tabletka_bez_krzyzyka
13.03.12, 21:55
Ech...muszę się trochę wyżalić.
Byliśmy wczoraj w przedszkolu na wstępnej rozmowie. Przedszkole państwowe, integracyjne i z grupą dla autystów. Panie przemiłe, kompetentne, bardzo pomocne...może byłoby lepiej tam nie iść i nie dowiedzieć się, co nas - prawdopodobnie - ominie.
Ominie, bo synek w grupie integracyjnej (przynajmniej na początku) może się pogubić (panie stwierdziły, że prawdopodobnie nie będzie się rozwijał; mało zyska; a ostatecznie o to przecież chodzi w tym przedszkolu); należałoby zacząć adaptację w grupie autystycznej, a potem przenieść do integracyjnej (jeśli się nada, ale sądzę, że się nada); ALE w grupie autystycznej są łącznie cztery miejsca, z czego dwa - wolne. Pierwszeństwo mają dzieci starsze (mój we wrześniu będzie miał 3 lata) i już dwoje starszych się zgłosiło. Zatem realnych szans do tej grupy raczej nie mamy. Będziemy mieli za dwa lata, kiedy obejmie do obwiązek.
Pytałam o asystenta, ale podobno w Katowicach mops staje okoniem.
Zostaliśmy zaproszeni na dzień otwarty w piątek, żeby można było ocenić, jak poradzi sobie z grupie integracyjnej, ale obawiam się odlotu i braku współpracy. Czyli z przedszkola prawdopodobnie nici...
Jestem rozczarowana;/ delikatnie mówiąc. Jak to jest, kurcze, możliwe, że w takim dużym mieście są 4 miejsca dla wszystkich autystycznych przedszkolaków? Panie radziły (wiem, że słusznie), żeby dobijać się, najlepiej grupowo w wydziale edukacji i walczyć o swoje (w kilku innych kwestiach też, jak choćby ci asystenci czy wymiar godzinowy SUO), ale jak ja mam walczyć, jak nawet nie mam diagnozy (tzn. prawdopodobnie autyzm, ale może cechy; czekam na termin w Krakowie - Zacisze, wizyta za rok)? Miałam wielką nadzieję, że dzięki przedszkolu będę mogła więcej pracować (pracuję niby w domu, ale teraz ostatnio - poszukiwania terapii, praca z małym w domu - moja praca polega głownie na tym, że muszę opłacić co miesiąc ZUS;/), a tu nici. Obawiam się, czy wyrobimy.
W prywatnym przedszkolu już byliśmy, ale to była totalna porażka, raczej temat na osobny wątek o tym, jak pseudofachowcy próbują doić pieniądze ze zdesperowanych rodziców. A ja się tak dziwiłam, skąd tam się uzbierały jakiekolwiek dzieci. Ale teraz już wiem, ile osób nie ma innej możliwości.
A jak jest u Was?
Może jest ktoś jeszcze z Katowic z okołoprzedszkolnymi problemami?