Rezygnacja a działanie...

28.10.12, 13:46
Rodzice dzieci autystycznych doradźcie mi proszę jak można zamienić rezygnację,poddanie się,użalanie,brak chęci do życia w działanie dla dobra dziecka.
Jestem na takim paskudnym etapie,że zamiast działać siedzę i płaczę patrząc na to co syn wyprawia.
Jesteśmy dopiero na samym początku drogi, brak diagnozy ale tak naprawdę nie jest mi ona potrzebna,żeby zauważyć,że temu małemu stworzonku coś dolega.
Kiedy tak przypatruje się jak on kładzie się na podłodze i jeździ sobie samochodzikami cm od oczy,ociera się o nie chce mi się wyć.
Pewnych rzeczy nie da się już podciągnąć pod dziecięce fanaberie,kończę się oszukiwać i dociera do mnie,że syn jest chory.
Sama zawsze świat widziałam w czarnych barwach,byłam pesymistką,miałam trudne dzieciństwo.
Bardzo chciałam,by syn mógł poznać świat,bym to ja mogła Go wszystkiego uczyć, słów,zwierząt,drzew...
Mój syn nawet nie wie kto to jest mama jak do Niego powiem, on tego nie rozumie.
Boje się,że nie podołam,nie udźwignę.
    • aniasamosia Re: Rezygnacja a działanie... 28.10.12, 13:57
      Udźwigniesz, udźwigniesz!!! Nie zapominaj że to Twoje Dziecko i kochaj Je jak tylko potrafisz. Ono musi czuć, że jest kochane. Pewnie, że przychodzą trudne chwile, ja też je mam. Ale po każdej burzy wychodzi słońce. Mnie to właśnie dziecko mobilizuje do walki i działania. Nie wiem ile lat ma twój syn, ale mój też na początku drogi jeździł autami, kręcił nimi bez końca. Teraz woli bawić się misiami :-) Ściskam.
      • mamakacperka11 Re: Rezygnacja a działanie... 28.10.12, 14:07
        Ma 25 miesięcy.
        Od lipca zauważyłam,że wiele rzeczy jest nie tak.
        Wróciłam do pracy,syn poszedł do żłobka.
        Podobno nic niepokojącego u niego nie występuje poza "chodzeniem własnymi drogami" (wg opiekunki)
        Społecznie nie jest najgorzej,lubi gonić się z innymi,zauważa dzieci.
        Najbardziej przykro jest mi odbierać Go ze żłobka, widzę jak podbiegają inne dzieci z uśmiechem do mam, tulą się, mój syn podbiega bo mnie rozpoznaje i tyle.
        Czasem zaciskam zęby tak ryczeć mi się chce.
        Śni mi się,że syn podchodzi do mnie, łapie mnie za ręke pokazuje palcem i mówi mamo chodź pokaże ci coś...
        Cholera jasna,niektórzy ciągani przez dzieci w różne miejsca narzekają,że chcą mieć chwilę spokoju, chcą odetchnąć jak syn chce pograć w piłkę.
        Ja marzyłabym,marze o tym,by mój syn choć zawołał do mnie "mamo"...........
        • aniasamosia Re: Rezygnacja a działanie... 28.10.12, 18:29
          Aż się uśmiechnęłam, jak to czytałam. Niespełna rok temu też marzyłam i wyczekiwałam kiedy mój Kacper powie "mamo". I wiesz co, nie czekałam długo na tę chwilę. Teraz buzia mu się nie zamyka i jak jesteśmy na spacerze to wciąż zaczepia mnie: "mamo, tu jest autobus, mamo tam pan jedzie rowerem, mamo tu jest taki sam.... i dopóki nie odpowiem, to nie daje mi spokoju, aż czasami mam dość :-) Ty też tego doczekasz zobaczysz, tylko oczywiście wymaga to czasu i wiele pracy, zajęć itp.
          • ania-pat1 Re: Rezygnacja a działanie... 28.10.12, 23:11
            Fajnie, że podbiega, bo to wcale nie oczywiste - mógłby Cię nie zauważać. A czy nie cieszy się na twój widok - nie wiem - myślę, że gdyby się nie cieszył to by nie podchodził (bo po co?) - a że nie potrafi sygnalizować niewerbalnie? (nie wie po co mu uśmiech, więc nie korzysta z mimiki - brak mimiki to nie jest brak uczuć) - idźcie na terapię - popracujcie nad polem uwagi - TY pokazuj palcem, ty się uśmiechaj szeroko na jego widok i mów - popatrz śmieję się, bo się cieszę, że Cię widzę itp. itd. Jeśli paniom w żłobku bardzo od normy nie odbiega, jeśli reaguje na własne imię to już nie jest źle.
        • halogen75 Re: Rezygnacja a działanie... 28.10.12, 19:06
          > Najbardziej przykro jest mi odbierać Go ze żłobka, widzę jak podbiegają inne d
          > zieci z uśmiechem do mam, tulą się, mój syn podbiega bo mnie rozpoznaje i tyle.
          > Czasem zaciskam zęby tak ryczeć mi się chce.

          Dlatego nie warto trzymać się metody porównawczej, bo ona rodzi takie stany. Ja się jej pozbyłam na zawsze ale fakt pracowałam nad tym. Odkąd jej we mnie nie ma czuję się wolna, spokojna, a moje dzieci są dla mnie najcudowniejsze i nie zamieniłabym ich na żadne inne.

          > Śni mi się,że syn podchodzi do mnie, łapie mnie za ręke pokazuje palcem i mówi
          > mamo chodź pokaże ci coś...

          Bo wciąż o tym myślisz. Twój syn może tego nie robi ale milion innych zalet, których inni nie mają i mogą mu tylko pozazdrościć. Nasze dzieci są wyjątkowe.

          > Czasem zaciskam zęby tak ryczeć mi się chce.

          Wyryczeć się trzeba i to mocno, do bólu, tak żeby nie chciało się potem tego powtarzać;)

          > Ja marzyłabym,marze o tym,by mój syn choć zawołał do mnie "mamo"...........

          Zawoła. Jeśli nie zawoła przekaże w inny sposób, a Ty na pewno to poczujesz.
      • alcia555 Re: Rezygnacja a działanie... 28.10.12, 14:15
        Dasz sobie rade musisz być teraz silna dla dziecka jesteś mu potrzebna pamiętaj to jest takie samo dziecko tylko potrzebuje dużo więcej miłości.Ja też na początku miałam chwile załamania,ale niepoddałam się i ciągle walczę ,aby mojej małej było dobrze i była szczęśliwa.
    • mruwa9 Re: Rezygnacja a działanie... 28.10.12, 14:25
      nie wiem, bo nigdy nie bylam na takim etapie. Depresji nie masz? Moze warto do lekarza?
      Twoj syn nie jest chory ! Jest moze zaburzony, moze inny, ale nie chory i na pewno nie gorszy.
      Po prstu go kochaj. Nie bierz na siebie misji bycia jego terapeuta i nauczycielem. Jestes jego mama i nia pozostaw. Robcie razem to, co sprawia wam obojgu przyjemnosc. Idzcie na spacer pozbierac jesienne liscie (choc teraz to szybciej ulepic balwana..). Rozmawiaj z nim, opowiadaj mu rozne rzeczy, nie ucz Po prostu badz. I kochaj, takiego, jakim jest. Tylko tyle i az tyle.
      • halogen75 Re: Rezygnacja a działanie... 28.10.12, 18:56
        mruwa9 napisała:

        > nie wiem, bo nigdy nie bylam na takim etapie. Depresji nie masz? Moze warto do
        > lekarza?

        O tym samym pomyślałam. Nie ma czegoś takiego jak wieczny pesymizm. Jeśli miałaś trudne dzieciństwo a teraz jesteś osobą dorosłą i pewne trudne sprawy zakorzeniły się już na tyle głęboko, że ciężko jest zmusić siebie samą do działań, to czas na zrobienie porządku ze sobą. Wiem o czym piszę, choć nie chcę wnikać w szczegóły, bo to jest bardzo osobista sprawa. Czasem żeby móc coś pchać do przodu, móc widzieć cokolwiek jasnych kolorach, umieć skonstruować wewnętrznie dążenia i priorytety życiowe, wyznaczyć sobie cele, potrzeba odnaleźć i wykopać siebie sprzed etapu, w którym zapadło się w otchłań problemów. To nie jest łatwe, jeśli granica początkowa sięga aż tak daleko wstecz. Zapisz się do specjalisty, warto. Zrzucisz z siebie ten cały balast i pożegnasz się z nim na zawsze. Samemu ciężko jest sobie z tym poradzić. Tym bardziej, że problemy się nie kończą, bo życie ogólnie jest trudne.
        Jeśli pozbierasz samą siebie, "pozbierasz" swoje dziecko, a problemy nie będą Ci się wydawały aż tak wielkie, bo będziesz umiała sobie z nimi radzić. Poczucie bezsensu, depresja, gigantyczny dół psychiczny, brak perspektyw, marazm wewnętrzny potrafi dopaść każdego nawet największego mocarza i giganta. Musisz wówczas znaleźć cel, dla którego warto dać się podnieść i wspiąć do samej góry. Ty ten cel masz. Jest mały, przed nim i Tobą całe życie, więc warto:)

        > Po prstu go kochaj. Nie bierz na siebie misji bycia jego terapeuta i nauczyciel
        > em. Jestes jego mama i nia pozostaw. Robcie razem to, co sprawia wam obojgu prz
        > yjemnosc. Idzcie na spacer pozbierac jesienne liscie (choc teraz to szybciej ul
        > epic balwana..). Rozmawiaj z nim, opowiadaj mu rozne rzeczy, nie ucz Po prostu
        > badz. I kochaj, takiego, jakim jest. Tylko tyle i az tyle.

        To jest święta prawda:) To jest najlepsza i najważniejsza terapia dla dziecka.

        Nie wstydź się i pomóż sobie nawet w pierwszej kolejności. Ty jesteś głównym ogniwem łańcucha. Dasz radę. Zobaczysz. Pozdrawiam i trzymam kciuki:)
        • szironna Re: Rezygnacja a działanie... 29.10.12, 06:19
          podpisuję się pod halogen, tak mądrze napisane, że nic dodać.
          autorko najpierw pomóż sobie a potem zacznij działać z synem - warto zrobić diagnozę, żeby wiedzieć co należy zrobić, by młodemu pomóc. dasz radę, wypłacz się, idź do specjalisty. spojrzysz na syna nie jak na "nierozwiązywalny problem" a jak na dziecko, które ma ewent. zaburzenia (do pracy), ale jest poza tym fajnym i kochanym dzieckiem.
          ściskam.
          • aga_sama Re: Rezygnacja a działanie... 29.10.12, 09:04
            Halogen ma rację

            Ja doradzałabym diagnozę. To wiele zmienia w podejściu do dziecka, daje też możliwość realnej pomocy. A wierz mi, poczucie winy, że nie uruchomiliśmy my - jako rodzice, trybików maszyny aby pomóc dziecku, bywa bardzo trudne.
    • nefret_ete Re: Rezygnacja a działanie... 29.10.12, 09:11
      jak można zamienić rezygnację,poddanie się,użalanie,brak chęci do życia w działanie dla dobra dziecka.“
      Sama sobie odpowiedziałaś- zamień na działanie. Chwyć za telefon, zadzwoń do ppp, psychiatry,poszukaj ośrodka, który postawi dobrą diagnozę i który(to moim zdaniem ważniejsze) rozpisze terapię.

      Jestem na takim paskudnym etapie,że zamiast działać siedzę i płaczę patrząc na to co syn wyprawia“
      Ja też tak miałam, ale tylko „chwilę“ bo był jeszcze drugi syn i nikt poza M(który był najczęściej w pracy) do pomocy. Musiałam przestać siedzieć i płakać bo nie miał kto załatwić podstawowych spraw. Teraz myślę, że może to i dobrze, bo jak zaczełam działać, szybko wyszłam z dołka.

      „Jesteśmy dopiero na samym początku drogi, brak diagnozy ale tak naprawdę nie jest mi ona potrzebna,żeby zauważyć,że temu małemu stworzonku coś dolega.
      Kiedy tak przypatruje się jak on kładzie się na podłodze i jeździ sobie samochodzikami cm od oczy,ociera się o nie chce mi się wyć“

      Sama analizujesz, upewniasz się, że dziecko jest zaburzone. A to nie o to chodzi. Potrzebny jest specjalista, który powie Ci, co robić w sytuacjach trudnych. Jeśli dziecko stymuluje wzrok – co wtedy robić, a przede wszystkim co robić żeby mały tego nie robił.

      „Pewnych rzeczy nie da się już podciągnąć pod dziecięce fanaberie,kończę się oszukiwać i dociera do mnie,że syn jest chory“
      Nie chory tylko zaburzony, inny, ale też wyjątkowy i szczególny

      Sama zawsze świat widziałam w czarnych barwach,byłam pesymistką,miałam trudne dzieciństwo“
      A może poszukaj też dobrego psychoterapeuty dla Ciebie. Trudne chwile z przeszłości wracaja w ciężkich momentach życia , takich jak np teraz masz. Może ktoś pomógłby Ci to wsyztsko ogarnąć, przetrawić. Ciężko pogodzić się z autyzmem dziecka, ale od tego zależy Wasza przyszłość. Mnie się to udało i Tobie też życzę poukładania spraw..

      „Bardzo chciałam,by syn mógł poznać świat,bym to ja mogła Go wszystkiego uczyć, słów,zwierząt,drzew... „
      Spokojnie- zacznij małymi krokami. Jeśli dzieciak jest autystyczny nie możesz postępować z nim jak ze zwykłym dzieckiem. Musisz znaleźć terapeutę, który powie Ci jak z takiej sytuacji wybrnąć. Nauczysz go poznawać świat tylko musisz wiedzieć jak. Gdyby Ci ktoś(ośrodek) rozpisał terapię- co konkretnie w danym dniu/tygodniu masz z maluchem robić, myślę, że gdybyś widziała efekty – od razu poczułabyś się lepiej

      Mój syn nawet nie wie kto to jest mama jak do Niego powiem, on tego nie rozumie“
      Skąd to wiesz? Bo nie reaguje jak zwykły dzieciak?

      „Najbardziej przykro jest mi odbierać Go ze żłobka, widzę jak podbiegają inne dzieci z uśmiechem do mam, tulą się, mój syn podbiega bo mnie rozpoznaje i tyle“

      Mów mu: jak przychodzę po Ciebie to tak by mi było miło jakbyś się uśmiechnął i przytulił. Prawdopodobnie nie zrozumie tak długiego zdania. Pokaż mu na obrazkach: mam przychodzi, dziecko biegnie, ma uśmiech i przytula- mama jest uśmiechnięta. Ja tak robiłam i wreszcie mój syn cieszy się jak mnie widzi. Po prostu nauczyłam go reagować. Ja też pamiętam jak to było przykre. Ale już nie jest, drzwi w przedszkolu się otwierają a ja słyszę: mamuuuuussssia!

      „Czasem zaciskam zęby tak ryczeć mi się chce“
      pogrążasz się w smutku, to do niczego nie prowadzi.
      Ja mam dwóch autystycznych synów, pracuję i żyję prawie normalnie. Dużo pracy i wysiłku kosztuje dotarcie do tego etapu, ale czy nie warto?
    • mamakacperka11 Re: Rezygnacja a działanie... 29.10.12, 09:46
      Byłam u psychiatry-zalecił leki ale boje się ich brać,boję się,że mnie przytępią albo się uzależnię.
      Chodzę też do psychologa,ale ciężka to praca i efekty nie są natychmiastowe.
      Jeśli mam być szczera w tej całej sytuacji czuję się jak dziecko,niezaradne i czekające na dyspozycje rodzica.
      A tutaj cała ta sprawa jest na mojej głowie i muszę być dorosła,silna żeby się z nią zmagać.
      • nefret_ete Re: Rezygnacja a działanie... 29.10.12, 09:55
        " A tutaj cała ta sprawa jest na mojej głowie i muszę być dorosła,silna żeby się z nią zmagać"

        skup się na małych krokach, nie myśl globalnie. Za duzo od siebie wymagasz. Pozwól sobie być człowiekiem. Każdy w tej sytuacji byłby zagubiony jak dziecko a Ty wymagasz od siebie bycia "dorosłym i silnym". Nie pamiętam skąd jesteś, ale znajdz szybko DOBRY ośrodek dla dzieci autystycznych. Przerzuć z siebie trochę obowiązków np na terapeutów- bo inaczej oszalejesz
      • mruwa9 Re: Rezygnacja a działanie... 29.10.12, 19:46
        glupio postepujesz z tymi lekami. Jesli lekarz stwierdzil , ze maja sens, to najwyrazniej widzi do nich wskazania. Dal antydepresanty czy benzodiazepiny? Antydepresanty to nie sa narkotyki, ktore otumaniaja i spowalniaja reakcje To leki, ktore ulatwiaja nabranie dystansu do wlasnej sytuacji, osoba je bioraca sprawia wrazenie, jakby wyszla z siebie i stanela obok, nabierajac wiekszego obiektywizmu do swojej sytuacji, co otwiera umysl na racjonalne dzialanie w celu poprawy losu. Takie przynajmniej efekty ogladalam w moim otoczeniu. Efekt byl taki, jakby osoba je bioraca, zrzucila z siebie przygniatajacy ja kamien i nabrala sil do dalszego zycia.
        Zanim zaczniesz pomagac swojemu dziecku, pomoz samej sobie, bo sie meczysz zupelnie niepotrzebnie.
      • halogen75 Re: Rezygnacja a działanie... 29.10.12, 22:10
        mamakacperka11 napisała:

        > Byłam u psychiatry-zalecił leki ale boje się ich brać,boję się,że mnie przytępi
        > ą albo się uzależnię.

        Nie możesz mieć takiego podejścia i już osądzać sprawę z góry. Dziś jest wiele psychotropów, które nie mulą, nie wywalają z normalnego funkcjonowania. Można sterować ich dawkami tak, by były dobrane indywidualnie. Z lekami jest tak, że początki są przeważnie trudne ale po tygodniu, dwóch organizm zaczyna je łagodniej tolerować. Nie należy ich przerywać. Wszelkie dziwne objawy po nich konsultować z lekarzem. Jeśli korzystałaś już z psychologa i nie pomogło, to bardzo dobrze, że psychiatra znalazł inną opcję.

        > Jeśli mam być szczera w tej całej sytuacji czuję się jak dziecko,niezaradne i c
        > zekające na dyspozycje rodzica.

        Za jakiś czas w trakcie leczenia się to zmieni, zobaczysz.

        > A tutaj cała ta sprawa jest na mojej głowie i muszę być dorosła,silna żeby się
        > z nią zmagać.

        To nie walcz na tę chwilę z niczym innym prócz siebie. Podjęłaś pewne kroki, doprowadź je do samego końca. Zdążysz wszystko po drodze poukładać. To nie Twoja wina, że teraz nie jesteś gotowa. Daj sobie czas. Nikt Cię nie goni. Powoli. Wszystko się ułoży, a Ty lada moment spojrzysz na to innymi oczyma.
    • rohatyna Re: Rezygnacja a działanie... 30.10.12, 14:01
      Powiedz sobie tak ;
      " Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej "
      Potem weź się za siebie i Młodego, aj ak bedą pierwsze spektakularne postępy - powiedz sobie tak
      " Nigdy nie może byc tak dobrze, zeby nie moglo byc lepiej"

      I dacie radę -:)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja