pozytywne doświadczenia szkolne

13.03.12, 21:45
tak mnie naszlo przy okazji innego wątku- czy któreś z Waszych dzieci lub Was (chodzi o osoby ze spektrum) mialo, ma pozytywne doświadczenia szkolne? chodzi o relacje spoleczne. czy są tu przypadki nie szykanowane, nie wyśmiewane, nie izolowane, nie ignorowane itp przez grupę rówieśniczą? czy osoba z asd zawsze skazana jest na bycie kozlem ofiarnym w takiej grupie?
    • kasia_de Re: pozytywne doświadczenia szkolne 13.03.12, 22:06
      ja! ja!

      syn jest w klasie integracyjnej (zerówka) , 16 dzieci z czego, uwaga! 4 ze spektrum autyzmu

      2 z tych dzieci ma asystentów, więc w sumie na 16 dzieci jest 4 dorosłych.

      Wychowawczyni i nauczycielka wspomagająca są fantastyczne i chyba je sobie wymodliłam :-D

      Mają anielską cierpliwość, śmieją się z różnych numerów mojego syna zamiast oburzać, pozwalają mu robić sobie przerwy na skakanie na piłce, wprowadziły plany aktywności, używają timera...

      Mój syn raczej nie lubi dzieci, ale panie świetnie go włączają w zabawy i jest lubiany, nikt mu nie dokucza, naprawdę spoko. Kozłem ofiarnym nie jest, bo to nie ten typ, nie bije innych,a le jak ktoś za bardzo będzie próbował podskoczyć to się może spodziewać, hmmm, reakcji
    • killa.ree Re: pozytywne doświadczenia szkolne 13.03.12, 22:24
      ja zawsze mówiłam, że uwielbiałabym szkołę - gdyby nie było w niej dzieciaków... o ile z rówieśnikami z sąsiedztwa jakoś sobie radziłam, bo znaliśmy się praktycznie od urodzenia, o tyle te ze szkoły stanowiły dla mnie zawsze istny armagedon. zawsze chodziłam do szkoły z koleżanką z ulicy i jak ona nie szła, to ja też nie. za nic na świecie nie weszłabym w ten wrzask i zgiełk sama, nie było w ogóle takiej opcji.

      z relacji społecznych pamiętam szczególnie dwie rzeczy.

      pierwsza - wszyscy słuchali muzyki. i to ówczesnej muzyki popularnej, która stanowiła dla mnie mówiąc najkrócej modulowany hałas o zmiennym natężeniu dźwięku (zależnym od tego, jak głośno puszczali). to był główny punkt sporny między mną i resztą - za cholerę nie potrafiłam zapamiętać który hałas jaki zespół tworzy, nie mówiąc już o tytule tegoż hałasu. teraz byłoby to łatwe, wystarczyłoby nagrać po kawałku najbardziej charakterystycznym z każdej piosenki i sobie opisać, a potem się nauczyć. wtedy tej opcji nie było i naprawdę tragicznie mi szło...

      druga - w którymś momencie podstawówki zauważyłam, że mam coś, czego oni potrzebują. konkretnie, błyskawicznie wszystkiego się uczyłam i zawsze miałam perfekcyjnie odrobione zadania (a to czasy zeszytów były, nie ćwiczeń w książkach). zaczęłam więc pomagać, czy też po prostu dawać spisać zadanie, tylko tym, którzy zachowywali się w stosunku do mnie moim zdaniem fair. reszta szybko załapała o co chodzi - i choć ignorowali mnie raczej nadal, to miałam święty spokój na przerwach, nawet głupie uwagi się skończyły.

      chodzić do szkoły nie lubiłam. lekcje lubiłam, owszem, ale samego chodzenia ani trochę. ponieważ jednak średnią i tak miałam jaką miałam, rodzice zawsze przymykali oko na to, że stwierdzam "dzisiaj nie idę". warunek był taki, że mam mieć minimum 51% obecności (inaczej byłabym nieklasyfikowana) oraz chodzić wtedy, kiedy są sprawdziany. dało się to przekłnąć, więc można to uznać za pewien kompromis. teraz by się tak pewnie już nie dało...

      zresztą, wszystko powyższe tak naprawdę mi zostało. nadal nie lubię chodzić na uczelnię, bo za dużo tam jak dla mnie ludzi i dźwięków. nadal też uwielbiam same wykłady, bo autentycznie lubię się uczyć. nadal też mam tyle obecności, ile potrzebuję do oceny, jaką chcę uzyskać - niestety, zazwyczaj oznacza to sporo obecności, bo teraz z jakiegoś powodu oceny końcowe stawiają z uwzględnieniem "bytności" na wykładach. wkurzające jak diabli...
      • mama_kotula Re: pozytywne doświadczenia szkolne 14.03.12, 12:07
        Cytat
        zaczęłam więc pomagać, czy też po prostu dawać spisać zadanie, tylko tym, którzy zachowywali się w stosunku do mnie moim zdaniem fair. reszta szybko załapała o co chodzi - i choć ignorowali mnie raczej nadal, to miałam święty spokój na przerwach, nawet głupie uwagi się skończyły.


