mimamii
21.09.12, 21:05
/tu jest jeden z moich poprzednich watkow i nasza historia w wielkim skrocie: forum.gazeta.pl/forum/w,10034,137726416,137726416,nadwrazliwy_syn_i_kilka_watpliwosci.html /
Dawno nie pisalam tutaj. Niestety, wciaz czekamy na konsultacje ze specjalistami. Nic z tym nie zrobie, ale to juz niedlugo, cale szczescie.
Mimo, ze ostatnio sporo pozytywnych umiejetnosci i zachowan obserwuje u synka, to, niestety, rownolegle pojawiaja sie lub nasilaja te niepokojace... Postanowilam nie marnowac czasu i wspomoc, stworzyc warunki, by przekonac sie o tym, jak synek odnajduje sie naprawde wiekszej grupie rowiesnikow. Jest to nie do konca zbadane 'terytorium', a przeciez w diagnozie bardzo istotne.
Synek od 1,5 tygodnia chodzi do przedszkola na 3 godz dziennie. Grupa jest ok. 25 osobowa, przedszkole bardzo fajne. Pierwsze dni byly bardzo spokojne, synek szedl z radoscia, zegnal sie bez problemow, kiedy go odebralam, chetnie opowiadal, co robil w przedszkolu. Pani go chwalila, ze na tle reszty 3latkow (jest to grupa poczatkujaca, wiele dzieci rozpacza z powodu rozlaki z rodzicami), jest spokojny i dobrze sie zapowiada. Napomknela jedynie, ze synek zlosci sie, kiedy w sali robi sie glosno, dzieci krzycza, mowi wtedy, ze 'jest za glosno' (synek ma domniemana przeze mnie nadwrazliwosc na halas, krzyk, co by sie potwierdzilo). Niestety, szybko nastal gorszy czas. Maly zrozumial, ze to nie jest jednorazowa przygoda, a czesc kazdego kolejnego dnia... I juz nie jest tak spokojnie. Mamy problem z dotarciem do przedszkola, bo synek zapiera sie, ze nie idziemy tam, ze nie chce, ze nie lubi... kiedy jednak pozostaje w sali po pozegnaniu, jakos daje sie udobruchac paniom. Sytuacja z ostatnich dni wyglada tak, wg relacji pani:
- duza wrazliwosc na halas panujacy w sali
- znikome zainteresowanie, a moze bardziej uczestniczenie w grupowych zabawach ruchowych - synek obserwuje, jest z boku, czasem tylko da sie namowic na dolaczenie
- ogromne zaangazowanie w zajecia manualne przy stolikach (rysowanie, itp) - wg pani rysuje wyjatkowo ladnie na tle grupy; tam, jak sie domyslam, dostosowuje sie do polecen pani i wspolpracuje jakos z dziecmi z jednego stolu (np dzielnie kredek)
- zainteresowanie zabawkami typu klocki (wg pani swietnie z nich buduje), brak mi jednak informacji, jak wyglada ta zabawa, czy razem z dziecmi innymi, czy jedynie samodzielnie
- plac zabaw - brak zainteresowania grupa, hustawkami, slizgawkami, itd, jest na poboczu, chodzi sobie swoimi sciezkami, zbiera jakies nasionka, listki... to sama moglam obsewrowac, ale tez wiem, ze synek nie lubi placow zabaw,
- chyba z tych wszystkich emocji (w domu juz mu sie to nie przytrafia w ogole) zdarzylo mu sie zsikac w majtki, nie wiem, jednak, czy dlatego, ze byl wlansie w emocjach, czy dlatego, ze zbyt pozno dostrzezono jego sygnaly o checi skorzystania z wc, ale to chyba nie ma znaczenia.
Znow jest weekend. Maly wie, ze jutro sobota, ze przedszkole zamkniete, ze razem spedzamy czas i sie cieszy. Boje sie poniedzialku...
Powiedzcie prosze, czy robie blad?... Czy nie lepiej byloby wstrzymac sie z takimi decyzjami do pierwszych choc opinii specjalistow?...
Wiem, ze kazde dziecko przezywa poczatki przedszkolne, ze czas adapatcji moze troche trwac i wygladac roznie. Gdzie, w przypadku mojego synka z podejrzeniem zaburzenia, powinna byc granica narazania go na niepotrzebny stres, stawiania w sytuacjach, w ktorych byc moze nigdy sie nie odnajdzie tak, jak oczekuja tego panie przedszkolanki, pozwalania, by 'szwedal sie' sie przez 1-1,5h po placu sam, z jakimis malymi myslami w swojej malej glowce...?
Bede wdzieczna za wszystkie uwagi... gdyz od kilku dni rodzi sie we mnie poczucie winy...