szukając pogodzenia się z sobą ......

12.03.12, 21:32
Wrzucilam, zyczenia o święcie kobiet, wiekszość tutaj to kobiety, roli chłopaków forumowych nie umniejszam. wszystkiego 3 odpowiedzi..
Czy nie czujecie się kobietami ? Zapomniałyscie tak jak ja ze jestesmy kobietami? Pomijam róznice anatomiczne :-)
W doroslym wątku, prawie na noże, zaraz haubice i kałachy pojdą w ruch..
I seria pod scianą :-)
Ja cenię, wypowiedzi doroslych autystów, tutaj, bo widzę jakięs swiatełko w tunelu, i nie jest to pociąg :-)
Ale widzę tez, ze zaczynamy tutaj, takie zwykle pieniactwo.. Ślepa furię i szarżowanie na oślep..
Tak samo zakończył się watek, o alternatywnych terapiach, obrzucaniem się błotem .
Ja wiem ze nie zbawimy calego świata, ale chcialabym uczynić swoje zycie i tym samym zycie swojego dziecka znosniejszym z Waszą pomoca. :-)
    • killa.ree Re: szukając pogodzenia się z sobą ...... 12.03.12, 21:39
      trochę się spóźniłaś - "na noże" skończyło się tam jakoś tak przedwczoraj.
      • mikkoevi Re: szukając pogodzenia się z sobą ...... 12.03.12, 21:57
        lubię to forum, dużo fajnych rzeczy się tutaj dowiaduję, ciekawych ludzi spotykam. Ale niestety bardzo często różne wątki kończą się mało sympatycznie.
        Trochę smutne, że wśród ludzi którzy mają podobne problemy dochodzi do takich rzeczy. I tak ten świat który nas otacza jest raczej mało sympatyczny dla naszych dzieci.....Brakuje braterstwa..
        • killa.ree Re: szukając pogodzenia się z sobą ...... 13.03.12, 09:24
          a wiecie co, znów ma miejsce dziwne dla mnie zjawisko, którego - choć próbowałam - zrozumieć nie mogę:

          - pokłóciłyśmy się z rohatyną. w sobotę. dwa dni temu.
          - w trakcie tego kłócenia się, niemal nikt się nie odzywał.
          - my skończyłyśmy się żreć w sobotę w nocy, zdążyłyśmy się już dawno dogadać między sobą i o ile nic mi nie umknęło, to wszystko jest OK. o czym rohatyna zresztą pisała.
          - i z niezrozumiałego dla mnie powodu nagle, po dwóch dniach, zaczynają się pojawiać wątki i posty, które nas przekonują że nie powinnyśmy się kłócić. mimo, że to było dwa dni temu i jest już dawno nieaktualne.

          możecie mi to jakoś wyjaśnić, bo naprawdę nie łapię o co chodzi?

          ten sam schemat był już przy paru innych wątkach - zawsze takie teksty o konieczności spokojnego rozmawiania, dogadywania się, etc., pojawiają się parę dni po tym, jak sprawa się zdezaktualizuje. po co...? i czemu nie w trakcie?
          • gruba_mamma Re: szukając pogodzenia się z sobą ...... 13.03.12, 09:42
            killa.ree , może w trakcie nikt nie chciał oberwać;), a może ludzie dopiero weszli na wątek po fakcie, ja osobiście odezwałam się już nie pamiętam, akurat po fakcie chyba, ale zaczęłam się obawiać, że się wszyscy na siebie poobrażacie i znikniecie z forum, a szkoda by było.I dlatego się postanowiłam odezwać, bo zwykle nie wtrącam się jak się ktoś kłóci.
          • czarna_ida Re: szukając pogodzenia się z sobą ...... 13.03.12, 09:53
            killa, bo podeszlam dzis czy wczoraj na zimno do tego..
            jesli lubisz takie pyskówki i skakanie do oczu, mysle ze to niewlasciwe miejsce :-)
            Tylko co by w sobote, dało stopowanie Ciebie ?
            Nic..
            Pozdrawiam..
    • roseanne Re: szukając pogodzenia się z sobą ...... 12.03.12, 22:05
      spokojnie

      czuje sie soba, kobieta, zona, siostra, mama,

      pierwsze kilka lat bylo dla mnie ciezkie, ale z czasem wszystko sie ulozylo
      nadal mam terapeutke do pomocy, jesli przychodza ciezkie chwile

      nie mam zamiaru zbawiac swiata i powolywac krucjaty

      dziele sie spostrzezeniami i doswiadczeniami, majac nadzieje ze to komus pomoze
      natomiast przyznam, w ktoryms momencie zrozumialam innosc syna, nie pojmuje tego juz jako uszkodzenia do naprawiania

      uwielbiam biograficzyne ksiazki autystow, bo pomagaja mi zrozumiec syna, podobnie odnosze sie do wpisow tutaj - dziekuje za wasz wklad, i wiem, ze nie ma drugiego dna :)
    • tijgertje Re: szukając pogodzenia się z sobą ...... 13.03.12, 08:30
      Ida, cos ci zdradze:)
      Zyczenia widzialam, ale bardzo swiadomie nie odpisywalam. Z zyczeniami wszelakimi mam problem. Tak po prostu. Zolodek mi sie wywraca jak mam komus zlozyc zyczenia i tak samo reaguje, jak ktos mi sklada zczenia. Dlatego nie obchodze urodzin, unikam jak ognia portali spolecnosciowych i blogow, gdzie ktos wlasnie swietuje. Wigilia z rodzina robi sie fajna dopiero po zlozeniu zyczen. Dlaczego? w sumie to nie wiem. Najwazniejszym powodem jest chyba fakt, ze czesto zyczenia sa po prostu wyuczona formulka i nie wiem, co z tym zrobic. Z zalozenia zyczenia uwazam za cos, co powinno byc szczere, a w wielu przypadkach tak nie jest, przykladem chocby gotowe kartki swiateczne;) Uwazam, ze zyczenia powinnam skladac tak, zeby zyczyc komus czegos, czego naprawde potrzebuje, a takiego wyczucia nie mam, zwalszcza wsrod internetowych czy dalszych znajomych naprawde nie wiem, czego powinnam im zyczyc. To tyle o zyczeniach na razie, choc temat znowu w epopeje mozna by rozwinac.

      Czy czuje sie kobieta? W porywach owszem. Ale w sumie to nie wiem, co to znaczy byc "kobieta". Kiedys z domu nie wychodzilam bez makijazu, w szafie mialam wylacznie spodniczki, bluzeczki i sukienki, zadnch spodni, niemal na okraglo paradowalam w szpilkach. wtedy nieraz slyszalam, ze taka kobieca jestem :) pozniej jednak kregoslup zabronil mi noszenia jakichkolwiek butow na obcasach. Przestalam sie malowac, bo coraz czesciej reaguje na kosmetyki, zwlaszcza kolorowe i na rowerze najwygodniej w spodniach. Jeszcze jak sie zaczelam kreatywnie wyzywac i predzej mozna mnie zobaczyc z pedzlem czy szlifierka w dloni, zamiast eleganckiej torebki, chodze w jednej parze butow przez kilka lat, dopoki sie calkiem nie rozsypia (albo ich w koncu pies nie zje), wiec nie wiem, czy jestem koieta. na pewno nie jestem kobieta, jaka kreuja "babskie czytadla" :) Kim tak naprawde jest kobieta?

      Do reszty posta moge odpowiedziec tyle: lubie ludzi (o dziwo), lubie z nimi dyskutowac (jak mam o czym), nie mam nic przeciwko temu, zeby kos mial odmienne zdanie do mojego i nie uwazam, ze musze kogokolwiek na sile do mojego przekonywac. Dyskutuje wlasciwie na zimno i jesli ktos odbiera to inaczej, to sadze, ze albo przez niedokladne zrozumienie tego co napisalam (bo tok mojego myslenia nie zawsze da sie jednoznacznie na papier , tfu, klawiature przelac) lub poprzez dopinanie drugiego dna wynikajacego z wlasych przezyc i emocji. Na to juz nic nie moge poradzic, w pierwszym przypadku moge co najwyzej probowac wytlumaczyc o co mi chodzi. Ale zeby kogos pod sciane stawiac? Jesli to robie, to na pewno nie celowo. jestem bardzo pokojowym kosmita i jesli ktos odbiera mnie inaczej, to przepraszam. Masz jednak racje, za duzo tu ostatnio dyskusji na noze. Nieraz sie zastanawialam, gdzie ludzie wyczytuja to co wyczytuja, bo ja tam nic takiego nie widze. wszystko moze miec jednak pewne dobre strony: te wszystkie watki moga uswiadomic, z czym musza sie na co dzien borykac autysci, ktorzy nie potrafia czytac miedzy wierszami. Zdajac sobie z tego sprawe, mozna pracowac nad sposobem wyrazania tego co sie mysli i wlasnych emocji, w taki sam sposob, jak sie tego od autystow wymaga. Trzeba tylko chciec;)
      • ania-pat1 Re: szukając pogodzenia się z sobą ...... 13.03.12, 09:45
        Spóźnione wszystkiego dobrego. Masz rację - Ida - odpowiedzi powinno być więcej. Myślę, że każdej zrobiło się miło na widok życzeń. Myślę, że pośród rozlicznych problemów, braku czasu, pieniędzy, małych i większych trosk (lub sinusoidy - super - a dwa dni potem - do bani-) gubimy małe przyjemności (traktujemy je jako sprawy bez znaczenia w obliczu "naszej sprawy") i tak budujemy swój "inny świat" w niezbyt fajnym tego słowa znaczeniu. Stajemy się uciążliwi dla siebie i otoczenia. Ale już wiosna idzie - będzie więcej słońca to i humor powinien być lepszy. I fakt - na forum wymieniane są poglądy - nie róbmy sobie wzajemnie psychoanalizy - to internetowo niemożliwe - nawet gdy ktoś ma kwalifikacje. Jak mam górkę to piszę, że moje dziecko jest super i w ogóle diagnoza na wyrost, jak jest gorzej to piszę, że nie wiem, czy da sobie radę w życiu i że mi źle. Czyli jadę nastrojem za osiągnięciami córki - jak osoba z maniakalno-depresyjna, prawie. Tylko, że obok tematów z forum jest jeszcze kupa innego życia. Łatwo o tym zapomnieć koncentrując się na pojedynczym wpisie lub nawet na ich grupie. Nie ma dwu identycznych relacji matka-dziecko - dajmy każdemu czuć po swojemu. A odpowiadając na pytanie Idy : myślę, że problemy mojej córki spowodowały, że stałam się bardziej matką niż kobietą. A matka to taka trochę inna kobieta. Mam nadzieję - bo zaczynam nad tym pracować - że uda mi się to w sobie zrównoważyć - bo przesada nie służy.
    • gruba_mamma Re: szukając pogodzenia się z sobą ...... 13.03.12, 09:37
      wiesz, ja juz nie wiem kim się czuję, czuję się chyba jakby mnie nie było, życzenia widziałam, ale nie znoszę składania życzeń, chociaż mogłam w sumie wrzucić jakiś śmieszny wierszyk, których pełno gdzieś w komórce mam, widocznie - jedyne wytłumaczenie - zupełnie to dla mnie nieważne było. Ostatnio mam cholernego doła. I wcale nie mam doła bo mam autystyczne dziecko.Mam doła bo nie mam czasu dla siebie, mam doła bo nie wyrabiam czasowo i finansowo, mam doła bo kiedyś miałam SWOJE pasje, dziś ich nie mam.I do tej pory winiłam siebie za brak organizacji, teraz po 2 tylko odpowiedziach w wątku " z czego zrezygnować" widzę, że nie tylko ja. No cóż , ja wierzę że "Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie". A na razie jest tak jak jest:(
    • backwoodsman Re: szukając pogodzenia się z sobą ...... 13.03.12, 12:49
      Nawiąże pośrednio do wypowiedzi killi.ree, bo też czegos nie rozumiem. A nie potrafie zrozumieć co złego jest we wchodzeniu z kimś w polemiczny spór? Różnimy sie miedzy soba (i bardzo dobrze) mamy różne poglądy na wiele spraw, wiele nas dzieli (nie w dosłownym sensie) od doświadczeń życiowych począwszy, a na kolorze oczu, czy włosów skończywszy. Ale jest też coś co nas łączy, co jest powodem czy przyczyną naszej obecności tu na forum i ten spajający nas czynnik jest najważniejszy. Różne drogi przeszliśmy z naszymi dziećmi, jesteśmy w różnych miejscach na tej drodze, jedni bliżej, drudzy dalej i z tych polemicznych sporów rodzi sie pewien obraz, taka specyficzna układanka, z której każdy może i powinien zaczerpnąć coś dla siebie. Skąd więc ta negatywna ocena sporu jako takiego? Zdarza się, że przy niektórych wątkach ujawniają sie nawet silne emocje, bywa, że po obydwu stronach. Nie zawsze nad tymi emocjami łatwo utrzymać kontrolę, jednym wychodzi to lepiej innym gorzej, to też w pewnej mierze naturalne i pokazuje jak jesteśmy różni. W tym też nie ma nic złego pod warunkiem, że sam spór jako taki nie przekłada sie na osobistą niechęć. A z tym jest już jakby gorzej. Bywalem i bywam w sporze z rohatyną. Pominę tu tego sporu istotę, choc dostrzegam, że jest ona niewłaściwie pojmowana. Problem stanowi to, że mój spór z rohatyną nie wpływa negatywnie na mój stosunek do rohatyny jako takiej, lubię ją i chciałbym jej pomóc. Natomiast pojawiają sie tacy, którym nie mieści sie w głowie, że można z kimś polemizowac i go lubić. Moje cieple słowa kierowane pod jej adresem, ich szczerość jest podważana i co ciekawe nie przez rohatynę, tylko przez "kibiców", obserwatorów, osoby nie uczestniczące w dyskusji. Przyoblekają sie one w togi sędziów i odkrywają przed rohatyną moje "prawdziwe intencje", doszukując się drugiego nieistniejącego dna w tym co pisze. Przypisują mi niskie intencje. Czy patrzą na mnie przez pryzmat swoich skłonności, swojego charakteru? Tego nie wiem, ale to prawdopodobne. I to jest prawdziwy problem tu na forum, problem, który wiele osób odstręcza od podzielenia się swoim zdaniem. Obawa przed przypisaniem im innych, niskich intencji, niż te którymi się prawdziwie kierują, obawa przed szukaniem drugiego, nieistniejącego dna. I to jest prawdziwy problem, bo złem nie jest spór sam w sobie, złem są ci co przypisują nam nieistniejące pobudki.
      Dlatego by znaleźć drogę do pogodzenia się z sobą (ja nie mam z tym problemu) należy to zlo wyeliminować, czy nie pozwolić mu zaistnieć, zadając proste pytanie: a skąd wiesz, że backwoodsman pisząc, że kieruje nim troska o rohatynę mówi nieprawdę, no skąd? Siedzisz w jego głowie? Wiesz co siedzi w jego sercu? No skąd to wiesz?
      • ania-pat1 Re: szukając pogodzenia się z sobą ...... 13.03.12, 13:14
        Backwoodsman, wszystko fajnie - ale dlaczego tak Ci zależy na tym jakie intencje przypisuje Ci ktoś czytający Twoje wpisy? Udzielam się na forum, bo chcę sprawić (pośrednio rzecz jasna) by mojej córce z ZA żyło się łatwiej. Porównuję poczynania innych rodziców, cieszą mnie sukcesy dzieci, martwią porażki - na takim tle widzę też na jakim etapie jest moje dziecko i równocześnie ja (raz mam podejście jak Rohatyna, a raz jak Ty - i wbrew pozorom nie jest to dowodem na moją labilność emocjonalną). Syn Rohatyny (z jej opisów) jest super - chciałabym go poznać - zwłaszcza po opisie tego, co pomyślą inni jak wróci na przystanek (ma rację - są tacy którzy czynią obserwacje celem obgadania) i dlatego czuje się zmuszony by pojechać metrem (brawo - dobrze go rozumiem) - a na dodatek - jak fajnie działają u niego strategie alternatywne (znam takich co tkwiliby ciągle na tym samym przystanku, a nie mają zaburzeń) - a to że jest nieznośny i drażni matkę - każdy nastolatek jest nieznośny i to zdrowy objaw, że się kłócą. Każdy normalny psycholog powie, że nieprzerobione kłótnie i brak buntu to nic dobrego.W niejednym małżeństwie (!) żona nazywa męża nieczułym jak robot - i naprawdę nikt z tego powodu nie diagnozuje Bóg wie czego. Najwyżej rozwód - z dzieckiem się nie rozwiedziemy - raczej dogadamy. Z wklejonych przez rohatynę rozmówek wynika, że dogadują się z synem całkiem dobrze - to facet, nie dziewczynka z kokardką.
        • backwoodsman Re: szukając pogodzenia się z sobą ...... 13.03.12, 14:01
          Aniu, męczy mnie odpowiadanie ileś razy na jedna kwestię. Mam pewna wiedzę jaki jest i jak funkcjonuje syn rohatyny nie z tego forum. Stąd moje zaniepokojenie jak wpada okresowo w czarna rozpacz. Nie będę dzielił się na forum czymś, co wiem spoza niego, ponieważ nie jest to dostępna tu wszystkim wiedza i nie mam zamiaru w jakikolwiek sposób ujawniac źródła tej mojej wiedzy. Autystyczny światek nie jest aż taki wielki by jedni ludzie nie znali innych. Cała ta sprawa wiele mnie kosztuje i dlatego postanowiłem sie już w to nijak nie angażować. Pozostawiam sprawy swemu biegowi i niech sie dzieje co ma być. Nie wiem gdzie mieszkasz Aniu, w sensie jak daleko ode mnie. Może kiedyś nadarzyłaby sie okazja poznania mego syna jeśli byłabyś zainteresowana oczywiście. Ja o wielu sprawach tu na tym forum nie piszę z prostego powodu. On, mój syn ma 19 lat i szanuję jego prywatność. Nick nie jest żadną ochroną i daje jedynie pozorną anonimowość. Nie chcę by wszyscy mieszkający wokół mnie znali całe życie mego syna jego sukcesy i porażki, chwile słabości itd itd. To jest otwarte forum i czytać wszystko może każdy i ten rozumiejący specyficzne problemy i ten kto nie ma nic z autyzmem wspólnego. Dlatego ilekroć piszę coś o mym synu tu na tym forum, zawsze mam włączoną autocenzurę, by nie przeciekły żadne "wrażliwe dane" na jego temat .
          • ania-pat1 Re: szukając pogodzenia się z sobą ...... 13.03.12, 14:52
            Jestem z Krakowa. Więc jeśli kiedyś będziecie to chętnie - ale nie koniecznie w celu rozmowy o ZA, fajnie się poznać - wypić kawę, czy piwo, czy co komu pasuje - nie tylko w Warszawie. Pisząc, że chętnie poznałabym - miałam na myśli, nie tyle "poznanie starszaka" co fakt, że podobają mi się niektóre wypowiedzi cytowane na forum.
            Sama uważam, że moje dziecko pomimo swoich lat 5 jest fajnym kompanem do rozmowy (dla mnie, dla dzieci nieszczególnie) - mniemam, że skoro teraz już ciekawi mnie to, co myśli to z wiekiem będzie lepiej. Nie dziwi mnie fakt "niepisania" o wielu sprawach - myślę, że kiedy córa skończy x lat to też przestanę aż tak się produkować - z szacunku dla jej prywatności (wszak o "kupie niemowlaka" rozmawia się bez obaw - o zaparciach cioci już niekoniecznie) . Fajnie natomiast by było abyśmy pozostali grupą wsparcia.
            A propos spotkań w realu to myślałam o np. zorganizowaniu turnusu dla forumowych dzieci i zabraniu naszych terapeutów (ktoś przekona kogoś i tak dalej - terapeuci z rodziną, chłopakiem) oraz starszaków - chętnych do pracy z młodsza-kami. Mogłoby wyjść taniej i lepiej niż turnusy profesjonalne. Wynająć np. całe gospodarstwo agroturystyczne z końmi - np. w przyszłym roku. (Trochę sekciarsko zapachniało, ale co mi tam).
            • backwoodsman Re: szukając pogodzenia się z sobą ...... 13.03.12, 23:43
              Aniu, Bóg jeden wie jak pragne pogadać nie koniecznie o ZA i problemach z tym związanych, co nie znaczy, że chciałbym unikac tematu. Chętnie podzielę sie wspomnieniami, czy tym co dzieje sie teraz, jakie pojawiaja sie, czy pozostały problemy do rozwiązania. Ale podobnie jak ty nie chciałbym, by ten temat zdominował ewentualną rozmowę. Cieszę się, że jesteś otwarta na możliwość spotkania i rozmowy. My mieszkaliśmy w Poznaniu, obecnie pod Poznaniem. Jeśli będziemy wybierać się do Krakowa, postaram się nawiązać z toba kontakt. Jeśli to możliwe i uznasz za celowe możesz przysłać mi swoje mailowe namiary na moją gazetową skrzynkę, jest aktywna. Turnus to też fajny pomysł, ale z doświadczenia wiem, że nie tak prosty do zorganizowania. Pozdrawiam cię serdecznie
Inne wątki na temat:
Pełna wersja