        No to cwaniara byłaś i sprytnie się ustawiłaś :P
        Ja dawałam spisywać zawsze i wszystkim. Wystarczyło, że mnie ktoś poprosił i był dla mnie miły w trakcie proszenia.

        Co do pozytywnych doświadczeń - moje dzieci mają pozytywne doświadczenia z rówieśnikami.

        Natomiast mniej pozytywne mają z nauczycielami, którzy to nauczyciele wkręcają innym dzieciom, że to co robi mój syn (np. stawanie na środku korytarza i wydawanie dzikiego pisku) powinno ich BULWERSOWAĆ :/
    • roseanne Re: pozytywne doświadczenia szkolne 13.03.12, 22:26
      jak na razie jedno - "student na jeden dzien", w collegu jest mozliwosc uczesniczenia w zajeciach, w czasie jednego dnia, by zobaczyc na czy, polegaja wyklady zanim sie czlek zdecyduje czy skladac papiery
    • mika2 Re: pozytywne doświadczenia szkolne 14.03.12, 08:08
      U nas jest tak pół na pół. Współpraca z wychowawcą dała tyle, że ma 2 kolegów w klasie, trzeciego, który obok nas mieszka podsunęłam ja. To już coś - bo jeszcze rok temu do nikogo się nie odzywała a tak to zapraszam tych chłopców do nas, oni zapraszają syna do siebie. Zaczął z nimi rozmawiać - co prawda na lekcji, ale Pani przymyka trochę na to oko bo jak mi powiedziała że syn gada na lekcji z kolegą to myślałam, że się popłaczę ze szczęścia:) Przerwy spędza w czytelni bo na korytarzu jest za głośno i co chwila ktoś go dotyka np. przebiegając. Rok temu w klasie dokuczało mu kilku chłopaków. Jeden się przeniósł do innej szkoły i dokuczanie trochę ustało. jeśli chodzi o jego klasę. Ale na korytarzu, ba ! nawet w kościele na rekolekcjach - chłopaki ze starszych klas czasem mu dokuczają i mówią "dupek", "debil" i on wtedy się rzuca do bicia ich. Reakcja pedagoga i wychowawców jest natychmiastowa i tamte chłopaki mają rozmowę.
      Syn ściąga na siebie uwagę tym, że jego zachowanie różni się od innych, czasem ktoś go niechcący trąci a on się złości i uważa że specjalnie, nie lubi jak ktoś go dotyka, zdrabnia jego imię i dużo innych drobnych rzeczy, które wywołują u niego złość i zacięcie się.

      Cieszę się, że udało się wypracować tych 3 kolegów w klasie bo jeszcze rok temu nie odzywał się do nikogo.
      • eps Re: pozytywne doświadczenia szkolne 14.03.12, 08:37
        ja w szkole nie miałam źle.
        Znalazłam sobie 2 koleżanki i tylko z nimi rozmawiałam.
        Niestety lub "stety" byłam (a moze nadal jestem ;) - tego nie wiem) bardzo ładną dziewczyną i ciągle jacyś chłopcy mnie zaczepiali, chcieli sie umawiać itd. Była u mnie w klasie grupa takich "bujanych" dzieciaków - oryginalne ciuchy i bogate towarzystwo - i o ile dziewczyny z tej grupy na początku nie gadały ze mną wcale, to chłopaki za punkt honoru postawili sobie że któryś mnie poderwie (byłam wyzwaniem bo ładna i cicha). Po jakimś czasie dali mi spokój ale cała grupa zaczęła ze mną rozmawiać.
        Do tego bardzo dobrze sie uczyłam więc czesto mnie "lubiano" przy klasówkach czy sprawdzianach ;)
        A ja szybko się "wyrobiłam" i juz potrafiłam nieźle sobie z całym tym galimatiasem radzić.
        W klasie miałam też bliską koleżankę która jak teraz patrzę to chyba tez była ze spectrum ale juz nie dawała sobie tak dobrze rady. Była wyśmiewana, traktowano ją jak cień.
        Na dzień dzisiejszy to jestem pewna że moje poprawne relacje w szkole wynikały tylko i wyłączenie z tego że byłam dziewczyną, do tego ładną i inteligentną.
        Gdyby było inaczej to miałabym przerabane :(
    • gemmavera Re: pozytywne doświadczenia szkolne 14.03.12, 10:16
      myszewa napisała:

      > tak mnie naszlo przy okazji innego wątku- czy któreś z Waszych dzieci lub Was (
      > chodzi o osoby ze spektrum) mialo, ma pozytywne doświadczenia szkolne? chodzi o
      > relacje spoleczne. czy są tu przypadki nie szykanowane, nie wyśmiewane, nie iz
      > olowane, nie ignorowane itp przez grupę rówieśniczą?

      Owszem, moja córka ma. :) Jest w 4 klasie podstawówki, nie wiem jak będzie później (martwi mnie gimnazjum, zwłaszcza, że chcę ją posłać do zwykłego).
      Moim zdaniem odpowiedzialność za relacje w klasie spada w bardzo dużej mierze na wychowawców. To oni mają moderować postawy i zachowania dzieci. Wiadomo, że cudów nie ma, ale przy odpowiednim podejściu i pracy nauczyciela można osiągnąć bardzo wiele, tak sądzę. Moja córka ma świetnego nauczyciela wspomagającego i uważam, że wiele mu zawdzięcza.

      Ale znam też chłopca z ZA z tej samej szkoły i jego matka równiez jest zadowolona (chociaż chłopiec jest w innej klasie). Więc postawa nauczycieli jest bardzo, bardzo ważna.

      Inna sprawa, że ona generalnie daje się lubić. Być może to jest trochę tak, jak napisała eps - jest dziewczynką, więc jest inaczej odbierana. Nie jest agresywna, jeśli czegos nie rozumie, to raczej się wycofuje, niż atakuje. Oprócz tego jest wesołkowata, ;) więc dzieci ja odbieraja pozytywnie. Sądzę, że to wszystko nie jest bez znaczenia.
      • jan.kran Re: Killa. 14.03.12, 11:38
        Nie zroumialas tematu watku. Mialo byc o pozytywnych doswiadczeniach.
        • jan.kran Re: Killa. 14.03.12, 11:47
          Po wielu zlych doswiadczeniach w niemieckiej szkole zarowno w DE jak i w Oslo Liliowy poszedl do norweskiej szkoly. O ile poziom byl nizszy od niemieckiej to socjalnie bez zarzutu.
          Wprawdzie sie nie integrowal < towarzystwo mial pozaszkolne > , ale nigdy nie byl mobowany. Nauczyciele ktorzy na poczatku edukacji syna mieli nie za duze pojecie o ZA < nie wszyscy ale spora czesc > doszkolili sie tak jak trza.
          W tym roku rozmawialam z pedagog i powiedziala ze maja osmoro aspie w pierwszych klasach i bylo to powiedziane z zadowoleniem:)))
          Widac Obcy przetarl droge.
          Teraz kiedy chodzi jako wolny sluchacz na uni jest zachwycony, ma juz trzy zeszyty i pelno notatek < chodzi na trzy kursy > i nie moze sie doczekac jesieni kiedy bedzie studiowal pelnoprawnie i chodzil na seminaria i zdawal egzaminy :)))))
          Kran
      • gemmavera Re: pozytywne doświadczenia szkolne 14.03.12, 13:03
        gemmavera napisała:

        > Więc postawa nauczycieli jest bardzo
        > , bardzo ważna.
        >
        > Inna sprawa, że ona generalnie daje się lubić.

        Ona - czyli moja córka, a nie postawa nauczycieli ;)))
        • el-loco Re: pozytywne doświadczenia szkolne 14.03.12, 14:21
          U nas po takich sobie doświadczeniach podstawówkowych (średnio dobry naucz.wspom.) w gimnazjum nareszcie trafiła się fajna pani wspom. Młoda ją lubi i pani chyba ją też.Co do koleżanek to ma dwie (jedna też chyba ze spektrum a druga "zwykła") Poza tym nie jest ignorowana przez inne dziewczyny jak bywało wcześniej ( dzięki usilnej pracy naucz. wspom).Generalnie lubi swoją klasę (z paroma wyjątkami jeśli chodzi o kolegów).Poza tym znalazła nowe Hobby-biologię.
    • 1iwona1 Re: pozytywne doświadczenia szkolne 18.03.12, 10:43
      Mam, tzn. mój syn ma. Trafił do świetnego gimnazjum, które odwaliło kawał dobrej roboty terapeutycznej. Nie było łatwo, wręcz przeciwnie, chwilami obawiałam się, że wycofają go na NI w domu (ma NI na terenie szkoły z aktywnym wprowadzaniem do grupy).

      Dzięki wspaniałej p. dyrektor udało się przetrwać bardzo trudne momenty. Będąc na wycieczce z jego klasą byłam zaskoczona pozytywnie - syn jest wyobcowany, klasa go akceptuje. Zaczynaliśmy z ogromnymi problemami, zaburzeniami wtórnymi, które "nazbierał" w szkole podstawowej. W podstawówce przerobiliśmy wszysko, o czym piszesz - szykanowanie, wyśmiewanie, wykluczenie itp. i z tym bagażem poszedł do gimnazjum.
      Obecnie kończy 3 klasę i mam nadzieję, że trafimy na LO, które nie zaprzepaści tego, co wypracowała kadra gimnazjum...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja