gruba_mamma
15.03.12, 08:01
Dopiero wczoraj załapałam jak to działa.
W PPP - idziemy, tłumaczę wcześniej, że idziemy do pani, pani będzie pokazywać różne rzeczy, a że uparcie dziecku zawsze prawdę mówię, tylko nie wiedziałam jak wytłumaczyć po co idziemy, to powiedziałam, że pani nam wystawi karteczkę do przedszkola, że Paulinka może bawić się z pieskiem ( dogotoreapia - młoda bardzo lubi).
Diagnoza SI w Warszawie - jedziemy do pana, pobawimy się na piłce, jak się pospieszymy i będziesz się ładnie bawić to jeszcze zdążymy do Mc Donalds
I mam proste jak ... PPP - nagroda piesek ( no i po PPP zawsze idziemy do biedronki); w Warszawie - nagroda mc donalds, chyba tak rozumuje i się skupia na zajęciach na max. A terapeuci się dziwią, jaki autyzm, pełna współpraca , kontakt wzrokowy i w ogóle.
Wczoraj byłam u nowego psychologa i ... w ogóle nie powiedziałam gdzie idziemy.Było tak : idziemy do Leclerca, po drodze mama zajdzie do takiej pani, będziesz się mogła tam pobawić. No i na spotkaniu z 2 paniami dziecko pokazało wszystko to co zawsze mówiłam, że robi, ale nikt tego nie mógł na żadnych testach zobaczyć.Pani psycholog była zdziwiona, że ktoś mi w ogóle kwestionował diagnozę, bo "ona ma charakterystyczne cechy"... A tu matka po prostu durna baba, ot co.