gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter?

21.04.12, 21:13
tak mnie to ostatnio zastanawia... ile w zachowaniu kajtka jest jego choroba, a ile charakterem...pewnie bym o tym nie myslala, gdyby nie jedna z terapeutek, ktora zwrocila mi dyskretnie uwage, ze za czesto tlumacze kiepskie zachowanie kajtka jego choroba. ogolnie jest dzieckiem spokojnym, ale ma swoje zagrania. wezmy np -delikatnie mowiac-niekulturalne odzywki. wiadomo, w szkole, na ulicy czy na podworku slyszy rozne rzeczy. no i w pewnym momencie wypala taka wiazanka-ale o dziwo do osob z rodziny. wiec to moze juz charakter, a nie kwestia nierozumienia swojego zachowania i tego ze takimi odzywkami robi komus przykrosc?
drugi przyklad: zlosliwosc. zauwazylam, ze czesto (wg mnie) robi cos zlosliwego z premedytacja. jezeli cos jest nie po jego mysli, to jest odwet
mozna by tu mnozyc przyklady.
moze rzeczywiscie ta pani iala racje?
    • eps Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 21.04.12, 21:35
      mój robi podobnie do twojego jeśli chodzi o złośliwość, ale może ja wyrodna i nierozumiejąca matka jestem ale ...
      to jest duzy chłopak (6 lat) i w nosie mam to czy jest chory czy nie, pewnych zachować nie toleruje i gnębię z całą stanowczością.
      Jeśli zrobi coś złośliwie to ponosi karę tak samo jak dostałby jego młodszy brat bez deficytów.
      Bardzo żadko go przed kimś lub przed sobą tlumaczę z jego zachowań.
      Jeśli upiera sie że bedzie układał klocki sam to ok, ale jeśli z tej okazji mocno walnie kolegę to nie tłumacze nikomu że moje biedne dziecko ma taki a taki problem, ale ścigam agresora i juz. później na osobności i na spokojnie tłumacze że, ok że sie zdenerwował że miał prawo ale do bicia prawa nie miał, że trzeba sobie radzić inaczej itd.
      Generalnie traktuje go jak normalne dziecko i nie ma taryfy ulgowej na żadne niewłaściwe zachowanie społecznie nieakceptowalne za to toleruje i rozumie jego różne fiksacje.
      • eps Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 21.04.12, 21:36
        sorki za ortografię ale ja też mam deficyty :) a nie sprawdziłam pisowni zanim wysłałam :( - wstyd
        • monisia900 Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 21.04.12, 21:50
          ja tez nie toleruje jego wybrykow, ale ostatnio zaczelam sie wlasnie zastanawiac-po uwadze tej pani-czy moze pomimo tego, ze i tak nie pozwalam na zle zachowania, to jednak czasami, mimowoli cos mu ujdzie plazem, bo ja to tlumacze sobie, ze dziecko chore. ale na takie ulgi pozwalam sobie tylko w domu:).
          wlasnie mam problem z rozroznieniem kiedy to choroba, a kiedy objawia sie "charakterek".
          ooo, chocby przyklad z doslownie przed sekundy. kajtek doskonale wie, ze jego mala siostra lubi brac do reki klucze (tylko problem w tym, ze czasami je gubi hehe). no i wlasnie-poprosilam go aby schowal klucze do szuflady tak, ze mala nie widziala. no wiec kajtek z premedytacja przyszedl z kluczami do pokoju gdzie byla siostra, choc mial przelozyc klucze z jednego konca przedpokoju na drugi. oczywiscie zaraz byla ryk siostry, bo zobaczyla klucze. a kajtek zadowolony z siebie odmaszerowal na przedpokoj...
          • eps Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 21.04.12, 22:12
            aaa to mój też robi podobnie.
            ale w takim przypadku tylko tłumaczę że zobacz siostra bardzo lubi klucze, teraz jest je przykro i płacze bo chciała je a Ty pokazałes i zabrałeś. I odwracam sytuację czy Tobie by było miło jakbym Ci pokazała czekoladę i zaczeła ją jeść, ale Tobie nie dała?? - uwielbia czekoladę. On przytakuje że byłoby mu przykro , ja mówię że w takim razie niech tak wiecej nie robi bo siostrze też jest przykro i na tym rozmowa sie konczy. po kilku takich sytuacjach przestaje tak robić.
            • monisia900 Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 21.04.12, 22:19
              a no wlasnie-twoj synek przestaje robic zle, a moj robi nadal i coraz czesciej. mam czasami wrazenie, ze on chyba lubi jak ktos sie przez jego zachowanie wkurza. i dlatego tez mam wrazenie, ze jak ja mu tlumacze, ze kogos skrzywdzil/obrazil/dokuczyl to on wyciaga z tego wskazowki odwrotne do zamierzonych. czyli wie juz jak komus dokuczyc po raz kolejny.
              dodam, ze kazda kara- jaka by nie byla-splywa po nim jak po przyslowiowej kaczce. a po skonczeniu kary jest rewanz w postaci nasilonej zlosliwosci.
              • gepardzica_z_mlodymi Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 22.04.12, 09:05
                O to to. Coś takiego mam w kontakcie z moim synem. Ja mam wrażenie, że on za każdym razem sprawdza, czy ta maszyna zwana człowiekiem, zadziała w przewidywany sposób. I tez z boku wygląda jakby sprawiało mu radość, dokuczenie, sprawienie przykrości i bólu. A tłumaczenie, że Tobie byłoby przykro - tłumaczy - mnie tak ale jemu nie, bo ja tego nie czuję, że jest mu przykro/go boli itd.
          • yula Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 22.04.12, 21:17
            A u mnie takie numery potrafi odstawiać również NT siostra i to nie taka mała (7-lat) ;)
            A na pytanie autorki: to czort go wie. Ja też staram sie nie dopuszczać zachowań nieakceptowalnych, ale raczej skupiam sie na agresywnych czy niebezpiecznych, po prostu irytujące czasem olewam :)
      • konstruktorka Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 03.05.12, 14:55
        Ostatnio pielegniarka psychiatryczna powiedzial mi ze autystycy nie rozumieja koncepcji spolecznych wiec dla nich czy dobrze czy zle sie zachowuja to jedno i to samo
        Moj zyn ma 11 i pol roku i czasami z premedytacja rozwala rzeczy zaczepia ale nie robi tego na zlosc bo nie rozumie koncepcji robienia na zlosc
        Mysle ze po prostu zaczepia
        Ale kazde dziecko jest inne nawet kazdy autysta jest inny
    • gepardzica_z_mlodymi Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 21.04.12, 21:45
      Ja też staram się traktować mojego syna normalnie. Nie przynosi to jednak oczekiwanych rezultatów. Nieraz dziwię się, że inne dzieci z podobną diagnozą zachowują się inaczej, lepiej a on ma w sobie tyle złości i jakby z premedytacją chce szkodzić i niszczyć. Wybucha często. Odwet polega na tym, że nawet jak go dwuletni brat przypadkiem gdzieś pacnie, to on oddaje mu w sposób idealnie symetryczny, nie przyjmując do wiadomości, że ten jest mały i było to nieumyślne. Terapeuci też wskazują na to, że jest charakterny i mocno zacięty, dużo bardziej niż właśnie inne znane im dzieci za spektrum. Czy to charakter, czy też inne zaburzenia współtowarzyszące? Mam nadzieję, że nasze zabiegi przyniosą w końcu rezultaty i pewne klepki wskoczą na swoje miejsce i młody zrozumie o co chodzi.
      • eps Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 21.04.12, 22:07
        mój też tak miał, cos tam robił i młodszy brat dotknął/rozwalił i musiałam lecieć co sił w nogach bo dostawał takiego napadu złości że mógłby zrobić młodszemu poważną krzywdę, albo od początku trzeba było być blisko aby zapobiec ewentualnemu atakowi.
        Jesli czasem z jakiegos powodu nie zdążyła/nie zauważyłam i młodszy dostał z całej siły pięścią w kręgosłup, albo twardym klockiem w czoło to Dawid z miejsca szedł do kąta.
        jak sie uspokajał to krótka rozmowa, że młodszy niechcący/chciał pomóc/ czy co tam jeszcze i jak można sytuacji zaradzic w przyszlosci.
        Aż w końcu doszliśmy do tego że nie bije nikogo, jak mu ktoś cos popsuje albo chce popsuć to woła mnie, odsuwa "psującego", a jak nie skutkuje to zaczyna płakać, ale nie bije.
        Bardzo rzadko zdarza sie że wybuchnie ale to juz wczęsniej widzę i ostrzegam go żeby sie uspokoił i odszedł bo jest niebezpieczny.
        tak czy siak, czy to przynosiło efekty czy nie, pewnych zachowań nie akceptuje i absolutnie nie ma tłumaczenia że ma deficyt i czegos nie zrozumie. nie wiem jak Wasze dzieciaki ale mój jest ponadprzeciętnie inteligenty i jest w stanie pojąć pewne sprawy wiec po jakimś czasie załapał że np. bicie to nie wyjście. Często mu tłumacze pewne sprawy i dlaczego czegoś nie robimy i że musi sie dostosować i koniec pieśni.
        Kiedyś np. nie chciał sie witać z babciami, odstawiał taką scenę że koniec świata. i mu popuściłam że witać sie nie musi. Ale później stwierdziłam że bez względu na wszystko, nie jest grzecznie jak nie mówimy komuś dzień dobry, i ma sie kłaniać czy to babci, czy sąsiadowi czy w sklepie. na początku sie buntował, ale w zależności od sytacji prośbą/grośbą/przekupstwem zaczął sie kłaniać. Teraz jak zapomni to wystarczy cichutko przypomnieć.
        Nie wiem jak inne dzieci ale zauważyłam że jak mojemu zamiast go tłumaczyć przed światem i samą sobą z jego ułomności, w kontrolowany sposób podkręcam mu śrubę - ale kontrolowany i wyważony - to jemu to naprawdę wychodzi na dobre i fantastycznie sie rozwija.
        • gepardzica_z_mlodymi Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 22.04.12, 09:02
          No, u mojego takie podkręcanie powoduje efekt odwrotny. Próby zachęcania, by coś odpowiadał, witał się, skończyły się mutyzmem. Nie wiem jak z jego z intelektem ale w testach wypada na pograniczu z upośledzeniem. Dopiero niedawno załapał o co chodzi z odstawianiem, jak coś źle zrobi ale generalnie takie metody budziły tylko jego agresję i poczucie krzywdy, nie ucinały złych zachowań, a stosowane były konsekwentnie. Wielu terapeutów połamało zęby na moim dziecku. Teraz młody ma prawie 7 lat, więc jest starszy od Twojego a, z opisu, gorzej wypada z zachowaniem. Tyle, że u nas padło podejrzenie psychozy...
          • monisia900 Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 22.04.12, 09:15
            to moj to juz w sumie kawaler:). ma prawie 11 lat a do tej pory ciezko mu wydusic "dzien dobry", czy "czesc". i im wiecej mu truje aby to mowil, to on tym mniej sie odzywa.a jak juz krzykne na niego, to wydusi cos z stylu "dry" i to tak cicho, ze gdyby nie ruch ust, to nikt nic nie uslyszalby i nie zauwazyl.
            moj syn jest strasznie uparty. musi stanac na jego-czy to prosba, czy grozba, czy innym sposobem.
            • gepardzica_z_mlodymi Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 22.04.12, 09:25
              Z tym wiekiem odniosłam się do Eps. Ale widzę podobieństwo z Twoim, Monisiu, młodzieńcem. Tyle, że mój ma jeszcze czas, by się rozwinąć. Generalnie, wraz z terapeutami, próbujemy znaleźć na niego sposób, bo jak mówią, jeszcze kilka lat, i nie będzie na niego siły. Twardy behawioryzm dopiero od niedawna przynosi jakieś efekty. Jednak, gdy w czasie rediagnozy padło podejrzenie, że całokształt wskazuje, że nasz młody może iść w kierunku psychozy, bardzo mnie to załamało. Przy tym samo ZA wydaje mi się bajką. Przynajmniej w takim wydaniu jakie widzę u innych dzieci w przedszkolu, czy szkole. Marzy mi się takie funkcjonowanie syna.
              • monisia900 Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 22.04.12, 12:29
                ja tez wczesniej nie mialam zbytniego problemu z nim, w sumie nie mialam zadnego jesli chodzi o to, o czym pisalam powyzej.
                jak byl mniejszy z daleka krzyczal dzien dobry, nie byl uszczypliwy, nie dokuczal. moze to z wiekiem przychodzi, bo dziecko-wiadomo-jest coraz cwansze i madrzejsze.
                tylko jak wyodrebnic te granice:(
    • tijgertje Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 22.04.12, 15:12
      Nie ma granicy. Jedno jest silnie powiazane z drugim i trzeba uczyc, wychowywac i miec nadzieje, ze pewne zachowania kiedys wejda w krew. Wiem 2 rzeczy:
      1.Autysta nie robi niczego bez powodu
      2. Teoria i praktyka to 2 zupelnie odrebne rzeczy. Autysci sa impulsywni, nie potrafia myslec "do przodu" i pod wplywem emocji moga robic cos, czego w teoretycznej rozmowie 2 minuty wczesniej z calych sil sie wypierali. I nie sadze, zeby zakladanie, ze dziecko robi cos zlosliwie bylo sprawiedliwe. Z zewnatrz nie zawsze widac calosc sytuacji, zwlaszcza sposobu, w jaki odbiera ja autysta. Jesli na upmnienie reaguje zloscia, to mozliwe, ze odbiera kare jako niesprawiedliwosc. Mojego mlodego trzymam krotko, ale on wie, ze niezaleznie od "zbrodni" stoje po jego stronie, w sensie, ze nie oceniam powierzchownie, tylko zawsze daje mu szase wyjasnienia i wyciagniecia wlasnch wnioskow. Sama bywam impulsywna i wiem, jak trudno sie czasem opanowac, zwlaszcza, ze trzeba umiec wylaczyc emocje na tyle, zeby zastanowic sie nad sytuacja, skoro wiekszosc zachowan spolecznych jest wyuczona, à nie automatyczna. Autyzm to w ogole bardzo ciekawe zjawisko:) w jednej sytuacji czlowiek wybuchnie, w innej, gdy wszyscy dookola spanikuja, autysta bedzie dzialal, jak dobrze zaprogramowany robot.
      Z agresja mlody nie ma problemu. Bywa samoagresywny, ale w stosunku do innych nie. Trzeba mu wrecz tluc do glowy, ze nie moze sie dawac bic itp. I nie tylko ma prawo, ale powinien sie bronic.
      • gepardzica_z_mlodymi Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 22.04.12, 18:21
        A co zrobić jak mój syn w teorii chce sprawiać innym przykrość? I potem to wprowadza w życie. Dla nas to dramat. Chyba, że to wynik niezrozumienia. W grę wchodzą też zachowania opozycyjne.
        • joanka05 Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 22.04.12, 18:31
          zastanów się dlaczego to robi. Jak powiedziała tijgertje - nic nie dzieje się bez przyczyny. A z moich obserwacji wynika, że dzieci ze spektrum, a te bez też mają swój powód dlaczego postępują w konkretny sposób. Tylko my dorośli nie jesteśmy często wystarczająco dociekliwi aby go odkryć.
        • tijgertje Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 22.04.12, 19:29
          gepardzica, odpowiem ci troche na okolo. Pamietam czasy, ze strasznie chcialam kogos pokroic. przypuszczam, ze faktycznie bylabym w stanie to zrobic. Nie dlatego, ze teoretycznie czy praktycznie chcialam komus krzywde zrobic, ale mialam niewiarygodna wrecz ochote przekonac sie, jak na zywo wygladaja pracujace w ludzkim ciele organy. Potem mi przeszlo na tyle, ze w gronie niespelnionych marzen pozostaly studia medyczne i wykonywanie sekcji zwlok;) Z doswiadczen moich i tego, co widze po mlodym, to nawet chec `wyrzadzenia komus krzywdy` nie wynika z checi sprawienia bolu, a z czystej ciekawosci sprawdzajacej reakcje, ewentualnie schematycznosc reakcji . Moj mlody ma wlasnie tak z doswiadczaniem cyklicznosci zdarzen i reakcji;) Musi cos zrobic 1000 razy, zeby sie upewnic, ze za kazdym razem stanie sie dokladnie to samo. Gorzej, jak raz sie stanie cos innego, mozemy byc przygotowani na kolejne 6000 eksperymentow :/ Mlody na szczescie nie eksperymentuje na ludziach, ale ludzkie reakcje bywaja tak fascynujace, ze wcale sie nie dziwie, ze inne dzieci owszem. Dla mnie najlepszym laboratorium byla kuchnia i kosmetyczka mamy. Nieraz dostalam ochrzan, udalo mi sie spalic jeden z najczesciej uzywanych przez mame garnkow (i mimo kary za nic sie nie przyznalam, jaki to eksperyment robilam), ale dopiero po wieeeelu latach zrozumialam, dlaczego sie wszyscy na mnie wsciekali, ze `nie slucham`. Sluchac sluchalam, nawet pamietalam co do mnie mowiono, jednak inne warunki towarzyszace sytuacji to juz zupelnie inny eksperyment, nijak majacy sie do teoretycznie omowionej wczesniej sytuacji. Wystarczy np pomieszac te same skladniki w innym naczyniu i mozna odkryc inne rzeczy, wiec np zakaz mieszania przypraw i aromatow w szklance nijak sie ma do garnka;)
          z zachowaniami opozycyjnymi to fakt. Nieraz juz pisalam, ze autysta musi miec kontrole nad sytuacje i najbardziej na swiecie nie znosi, jak mu sie cos KAZE. Jak mi cos kazesz, to mozesz byc aboslutnie pewna, ze zrobie dokladnie na odwrot, choc dzieckiem juz od dawna nie jestem. Wychowanie mojego mlodego to jedne wielkie podchody i ciagle SWIADOME formulowanie polecen w taki sposob, zeby dziecko myslalo, ze to on tego chce, nie ja. Takie typy;) Da sie z tym niezle zyc, ale jest to ciagle wyzwanie dla wyobrazni i kreatywnosci (bo te same myki po jakims czasie sie nie sprawdzaja). Gdzies tu niedawno cos dyskutowalismy o swiadomej komunikacjii, ale pojecia nie mam, co to byl za watek. Gdzies bija, ale nie wiem, w ktorym kosciele.
          • monisia900 Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 22.04.12, 20:00
            tijgertje napisała:


            Z doswiadczen moich i t
            > ego, co widze po mlodym, to nawet chec `wyrzadzenia komus krzywdy` nie wynika z
            > checi sprawienia bolu, a z czystej ciekawosci sprawdzajacej reakcje, ewentualn
            > ie schematycznosc reakcji . Moj mlody ma wlasnie tak z doswiadczaniem cykliczno
            > sci zdarzen i reakcji;) Musi cos zrobic 1000 razy, zeby sie upewnic, ze za kazd
            > ym razem stanie sie dokladnie to samo.

            no wlasnie-a to choroba, czy charakter? ja probuje poprostu to zrozumiec i po czesci "rozgryzc" syna.
            to nie jest tak do konca, ze zachowanie okreslone jest skutkiem czegos tam. przeciez sa rozne charaktery-jedni sa impulsywni inni "cieple kluchy". co jednego wyprowadza z rownowagi, drugiego nie wzrusza kompletnie. akurat kajtek jest w pelni szczesliwy, gdy jest tak jak on chce-czyli lubi rzadzic. kogos kto nie lubi dominowac w jakikolwiek sposob nad innymi nie wzruszyloby zbyt, ze ma byc cos tak jak ja powiem. a pomimo tego, ze staram sie liczyc z jego zdaniem, to czasami wymysla takie absurdy, ze az strach sie zgodzic.
            poza tym mysle ze skoro po raz n-ty tlumacze kajtkowi, ze takim konkretnym zachowaniem robi komus przykrosc, zachowuje sie niekulturalnie to przeciez powinien juz w jakis sposob przyswoic automatyczne zachowania. psycholog tyle razy powtarza, ze on poprostu musi sie nauczyc "na pamiec" zachowan, ktore nam przychodza ze tak powiem z mlekiem matki.



            >ciagle SWIADOME formulowanie polecen w taki sposob, zeby dziec
            > ko myslalo, ze to on tego chce, nie ja. Takie typy;)

            a mozesz podac jakas konkretna sytuacje?:)
            • tijgertje Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 22.04.12, 21:25
              "Ma byc tak jak ja chce", to nie chec rzadzenia innymi, to podstawowa podstawowa w autyzmie potrzeba kontroli nad sytuacja. Nie ma nic wspolnego z charakterem. Od charakteru zalezy, czy dziecko, takie, jakim bylam ja ulegnie i nie majac poczucia bezpieczenstwa zamknie sie w sobie i bedzie plakac w poduszke, czy jak moj mlody pozwoli sobie na wybuch, ktory rownie dobrze moze byc spowodowany tym, ze dziecko po prostu nie zna innego sposobuy wyrazania emocji, ktore w autyzmie moga byc bardzo nagle i niezwykle gwaltowne, bo spokoj autysty czesto jest pozorny. Czasem rozne emocje zbieraja sie jak magma pod kraterem wulkanu i wystarczy czasem drobiazg, ktory dla rodzica jest zupelnie niczym, a u dziecka powoduje ogromna erupcje. Czesto dlatego wlasnie wybuchy sa niezrozumiale, bo ich natezenie nie jest bezposrednio zwiazane z poprzedzajacym wydarzeniem. Za moim mlodym chodze czasem ze 2 tygodnie, widzac, ze cos go gryzie, dopiero czasem wydawaloby sie jakis malo znaczacy drobiazg daje mi do zrozumienia, ze mlody przezyl cos bardzo mocno, choc robil wrazenie wody splywajacej po kaczce.

              Przyklady manipulacji dziecka?
              Po porodzie prowadzilam z dzieckiem istna wojne o to, zeby karmic piersia. Byl moj stres, lzy i rozczarowanie i wycie mlodego, ktory zupelnie odmawial jedzenia. Po 3 tygodniach odpuscilam. Przestalam go przystawiac, przestalo mi zalezec (choc karmilam sciaganym pokarmem). 2 dni pozniej mlody w nocy byl tak glodny, ze nie chcial czekac, az sie flacha zagrzeje, tylko szukal piersi. Bylam w szoku. Przystawilam i nadziwic sie nie moglam, bo mlody ssal tak, jakby niczego innego w zyciu nie robil. Strajkow glodowych robil kilka, jeszcze w pierwszym roku zycia. Im bardziej mi zalezalo, tym bardziej on sie opieral. DO tej pory z jedzeniem bywa roznie. Teraz jest na wysokokalorycznej diecie, bo w kilka miesiecy schudl 5kg i wyglada jak upior. nie stoje nad nim i nie poganiam. stwierdzam, ze ma wybor, albo je, albo nie, ale w drugim wypadku ma za mna nie lazic, ze jest glodny, bo nic innego nie dostanie, a mnie to w ogole nie wzrusza, jak padnie z glodu. Brutalnie, ale dziala:) Jak sie spiesze i wiem, ze mlody chce jechac ze mna, to stiwerdzam niby mimochodem, ze chcialabym, ale nie zdazymy, bo zanim on sie zbierze... zbiera sie w takim tempie, ze sama bym go szybciej nie ubrala;) Ma psa terapeutycznego. Czasem widze, ze wcale nie ma ochoty wychodzic na zewnatrz, wiec zakladam kurtke i mowie, zeby sobie polezal na kanapie i nikomu drzwi nie otwieral, bo ja ide na spacer z MOIM psem. Jakbym spytala, czy chce ze mna isc, to odpowiedz brzmialaby nie. Jesli stwierdzam cos, zakladajac w tym, ze on nie pojdzie ze mna, to moge byc pewna, ze zrobi wszystko, zeby robic mi "na zlosc". W swoich wypowiedziac staram sie unikac jak ognia pytan wprost, na ktore zawsze moze pasc odpowiedz "nie" i nie zadaje otwartych pytan, bo na te odpowiedz najczesciej jest "nie wiem", "nie chce", "nic". Bardzo czesto daje mu wybor. Zamiast pytac : co chcesz zjesc? pytam: chcesz banana czy jablko? On: nieeee, ja chce winogrona! Ja ze stoickim spokojem i wscieklym uporem: Nie pytalam o winogrona. Mozesz zjesc pozniej . Teraz banan, czy jablko? On: aaaach, moze byc jablko... Ale tylko pol! Udaje ze nie slysze, daje jablko i oboje jestesmy zadowoleni. Ja, bo osiagnelam cel: dziecko je owoce, on, bo mogl o czyms zdecydowac (co daje mu poczucie kontroli). Czasem go przekupuje, czasem ma wybor, w ktorym okreslam konsekwencje (jedne pozytywne, drugie negatywne) i mlody robi to, czego od niego oczekuje, majac swiadomosc, ze to on jest panem sytuacji. Jestem bardzo konsekwentna i dziecko wie, ze ma jakis wybor, ale to ja okreslam granice i zadne wrzaski, krzyki tego nie zmienia.

              poza tym mysle ze skoro po raz n-ty tlumacze kajtkowi, ze takim konkretnym zach
              > owaniem robi komus przykrosc, zachowuje sie niekulturalnie to przeciez powinien
              > juz w jakis sposob przyswoic automatyczne zachowania. psycholog tyle razy powt
              > arza, ze on poprostu musi sie nauczyc "na pamiec" zachowan, ktore nam przychodz
              > a ze tak powiem z mlekiem matki.

              Tak i nie. Tak, musimy sie nauczyc swiadomego panowania nad zachowaniami, ktore dla innych sa automatyczne. Nie: ilosc powtorzen nie ma wplywu na skuecznosc wpajania nowych umiejetnosci. Akurat odwolanie do uczuc innych to czysta abstrakcja. Dziecko predzej sobie cos przyswoi, jesli bedzie chcialo wykonywac dana czynnosc albo bedzie widziec jakas konkretna korzysc DLA siebie. Przyklad: zamiast "nie bij siostrzyczki, bo ja boli" albo "jak ja jeszcze raz uderzysz, to pojdziesz do kata", tylko: "Jak jej nie bedziesz bic, to nie wysle cie do kata" . Nie wiem, czy widzisz roznice z katem? Jak zagrozisz kara, to dziecko uzna, ze nie oplaca mu sie starac, bo kare i tak pewnie dostanie, jak sformulujesz to tak, zeby uznal, ze ma sytuacje we wlasnych rekach, to szansa jest wieksza, ze bedzie sie lepiej pilnowac, zeby siostrze nie przywalic i w takiej sytuacji to juz tylko pod niebiosa trzeba go wychwalic ze nie bil siostrzyczki (zamiast ze sie z nia tak ladnie bawil). Hehe, nigdy w zyciu sie tak szczwolowo nie zastanawialam nad tym co, jak i dlaczego robie czy mowie. Pewne rzeczy robie z automatu, ale odkad mam diagnoze, to wlasciwie caly czas sie zastanawiam dlaczego robie czy robilam cos tak a nie inaczej i z czego to wynika. mam nadzieje, ze co nieco ci rozjasnilam.
            • eps Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 22.04.12, 21:40
              ciagle SWIADOME formulowanie polecen w taki sposob, zeby dziec
              > > ko myslalo, ze to on tego chce, nie ja. Takie typy;)
              U nas podobnie, kazanie czegoś od razu skazane jest na klęskę.
              Ja wszystko obracam tak, żeby wyszło że nie mi robi łaskę jak wykona jakies polecenie (w takim wypadku na bank nie wykona i bedzie sie naprawał swoim sukcesem i górowaniem nade mną).
              mój nie lubi się ubierać. Jak położę ubrania i powiem, żeby sie ubrał to na bank nic nie założy, rozwali sie na kanapie i bedzie czekał, aż zacznę go sama ubierać, bo jemu nie zależy, kazac to ja sobie mogę i nie bo nie - koniec pieśni. Bedzie nawet gotowy wyjść na ulicę w piżamie byle tylko nie pokazać że sie podporządkował i wykonał polecenie.
              Ale jak położę te same ubrania juz na przykład wieczorem w jego pokoju z krótką informacją "Dawidku tutaj kładę Twoja ubrania na jutro do szkoły, jakbyś jutro dał rade i postarał sie sam ubrać to byłoby ekstra, zaoszczędzimy wtedy dużo czasu i obejrzymy bajkę, a ja byłabym duma że mam takiego dorosłego syna!" i juz.
              On nawet nie potwierdzi że zrozumiał/usłyszał to co mówiłam.
              Rano na 99% zejdzie na dół juz gotowy do wyjścia ;)
              albo nie lubi nowych smaków.
              czasem zrobię kanapkę z czymś czego wczesniej nie jadł ale widzę że byłby skłonny spróbować. Jak powiem "Chodź spróbujesz nowej pysznej kanapki" to na milion % odwróci się na pięcie powie "Bleeeeeee" i odejdzie. Ale jak powiem " chcesz spróbować jaką mam ekstra kanapkę, boska!" to wtedy niby decyzja należy do niego i chętnie przyjdzie.
          • yula Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 22.04.12, 21:26
            Nie załamuj mnie tygrysku :/ Mój właśnie ma takie odruchy by sprawdzić jak siostra czy kota zareaguje na przyciśnięcie/uszczypnięcie czy coś w ten deseń :/ A co do wydawania poleceń to co jeśli biedna matka ma zerową wyobraźnię i kreatywność ?
          • gepardzica_z_mlodymi Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 23.04.12, 06:46
            No, własnie Tygrysku, ja w ten sposób myślę o moim dziecku, jak to opisujesz. Czasem, jednak nie mam już siły. Ostatnie ponad dwa lata, kiedy od narodzin młodszego brata robił podchody, by zgnieść mu główkę, żeby zobaczyć co z niej wypłynie, mnie wykończyły.
    • czarna_ida Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 22.04.12, 21:27
      Ja tez nie wiem.. Bo moj ma 8 lat, i tez moim zdaniem robi pewne rzeczy jakby na zlosc ? Jak jest nie po jego mysli to na 100 % wiem ze coś popsuje albo zniszczy ot tak specjalnie.
      Tak samo jak mu mowie ze mu czegoś nie wolno.. Mogę mowić cicho, stanowczo i ma w dupie..
      Jak rykne to gluchnie na amen.Dopiero jak zmusza mnie do reakcji ze muszę do niego podejść juz slyszy..
      Nie tlumaczę mojego dziecka do nikogo, bo nie ma to sensu, poza tym w ekstremalnych sytuacjach powiem ze ma autyzm..
      Ale wiem jedno nie radzę sobie z jego zachowaniami, niestety.
    • gruba_mamma Re: gdzie konczy sie choroba a zaczyna charakter? 24.04.12, 10:05
      mi tez trudno okreslić, pierwszy raz zadałam sobie to pytanie jak opanowywaliśmy codzienne histerie o wszystko.I co zauważyłam - jak rzecz wynikała z odmienności czy zaburzeń SI - wrzask był inny i kończył się natychmiast kiedy ustała przyczyna, jak chodziło o manipulację rodzicami - inny, długi, wyrezyserowany.Jak przyjęliśmy taktykę olewania wrzasków, młoda potrafiła przestać ryczeć - rozejrzeć się czy ktoś ją w ogóle widzi i próbować ze zdwojoną siłą.Rewelacyjnie działają na młodą rady z książki " Jak mówić żeby dzieci słuchały, jak słuchać żeby dzieci mówiły".Np. młoda rzuca jedzeniem, cokolwiek je, jak juz nie chce - to ląduje na dywanie.Żadne tłumaczenie, nic nie pomagało. Odpuściłam, potem jak rzucała chleb nie mówiłam nie rzucaj, tylko "chleb ma leżeć na stole", albo "Paula widzę chlebek na podłodze" i idę dalej, nie czekam aż podniesie, nie każę.O ile na pierwsze zdanie brak reakcji - na drugie reakcja w 99% - podnosi i kładzie na stole. Kiedy kazałam jej podnosic to co rzuciła - chocby nie wiem co - nie podniosła. Taki ośli upór. Zwykle jak mówie nie rób to na pewno zrobi.Więc sie staram mówić tak żeby jak najmniej uzywać nie, tak troche odwrotnie.Ale jak poczytałam forum o małych dzieciach - to matki mają wiele podobnych problemów.Więc myslę że zrzucanie wszystkiego na auyzm jest dużym błędem. Sporo rzeczy działa tak jak u dzieci NT, tylko myslę że my mamy tendencje do zrzucania na karb diagnozy.Ja mam na pewno ale pracuję nad tym;)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja