"Jak dobrze że ja nie mam takiego chorego dziecka"

29.11.12, 21:25
Tak usłyszałam kilka dni temu od koleżanki - dumnej mamy wspaniale rozwijającego się chłopca. Nie umiałam nic odpowiedzieć bo łzy mi zalały gardło. Wybąkałam tylko że moja córeczka nie jest chora. Tego dnia usłyszałam od dwóch psychologów że pewnie dostaniemy diagnozę CZR, chciałam się komuś wypłakać i nie było komu.
Jak sobie radzicie z takimi podłymi ludźmi? Czy oni są podli czy po prostu nie rozumieją? Myślałam że to moja koleżanka, że mnie rozumie. Okazuje się że rodzic zdrowego dziecka nie zrozumie. Nawet moja mama mówi "a widzisz, nie można mieć wszystkiego!" (jakbym kurde miała!)
Mam wrażenie że ludzie próbują się dowartościować naszym kosztem. Czy to znaczy koniec znajomych, koniec kontaktów z rodziną? Szukać sobie nowych znajomych wśród rodziców takich jak my?
    • eps Re: "Jak dobrze że ja nie mam takiego chorego dzi 29.11.12, 21:48
      a ja myślę, że palnęła bez pomyślunku.
      może chciała Ci współczuć udręki ale jej ciut nie wyszło.
      Ja osobiście wolę takie teksty niż "noże w plecy" i komentarze źe dziecka wychować nie potrafię jak dostanie "głupawki" w miejscu publicznym.
    • rohatyna Re: "Jak dobrze że ja nie mam takiego chorego dzi 29.11.12, 22:30
      Myślę, że eps ma rację.
      Ja kiedyś, jak nie miałam jeszcze chorego dziecka, tylko pierwszego zdrowego syna - tak samo polnęłam mojej koleżance,która miała chore. Może nie tak obcesowo i wprost, ale gadałyśmy przy winie i powiedziałam, że nie wiem czy ja byłabym gotowa na wychowywanie i zajmowanie się chorym.
      Nie miałam nic złego na myśli, tak poprostu glośno rozważałam Jak urodziłam chore - przypomniała mi o tym, do dziś ma do mnie o to żal.
      Okazało się, że jednak jestem gotowa - musiałam. Dopiero kiedy sama spotykałam się z podobnymi uwagami - dotarło do mnie jaką przykrość musiałam jej zrobić. No ale nie da się już tego cofnąć.
      • kenijka Re: "Jak dobrze że ja nie mam takiego chorego dzi 29.11.12, 22:58
        po pierwsze podzielam zdanie powyżej wypisane
        poza tym, myślę sobie że Ty sama potrzebujesz czasu żeby sie odnaleźć, pogodzić z tą sytuacją
        nie wiem czy by mnie ruszyło (teraz - kiedy chyba już jestem poukładana z tym) z resztą często mi znajomi mówią że ja to winnej sytuacji jestem, albo ze mi jest cieżej (w różnych kontekstach), no fajnie że biorą to pod uwagę, wszystko prawda, to delikatna sprawa, jednego komentarz nie ruszy, innego zrani


    • tata.po.30 Re: "Jak dobrze że ja nie mam takiego chorego dzi 30.11.12, 01:26
      Ja jakiś czas temu usłyszałem od zagadującej nieznajomej babci:
    • gepardzica_z_mlodymi Re: "Jak dobrze że ja nie mam takiego chorego dzi 30.11.12, 08:03
      Moim zdaniem, z czasem można nauczyć się wybaczać, takie teksty. Ja tam rozumiem, nikt nie chciałby mieć trudno, a niektórzy ludzie są nieco bardziej egocentryczni, coś impulsywnie palną lub mają słabiej rozwiniętą empatię. A faktem jest, że nie wiadomo, kto jeszcze im się w rodzinie urodzi i wtedy mogą pojąć. To, co powiedziała Twoja znajoma, to w moim poczuciu, wyraz jej lęku przed nieznanym, trudami, wyzwaniami. W ten sposób - dość kanciasto - okazała swoje współczucie, być może starała się wyobrazić sobie siebie w podobnej sytuacji. Może się zreflektuje, może powiesz jej czego oczekiwałaś? A może też uciec, bo ludziom trudno jest towarzyszyć w trudach. Jak sama sobie wszystko poukładasz, to pewnie znajdziesz osoby, z którymi będziesz mogła porozmawiać bardziej szczerze, nawet, jeśli sami nie doświadczyli czegoś podobnego. Układ znajomości może się bardzo zmienić.
      A znajomych trzeba mieć różnych. Dobrze znać osoby w podobnej sytuacji ale konieczne są też, moim zdaniem, inne, gdzie temat autyzmu nie jest wiodącym. Tylko, że na wszystko przychodzi czas.
      Zawsze tu możesz się wygadać. Może jakieś znajomości przenieść do realu.

    • wojtkowa Re: "Jak dobrze że ja nie mam takiego chorego dzi 30.11.12, 10:42
      Ciężko, ale nie przejmować się, po prostu ktoś kto to mówi, nie wie o CZYM mówi. Ja mam trochę inaczej, mam kontakt z dziećmi, które są poważnie chore, córeczka mojej bratanicy miała żyć 3 dni, żyje już 3 lata, nie mając połowy mózgu. To smutne, nie pociesza mnie, ale powoduje, że nie myślę o moim synku w kategorii: chory, właściwie nie opowiadam bratowej o tym jakie mam z nim problemy, bo przy jej przeżyciach moje są niemal banalne...
      • sabina211 Re: "Jak dobrze że ja nie mam takiego chorego dzi 30.11.12, 11:37
        To prawda, że "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia". Moja siostra ma synka z ZD, dziś 8-latka, który dopiero zaczyna mówić, jest upośledzony umysłowo w stopniu co najmniej umiarkowanym i na pewno nigdy nie będzie samodzielny. Oczywiście głośno przy niej tego nie mówię, ale nieraz myślę, że z ZA syna to mamy szczęście, co nie znaczy, że koncentracja i społeczne funkcjonowanie w szkole na jego poziomie jest ok...Ale to inna "liga" problemów, naprawdę. Dlatego (poza momentami dołów totalnych) umiem zdystansować się do uwag i "mądrości" pod adresem syna czy nas jako jego rodziców. Każdy mierzy swoją miarą, a już kwestią empatii/kultury/wiedzy jest patrzenie dalej niż czubek własnego nosa. Bardzo mądrze napisał o tym ks. J. Twardowski:" pewność niepewna zabija w nas wrażliwość tak jak każde szczęście"...Inaczej mówiąc "syty głodnego nie zrozumie" i dlatego warto "ubolewać" nad tymi, którzy zawsze naj od 5 pokolenia wstecz...Na co dzień mają łatwiej, ale jak bardzo płasko widzą (na ogół, wyjątki pomijam) złożoność świata.
    • halogen75 Re: "Jak dobrze że ja nie mam takiego chorego dzi 30.11.12, 12:10
      Przerobiłam na własnej skórze takich tematów setki jak nie więcej.
      Kiedy taszczyłam 5-6 letnią córkę na zjeżdżalnię by mogła zjechać, a nie wejdzie sama po drabince, słyszałam wielokrotnie jaką to jestem wariatką, bo dziecko kolos, a ja je wyręczam.
      Kiedy córka siedzi w autobusie, bo nie może stać podczas jazdy (niekontrolowane upadki na prostą z całym swoim ciężarem ciała) słyszymy całą plejadkę różnych hasełek, których nawet nie warto przytaczać.
      Kiedy leżymy w klinikach i szpitalach i ktoś nie do końca jest w temacie nasłucham się jak to wychowałam mameję, która nie potrafi połknąć sama tabletki, tylko musi mieć wszystko w płynie (wiotkie gardło, krtań, problemy z połykaniem)
      Kiedy dźwigam córce plecak, bo ma pogłębioną lordozę kręgosłupa i nie wolno jej niczego nosić na plecach, nasłucham się po drodze i ja i ona, bo przecież taka wielka, a matka jak wielbłąd.
      Kiedy pozwalam synkowi autystycznemu położyć się w piaskownicy, potarzać się w nim, podotykać piasek, bo tak lubi, bo sprawia mu to przyjemność, bo jest to jakiś bodziec, do którego zdecydowanie dąży i w gruncie rzeczy dlaczego mam mu tej przyjemności odmawiać, słyszę, że jesteśmy nienormalni.
      Kiedy stoimy pół godziny przed parkometrem, bo syn uwielbia te przyciski i kontrolki, a akurat nikogo nie ma kto by z niego korzystał, jesteśmy jak obcy z innej planety.
      Kiedy jedziemy wózkiem inwalidzkim z córką i zdarza mi się na jej kolanach wsadzić małego na 100 mijanych osób 50 się zatrzymuje i ogląda za nami dopóki nie znikniemy z pola widzenia.
      "Uwielbiam" też głośne komentarze pytające typu "ojej, taka mała dziewczynka i na wózku, pewnie ciężką chorobę ma, a będzie żyła???" (brawa za pytania dotyczące życia i śmierci przy owej dziewczynce...)
      Mogłabym tak pisać w nieskończoność. Początki były trudne. Zamykałam się w sobie, płakałam w ciszy, by nikt nie widział, słowa huczały po głowie długo i mocno. Dziś moja dupa się utwardziła na tej płaszczyźnie. Nie płaczę z tego powodu. Nie odpowiadam na głupie pytania, bo mi się nie chce. Nie muszę się tłumaczyć przed ludzkością o co chodzi. Idę z dziećmi z głową podniesioną do góry. Robimy razem zakupy i skupiamy się na sobie całkowicie, reszta mnie nie interesuje. Nie reaguję na zaczepki, bądź reaguję tak, że słyszy mnie pół miasta ale to już faktycznie w skrajnych przypadkach.

      > Mam wrażenie że ludzie próbują się dowartościować naszym kosztem. Czy to znaczy
      > koniec znajomych, koniec kontaktów z rodziną? Szukać sobie nowych znajomych wś
      > ród rodziców takich jak my?

      Niestety czasem oznacza to koniec znajomości z niektórymi ale ja podchodzę do tego na luzie. Po co mi znajomi, którzy wnoszą więcej złego niż dobrego? Otaczam się raczej ludźmi dobrymi, a tacy również istnieją. Większość moich znajomych ma zdrowe dzieci i to w niczym nie przeszkadza. Wystarczy po prostu chcieć.

      Niektóre komentarze tego typu idą automatycznie i bez zastanowienia się głębszego. Tak jak piszą dziewczyny na górze, są po prostu zwyczajnie palnięte bez większego podtekstu. Ja zawsze odpowiadam, że kocham swoje "chore" dzieci i nie zamieniłabym ich na żadne zdrowe, że są dla mnie wartością największą w życiu i że ze swoimi niedoskonałościami są właśnie doskonałe i nadzwyczajne. Zauważyłam też, że bardziej mnie te komentarze bolały na etapach kiedy sama nie do końca byłam pogodzona z sytuacją. Teraz nie bolą zupełnie.
      • halogen75 Re: "Jak dobrze że ja nie mam takiego chorego dzi 30.11.12, 12:26
        > Niektóre komentarze tego typu idą automatycznie i bez zastanowienia się głębsze
        > go. Tak jak piszą dziewczyny na górze, są po prostu zwyczajnie palnięte bez wię
        > kszego podtekstu.

        Ups, sorki, chłopaki też piszą;) Tato, wybacz;)
        • tata.po.30 Re: "Jak dobrze że ja nie mam takiego chorego dzi 30.11.12, 14:22
          Spoko, już się przyzwyczaiłem... :)
    • ixik Re: "Jak dobrze że ja nie mam takiego chorego dzi 30.11.12, 14:34
      To nie tak, ja wiem że chciała mi dowalić, bo zwykle to ja jestem silna w rozmowach, a tym razem wymiękłam i szybko wykorzystała sytuację. Wiem, bo był ciąg dalszy, zażartowałam że może w przyszłości moja córcia będzie geniuszem to mi prychnęła w twarz. Ja wyrwałam to zdanie, bo było najgorsze, ale było tego naprawdę więcej. Nie rozumiem tylko dlaczego w takim momencie. Dlaczego ludzie wykorzystują sytuację słabości żeby cię wdeptać. Wyglądało na to jakby tylko czekała na ten moment.
      • gepardzica_z_mlodymi Re: "Jak dobrze że ja nie mam takiego chorego dzi 30.11.12, 15:29
        Skoro tak to odbierasz, to ja uważam, że nie ma sensu podtrzymywać relacji, które nas niszczą i podcinają skrzydła. Tak zachowują się Ci, którzy mają sami kłopoty ze sobą, ze swoim poczuciem wartości. Ale Ty masz teraz chyba bardziej palące problemy...
        • ixik Re: "Jak dobrze że ja nie mam takiego chorego dzi 30.11.12, 16:02
          gepardzica_z_mlodymi napisała:

          > Ale Ty masz teraz chyba bardziej palące problemy...

          Masz rację, chyba próbuję sobie odwrócić uwagę od tego co naprawdę jest ważne, muszę pomóc dziecku, to co sobie myślą inni nie ma znaczenia. Uczepiłam się tego tematu, bo kiedyś jakaś psycholog powiedziała mi że jak córka nie będzie mówić dłużej to dzieci nie będą się chciały z nią bawić, będą się z niej wyśmiewać, bo dzieci bywają okrutne.
          Dorośli też są okrutni. I sami to potwierdziliście pisząc powyżej. Wszędzie, na ulicy, w sklepie trzeba sie tłumaczyć dlaczego dziecko tak się zachowuje. Dlatego pierwsza moja myśl i strach po tym jak się potwierdziły podejrzenia, co jest mojej córce, był właśnie o to że do tego wszystkiego będę jeszcze musiała walczyć z głupimi ludźmi. Nawet tymi co kiedyś byli przyjaciółmi.
          Ale masz rację Gepardzico, powinnam się zająć prawdziwym problemem.
          • mikkoevi Re: "Jak dobrze że ja nie mam takiego chorego dzi 30.11.12, 17:53
            oj to podpadziochę zrobiłaś, pierwsza zasada nawet w żartach nie mowić przy innej mamie ze Twoje dziecko może byc geniuszem, na sto procent dostaniesz tasakiem między oczy ;)) moja kumpela np stwierdziła niedawno że po moim synu od urodzenia było ten autyzm widac, szkoda tylko ze tego mi nie powiedziała;))
            • jan.kran Re: "Jak dobrze że ja nie mam takiego chorego dzi 30.11.12, 18:57
              Ja przyjelam zasade przeczekac a w miedzyczasie informowac. Mowie o osobach na ktorych mi zalezy bo nie mam zamiaru zajmowac sie uswiadamianiem calego Wszechswiata.
              Moi bliscy znajomi i czesc Rodziny przyjelil diagnoze Liloiwego z niejakim zaciekawieniem i generalnie zrozumieniem.
              Ciezka zgryzote mialam z moim bardzo mi bliskim Bratem i Bratowa ( drugi Brat zareagowal normalnie ). Nasluchalam sie ze wymyslam , dziwacze a do tego mialam poczucie ze jakby sie wstydza ze ich jedyny bratanek jest nie calkiem przecietny.
              Po kilku latach akcji edukacyjenej dzis Bratostwo mowi nawet do dalszych znajomych ze maja Aspie w rodzinie , zaczynaja byc ekspertami na tym polu i uwazaj ze moj syn jest niezwykly i daleko zajedzie:)
              Jak Tobie na kolezance zalezy to wez na spokojnie , sporo ludzi nie wie czym sie je autyzm i reaguja spontanicznie czest bezmyslnie.
          • nefret_ete Re: "Jak dobrze że ja nie mam takiego chorego dzi 30.11.12, 18:52
            ło matko! musisz z nią gadać?
          • yula Re: "Jak dobrze że ja nie mam takiego chorego dzi 30.11.12, 20:08
            Mówi sie że dzieci są okrutne, sorki, z moich obserwacji wynika że dzieci okrucieństwa uczą sie od dorosłych. Jeśli dorośli normalnie reagują na niepełnosprawność to i dla dzieci to nic niezwykłego, to jest normalny stan i tyle, a jeśli dorośli wytykają palcami, komentują to czego spodziewać sie po dzieciach?
            • yula Re: "Jak dobrze że ja nie mam takiego chorego dzi 30.11.12, 20:11
              Ze przedszkola moich dzieci, były tam dzieci z Downem, chłopiec z rozszczepieniem podniebienia, "śmiesznie mówiący" i wyglądający, i mój na którego ciągle skarżyła sie i wytykała wychowawczyni. Zgadnijcie na kogo reagowały dzieci?
              • mikkoevi Re: "Jak dobrze że ja nie mam takiego chorego dzi 01.12.12, 08:33
                tak na poważnie to ten temat wg mnie jest poważnym problemem w skali społecznej. Odrzucenie społeczne całej rodziny osoby niepełnosprawnej. Można tłumaczyć pomniejszające się grono przyjaciół brakiem wiedzy na dany temat ale wiedza ma to do siebie że można ją zdobyć. Dla mnie jest to zjawisko na granicy braku tolerancji dla inności. Często np szczere przyznanie się do inności dziecka potęguje atak ;((
    • pinkdot Re: "Jak dobrze że ja nie mam takiego chorego dzi 01.12.12, 08:37
      Myślę, że ludzie nie są podli, tylko ta koleżanka była bardzo niedelikatna ze swoją szczerością. Bo każdy z nas ma takie uczucia, jak patrzę na dzieci chore na raka myślę sobie "jak dobrze, że mój synek jest zdrowy" - nie powiedziałabym jednak tego mamie takiego dziecka...
      Szczerze mówiąc, uważam, że odpowiednie zachowanie się w obliczu takiej sytuacji jest WIELKĄ sztuką. Bo co...powiesz "przykro mi" ktoś Ci zarzuci, że mu współczujesz a współczucia nie potrzebuje, powiesz "wszystko będzie dobrze" - zabrzmi fałszywie, bo autyzmu się nie da wyleczyć... Sama czuję się ogromnie niezręcznie w obliczu niepełnosprawności, nigdy nie byłam nauczona jak się zachować i moim naturalnym odruchem jest wycofanie się bo naprawdę nie wiem co mam powiedzieć, żeby pomóc a nie urazić.
      • mikkoevi Re: "Jak dobrze że ja nie mam takiego chorego dzi 01.12.12, 09:22
        Nie ludzie nie są podli, nie ma ludzi czarno-białych. Dobrych - złych.
        Bywamy okrutni (z różnych powodów)... i niestety u kobiet to częsta postawa....
        • rohatyna Re: "Jak dobrze że ja nie mam takiego chorego dzi 01.12.12, 11:46
          Konkluzja jest taka:
          Nikt nie chce mieć chorych dzieci. To raz. Nie mamy wpływu na zachowanie innych ludzi. To dwa.Mamy wpływ na własne postępowanie i nasz stosunek do uwag. To trzy.
          Wieczne cierpienie i żal do losu oraz wkurwianie się na to co myślą i co werbalizują inni - jest parą w gwizdek - To cztery. Emocje trzymać na wodzy ( nie łatwe) i robić swoje . To pięć.
          Mogę jeszcze napisać co sześć, co siedem i co dziewiędziesiąt osiem , ale nie chcę przynudzać -:). Chyba , że jesteście ciekawi -:)
    • aniaurszula Re: "Jak dobrze że ja nie mam takiego chorego dzi 02.12.12, 18:04
      corka chodzi do 1 klasy w szkole integracyjnej od poczatku nie mialam nic przeciwko zeby byla w klasie integracyjnej tym bardziej ze sporo w swoim krotkim zyciu widziala czyli dzieci niepelnosprawne na wozkach w osrodku rehabilitacyjnym w ktorym cwiczylam mlodsza, chorobe nowotworowa i smierc dziadka ( przedszkolanka byla oburzona ze jej mowie prawde o smierci czyli ze dziadek moze w kazdej chwili umrzec) i trafila do klasy integracyjnej w ktorej jest rowniez chlopczyk na wozku i z nim siedziala w jednej lawce , gdy pani ich rozdzielila byla bardzo zawiedzona. ale sa mamy ktore glosno mowily ze nie chca aby ich dzieci chodzily do klasy z dziecmi chorymi . Boze one nawet nie wiedza o czym mowia bo przeciez wystarczy maly upadek a dziecko moze trafic na wozek, czego im nie zycze. ja tez weryfikuje swoje poglasdy na zycie tym bardziej ze mlodsza odbiega od norm rozwoju.
      • fik.sum.dyr dlaczego? 02.12.12, 20:19
        mówiły dlaczego nie chcą żeby ich dzieci nawet tylko chodziły do klasy z dzieckiem niepełnosprawnym? nie wspominając o kolegowaniu się?
        zawsze mnie to ciekawiło, a nikt mi tego prosto w twarz nie rzucił
        • aniaurszula Re: dlaczego? 03.12.12, 08:37
          podobno boja sie o wlasne dzieci, ze dziecko np z ADHD czy autyzmem inaczej sie zachowuje delikatnie mowiac i ich moga sie zlych rzeczy nauczyc a obiektywnie patrzac to te "zdrowe dzieci" jakos specjalnie nie wychowane. bo trzeba by bylo pomoc koledze na wozku jak kredka spadnie na podloge.Ostatnio zaproponowalam wyjazd o kina to tez uslyszalam ze moze byc problem bo dziecko na wozku musi miec specjalny autobus zdziwilo mnie to bo chetnie bym pomogla wniesc to dziecko i wozek do autobusu a kina sa przystosowane dla osodb niepelnosprawnych, dla mnie tlumaczenia sazalosne , poprostu boja sie kontaktow z osobami chorymi moze nie sa swiadome ze te choroby sa niezarazliwe, lub maja tak wysokie mniemanie o sobie ze chore dzieckow klasie to obraza majestatu ich dzieci. od zawsze uwazam ze rodzic zdrowego dziecka nie zrozumie problemow rodzica chorego dziecka.
          • ixik Re: dlaczego? 03.12.12, 16:26
            Dla mnie dziwne to co piszesz... Pracowałam dość długo w szkole integracyjnej (jak na ironię) i pamiętam że rodzice wręcz walczyli o miejsce dla zdrowych dzieci w klasach integracyjnych. Bo grupy małe, bo uczą wrażliwości i tolerancji, bo jest nauczyciel wspomagający (choć nie dla nich to czuli się bezpieczniej), nigdy nie pamiętam aby ktoś z rodziców zachowywał się tak jak opisujesz.
            A mieliśmy tylko dzieci z niepełnosprawnością umysłową, autyzmem, adhd, czyli takie co mogli się bać:) Ale może to sobie wyidealizowałam po latach:)
            • aniaurszula Re: dlaczego? 03.12.12, 17:00
              dla mnie wymienione przez ciebie argumenty byly i sa wazne i liczylam na to ze corka bedzie chodzic wlasnie do klasy intergracyjnej. gdy pierwszy raz uslyszalam od tej mamusi jej zdanie na temat klas integracyjnych i dzieci do nich chodzacych bylam przerazona. moze spotkalam bardziej otwartych i szczerych ?
              • ania-pat1 Re: dlaczego? 03.12.12, 17:55
                Czasy się zmieniły, ot co. I to na gorsze - dawniej rodzice chcieli w dzieciach pilęgnowac pewne cechy - liczyli na wychowawczy aspekt takiej klasy - nazwijmy go humanizacją. Teraz dziecko staje do wyścigu szczurów - zamiast współpracy ma wygrac w testach a slabszych zepchnąc poza nawias (inaczej zostanie w przyszlości bez pracy) a w wyścigu testowym taki sąsiad z ławki z ADHD, czy luzacki z ZA (moja cora - co mnie obchodzi mamo ile punktów?) tylko demoralizuje - bo przeszkadza lub przedstawia niepopularny światopogląd; a po co mu pomagac - żeby w przyszłości stał się zagrożeniem / konkurencją? I to naszym dzieciom nie pomoże. Paradoksalnie - inne tez na tym stracą, bo taka klasa to trening pracy zespołowej lepszy niż niejedno szkolenie dla menadżerów wysokiego szczebla - ale to dociera do ludzi znacznie później. I niczego nie uczy nas również przykład Finladii (wygrywa edukacyjnie) - gdzie w podstawówce nie ma testów i ocen w naszym rozumieniu (dzieci ocenia się indywidualnie na podstawie postępów względem samych siebie). Ale w naszym kraju zamiast iśc do przodu cofamy się.
                • aniaurszula Re: dlaczego? 03.12.12, 19:14
                  chodzilam do szkoly kiedy bylo 8 klas, oceny 2-5 , pierwszy egzamin zdawalam do technikum i podobnie jak ludzie z moich czasow i nie jestesmy jacys ulomni umyslowo. dzisiaj dzieci rywalizuja od najmlodszych lat, egzaminy na poczatku szkoly to wg mnie niszczenie emocjonalne dziecka ktore nie zawsze sobie radzi ze stresem zwiazanym z egzaminem czy testem. a co dopiero maja zrobic dzieci chore w takich stresujacych sytuacjach?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja