ZA a plac zabaw

19.03.12, 08:51
Opisalam to tez i na innym forum.
Zaczne od tego, ze Misiekw ogole nei chce i nie lubi sam wychodzic na plac zabaw. Ale wczoraj chcial, wiec sie bardzo ucieszylam.

Poszedl. zawolalam na obiad. Bylo ok, byl jakas godzinke, moze krocej. Po obiedzie poszedl znow.
Wrocil wczesniej.
Juz bylo zle, bo byli chlopcy. No i co?

Przyznam, ze z balkonu podgladalam czasem jego zachowanie. Ewidentnie inne. Nie bawi sie po pierwsze w strzelanie i nei ma broni (nigdy nei chcial miec i nawet jak wczoraj pytalam czy chce to zaprzeczyl). Biega bardzo dziwnie i dzwinei sie bawi (krzyczal np wczoraj "telewizja").. Po drugie po jakichs 10 min. staje sie ofiara w zabawie. Czyli ktos podbiega, zrzuca czapke, kopie, jego uderza, kopie itp.
On dodatkowo dziwnei wyglada, bo musi miec kurtke czy bezrekawnik zapiete po szyje...

Czy wasze dzieci tez sie roznia na placach zabaw? Czy odstaja?

Misiek po wczorajszym juz nei chce chodzic i bedzie problem, by znow go wypchnac.
    • ania-pat1 Re: ZA a plac zabaw 19.03.12, 10:20
      Czasem odstaje, czasem nie. Im jest więcej dzieci - im jest głośniej, im bardziej "każdy biega w swoją stronę i coś krzyczy" tym bardziej moja córka jest zagubiona - i to zagubienie jest widoczne (stoi niezdecydowana w jednym miejscu - czasem tarasując np. drabinkę, zaczyna wkładać palec do buzi - czego normalnie już nie robi, ma nieobecny wzrok zawiesza się, zaczyta pytać mnie głośno o wszystko "mamo, a mogę zjechać ze zjeżdżalni itd. - dzieci to widzą, kiedy ktoś chce ją wciągnąć do zabawy informuje mnie na głos - mamo taka dziewczynka chce się ze mną bawic! - wtedy dziewczynce odchodzi ochota - a moje dziecko stoi bezradnie ). Na szczęście świetnie się huśta, dobrze wspina i skacze - biega też trochę lepiej. Im mniej dzieci na placu zabaw tym większa szansa, że moje dziecko się nie wyróżni i znajdzie kogoś do zabawy.
      • mika2 Re: ZA a plac zabaw 19.03.12, 10:22
        > Im mniej dzieci na placu zabaw tym większa szansa, że moje dziecko się nie wyróżni i znajdzie kogoś do zabawy.

        Mój też nie lubi tłoku. Ale czy z kimś zacznie się bawić to ciężko powiedzieć bo potrafi nie odpowiadać i odwracać się plecami jak ktoś próbuje się z nim zacząć bawić.
    • mika2 Re: ZA a plac zabaw 19.03.12, 10:20
      Tak samo jest u nas. Jak zakłada bluzę/kurtkę to musi mieć zapięte pod samą szyję. Przeprowadziliśmy się 2 lata temu. Na plac zabaw nie chciał iść sam. Jakieś lęki miał. Jak już się odważył to najpierw wyszedł na 5 min, potem na 10 itd. Szedł na drabinki a jak dzieci do niego podbiegły to uciekał na drugi koniec placu. Jak ktoś do niego coś mówił to się odwracał do niego plecami. Ale raz widziałam jak się bawił w policjantów i złodziei z dziećmi z klasy. Ale krótko. Potem oni dalej biegali a on się już odłączył. Czasem wychodzę na ławkę pod pretekstem pilnowania młodszego. Widzę kiedy zbliża się jakaś awantura i wtedy interweniuje, żeby rozładować atmosferę. Często źle rozumie intencje innych osób i z tego są awantury z innymi dziećmi.
      • monisia900 Re: ZA a plac zabaw 19.03.12, 11:26
        u mnie jest podobnie z placem zabaw. mysle, ze roznice widac bardziej, im dziecko starsze. bo takie dzieci do ok 5 lat to bawia sie np w piasku kopiac dolki, zjezdzajac bez celu po zjezdzalni czy bujaja sie na hustawce. a juz starsze to wymyslaja zabawy w wojny, strzelania, poscigi itp... no i wtedy juz widac ze moj kajtek odstaje, bo jego to kompletnie nie interesuje. poza tym chlopaki z podworka sa zafascynowani pilka nozna, amoj kajtek nawet nie wie co do czego w tej grze, nie mowiac o znajomosci pilkarzy.
        wiec tez wraca do domu i twierdzi ze chlopcy sa be, albo zostaje na placu i bawi sie z 5 latkami:(.
        efekt tego taki, ze jak wyjdzie sam to zaraz zaczynaja sie podsmiechy, on zawsze jest berkiem (co kajtek odbiera za dobra monete), popychania a nawet uderzenia (nie potrafi sie obronic).
        no i podsumowujac: ze mna na plac wstydzi sie isc, sam tez nie pojdzie-wiec siedzi w domu:(. a mnie sie serce kroi z zalu:(.
    • myszewa Re: ZA a plac zabaw 19.03.12, 12:52
      Mój odstaje i to bardzo, ale ma autyzm nie ZA. Na plac zabaw, jak i wszędzie wychodzi tylko ze mną (no cóż pod pewnymi względami to taki wyrośniety 2-3 latek, niedlugo skończy 5). W weekend rozpoczelismy sezon placozabawowy ze względu na pogodę (zimą trochę się sie pobujalismy na hustawce w drodze do domu, dzieciaków za bardzo też nie bylo). Na plus - lubi place zabaw i jest coraz sprawniejszy (gdy mial 2,5 roku interesowaly go tam tylko furtki, próba odciagnięcia go od furtki kończyla się wrzaskiem. w zeszlym roku już wchodzil na wszystko, ale bal się zjeżdżać i hamowal nogami. jak wchodzil na zjeżdzalnie musialam instruować go krok po kroku co ma robić - teraz usiądź, teraz nogi do przodu itd, nie potrafil rozbujać się na sprężynce - wczoraj zjeżdżal i bujal się bez problemu, ma natomiast problem ze schodzeniem z drabinek). Widzę, że mamy 3-4 latkow juz zazwyczaj siedzą na lawce i tylko nadzorują zabawę, często też w ogóle go ich nie ma. ja chodzę za malym krok w krok - pilnuję by nie podszedl za blisko huśtawki, kieruję jego zabawę, bo zostawiony sam sobie zapętla się, siada na środku placu i zaczyna przesypywać kamyko, albo je piasek.
      Czym się wyróżnia>
      - zapętla się na jednej czynności np. zaczyna się hustać i robilby to 30 minut, podobnie z ślizgawką - zaczyna zjeżdżać i gdybym nie przekierowala jego uwagi na coś innego po pewnym czasie(patrz jaka wielka pajeczyna) zjeżdzalby tak bez przerwy w nieskończoność coraz bardziej nieobecny i zafiksowany na tej czynności
      - nie reaguje na pytania kierowane do niego przez inne dzieci czy doroslych, czasem nie reaguje też na to co ja mówię (ale on ma tak wszędzie gdzie liczba bodźców jest duża), czasem przygląda się innym dzieciom kiedy one zjeżdżają lub się huśtaja i uśmiecha się, ale chodzi chyba nie tyle o dzieci co o obiekty w ruchu
      - jest sobą tzn. coś tam wokalizuje, podśpiewuje, mantruje, buczy, wykręca nadgarstki, śmieje się sam do siebie - no cóż inni rodzice dość szybko orientuja się w jego inności, czasem sie przyglądaja, czasem są zmieszani, czasem robi się wokól nas pusto. oficjalnie mówie, że jeśli ktoś z naszego powodu czuje się niekomfortowo to jego sprawa, mój syn ma takie samo prawo do zabawy w tym miejscu jak inne dzieci. ale zdarzalo mi się plakać z tego powodu, zdaża mi się też ominąć jakiś plac zabaw na którym jest duzo osób i szukać czegoś innego dalej.
      - jest bardziej niezdarny, mniej samodzielny. potrafi stanąć przed huśtawką i zastanawia się co dalej. potrafi zablokować kolejke na zjeżdżalni. jeśli na zjeżdżalnię jest kilka wejść zawsze będzie wchodzil tym samym, próba pokazania mu, że są inne możliwości nie jest skuteczna. zdarza mu się traktować inne dzieci które stoją mu na drodze jak przeszkody, które chce przesunąć.
      Ale generalnie plac zabaw to u nas też miernik postępów, jest grzeczniejszy niż w domu i mimo wszystko stereotypii też jest na nim mniej , widać, że sprawia mu frajdę.
    • gepardzica_z_mlodymi Re: ZA a plac zabaw 19.03.12, 14:13
      Mój ma prawie 7 lat. Nie chce wychodzić na dwór w ogóle. Jednak jak mu się zdarzy wyjść - zachowuje się dziwnie, z każdym rokiem coraz bardziej widać, jak odstaje. Zwykle mówi do siebie, gdy ktoś go zaczepia odwraca się tyłem, chowa, większość czasu spędza w krzakach, udaje, że celuje do ludzi i przedmiotów z karabinu (jakiś patyk). Nie wejdzie na plac zabaw, gdzie są dzieci. Kiedyś jeszcze podłączał się do starszego brata ale jak starszy bawi się z innymi, to też za chiny nie podejdzie.
    • rohatyna Re: ZA a plac zabaw 20.03.12, 09:17
      Zawsze odstają. Niestety

      Jak Młody miał 3lata, obserwowałam Go w piaskownicy. Zawsze było tak - że , że dzieci w grupce - On osobno. Co one się przysunęły o pół metra - on się odsuwał. Wtedy jednakże to ja miałam większy problem niż on - bo to ja chciałam , żeby się socjalizował a on nie miał takich potrzeb. Wystarczał mu własny świat a dzieci do niczego nie były mu potrzebne. Około piątego roku to się zmieniło. Bardzo pragną bawić się z dziećmi - ale oczywiście na swoich warunkach. One piłka i wspinanki - on o zegarach. Posłuchały 5 minut - a potem im się znudziło . On oczywiście autystycznie napierał - no to śmiały się z Niego - śmiał się i On - bo nie odróżniał czy z Niego czy do Niego.
      Bardzo to było dla mnie przykre.
      Szybko orientowały się , że jest " inny" - no a innemu najlepiej przyłożyć. Wracał zapłakany - nawet nie dlatego , że został popchnięty czy uderzony - ale,że zupełnie nie mógł pojąć dlaczego tak się dzieje.
      to niezmiernie trudna i stresująca sytuacja i dla dziecka i rodzica. Bardzo przykro wspominam ten czas.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja