak. Ma terapię od 8 miesięcy.

            > Może błędnie odczytuję Twój post ale mam wrażenie, że jesteś zmęczona i zaczyna
            > sz wątpić czy to co robisz ma sens. Nie widzisz postępu, nie masz widocznego zn
            > aku, który świadczyłby o tym,że to co robisz jest dobre

            Niezupełnie. Po prostu pogubiłam się i nie wiem na tym etapie czego od małego oczekiwać biorąc pod uwagę jego wiek, jego ogromne opóźnienie, diagnozę, jego trudności w uczeniu się czegokolwiek. Tak jak napisałam. Najpierw wpadłam w spiralę zbyt dużych wymagań. Potem one opadły. Teraz mam wrażenie, że w zasadzie niczego nie wymagam i wiem, to też błąd. Nie potrafię tego wypośrodkować.

            Zaczynasz szukać nowyc
            > h metod, albo zwątpiłaś i masz dość. Tak czy nie?

            Nie szukam nowych metod. Te, którymi obecnie jest syn objęty są w pewien sposób zgodne i ze mną i z nim. Nie zwątpiłam, nie mam dość, wręcz przeciwnie, tyle, że się pogubiłam co opisałam wyżej.
            • kamilka1979 Re: Pytania 14.02.12, 22:45

              Witaj
              Poruszyłaś bardzo ważny wątek w dużej mierze dotyczący nas tu wszystkich.Gdzie jest złoty środek??? W krótkim czasie ,po tym jak Tomek otrzymał diagnozę autyzmu zaczęły mnie nurtować pytania : Jeżeli Tomek chce stać przy automatycznych drzwiach,to jak długo mu na to pozwalać????Jeżeli go zabieram ,a on płacze to na ile jest to płacz wymuszający,a na ile jego fiksacja drzwiami jest silna,że nie może sobie z tym poradzić...Albo inny przykład -paniczny strach przed fryzjerem..i co mam zrobić .Mogę nie prowadzać i sama próbować obcinać,czy jednak prowadzić i liczyć na to ,że jakoś się ,uda ,że może w końcu będzie lepiej! Kurcze takich sytuacji są dziesiątki jak nie setki.Pytałam pani psycholog w Synapsis i nie bardzo potrafiła mi pomóc.
              Strasznie chaotycznie to opisuję,bo jest tego tyle,że ciężko streścić. Teraz Tomek ma 5 lat,staram się go traktować jak zdrowego chłopca.Synek rok temu zaczął mówić ,więc jest łatwiej. Zabieramy Tomka wszędzie,hipermarkety,festyny ,teatry,zoo, wyjazdy wakacyjne,wyjścia do znajomych,weekendy na działce.Często synek zaskakuje mnie pozytywnie swoim zachowaniem ,czasami mam wrażenie ,że patrzę na niego przez "grubą szybę autyzmu",a może trzeba by było czasami stłuc tą szybę,albo chociaż mocno ją przetrzeć,żeby nie blokować swojego dziecka...
              • halogen75 Re: Pytania 15.02.12, 19:30
                kamilka, bardzo piękny post i chyba nie jest chaotyczny, bo wszystko zrozumiałam:) Mniej więcej właśnie nachodzą mnie podobne dylematy. Wiele fiksacji syna akceptuję, w niektórych nawet towarzyszę i widzę jaki przynosi mu to spokój ducha. Kto wie czy dzięki temu nasze relacje nie uległy poprawie mimo, iż wciąż wielu rzeczy nie rozumiem. Na początku bardzo chciałam zrozumieć. Chciałam wiedzieć i odkryć tajniki każdego ustawionego rzędu, szeregu. Potem doszłam do wniosku, że właściwie nie muszę tego aż tak dogłębnie rozumieć. Nie ukrywam, pojęcie tego jest naprawdę bardzo trudne. Byłam po prostu przy tym, jestem. Czasem nawet układamy razem. Wtedy słyszę śmiech mojego dziecka, który jeszcze nie tak dawno zastępowała głucha, przygnębiająca cisza. I do tej pory to czułam, byłam z tym zgodna, cieszyłam się, że coś się poprawia chociażby w sferze samych relacji, relacji matka-dziecko. Naszło mnie tylko pytanie czy nie za bardzo skupiam się na sobie? Wypracowuję coś bardzo ważnego dla mnie, dla mojego syna, dla mojej rodziny ale czy nie za dużo czasu temu poświęcam zapominając o innych aspektach?

                Teraz To
                > mek ma 5 lat,staram się go traktować jak zdrowego chłopca.

                A zanim skończył 5 lat? Jak traktowałaś go wcześniej? Na czym przede wszystkim się skupiałaś? Na co kładłaś nacisk?
            • nefret_ete Re: Pytania 15.02.12, 08:04
              "Po prostu pogubiłam się i nie wiem na tym etapie czego od małego o
              > czekiwać biorąc pod uwagę jego wiek, jego ogromne opóźnienie, diagnozę, jego tr
              > udności w uczeniu się czegokolwiek. Tak jak napisałam. Najpierw wpadłam w spira
              > lę zbyt dużych wymagań. Potem one opadły. Teraz mam wrażenie, że w zasadzie nic
              > zego nie wymagam i wiem, to też błąd. Nie potrafię tego wypośrodkować"

              Ja też ciągle nie wiem czy może jeszcze załatwić więcej terapii, bo są okresy kiedy jest gorzej, ale są takie, że widać ogromny postęp (i głównie tak jest) . Ale myślę, że Tobie jest dużo trudniej bo dziecko nie nadrabia zaległości, nadal ma trudności w uczeniu się. Zastanawiam się dlaczego tak jest skoro był zdiagnozowany tak wcześnie. Pewnie jego zaburzenia są bardzo głębokie i ja z takim problemem nie miałam do czynienia. Ale wydaje mi się, że tym bardziej intenstywna terapia jest konieczna. Wymagania? Czyli w sumie cele jakie chcecie osiągnąć? trzeba je wyznaczać wiadomo, ale zapisz je może na kartce i nie myśl o tym co dzień bo stracisz siły do walki. Co dzień myśl tylko to tym co tu i teraz trzeba zrobić. Np jeśli chciałam, żeby mój synek układał puzzle to w ciągu dnia kilka razy wracałam do tego ćwiczenia i tylko na tym się skupiałam, po paru dniach układał je sam. Ale absolutnie nie myślałam o tym wtedy, żeby za 3 lata poszedł do normalnej szkoły. Jak tak sie stanie to będę szczęśliwa, ale na razie to jest wątpliwe. Ale myśl o sukcesie(puzzle) pozwala nie myśleć o prawdopodobnej porażce (masowa szkoła)
              Ale zdecydowanie nie liczę na to, że złe zachowania(np wrzaski na ulicy) są spowodowane wiekiem i z nich wyrośnie. I Ty na pewno też nie liczysz. W chwilach zwątpienia, kiedy znowu na terapii dostaje szału myślę, że może dlatego bo ich jest za dużo? jest zbyt zmęczony? mam dość, ale po jakimś czasie bunt przechodzi, on super ćwiczy , osiąga rezultaty, bunt wróci za jakiś czas.
              Chciałam pomóc, nie wiem czy mi się udało...
              Tak jak powiedziała moja poprzedniczka, pomyślałam, że jakiś dołek Cię dopadł bo zawsze z taką lekkością pisałaś. A ten post był taki smutny, jakby nie Twój. Mam nadzieję, że dziś jest lepiej!
              • halogen75 Re: Pytania 15.02.12, 19:47
                nefret_ete napisała:
                > Ja też ciągle nie wiem czy może jeszcze załatwić więcej terapii, bo są okresy k
                > iedy jest gorzej, ale są takie, że widać ogromny postęp (i głównie tak jest) .

                Nefre, ja nie miałam na myśli terapii. Nie chodzi mi o dylemat czy powiększyć ilościowo godziny terapii, tylko czy to co wykonałam do tej pory jest dla 2,5 latka wystarczające? Przez 8 miesięcy nauczyliśmy się na nowo odkrywać. Wsłuchałam się bardzo mocno intuicyjnie i duchowo w potrzeby syna. Nauczyłam się odczytywać jego pewne sygnały, niektóre wciąż badam. Dzięki wsłuchaniu się i akceptacji z mojej strony wielu rzeczy, mały nabrał ogromnego zaufania, ma ogromne poczucie bezpieczeństwa. Zmieniło się wiele. Dom przepełnia śmiech dziecka. Mały czuje się spełniony, jeśli on to ja też. Odeszła w zapomnienie wroga agresja do nas jako domowników. Nie jesteśmy już dla niego wrogami. Nie ma nadmiernej izolacji, nie ma walenia głową w ścianę czy szczebelki łóżeczka. Zyskaliśmy tak wiele, czegoś tak ważnego ale w środowisku domowym. Biorąc pod uwagę pewne umiejętności, funkcjonowanie w społecznym aspekcie jesteśmy wciąż gdzieś bardzo, bardzo daleko. Spychałam je na później. Wydawało mi się, że zanim rozpoczniemy ten etap musimy pokonać barierę dotyczącą dostępu do małego. No i wczoraj wkradł się w moją głowę pewien mętlik myślowy czy nie za duży nacisk postawiłam na owe relacje spychając resztę na bok?
                • nefret_ete Re: Pytania 15.02.12, 20:01
                  Skoro widzisz, że dziecko czuje się lepiej to na pewno wszystko robisz dobrze.

                  A jeśli o relacjach piszesz - ja bym chciała, żeby dzieci choć czasem bawiły się razem, żebym nie musiała stać nad nimi jak ochroniarz, żeby choć na chwilę nie wrzeszczeli. Żeby jeden w jakikolwiek sposób reagował jeśli drugi płacze, nie mówiąc o tym, żeby reagowali jak komuś jest smutno. Nie mówiąc już o w miare normalnym zachowaniu jak idziemy do kogoś(choć to naprawdę rzadko). Kurde, żeby chociaż " cześć " powiedział jak kogoś widzi...ech...
                  Ja wiem, że są mali, ale ja nie wierzę, że bez wsparcia terapeutycznego to się u nich zmieni. Często też jak jestem zmęczona nie wierzę, że dzięki terapii się to zmieni.

                  Ja mam cały czas stres czy ja wystarczająco dużo robię(dlatego pisałam o tym, że zastanawiam się czy zwiększyć ilość terapii), czy nei tracę czasu, przecież wiadomo, że jak dziecko małe to najwięcej jeszcze można go nauczyć. A gdy nie jestem tak wyrąbana jak zwykle to mówię sama do siebie: a jak niby chcę robić jeszcze coś więcej, przecież to co robię i tak jest ponad siły.
                  • halogen75 Re: Pytania 15.02.12, 21:25
                    nefret_ete napisała:

                    > A jeśli o relacjach piszesz - ja bym chciała, żeby dzieci choć czasem bawiły

                    Domyślam się. U nas relacje siostra-brat też nadal w rozbudowie ale już jest dużo lepiej niż było.

                    Kurde, żeby
                    > chociaż " cześć " powiedział jak kogoś widzi...ech...

                    Mój nie mówi ale się przywita. Tyle, że jest zawsze jako ten drugi, sam z siebie nie wyciągnie ręki.

                    Nie mówiąc już o w miare n
                    > ormalnym zachowaniu jak idziemy do kogoś

                    Łoj, skąd ja to znam:(
                    • nefret_ete Re: Pytania 15.02.12, 21:31
                      "Mój nie mówi ale się przywita"

                      Mój czasem w niebogłosy wrzeszczy(jak ktoś przychodzi): idź stąd nie lubię Cię!
                      • halogen75 Re: Pytania 15.02.12, 21:48
                        nefret_ete napisała:
                        > Mój czasem w niebogłosy wrzeszczy(jak ktoś przychodzi): idź stąd nie lubię Cię!

                        Mój pół roku temu zwyczajnie gryzł witającego się w rękę.
              • halogen75 Re: Pytania 15.02.12, 21:46
                nefret_ete napisała:
                > Chciałam pomóc, nie wiem czy mi się udało...

                :) Każdy wpis dla mnie jest na wagę złota:) Z każdego mądrą lekcję wyciągam:)

                > Tak jak powiedziała moja poprzedniczka, pomyślałam, że jakiś dołek Cię dopadł b
                > o zawsze z taką lekkością pisałaś. A ten post był taki smutny, jakby nie Twój.
                > Mam nadzieję, że dziś jest lepiej!

                Kochani, smutki i dołki to też pewien ciekawy skrawek życia:) Ważne jest, by w smutkach i dołkach nie pozostawać sam na sam, co też staram się czynić.
        • kozak_k Re: Pytania 14.02.12, 23:11
          Kurcze halogen jesteś tu od kilku miesięcy moim światełkiem, przewodnikiem. Ja wogóle to taka wampirzyca jestem, i jak inni rodzice dużo robią dla swoich dzieci/ze swoimi dziećmi, wiedzą mase rzeczy na dany temat, interesują się to i ja z nich czerpię, też dla mojego autika jak najlepiej chcę. Myślę że jakieś zmęczenie Cię dopadło, bo jakoś Twoje wypowiedzi są dziś "cięzkie" a nie pełne polotu jak dotąd... No cóż pewnie i mnie to kiedyś czeka:/

          Z tą poprzeczką to jest tak że ja nie stawiam jej ani biorąc pod uwagę diagnozę, ani wiek, ani niepełnosprawność. Ja poprzeczkę stawiam synowi, wiem na co go stać, a czego w najbliższym czasie nie osiągnie (np. nie powie mamo choć ze mną na spacer bo nawet mama nie mówi). Nie odpuszczam skoro wiem że np potrafi wysiedzieć w słuchawkach 5 minut to siedzi 5 albo i więcej, wiem że jak mu nie odpuszczę to poukłada sztućce i pomoże wrzucić pranie do pralki, wiem że jak mu nie odpuszczę to wykona coś z pracy domowej zadanej przez logopedę... Dawno przestałam słuchać głosów że on malutki, zaburzony i ma prawo nie umieć. Ja wiem że co z nim wypracuję dziś to zaowocuje w przyszłości. Ja wiem że on fizykiem nuklearnym nie zostanie ale chcę aby umiał się ubrać i zrobić sobie kanapkę, pójść do sklepu po jabłka.
          Halogen nie trać wiary, Twój młody pewnie ma lepsze i gorsze dni ale uczy się cały czas, wierzę że efekty przyjdą niedługo.
          • halogen75 Re: Pytania 15.02.12, 20:06
            kozak_k napisała:

            > Kurcze halogen jesteś tu od kilku miesięcy moim światełkiem, przewodnikiem.

            Yyyyyyyyyyyyy, zawstydziłaś mnie, nie wiem co mam powiedzieć;)

            >Ja
            > wogóle to taka wampirzyca jestem, i jak inni rodzice dużo robią dla swoich dzie
            > ci/ze swoimi dziećmi, wiedzą mase rzeczy na dany temat, interesują się to i ja
            > z nich czerpię, też dla mojego autika jak najlepiej chcę.

            :) Ale ja kompletny laik jestem i samouk więc chyba nie nadaję się na czerpanie ze mnie wiedzy:) W dodatku jak widzisz błądzę, tak, tak, nie rzadko jak normalny, zwyczajny pospolity zjadacz chleba błądzę:) Tyle, że w takich momentach pytam i wywalam to z siebie, pozwalam tym samym na wypuszczenie powietrza z balonu zanim sam pęknie.

            >Myślę że jakieś zmęcz
            > enie Cię dopadło, bo jakoś Twoje wypowiedzi są dziś "cięzkie" a nie pełne polot
            > u jak dotąd...

            :) Wypowiedzi są ciężkie, bo sam dylemat, który toczy się we mnie jest ciężki sam w sobie:) Wiesz, nawet najodważniejszy i najmężniejszy rycerz w stalowej zbroi zrzuca czasem zbroję i przyłbicę, bo mu w tym ciężko i niewygodnie:)

            W jakim wieku jest obecnie Twój synek?

            > Halogen nie trać wiary

            Ależ nie tracę:) Właśnie poprzez pytania i dalsze poszukiwanie dróg wciąż ową wiarę buduję.
        • roggalique Pytania i odpowiedzi 15.02.12, 08:43
          halogen75 napisała:

          > Myślałam, że dzieci wysoko funkcjonujące
          > otrzymują diagnozę ZA, a dzieci nisko funkcjonujące autyzm. Widzę jednak, że r
          > ównież jednostka autyzmu dzieli się na różne stopnie funkcjonowania, a zatem dz
          > iękuję za uświadomienie.

          Niestety, nie ty jedna myślisz, że HFA=Z.A. To nie tak. Skoro wiemy, że jednym z dwóch głównych kryteriów Z.A. jest prawidłowo rozwinięta przed 3. r. ż. mowa, a w autyzmie jest odwrotnie, to przecież to implikuje określone konsekwencje w postaci przede wszystkim zupełnie innych mechanizmów myślenia. Myślenie obrazowe vs. obrazowo-werbalne.
          To też trochę inne myślenie społeczne, emocjonalne, inny wgląd w siebie. Przykładowo, zdecydowana większość dzieci autystycznych w wieku nastoletnim postrzega siebie w sposób idealistyczny, nastolatki z Z.A. mają bardziej racjonalny ogląd siebie (bardziej, co nie znaczy całkowicie;). Osoby z Z.A. łatwiej są w stanie zrozumieć swoje trudności niż osoby autystyczne. Osoby z Z.A. łatwiej przyswajają pojęcia, lepiej "czują" język, nie są aż tak sztywni w myśleniu jak autyści. Itp. itd. Także różnic wg mnie jest sporo.

          > I czego na tym etapie wymagać, żeby to było adekwat
          > ne do wieku, do diagnozy, do zaburzeń tak dużych?

          Przede wszystkim nie słuchaj debili pieprzących farmazon "nic nie rób, dziecko ma 2,5, więc może nie wiedzieć". Na drzewo z takimi.
          Autyzm to ZABURZENIE RELACJI. Zaburzenie nie tyle mowy co KOMUNIKACJI SPOŁECZNEJ, to zaburzenie przywiązania, relacji społecznych, to wreszcie zaburzenie procesów poznawczych (ale nie zawsze intelektualnych!), które prowadzą do:
          a) nieprawidłowego interpretowania otoczenia
          b) fiksacji na nieprawidłowej aktywności.

          Dziecko, które ma 2,5 roku, a jak piszesz jest poznawczo na etapie kilkumiesięcznego dziecka, dziecka, które nie mówi, nie komunikuje się i zajmuje niefunkcjonalną aktywnością jest zagrożone upośledzeniem umysłowym. Do 3 r. ż. podstawą rozwoju poznawczego jest konkret. Potem wchodzi język i konieczność dostrzegania zjawisk.
          Piszesz, że uczy się czegoś, a potem zapomina. Tak to jest, kiedy uczymy dziecko czegoś, czego ono nie umie wykorzystać. Ja np. uczyłem się chemii, a dzisiaj pamiętam tylko, że wódka do C2H5OH.

          Zaburzenie relacji, oznacza, że terapia powinna być wycelowana na co? Chórem, kurde: na rozwijanie relacji!!!
          Tymczasem... najczęstsze pomysły terapeutyczne to:
          - zapędzenie malucha do stolika (a co jest naturalnym środowiskiem 2,5 letniego bąbla? stolik, czy dywanik? - to już niech każdy sobie odpowie)
          - segregowania wszystkiego co wpadnie w ręce;
          - dokładanie czegoś tam do zdjęć (co nie jest złe, tylko, że najczęściej na umiejętności dokładania się kończy);
          - skupienie się na rozwijaniu słownika (i potem dziecko potrafi pokazać tysiąc zwierzątek i zabawek - tylko, że tylko na polecenie); rozwijanie słownika oczywiście nie jest złe, ale powtarzam, nie urodziłem się wczoraj i miałem/mam dzieci przejęte z innych terapii i wiem doskonale, że teoria u wielu specjalistów rozmija się z praktyką. Ględzą o wykorzystaniu umiejętności, tymczasem kończy się na bezsensownym wykuwaniu.

          itp. itd.

          No więc rozwijamy relację, a więc (u bardzo zaburzonego 2,5 latka - nie mówi, mało kontaktuje, zajmuje się głównie sobą), np.:
          - dialog behawioralny
          - kontakt wzrokowy
          - uważność na drugą osobę
          - bawimy się w zabawy relacyjne, naśladowcze
          - ale też: wprowadzamy precyzyjny program rozwijania komunikacji korzystając z pomocy wizualnych (myślenie obrazowe!!);
          - zmieniamy przede wszystkim swoje myślenie - bo praca z dzieckiem nie polega na wałkowaniu ćwiczeń godzinę, dwie czy osiem dziennie, ale na zmianie podejścia do dziecka (dziecko vs. pacjent) i "praca" w każdej chwili, w codziennych sytuacjach.

          Plus: ogarnięcie sensoryki i również ćwiczenia poznawcze (rozwijanie symboliki, umiejętności przedoperacyjne) - ale to wszystko w znacznie mniejszym zakresie. Nie ma rozwoju poznawczego bez rozwoju relacji, a przede wszystkim komunikacji.

          Inna sprawa, wychowanie: autyzm nie zwalnia od obowiązku bycia "grzecznym", dobrze wychowanym i posłusznym wobec rodziców (mówię dalej o małych dzieciach).

          Jak:
          - zabawy i ćwiczenia rozwijające relację;
          - komunikacja alternatywna (a kto twierdzi inaczej ten nie wie czym jest autyzm);
          - plany aktywności;
          - terapia zab. sens.
          - ćwiczenia rozwijające motorykę m. i d., intelekt
          - rozwijanie samoobsługi i samodzielności;

          Mniej więcej w takiej kolejności.

          pozdro
          r.

          • tijgertje Re: Pytania i odpowiedzi 15.02.12, 11:42
            Rogalik, ja sie znowu wszystkimi konczynami moge podpisac.
          • halogen75 Re: Pytania i odpowiedzi 15.02.12, 20:40
            roggalique napisał:
            > Autyzm to ZABURZENIE RELACJI. Zaburzenie nie tyle mowy co KOMUNIKACJI SPOŁECZN
            > EJ, to zaburzenie przywiązania, relacji społecznych, to wreszcie zaburzenie pro
            > cesów poznawczych (ale nie zawsze intelektualnych!), które prowadzą do:
            > a) nieprawidłowego interpretowania otoczenia
            > b) fiksacji na nieprawidłowej aktywności.

            No właśnie. Stąd moje pytania. Do tej pory pracowałam nad małym w sensie "my", resztę społeczeństwa na razie zostawiłam z boku. Zdając sobie z tego sprawę zaczęłam się zastanawiać czy nie przesadziłam "zatrzymując go w pewnych ramach". Tyle, że musiałam zacząć od siebie, nie było wyjścia. W pewnym momencie nie istnieliśmy dla małego ani my, ani nikt inny. Dlatego chciałam by nabrał na początek zaufania i przestał się bać nas i naszego domu. Ogromny czas temu poświęciliśmy wszyscy. Dziś mały sam wciska mi się na kolana i nie ukrywam, że jest to dla mnie budujące. Dziś poleży przy mnie co 8 miesięcy temu wydawało się niemożliwe. Tylko martwię się czy nie zapomniałam w tym wszystkim o tym co wymieniłeś. Wypełniałam niedawno tabelkę umiejętności małego (jakaś ankieta). Było tam około 30 pytań co Twój dwulatek umie i potrafi. Całą tabelkę zapełniły odpowiedzi "nie".
            Przykład- nie umie jeździć na rowerku 3 kołowym, bo to żmudny proces od przełamania strachu co do samego pojawiania się sprzętu w domu, po powolne dotykanie go, przyzwyczajanie, że nie parzy, nie gryzie, nie zrobi krzywdy, potem pokazywanie i udowadnianie, że może okazać się całkiem fajnym urządzeniem przynoszącym radość ale to wciąż długa droga by na nim usiąść, nie mówiąc już o jego prawidłowym używaniu.
            Właśnie problem w tym, że każda taka czynność zabiera nam mnóstwo czasu. Nie jest zwykłą, prostą czynnością, tylko okrutnie żmudnym, pełnym różnych reakcji procesem przełamywania barier psychicznych.


            > Dziecko, które ma 2,5 roku, a jak piszesz jest poznawczo na etapie kilkumiesięc
            > znego dziecka, dziecka, które nie mówi, nie komunikuje się i zajmuje niefunkcjo
            > nalną aktywnością jest zagrożone upośledzeniem umysłowym.

            Zdaje sobie z tego właśnie sprawę. Problem w tym czy mam jakieś szanse by temu zapobiec?

            > Tymczasem... najczęstsze pomysły terapeutyczne to:
            > - zapędzenie malucha do stolika (a co jest naturalnym środowiskiem 2,5 letniego
            > bąbla? stolik, czy dywanik? - to już niech każdy sobie odpowie)

            Oooooo, to, właśnie to. Walka terapeuty o stolik była długa, usilna, niestety bez powodzenia ponieważ sama ja przerwałam zmieniając terapeutę;)

            >Ględzą o wykorzystaniu umiejętności, tymczasem kończy się
            > na bezsensownym wykuwaniu.

            Zatem mój pięknie "wyuczony" w rysowaniu syn poproszony, by narysował kreskę, narysuje kreskę, poproszony by narysował kółko, narysuje kreskę.

            > - dialog behawioralny

            Co to jest dialog behawioralny?

            > - bawimy się w zabawy relacyjne, naśladowcze

            Pytanie jak się bawić jeśli zabawa sama w sobie kojarzy się z panicznym strachem? To wciąż największy problem u nas.

            • roggalique Re: Pytania i odpowiedzi 15.02.12, 21:36
              halogen75 napisała:

              > z tego właśnie sprawę. Problem w tym czy mam jakieś szanse by temu
              > zapobiec?

              Oczywiście. Trzeba najpierw ustalić jaki ten rozwój poznawczy jest, czy tam się nie porobiły jakieś "dziury" rozwojowe. Zazwyczaj w tym wieku nie ma, ale warto to sprawdzić. Dziecko 2,5-letnie jeszcze nie pogubiło niczego, po co nie można by się było wrócić. Gorzej, jeśli są jakieś problemy poznawcze, o których nie wiemy. Przykładowo mamy jakiś deficyt z etapu sensomotorycznego, nie wiemy o tym, a ćwiczymy coś z poziomu przedoperacyjnego. Tak jakby "przykrywamy" dziurę, a ona tam jest. Powoduje to, że szereg rzeczy ćwiczonych pozostanie niefunkcjonalnymi.
              Np. dziecko nie opanowało "niezmienników" (stałość liczby, ilości, masy etc.), a w szkole wkuwa "słupki" i to się nazywa, że umie liczyć. Tylko, że jak pamięci przestaje starczać i zaczynają się mnożenia, dzielenia - to nagle się okazuje, że matma leży. A jeśli dziecko zaprzestanie robić "słupki", to w końcu zapomni po prostu, bo umiejętność nieużywana zanika.
              Dlatego zawsze trzeba precyzyjnie określić poziom funkcjonowania dziecka. I to w każdej sferze.
              Dlatego autyzm nie jest problemem np. logopedycznym. To, że dziecko nie mówi nie wynika z tego, że nie potrafi, bo jest wiele dzieci autystycznych, które potrafią artykułować dźwięki, słowa, zdania. A jednak nie komunikują się. Komunikacja to nie jest tylko zgłaszanie "pić", "jeść" itd. Komunikacja to rozmawianie. Dialog. Opowiadanie. Dzielenie się. Relacja. To co my tu właśnie robimy i np. "tygrysek" uczestniczy w naszym dialogu na równi, choć czasem ogranicza się tylko do prostych stwierdzeń typu "kocham Cię rogalik";)) (tig, to żart)

              Dlatego np. można dziecko autystyczne uczyć wypowiadania głosek, słów, ale dopóki ono nie zajarzy po co to ma robić, dopóty będzie to mało funkcjonalne - ograniczone albo do sytuacji zadaniowych, albo zatrzyma się na imperatywce, czyli zgłaszaniu potrzeb/preferencji.
              Dziecko autystyczne posiadające prawidłowo rozwinięty aparat mowy, krtań, mózg itd.;) nie mówi, bo ma zaburzenia relacji (deficyty ToM, schematy blablabla). Ćwiczenie mowy jest działaniem skupionym na deficycie mowy, a nie komunikacji generalnie. Np. wyuczymy dziecko mówić "dzień dobry", ale za każdym razem musimy mu o tym przypominać, bo samo nie powie. Czy to jest wobec tego umiejętność funkcjonalna?
              Akurat mowa to tylko przykład pierwszy z brzegu. Społecznie to samo - można dziecko nauczyć np. rozpoznawania emocji na zdjęciach, obrazkach, ale jeśli ono nie zrozumie po co to, jak to się ma do żywych ludzi - to nie będzie korzystało z tej umiejętności. A więc czy sam fakt, że dziecko umie rozpoznawać emocje na zdjęciu, dobierać do nich określenia - czy to jest umiejętność funkcjonalna, czy umiejętność wyryta na pamkę, tak jak w moim przypadku wzory chemiczne, o których dziś nie mam bladego pojęcia?

              > Oooooo, to, właśnie to. Walka terapeuty o stolik była długa, usilna, niestety b
              > ez powodzenia ponieważ sama ja przerwałam zmieniając terapeutę;)

              Bo traktujemy osobę niepełnosprawną nie jako człowieka, a jako podmiot terapii. Pacjenta.
              Więc ustawiamy się w relacji "jesteś pacjentem, ja jestem lekarzem, rób co ci mówię, pracuj, ćwicz".
              Dziecko autystyczne ma trafić do społeczeństwa. A dalibóg społeczeństwo nie spędza całych dni wykonując ćwiczenia i prace przy stoliku, nie?

              Ja do stolika nic nie mam zasadniczo - to też jest ważne. Rysowania trudno się uczyć na glebie, po prostu są ćwiczenia, przy których stolik jest wygodniejszy, ale nie może on być osią terapii dziecka z autyzmem.

              > Zatem mój pięknie "wyuczony" w rysowaniu syn poproszony, by narysował kreskę, n
              > arysuje kreskę, poproszony by narysował kółko, narysuje kreskę.

              No, np. może nie rozumieć co do niego mówisz, a do tego słabo generalizować. Rozumie słowo "kreska" plus pamięta kontekst, że ileś tam razy mając do dyspozycji kredkę i kartkę wałkował rysowanie kresek, no to robi to co wydaje mu się w tym momencie słuszne, po prostu tak to zrozumiał.

              > Co to jest dialog behawioralny?

              To taki dialog, który jest pierwotny do każdego innego dialogu. Dialog taki nawiązujesz z niemowlęciem mówiąc do niego a-gu-gu. Ty naśladujesz jego, ono naśladuje Ciebie. Pierwsze rozmowy. Bez słów. Bez zdań.
              Spróbuj ponaśladować swoje dziecko - zobacz, czy zwraca na Ciebie uwagę, jaka jest jego reakcja emocjonalna, czy zaczyna naśladować po Tobie (ale nie na polecenie!).

              > Pytanie jak się bawić jeśli zabawa sama w sobie kojarzy się z panicznym strache
              > m? To wciąż największy problem u nas.

              Trzeba dobrać zabawy.

              Terapia polega na tym, że bazując na potencjale, na umiejętnościach i mocnych stronach dziecka - pracujemy nad tym co jest deficytem. W jednej sferze będzie trzeba zacząć od spraw zupełnie podstawowych, w innej pojedziemy od bardziej złożonych. Diagnoza wszystkich sfer to podstawa.
              Być może zabawy, które dziś proponujesz są po prostu za trudne, dziecko ich nie rozumie? Nie widzi sensu w tej aktywności?

              cześć
              r.
              • halogen75 Re: Pytania i odpowiedzi 15.02.12, 22:32
                roggalique,
                mądry facet z Ciebie:) Dziękuję za mnóstwo ciekawej wiedzy. W życiu nikt mi tego nie rozłożył tak precyzyjnie na części pierwsze. Dziękuję:)

                > Ja do stolika nic nie mam zasadniczo - to też jest ważne. Rysowania trudno się
                > uczyć na glebie, po prostu są ćwiczenia, przy których stolik jest wygodniejszy,
                > ale nie może on być osią terapii dziecka z autyzmem.

                Ja też zasadniczo nie, co zresztą zaznaczyłam tu gdzieś po drodze. Stolik jest u nas miejscem służącym do jedzenia, malowania, rysowania. Do zabaw i edukacji nie, bo...bo nie wiem czemu. Ja wciąż nie wiem wielu rzeczy, nawet już nad niektórymi się nie skupiam i nie szukam odpowiedzi. Po prostu służy tylko tym paru czynnościom i żadna siła tego przynajmniej na razie nie zmieni.

                > No, np. może nie rozumieć co do niego mówisz, a do tego słabo generalizować.

                Tak właśnie myślę. Mam wrażenie, że nie rozumie co mówię.

                > To taki dialog, który jest pierwotny do każdego innego dialogu. Dialog taki naw
                > iązujesz z niemowlęciem mówiąc do niego a-gu-gu. Ty naśladujesz jego, ono naśla
                > duje Ciebie. Pierwsze rozmowy. Bez słów. Bez zdań.
                > Spróbuj ponaśladować swoje dziecko - zobacz, czy zwraca na Ciebie uwagę, jaka j
                > est jego reakcja emocjonalna, czy zaczyna naśladować po Tobie (ale nie na polec
                > enie!).

                Ooooooooooooooo, nie wiedziałam, że to się tak fachowo nazywa. Coś takiego miało parę razy u nas miejsce. Mały coś powiedział. Niestety przeważnie trudno złapać dokładnie i powtórzyć po nim dane słowo. Ono się wydobywa jakby z jakieś "zaciśniętej czeluści", często dziwnie sylabicznie wypowiedziane jakby z akcentem na końcówkę (słowo plus wokalizacja???) Ale parę razy udało się je słuchowo złapać i powtórzyć przeze mnie. Mały nigdy nie kontynuował powtarzania za mną ale wyraźnie go bawiło, że ja to robię. Śmiał się w głos. Zdarzyło się też raz i niestety póki co bezpowrotnie, że nie mówiąc absolutnie nic, nagle "pojechał" całym zdaniem "ale jaja";) Przeżyłam wówczas mały szok;)

                > Być może zabawy, które dziś proponujesz są po prostu za trudne, dziecko ich nie
                > rozumie?

                Hmmm.....muszę nad tym pomyśleć:)
    • myszewa Re: Autyzm dzięcięcy 14.02.12, 22:37
      ja kieruję się trochę intuicją w wyznaczaniu granic, kladę nacisk na to co wedlug mnie jest ważne, staram się pracować nad tym co może rozwalać życie rodziny, co wedlug mnie ważne, a nie wg jednej czy drugiej pani , która ma z synem zajęcia 30-45 min tygodniowo i wizję co moje dziecko musi. Przepraszam z góry wszystkich terapeutów, którzy tu zajrzą, ja spotkalam wielu wspanialych terapeutów, którzy bardzo mocno nam pomogli, ale wśród wielu osób, kt przewinęly się w ciągu 2,5 roku terapii byly i takie, kt mocno zaszly mi za skórę. mieliśmy np taką panią w poprzednim przedszkolu, kt. uważala, że w pracy z autystami trzeba za wszelką cenę lamać schematy. ja się z tym nie zgadzam, te które mocno ograniczają jego i najbliższe otoczenie owszem, ale nie wszystkie, bo 1. każdy jakieś schematy ma i nic w tym zlego 2. pewne schematy dają mu poczucie bezpieczenstwa 3. niektóre są wręcz porządane. a pani mi zglaszala np. że maly jak je kanapkę to zawsze zaczyna od wędliny a dopiero potem je chleb i to niby byl schemat który powinnismy lamać - a po co? na co? nie wiem... owszem przelamywalam pewne schematy i wtedy musialam byc konsekwentna pomimo wrzaskow, histerii itp. pierwszy raz dotyczylo to pracy przy stoliku, maly mial 2,5 roku i byl jak huragan, nie zatrzymywal się ani na chwilę, nie interesowalo go nic - ani puzzle, ani rysowanie, ani gry, ani książka, ani inne zabawy. żebyśmy mogli zacząć pracować musial usiąść, zatrzymać się. do pierwszych sesji wykorzystywaliśmy krzeselko do karmienia (nie mógl z niego uciec), krotkie zadanie, nagroda i wolność, potem znowu krotkie zadanie, nagroda, wolność. 2 dni byla totalna histeria gdy znalazl się na krzeselku - wierzganie, krzyki, placz - doprowadzalam zadanie do końca za niego, po dwoch dniach już nie wrzeszczal i sam wykonywal zadanie, po jakimś czasie sam siadal i czas przy stoliku moglam stopniowo wydlużać, dziś pracujemy po 2 godziny, oczywiście maly ma prawo powiedzieć, że chce przerwę, albo nie ma ochoty, ja wtedy czasem negocjuję że jeszcze jedno zadanie i kończymy. Wtedy musialam wyraźnie postawić poprzeczkę, to byl warunek konieczny bysmy mogli w ogole zacząć terapię. drugi raz twardo postawilam poprzeczkę przy odpieluchowaniu - maly byl na to już dawno gotowy, kontrolowal fizjologię, tylko tkwil w schemacie - kupa tylko do pieluchy i żadne tlumacznia, zachęty, przekupstwa nie dzialaly. ale ważna w tym jest pewność, że stawiając poprzeczkę dziecku ono jest w stanie toosiągnąć, rzecz leży w zakresie jego możliwości. pewne rzeczy są bardzo trudne do wyegzekwowania, wiążą się z problemami sensorycznymi np. krzyczenie (maly doskonale wie, że tego nie lubię, że nie wolno krzyczeć, wystarczy, że na niego spojrzę i sam siebie upomina *nie wolno krzyczeć*, ale to silniejsze od niego) podobnie z jedzeniem - tu nie naciskam w ogole, przyjęlam do wiadomości, że moje dziecko je wszystko tylko nie w każdej formie i generalnie nie jest to dla mnie problem, że zupy żadnej, marchewka tylko surowa, a kasza tylko w naleśnikach. Staram się wymagać od niego, żebyzawsze powiedzial co chce (nawet jeśli wiem o co mu chodzi, staram się nie wyprzedzać jego życzeń - mój częsty bląd jak byl mlodszy) choć czasem jeszcze zdarza mu się myśleć, że mama siedzi w jego glowie i mówi *pomoż, ja chcę* nie doprecyzowując o co chodzi (zwlaszcza ma z tym problem jeśli chodzi o coś niematerialnego lub czynność), gorzej jest przyznam się z wymaganiem samodzielnego ubierania, za częto go w tym wyręczam. Obowiazują pewne zasady np. nie wolno bic (kiedyś mial z tym problem, teraz zdarza się to dużo rzadziej), to tyle z grubsza...
      • halogen75 Re: Autyzm dzięcięcy 15.02.12, 20:59
        Myszewa, zgadzam się, intuicja jest bardzo ważna i kluczowa w tym wszystkim. Kierując się zatem ową intuicją doszliśmy bardzo daleko ale wciąż jeśli chodzi o nasze wspólne relacje. One wydawały mi się najważniejsze. Bądź nauczycielem i światłem jeśli jesteś postrzegana jako nikt, kiedy zlewasz się ze ścianą w domu i owa ściana jest ciekawsza niż Ty sama. Póki co udało się być postrzeganą w pierwszej kolejności, ściana została w tyle. Pytanie co dalej?

        pierwszy
        > raz dotyczylo to pracy przy stoliku, maly mial 2,5 roku i byl jak huragan, nie
        > zatrzymywal się ani na chwilę, nie interesowalo go nic - ani puzzle, ani rysowa
        > nie, ani gry, ani książka, ani inne zabawy. żebyśmy mogli zacząć pracować musia
        > l usiąść, zatrzymać się. do pierwszych sesji wykorzystywaliśmy krzeselko do kar
        > mienia (nie mógl z niego uciec), krotkie zadanie, nagroda i wolność, potem znow
        > u krotkie zadanie, nagroda, wolność. 2 dni byla totalna histeria gdy znalazl si
        > ę na krzeselku - wierzganie, krzyki, placz - doprowadzalam zadanie do końca za
        > niego, po dwoch dniach już nie wrzeszczal i sam wykonywal zadanie, po jakimś cz
        > asie sam siadal i czas przy stoliku moglam stopniowo wydlużać, dziś pracujemy p
        > o 2 godziny,

        Ile to trwało? U nas przez pół roku byliśmy ze stolikiem wciąż na samym starcie. Dlatego dałam spokój ze stolikami. Dość stolików. Może kiedyś, teraz nie.

        drugi raz twardo postawilam poprzeczkę przy odpieluchowaniu
        > - maly byl na to już dawno gotowy, kontrolowal fizjologię,

        Co masz na myśli pisząc kontrolował fizjologię?

        pewne rzeczy są bardzo
        > trudne do wyegzekwowania, wiążą się z problemami sensorycznymi np. krzyczenie
        > (maly doskonale wie, że tego nie lubię, że nie wolno krzyczeć, wystarczy, że na
        > niego spojrzę i sam siebie upomina *nie wolno krzyczeć*, ale to silniejsze od
        > niego)

        My z kolei krzyki mamy już za sobą.

        podobnie z jedzeniem - tu nie naciskam w ogole, przyjęlam do wiadomości,
        > że moje dziecko je wszystko tylko nie w każdej formie i generalnie nie jest to
        > dla mnie problem, że zupy żadnej, marchewka tylko surowa, a kasza tylko w nale
        > śnikach.

        Fiksacje jedzeniowe też już zażegnaliśmy. W tym temacie syn zasługuje na ogromną pochwałę. Synku, mama chwali;)

        gorzej jest przy
        > znam się z wymaganiem samodzielnego ubierania, za częto go w tym wyręczam.

        Ja też ale widzę pewien mały postęp tzw, poddawanie się automatyczne ubieraniu (naszykowanie ręki na rękawy, nogi na nogawki, stopy na skarpetki). Tak wiem, to bardzo mało ale z małych rzeczy też się cieszę;)

        Obow
        > iazują pewne zasady np. nie wolno bic (kiedyś mial z tym problem, teraz zdarza
        > się to dużo rzadziej),

        To już u nas też nie występuje.

        Fajnie, że wypisałaś sporo czynności, kiedy czytam i odpowiadam, widzę, że jednak małe postępy mamy;) Dziękuję:)
        • rozalia7 Re: Autyzm dzięcięcy 15.02.12, 21:35
          Do Halogen 75
          Witaj ,czytam Twoje posty doskonale Cię rozumiem ,mam 2 synków zaburzonych ,obaj robią postępy zwłaszcza u starszego ruszyły tak do przodu kiedy za radą jednego taty odtrułam synów ze szczepień trwało to około pół roku ,ale ten okres był straszny dla nas wszystkich ( obaj reagowali w inny sposób ia ) w tym czasie jakakolwiek terapia nie miała sensu ( nasilenie wszystkich stymulacji )
          Teraz staramy się nadrabiać zaległości i mamy ogromną nadzieję i ciężko pracujemy...
          pozdrawiam
        • myszewa Re: Autyzm dzięcięcy 16.02.12, 09:38
          1. stolik. caly proces trwal krótko, do tygodnia może. maly byl bombardowany krotkimi ale częstymi sesjami, każdorazowo też chwalony, za to że przez chwilę siedzial, nawet jak nic nie zrobil. wiesz, ten stolik nie jest tu najważniejszy. zgadzam się z rogalem, że u malego dziecka naturalniejszy jest dywanik, ale w przypadku MOJEGO dziecka stolik byl bardzo ważny z innych względów, stanowil ograniczoną przestrzen w której maly mogl się skoncentrowac - nie wiem jak to ująć inaczej. na dywanie nigdy nie umial i dalej nie umie pracowac (a ma prawie 5 lat), po prostu przestaje dzielic pole uwagi, zaczyna biegac, rozprasza się. czasem w celach ćwiczenia przenoszę coś latwiejszego (ukladanie ukladanki, granie w grę) na podlogę, ale latwiej mu przy stoliku. Stolik znajduje się w takim miejscu pokoju gdzie ilość bodźcow jest celowo ograniczona - może to dzięki temu, a może to już nawyk. pisząc, że spędzamy do dwoch godzin przy stoliku nie znaczy, że caly czas przy nim walkujemy cwiczenia edukacyjne, one też są wplecione, ale robimy wszystko to co robi się zwykle z dzieckiem - rysowanie, lepienie, gry, budowanie z klocków garażu dla auta, czytanie. Stolik w naszym przypadku okazal się bardzo pomocny, ale jeśli w waszym przypadku będzie to dywan, hustawka, czy cokolwiek innego nie ma znaczenia.
          2.kontrolowal fizjologię, u nas z pieluchą bylo tak, że maly już jak mial rok budzil się z suchą. jak mial niecale 2 domagal się zmiany pieluchy po zrobieniu kupy. gdy zaczeliśmy puszczać go bez pieluchy wstrzymywal się tak dlugo aż nie zostala ona zalożona, a wręcz sam domagal się jej zalożenia gdy chcialo mu się siusiu, kupę (przynosil pieluchę i mówil *kupa*) - więc doskonale kontrolowal sytuację tylko nie bylo mowy o tym by zrobić to do sedesu czy nocnika, po prostu nawyk. czekaliśmy, tlumaczyliśmy (nie wiem ile z tego wtedy rozumial, na pytanie gdzie robimy kupę odpowiadal, że do sedesu ale to raczej echolalia byla), byly książeczki, lekce pokazowe - żadnych skutków. jak mial 3 lata i 3 miesiace bylo akurat lato i postanowilismy być twardzi, maly dostawal duże ilości ulubionego picia, ale pieluchy znikly. bylo oczywiście wstrzymywanie, placze, wrzaski, ale powiedzieliśmy sobie, że musimy to przetrzymać, każdorazowo prowadziliśmy go do sedesu. w końcu nie wytrzymal i zsiusial się - na podlogę. dostal ścierkę i musial poscierać. wieczorem część siusiu trafilo pierwszy raz do sedesu, byla wielka radość, pochwaly, samoloty pod sufit - to byl przelom. Po 3 dniach maly maszerowal już sam do lazienki domagajac się tylko by zapalić mu światlo. ale z kupą nie bylo tak latwo, musieliśmy poczekać jeszcze 6 miesięcy zanim pierwszy raz trafila do sedesu. maly robil siusiu jak należy, ale zakodowal sobie, że kupa to co innego i robi się ją tylko do pieluchy, a że latwiej ją wstrzymać, to wstrzymywal aż do zaparć. Więc tu ja się zlamalam i pozwolilam mu robić kupę do pieluchy - wyglądalo to tak, że maly chodzil caly czas bez pieluchy, ale jak chcial kupę to domagal się pieluchy, potem robil w nia kupę i domagal się zdjęcia jej. jak nie bylo pieluchy, nie bylo kupy, potrafil wstrzymywać 2 dni (a może i dlużej, nigdy nie mialam odwagi sprawdzić ile wytrzyma, bo byloby to moim zdaniem znęcanie się), tu pomógl przypadek i wyjazd na święta do moich rodziców. W obu przypadkach jak udalo się coś po raz pierwszy to byl to przelom.
          3. krzyki, sterotypie - maly zawsze mial dużo stereotypii, niestety mimo różnych form terapii i uplywu czasu nie zmniejszają się, przechodzą jedne w drugie co najwyżej. np w wieku Twojego synka mój mial dużo stereotypii o charakterze przedsionkowym (bieganie, skakanie, fruwanie, tańczenie flamenco - jak ja to nazywalam, sporo), teraz jest tego mniej ale za to pojawily się stymulacje związane z czuciem glębokim. krzyki pojawily się u nas dopiero jak mial ponad 4 lata, probowalismy johansena, ale po 3 miesiącach przerwalismy, bo zamiast lepiej bylo coraz gorzej. niektore rzeczy znikają, a potem znów wracają 0 u nas tak jest z wkladaniem przedmiotów do buzi - bylo bardzo nasilone pomiędzy 2 a 3,5, potem wydawalo się, że jest to już za nami i we wrześniu tego roku pojawilo się znowu, przy okazji zmiany przedszkola, ale w tym czasie też zaczęly pchać się piątki, więc nie wiem co bylo przyczyną, w każdym bądź razie od tego czasu znów wszystko ląduje w buzi. u większości dzieci stereotypie z wiekiem się zmniejszają, nie wiem dlaczego u nas nie...
          4. ubieranie 0 moj synek jest bardzo niezdarny, ma niecale 5, zaklada sam skarpetki (strasznie jestem z tego dumna), spodnie, majtki, bluzki wkladane przez glowę, wsuwane buty i kapcie - choć często muszę poprawiać i trwa to dość dlugo, bo maly zawiesza się, albo w trakcie zaczyna robić coś innego. czasem muszę mu jeszcze wydawać polecenia slowne - bo zakladając spodnie sam może zalożyć je na lewą stronę, tyl na przód lub wlożyć nogi w jedną nogawkę. ma problem z kurtką czy zapinaną bluzą, guzikami, zamkami, rozporkami, zimowymi butami itp w wieku Twojego synka zachowywal się tak samo, tzn podawal rękę, nogę itp
          5. z tego co piszesz to chyba mialo byc niemale. z moich doświadczen praca nad kontaktem i sensoryką jest najtrudniejsza (a wy tu macie postęp), wszystko inne jest do wyuczenia. u mojego malego to bardzo zaburzona sensoryka i brak istotnych postępów w tej sferze jest najwiekszym problemem. mieliśmy delecato, si (dlugo 3 razy w tygodniu, teraz już raz), integracje odruchów masgutowej, teraz pani w przedszkolu zrobila 2 etapy Handle i wkrótce robi kolejny od jakiegoś czasu pracuje już z malym tą metodą, byl Tomatis, Johansen, a istotnych postępów w tej sferze nie ma. ja sobie myslę, że te wszystkie terapie w jakimś tam stopniu pomocne są, ale pewnych procesów które muszą zajść w systemie nerwowym żebyśmy poszli dalej nie przyspieszymy choćbyśmy stawali na rzęsach.. trudne to do zaakceptowania, ale tak jest...
    • pinkdot Re: Autyzm dzięcięcy 15.02.12, 07:06
      Mój syn ma diagnozę autyzm wczesnodziecięcy.
      • pinkdot Re: Autyzm dzięcięcy 15.02.12, 09:30
        Moj Jacek rok temu (jako 2-latek) mial powazne problemy. Przede wszystkim nie nasladowal niczego (a na tym przeciez zasadza sie nauka nowych umiejetnosci), nie interesowalo go nic poza budowaniem wiez z wszystkiego co wpadlo mu w rece. Jedyne wyrazy jakie mowil to byly nazwy figur geometrycznych i on sobie tymi figurami radzil tylko w opisywaniu swiata (talerz-kolo, kanapka-kwadrat, dach-trapez).
        Ja od zawsze holdowalam zasadom rodzicielstwa bliskosci, wiec naturalne dla mnie bylo podazenie w kieruku terapii niedyrektywnych, obczytalam sie w Kaufmanie (ten blog byl dla mnie kopalnia pomyslow na zabawy z synem blog.autismtreatmentcenter.org/2010/02/from-bears-barry-neil-kaufman-ode-to.php). Z racji tego, ze przez pare miesiecy wiosna zeszlego roku bylismy w Polsce, skupilismy sie intensywnie na terapii SI i neurologopedycznej metoda krakowska. Obecnie wiekszosc nadwrazliwosci zniknela, nie ma zadnych autostymulacji (kiedys Jacek krecil sie w kolko albo machal glowa - podwrazliwy przedsionek). Na inne terapie Jacek nie uczeszcza (wlasciwie na dana chwile nie ma zadnych terapii oprocz tych cwiczen, ktore w domu wykonujemy) - tu w Irlandii jest 1,5-roczna lista oczekujacych, w Polsce mamy spotkania konsultacyjne w Dalej Razem zielonogorskim raz na 2 miesiace i plan dzialania do domu.
        Halogen, powiem Ci, ze u nas wszystko, caly postep zaczal sie od zainteresowania literkami z "Moich sylabek", wtedy zaczal Jacek nasladowac i powtarzac. Potem to byla lawina, w maju zeszlego roku pierwszy raz poprosil o "pic" (wczesniej bylo rzucanie sie na ziemie i walenie glowa w podloge zamiast wyrazenia slowami pragnienia), od tej chwili Jacek zrozumial, ze mowa jest calkiem praktyczna i warto jej uzywac. Odkad Jacek dzieki cwiczeniom Cieszynskiej zyskal ten srodek komunikacji wiekszosc tzw. "trudnych zachowan" minela - nie mamy juz problemu z autoagresja, z autostymulacja, pojawilo sie sporo nowych zainteresowan, poprawily sie kontakty z rowiesnikami. W ciagu roku przeszlismy daleka droge, na dana chwile jedyny "problem" to skrajny indywidualizm synka (czy indywidualizm jest jednak problemem? chlopak lubi robic rzeczy po swojemu), bardzo glebokie zainteresowania (wszechswiat, rakiety, sondy kosmiczne itp.), wybiorczosc jedzenia. To, ze Jacek jest jednak indywidualista i czasem obstaje przy swoim nie znaczy, ze nie wychodzi nam naprzeciw - uczy sie codziennie mnostwa nowych rzeczy, uzywa form grzecznosciowych, wykonuje polecenia. I najwazniejsze jest dla mnie to, ze robi to bo chce, nie pracuje na nagrode (no, wzmocnienia spoleczne stosujemy, wiec okazujemy sporo entuzjazmu:)).
        • rozalia7 Re: Autyzm dzięcięcy 15.02.12, 11:35
          Czy możesz dokładnie napisać ile twój synek dokładnie ma lat ,rozumiem że 3 czy już ponad 3 . Mój synek3,7 też pracuje tą metodą i jak najbardziej polecam ,po pierwsze w płyty Słucham i uczę się mówić , a obecnie ; Moje sylabki część 1-5 i inne materiały do terapii z Arsona. Prace z terapeutą mamy od kilku miesięcy ( niewiele godzin ) Duże sukcesy to nasza praca tą metodą . Polecam ksiązke ; Wczesna diagnoza i terapia zaburzeń autystycznych . Jagoda Cieszyńska . Zaczynaliśmy od ciężkiego stanu agresji i stymulacji , są jeszcze obszary gdzie są deficyty min. kontakty społeczne .
          • nefret_ete Re: Autyzm dzięcięcy 15.02.12, 12:37
            "po pierwsze w płyty Słucham i uczę się mówić , a obecnie ; Moje sylabki część 1
            > -5 i inne materiały do terapii z Arsona. Prace z terapeutą mamy od kilku miesi
            > ęcy ( niewiele godzin ) Duże sukcesy to nasza praca tą metodą . Polecam ksiązke
            > ; Wczesna diagnoza i terapia zaburzeń autystycznych . Jagoda Cieszyńska . Zacz
            > ynaliśmy od ciężkiego stanu agresji i stymulacji , są jeszcze obszary gdzie są
            > deficyty min. kontakty społeczne ."

            podpisuję się dwoma rękami, właśnie tak pracujemy, syn(2lata) zaczyna mówić po 3 mcach terapii- ok 1h na dzień- ja z nim pracuję.
            Starszy syn 3,5l- wtedy (gdy słuchaliśmy "słucham i ucze się mówić) miał 2,5, zaczął mówić w którkim czasie. Im wiecej mówił tym mniej agresji, pobiegł wręcz w terapii a nie poszedł do przodu. Są regresy,ale w porównaniu z tym co było to jest super. Ksiażka prof. Cieszyńskiej- rewelacyjna!
            • rozalia7 Re: Autyzm dzięcięcy 15.02.12, 14:27
              Tez mam 2 synów i w podobnym wieku 3,5 i 2 z młodszym pracuję tak jak ze starszym czyli początek od płyt ,tylko młodszy ma zaburzony kontakt wzrokowy , ładnie powtarza słowa ale dzielenie wspólnego pola uwagi jest na poziome zero . Obecnie po chorobie spory regres .
              • pinkdot Re: Autyzm dzięcięcy 15.02.12, 14:45
                Rozalia, u nas tez byl spory problem ze wspolnym polem uwagi, juz gdzies pisalam o tym, ze malowanie sobie szalonych rzeczy dookola oczu pomoglo, przyzwyczailo Jacka do patrzenia mi w oczy. Podobnie jak przykladanie kazdej rzeczy, ktora go interesowala, ktora chcial w okolice oczu. Sporo fajnych pomyslow na rozwijanie kontaktu wzrokowego jest na tym son-rise'owym blogu, do ktorego dalam linke, sa tam odnosniki do konkretnych filmikow na youtubie.
                • rozalia7 Re: Autyzm dzięcięcy 15.02.12, 14:56
                  Dzięki korzystam z wszelkich podpowiedzi gdzie jak ,ktoś pracuje i sami próbujemy ,gdyby nie te postępy człowiek by zwariował ,bo mamy tez chwile trudne Jak przypomnę starszego rok temu to postęp niesamowity ,ale naprawdę duzo własnego czasu poświęcamy ,co jeszcze pomogło oczyszczanie ze szczepień , wiem ,ze są przeciwnicy ale u nas to chyba był czynnik zapalny u młodszego na 100% .
                  • nefret_ete Re: Autyzm dzięcięcy 15.02.12, 15:48
                    ja nie szczepiłam młodszego od MMR i później. Myślę, że dzięki temu objawy u niego pojawiły się dużo później.
                    Ja też korzystam z Waszych rad.
                    Dziękuję za linki i info o pomocach!
              • nefret_ete Re: Autyzm dzięcięcy 15.02.12, 15:42
                No patrz - masz dzieci w identycznym wieku jak ja!
          • pinkdot Re: Autyzm dzięcięcy 15.02.12, 13:22
            Rozalia, Jacek skonczyl w styczniu 3 lata. Nie musielismy nawet korzystac z plyt, starczyly "Moje Sylabki" i inne pomoce WiR. Szczegolnie dobre sa cwiczenia tego wydawnictwa z zestawu "Kategoryzacja", "Szeregi i sekwencje" musialam zmodyfikowac, zeby Jacek dal rade z nimi pracowac bo byly za malutkie - dzieki rzepom i tablicy o wiele przyjemniej sie uklada teraz te szeregi, bo nic nie ucieka.
            • rozalia7 Re: Autyzm dzięcięcy 15.02.12, 14:23
              Dziękuję Ci za odpowiedz , pytam gdyz tez duże postępy poczynił Twój synek jak na 3 lata . Każda podpowiedz rodzica jak pracują jest dla mnie cenna gdyż drugie dziecko mam też z diagnozą ,przeciwieństwo starszego ( znacznie wcześniej wystąpi regres i jest jeszcze malutki ) . Pierwsza opis na podstawie doświadczeń ,ze starszym synkiem interesuje mnie rozwój społeczny i doświadczenia metody pracy . Rzepy też stosuję , pozdrawiam
              • nefret_ete Re: Autyzm dzięcięcy 15.02.12, 14:26
                super pomysł z rzepami. Czy mogłybyście polecić, które konkretnie pomoce z arsona najlepeij kupić?
                • rozalia7 Re: Autyzm dzięcięcy 15.02.12, 14:42
                  Pytam i odpowiadam ( synek czyta b. dobrze ) Wianecka , czyja głowa czyj ogon , rzeczowniki l.poj.l.mnoga , sekwencje (dla młodszego ) nie znam nazwy ale też z Cieszyńskiej nad, pod, obok ,między .... Synek jak to opanował to umiał zastosować w życiu gdzie nad ,pod itd. niestety nie znam nazwy mam to od psycholog ,fajne są tez pomoce z Aleksandra .
                  • rozalia7 Re: Autyzm dzięcięcy 15.02.12, 14:45
                    sorki Alexandra www.alexandershop.pl/ link do sklepu ,przystępne ceny .
          • halogen75 Re: Autyzm dzięcięcy 15.02.12, 21:10
            rozalia7 napisała:
            Zacz
            > ynaliśmy od ciężkiego stanu agresji i stymulacji

            My też.

            Polecam ksiązke
            > ; Wczesna diagnoza i terapia zaburzeń autystycznych . Jagoda Cieszyńska

            Jestem w trakcie czytania:)
        • halogen75 Re: Autyzm dzięcięcy 15.02.12, 21:08
          pinkdot napisała:
          > Ja od zawsze holdowalam zasadom rodzicielstwa bliskosci, wiec naturalne dla mnie bylo podazenie w kieruku terapii
          niedyrektywnych, obczytalam sie w Kaufmanie (ten blog byl dla mnie kopalnia pomyslow na zabawy z synem
          rel="nofollow">blog.autismtreatmentcenter.org/2010/02/from-bears-barry-neil-kaufman-ode-to.php).

          Właśnie na terapię opartą na tej metodzie zdecydowałam się porzucając poprzednią, w której tarto i wałkowano bez efektu opisywany stolik. Ja w sumie nie mam nic przeciwko stolikowi ale wydaje mi się, że jeśli jednak dziecko przez parę miesięcy nie wykazuje nawet szczypty pozytywnego nastawienia to warto poszukać innej metody. Pomysłów jednak prócz stolika zabrakło. Poszukałam zatem tych pomysłów sama.

          >skupilismy sie intensywnie na terapii SI i neurologopedycznej metoda krakowska.

          My obecnie też, zatem widzę, że będzie do kogo uderzać w razie pytań;)

          U nas prócz metody krakowskiej, w której początki wciąga nas obecnie terapeuta krok po kroku wykorzystuję jeszcze piktogramy w domu.
    • halogen75 Fiksacje 15.02.12, 22:14
      A temat fiksacji, który nam się tu przewija:

      Próbowaliście kiedykolwiek wykorzystać fiksację u Waszych dzieci jako pewne podłoże do nauki?
      U nas na pewnym etapie tych fiksacji było mnóstwo. Teraz też są ale jakby w mniejszym natężeniu. Wtedy był cały wysyp i nie sposób było się przez nie przebić, by wzbudzić czymkolwiek choćby maleńkie zainteresowanie. Postanowiłam wówczas te fiksacje wykorzystać jako czynnik do nauki. Mały "kochał się" w małych buteleczkach. Notorycznie je ustawiał, przekładał. Udało mi się kiedyś kupić zabawkowe atrapy buteleczek różnej wielkości. Myślałam, że nie zastąpią szklanych ale o dziwo zainteresowanie się pojawiło. Dzięki tym buteleczkom mały nauczył się szeregować butelki od najmniejszej do największej i odwrotnie. Wiem, że to też wyuczone i wklepane ale zawsze coś;)
      Druga fiksacja- banery, ruchome banery, miłość do banerów zawsze była, jest i pewnie będzie, wszak wiele rzeczy ciekawych dla oka się na nich dzieje. Udało mi się kiedyś natrafić na baner z reklamą farb. Na monitorze zmieniały się cyklicznie obrazy z różnymi kolorami. Mały wyraźnie akcentował, które kolory go zachwycają, a które zdecydowanie nie. Ponieważ silnie akcentuje zarówno radość jak i złość można było łatwo odczytać np to, że czerwony to jego ulubiony kolor;) I coś w tym jest, bo wyciąga z szafki często czerwone bluzy. Ja wiem, że to też może marna nauka ale nawet tak drobny czynnik pozwala mi czasem poznać w pewien sposób "wnętrze mojego syna".

      • legenda3 Re: Fiksacje 15.02.12, 22:30
        jak najbardziej, u mojego syna często terapeutki wykorzystywały jego fiksacje na punkcie liter i cyfr. Nauczył się czytać bardzo wcześnie chociaż potrzebne mu to będzie dopiero w szkole. Ja ostatnio na bazie fiksacji zegarem nauczyłam go odczytywać godziny na zegarze wskazówkowym.
        Jeszcze dopiszę komentarz odnośnie nabywania różnych umiejętności. Mnie też wydawało się bezsensowne uczyć dziecko czegoś dla zasady, że powinno się nauczyć, ale bez zrozumienia celu tej umiejętności. Z wieloma rzeczami wstrzymałam się do czasu, kiedy syn rozumiał po co mu taka umiejętność potrzebna, mimo, że w tym temacie był ewidentnie opóźniony w stosunku do rówieśników. Skutkowało to tym, że nie musiałam tłuc mu do głowy coś przez kilkanaście miesięcy, ale załapywał po kilku powtórzeniach. Nawet, mam wrażenie, "poukładał" to sobie w głowie, bo zadawał pytania związane z tematem. Wiem, że dzieci autystyczne należy terapeutyzować w możliwie najszerszych aspektach życia, ale piłowanie czegoś, co dziecko nie rozumie wydaje mi się męczeniem dziecka i stratą czasu.
        • halogen75 Re: Fiksacje 15.02.12, 22:55
          legenda3 napisała:
          Z wieloma rzeczami wstrzymałam się
          > do czasu, kiedy syn rozumiał po co mu taka umiejętność potrzebna, mimo, że w ty
          > m temacie był ewidentnie opóźniony w stosunku do rówieśników. Skutkowało to tym
          > , że nie musiałam tłuc mu do głowy coś przez kilkanaście miesięcy, ale załapywa
          > ł po kilku powtórzeniach.

          No właśnie:) Ja też posegregowałam pewne nauczanie, zapoznawanie się na teraz i potem. To potem trochę się nam ślimaczy w czasie. Intuicyjnie czuję, że na niektóre rzeczy przyjdzie jeszcze czas. Mały się cofnął w rozwoju podczas silnego regresu, a zatem mimo wieku 2,5 roku zaczynamy w pewien sposób od podstaw.


          > jak najbardziej, u mojego syna często terapeutki wykorzystywały jego fiksacje

          U nas teraz pani psycholog zaczęła wykorzystywać małego fiksacje do różnych czynności. Wcześniejsza pani nie chciała o tym słyszeć. Jej zdaniem mieliśmy się fiksacji pozbyć, a nie na niej bazować...
          • legenda3 Re: Fiksacje 15.02.12, 23:45
            halogen75 napisała:

            > No właśnie:) Ja też posegregowałam pewne nauczanie, zapoznawanie się na teraz i
            > potem. To potem trochę się nam ślimaczy w czasie. Intuicyjnie czuję, że na nie
            > które rzeczy przyjdzie jeszcze czas. Mały się cofnął w rozwoju podczas silnego
            > regresu, a zatem mimo wieku 2,5 roku zaczynamy w pewien sposób od podstaw.

            Dokładnie, tylko teraz mały ma trudniej, bo musi pokonać te wszystkie zaburzenia sensoryczne i lęki, ale bądźmy dobrej myśli :).
      • rozalia7 Re: Fiksacje 15.02.12, 22:34
        u nas też były buteleczki , starszemu przeszło młodszy jeszcze się kocha a kolor to niebieski (klocek w ręku całą dobę ;-) nawet w nocy zrywa się i szuka )
        • halogen75 Re: Fiksacje 15.02.12, 22:43
          rozalia7 napisała:

          > u nas też były buteleczki , starszemu przeszło młodszy jeszcze się kocha a kolo
          > r to niebieski (klocek w ręku całą dobę ;-)

          :)
      • pinkdot Re: Fiksacje 16.02.12, 07:11
        > Próbowaliście kiedykolwiek wykorzystać fiksację u Waszych dzieci jako pewne pod
        > łoże do nauki?

        No jasne! Jacka o wiele łatwiej przekonać do chwycenia się za kredkę, jeżeli koloruje rakietę:). Nawet w przedszkolu panie wykorzystały jego pasję teraz ostatnio by ułatwić mu powrót po długim pobycie w Polsce, trafił z powrotem akurat na zajęcia o układzie słonecznym (wylepianie planet itp.):). Myślę, że całkiem ciekawe zainteresowanie sobie wybrał, sama mam hopla na tym punkcie, więc mamy co robić i o czym czytać:).
        • nefret_ete Re: Fiksacje 16.02.12, 08:11
          "o wiele łatwiej przekonać do chwycenia się za kredkę, jeżeli ko
          > loruje rakietę:)"

          Świetny pomysł, zaraz wykorzystam!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja