annw5
22.02.12, 15:21
Witam serdecznie,
chciałam się z Wami - bardziej doświadczonymi rodzicami dzieci z ZA - czymś podzielić.
Kamil chodzi obecnie do 3 grupy do masowego przedszkola. Nie lubi tam chodzić, po przerwie, chorobie jest dramat. Generalnie nie lubi hałasu jaki tam panuje, wraca bardzo pobudzony. Staram się od września posłać go do integracyjnej placówki. Ale do sedna...
Chodzi mi o to, że od momentu, czyli od ok. połowy drugiej grupy Kamila przedszkole ma od nas diagnozę (zaraz po tym jak ją my otrzymaliśmy). Od tamtego czasu czujemy się zwyczajnie szykanowani. Za każdym razem jak Kamil zniszczy jakaś zabawkę - dostajemy ją do domu żeby naprawiać... jak połamie kredki każą nam odkupić, w ogódku swego czasu powyrywał świeżo posadzone roślinki kazali nam pokryć koszty, ostatecznie skończyło się na tym, że ja je musiałam posadzic na nowo. Przy każdym wyjściu z przedszkola (muzeum itp.) czy przedstawieniach w przedszkolu (dla innych przedszkoli) jest wzywana nasza niania do pilnowania go... długo można by wymieniać. Poproszono mnie o załatwienie osoby do wspomagania, nie udało mi się znaleźć wolontariusza. Przedszkole nie robi nic żeby załatwić kogoś do pomocy, a wydaje mi się że powinni.
Z tego co słyszałam, to po tym jak daliśmy diagnozę przedszkole dostaje chyba jakieś fundusze na nasze dziecko??? Czy to jest prawdą?
Płacimy normalnie za przedszkole, również radę rodziców w nie najniższej kwocie (na zakup kredek itp rzeczy), płacimy równolegle nianię i przedszkole, wówczas jak jest potrzebna... I czujemy się zwyczajnie wykorzystywani!!! Cokolwiek byśmy zrobili, ciągle jest to za mało.
Błagam poradzcie co zrobić, bo do czerwca jakoś musimy to wszystko przetrwać. Z góry dziękuję.