zamykam się w sobie :-(

03.03.12, 16:02
Dziś rano wyszłam z małym na spacer, nie chciał usiąść do wózka, potem wrzeszczał jeszcze z 15 minut. Nie wiem o co mu chodziło. Bez wózka iść z nim na spacer to koszmar, idzie sam, nie da się wziąć za rękę, drze się, najpierw chce iść w lewo jak w końcu ulegam, to chce iść w prawo, aż boję się pomyśleć, co będzie jak wyrośnie z wózka. Ludzie się oglądają, myślą co za wyrodna matka. Potem koleżanka proponuje spacer - ma córkę w wieku mojego syna. Boję się wyjść, wiem, co będzie - darcie się, płacz, moje nerwy i szybki powrót do domu. Boję się nadchodzącej wiosny, kiedy to dzieciaki bawią się ładnie na placu zabaw, a mój syn boi się huśtawek, dzieci, bije innych... To powoduje, że unikam spotkań towarzyskich, staję się zamkniętą w sobie, najchętniej przesiedziałabym cały dzień w domu, a jak sąsiadka zaprasza mnie na kawę, to odmawiam. Nie mam siły i ochoty tłumaczyć wszystkim, że mój syn jest inny. Jak Wy sobie z tym radzicie???
    • aga_sama Re: zamykam się w sobie :-( 03.03.12, 17:12
      Aniu, napisz skąd jesteś?
      Czy jest szansa na jakąś pomoc psychologiczną dla Ciebie?

      Każdy sobie radzi jak może i potrafi. Najważniejsze to znaleźć w sobie przekonanie, że jestem nie tylko matką tego szalonego dzieciaka. Jestem człowiekiem, kobietą, osobną istotą
      • rohatyna Re: zamykam się w sobie :-( 03.03.12, 17:27
        Pierwsza rzecz- nigdy nie obwiniaj się za taką sytuację !To nie Twoja wina , że masz TAKIE dziecko , a i nie wina DZIECKA , że jest TAKIE.
        Poczucie winy - to najgorszy możliwy doradca i nic pozytywnego nie można na tym zbudować.
        Zabierz do piaskownicy jakieś zabawki - baw się z Nim - i czuwaj nad rozwojem sytuacji.
        Nie przepraszaj nikogo za dziecko i Jego zachowania- raczej obracaj je w żart. Przy odpowiedniej terapii takie zachowania będą dużo rzadsze i mniej nasilone. Dziecko musi mieć mieć kontakt z rówieśnikami - inaczej nigdy nie nauczy się funkcjonowania w społeczeństwie.
        Ty też nie jesteś tak bogata jak Rockefeller a pewnie i nie tak piękna jak Claudia Schiffer , ani nie tak inteligentna jak Einstein - a mimo to dajesz radę -:)
        Nikt nie jest doskonały - Twoje dziecko - też nie! I ten fakt należy zaakceptować . Jakimś głosami głupich bab nie przejmować się - robić swoje - byle dziecko szlo do przodu!
        Trzymaj się ciepło ! Ja ten etap mam za sobą - co nie znaczy , że nie borykam się z jeszcze wiekszymi trudnościami - swoimi deprechami i zawirowaniami Młodego. Jest ciężko - ale dajemy jakos radę ! Czego i Tobie zyczę .
      • aniasamosia Re: zamykam się w sobie :-( 03.03.12, 18:22
        Jestem spod W-wy. Hm, z pewnością pomoc psychologiczna by się przydała, póki co, mam przyjaciółkę, która wspiera mnie nieustannie. Mam nadzieję, że z czasem przyjdzie mi łatwiej pokonywać te trudności.
    • mama_gromadki Re: zamykam się w sobie :-( 03.03.12, 17:36
      Jak ja Cię rozumiem. Miałam/mam tak samo. Mała ma już prawie cztery lata. Do wózka wsiada chętnie ale czasem też woli sama i mam tak jak Ty. Mam dokładnie te same obawy.

      No i niestety nie radzę z tym sobie.

      Fajnie by było gdyby dla naszych dzieci istniał ten inny ich świat w formie miasteczka i wszyscy byśmy sobie razem zamieszkali.
      • kartedor Re: zamykam się w sobie :-( 03.03.12, 17:48
        a ja jestem teraz za tym aby jak najwięcej osób z otoczenia dowiedziało się o problemie syna. Nie mam zamiaru na placu zabaw wyjasniac histerii dziecka buntem 2latka.Tez zamykam sie w sobie i tez pewnie bede unikać spotkan z rodzicami rowiesników dziecka.Ale wolę grać w otwarte karty niż by ludzie snuli domysły,że sobie nie radzę ze zdrowym ale niegrzecznym bachorem.
    • an_7 Re: zamykam się w sobie :-( 03.03.12, 21:09
      U nas bardzo pomogła terapia - psycholog, pedagog, SI. Synek się wyciszył, jest bardziej skłonny do kompromisów. Ale zdarza mu się usiąść na ziemi, albo odmówić powrotu ze spaceru. Jednak zdecydowanie rzadziej niż wcześniej.
      Jeśli przyjrzeć się dzieciom na placu zabaw, wcale nie są takie grzeczne i idealne.
    • nefret_ete Re: zamykam się w sobie :-( 03.03.12, 21:12
      Ja pakuję, przeważnie sama 2óch do wózka, obaj się drą przeważnie. Skupiam się na tym żeby szybko ubrać, z całej siły przytrzymuję żeby ubrać i wyjść jak najszybciej +się nie darli. Nie myślę o tym czy ktoś na mnie patrzy. Bardzo mnie męczy wrzask, czasem na czas ubierania wkładam stopery do uszu- super rozwiązanie dla mnie.
      Moje dzieci na placu zabaw nie biły innych , nie wyrywały zabawek, raczej obserwowały. Ale też nie było łatwo, bo nie widziały niebezpieczeństw i trzeba mieć oczy dookoła głowy. Jak się zaczyna bieganina i darcie to (na siłę) do wózka i do domu.
      Acha- mój starszy się darł jak opętany przy wyjściu na dwór bo jak się potem okazało - ma nadwrażliwość na słońce- kupiłam mu okulary słoneczne i jest spokój.
      Nie siedź w domu bo oszalejesz.
      Ja powiedziałam koleżankom, że mały jest chory i histeria to norma i pytałam czy chcą z nami iść , szły chętnie. Poza tym zdrowe dzieci często zachowuja się gorzej i nikt im nie zwraca uwagi.
    • gorawka Re: zamykam się w sobie :-( 03.03.12, 21:51
      Aniu, przede wszystkim wiedz, że nie jesteś sama. Teraz z wyjściami na dwór jest mi już o wiele łatwiej (mały ma 5 lat, więc szarpiemy się z innymi problemami), ale doskonale pamiętam jak nienawidziłam wiosny. Też miałam syndrom ucieczki. Mój synek nie był agresywny wobec dzieciaków, za to ich w ogóle nie widział, nie ciągnęło go do żadnych urządzeń na placyku, za to najchętniej stałby godzinę przy furtce i otwierał ją i zamykał. Potem zaczęły się histerie w momencie opuszczania placyku, wrzask, nerwowe bieganie od sprzętu do sprzętu i dotykanie po wielokroć, zbieranie kamyków, patyków, liści, wpychanie do kieszeni. Nauczyłam się uprzedzać go , że jeszcze zrobimy to, to i to i wychodzimy z placyku. Zresztą do dzisiaj mam gulę w gardle, bo nie jestem na 100 % pewna, czy coś nie spowoduje, że zacznie wrzeszczeć przy opuszczaniu takiego miejsca. Jeden z moich pierwszych wpisów na tym forum brzmiał: dlaczego nie spotykam Was na placykach zabaw? Też miałam marzenie, żeby odciąć się od "normalnych", bo ta ich normalność strasznie mnie raniła. No ale wiesz, ponoć z naszymi trzeba właśnie do ludzi... do zdrowych rówieśników. Ja akurat nie wierzę, że moje dziecko nawiąże relacje ze zdrowymi na placykach zabaw, ale chociaż może poobserwuje, czegoś się nauczy. Strasznie się rozpisałam, ale doskonale wiem, co czujesz. Jedni są silniejsi psychicznie i nic sobie nie robią z gapiów, inni są słabsi. Ja tam bohaterem też nie jestem;) Jak mi mały kiedyś urządził na chodniku scenę z wrzaskiem, kopaniem, wyrywaniem się (chciał wbiec na ulicę) i waleniem mnie gdzie popadnie, to zwalniali przy nas ludzie jadący samochodami, żeby popatrzeć. Myślałam że umrę z wyczerpania (również fizycznego, żeby go utrzymać), rozpaczy, niemocy i wstydu -jestem tylko człowiekiem. Trzymaj się.
      • nefret_ete Re: zamykam się w sobie :-( 03.03.12, 22:04
        "Myślałam że u
        > mrę z wyczerpania (również fizycznego, żeby go utrzymać), rozpaczy, niemocy i w
        > stydu -jestem tylko człowiekiem."

        A czy sądzicie, że Ci "gapie" poradzili by sobie z takim zachowaniem jak my sobie radzimy na co dzień? Doceńcie siebie dziewczyny!
        Ja też mam ogromny problem z wysiłkiem fizycznym, sama jestem mała i szczupła, mam wrażenie, ze moje dzieci są silniejsze ode mnie. I z tym zmęczeniem fizycznym na razie sobie nie radzę.
        Aniu , tak jak pisała Gorawka, nie jesteś sama.
        • gorawka Re: zamykam się w sobie :-( 03.03.12, 22:48
          No nie poradziliby sobie na pewno, ale to mnie właśnie doprowadzało do czarnej rozpaczy. Autentycznie potrzebowałam wtedy czyjejś być może nawet fizycznej pomocy. W pewnym momencie synek wyrwał mi się jednak i galopem pobiegł w stronę ulicy, ja wydarłam się jak szalona do jakiegoś faceta w oddali (który był bliżej tej ulicy niż ja): "niech pan go łapie", a facet NIC. Chyba nigdy w życiu tak szybko nie biegłam jak wtedy. A cała histeria wzięła się stąd, że przechodziliśmy z rowerkiem przez pasy (mały strasznie się ociągał), nagle światło zaczęło migać i wiedziałam, że zaraz zmieni się na czerwone. Poprosiłam synka, żeby przyspieszył. Ponieważ nie posłuchał, a już było czerwone, to po prostu wzięłam go pod jedną pachę, rower pod drugą i przebiegłam na drugą stronę. No i wtedy właśnie on postanowił wrócić i przejść jeszcze raz przez te pasy, tylko już szybciej, tak jak go pierwotnie prosiłam, tyle że nie zważał czy jadą właśnie samochody czy nie... Zapamiętałam z tej sytuacji zwłaszcza instruktora prawa jazdy, który jak samochód zwalniał przy nas, to on aż odkręcił szybę, żeby lepiej widzieć "akcję" i miał bardzo uradowaną minę. I już "słyszałam" jak zapewne mówi do kursanta: "no, ale mamuśka rozpuściła bachora, superniania by się przydała". Bo takie są najczęściej obserwacje ludzi.
          No, to i ja przy okazji posta Ani zrobiłam sobie posiedzenie na kozetce psychoanalityka;) Grunt to trzymać się razem.
    • ez-aw Re: zamykam się w sobie :-( 03.03.12, 23:35
      Pamiętam te czasy wycia i kładzenia się na chodniku, bo on chce iść tam, a ja gdzie indziej.
      Stwierdziłam wtedy, że szarpanie się z nim kosztuje mnie za dużo zdrowia (co prawda jestem duża, ale po operacji kręgosłupa i nie mogę tak się szarpać). Więc on leżał w zimę na chodniku i wył, a ja spokojnie kucnęłam obok. Ktoś coś skomentował, odpowiedziałam: moje dziecko jest chore. Koniec tematu. I tak sobie trwaliśmy przez chwilę aż młody przestał wyć. Wtedy spokojnym głosem zapytałam: wygodnie tal leżeć? Miękko Ci synku? Ja bym wolała poduszkę i kocyk. Ale to jest w domku. Pójdziemy do domku?
      Syn zgłupiał i dał się zaprowadzić. Jeszcze kilka razy próbował w ten sposób wymuszać na mnie jakąś drogę czy inną rzecz jaką chciał (miałam takie akcje w sklepach). Zawsze ta sama reakcja: wygodnie Ci? może poleżę obok Ciebie? Do syna dotarło, że nic tym nie wskóra.
      Inna sprawa, że były dni weekendowe, kiedy mieliśmy czas pozwalałam jemu wybierać drogę, a ja pilnowałam tylko by było bezpiecznie.
      Piszesz o wyrywaniu się dziecka. Jak tylko mi się wyrywał, nie był trzymany za dłoń, tylko za nadgarstek. I rękę podnosiłam mu dość wysoko. Wtedy nie miał szansy na wyrwanie się. Zasada była prosta: idziesz grzecznie za rękę (dłoń w dłoni), jest dobrze. Tylko zaczynał kombinować i wyrywać się (szczególnie na środku przejścia przez ulicę), natychmiast była pozycja trzymania za nadgarstek. Pozycja dla niego mało komfortowa, bo łatwo mi było go wtedy pociągnąć bez wielkiego wysiłku. Wierz mi, że po paru krokach w ten sposób dalej szedł grzecznie za rękę.
      I waliło mnie co pomyślą o mnie inni ludzie. Ważne by syn był bezpieczny.

      Na placach zabaw było różnie. Też potrafił uderzyć. Wtedy zabierałam mu tą zabawkę na którą właśnie miał ochotę. Było wycie i płac, moja odpowiedź - byłeś niegrzeczny, uderzyłeś, tej zabawki nie dostaniesz. Inne proszę bardzo, ale tej konkretnej nie.
      Poprawiło się to dopiero gdy zaczęliśmy terapię. Terapia i przedszkole integracyjne sprawiły, że przestał być agresywny. Jeszcze we wrześniu i październiku bywał agresywny. Razem z psycholog z przedszkola ustaliłyśmy co robić i trzymaliśmy się tego. Od listopada czy połowy października to się zmieniło. Czasem jest sytuacja, że w ferworze zabawy ktoś upadnie (syn jest duży i silny, jeśli przypadkowo wpadnie na dziecko to ono często upada). Ale nie jest to celowe robienie krzywdy i inni rodzice nie robią z tego problemu. Oczywiście uczę go by był delikatny.
      • pinkdot Re: zamykam się w sobie :-( 04.03.12, 08:13
        Pamiętam te czasy wycia i kładzenia się na chodniku, bo on chce iść tam, a ja g
        > dzie indziej.
        > Stwierdziłam wtedy, że szarpanie się z nim kosztuje mnie za dużo zdrowia (co pr
        > awda jestem duża, ale po operacji kręgosłupa i nie mogę tak się szarpać). Więc
        > on leżał w zimę na chodniku i wył, a ja spokojnie kucnęłam obok. Ktoś coś skome
        > ntował, odpowiedziałam: moje dziecko jest chore. Koniec tematu. I tak sobie trw
        > aliśmy przez chwilę aż młody przestał wyć. Wtedy spokojnym głosem zapytałam: wy
        > godnie tal leżeć? Miękko Ci synku? Ja bym wolała poduszkę i kocyk. Ale to jest
        > w domku. Pójdziemy do domku?

        Robiłam identycznie:).
        Poza tym, często chodziliśmy w tym okresie na spacery "bezcelowe" tzn. po prostu szłam gdzie syn chciał, gdy chciał podłubać patykiem w ziemi przez parę minut, kucałam obok i dłubaliśmy razem - po prostu od czasu, do czasu on "rządził" na spacerze, czasem chyba warto odpuścić i dać dziecku trochę kontroli nad tym co robi, co się dzieje. Nie zdemoralizowało to młodziana jakoś przesadnie, teraz - rok później jest już bardzo cywilizowany na zewnątrz.
      • mama_kotula Re: zamykam się w sobie :-( 05.03.12, 21:17
        Cytat
        I rękę podnosiłam mu dość wysoko. Wtedy nie miał szansy na wyrwanie się. Zasada była prosta: idziesz grzecznie za rękę (dłoń w dłoni), jest dobrze. Tylko zaczynał kombinować i wyrywać się (szczególnie na środku przejścia przez ulicę), natychmiast była pozycja trzymania za nadgarstek. Pozycja dla niego mało komfortowa, bo łatwo mi było go wtedy pociągnąć bez wielkiego wysiłku. Wierz mi, że po paru krokach w ten sposób dalej szedł grzecznie za rękę.


        U mnie to nie przechodziło i nie przechodzi, ani z jednym dzieckiem, ani z drugim.
        Córka trzymana za nadgarstek uwiesza się całym ciężarem i kładzie na ziemi.
        Problem w tym, że dzieci już do wózka nie zapakuję - bo mają 8 i 9 lat. A są sytuacje, że i w tak podeszłym ;) wieku muszę za rękę towarzystwo prowadzić, co by nie dochodziło w miejscach publicznych do scen gorszących. I co by dziewczątko znienacka nie kładło się na ziemi z krzykiem.
        • nefret_ete Re: zamykam się w sobie :-( 05.03.12, 21:22
          "Córka trzymana za nadgarstek uwiesza się całym ciężarem i kładzie na ziemi."

          moi robią to samo!!!!
      • 3-mamuska Re: zamykam się w sobie :-( 06.03.12, 03:23
        ez-aw napisała: > Piszesz o wyrywaniu się dziecka. Jak tylko mi się wyrywał, nie był trzymany za
        > dłoń, tylko za nadgarstek. I rękę podnosiłam mu dość wysoko. Wtedy nie miał sza
        > nsy na wyrwanie się. Zasada była prosta: idziesz grzecznie za rękę (dłoń w dłon
        > i), jest dobrze. Tylko zaczynał kombinować i wyrywać się (szczególnie na środku
        > przejścia przez ulicę), natychmiast była pozycja trzymania za nadgarstek. Pozy
        > cja dla niego mało komfortowa, bo łatwo mi było go wtedy pociągnąć bez wielkieg
        > o wysiłku. Wierz mi, że po paru krokach w ten sposób dalej szedł grzecznie za r
        > ękę.
        > I waliło mnie co pomyślą o mnie inni ludzie. Ważne by syn był bezpieczny.

        dokladnie mam to samo i tak samo robilam,ale 1 wyjscie bez wozka,na trase dla nas 10 minut,do tesco to trwala ponad godzine i caly sklep wpolerowana podloga.
        Do wozka wkladaj zanim wyjdziesz z domu,jesli musisz go brac.
        Wtedy dziecko ma od rau sygnal, ze jade wozkiem nie na nogach.
        Do tego zrob zdjecia miejsc do ktorych chodzicie i zanim dziecko ubierasz to daj mu zdjecie i powiedz gdzie idziecie i po co.
        Mysmy zaczeli od autobusu bo syn lubi,i pokazywalam i mowilam idziemy papa,do atobusu,i bach zdjecie .Mialam zdjecia szkoly,sklepu,do ktorego chodzimy niemal codziennie,parku,przedszkola,playgrupy.
    • gruba_mamma Re: zamykam się w sobie :-( 04.03.12, 00:50
      Mojej córce zdarzyło się uderzyć dziecko jak chciała nawiązać kontakt a nie wiedziała jak.Zwykle na wszelkich wyjściach musiałam jej tak pilnować, że nie miałam nawet sekundy żeby pomysleć co ktoś z gapiów mysli, nawet chyba nie zauważałam spojrzeń, ale to dlatego, że córa oprócz wszystkich w/w zachowań miała ogromne problemy ruchowe i z równowagą - mogła wyrżnąć orła na prostej drodze bez żadnego powodu.Wyjście gdziekolwiek z małą oznaczało że : nie załatwię zakupów/pogaduszek itp. - tylko 100% uwagi na dziecku, inaczej się nie dało.Wspólnych spacerów odmawiałam z tych względów, poza tym wkurzały mnie spotkania ze zdrowymi dziećmi, no nic na to nie poradzę, przez 3 lata życia córki nie znosiłam jej zdrowych rówieśników,dopiero niedawno mi przeszło.Od niedawna też zauważam spojrzenia ludzi, bo mniej muszę na córę patrzeć, najgorsze z tymi spojrzeniami są babcie - strasznie nachalnie się gapią.Młoda ma prawie 5 lat już nie ucieka tak bardzo, ale mamy inne atrakcje, np.: potrafi w kolejce do kasy powtarzać coraz głośniej "pipa-pipa-pipa-pa-paaaa!!!!", wcale nie mając na myśli akurat pipy, ale miny ludzi bezcenne. Nie zwracam jej uwagi, bo wiem że nie przestanie dopóki nie odejdziemy od kasy.Mam taką cenną umiejętnośc, która nazywa się wdupiemanie, i bardzo pomaga przetrwac komentarze i inne tym podobne.Trochę nad tym pracowałam, ale szczerze polecam.
      • aga_sama Re: zamykam się w sobie :-( 04.03.12, 03:04
        Ania
        Przyjedź koniecznie na spotkanie w Warszawie. Podładujesz się, posłuchasz, zobaczysz że nie jesteś sama. To daje bardzo dużo.
        Poszukaj, popytaj, czy nie ma w Waszej okolicy jakiegoś stowarzyszenia, fundacji, koła rodziców niepełnosprawnych. Spotkania z ludźmi, ktorych rodzicielstwo jest trudne, mogą bardzo pomóc.
        Szukaj odciążenia.
      • rozalia7 Re: zamykam się w sobie :-( 04.03.12, 14:11
        -
        'Nie zwracam jej uwagi, bo wiem że nie przestanie dopóki nie odejdziemy od kasy.Mam taką cenną umiejętnośc, która nazywa się wdupiemanie, i bardzo pomaga przetrwac komentarze i inne tym podobne.Trochę nad tym pracowałam, ale szczerze polecam. "

        Też tak mam, właśnie jesteśmy po spacerku b. trudnym bo chłopcy po chorobie długiej zapomnieli tras ,którymi chodzili jęsienią i co krzyki ,płacz histeria i rzucawki bo to nie ta droga ale wiem,ze po 2 miesiącach treningu nauczą się chodzić jak to było w zeszłym roku ;-)pozdrawiam i też tak mam czyli stosuję met . " wdupiemanie" i działa a im więcej się tłumaczymy tym gorzej.
    • mruwa9 Re: zamykam się w sobie :-( 04.03.12, 10:14
      a ja powtarzam jak mantre: rozwijaj komunikacje, najchetneij obrazkowa. Potrafi zdzialac cuda.
      Prowadzaca kurs z PECS, na ktorym bylam, opowiadala taka historie ze swojego zycia: zostala zaproszona na greckie wesele swoich przyjaciol. Wesele, jak wspomnialam, bylow Grecji, huczne, panstwo mlodzi zaaferowani wlasnym slubem nie mieli ani czasu, ani warunkow, zeby dopieszczac zagranicznych gosci, ktorzy zupelnie nie potrafili sie znalezc, nie znali greckiego, pozostali goscie z reguly nie znali angielskiego, wiec nie bylo sie kogo zapytac o to, kiedy maja stac, kiedy siadac, czy po ceremonii gdzies maja podazac z innymi zaproszonymi, czy po prostu sobie pojsc, czuli sie dokladnie tak, jak sie czuja nasze, pozbawione umiejetnosci werbalnej komunikacji, dzieci. Nie wiedzieli , co sie wydarzy i nie potrafili sie tego dowiedziec.
      Dlatego tak wazna jest komunikacja. dziecko uprzedzone o naszych planach i kolejnych punktach dnia jest spokojniejsze, bo wie, co sie wydarzy. A idealnie jest, gdy samo dziecko rowniez potrafi, np. przy pomocy obrazkow, rowneiz przekazac komunikat, informacje o tym, czego chce (lub nie chce). u nas akcje histerii spadly praktycznie do zera.
      popracuj nad tym, komunikacja, zwlaszcza dwukierunkowa, potrafi zdzialac cuda.
    • gepardzica_z_mlodymi Re: zamykam się w sobie :-( 04.03.12, 12:57
      Zazdroszczę, że wiele z Was o kładzeniu się na chodniku i wyrywaniu pisze w czasie przeszłym. Mój ma prawie 7 lat i to nasza teraźniejszość. Praktycznie przestaliśmy z domu wychodzić.
      Ja ostatnio, po kolejnych diagnozach zamknęłam się też strasznie. Nie spodziewałam się, że im dalej w las, to gorzej będzie:(
    • czarna_ida Re: zamykam się w sobie :-( 04.03.12, 21:22
      moj sie nie darl, tyle ze jak zaczal chodzic sprzedalismy wozek, mial juz 20 miesiecy.
      Jesli nie pasuja place zabaw to moze parki , laski ? Zeby byc w ruchu i niekoniecznie przy ludziach ? Naszemu wystarczyla butla z piciem, cos do lapki i nie bylo problemu. Tyle ze nasz jest zawsze za reke, nawet teraz jak ma prawie 8 lat.
      Nie musi miec obcych dzieci do zabawy, ale bywa gdzies obok, tyle ze samego na dwor nie puszczam, po prostu sie boje. Ale jego zabawy z dziecmi to chaos, woli zjezdzac, wspinac sie, czy bujać nawet z nimi. Tyle ze moje dziecko nawet teraz zrobi 10-15 km, na raz, wedruje z nami..
      Ale akcje darcia, sie ot tak bez powodu są niestety.. tyle ze On moze mowić caly czas..
      • wojtkowa Re: zamykam się w sobie :-( 05.03.12, 21:03
        Mój się dużo darł, ale i też bardzo lubił chodzić, swoimi drogami... Zastanawiałam się czy tak mu zostanie, a tu proszę, możliwe, że będzie niezłym piechurem :-) W sumie to już jest :-)
        Na pocieszenie: przechodziłam to, histerie, darcie się, że nie chce na plac zabaw (było to chyba jedyne dziecko, które darło sie z tego powodu, reszta, że musi już iść z placu). Dziś widzę: warto było nie zamykac się w domu. Synek stał sie bardziej otwarty, zna wiele tras, okolice, parki, las, mało tego, DOMAGA się pójścia do sklepu (swojego, dobrze znanego), bo poznał już radość z robienia zakupów. Zaczął zwracać uwagę na dzieci, na ludzi, przyrodę, a nie tylko samochody. A uwagami i innymi ludźmi naprawdę NIE WARTO się przejmować, co oni wiedzą? Skupić się więcej na sobie, poszukać psychologa, pogadać, zrobić od czasu do czasu coś dla siebie i wierzyć, że będzie coraz lepiej. Tego życzę :-)
    • 3-mamuska Re: zamykam się w sobie :-( 06.03.12, 03:38
      aniasamosia napisała: Bez wózka iść z nim na spacer
      > to koszmar, idzie sam, nie da się wziąć za rękę, drze się, najpierw chce iść w
      > lewo jak w końcu ulegam, to chce iść w prawo, aż boję się pomyśleć, co będzie
      > jak wyrośnie z wózka.

      Jesli idziesz bez wozka juz w domu zlap go za reke,i ja bym nie ulegala takim raz w prawo raz w lewo.dziecku czuje sie niepewnie a to budzi lek i dziecko moze wlasnie wrzeszczec.

      Niechec do chodzenia za reke maja i zdrowe dzieci,najwazniejsze zeby wpoic zasady,albo za reke ,albo wcale (lub szelki),mi szelki w pewnym momencie bardzo pomogly,wlasnie ma poczatku kariery chodzenia bez wozka.
      Raz trzymalam za reke i nie pozwalalam puscic,albo zakladalam szelki,jesli przez jakis czas odmawial podania dloni, a ja musialam gdzies dotrzec na odpowiednia godzine,i mimo wyjscia wczesniej grozilo spoznienie.


      Jak Wy sobie z tym radzicie???

      znalazama kolezanki z dziecmi z autyzem,spotykamy sie u kazdej w domu,jak dzieciak wrzeszczy to nikt nikogo nie ocenia,jak syn kolezanki wije sie na podlodze i nie da ubrac,a ona traci sily wtedy 2 ciocie wkrczaja do akcji i ubieraja a mama czeka,mamy tez 3 kolezanki ze zwyklymi dziecmi,ale one widzac co przechodzimy nie krtykuja.
      Wspieramy siebie ,rozmawiamy jak rozwiazujemy nasze problemy,podpowiadmy co zrobic w damym momencie,lub fizycznie pomagamy.

      Mysle ,ze nie ma co sie zamykac w domu trzeba cwiczyc wyjscia i z biegiem czasu bedzie lepiej jesli nie pozwolisz wejsc sobie na glowe.

      Pozdrawiam i powodzenia.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja