Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję?

14.02.12, 18:05
Mój 3,5 latek (wcześniak po wielu przejściach, z opóźnionym rozwojem we wszystkich sferach) nie mówi:( Ma CZR z obserwacją w kierunku autyzmu. Od wrzesnia chodzimy do przedskzola integracyjnego, gdzie ma super terapie, terapie w domu ma od 1,5 roku. Widzę w jego rozwoju duże postępy, na szczęście nie ma oporów przed nowymi rzeczami i w miarę małą schematycznosć, wiec szybko się uczy.

Ale... słabo rozumie mowę, polecenia, ma ogromne problemy z naśladowaniem (dźwięków nie naśladuje w ogóle) i oczywiscie z komunikacją (komunikuje sie bardziej ciałem, gestem, prowadzeniem za rękę, etc.). Gada sobie po swojemu (głównie ciągi sylab, samogłoski, śpiewanie), ale ta mowa nie jest ani powtarzaniem ani nie ma charakteru komunikacyjnego.

Czy ktoś miał podobnie? Czy mamy jeszcze szansę na pojawienie się mowy?

    • marika012 Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 14.02.12, 18:56
      Ja takiej sytuacji nie miałam bo moje szybko gadały ale...
      Zaczęłam kolejne studia podyplomowe, tym razem z oligo i prowadzący dużo o autystach mówią. Jeszcze kilka lat temu uważano, ze jak dziecko nie nauczy się mowy do 12 r życia to już mówić nie będzie. Teraz spotyka się nawet 16 latków którzy zaczynają mówić. Pomocne są piktogramy i inne formy komunikacji pozawerbalnej. Dziecko łapie że może wyrazić swoja wolę to bardzo przyspiesza rozwój mowy.
      Co do wspomagania rozwoju mowy. Czytałaś o metodzie krakowskiej? Rewelacyjny jest program "słucham i uczę się mówić"
      www.arson.pl/index.php?cat_id=20&page=0&view=3&sort=default
      Przetestowałam "trudne głoski" na zdrowej córce, trzylatce. Po kilku tygodniach słuchania raz dziennie zaczęła wymawiać poprawnie wszystkie głoski których nie mówiła sz, cz, r. Możliwe że u dziecka z problemami efekty nie będą tak szybkie ale warto programowi sie przyjrzeć. U starszych dzieci stosuje sie manualne torowanie głosek (to też ze szkoły krakowskiej).
    • myszewa Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 14.02.12, 19:00
      nadzieję TRZEBA mieć zawsze. 3,5 roku to jeszcze male dziecko, slyszalam o chlopcu kt. zacząl wypowiadać pierwsze slowa w okresie dorastania. Jest książka Sila milości (wlasnie czytam) na faktach autentycznych, tam syn autorki zaczą mówić w wieku bodajże 6 lat lub później. Niezależnie warto pracować nad komunikacją alternatywną, nie zahamuje to mowy, a może wspierać jej rozwój. no i nad uwagą sluchową (to żmudna praca, ale nasza neurologopeda twierdzi, że nie ma dziecka, kt by się jej nie nauczylo) Myślę, że na forum jest masa dzieci, które zaczęy później niż 3,5.
    • tijgertje Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 14.02.12, 19:36
      Moj mlody do 4 lat mowil bardzo malo, uzywal skrotow, dzo gadal po swojemu i nikt go nie mogl zrozumiec. W tygodniu , w ktorym konczyl 4 lata nagle cos "puscilo" i zaczal gadac jak stary. Doslownie. W przedszkolu mial testy jezykowe 3 razy w roku, 2 miesiace przed 4, rodzinami jego poziom okreslono na niespelna 2 lata. Jak mial 4 lata i 3 miesiace w centrum audiologicznym na rozbudowanych testach logopedycznych wyszlo, ze rozwoj mowy w niektorych obszarach (gramatyka, uzywane slowa, wlasciwie wszystko poza wymowa, ktora nie byla jeszcze idealna) mial na poziomie 7-latka. Tak,z e na pewno bym sie nie poddawala. Co ciekawe: moj mlody nie mowil, ale spiewal! Muzyke kocha, chodzilismy na zajecia dla maluchow "muzyka na kolanach", mlody po 3 miesiacach zajec potrafil zaspiewac kilkanascie prostych piosenek. Zeby zabawniej bylo, sama po przyjezdzie do Holandii mialam ogromne problemy, zeby "zaskoczyc" tubylcza wymowe. rozumialam, ale nie mialam odwagi niczego powiedziec, choc swietnie pisalam. Zalapalam wlasnie w momencie, gdy opiekujac sie 2-latkiem zaczelam mu spiewac tubylcze piosenki. po kilku tygodniach i kilkudziesieciu krociutkich piosenkach sie rozgadalam i znajomi nie mogli uwierzyc, ze w tym czasie nie poswiecalam sie tylko intensywnej nauce jezyka. wez pod uwage fakt, ze dziecko autystyczne, jesli nie jest pewne, ze potrafi cos dobrze powiedziec (albo zrobic), to nie bedzie probowac. Dlatego mysle, ze piktogramy i alternatywne srodki komunikacji to w takim wypadku bardzo dobry pomysl. Mowic, spiewac, ale nie naciskac za bardzo, jesli cwiczyc mowe, to w formie zabawy.
      Psychiatra sie niezle usmiala, jak jej mowilam, ze mlody mial swoj wlasny jezyk. Przypuszczam, ze gdyby go nagrac i to zanalizowac, to prawdopodobnie nawet tlumaczenie daloby sie zrobic. Jestem muzykiem i wysluchiwanie pewnych struktor i schematow mam we krwi, mlody faktycznie uzywal swojego jezyka, wyraznie mozna bylo odrznic poszczegolne wyrazy (powtarzajace sie!), zdania, w nich np czasowniki. Pozniej twierdzil, ze pochodzi z Planety Kasprow i ja mysle, ze on wlasnie po kasprowemu gadal. szkoda tylko, ze przerzucajac sie na tubylczy jezyk poprzedniego zapomnial:/
    • mruwa9 Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 14.02.12, 20:35
      Nadzieje mozna miec, ale nadzieja matka glupich..
      IMHO to nie brak mowy zwykle jest najwiekszym zmartwieniem, tylko zaburzenie ogolnego rozwoju psychoruchowego i komunikacji, do ktorej mowa nie jest niezbedna (vide-osoby gluchonieme).
      Sugeruje skupic sie na stymulacji rozwoju i na pracy nad rozwojem komunikacji alternatywnymi metodami (jezyk migowy, obrazki- PECS), bo to jest podstawa. A mowa albo sie pojawi, albo nie. Tego nikt nie wie.
      • mama-wczesniaka Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 14.02.12, 21:09
        Mój 3 latek też nic nie powie całym zdaniem !diagnoza opóznienie psychoruchowe cechy autystyczne nadwrażliwy się robi na dosyć głośną muzykę np. w bajkach...ma objawy padaczkowe narazie nie leczone...
        Chodzi do przedszkola integracyjnego ma masę terapii ale więcej jest chory niż uczęszcza do przedszkola nam mówią ciągle spokojnie będzie mówił...
        Pytanie kiedy?....
    • ez-aw Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 14.02.12, 21:35
      Oczywiście że szanse są.
      Czy sprawdzałaś mu słuch? Mój syn pierwsze badania w szpitalu po urodzeniu miał super (też wcześniak z problemami). Miał później nadwrażliwość na dźwięki (rok - 2 latka). Później nadwrażliwość przeszła, ale gadał właśnie po swojemu. Rok temu sprawdziłam słuch - płyn w obu uszach. Później w jednym uchu płyn się wchłonął, później powrócił. Już nie czekamy, młody na marzec jest zapisany na drenaż.
      Mowa ruszyła u nas jak miał 3 lata i 7 mies. Zaczynał budować krótkie zdania (2-3 słowa), bardzo często po swojemu. Ja wiedziałam (rozumiałam) co mówi i wiem że próbował się dogadać. Od września jest prowadzony metodą Krakowską. Słucha płyt w słuchawkach, dość głośno. I mimo problemów ze słuchem zaczyna coraz lepiej mówić.
    • mikkoevi Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 14.02.12, 21:35
      U nas metoda krakowska bardzo dużo pomogła. Co do alternatywnych metod komunikacji to nic nie doradzę bo nigdy nie próbowaliśmy i chyba dobrze;)
      • halogen75 Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 14.02.12, 21:56
        Mój póki co wydaje z siebie tylko dźwięki przypominające... no właśnie nie umiem tego obrać w słowa, czasem złoży "ecie plecie", które trudno nawet powtórzyć, żaden wyraz nie jest nigdy adekwatny do danej osoby, rzeczy czy sytuacji. Dzięki Mruwie wprowadziłam w domu piktogramy. Na razie idzie marnie ale idzie. Już ich przynajmniej nie depcze, nie rzuca nimi. Przygląda im się co i tak uważam za sukces. Od niedawna terapeutka zaczęła wprowadzać metodę krakowską. Za wcześnie jednak bym mogła wydać w tej kwestii jakąś ocenę. Czas pokaże.
        • an_7 Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 14.02.12, 22:33
          Mój wcześniak ma teraz 4 lata. Około rok temu był stan podobny do Waszego. Teraz trochę ruszyło, ale bardzo powoli. Jesteśmy na poziomie sylab, krótkich słów i własnego języka. Każdy nowy zrozumiały wyraz to bardzo ciężka i długa praca - powtarzanie do znudzenia, w różnych wariantach.
          Dużo nam pomogła psychomotoryka i zajęcia z neurologopedą. Korzystamy też z metody krakowskiej, z serii "Kocham czytać".
          My mamy diagnozę: niedokształcona mowa/ alalia/afazja. Podobno u wcześniaków to częste z powodu mikrourazów układu nerwowego. W takim przypadku mowa raczej nie pojawi się sama - trzeba ćwiczyć. Z drugiej strony, jest to pozytywna wiadomość o tyle, że dziecko może nie mieć klasycznego autyzmu, ale zachowania autystyczne wynikają właśnie z afazji i problemów z komunikacją.
          Polecam lekturę opinii prof. Cieszyńskiej w portalu czasdzieci.pl.
          • mruwa9 Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 15.02.12, 00:12
            Ale podstawowe pytanie brzmi, czy dziecko ma mowic, czy sie komunikowac?
            Wiele osob z autyzmem potrafi mowic, ale nie potrafi poslugowac sie mowa w celu komunikacji. A to komunikacja jest priorytetem. Dlategoo nie ustawialabym mowy jako nadrzednego celu. Jesli dziecko zacznie mowic- super, ale najwazniejsze to umiec sie z nim dogadac .
            • pinkdot Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 15.02.12, 07:05
              Mój syn najpierw zaczął mówić, teraz już się całkiem nieźle komunikuje. Mówi bardzo ładnie całymi zdaniami, słownictwo ma szersze niż przeciętny 3-latek. Wszystko dzięki terapii metodą krakowską - rok temu nie wiedział co to znaczy "podaj buty".
              Cieszę się, że nie poszliśmy w PECS-y i alternatywne metody komunikacji, wiem, że badania mówią inaczej i to może stymulować mowę (jako komunikację), ale myślę, że w ten sposób duuuuużo dłużej zajęłoby nam dojście tam gdzie teraz jesteśmy.
              • marika012 Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 15.02.12, 08:02
                Mam zajęcia z kobitką co zęby zjadła na nie mówiących dzieciakach. Według niej wprowadzenie PECS- ów powoduje, że więcej dzieci rozwija mowę. Ma porównanie z czasami (nie tak bardzo w końcu odległymi ) kiedy tych metod w PL nie było.

                Gdybym miała niemówiące dziecko na pewno wprowadziłabym kilka podstawowych piktogramów żeby dziecko mogło dać znać co chce i równocześnie, intensywnie działałabym metodą krakowską.
                • tijgertje Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 15.02.12, 08:30
                  Rany, czytam i wlasnym oczom nie wierze.
                  Dziewczyny , ktore pracuja metoda krakowska i odrzucaja piktogramy. Czy ktoras z was moze mi wytlumaczyc dlaczego? Osobiscie mam wrazenie,z e mowa jest z gory przyjetym wlasciwym sposobem komunikacji i trzeba stanac na glowie, zeby ja rozwinac. Tyle, ze autyzm zadzi sie wlasnymi prawami. Dziecko musi CHCIEC, a jesli z mowa ma problem, to moze potrwac kilka lat, zanim sie sensownie dogada (nawet metoda krakowska), niektore dzieci nigdy w pelni nie beda w stanie uzywac jezyka mowionego. Co z nimi? Trzeba je skreslic, uznac ze sie "za malo staraja?" Piktogramy czy jezyk migowy pozwalaja na rozpoczeci prosciutkiej komunikacji po kilku dniach czy tygodniach. Zeby bylo zabawniej, piktogramy sprawdzaja sie czasem u dzieci z bardzo dobrze wyksztalcona mowa, bo autysci sa wzrokowcami, latwiej odbieraja i przetwarzaja obraz niz dzwiek. Nawet slowo pisane trzeba najpierw przetworzyc w konretny obraz jakiejs znanej rzeczy, a piktogram czy gest to gotowiec. Ja rozumiem, ze rodzicom jest duzo latwiej, jak sie z dzieckiem "normalnie" mozna dogadac, ale nie jestem sobie w stanie wyobrazic, ze nacisk na mowe i z gory odrzucanie metod alternatywnych w jakikolwiek sposob ogranicza dziecku stres i ulatwia zycie. Przeciez jezykiem migowym mozna sie dogadac nawet z niemowlakiem, ktory fizycznie nie jest w stanie niczego powiedziec. Prosze mi wytlumaczyc, moze po prostu cos mi ucieklo.
                  • marika012 Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 15.02.12, 08:34
                    Tig to do mnie???? Bo ja jak najbardziej jestem za piktogramami i przekonuję innych że warto bo i dziecku łatwiej i większe szanse że mowa ruszy :D
                    • tijgertje Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 15.02.12, 09:33
                      Marika, sorry, akurat pod twoim postem wyszlo, ale pytanie ogolnie do paru osob wyzej bylo.
                      • pinkdot Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 15.02.12, 09:43
                        Tijgertje, gdybym utknela na metodzie krakowskiej, pewno szukalabym pomocy w metodach alternatywych. Moje dziecko jednak w ciagu pol roku nadrobilo ponad roczne opoznienie w rozwoju mowy i nawet przegania teraz niektorych rowiesnikow w zasobie slownictwa, gramatyce. Obawiam sie, ze na PECSach tracilibysmy czas skoro mlodzian mial taki potencjal, potrzebowal tylko dodatkowej stymulacji lewej polkuli mozgu. Obrazki sa przez prawa przetwarzane o ile sie dobrze orientuje, dlatego dla osob z zaburzeniami systemu jezykowego, ktory siedzi w lewej, Cieszynska ich nie poleca (Cieszynska wskazuje na ogromne znaczenie ograniczenia stymulacji prawopolkulowych w trakcie terapii, czyli "nie" dla TV, Tomatisa itp.).
                        Mam nadzieje, ze wyjasnilam w miare przystepnie dlaczego nie zaczelam terapii mowy od piktogramow - uwazalam, ze Jacek ma jeszcze czas by nauczyc sie mowic w normie wiekowej i mialam racje. Moze gdyby byl starszy myslalabym o tej terapii w inny sposob.
                        • pinkdot Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 15.02.12, 09:49
                          Dodam tylko, ze ta metoda jest dostosowana do mozliwosci osob autystycznych - sa i gesty artykulacyjne (te sa przerabiane przez obrazowo myslaca prawa polkule) i obrazki (sylaby). Tylko dzieki cwiczeniom z szeregowania i sekwencji i latwiej potem te "koraliki" naszego jezyka nanizac na sznurek jakim jest stworzenie wypowiedzi. No i celem samym w sobie jest mowienie, nie pokazywanie kartonikow, moze poprzeczka troszke wyzej postawiona, ale warto chyba sprobowac.
                          • tijgertje Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 15.02.12, 10:16
                            pinkdot napisała:
                            No i celem samym w sobie jest mowienie, nie pokazywanie kartoniko
                            > w, moze poprzeczka troszke wyzej postawiona, ale warto chyba sprobowac.

                            Wlasnie o to mi sie rozchodzi. Uczy sie mowienia i dopiero potem przez mowienie dochodzi do komunikacji. Metoda krakowska na pewno jest swietna dla dzieci z opoznieniami mowy, ale jesli zaklada rezygnacje z innych metod mogacych umozliwic dziecku KOMUNIKACJE to jest to zalozenie sprzeczne ze wszystkim co wiem, mysle i czuje o autyzmie. NIE MA jednej, slusznej metody, a autyzm to zaburzenie KOMUNIKACJI z towarzyszcym czesto zaburzeniem mowy, nie odwrotnie.
                            • pinkdot Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 15.02.12, 10:30
                              Jezeli dziecko zamiast pokazywania kartonika z symbolem napoju, mowi do mnie "mamo, prosze daj pic", "ale pyszny ten soczek, dziekuje", to uwazam, ze ta metoda osiagnela swoj cel. Przedstawiasz to tak jakby metoda krakowska uczyla mechanicznego powtarzania slow...a tylko metody obrazkowe skupialy sie na komunikacji. Zapewniam Cie, ze tak nie jest, metoda Cieszynskiej daje taki sam srodek do komunikacji (czyli mowe), tylko przeskakuje etap kartonikow.
                              • brolek Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 15.02.12, 10:45
                                pinkdot napisała:

                                > Jezeli dziecko zamiast pokazywania kartonika z symbolem napoju, mowi do mnie "m
                                > amo, prosze daj pic", "ale pyszny ten soczek, dziekuje", to uwazam, ze ta metod
                                > a osiagnela swoj cel. Przedstawiasz to tak jakby metoda krakowska uczyla mechan
                                > icznego powtarzania slow...a tylko metody obrazkowe skupialy sie na komunikacji
                                > . Zapewniam Cie, ze tak nie jest, metoda Cieszynskiej daje taki sam srodek do k
                                > omunikacji (czyli mowe), tylko przeskakuje etap kartonikow.

                                No właśnie nie przeskakuje, wykorzystuje to co krytykuje w AAC - przekaz wizualny w bardzo szerokim zakresie.

                              • tijgertje Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 15.02.12, 10:55
                                Widze, ze sie nie zrozumiemy. Piktogramy nie maja na celu ZASTAPIENIA mowy. Oczywiscie idelanie jest, jesli dziecko jest w stanie mowic i w dodatku nadrobic zaleglosci tak szybko jak twoje. Ja pytalam jednak o sytuacje, co jesli dziecko nie jest w stanie sie nauczyc mowic (bo nie kazde jest, nawet metoda Cieszynskiej), albo co z dziecmi, ktore rozowjem mowy wyprzedzaja rowiesnikow o kilka lat, a mimo tego nie potrafa sie komunikowac? Piktogramy wprowadza sie czasem w terapii dzieci wysokofunkcjonujacych wlasnie dlatego, ze OBRAZ jest najlatwiejszy w odbiorze dla autysty i czasem mimo doskonale rozwinetej mowy dziecko nie potrafi sie wlasciwie komunikowac i zeby sie tego nauczyc konieczne sa metody alternatywne.

                                Przedstawiasz to tak jakby metoda krakowska uczyla mechan
                                > icznego powtarzania slow...a tylko metody obrazkowe skupialy sie na komunikacji
                                > . Zapewniam Cie, ze tak nie jest, metoda Cieszynskiej daje taki sam srodek do k
                                > omunikacji (czyli mowe), tylko przeskakuje etap kartonikow.

                                nic nie zrozumialas. Rozwoj mowy i komunikacja to 2 zupelnie inne rzeczy. Mowa ulatwia komunikacje, ale jej rozwoj to zadne "przeskakiwanie etapu kartonikow". Kazdy autysta potrzebuje wlasciwej dla siebie metody, a wez pod uwage fakt, ze wlasnie komunikacja NIEWERBALNA u autystow lezy i kwiczy. Mowa ulatwia porozumienie z otoczeniem, bo jest najpowszechniejszym SRODKIEM komunikacji, jednak skupianie sie wylacznie an rozwoju mowy i odrzucanie alternatywnych metod wydaje mi sie beldem. Czasem zadne slowa nie sa w stanie oddac tego, co sie tak naprawde chce powiedziec. nauka mowy to dlugi okres czasu i absolutnie nie twierdze, ze nie trzeba walczyc o rozzoj mowy. jak juz jednak wyzej wspomnialam, skupianie sie tylko na tym, zeby dziecko jak najszybciej bylo w stanie powiedziec to, czego oczekujemy, to latwiejsza droga dla otoczenia, niekoniecznie dla samego dziecka. I tu wlasnie stosowanie ROWNOLEGLE piktogramow, zdjec, gestow czy co tam jeszcze wymyslono ulatwia zycie DZIECKU, nie rodzicowi. Moj mlody, mimo, ze zaczal gadac w wieku 4 lat, teraz, majac 8 o kilka lat wyprzedza rowiesnikow. Mimo tego stosujemy inne niz mowa techniki przekazu tylko i wylacznie dlatego,z e sa znacznei skuteczniejsze i mniej stresujace. Mimo, ze jestem autystyczna i nie mam najmniejszego problemu z czytaniem ze zrozumieniem, to nasza dyskusja dowodzi, ze jezyk nie jest najlatwiejszym srodkiem komunikacji ;) Hehe, i sporobuj mnie przekonac, ze jest inaczej :P
                                • pinkdot Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 15.02.12, 13:25
                                  Mimo, ze jestem autystyczna i ni
                                  > e mam najmniejszego problemu z czytaniem ze zrozumieniem, to nasza dyskusja dow
                                  > odzi, ze jezyk nie jest najlatwiejszym srodkiem komunikacji ;) Hehe, i sporobuj
                                  > mnie przekonac, ze jest inaczej :P

                                  Nooo, pewno lepiej bysmy sie dogadaly rysujac komiksy;).
                                  • tijgertje Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 15.02.12, 13:30
                                    Na pewno;) Tyle, ze ja z rysowaniem kiepska jestem, ale wlasnie komiksy sa fajne, pokazuja duuuzo wiecej niz sam tekst. Moj mlody na komiksach wlasnie uczyl sie czytac;) W zwyklych ksiazeczkach, nawet odpowiednich do poziomu natychmiast sie gubil, w komiksach tekst mial podpore w ilustracji i znacznie latwiej mogl go zrozumiec i sledzic akcje opowiadania.
          • tatakacpi Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 19.06.12, 21:42
            Witam .My mamy 7latka z niezdiagnozowana -tak myslimy czytajac rozne fora a zaburzeniach mowy-alalia ,afazja.Kacpi ma nieliczny zakres slow ,nie umie laczyc w zdania i bardzo ciężko mu sie wymawia nowe wyrazy przy czym niektóre wychodzą mu zniekształcone.Hmm i co dalej???
            • gruba_mamma Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 19.06.12, 23:39
              a jaką ma diagnozę? bo skoro jako 7 latek nie mówi to ktoś coś musiał stwierdzić.
              Jak szukałam info o afazji, to znalazłam, że bywają przypadki rozwoju mowy nawet ok. 14 roku zycia.Jest w krakowie szkoła dla dzieci z afazją ( podobno jedyna w Polsce), prowadza ją siostry - dzwoniłam do nich to podpowiedziały mi do kogo iść, nie skorzystałam ostatecznie, ale może warto znaleźć w necie i zadzwonić - coś na pewno doradzą.
              polaa - U nas mowa wyraźnie ruszyła po usprawnieniu małej motoryki ( kilka tygodni od rana do wieczora - młoda miała fiksację na książeczkach a ja to wykorzystałam do ćwiczenia rączek).Młoda kończy za tydzień 5 lat, od niedawna buduje proste zdania, mówi jak cudzoziemiec (niegramatycznie) i niewyraźnie.W wieku 4 lat mówiła mama tata tak nie po 4 urodzinach zamilkła na jakiś czas, w wieku 4,5 coś ruszyło i teraz poooowooooliii do przodu. Jesli chodzi o moją córkę to piktogramy tak, proste gesty tak, język migowy - nie, bo jak ją znam mogąc rozmawiać na migi nie miałaby potrzeby mówić w ogóle. Mowa bierna na poziomie bardzo dobrym w zasadzie od niemowlęcia.
              • tatakacpi Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 01.07.12, 14:16
                Mieszkamy w Anglii a oni za bardzo nie wiedza jak nam maja pomoc.Jezdzimy do polski 1-2 razy w roku i tam robimy badania itd... Za 3 tyg jestesmy umowieni do Opola do kliniki Cliro (logopedia itd..) a potem do Medincus takaze w Opolu tj. Centrum mowy i sluchu moze tam nam sos doradza albo zdiagnozuja poniewaz od kilku lat jestesmy odsylani od specjalisty do specjalisty.Kacpi jest dzieskiem bardzo zywym i rozwinietym w bardzo dobrym stopniu jak na swoj wiek ,robi wszystko jak przecietny 7latek ale tylko ta mowa??? podaje przyklady- jezeli chce gdzies isc lub jechac(tatusiu tam choć) jezeli bola go nogi (boli nogi) Kacperek(Kapsiejek) mamusiu kocham cie (mamusiu kosiam cie) nie chce jesc (nie am)
                • tatakacpi Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 17.11.12, 16:59
                  Witam wszystkich. Mamy już diagnozę odnośnie problemów mowy Kacperka -AFAZJA.
                  Ale co dalej Kacpi w marcu skończy 8 lat a u niego dalej takiego problemy, żadne terapie logopedyczne i nauki w domu nie pomagają, dalej zakres kilku slow,zapominanie wyrazów niezdolność łączenia wyrazów w zdania.Czy sa tutaj na forum , a możne macie znajomych ,rodzinę z podobnymi przypadkami ? jeżeli tak to napiszcie coś więcej... jak to leczyć , jakie terapie a moze macie dzieci z identycznym problemami .Popytajcie znajomych moze cos wiedza albo slyszeli cos na temat takich zaburzen mowy . Czy to sie samo kiedys wycofa czy jak z tym postepowac a moze sa tutaj dzieci ktore wyleczyly sie z afazji ??? pzdr
                  • alcia555 Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 17.11.12, 17:12
                    Moja córka ma też problemy z mową powiedziano mi ,że to jest alalia inaczej afazja córka ma teraz prawie siedem lat w wieku pięciu lat powiedziała pierwszy raz tato do męża.Jeszcze rok temu Ali nikt nie mógł zrozumieć ,a teraz coraz bardziej wyrażniej mówi dużo jej pomógł trening słuchu Johansena ,ale jest on troche kosztowny polega on na słuchaniu muzyki przez dziecko która jest specjalnie dla dziecka nagrana.Oprócz tego logopeda który uczy Ale metodą krakowską ,logopedy mamy 3,5 godz. i uczymy się w domu ,ale są efekty moja córa wreszcie zaczęła mówić
                  • rozalia7 Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 17.11.12, 17:36
                    podaj email ,mogę coś podpowiedzieć ale nie na forum
    • olka794 Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 15.02.12, 08:32
      Mój synek powiedział swoje pierwsze słowo w wieku 5 lat i 3 miesiące:)
      Ma zdiagnozowany autyzm dziecięcy.
      Też bardzo się martwiłam czy zacznie w końcu mówić. Ale ten dzień przyszedł i teraz mówi aż za dużo. Nawet występuje na uroczystościach szkolnych.
      Więc głowa do góry! Będzie dobrze:) Pozdrawiam
    • czarna_ida Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 15.02.12, 08:40
      Wręcz trzeba mieć nadzieję !. Moj syn do 5 lat mowil zaledwie 5 słow. Teraz po 3 latach mowi duzo, ale nie jest to powiedzmy dialog, ani formułowanie zdań jak inne dzieci w jego wieku.
      Mimo chodzenia do logopedy systematycznie przed skonczeniem 3 lat. Natomiast warto znalezc dobrego logopedę, albo neurologopedę, ktory mial doczynienia z dziecmi ktore mają zaburzoną mowę, lub ktore nie mowią.. Bo myśmy na takiego nie trafili, i logopeda nie przyznala sie ze nie umie pracować z moim dzieckiem..Ze warto byloby isc do kogoś innego..
      • mikkoevi Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 15.02.12, 09:24
        Tzn ja mówię o swoich doświadczeniach. Mój syn jest hiperleksykiem. U nas jest troszeczkę inna sytuacja bo mały bardzo wcześnie zaczął czytać (2,5 roku). I najbardziej do niego przemawia słowo pisane. Obrazki nawet bardziej zlewał niż słowo mówione. I to był problem w takiej klasycznej terapii z podejściem, że dla autystyka to jednak obrazek podstawa.
        A terapia przez czytanie jest dla niego wprost idealna, ostatnio idzie jak burza. Dlatego u nas szkoła krakowska się sprawdza. To wprawdzie tryb bardziej kosultacyjny (1 h w tygodniu) ale w domu nadrabiamy;)
        I to nie tylko chodzi o samo mówienie ale o komunikację. Wczoraj aż się popłakałam bo zaczyna wchodzić w dość skomplikowane dialogi z obcymi osobami. Jeszcze gramatyka kuleje ale mam wrażenie że komunikacja to podstawa.
        • brolek Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 15.02.12, 10:43
          Z całym szacunkiem dla prof. Cieszyńskiej - to co wypisuje w krytyce innych metod, świadczy zwłaszcza o tym, że nie ma o nich zielonego pojęcia (SI, Tomatis, AAC).

          Sama korzystam z pomysłów pani Cieszyńskiej i wiele z nich bardzo sobie cenię, jednak nie rozumiem nastawienia "tylko moja metoda jest dobra, wszystko inne szkodzi".
          Przepraszam, ale autyzm to jednak nie tylko problem z lewa półkulą, to całościowe zaburzenie rozwoju i trzeba pracy nad wieloma aspektami tegoż rozwoju i funkcjonowania dziecka.

          Widzę tu też pewne rozbieżności - nie można stymulować prawej półkuli, dlatego AAC jest niewłaściwe, bo działa na wzrok i prawą półkulę, ale jak najbardziej korzysta się w tej metodzie z podpowiedzi wizualnych w bardzo dużym zakresie, wszystkie pomoce są bogato ilustrowane, wykorzystuje się gesty artykulacyjne i inne pomoce wizualne oraz sylaby (cały czas się wykorzystuje). To jak szkodzi, czy nie szkodzi działanie na prawa półkulę i dlaczego jedne takie działania są właściwe, a inne nie?

          Metoda Cieszyńskiej jest dobra, ale AAC również jest potrzebne, a o tym, że nie szkodzi, tylko pomaga wielokrotnie się przekonałam. Również Tomatis i SI bardzo moim dzieciom pomogły. Pierwsze po regresie sensowne odpowiedzi na pytania w mowie syna pojawiły się właśnie po Tomatisie...

          Jak najbardziej, dziecko w tym wieku może rozwinąć funkcjonalną mowę.

          • marika012 Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 15.02.12, 12:36
            Też uważam, że warto czerpać z różnych metod. Brać z każdej to co działa na dane dziecko.
            Profesor Cieszyńska bardzo krytykuje metody behawioralne. A na moje dziecko wizja nagrody działa bardzo. Nie zrezygnuję z tego tylko dlatego, że dzięki Cieszyńskiej młody nauczył się czytać.
        • mruwa9 Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 15.02.12, 12:09
          No ale wszystko sie zgadza. Dziecko postrzega wyrazy, pismo, jak obrazki, w sumie w czytaniu o to chodzi, zeby widziec caly wyraz, a nie zlepek liter.
          Przyklad niczemu nie przeczy. Twoje dziecko jest wzrokowcem i tyle :-)
          • mikkoevi Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 15.02.12, 13:21
            Oczywiście, że nie przeczy ogólnej idei;)) Tylko, że akurat piktogramy w naszym przypadku są bezużyteczne po prostu.
            Jeszcze tylko wspomnę że to nie dzięki tej metodzie mój syn nauczył się czytać, zrobił to sam na długo przed rozpoczęciem terapii.
            Dla mojego syna czytanie to sposób zdobywania informacji o świecie. Potem dopiero przekłada się to na język mówiony. Wiem, że za chwile pojawią się różniaste głosy. W naszym przypadku to poskutkowało i chcę się tym podzielić.
            • polaa27 Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 15.02.12, 21:08
              Dziękuje za wasze wpisy:) Wasi 4-5-latkowie, którzy zaczęli gadać w tym wieku dali mi dużo nadziei:)

              Na razie pracujemy na bitach ze zdjęciami (piktogramy wymagają myślenia abstrakcyjnego, i
              są jeszcze za trudne dla nas). I oczywiscie nad zachowaniami komunikacyjnymi.

              Co do logopedy, to nie spotkałam jeszcze żadnego sensownego. Poza tym chyba u nas jeszcze za wcześnie na niego. Bo młody naśladuje bardzo słabo (dźwięków w ogóle), a nad komunikacją pracujemy i tak z terapeutami.

              My pracujemy metodą behawioralną i nagrody też są bardzo motywujące dla synka. Widzę duże efekty.

              Myśle o Tomatisie w wakacje. Wcześniej muszę powtórzyć badanie BERA, bo mamy podejrzenie neuropatii słuchowej, tylko przez te ciągle katary się nie udaje.

              Zastanawiam sie nad tą metoda krakowską, napiszecie mi coś więcej?
              • an_7 Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 16.02.12, 23:11
                Jeśli chodzi o metodę krakowską, zajrzyj na czasdzieci.pl/ odpowiedzi ekspertów - Jagoda Cieszyńska. Są tam linki do materiałów.
                Przypomniało mi się jeszcze odnośnie wcześniaków: jeśli dziecko było karmione sondą po urodzeniu i ma/miało obniżone napięcie mięśniowe, wiotką krtań - jest to dodatkowa przeszkoda w rozwoju mowy. Nam zwracano uwagę, by równocześnie z ćwiczeniami logopedycznymi dbać też o ogólny rozwój, poprawę małej motoryki, SI - korygowanie nadwrażliwości.
                • polaa27 Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 17.02.12, 18:32
                  Mamy ONM. Długo się rehabilitowaliśmy, teraz młody chodzi na SI i ćwiczenia ogólnorozwojowe. Dużo też spędzamy na placach zabaw. Ćwiczymy motorykę małą i mamy dużo masaży buzi, rączek, ciała, bo u nas do tego jest silny jadłowstręt, przewrażliwienie buzi, brak żucia i gryzienia.

                  O tej metodzie krakowskiej na pewno poczytam więcej, dzięki:)
                  • legenda3 Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 17.02.12, 23:52
                    Polaa, oczywiście, że jest nadzieja. Różnie bywa, dzieci zaczynają mówić w wieku kilku lub nawet kilkunastu lat (ekstremalne przypadki). Najważniejsze jest rozwijanie komunikacji alternatywnej i komunikacji w ogóle, metoda ma mniejsze znaczenie. Ja też słyszałam o metodzie krakowskiej, ale nie stosowałam. Terapeutki mojego syna na początku stosowały książeczki Cieszyńskiej "kocham czytać", dzięki czemu syn rzeczywiście szybko nauczył się czytać.
                    Ja bym do rozwoju mowy polecała zestaw "od obrazka do słowa"
                    allegro.pl/od-obrazka-do-slowa-gry-rozwijajace-mowe-dziecka-i2116210304.html
                    mój syn uczył się na tym i słów i czytania. Obrazki są bardzo realistyczne i jest ich kilkaset z różnych dziedzin, głównie rzeczowniki (od tego zaczyna się uczenie), ale też podstawowe czasowniki. U nas ten zestaw był w użyciu ok. 1,5 roku.
                  • ameliawaw Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 18.11.12, 01:50
                    Pola,
                    Napisz jak mały, czy coś się poprawiło.
                    Jak odwrażliwialiścię bużke ? Czy pokonaliście jadłowstręt ?
              • kenijka Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 20.02.12, 09:10
                Pola, my zaczynaliśmy od metody krakowskiej, te wszystkie słuchania sylab, połączone z czytaniem, i przy wszystkich kontrowersjach związanych z Cieszyńska i jej siostrą (Wianecka - manualne torowanie głosek - tego nie polecam!!!!!!) myślę że mój Stach rozgadał sie właśnie po stymulacji na bazie tych książeczek,
                nie odnosze się do innych wypowiedzi bo nie mam czasu czytać
                najpierw załapał czytanie sylab, powtarzal je a potem sie jakos rozgadał, miał 3 lata
                czego i Twojemu Małemu życze!
              • mywork Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 21.02.12, 13:39
                z mową to jest tak, że jest jakby ostatnim ogniwem w rozwoju. Jeśli wcześniej nie rozwinie się naśladownictwo to mowa nie ruszy. Tak więc najpierw ćwiczymy naśladownictwo - ruchów, dźwięków (głoski, potem sylaby i wyrażenia dźwiękonaśladowcze).
                Na tym etapie polecam CD i książeczki z Arsonu:
                - "Samogłoski i wykrzyknienia"
                - "Wyrażenia dźwiękonaśladowcze"
                Jak to będzie utrwalone do można przejść dalej do powtarzania sylab i potem rzeczowników. Wtedy można wprowadzić "Sylaby i rzeczowniki". Z czasem też inne części mowy.
                U mnie te nagrania pomogły super. Jeszcze do tego takie nagrania dźwięków otoczenia + obrazki do pokazywania:
                www.eduksiegarnia.pl/swiat-dzwiekow-zestaw-cwiczenia-percepcji-sluchowej-rozwijania-koncentracji-plyta-p-5162.html
                To wszystko wałkowaliśmy ponad pół roku, nawet chyba tak z 9-10 miesięcy. Do tego terapia SI i mowa zaczęła powoli ruszać. No i niestety trzeba pracować w domu codziennie żeby były efekty.
    • backwoodsman Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 18.02.12, 11:41
      Polaa powiem ci tak: uważam, ze stwierdzenie jednej z dziewczyn, że nadzieja jest matką głupich jest bezsensowne. Przeciwnie, nadzieja to matka tych, którzy nie boją się rzucać myśli w daleką przyszłość. Ale nie na nadziei sie będe skupiał, choć dla mnie jest bardzo ważnym czynnikiem. Ona (nadzieja) dawała nam siłę do pracy nad synem, która to praca, co ja mówię, harówa tak pięknie zaowocowala. Mój syn czytał w wieku trzech lat (sam się nauczył), co nie eliminowalo problemów z komunikacją. Komunikacji werbalnej nie było, bo syn nie mówił. Co nie znaczy, że nie umiał. Pisane przeze mnie wyrazy bezbłędnie odczytywał, ale nie komunikował się werbalnie jakby z wyboru, co bardzo nas przygniatało psychicznie (nas - czyli żonę i mnie). trwało to bardzo długo. Potrafił zasygnalizować swoje potrzeby w niewerbalny sposób, prowadząc za rękę i wskazując różne swoje potrzeby wydając przy tym nieartykułowane dźwięki. W wieku okolo poęciu lat zaczął mówić zwracając sie do nas najpierw pojedyncze słowa i po 2-3 miesiącach jakby runęła jakaś tama w jego umyśle, zaczął mówić pelnymi zdaniami, zasypując nas długimi wypowiedziami, gadał jak nakręcony, nie zwracając zupełnie uwagi czy ktoś go słucha i poświęca mu swoją uwagę czy nie. I nie miało dla nas znaczenia, że wszystko co mówił miało głównie związek z jego fiksacjami. Ważne było, że mówił. Odtąd poszedł z mową jak burza. Potrafił się komunikować. Dodam skromnie, że nie będę się wypowiadał na temat górowania takiej czy innej metody nad innymi. W tamtym okresie nikt o tych metodach nie slyszał w kraju. Pod tym względem podpisuję się obydwoma rękami pod tym co pisze Tijgertje. Ona ma rację. I polaa - nie trać nadziei ;-)
      • mruwa9 Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 18.02.12, 14:06
        to do mnie bylo ;-)
        A co by bylo, gdyby syn mimo wszystko nie zaczal mowic?
        nasze dzieci sa wielka zagadka, wielka niewiadoma, rozwijaja sie wedlug wlasnego, indywidualnego rytmu, roznego od tak zwanych norm rozwojowych, wiec tak naprawde nigdy nie wiemy, jak daleko w swym rozwoju dotra. Moze do osiagniecia calkowitej samodzielnosci spolecznej, rozwina mowe, zdobeda wyksztalcenie , zaloza rodzine, a moze nigdy nie wyrosna z pieluch?
        Dobrze jest, jesli taka nadzieja jest motorem do dzialania, ale przyklad tego forum pokazuje, jak czesto jest zrodlem frustracji, dolow psychicznych, ze mimo poswiecenia, ofiarowania swojego, rodzicielskiego zycia (osobistego, zawodowego) sukcesy sa tak bardzo niewspolmierne do wlozonego wysilku. I zamiast sukcesu mamy frustracje, depresje, zniechecenie i zlosc na wlasne, Bogu ducha winne, dziecko.
        Dlatego caly czas powtarzam, ze warto cieszyc sie tym, co sie ma, poniekad zyc z dnia na dzien i doceniac kazdy minimalny, malutki sukces, zamiast plakac za byc moze nieosiagalnym.
        • backwoodsman Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 18.02.12, 20:40
          no właśnie mruwo, piszesz: "...nasze dzieci sa wielka zagadka, wielka niewiadoma, rozwijaja sie wedlug wlasnego, indywidualnego rytmu,..." i dlatego stwierdzenie, że nadzieja jest matka głupich działa w obie strony. Ja nie daję gwarancji, że dziecko zacznie mówić, nikt rozsądny jej nie da. Ja mówię nie trać nadziei, że przyjdzie taki dzień, a to co innego.
          Piszesz mruwo:" jesli taka nadzieja jest motorem do dzialania, ale przyklad tego f
          > orum pokazuje, jak czesto jest zrodlem frustracji, dolow psychicznych, ze mimo
          > poswiecenia, ofiarowania swojego, rodzicielskiego zycia (osobistego, zawodoweg
          > o) sukcesy sa tak bardzo niewspolmierne do wlozonego wysilku."
          Nikt rozsądny nie będzie oczekiwał, że poświęcenie, czy wręcz ofiarowanie życia zagwarantuje osiągnięcie celu i to nie nadzieja, jest przyczyną frustracji i dołów psychicznych. Nie nadzieja powtarzam, tylko roz-cza-ro-wa-nie. Nadzieja umiera ostatnia, a jej brak zniechęca do jakiegokolwiek dzialania :-)
    • krawczykasia Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 20.02.12, 12:31
      polaa27
      napisze Ci jak było u nas. Mój Kuba ma uszkodzenie mózgu na skutek cytomegalii wrodzonej. najpierw walka o życie, a potem... rok względnego spokoju, rozwoju książkowego itp. Jak zaczął dobrze chodzić, to zaczęła mu zanikać mowa, ale ja to złozyłam na karb nabywania nowych umiejętności. Nie będę się rozpisywać, w skrócie napisze, że autyzmu nie ma, ale ma zachowania autystyczne na skutek braku rozwoju mowy. Od 2 roku życia terapia i wtedy ani jednego dźwięku, poza płaczem, który tez był bardzo rzadko ( synusiowi wszystko "zwisało", było mu dobrze). Nastąpił bark kontaktu, brak zabawy, brak rozumienia mowy itp. Regres nastąpił ewidentnie, ale i przed tym rozwój nie był jakiś powalający. Ale nie o tym. No i zaczęliśmy się "terapiować" we wszystkich sferach, dziecko odmawiało jak mogło współpracy ( płacz, olewka, zawieszki itp ) i wtedy jak zapytałam logopedki czy mogę mieć nadzieję, że Kuba będzie mówić, powiedziała -"mowa jest na końcu". Teraz doskonale rozumiem o co jej chodziło. Najpierw dziecko ma zrozumieć i chcieć się komunikować. Mnie zależało na tym, żeby MÓWIŁ, teraz widzę różnicę miedzy mową a komunikacją. Mój się nie komunikował. Chodził jak błędny po domu i nic od nikogo nie chciał. No i ktoś mi wtedy doradził ( teraz ja to radzę każdemu ), żeby zacząć dawać dziecku wybór. To jest ogromnie ważne. Jak to usłyszałam to popukałam się w głowę. Komu dać wybór? 2,5 latkowi, który nie kuma co do niego rozmawiam? Ale się udało!!!! Dostawał deserki ze słoiczków. Stawiałam dwa i miał pokazać który chce. Nie kumał, ale ja używałam BARDZO krótkich wypowiedzi. Po jakimś czasie załapał, że ma na coś wpływ. Nie wiem czy to rozumiał, ale to był krok milowy. Potem musiał powiedzieć "da" jak chciał. No i tu była ewidentna tresura. Powiesz "da" to dostaniesz. Wił się, ryczał, krzyczał i... tez załapał. Jak jest w przypadku autyzmu, gdy dziecko nie czuje potrzeby komunikacji - nie wiem dokładnie, choć przez pierwsze lata terapii Kuba był wielokrotnie diagnozowany pod kątem autyzmu. On akurat miał tę potrzebę, ale nie umiał, nie mógł. Płakałam jak w wieku niecałych 3 lat pokazała na okno i powiedział "ła ła ła" ( pies na dworze szczekał ). Chodził potem i też z jego ust płynęły nic nie znaczące sylaby: mamamama, tatatata, itp. Nic nie znaczyły. Jak chciałam, żeby powtarzał to nie chciał. A jak powtórzył - to całkiem co innego - artykulacja i czucie w buzi tragiczne. Zaczęliśmy od prostej zabawy, w której miał powtarzać samogłoski. Tylko. No i powtarzał, ale wtedy gdy chciał. Bardzo ciężki jest ten mój Syn w obróbce. kilka lat trwało, żeby nauczył się pracować z terapeutami. Mój mąż trochę Cieszyńską z nim robił, właściwie same samogłoski tak porządnie. Bunt, płacz, żadnej radości z pracy z tatą. I zero postępów... Tak nam się wydawało, a jednak mowa zaczęła się pojawiać w ślad za zrozumieniem pewnych sytuacji. Np. zaczął mnie kojarzyć, że MAMA - to pojawiło się słowo. Zaczął kojarzyć Babcię - to była baba. Ta mowa zawsze miała sens. I tak powolutku się rozwijała. Moje dziecię ma teraz 7,5 roku. Mowy używa do komunikacji jak najbardziej, ale ze względu na UU w st. lekkim/umiarkowanym - nie potrafi jej w pełni wykorzystać. No i cały czas praca na artykulacją. Młody ma ONM i motorykę tez do bani. Wszystko ma do bani, ale pracujemy i mam super sposób na samomotywowanie się. Efektów spektakularnych nie ma, ale jak mam doła to wracam myślami do lat poprzednich, gdy się cieszyłam, że zrobił kupę w majtki i mi powiedział "kupa". Cztery litery, ale jak ważne! Większość forumowych Dzieci jest w normie intelektualnej, sa samodzielne, czytają itp. Ich rodzice maja inne oczekiwania niż ja, mając syna, który miał nie żyć. Mój nawet skarpet nie umie założyć, ale za to wstając od stołu zawsze mówi: "dziękuje bardzo, już nie chcę jeść". Dialogów skomplikowanych nie prowadzimy, bo jest na etapie rozwoju 2-3 latka, ale komunikacja jest.
      Jeśli mogę doradzić to na ile to możliwe, spróbuj mu pokazać jak ważne jest SPRAWSTWO. Zakładam, że 3,5 latek nie pójdzie sam sobie zrobić picia czy kupić cukierka. Na pewno tego CHCE. Niech pokaże palcem którego cukierka chce. Który Kubek z piciem. Którą kanapkę. Ja próbowałam też ze skarpetami, bluzkami itp. Nie udawało się, bo Kuba miał to w nosie, ale jeść i pić musiał :):):). SPRAWSTWO jest bardzo ważne. To na koniec napiszę jaki był minus tego SPRAWSTWA. Tak bardzo chcieliśmy, żeby nam wyrażał swoje potrzeby ( te najprostsze oczywiście ), że razem z mężem byliśmy jak takie wielkie USZY, nastawione tylko na wyłapywanie sygnałów od Kuby. No bo przecież, coś powie, ja nie usłyszę, no to stwierdzi, że nie warto gadać, bo nikt nie słucha i nie ma tego SPRAWSTWA. W ten sposób przekonał się, że "WARTO Rozmawiać". a teraz mamy takiego NAMOLNEGO faceta, który wymaga całej uwagi. No i powoli, bardzo ostrożnie zaczynamy "wychowywać", zdając sobie sprawę, że przy tym morderczym wsłuchiwaniu się w Niego - zaniedbaliśmy konsekwentne działania wobec jego osoby.

      Nie proś synka o powtarzanie wyrazów. On nawet nie wie jak usta i język do tego złozyć. Bawcie, łaskoczcie i wtedy patrząc na niego mów "OOOOO", "AAAAAAAAAA" itp. Nawet niech na twoje "O" zaśpiewa Ci "U" czy "E" to będzie sukces - powtórzy!!!!. Mój też nie miał kontroli nad tym co "wylatało" z jego ust. Teraz jeszcze bardzo śmiesznie powtarza, ale jest to już podobne do oryginału :):):). Jak mnie ktoś pytał o echolalię to się smiałam: "jaka echolalia, jak on nie potrafi celowo nic powtórzyć" a badanie słuchu idealne ( ABR - ze względu na cytomegalie, co roku kontrolna otoemisja ). I co zadziwiające - piosenki nucił bardzo ładnie ( bez słów) , słuch ma idealny i wystarczy że usłyszy ze trzy razy, a juz cał apiosenkę pięknie zanuci, z zachowaniem rytmu, intonacji itp.
      A właśnie - intonacja. Kiedyś w SYNAPSIS mi powiedziano, że on będzie mówił mechanicznie. Bo tak kiedyś mówił. Teraz jest pełen spontan, intonacja, ton żałosny, ton płaczliwy, ton radosny. Tak jak trzeba.
      Głowa do góry, zmuś do patrzenia co pokazujesz palcem i zmuś do wyboru, ale pamiętaj - KRÓTKIE, wyraźne polecenia.

      Uff, ale nabajdurzyłam...pozdrawiam
      • polaa27 Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 20.02.12, 20:47
        Krawczykkasia, dzięki za tak długi post z ciekawymi wskazówkami:) Z tymi wyborami próbujemy, z uświadamianiem, ze ma pokazywać (na razie o dzwiękach nie mówię) co chce, też pracujemy od dawna. Rzeczywiscie najłatwiej poszłoby na jedzeniu, ale u nas akurat młody po kilku operacjach gastrologicznych, refluksie, z bardzo silnym jadłowstrętem:( Nie czuje głodu, ani pragnienia, a jak widzi jedzenie to ucieka (i tak dobrze, bo kiedyś zmuszał sie do wymiotów na sam widok jedzenia). Preferencji smakowych tez nie obserwuję wiec akurat jedzenie odpada.

        Jest oczywiscie pare rzeczy, które uwielbia (wszystkie zabawy ruchowe typu podrzucanie, karuzele, etc. bajki w tv) tylko właśnie jest ten problem co u Was. Że jak nie podejmę zabawy po jednym, dwóch pociągnięciach za rękę z jego strony to on rezygnuje i idzie zająć się czymś innym. Próbujemy cały czas coraz wiecej wymagać, dużym sukcesem było sprawienie, ze zaczął coraz częściej nawiązywać kontakt wzrokowy z osobą, z którą chce się bawić i to inicjuje. Tylko tu było to ćwiczone za pomocą forteli (np. podnoszenie rak, które ciągnął do twarzy, oczu, tak, zeby spojrzał), aż wreszcie stało sie spontaniczne. A z mową, dźwiękami chyba tak "manualnie" sie nie da:( Prubujemy z takimi dźwiękami prostymi, sylabami, samogłoskami, które mu sie podobają dźwiękowo, może tak zaskoczy powtarzanie?

        Powiedz mi jeszcze proszę, jak u was było z mową bierną? czy jak ona ruszyła to wtedy zaczął więcej gadać? U nas właśnie z rozumieniem mowy jest słabo:/
        • mywork Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 21.02.12, 14:14
          no u nas to samo było, już wyżej napisałam co pomogło. Ale bądź spokojna, im więcej będzie znał słów tym rozumienie będzie co raz lepsze. Mój syn nie kumał dosłownie nic, a teraz ma 3,5 roku i rozumienie na poziomie 2-2,5 latka i cały czas się poprawia. Tak więc spokojnie, wszystko ruszy ale to jest proces powolny i najpierw muszą inne sprawy się poprawić żeby inne mogły się odblokować.
          Jeszcze mi się przypomniało, że u nas pomogły też sporo bajki edukacyjne takie dla maluszków "Patric i przyjaciele" (trzeba kupić DVD bo nie było chyba w TV) oraz seria "Ucz się z rodzicami". One są niezwykle proste ale przez to łatwiej przyswajalne przez dzieci z zaburzeniami.
          Generalnie na początek jeśli dziecko coś ma oglądać w TV to tylko takie na prawdę proste bajeczki, nawet bez słów, z prostą treścią, prostą mową bohaterów (np. kot Filemon). Fajne też są jakieś nagrania filmów gdzie dzieci śpiewają i coś pokazują. Dziecko będzie naśladowało przed telewizorem i ćwiczyło tym samym naśladownictwo (na początku możemy np. złapać za jego rączki i razem pokazywać).
          Pozostałych programów w tv nie polecam, generalnie najlepiej jest zupełnie wyłączyć telewizję i tylko puszczać np. raz dziennie te wybrane filmiki czy piosenki. Przez pozostały czas starajmy się dziecka nie bodźcować zbytnim hałasem (typu grające całe dzień radio czy tv) bo to tylko pobudza i przeszkadza w odbiorze naszej mowy.
          Ja też polecam takie zabawy z wymuszaniem reakcji na dziecku, jeśli macie kłopoty z jedzeniem to można ćwiczyć na zabawkach. Ważne że dziecko jest nagradzane za jakąkolwiek próbę kontaktu. Jeśli dziecko nie chce pokazać to bierzemy jego paluszek i pokazujemy jakby za niego i tak przez kilka dni a potem zachęcamy żeby już samo próbowało. Małymi kroczkami.
          Z moich obserwacji z moim synkiem doszłam do wniosku, że dzieciom z kłopotami w rozumieniu mowy trzeba dużo pokazywać na sobie ("zrób tak jak ja") lub na obrazkach, piktogramach, gestach ograniczając tym samą naszą mowę do prostych zdań. Odkąd tak zaczęłam pracować z synem duuuuużo lepiej się dogadujemy i mamy dużo mniej ataków złości i frustracji. No i słownictwo stopniowo się wzbogaca bo teraz sam już te proste zdania składa. W przypadku dzieci z zaburzonym rozumieniem polecana przez logopedów metoda "zalewania mową" jest jak strzał kulą w płot. Tu trzeba inaczej, prościej, powoli żeby dziecko miało szansę nas zrozumieć.
          Znam też jedną dziewczynkę uczoną gestów MEKATONU, to taka uproszczona wersja języka migowego, świetnie się rodzice z dzieckiem komunikują tak - mówią i jednocześnie wspomagają to odpowiednim gestem. Mała odpowiada podobnie (jej mowa jest niewyraźna) i jest pełna komunikacja. Ale żeby to wszystko zadziałało dziecko musi najpierw chcieć się komunikować i zrozumieć, że warto się komunikować. Tak więc należy nagradzać każdą formę komunikacji ze strony dziecka. Mój syn np. zamęczał nas na początku słowem "pić". I my reagowaliśmy na każde takie jego powiedzenie natychmiast, lecieliśmy po szklankę z wodą nawet 40 razy dziennie. Młody skumał, że my kumamy i się zaczął rozkręcać i pokazywać np. że nie chce tym razem wody tylko soku, itd. Najpierw odpowiadaliśmy jakby za niego "o, nie chcesz wody? chcesz sok" aż w końcu zaczął klecić "pić woda" "pić sok". Tak to niestety wygląda, ciężka robota ale efekty będą, na pewno.
          • krawczykasia Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 22.02.12, 10:05
            odpowiadając na Twoje pytanie - mowa bierna u Kuby zawsze znacznie przewyższała mowę czynną. Czyli nie mieliśmy sałatek słownych o niczym. Tak jak pisałam wcześniej - w mowie pojawiało się odbicie tego co zakiełkowało wcześniej w głowie. W wieku 2 lat - rozumienie mowy =0. patrzył na nas jak na kosmitów. Dopiero jak zaczął powoli "kumać", po jakimś czasie pojawiały się zalążki mowy. I tak jest do dziś. Zna wiele słów, rozumienie mowy jest duzo lepsze, ale nowe słowa są wypowiadane dopiero jak je rozumie, np. w sobotę przychodzi do mnie i mówi" Gdzie jest płyta X? Nie ma. zginęła.". Zwracam uwagę na słowo "zginęła". Pierwszy raz go użył, bo wiedział jaki kontekst.
            I tak to wygląda.
            • elach76 Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 22.07.12, 20:37
              i jak z mowa u Waszych pociech? u nas 4,5 latka i jakies pojedyncze wyrazy typu mama,tata,daj....:(((
              • polaa27 Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 22.07.12, 23:07
                U nas niestety dalej nic, a za chwilę młody skończy 4 latka. Z dobrych rzeczy to zaczął więcej gadać po chińsku. tzn. prawie non stop coś sobie wokalizuje, podśpiewuje, sylabizuje, zmienia intonacje, "gada" do siebie w lustrze i gestykuluje. Ale nadal nie powtarza i nie używa głosu komunikacyjnie.
                • tosia2012 Re: Mowa - czy można mieć jeszcze nadzieję? 23.07.12, 11:03
                  Pola spróbuj Manualnego Torowania Głosek. Jest to częśc MEtody Krakowskiej, mozna wykonywać samo, ale zaleca sie zeby bylo wykonywane razem z terapią.

                  Dziecku ustawia sie buzie tak aby mówilo. Poczytaj w necie. Nam pomoglo bardzo.
                  • komi1911 do tosi2012 23.07.12, 17:59
                    a moglabys skoro wykonywalas owa metode powiedziec jak to sie robi?
                    • elach76 Re: do tosi2012 23.07.12, 20:28
                      Dziewczyny,uwazajcie zeby za bardzo nie wymuszac mowy od waszych pociech,bo znam przypadki,ze wymuszanie zaszkodzilo!!!dzieci te co prawda mowia,ale nie na temat ,od rzeczy (potrafia powiedziec wszystko,ale nie sluzy jezyk komunikacji)
                      Dzieci ,ktore odblokowaly sie poprzez jakies bodzce np.czasem zwykly wyjazd nad morze,maja checi do komunikowania i zaczynaja mowic wolno,ale na temat...
                      • mikkoevi Re: do tosi2012 23.07.12, 20:46
                        Czy w temacie czy nie to już raczej kwestia samego zaburzenia niż impulsu jaki spowodował inicjację mowy.
                        Jeżeli dzieciak ma tylko proste opóźnienie mowy to jak zaczyna mówić to na temat. Przy cechach autystycznych to różnie bywa.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja