Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem

28.12.12, 02:15
Do napisania wątku skłoniła mnie rozmowa z Tig, która dała mi mocno do myślenia, ale do rzeczy;) Zaznaczam, może wyjść długie ale chcę dokładnie i w szczegółach opisać sytuację.

Syn- Szymon, autystyczny, zdiagnozowany 1,5 roku temu, obecnie 3,5 roku.
1,5 roku wcześniej w fazie silnego regresu, w którym nastąpiło cofanie się wszelkich nabytych wcześniej umiejętności. Cofnijmy się zatem na chwilę do tego czasu. Brak jakiegokolwiek kontaktu, całkowite izolowanie się, brak zainteresowania czymkolwiek, kiwanie się, kręcenie w kółko, zanik mowy, całkowicie swój świat, agresja, nieufność, diagnoza.
Po diagnozie przez rok czasu terapia na poziomie bardzo średnim, po prostu blisko dostępna ze względu na bardzo złe znoszenie wszelkich podróży. Sensoryka 2 razy w tyg, WWR, godzina w tyg zajęć edukacyjnych. Efekt? Równie średni, komunikacja i kontakt bardzo zły.
Bywało, że terapeuci sami załamywali ręce najnormalniej rezygnując. Zdarzało się, że odbierałam syna z terapii słysząc słowa - "nic z tego nie będzie", "próbowałam się z nim pobawić ale się nie da", "oj proszę pani, tutaj niewiele da się zrobić".... Z jednej strony rozumiałam, bo sama wiem, jak ciężkim zawodnikiem do "przełamania" (nie łapać mnie za słowa, jest późno;) ) jest mój syn. Po drodze pełnej niepowodzeń mój mózg zaczął pracować na przyśpieszonych obrotach poszukując jakiegoś racjonalnego rozwiązania. Rozwiązanie przyszło pewnego dnia samo, zupełnie przypadkiem. Musiałam sprawdzić coś w laptopie. Syn bacznie przyglądał mi się co robię. Otworzyłam jakąś stronę, pojawił się ruchomy baner. Pierwszy raz widziałam mojego syna skoncentrowanego na czymkolwiek przez dłuższą chwilę. Przechodząc strona po stronie Szymon usiadł koło mnie i zaczął ze mną przeglądać strony. Wtedy też po raz pierwszy błysnęła mi myśl, że może warto to jego skupienie wykorzystać i uczyć go idąc tą w pewien sposób kontrowersyjną drogą. Rozpoczęłam poszukiwania różnych ruchomych obrazów, potem znalazłam jeszcze dźwiękowe, kolorystyczne, inne. Tak zaczęliśmy uczyć się kolorów:



a tak, dźwięków:



Uzbierałam całą masę materiałów tego typu i rozpoczęliśmy pewnego rodzaju wspólną naukę. W pół roku uzyskałam z synem kontakt, o jakim przez rok mogłam tylko pomarzyć. Syn chłonął wiedzę jak gąbka. Nauczył się klaskać, rozpoznawać dźwięki, zaczął reagować kiedy ktoś przyszedł, wyszedł, dzwonił, grał, dzięki temu zaczął z ochotą słuchać piosenek, ma swoje ulubione. Początkowo tylko oglądał, potem włączył do tego emocje, dzięki czemu powoli poznawałam co lubi, czego nie, na co ma ochotę, na co nie, poznałam jego ulubiony kolor. I w drugą stronę. Potem włączył ruchy, zdarzało się, że brał moją rękę i patrzył na mnie, rozumiałam, że miałam mu szczegółowo pokazywać różne rzeczy i omawiać. Ostatnio ruszyła u niego mowa, jeszcze duże eciu pleciu ale ruszyła. Nasza nauka na ruchomych obrazach łączyła jego zainteresowania, fiksacje, dzięki temu więc mogłam te rzeczy wykorzystać do nauki, bo był tym po prostu najnormalniej zaciekawiony. Nasze relacje znacznie się zmieniły. Szymon chętnie zbliżał się do mnie coraz silniej, coraz częściej mogłam go zrozumieć. Przytulał mnie, całował, śmiał się do rozpuku i cieszył.
Pewnego dnia podzieliłam się tym tematem z terapeutami. Dostałam solidny op... Usłyszałam, że ogłupiłam dziecko, że wybrałam najgorszą opcję nauki jaką można było wybrać, że kompletnie nie tędy droga, że przez to zabrałam mu realne patrzenie na świat i odbieranie go w sposób rzeczywisty....
Zaprzestałam nauki. Szymek zaczął mi się cofać...
Znów jest mnóstwo agresji, znów coraz częściej widzę izolację, znów oddalamy się od siebie...
Moja intuicja mówi mi, że poszłam dobrą drogą, tą, którą podpowiadało mi moje matczyne serce i powinnam dalej to kontynuować ale negatywne oceny specjalistów zatrzymały mnie na rozdrożu i nie wiem tak naprawdę co dalej robić.

Dziś pytam się Was co o tym sądzicie? Szczerze, nie obrażę się, powiedzcie tak jak myślicie naprawdę? Co byście w mojej sytuacji zrobili? Kontynuowali to co przynosiło profity ale nie jest zgodne ze standardem czy przestali kontynuować i zdali się na to, co nie przynosiło tak dużych efektów ale mieściło się w jakiś tam ramach terapeutycznych?
    • tijgertje Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 02:26
      Moje zdanie juz znasz. Tez spac nie moge. Ciesze sie, ze sama napisalas, bo chcialam jutro zapytac, czy moge posluzyc sie waszym przykladem na blogu.
      • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 02:31
        Jasne, że tak:) Ja też nie mogę spać:) Nocki to moja pora tylko dla siebie:)
        • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 02:35
          backwoodsman też nie śpi, zatem Trójca po forum buszuje;)
          • tijgertje Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 02:41
            Oooo, cos takiego. Nie wiedzialam, ze do jakiejs " Trojcy" naleze ...
        • tijgertje Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 02:37
          Ja mam inny powod. Robie liste niecenzuralnych slow w odniesieniu do " specjalistow" ;) tu sie nie podziele, musialabym sie sama ocenzurowac ;)
          • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 02:47
            Wiesz co? Zaskoczyłaś mnie swoją pozytywną oceną tego mojego pomysłu na dotarcie do Szymka, naprawdę. Ja miałam tak spuszczony łeb po tych reprymendach, że wstydziłam się już komukolwiek powiedzieć, że na coś takiego wpadłam. Wciąż są we mnie pewne wątpliwości czy aby pewnej racji nie mają. Kontaktować się bowiem z synem w ten sposób mogę niestety tylko ja. Mąż próbował, siostra próbowała, nie ma mowy. Poza tym gdzieś się przecież kiedyś kończy ten wirtualny kontakt na rzecz standardowego. Pytanie kiedy i czy będzie miał miejsce? Nie znam granic szczerze mówiąc.
            • tijgertje Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 03:06
              Ty nie znasz, dziecko zna. Mysle, ze nie da sie wszystkiego na raz, niech zaufa, uzna metode za bezoieczna. Jest mozliwe, ze zaakceptuje ja tylko z toba, ale na pewnym etapie poprzez zabawe bedziesz mogla wciagnac innych, albo np stopniowo zastapic np piktogramami, wykorzystywanymi rowniez przez innych. Sluchaj intuicji, to ty znasz i czujesz swoje dziecko, nie ktos, kto widzi je godzine w tygodniu i usiluje wcisnac w ramki, w dodatku z gory zakladajac, ze i tak nic z tego nie wyjdzie.
              Dobra, na dzisiejsza noc koncze, bo mnie maz razem z iPadem przez okno wywali ;)
              • 3-mamuska Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 04:39
                Tez nie mogę spać.
                Powiem tak mój syn dzięki telewizji nauczył sie mówić, liczyć.
                Dzięki temu używa zwrotów z bajek do komunikacji z nami.
                W doopie mam zdanie ze dzieci nie powinny oglądać bajek.
                Koleżanki synowi logopeda zabroniona oglądania bajek, dzięki temu młody zaczął wyrywac sobie włosy z premedytacją patrząc matce w oczy, nie wolno mu sie bawić przez dłuższy czas jedna zabawka bo " zamyka sie w swoim "

                Jak to słyszę to mi żal młodego bo mając 5 lat nie umie sie bawić zabawkami bo ciagle mu sie ktoś wtrąca.
                Takie to mądre są niektóre rady.
                Pozdrawiam.
                • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 18:01
                  3-mamuska napisała:

                  > Tez nie mogę spać.

                  Z godziną wpisu przebiłaś nas wszystkich;)

                  No właśnie. U nas już kiedyś o tym pisałam przez rok był ogromny nacisk ze strony terapeutów na zabawy konstruktywne i ćwiczenia w jednym miejscu (stolik). Fajny pomysł, słuszny tylko, że one nie łapały, nie przyciągały go nawet nie chwilę. Myślałam, że to początki, które zawsze są trudne. Któż z nas o tym nie wie prawda? Ale jeden miesiąc, drugi, kwartał, pół roku, rok, a my wciąż w jednym miejscu z tą samą zabawą, z tymi samymi przykładami, no porażka. W dodatku młody umęczony po pachy, zezłoszczony na maksa zaczął współpracować coraz gorzej aż zgasł. Wchodził i wychodził. Nic nie robił jakby się zbuntował. Czasem nie płaciłam za terapię, bo uznano, że nie było za co. Jako matka, jako rodzic, jako człowiek najbliżej z nim związany musiałam coś wymyślić, tym bardziej, że się łatwo nie poddaję.
              • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 17:54
                Jest mozliwe, ze zaakceptuje ja tylko z toba, ale
                > na pewnym etapie poprzez zabawe bedziesz mogla wciagnac innych

                Stąd właśnie pomysł o podzieleniu się wiedzą z terapeutami. Myślałam, że coś podpowiem, że nadam wreszcie jakiś sensowny kierunek całości terapii, bo naprawdę ciężko o kontakty z Szymkiem, o głębsze dotarcie do niego ale nic z tego nie wyszło. Piktogramy też jako tako wykorzystujemy ale zabierały nam dużo więcej czasu. Najpierw ogromny czas poświęcony na to, by w ogóle spojrzał na nie, potem by spojrzał dłuższy czas, potem by się do nich przyzwyczaił, by wziął do ręki ale tak jakby czegoś mu w tych piktogramach brakowało. Często sam wprawiał je w jakiś ruch. Brał je, zrzucał, podnosił, zrzucał. Wtedy nie przyszło mi na myśl, że być może potrzebuje właśnie obrazu ruchomego. Dziś jakoś to jak widzę, może się mylę, nie wiem, tak jak napisałam, sama sobie ten tok terapii-nauki wymyśliłam. Dziś przyszedł mi do głowy kolejny pomysł. Zrzucam pewne obrazy z tych jego ruchomych PrtSc do Worda i drukuję. Może te piktogramy bardziej chwycą, bo są mu znane. Wybieram te, które najbardziej lubi.
    • sheer.chance Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 05:10
      Czesc:)

      Nie znamy sie, bo ja tu tylko podczytuje, ale twoj ostatni post dal mi motywacje, zeby sie w koncu ujawnic:)

      Czy masz mozliwosc dotarcia do ksiazek "More than words" Fern Sussman i "Engaging Autism" Greenspan & Wieder? Jezeli juz je masz w malym palcu, to przepraszam, ze sie wcinam, ale jezeli nie, to przeczytaj. Ta pierwsza jest bardziej praktyczna, a druga- teoretyczna, ale obie sa swietne, napisane przez wieloletnich praktykow z sukcesami w terapiach i obie opisuja dokladnie to co robisz!

      Odpowiadajac na pytanie koncowe, kontynuowalabym oczywiscie, niekoniecznie przyznajac sie do tego terapeutom:)


      • cor-ti Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 07:28
        Ja też jestem nowa choć od dawna podczytuje.
        Sama stosuję od kilku tyg tą metodę, Oli wskazuje filmy które chce oglądać. Rozwiązuje zadania, gdy są takie w filmiku. Mowa też trochę ruszyła typu włączyć, tomka, ten, wskazywanie palcem ruszyło i idzie super. Kontat też jest niezły, tyle, że u nas z każdym z domowników może tak pracować.
        Przepraszam za chaotyczny wpis, ale właśnie mi mały trafił do szpitala.
        • ania-pat1 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 08:39
          Dziwię i to bardzo się terapeutom. Ad A - kontakt najważniejszy - jeśli został nawiązany to chyba oni nie dali rady? Ad B - najlepsze programy terapeutyczne wymyślili rodzice, na ogół tam gdzie terapia zawiodła. Ad C - a cóż to jest prawidłowe postrzeganie świata? czyżby istniał tylko jeden model? Oj tu wchodzimy na rozważania z lekka filozoficzne - dodam więc, że jeśli ktoś myśli, że tylko jedna forma odbioru/percepcji świata jest właściwa musi jednak być trochę ograniczony.
          Oczywiście pozostaje kwestia interpretacji tego, co się postrzega - ale tu nasze dzieci mają nas - czy inne pomocne osoby.

          Idąc za definicja (niestety z Wiki, ale też się nada):
          Percepcja - organizacja i interpretacja wrażeń zmysłowych, w celu zrozumienia otoczenia {jeśli dla dziecka do zrozumienia przyczynia się obraz ruchomy - bo myśli obrazami - to czemu nie?}. Percepcja to postrzeganie; uświadomiona reakcja narządu zmysłowego na bodziec zewnętrzny; sposób reagowania, odbierania wrażeń . (W. Kopaliński)

          Istnieją dwa rodzaje struktur poznawczych:

          Związana z wyobraźnią. Odbierane przez nią wrażenia zmysłowe zazwyczaj są deformowane przez nasze oczekiwania, potrzeby, uczucia i mechanizmy obronne, uruchamiane przez podświadomość {może dzięki obrazowi z kompa można poczuć się bezpieczniej i paradoksalnie - oswoić to co w realu jest zniekształcone np. strachem?}.
          Związana z inteligencją. Koryguje ona doznania zarejestrowane w naszej wyobraźni {nie odbierajmy naszym dzieciom inteligencji - twój syn raczej nie myśli, że to w komputerze jest realny świat?, a jeśli nawet - to można to korygować - bo macie kontakt}.

          Percepcja w szerokim sensie oznacza rejestrację (uchwycenie) przedmiotów i zdarzeń środowiska zewnętrznego: ich odbiór sensoryczny, zrozumienie, identyfikację i określenie werbalne oraz przygotowanie do reakcji na bodziec- myślę, że komputer może przygotować/podpowiedzieć reakcję [bodziec jest oswojony] - lub wręcz umożliwić percepcję w realu.

          Etapy procesu postrzegania:

          odbiór wrażeń,
          postrzeganie w wąskim znaczeniu,
          identyfikacja i rozpoznawanie

          - łatwiej zidentyfikować coś co się ZNA. W realu umiałabym zidentyfikować np. tygrysa i wiedziałabym, że nie powinnam go głaskać - wcale nie dlatego, ze jako dziecko wychowałam się w Azji..... Czy ten rodzaj nauki w czymś mi zaszkodził? a może powinnam pozostać na etapie wyobrażeń?
          Jeśli obraz jest łącznikiem ze światem to zdaniem terapeutów powinno się kogoś odciąć od świata?
          Moja córka historyjki społeczne rozpracowuje na filmach - ma tam i mimikę, akcję i kontekst - i sorry, ale trochę bardziej jej to pasuje niż karty z twarzami o przeróżnych grymasach (których sama niejednokrotnie nie umiałam zinterpretować bez podpowiedzi) - omawiamy to razem - czy się to komuś podoba czy nie. Przy okazji zna te same filmy, co rówieśnicy - co sprzyja kontaktom społecznym.
          Nie przeszkadza to nam w terapii met krakowską (zdaniem terapeutów idzie jak burza.....) - oraz integracji sensorycznej (której okropnie podobno met krakowska nie lubi) i pomaga w TUS-ach.
          Wszystko dobre, co po pierwsze: dziecko LUBI, po drugie: jest skuteczne -
          Wyszło mi przydługie - ale jak przeczytałam reakcję terapeuty to "wszystko mi opadło". Pewnie żaden terapeuta nie zaproponował : niech pani pokaże jak mały reaguje na te programy/ pokażcie jak się bawicie? Nie spróbował na początek nawiązać takiego kontaktu..
          • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 18:32
            Ania, świetnie to opisałaś. Tak to właśnie czuję ja-matka. Ja czuję po prostu, że wreszcie docieram w jakiś sposób do meritum, że metoda jaka by nie była, przynosi efekty i skutki. Widzę to, słyszę i tak samo czuję. Czujemy więc w pewien sposób oboje, a przecież o to chodzi. O pewną integrację emocjonalną, o więź, o relacje, o pozytywy. Rok czasu robiłam coś według szczegółowo spisanego instruktażu. Owszem, mądrego, bo nie mogę podważyć w żaden sposób jego przekazu jako negatywny ale u nas się on nie sprawdził, nie pchał nic do przodu. Staliśmy w miejscu, a w pewnym momencie nawet wisieliśmy już w próżni. Ja nie czułam tego, jak miał czuć mój syn? Czytałam kiedyś starą książkę o chłopcu z autyzmem, który nie miał głębszego kontaktu z własnymi rodzicami ale miał z własnym terapeutą. Dlaczego? Bo pokusił się o czas i chwycenie za metody niekonwencjonalne. Terapeuta długo był najpierw badaczem i obserwatorem zanim przystąpił do czynności. Priorytetem do przełamania pewnej bariery było znalezienie choć jednego czynnika, nawet absurdalnego dla pospolitego zjadacza chleba, ale takiego, który spowodowałby choć malutkie drgnięcie któregoś ze zmysłów. W tym wypadku była to gałązka z listkami, która dawała chłopcu pewnego rodzaju poczucie bezpieczeństwa.
        • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 18:19
          cor-ti napisał(a):

          > Ja też jestem nowa choć od dawna podczytuje.

          No czyli już pierwsze koty za płoty, super:)

          Wskazywanie palcem też się u nas dzięki temu pojawiło. Nie zawsze jest wykorzystywane ale już wiem, że młody potrafi wskazywać. Pojawiły się reakcje na dźwięki różnego rodzaju (kiedyś pozorna głuchota nawet przy największych basach). Dziś sam zgrzyt w zamku wystarczy, mały biegnie zobaczyć kto to. Zauważyłam, że odkrywa świat wszystkimi możliwymi zmysłami. Wzrokiem i słuchem przede wszystkim, bo nie wszystko lubi dotykać ale dotyk ostatnio też się pojawia. Zdarza się, że wącha, że przekręca różne przedmioty jakby patrzył na nie w pewnej perspektywie. Już wiem np, że figury takie jak koła, walce, kule są miłe dla jego oka i dotyku, fascynują go dużo mocniej niż te kanciaste jak kwadrat, prostopadłościan.
      • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 18:12
        sheer.chance napisała:

        > Czesc:)
        >
        > Nie znamy sie, bo ja tu tylko podczytuje, ale twoj ostatni post dal mi motywacj
        > e, zeby sie w koncu ujawnic:)

        Ogromnie się cieszę:) Fajnie, że wychodzicie wreszcie zza kotary;) Tak trzeba:)
        Nie miałam z tymi książkami do czynienia ale poświęciłam dzisiaj troszkę czasu na poszukanie choćby krótkiej ale mądrej recenzji i już mi się podoba:) Czy ją zdobędę to się okaże jak troszkę powertuję i skrzyknę w razie czego ekipę znajomych w świecie;)

        napisane przez wieloletnich p
        > raktykow z sukcesami w terapiach i obie opisuja dokladnie to co robisz!

        No to mnie zszokowałaś ale pozytywnie. Ja sobie tą metodę wypielęgnowałam jakoś sama w domu. Na początku nieudolnie, potem z coraz większym sensem i efektami, po drodze nie obyło się bez różnych błędów i wpadek, bo nie zawsze umiałam zinterpretować dokładnie reakcji Szymka. Czas jednak powoli przynosił różne odpowiedzi.

        Dziękuję Ci bardzo i proszę, zostań z nami nie tylko jako podczytująca:)
        • sheer.chance Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 18:41
          > Ogromnie się cieszę:)
          Ja tez:)

          Czy odbierasz moze poczte gazetowa? Mozna do ciebie napisac?
          (obiecuje krotko i wezlowato:))
          • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 18:49
            > Czy odbierasz moze poczte gazetowa? Mozna do ciebie napisac?
            > (obiecuje krotko i wezlowato:))

            Jasne:) Może być nawet długo i rozwlekle;)
            • sheer.chance Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 20:05
              Poszlo.
              Tylko tytul troche nieadekwatny:)
              • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 21:30
                sheer.chance napisała:

                > Poszlo.
                > Tylko tytul troche nieadekwatny:)

                Przynajmniej od razu wiedziałam, który to;)
    • szironna Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 09:37
      halogen ja bym słuchała własnej intuicji, swoją drogą Twoja to Cię raczej nie zawodzi, prawda? :) Zatem jeśli dostrzegasz, iż te działania mają sens, że Szymek "zaskoczył" i uczy się przez zabawę - jak najbardziej idź dalej tym tropem. Moim zdaniem odkryłaś sposób na dotarcie do małego i głupotą (wybacz słówko :) ) byłoby z tego nie korzystać.
      Poza tym nie siedzicie przecież przed laptopem cały dzień, a programy które mu pokazujesz nie są zapchajdziurami.

      Uważam że wszystko ;) może edukować, byle używać tego z głową. Mój syn b.prosił mikołaja o tablet. Dostał go zatem (choć przyznam, pomyślałam że można by lepiej wydać pieniądze) i co? Ano pościągałam mu edukacyjne aplikacje, młody uczy się pisać, maluje rysunki, rozwija matematycznie i robi to z ogromnym entuzjazmem. Po prostu dla niego to świetna zabawa. Wczoraj samodzielnie pisał na kartce wyrazy. Bez uczenia go pisania okazało się, że on pisać umie. A rysowanie, które na tablecie jakoś samo tak wychodzi ;) w realu jest nuuuuuuuudne. Podobnie jak szlaczki. Czy powinnam mu zatem wysoka komisjo zabrać tablet? ;)
      Jeszcze jedno mi się przypomniało, w temacie edukowania przez środki masowego przekazu. Mój syn ogląda minimini (kanał z tzw. dobrymi bajkami). Zwykle w weekend i są to 2-3 bajki. Wczoraj oglądał bajkę, w której jeden z bohaterów użył przemocy (zamknął jakąś dziewczynkę w skrzynce na listy i - mimo iż prosiła o wypuszczenie - uciekł). Syn od razu zareagował, powiedział: patrz mamo jak on źle zrobił. Tak nie można. Przemoc jest niedobra, a on do tego zrobił jej na przekór.
      Wiem, że takie postrzeganie ma dzięki pogadankom, które czynię, niemniej potrafi sam ocenić co dobre, a co złe. Dzięki bajce mógł zobaczyć jak takie zachowanie wygląda z boku. To też edukacja.
      Działaj halogen, sama wiesz najlepiej co dla synka dobre. Mądra mama z Ciebie, zatem nie daj się wpuścić w coś ;), w co wiele matek "wchodzi" (ja też ;) ). Mam tu na myśli zezwalanie na stawianie siebie, jako rodzica, w pozycji "gorszej", niższej niż nauczyciel czy terapeuta (te postawy szybko buduje się, gdy dziecko odbiega od normy ustalonej przez daną szkołę). I wcale nie mam tu na myśli myślenia: to ja jestem najmądrzejsza. Chodzi mi jedynie o to, by starać się podchodzić do terapii/nauki dziecka z dystansem. Bo nauczyciel/terapeuta też może się mylić. A my, rodzice znamy swoje dzieci jak nikt.
      • evimikko Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 10:17
        Z terapeutami to zauważyłam problem. Oczywiście nie u wszystkich z którymi współpracuje i współpracowałam.
        Fajnie jeżeli stawia się na współpracę i wykorzystywanie również pomysłów rodziców. Nie zawsze jednak tak jest. Kiedyś, na początku naszej drogi usłyszałam, że najlepiej jeżeli rodzic nie nie bawi się w terapię. A było to w jednym z lepszych warszawskich ośrodków. Na szczęście nie posłuchałam;))
        Ciekawe było też to że po wykonaniu PEPra Pani stwierdziła że mój syn, super...oby więcej dzieci poczyniło takie postępy. Po czym kiedy zrezygnowaliśmy w czasem miesiąca z powodów finansowych z usług ośrodka. Ta sama Pani stwierdziła że z moim synem jest beznadziejnie. Dużo mi to wtedy dało do myślenia.
        • alcia555 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 10:40
          Gdybym ja słuchała terapeutów w każdym przypadku to moja mała by do tej pory nie mówiła ,nie przytulała się,a jest coraz lepiej,ale zawsze uważałam ,że matka wie najlepiej jak pomóc dziecku.Mówiono mi ,że córka to jest dzieckiem mało rokującym nadzieje ,a jest coraz lepiej
          • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 18:48
            alcia555 napisał(a):

            > Gdybym ja słuchała terapeutów w każdym przypadku to moja mała by do tej pory n
            > ie mówiła

            Te słowa są balsamem dla mej duszy;)
        • rozalia7 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 10:40
          moje ,dziecko nie korzystało nigdy ,ze specjalnych terapii,( tylko to co państwowo wwr .przedszkole masowe prywatne z asystentem opłaconego z subwencji ),Żadne ośrodki ,obserwując inne dzieci chodzące na " drogie " terapie np. logopeda za 70 zł /to dla mnie b. drogo!!! i Skupiliśmy się właśnie na pracy w domu ,synek nie odbiega za bardzo w grupie rówieśniczej,czego nawet w przedszkolu nie mówią ( bo jest subwencja ....itd. ) od miesiąca ruszyła spontaniczna mowa i teraz widzimy,ze wszystko wie ,mało tego pamięta nawet to , ze nie może uczęszczać na jedne zajęcia w przedszkolu bo ma orzeczenie ,wiec podejście ośrodków jest głównie finansowe ,to moje zdanie ,ale za naszymi dziećmi idą ogromne pieniądze do ośrodków ,dzis wiem ,ze intuicja to najlepszy doradca !!
          • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 18:52
            Dzięki rozalia. U nas też nie za bogato z samym repertuarem metod terapeutycznych, a co dopiero wyborem. Tu nie ma co mówić o wielkim wyborze. Tu jest co jest, więc jest ale oprócz tego jest coś jeszcze więcej, mimo, iż inni uważają, że nie ma nic albo jest wielkie zło;)
        • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 18:46
          Evimikko,
          u mnie z kolei było tak, że to ja nie bardzo chciałam przyjmować roli terapeuty;) Broniłam się przy tym rękoma i nogami i wciąż chętnie oddałabym pałeczkę, baaa, choćby pół pałeczki, ćwierć pałeczki, ćwierć ćwierci ale nie mogę. Nie chciałam mojego synka zostawiać w próżni. Brakowało mi go i kiedy poczułam jak małe rączki obejmują moją szyję, kiedy przemokry buziak wylądował na mym poliku...nie ma w życiu nic cenniejszego. No nie ma.

      • ez-aw Szironna 28.12.12, 12:27
        Przepraszam że nie w temacie, ale czy możesz podać jakieś namiary na te edukacyjne aplikacje na tablet? Mój tez zaczyna w nim pisać i chciałabym dać mu nowe możliwości, czyli np to rysowanie itp. Może być na priv. Z góry dziękuję.

        Do autorki wątku, to uważam, ze jako matka często wiesz najlepiej. To Ty widzisz co przynosi efekty. Kontynuowałabym.
      • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 18:41
        szironna napisała:

        > halogen ja bym słuchała własnej intuicji, swoją drogą Twoja to Cię raczej nie z
        > awodzi, prawda? :)

        Cóż, będzie pachniało trochę egoistycznie i być może zuchwale ale faktycznie, raczej mnie nie zawodzi choć zdarza się zbłądzić z drogi;)

        > Poza tym nie siedzicie przecież przed laptopem cały dzień

        Oczywiście, że nie.

        Ano pościągałam mu edukacyjne aplikacje, młody uczy s
        > ię pisać, maluje rysunki, rozwija matematycznie i robi to z ogromnym entuzjazme
        > m.

        Ooooooooooooooooooooooooooooo, no to masz mnie już na karku Kochana:P

        Dziękuję Ci za słowa podnoszące na duchu. Ja tak jak napisałam nadal jestem przekonana na pewnej słuszności tego co wymyśliłam ale nie ukrywam, wtargnęły się pewne wątpliwości. Dlaczego? Bo zostałam w pewien sposób z tym sama i jak człowiek jednak nie ma choć 0,1% maleńkiego poparcia to coś tam go jednak trapi. Szczególnie, że sznureczek osób nastawionych niekoniecznie pozytywnie rośnie. Mój małżonek troszkę się frustruje, że jemu nie wychodzi to tak jak mnie, że jednak Szymon wybrał sobie do tej nauki mnie jako przodownika i choć ukochany pokazuje mu powiedzmy ciąg tych samych obrazów to Szymon jakby wyczuwał, że brakuje w nich przekonania i duszy;) No i jakoś mam kolejnego przeciwnika metody;) Sorry Panowie, czyżby to taka mała, niewinna zazdrość:P?
    • pinkdot Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 10:35
      Cokolwiek dla Was dziala, halogen. Jezeli widzisz postepy, czemu nie isc dalej w te strone.
      U nas co prawda wstrzymanie stymulacji prawej polkuli mozgu jakis czas dalo efekty jesli chodzi o mowe, ale hej...w koncu nie ma dwoch takich samych ludzi z autyzmem:). Widac nie tedy droga dla Twojego mlodego, mozliwe tez ze nie mielismy po prostu tak glebokich problemow. Z terapeutami porozmawialabym stanowczo, zapytalabym ich jakie konkretne efekty przyniosly ich metody?
      • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 19:14
        Z terapeutami porozmawialabym stanowczo, z
        > apytalabym ich jakie konkretne efekty przyniosly ich metody?

        Ja po prostu mam takie wrażenie, że niektórzy z nich, bo nie mogę o wszystkich myśleć negatywnie coś tam oczywiście wnieśli. Jest pani rehabilitantka, która wyciska z Szymka siódme poty w celu okiełznania ździebko jego nadenergii;) A że młody fizyczne swawole ceni bardzo wysoko, pani jest jego idolem:) Po prostu marnie jeśli chodzi o kontakt i komunikację wszelką.
        • sheer.chance Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 22:36
          A że
          > młody fizyczne swawole ceni bardzo wysoko...

          Alez to rewelacyjnie! Masz swietny punt zaczepienia do nawiazania tego kontaktu i komunikacji. Np. czu twoj synek lubi laskotki?:) Moj tak zaczynal, bo nic innego go nie ruszalo. Dostalismy kartke z piktogramami i krotka lekcja pogladowa jak jej uzywac. Po paru dniach syn lapal kartke i lecial do mnie jak chcial porcje laskotek i jeszcze pokazywal gdzie go mam gilgac:) To byly nasze poczatki dwustnonnej komunikacji.

          A moze lubi biegac? Nawet bez celu albo w kolko jest ok. Stajesz mu na drodze i nie dajesz przejsc dalej
          • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 22:57
            > Alez to rewelacyjnie! Masz swietny punt zaczepienia do nawiazania tego kontaktu
            > i komunikacji.

            Zgadza się. To, że lubi fizyczne "wiszenie" gdzie się da, też wykorzystujemy. Baaaa, ja często wiszę razem z nim, bez względu na zakwasy;) Na razie słownie nie wyraża chęci zabaw ale nakierunkowuje np moją rękę do łaskotek, podtyka mi sam stopy do masowania i nie daj Boże, by zapomnieć o jednym z paluszków. Wskaże ten opuszczony, a jakże;)

            Dostalismy kartke z piktogramami i krotka lekcja pogladowa
            > jak jej uzywac.

            Rozwiniesz trochę z tą lekcją? Jestem ciekawa jakie były wskazówki. Będę wdzięczna.
            • sheer.chance Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 23:28
              Prosze https://fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3321463

              W oryginale bylo mniej, tylko 3 na gorze 3 na dole, zreszta widac prowizorke przy doklejonych. Zdecydowalam sie dodac obrazki, jak sie stare opatrzyly:) A instrukcja uzywania tablicy do laskotek (swoja droga brzmi dumnie:)) wyglada tak: kladziesz kartke tak, zeby dziecko widzialo, i zeby byla latwo dostepna. Wskazujesz na srodkowy obrazek i mowisz "laskoczemy", zawieszasz glos, robisz teatralna przerwe i jakby to bylo odkrycie roku wskazujesz np na ucho i oglaszasz "ucho!". I laskoczesz. Im wiecej show, tym zwykle lepsza zabawa. I tak po kolei. Brzmi smiesznie, jak kazde dorabianie powaznej teorii do laskotania, ale jest duza szansa, ze za ktoryms razem dziecko dla zabawy, albo przypadkiem dotknie obrazek i wtedy traktuje sie to jako swiadoma informacje zwrotna. I jest pierwsza "konwersacja".
              Prosciutka sprawa, a np. dla mojego syna to byl aha-moment. Zabawnie bylo patrzec, jak odkrywa zwiazek miedzy dotknietym obrazkiem a tym, co sie zaraz potem dzieje. I ten namysl w spojrzeniu pt. "aaaa, to tak dziala, to teraz rozumiem". I jego proby kiedy wskazywal najpierw tylko na czesc ciala, a potem na "laskotanie" i czesc ciala zeby zobaczyc czym sie roznia. Albo dwa obrazki jednoczesnie, albo bardzo szybko jeden za drugim:)

              • sheer.chance Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 23:33
                hm. jak sie wstawia zdjecie?:)
                • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 00:32
                  sheer.chance napisała:

                  > hm. jak sie wstawia zdjecie?:)

                  Ja jak kiedyś próbowałam wytłumaczyć tutaj komuś, to wkleił swoje dane z pulpitu więc nie próbuję tłumaczyć;) Wyślesz mi na priv?
                  • sheer.chance Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 00:47
                    Hm... kiedys to sie nawet smialam z takich co linka do pulpitu dawali... I przyszla kryska...:)

                    swoja droga nie mam pojecia co jest nie tak z linkiem
                    • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 01:00
                      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/nd/ye/zzel/db7tbk45Kl6G7ioldX.jpg
                      • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 01:01
                        No i wspólnymi siłami poszło;)
                        • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 01:06
                          Fajne piktogramy, bardzo szczegółowe. Mój może mieć problem ze strzałkami-odnośnikami. Ale z resztą nie, bo jest naprawdę dobrze pokazana.
                          • sheer.chance Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 01:12
                            to sie ciesze, ze Ci sie podoba. Jak chcesz, to Ci moge wyslac pojedyncze piktogramy, to sobie zrobisz wlasna tablice, taka jak Ci pasuje i duzo lepszej jakosci.

                            A tak poza konkursem
                            • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 01:18
                              > A tak poza konkursem
                              • sheer.chance Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 01:27
                                Aha. Dzieki za wyjasnienie. Przynajmniej wiem czemu mi sie nie udalo
                            • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 13:39
                              sheer, ja chętnie przyjmę wszystkie pojedyncze piktogramy jakie tylko masz. Najmocniej będę ucieszona z obrazami dotyczącymi pożywienia, bo mam ale bardzo pojedyncze lub nie konkretne niestety. Właśnie poszukiwałam lepszej jakości niż mam.
    • tijgertje Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 11:06
      jeszcze sie dopisze.
      Autyzm cechuje sie sztywnoscia zachowan, powtarzaniem schematow, problemami z komunikacja i relacjami.
      w tym wypadku terapeuci z gory zakladaja prace konkretnymi metodami, do ktorej twoj syn NIE CHCE sie dopasowac
      usiluja wcisnac w ramki schematow, kogos, w kto te ramy nie pasuje
      nie wykonuja zadnego wysilku, by zrozumiec potrzeby dziecka, by poznac co lubi, nawet jesli gotowce dostaja na tacy, odrzucaja je, bo nie pasuja do utartych schematow
      zwalaja wine na dziecko, ktore NIE CHCE, nie robiac niczego, by nawiazac kontakt w niekonwencjonalny sposob
      Ja sie pytam KTO TU JEST AUTYSTYCZNY ???
      To nie jest terapia autyzmu. Czego ma nauczyc dziecko? Ze ma zapomniec kim jest i to ONO ma sie przystosowac, choc nie posiada zadnej wiedzy o funkcjonowaniu w swiecie, nie rozumie kim jest, dlaczego robi to co robi, jedynym celem jest odrzucenie wlasnej tozsamosci, bo "terapeuci", ktorzy teoretycznie maja wiedze o zaburzeniu maja myslenie sztywne jak kolek i OCZEKUJA, ze to dziecko ma wykonywac cala robote, oni mu tylko udowodnia, ze jego bezpieczny swiat jest nic nie wart i dopoki nie zapomni o wszystkim, co daje mu poczucie bezpieczenstwa o jakiejkolwiek wspolpracy z ich strony mozna zapomniec. To nie jest terapia autyzmu i uczenie dziecka funkcjonowania w swiecie NT. To lamanie dziecka, zaprzeczaniu jego tozsamosci i tresowanie robota. nie da sie budowac przyszlosci, zapominajac o przeszlosci. Nie da sie postawic katedry bez solidnych fundamentow i nie da sie "wyprowadzic" dziecka z autyzmu odbierajac mu wszystko, co dla niego wazne. efekty mozna osiagnac budujac na tym, co dziecko zna, lubi i uwaza za bezpieczne, nawet jesli sa to "fiksacje". One sa pierwszym krokiem do tego, by kierowac poszerzaniem dzieciecych horyzontow. teraz terapeuci, za jakis czas beda nauczyciele z tekstem : niech pani cos z tym zrobi, bo on nie... (tu wpisac dowolnie), ale tylko naszymi, sztywnymi i nieskutecznymi metodami, bo jak nie, to jest pani nic nie warta, nieudolna wychowawcza matka. Przyznac sie dziewczyny, ile z was mialo do czynienia z taka postawa???
      • aniaidaniel Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 11:31
        Wiesz... ja sama dotarłam do syna własnymi metodami. Fiksował się na napisach to mu wg metody Domana robiłam takowe... tak zaczął mówić, najpierw rzeczowniki, czynności, zdania. A jaki kontakt niesamowity! Dla niego to była najlepsza zabawa! Skoro widzę, że coś działa i przynosi efekt jakim jest nasza relacja, rozwój poznawczy, rozwój mowy... to robię to dalej! Podobnie jak Twój syn, mój tez kocha piosenki i filmiki edukacyjne... i to także wykorzystuję.
    • zablakanaowieczka Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 12:55
      Halogen, ja sie podpisuję pod tym co już padło - pracuj z Szymkiem jak Ci intuicja podpowiada. Jeżeli tak świetnie sprawdza się u Was komputer to jeżeli tylko masz możliwość to zainwestuj w tablet. O aplikacjach edukacyjnych już było. Dodam, że można znaleźć specjalne pod kątem dzieciaków z ZA czy autyzmem - z Kubą tak ćwiczyłam rozpoznawanie emocji. Ja widzę więcej plusów jeszcze: tablet łatwiej ze sobą zabrać (chodzi mi o to, że zachowania wypracowane przez komputer można przenieść gdzie indziej, do innych pomieszczeń, poza dom, włączyć w to innych domowników, etc). No i może byc świetnym przejściem z kompa na wspominane przez Tig piktogramy. Poza tym z racji banalności w obsłudze dziecko ma poczucie władzy, samo może decydować o tym co robi, że już o ćwiczeniu koordynacji ręka - oko nie wspomnę.
      • mikkoevi Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 14:41
        Tig moje doświadczenia dotyczące masowej edukacji (złobek, przedszkole) tylko utwierdza mnie ze są to tylko mniejsca gdzie konsumuje się wysiłki terapetyczne nie dajac dużo od siebie. niestety moje obecne przedszkole bije rekkordy pod tym wzgledem.
      • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 19:21
        Tablet jest ale mały go jeszcze nie próbował:) Póki co opanował Scroll locka na myszce i prawy przycisk. Scroll super, bo sobie przewija i patrzy co jest w następnej kolejności, z prawym przyciskiem gorzej, bo sobie w ten sposób blokuje wejście gdziekolwiek;) Aaaaa i otwierać i zamykać system umie ale otwieranie łączy się z podskokami z radości do sufitu, a zamykanie ze skokami z rozpaczy jakby chciał komuś z łebka strzelić;) Na wszelkie wypadek się wówczas lekko usuwam;)
    • statecznypulchny Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 14:56
      czytam to forum od dwóch lat - z powodów wiadomych. Nie udzielałem się (z innych). Ale teraz nie wytrzymałem.
      Naszego syna prowadzimy sami (CZR), rezygnując po kolei z różnych propozycji terapii. Oboje z żoną mamy sporo wspólnego z psychologią i to jak wygląda poziom terapii w Polsce woła często o pomstę do nieba.
      To co piszesz, to jeszcze jeden przyczynek do tego, żeby głośno zacząć mówić o ściemach terapeutycznych, biznesie terapeutycznym, niedouczonych terapeutach, bez refleksji itp.
      Był taki przypadek, że syn miał problem z wypróżnianiem - pojawiły się różne "zakręcone teorie" w rodzaju niechęci do rozstania z własnym ciałem, pozbywania się części siebie i tego rodzaju bełkot poppsychologiczny (pozniej, jak byl starszy i mógł mówić, okazało się, że go bolało i strasznie bał się tego bólu). W tym czasie próbując go zrozumieć o co chodzi, patrzyliśmy obserwowaliśmy, próbowaliśmy ten lęk (bo to że był to lęk widzieliśmy, nie widzieliśmy z jakiego powodu) oswoić. Udało się. Wtedy powiedziałem mojej żonie - zobacz, gdybyśmy chodzili w tym czasie na terapię, jestem pewien w 100% że terapeuta powiedziałby, że to zasługa terapii (nie ze złej woli. To zwykły mechanizm, któremu podlegają ludzie).
      I tak było jeszcze z kilkoma rzeczami. Systematycznie i powoli parliśmy do przodu, zdobywając kolejne przyczółki.
      W tym czasie czytaliśmy wspomnienia autystów, ich biografie, ich rodzin.
      I to co widać z wielu z nich to jedno - gdyby nie rodzice, wiele "terapii", czy też sposobów podejścia by nie zaistniało.
      Przykład pierwszy z brzegu Temple Grandin - gdyby nie matka, odpowiedni nauczyciel- trafiła by do odpowiedniego zakładu, bo taka była wówczas norma terapeutyczna.
      Twoja terapeutka wpisuje się w tę normę. Nie widzi postępu dziecka tylko schematy, których jej nauczono. Niestety nie jest kreatywna ani otwarta.
      Jeśli usłyszałaby, że dziecku z autyzmem nie wolno np. bawić się piłką, to mimo, że widziałaby plusy u JEDYNEGO na świecie dziecka, któremu ta zabawa pomaga i sprawia przyjemność, zabroniłaby tego.
      Dziecka nie zmienisz. Terapeutę można.

      Nie jestem zwolennikiem "intuicji rodzica" bo ta często prowadzi na manowce i przegrywa z nauką. Niestety w dużej części przypadków poziom terapeutów u nas jest tak marny, że chyba lepiej gdy świadomi rodzice starają się robić wszystko co najlepsze.
      Prawdopodobnie są dobrzy terapeuci. Przegrywają jednak z wszechobecnym przeciętniactwem.

      Swoją drogą - w czasie naszej "podróży" po gabinetach jedna z pań wysłała nas na trening słuchowy Tomatisa - nie widząc naszego dziecka. Wyłącznia na podstawie wywiadu z nami.
      Całość diagnoza + terapia - ponad 3000. Zadałem proste pytanie, czy nie powinno być przypadkiem tak, że najpierw jest diagnoza, a później po jej potwierdzeniu terapia. Okazało się, że nie. Czyli albo absurd albo biznes.
      A później wystarczył krótki przegląd w sieci, żeby zoabczyć, że metoda jest co najmniej wątpliwa.
      " The American Academy of Pediatrics and the American Academy of Audiology have warned that no well-designed scientific studies demonstrate that AIT is useful [1,2]. AIT devices do not have FDA approval for treating autism, attention deficit disorder, or any other medical problem. In 1997, the FDA banned the importation of the Electric Ear or any other AIT device made by Tomatis International, of Paris, France."

      Krótko mówiąc nie zdawaj się wyłącznie na własną intuicję, ale szukaj terapeuty, który słucha Ciebie i Twojego dziecka.
      • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 19:55
        statecznypulchny napisał(a):

        > czytam to forum od dwóch lat - z powodów wiadomych. Nie udzielałem się (z innyc
        > h). Ale teraz nie wytrzymałem.

        W pewnym sensie cieszę się, że niechcący zszokowałam ludzi na tyle, że poderwali się z własnych foteli;) Choć wątek mówi o problemie. Tak już mam, że nawet przy problemach dopatrzę się zawsze czegoś pozytywnego;)

        > Dziecka nie zmienisz. Terapeutę można.

        Masz rację. Masz ogromną rację. Ja wciąż mam nadzieję, że znajdę kogoś takiego, kto zrozumie warstwę dolną i górną tego co robię. Póki co, nie znalazłam albo znalazłam ale z różnych szerokich powodów nie mogłam po prostu skorzystać z oferty. Szczerze mówiąc jest coś w nas, w rodzicach takiego jak pewien instynkt obronny przede wszystkim przed bezsilnością, marazmem, zastojem. Czasem się poddajemy, czasem wycofujemy, czasem wkradają się wątpliwości, jak mnie w tym przypadku, wątpliwości oczywiście poparte pewnym bodźcem zewnętrznym, w tym przypadku negatywnym. To coś nie pozwala się całkowicie poddać, to coś każe mózgowi myśleć, każe konstruować plan awaryjny, byleby nie stać, iść do przodu, podejmować kroki prowadzące czasem w nieznane i niezrozumiałe do końca knieje. Czasem dzięki temu odkrywamy zupełnie nowy ląd i sami nadajemy mu się rozrosnąć choćby wszystko i wszyscy byli temu przeciwni. Oczywiście musimy sami to czuć, musimy sami we własnym obrębie być z tym w pewien sposób zgodni i nie musimy znać z góry finiszu, bo etapy przed finiszowe same się w rezultacie wyłonią.

        > Nie jestem zwolennikiem "intuicji rodzica"

        Ja też nie, jeśli chodzi o to ogólne jej rozumowanie i definiowanie ale interpretując ją w pewien sposób w przenośni, kurczę, coś w tym czasem jest.

        > Krótko mówiąc nie zdawaj się wyłącznie na własną intuicję, ale szukaj terapeuty
        > , który słucha Ciebie i Twojego dziecka.

        Żeby to było proste dawno by było. Żeby to było trudne, pokonałbym trud. Ale ponieważ na chwilę obecną jest wręcz niemożliwe, jest co jest. Choć moja sygnaturka niejako przeczy temu, by coś było niemożliwe;)

        Dziękuję za mądre słowa:)
      • roggalique myślenie magiczne kołem zamachowym tego biznesu 28.12.12, 21:14
        statecznypulchny napisał(a):

        > To co piszesz, to jeszcze jeden przyczynek do tego, żeby głośno zacząć mówić o
        > ściemach terapeutycznych, biznesie terapeutycznym, niedouczonych terapeutach, b
        > ez refleksji itp.

        Ależ to Wy, klienci, oczekujecie od nas METOD. To Wy pytacie o to, jaką METODĄ pracujemy.
        My, biznes, odpowiadamy podażą na popyt. Teraz to ściema? Ejże! :)))

        Myślę, że przyjdzie czas, kiedy zainteresuję się pracą z osobami po prostu upośledzonymi umysłowo. Ich nikt nie próbuje "wyleczać", nikt nie proponuje im świetnych METOD terapeutycznych i medycznych. "Chelatacja" (nie mylić ze "zwykłą", nieczarodziejską chelacją), DAN!, homeopatia klasyczna i nieklasyczna, ABA, Handle, RDI, Son-Rise itp. itd.
        To może i ode mnie wreszcie nikt nie będzie wymagał biegłości w jakiejś tam METODZIE.

        Tak, zgoda - ściema, ignorancja terapeutów, wyciąganie forsy, to oczywiste. Nie mogę się z tym nie zgodzić. Sam często wspominam tych, którym nie pomogłem, bo nie umiałem, nie wiedziałem jak itd.

        Ale na litość - nie sami terapeuci tworzą rynek. Każdy biznes polega na tym, że ktoś czegoś pożąda, a ktoś inny mu to daje. Od czasów jaskiniowych tak wygląda biznes.
        W przypadku klientów "autystycznych" siła myślenia magicznego jest bardzo duża.

        Nie kwestionuję sensowności żadnej "metody" terapeutycznej w całości. Podkreślam ten aspekt ściemy. A właściwie nawet nie ściemy, bo nikt nikogo nie okłamuje. To jest tylko marketing. "Superniania" jest idealnym przykładem. Opakować ładnie to, co jest chociażby w technikach behawioralnych ("karny jeż") od czasu króla Świeczka i sprzedać jako NOWOŚĆ REWOLUCJĘ W WYCHOWANIU. Mistrzostwo świata.

        Autyzm nie jest chorobą, to niepełnosprawność na całe życie - czy to brzmi marketingowo dobrze?
        Ale czy hasło "Po amputacji nogi nie ma się nogi do końca życia" - nie brzmi aby normalnie?

        Ostatnio na terapii (uaaa!) rozmawiałem z pewnym 10-latkiem o niepełnosprawności. Nie był w stanie nigdzie zaklasyfikować swojej (HFA), więc po pewnym wahaniu wymyślił, że to jest niepełnosprawność... zachowania:D Ujął to mądrzej niż Baron-Cohen, Uta Frith i inne profesory.

        Zachowania się nie leczy, zachowanie się kształtuje. W toku codziennej ciężkiej pracy. Która odbywa się w każdym domu na świecie, w którym są dzieci.
        Ciężka praca brzmiała dobrze w czasach Lenina, teraz ma być szybko, łatwo i najlepiej ekskluzywnie. M. in. stąd właśnie duża liczba ściem, niestety.

        pozdrawiam
        r.


        • tijgertje Re: myślenie magiczne kołem zamachowym tego bizne 28.12.12, 22:34
          Roggalique, no jak ty juz cos powiesz... Mnie zatyka. MNIE! mowillam ci juz kiedys, ze etat tlumacza mam wolny? Oferta nadal aktualna;)

          Z tym opakowywaniem to swiete slowa. pisalam gdzies kiedys o terapii RDI. Poczytala troche i doszlam do wniosku, ze to, co nazywaja szumnie terapia, ja nazywam wychowaniem:) ale kto to kupi? Przeciez wychowywac dziecko kazdy potrafi;)
          • halogen75 Re: myślenie magiczne kołem zamachowym tego bizne 28.12.12, 22:59
            tijgertje napisała:

            > Roggalique, no jak ty juz cos powiesz...

            A mnie jak zamurowało;)
        • statecznypulchny Re: myślenie magiczne kołem zamachowym tego bizne 28.12.12, 22:51
          Zgadzam sie. NIe chodzi o to, zeby napisac wszyscy terapeuci to szarlatani. Ale mnie najbardziej uderzala raczej przeciętność (choć zgodnie z rozkładem normalnym - nie powinna).
          Jak pisałem wcześniej mam do czynienia z zawodowymi psychologami w zupełnie innym miejscu, ale jak słysze o testach drzewa i inych ściemach, bez refleksji czy GDZIEKOLWIEK na świecie jest to szanowane, czy może to jakaś bezrefleksyjna moda, to mnie zatyka.

          "> Ale na litość - nie sami terapeuci tworzą rynek. Każdy biznes polega na tym, że
          > ktoś czegoś pożąda, a ktoś inny mu to daje. Od czasów jaskiniowych tak wygląda
          > biznes.
          > W przypadku klientów "autystycznych" siła myślenia magicznego jest bardzo duża."

          Zgadza się. Nie ma co do tego wątpliwości. Jak przy dużej cześci chorób ludzie będą potrzebowali magii i jeśli trafią na podatny grunt, mamy mieszankę... popytu i podazy.

          Gorzej jeśli terapeuta zaczyna wierzyć w ściemy kreowane przez klientów. Właściwie nie wiem czy lepsze nie jest wyrachowanie niż głupota.


          > Zachowania się nie leczy, zachowanie się kształtuje. W toku codziennej ciężkiej
          > pracy. Która odbywa się w każdym domu na świecie, w którym są dzieci.
          > Ciężka praca brzmiała dobrze w czasach Lenina, teraz ma być szybko, łatwo i naj
          > lepiej ekskluzywnie. M. in. stąd właśnie duża liczba ściem, niestety.

          No cóż. Zgadzam się. Pewnie chodzi nam dokładnie o to samo. Tylko z dwóch różnych stron

          • roggalique Re: myślenie magiczne kołem zamachowym tego bizne 29.12.12, 10:41
            statecznypulchny napisał(a):

            > No cóż. Zgadzam się. Pewnie chodzi nam dokładnie o to samo. Tylko z dwóch różny
            > ch stron

            Myślę, że tak. Już trochę pracuję z osobami ze spektrum. Sporo się nauczyłem. Coraz bardziej odchodzę mentalnie od pojęć takich jak "praca", "terapia", "edukacja"... Takie określenia nadają dziecku konkretne znaczenie. Znaczenie bardziej przedmiotowe, powiedziałbym, niż podmiotowe. Autyzm nie jest przecież zaburzeniem powodującym LENISTWO, czy NIEWYKSZTAŁCENIE. Terapia - też jawi mi się jako dość wątpliwe, bo przecież terapia zakłada przywrócenie homeostazy, a tymczasem nie jestem taki pewien czy NASZA, neurotypowa homeostaza jest tą samą homeostazą, która jest udziałem osób o innym wzorcu rozwoju.... :D

            Tijgertje pisze coś o tłumaczeniach.... hmmm.... może właśnie nasza, terapeutów, praca powinna właśnie być czymś takim... pracą tłumacza. Percepcja nasza się różni, rozumienie się różni... Świat jest jaki jest, niekiedy trzeba komuś coś wyjaśnić. Tłumacz nie próbuje przecież NAPRAWIĆ obcokrajowca i nie zmusza go do posługiwania się wyłącznie językiem tubylczym, nie zmusza do tubylczych zachowań. Ale wyjaśnia - tego lepiej nie robić, to nie jest przyjęte, za to warto zrobić to i to, bo to się tubylcom podoba. Oczywiście spłycam. Chodzi o pewną ideę.

            pozdrawiam
            r.
            • tijgertje Re: myślenie magiczne kołem zamachowym tego bizne 29.12.12, 11:35
              roggalique napisał:
              Tijgertje pisze coś o tłumaczeniach.... hmmm.... może właśnie nasza, terapeutów
              > , praca powinna właśnie być czymś takim... pracą tłumacza. Percepcja nasza się
              > różni, rozumienie się różni... Świat jest jaki jest, niekiedy trzeba komuś coś
              > wyjaśnić. Tłumacz nie próbuje przecież NAPRAWIĆ obcokrajowca i nie zmusza go do
              > posługiwania się wyłącznie językiem tubylczym, nie zmusza do tubylczych zachow
              > ań. Ale wyjaśnia - tego lepiej nie robić, to nie jest przyjęte, za to warto zro
              > bić to i to, bo to się tubylcom podoba.

              nie wiem, moze nie pamietasz, ale kieeeedys tam napisalam ci wlasnie cos takiego. Czytajac twoje posty zawsze odnosilam wrazenie, ze wlasnie jasno i dosadnie potrafisz ubrac w slowa to, o czym sama mysle, nie potrafie jednak we wlasciwy i zrozumialy dla innych sposob tego wyrazic. Posade osobistego tlumacza mam wolna;) ale wiesz, ze wlasnie mi cos rozjasniles? Link z tlumaczem tworzylam wlasciwie tylko w odniesieniu do twoich wypowiedzi, ale jak patrze na to, jak moje kontakty z ludzi wygladaja, jesli chodzi o mojego syna, to wlasnie niczym innym, jak jego tlumaczem nie jestem:) dzieki:)
            • halogen75 Re: myślenie magiczne kołem zamachowym tego bizne 29.12.12, 13:23
              roggalique napisał:
              Terapia - też jawi mi się jako
              > dość wątpliwe, bo przecież terapia zakłada przywrócenie homeostazy, a tymczasem
              > nie jestem taki pewien czy NASZA, neurotypowa homeostaza jest tą samą homeosta
              > zą, która jest udziałem osób o innym wzorcu rozwoju.... :D

              Rogalik, wiesz? Ja jestem uparta i naprawdę mogę się pokusić o rozłożenie tekstu na czynniki pierwsze ale zlituj się proszę nad moim ograniczonym limitem czasowym i rozwiń wypowiedź proszę Cię w języku bardziej prostym;) Wiem, że to wpis kierowany do konkretnej osoby, która pewnie w mig zrozumie przesłanie z racji wykonywanej profesji ale ja wyławiam często Twoje wpisy nawet jak nie są kierowane bezpośrednio do mnie, bo po prostu zwyczajnie ogromnie cenię ich przekaz i sens, a tu polegałam całkowicie:D
              Przy okazji, czy Twoim zdaniem droga, którą obrałam prowadzi do jakiegoś miejsca choćby najdalszego i najbardziej odludnego ale jednak czy też raczej to ślepy zaułek?
              Co prawda ja już wiem i jestem pewna co będę dalej robić ale ogromnie ciekawi mnie Twoje zdanie:)
              • roggalique homeostaza 31.12.12, 10:18
                Hej, Halogen

                Mi chodziło o samo pojęcie homeostazy, rozumianej jako zdolność do wyrównywania i utrzymywania na właściwym poziomie parametrów wewnętrznych - somatycznych, emocjonalnych etc.
                Pytanie brzmi: czy traktujemy dziecko z CZR jako zwykłe dziecko, które z różnych przyczyn ma zaburzony rozwój poszczególnych funkcji, czy też uznajemy, że to dziecko jest dzieckiem o innym wzorcu rozwoju? No bo to determinuje patrzenie na homeostazę ergo na procesy terapeutyczne, gdyż terapia jest elementem działającym na rzecz przywrócenia homeostazy.
                Pytanie tylko, jaką homeostazę przywracamy - homeostazę z punktu widzenia terapeuty, który reprezentuje tę część ludzkości, którą można ogólnie nazwać neurotypową, czy też homeostazę z punktu widzenia dziecka, które nie jest NT...?

                To nieprecyzyjny przykład, ale jakoś tam wg mnie obrazuje, częściowo, problem: autostymulacje sensoryczne. Czym są? Wedle jednego terapeuty to są zachowania TRUDNE, które trzeba eliminować, czy też wygaszać, nieważne. Dla drugiego terapeuty: jest to sposób na przywrócenie homeostazy organizmu. To determinuje postępowanie...
                Układanie w rzędy klocków, czynność niewątpliwie niefunkcjonalna. Ale znowu: z naszego punktu widzenia. Z punktu widzenia dziecka - czynność stabilizująca, przywracająca homeostazę. Itp, itd.

                Hmm... czytam, to co piszę i nie jestem zadowolony, bo mam wrażenie, że zbyt upraszczam, a jednocześnie niezbyt wyraźnie eksponuję to, co mam na myśli... :/

                Yeah, whatever:D

                > Przy okazji, czy Twoim zdaniem droga, którą obrałam prowadzi do jakiegoś miejsc
                > a choćby najdalszego i najbardziej odludnego ale jednak czy też raczej to ślepy
                > zaułek?

                Właściwie każde działanie coś wnosi. Jeśli Twoje działania są łagodne, w sensie: nie narzucasz, a bardziej postępujesz w zgodzie z preferencjami dziecka - no to OK:) Byleby komputer nie wypełniał treści całego życia:D

                pozdrawiam
                r.
                • tijgertje Re: homeostaza 31.12.12, 10:36
                  Rogaliku:) Tlumaczu ty moj ;)
                • halogen75 Re: homeostaza 31.12.12, 11:36
                  > Hmm... czytam, to co piszę i nie jestem zadowolony, bo mam wrażenie, że zbyt up
                  > raszczam

                  Upraszczam?Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa, toż to ja przecież i tak łamię właśnie mózg czytając:D

                  >Byleby komputer nie wypełniał treści całego życia:D

                  Czasem się zastanawiam czy on nam dorosłym nie wypełnia;)
                • pinkdot Re: homeostaza 01.01.13, 11:12
                  > Pytanie tylko, jaką homeostazę przywracamy - homeostazę z punktu widzenia terap
                  > euty, który reprezentuje tę część ludzkości, którą można ogólnie nazwać neuroty
                  > pową, czy też homeostazę z punktu widzenia dziecka, które nie jest NT...
                  > ?

                  Ale roggalique, jeżeli skupiałabym się na utrzymywaniu homeostazy autystycznej mojego syna, to w jaki sposób przygotowałabym go do samodzielnego życia wśród ludzi neurotypowych w większości? Ze stymulacjami to jeszcze nie tak źle, bo odpowiednia terapia SI pozwala skanalizować je na bardziej "cywilizowane" czynności, niż kręcenie głową, czy bieganie w kółko...
                  Ja wiem, tu jest sporo kontrowersji - czy jeżeli celem jakiejś terapii jest nauczenie wykonywania poleceń, to jest to już "łamanie dziecka"...Czy lepiej spróbować takiego podejścia i przygotować na i tak nieuniknione "łamanie" w szkole podstawowej (nie w każdym mieście są super placówki montessoriańskie, nie każdego na takie stać)? Czy podążać za maluchem, ufając, że z czasem sam zechce się od czasu do czasu podporządkować? A co jeżeli dalej będzie takim upartym indywidualistą? Ja jestem przerażona jak pomyślę sobie o tym co będzie jak Cyceron pójdzie do szkoły, nie pod względem edukacyjnym (tu obawiam się zagnie nauczycieli), ale zachowania...
                  • roggalique Re: homeostaza 01.01.13, 18:07
                    pinkdot napisała:

                    > Ale roggalique, jeżeli skupiałabym się na utrzymywaniu homeostazy autystycznej
                    > mojego syna, to w jaki sposób przygotowałabym go do samodzielnego życia wśród l
                    > udzi neurotypowych w większości?

                    No właśnie tak myślałem, że nie do końca udało mi się przekazać co mam na myśli:D
                    Oczywiście, że nie chodzi o utrzymywanie autystycznej homeostazy sensu stricte, bo wtedy rozwój dziecka poszedłby w nie dającym się przewidzieć kierunku. Bardziej mi chodzi o podejście... Stary, wiem, że jesteś inny i okej, bądź se, ja spróbuję Ci pokazać inne rozwiązania, żebyś nie zginął w neurotypowym stadzie. Ale też możesz stosować część swoich rozwiązań, bo pewnie są dla Ciebie skuteczne.
                    Chodziło mi, że postępuje się często z autystami w taki sposób, jak gdyby chciało się wdusić kwadratowy klocek w trójkątny otwór. Pewnie się da, w końcu to tylko kwestia siły, tylko, że to co wciśniemy nie będzie już tym co było, będzie połamane i pozbawione części siebie.
                    Chyba o to mi chodziło, kiedym w zeszłym roku odzywał gębę w tym temacie;D

                    pozdro, powodzenia w nowym roku
                    r.
                    • tijgertje Re: homeostaza 01.01.13, 18:29
                      No wlasnie rogaliku. Chyba mysle podobnie. moze dlatego, ze sama mam autyzm i to ja sie musze dopasowac do wiekszosci, a nie odwrotnie. Chodzi o to, ze jak maluje meble z roznych rodzajow drewna, to sosne moge zabejcowac, podrasowac, przykryc okleina i bedzie wygladac jak dab, ale stol zrobiony z drewna sosnowego bedzie zawsze stolem z drewna sosnowego, chocby nie wiem jak wygladem imitowal dab;)

                      autyste mozna nauczyc zyc w stadzie NT, ale sposobu jego myslenia zmienic sie po prostu nie da. przeszczepow mozgow nadal nie robia.
                      • roggalique Re: homeostaza 01.01.13, 18:35
                        tijgertje napisała:

                        > autyste mozna nauczyc zyc w stadzie NT, ale sposobu jego myslenia zmienic sie p
                        > o prostu nie da. przeszczepow mozgow nadal nie robia.

                        No widzisz, nie potrzeba Ci tłumacza:D O to mi chodziło właśnie z tą homeostazą. Dla kogoś kto po prostu inaczej myśli świat wygląda inaczej i jego równowaga wewnętrzna też jest oparta na innych parametrach.

                        pozdrawiam
                        r.
                        • tijgertje Re: homeostaza 01.01.13, 18:58
                          :D Moze jednak tak ;)
                          Badzo lubie twoje posty, a teraz wlasnie mnie zainspirowales do napisania pewnego maila. Moze w koncu zbiore mysli i sklece cos sensownego.
        • ojciec.karmiacy Re: myślenie magiczne kołem zamachowym tego bizne 29.12.12, 14:44
          "Myślę, że przyjdzie czas, kiedy zainteresuję się pracą z osobami po prostu upośledzonymi umysłowo. Ich nikt nie próbuje "wyleczać", nikt nie proponuje im świetnych METOD terapeutycznych i medycznych. "

          To Ty jeszcze nie słyszałeś o rodzicach dzieci z ZD, którzy przychodzili do bioenergoterapeuty po uzdrowienie? Fachowiec nie obiecywał sukcesu, ale swoje robił i swoje kasował. O efektach oczywiście pisać nie ma sensu;)

          U terapeutów ceniłem, to że mówili mi w jaki sposób będą pracować, pomagali zrozumieć ich filozofię pracy i jednocześnie nie gwarantowali efektów ani na jutro, ani na za tydzień, ani na za 50 lat. "Zobaczymy jak będzie" - szanuję szczerość.
          • halogen75 Re: myślenie magiczne kołem zamachowym tego bizne 29.12.12, 16:03
            Wiecie co? Muszę jeszcze coś dodać żeby nie było takiego jednoznacznego stwierdzenia, że każdy terapeuta jest do kitu i się do niczego nie nadaje. Broń Boże. Tak samo nie chodzi mi o to, by terapeuta robił wszystko za mnie i tak jak ja chcę. Bez przesady;) Chodzi mi po prostu o to, że brakuje mi trochę takiego terapeuty, który oprócz tego, że jest dobrym mówca, specjalistą w swoim zawodzie, posłuchał też czasem co ma sam rodzic do powiedzenia. I nie chodzi mi tylko o sam wstęp czyli jakiś wywiad początkowy, tylko systematyczna wymiana obserwacji, wyników, wątpliwości, pytań jednej i drugiej strony. A idąc dalej jakby wysłuchał i jeszcze dodatkowo pokusił się czasem na wplątanie pewnych aspektów, które naprawdę mają ogromny sens i przynoszą profity co widać, słychać i czuć, cóż, byłoby by po prostu łatwiej, milej i spokojniej. I nie chodzi mi też o patetyczne podnoszenie rodzica w tej sytuacji na piedestał;) O nie. Po prostu zwykłe poświęcenie czasu na coś co jest bardzo ważne, co jest w sumie głównym meritum. Ja jestem słuchaczem terapeuty, jestem też w pewnym sensie wykonawcą niektórych jego zaleceń ale tych, które rzeczywiście się sprawdzają i coś przynoszą i nie myślę tu o cudach w króciutkim czasie. Dlaczego terapeuta nie może mi odwzajemnić tego samego? Niby słucha ale słysząc pierwsze dwa zdania, które już wskazują niejako, że coś może wystaje nieco poza ramy tego co sam robi, obala całość, w dodatku neguje. Ok. Niech neguje, ma prawo ale może tak po wysłuchaniu całości? Co szkodzi spróbować? Skoro ja mogę spróbować i się czegoś podjąć czemu nie terapeuta choćby w 1%? Ja jakoś tak trafiłam, że nie mogę na wszystkich narzekać, bo są i tacy, z których jestem zadowolona i vice versa. Ale są też tacy, którzy są jak korzeń wsadzony najgłębiej jak się da i choć pędy już stare to będzie tkwił. Szkoda. Po prostu szkoda i tyle:)
            • ojciec.karmiacy Re: myślenie magiczne kołem zamachowym tego bizne 29.12.12, 19:39
              Jak się zastrzegamy, to ja zastrzegam się, że jestem za jak najpełniejszą współpracą rodziców i terapeutów, tak aby wszyscy wiedzieli co i po co, oraz dlaczego. To jednak nie zawsze jest możliwe.

              Weźmy taki komputer. Jakieś dwa lata temu czytałem, że wspomaga rozwój neuronów lustrzanych, które podobno szwankują u dzieci w spektrum. Ale są tacy, którzy powiedzą, że komputer to zło, a inni, że tylko szkodzi, a jeszcze inni, że nie ma wpływu. Czasem trudno się dogadać. Ja bym się z wieloma terapeutami nie dogadał;)
              • halogen75 Re: myślenie magiczne kołem zamachowym tego bizne 29.12.12, 23:00
                > Weźmy taki komputer. Jakieś dwa lata temu czytałem, że wspomaga rozwój neuronów
                > lustrzanych, które podobno szwankują u dzieci w spektrum.

                Eeeeeee, przecież to tylko you tube;)
    • zakladka Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 15:15
      Ty musisz z dzieckiem funkcjonować 22/365 najwygodniej dla ciebie, bo to ty spędzasz z nim najwięcej czasu i to twoja sprawa jak organizujesz wasze życie, bo po prostu musicie żyć a nie trwać w terapii.
      Łatwo się mówi jak się ma dziecko dwie godziny a potem wystawia za drzwi. Przez dwie godziny łatwo być profesjonalnie pedagogicznym a potem trzeba przetrwać.
      To mówię ja-niepedagogiczna matka, uciekająca się do metod wszelakich z szantażem włącznie.

      Swoją drogą, jeśli kształcenie za pomocą dostępu do komputera jest szkodliwe, to czarno widzę przyszłość ludzkości.
      Przybliż może co tak konkretnie im się w tych metodach nie podoba?
      Metoda jak metoda: kiedyś cała klasa powtarzała tekst chórem aż ostatni zaskoczył- tak ma być dalej?
      Realne poznanie świata ograniczyłoby nas do swojego podwórka a ja nie będąc w NY wiem jak wygląda. Miliony oglądają krowę wyłącznie w TV ale wiedzą skąd się bierze mleko i miliony są w stanie przenieść wiedzę ze świata wirtualnego w rzeczywisty.
      Masz wrócić od tabliczki woskowanej i rysika?
      • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 20:03
        > Przybliż może co tak konkretnie im się w tych metodach nie podoba?

        Uważają, że jest zbyt cienka granica między nauką w ten sposób, a uzależnieniem od tej nauki. Uważają, że ruchome obrazy wyprą te stałe w realnym świecie, że syn przez to będzie zawsze dążył do nich jako do miejsca jedynego i docelowego, że bez tego miejsca nigdy nie poczuje się bezpieczny, że może to negatywnie wpłynąć na jego rozwój, że ten sposób zawsze będzie się mu wydawał najłatwiejszy i przez to nie poczyni żadnego trudu, by poznać inny.
        • zakladka Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 20:15
          No to jak 90 procent dzieci we współczesnym świecie, które wolą komiksy:)
          To jest prawda, ale przy założeniu, że dziecko potrafi przyswajać treści różnymi metodami podawane.
          Ale tu przy innych metodach nie ma efektu, więc szacujemy ryzyko do korzyści, a korzyści są większe.
          Skąd ci terapeuci mają gwarancję, że nie chodzi tu o dotarcie do jakiejś granicy, przełamanie pewnej niemożności, a potem pójdzie z górki?
          Kiedy zasób słów i sposobów porozumiewania będzie w ogóle jakiś, to może wtedy młody zaskoczy też inne sposoby?
          • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 20:38
            zakladka napisała:

            > No to jak 90 procent dzieci we współczesnym świecie, które wolą komiksy:)

            Tyż prowda;)

            > Skąd ci terapeuci mają gwarancję, że nie chodzi tu o dotarcie do jakiejś granic
            > y, przełamanie pewnej niemożności, a potem pójdzie z górki?

            Szczerze mówiąc nikt jej nie ma, nawet ja sama ale kto nie próbuje w kozie nie siedzi;) W przypadku przegranej przynajmniej będę wiedziała, że nie stałam w miejscu, a to też ważne.

            > Kiedy zasób słów i sposobów porozumiewania będzie w ogóle jakiś, to może wtedy
            > młody zaskoczy też inne sposoby?

            Właśnie na to liczę, a jeśli nie, przynajmniej mogłam posłuchać jak się śmieje, poczuć jak przytula i w pewien sposób zrozumieć jego świat i jego poglądy na wiele spraw;)
        • statecznypulchny Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 21:10
          "Uważają, że jest zbyt cienka granica między nauką w ten sposób, a uzależnieniem
          > od tej nauki."

          Proszę powiedz, że to nieprawda. uwielbiam tych wsyztskich autystów uzależnionych od nauki. Znów Temple Grandin się kłania.

          "Uważają, że ruchome obrazy wyprą te stałe w realnym świecie, że
          > syn przez to będzie zawsze dążył do nich jako do miejsca jedynego i docelowego,"
          Powiedz, że to nieprawda. Że ktoś uważa, że dziecko "z ograniczeniami" dostrzeże różnicę miedzy kartonikami a światem, a nie dostrzeże między ruchomymi obrazkami w prostokącie a światem

          "że ten sposób zawsze będzie się mu wydawał najłatwiejszy
          > i przez to nie poczyni żadnego trudu, by poznać inny"

          och no cudowne :)
          Wrzućmy dziecko do wody takiej ze 2 metry. Bo przecież, jak go wrzucimy do brodzika, to wyda mu się to łatwiejsze nie poczyni żadnego trudu, by poznać inny sposób :)


          • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 21:36
            > Wrzućmy dziecko do wody takiej ze 2 metry. Bo przecież, jak go wrzucimy do brod
            > zika, to wyda mu się to łatwiejsze nie poczyni żadnego trudu, by poznać inny sp
            > osób :)

            Amen:)
        • pinkdot Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 16:09
          > Uważają, że jest zbyt cienka granica między nauką w ten sposób, a uzależnieniem
          > od tej nauki. Uważają, że ruchome obrazy wyprą te stałe w realnym świecie, że
          > syn przez to będzie zawsze dążył do nich jako do miejsca jedynego i docelowego,
          > że bez tego miejsca nigdy nie poczuje się bezpieczny, że może to negatywnie wp
          > łynąć na jego rozwój, że ten sposób zawsze będzie się mu wydawał najłatwiejszy
          > i przez to nie poczyni żadnego trudu, by poznać inny.

          Ja się zgodzę z tą opinią i myślę, że istnieje sporo neurotypowych dzieci, które mają problemy z czytaniem ze zrozumieniem, rozumieniem przekazu ustnego bez obrazów, skupieniem się nad czymś co nie jest filmem/kreskówką - a tego wymaga się w szkole. Tyle, że u Was jest zupełnie inna sytuacja, jeżeli dla Was te programy to być albo nie być jeżeli chodzi o edukację dziecka, czy nawiązanie komunikacji, to powinniście chyba razem z terapeutami uznać to za punkt wyjścia (oczywiście w miarę postępów, starając się przekonać malucha do innych form przyswajania informacji).
          A Wy oglądacie te rzeczy w obcych językach? Nie miesza ten hiszpański w głowie małemu? Po polsku widziałam kiedyś takie programy edukacyjne "Mądry Maluch", całkiem fajnie to wyglądało...
    • backwoodsman Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 16:17
      Więc tak - miałem napisany post (wczoraj) w który włożyłem serce, (dowodziła tego choćby jego objętość, jednak tuż po kliknięciu "wyślij" jakimś trafem straciłem połączenie z siecią i post przepadł, pogrążył się w niebycie. Może tak miało być. Może tamte moje przemyślenia będące wynikiem pewnej sugestii ze strony tig, miały poczekać na ten wątek halogen, kto wie?

      Jak wiecie jestem jednym z bardzo nielicznych (tutaj) rodziców dorosłego dziecka z ZA, stąd też okresowo dopadają mnie pewne rozterki związane ściśle z moją aktywnością na tym forum. Mam z tym pewien problem wynikający głównie z różnicy wieku między waszymi dziećmi, a moim synem. Stoimy bowiem w różnych punktach tej samej drogi, ja przypadkiem wyprzedzam was znacznie. W czasach, gdy mój syn był w wieku większości waszych dzieci, nie były dostępne tak liczne i rozmaite formy terapii, jakie są dostępne teraz. Stąd staram się ograniczać moje wypowiedzi odnośnie przewagi tej czy innej metody pracy z dzieckiem nad inną. Wynika to choćby z tego, że mam jedynie podstawowe, teoretyczne pojęcie o wielu terapiach i nie zetknąłem się z nimi w bezpośredni sposób. Mój syn, prawie wcale z terapii nie korzystał. Pracowaliśmy z nim my, rodzice, a by być w zgodzie z prawdą jego głównym i zasadniczym terapeutą była moja żona. W porównaniu z jej wkładem, mój udział był skromny, co wynikało z tego, że ktoś musiał utrzymać rodzinę. Nie wyciągajcie z tego jednak pochopnych wniosków. Przeszedłem całą tą drogę i znam wszystkie uczucia jakie wiążą się z wychowaniem autystycznego dziecka. Mam za sobą chwile wzlotów i upadków, chwile radości i ogromnego bólu, sukcesy i porażki, mnóstwo rozterek a i błędy od których trudno było się ustrzec. Jednak zawsze w pracy z naszym synem kierowaliśmy się intuicją i jego najlepiej pojętym dobrem, miłością do niego i zrozumieniem, że jego odmienność możemy jedynie zmodyfikować dostosowując go i ucząc funkcjonowania w ramach powszechnie akceptowanych zachowań. W dużym uproszczeniu można by powiedzieć, że pracowaliśmy z synem metodą behawioralną modyfikowaną przez nas do naszych potrzeb. Mam pełną świadomość tego, że dzieci dotknięte ASD różnią się stopniem i ilością dysfunkcji, głębokością zaburzeń i często towarzyszącym ASD innym schorzeniom by wspomnieć jedynie zaburzenia układu trawienia, czy alergie. Jednak będę z pełnym przekonaniem twierdził, że intuicja i właściwie pojmowana miłość do dziecka, a także akceptacja jego odmienności pozwalają osiągnąć naprawdę duże postępy w funkcjonowaniu dziecka. Dobrze pojmowana miłość, a więc nie ślepa i bezkrytyczna, ale miłość nie pozbawiona zdrowego rozsądku i zawsze mająca na uwadze jego dobro. Taka miłość nie pozwoli nam rzucać się na różne, często obarczone ryzykiem metody terapii, na bazie znalezionej w necie rewelacyjnej terapii zachwalanej przez anonimową "ziutę123" która twierdzi, że jej dziecko idzie do przodu jak burza (co widać w każdy kolejny wtorek). Akceptacja oparta na świadomości, że umysł dziecka z ASD, jego sposób myślenia i percepcji bodźców jest nieodłączną częścią jego "psyche", składnikiem jego "ja" i nie da się tego zmienić, a próba wyrwania z niego tej części jego jestestwa jest skazana na niepowodzenie i wyrządzi mu jedynie krzywdę. Zmieniajmy to, co daje się zmienić, a więc uczmy rozumienia mechanizmów i relacji jakie zachodzą między ludźmi, uczmy właściwej reakcji na sygnały z otoczenia, uczmy myślenia przyczynowo-skutkowego "jeśli-to" (są to ogólniki i dotyczy to starszych dzieci, ale chodzi mi teraz o kierunek działań). I teraz nawiązując do wątku halogen i jej rozterek. Jestem przekonany, że zasadnicza rola, niezależnie od rodzaju terapii spoczywa na rodzicach. To na nich spoczywa zasadniczy ciężar oddziaływań terapeutyczno wychowawczych w oparciu o diagnozę rozwoju i funkcjonowanie dziecka. Oni doskonale widzą braki dziecka i poziom dysfunkcji. Przy braku wielkiego wkładu rodziców polegającym na dostosowaniu do środowiska i pracy nad komunikacją z dzieckiem niewiele da się osiągnąć, bo to jest fundament i podstawa w terapii dziecka z ASD, a nie ćwiczenia w gabinecie terapeuty. One jedynie wspomagają nasz wysiłek i ewentualnie mogą nas odpowiednio ukierunkować. Droga halogen, ty oczywiście rozstrzygniesz to sama, doskonale znasz swoje dziecko, ale ja bedąc na twoim miejscu nie zarzuciłbym tego co robiłaś. Myślę, że to jest właściwa droga i powinnaś zaufać intuicji. Odpowiedz sobie na pytanie, czy to, co mieściło się w ramach terapeutycznych przynosiło tak spektakularny postęp? Czy terapeuta zastanowił się dogłębnie nad całą sytuacją i potrafił wyjść poza sztywne ramy swojej wiedzy i obiektywnie podejść do sprawy? Wydaje mi się, że nie, oparł się na tym w czym go wyszkolono i podejrzewam, że wszystko co poza te ramy wykracza uzna za szkodliwe. Jak można zarzucić komuś ogłupianie dziecka i uniemożliwianie mu odbierania świata w sposób rzeczywisty, jeśli ta metoda umożliwiła taki postęp w komunikacji z dzieckiem? Czy rzeczywisty odbiór świata, to ten, który prezentuje dziecko przez brak kontaktu? Mój syn najprawdopodobniej dzięki telewizji, a konkretnie blokom reklamowym, które namiętnie oglądał nauczył się zupełnie sam bez najmniejszej pomocy czytać. I to był przełom w komunikacji. Nie mówił (ściśle - nie komunikował się werbalnie), ale na głos czytał. A ja mu pisałem różne słowa i tłumaczyłem ich znaczenie. Zaczął mówić (w sensie nawiązywania werbalnej komunikacji z nami międzu 5 a 6 rokiem życia). Podobnie było z komputerem. Wsiąkł w niego zupełnie w wieku 8 lat i mimo uporczywych prób nie byliśmy w stanie ograniczyć mu dostępu do powiedzmy 2 godzin dziennie. Dzięki komputerowi poszerzył znacznie swoją wiedzę w wielu dziedzinach, wspomagał się w nauce, ćwiczył i doskonalił angielski. Zyski były większe niż straty. Dziś spędza większość wolnego czasu przy kompie, ale potrafi sam od niego odejść, przyjść do nas porozmawiać, obejrzeć film, iść na spacer.
      Myślę halogen, że jesteś na dobrej drodze i powinnaś wykorzystać tą szansę. Nie odwracaj porządku - to ty winnaś rozliczać terapeutów z postępów dziecka, a nie oni ciebie co i jak robisz z dzieckiem w domu. Myśmy mieli to szczęście, że udało nam się pobudzać rozwój syna niemal samodzielnie, przy śladowej pomocy z zewnątrz, właśnie dzięki intuicji i obserwacji dziecka. Wierzę, że ci się uda, czego ci całym sercem życzę :)

      korzystając z okazji słow parę do tig... Mówisz, że nie bardzo rozumiesz o jaką "trójcę" chodzi? kiedyś, kiedyś pewna "trójca" miała w planach randez vous... myślę, że niejako do tego również nawiązywała halogen. Wierzę, że kiedyś się uda, a ty?
      • kaja7 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 17:49
        Halogen75 ja jestem tez za kontynuowaniem twojej terapii i zaufaniem do intuicji. Pamietacie jak niedawno wspominalyscie o filmie o Raunie Kaufman - przeciez jego mama zastosowala kontrowersyjna i niepodobajaca sie terapeltom, wymyslona przez siebie, ktora zadzialala akurat dla jej syna. Widzialyscie na filmie jakie terapie owczesnie stosowano w usa 40 lat temu, az plakac mi sie chcialo.
        • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 20:55
          kaja7 napisała:

          > Halogen75 ja jestem tez za kontynuowaniem twojej terapii i zaufaniem do intuicj
          > i. Pamietacie jak niedawno wspominalyscie o filmie o Raunie Kaufman

          No, mnie Kaufman też wciągnął. Trochę mało materiałów jest dostępnych w temacie tej terapii.
          • pinkdot Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 23:11
            Malo???
            Mnostwo scenariuszy zabaw jest chocby na kanale youtubowym ATCA.
            • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 00:35
              pinkdot napisała:

              > Malo???
              > Mnostwo scenariuszy zabaw jest chocby na kanale youtubowym ATCA.

              No to mnie trochę zatkało, bo swego czasu szukałam i mało wygrzebałam. Ok. Dzięki, zatem poszperam jeszcze, być może źle szukałam:)
              • pinkdot Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 16:15
                www.youtube.com/user/autismtreatment
                blog.autismtreatmentcenter.org/
                Voila.
                Z tych wszystkich płatnych programów to moim zdaniem Kaufmanowie są naprawdę fair, bo ogrom wiedzy udostępniają za darmo.
                • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 21:17
                  Wow! Pinkdot toż tu jest cała masa tego;)
                  Dzięki:)
                  • pinkdot Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 21:22
                    A nie mowilam?:)
                    Owocnej zabawy zycze!
      • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 20:31
        backwoodsman napisał:

        > Więc tak - miałem napisany post (wczoraj) w który włożyłem serce

        A już myślałam, że czmychnąłeś ciemną nocą;)

        W czasach, gdy mój syn b
        > ył w wieku większości waszych dzieci, nie były dostępne tak liczne i rozmaite f
        > ormy terapii, jakie są dostępne teraz.

        Eeeeeee, wygląda na to, że do mojej mieściny jeszcze takie nie dotarły więc możemy się wciąż dogadać mimo różnicy wieku u dzieci;)

        backwoodsman, powiem Ci tak, piszesz, że w terapiach "nowego wieku" jesteś do tyłu z racji wieku syna i stąd często nie wypowiadasz się w tej kwestii. Szkoda, wiesz? Bo z tego co piszesz to kompletnie nie czuć tej Twojej niewiedzy. Już wiem, to pewnie taki rodzaj pozytywnej kokieterii;)

        > korzystając z okazji słow parę do tig... Mówisz, że nie bardzo rozumiesz o jaką
        > "trójcę" chodzi? kiedyś, kiedyś pewna "trójca" miała w planach randez vous...
        > myślę, że niejako do tego również nawiązywała halogen.

        Haaaa, a ja miałam nawet link wczoraj do tego wątku podać żeby Tig przypomnieć ale okazało się, że zostaliśmy tam wówczas wykasowani:D
        Ostatnio zakładka wyszła z propozycją spotkania, zapomniałam jej napisać, że tu kolejka jest;)

        Wierzę, że kiedyś się u
        > da, a ty?

        Oczywiście:) Wezmę tylko 3 tygodnie wolnego żebyśmy się mogli do końca wypowiedzieć;)

        • tijgertje Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 22:27
          trojca forumowa w ogole nie skojarzyla mi sie z randka pozaforumowa;) zreszta mam wrazenie, ze to juz dawno wiecej niz trojca;) I ROSNIE!!! Fajnie, nie? ;)Ja was nie chce straszyc, ale w koncu sie do Polski wybiore i wtedy to was na pewno nastrasze;)
          • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 23:03
            tijgertje napisała:

            > trojca forumowa w ogole nie skojarzyla mi sie z randka pozaforumowa;) zreszta
            > mam wrazenie, ze to juz dawno wiecej niz trojca;) I ROSNIE!!! Fajnie, nie? ;)

            Super:) Tylko skąd my tak duży obiekt weźmiemy, by się pomieścić? Przyszedł mi na myśl jeden ale jeszcze nam w czasie deszczu dachu nie zamkną i....;)
            • backwoodsman Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 23:45
              wyznam, po zastanowieniu, że chyba preferowałbym na początek bardziej kameralne warunki i... ograniczone grono choć nie koniecznie do trójcy (może to moja nieśmiałość, a może rozsądek, zważywszy na pewną skłonność jaka "trójcę" cechuje). Zważywszy wreszcie na proponowane miejsce spotkania, domniemywam, że pogaduchy będą ściśle połączone z aktywnością fizyczną... dobrze, że jest trochę czasu by dojść do jakiej takiej formy...

              (...) ale jeszcze nam w czasie deszczu dachu nie zamkną i....;)
              z taplania się w błocie możemy uczynić tzw "gwóźdź programu" dobrze ponoć robi na cellulit i takie tam...gabinetspam.blogspot.com/2009/11/kapiel-botna.html
              • backwoodsman Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 23:56
                człowiek wciąż czegoś musi się uczyć... miało być dołączone to zdjęcie, ooo!https://img.interia.pl/wiadomosci/nimg/Kapiel_blocie_1098824.jpg
                • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 00:15
                  Nooo, i Ty backwoodsman twierdzisz, że się na terapiach nie znasz:P

                  Ja mam w tej chwili z nieznanych przyczyn zwolnione tempo neta. Zanim mi się zdjęcie, które wstawiłeś otworzyło, to mi wyskoczył baner reklamowy z Małyszem na nartach:D
                  Zrozumiałam, że chcesz poskakać albo proponujesz w zamian skocznię narciarską;) No to by się gipsami pokończyło:D
                  • backwoodsman Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 13:02
                    halogen, Małysz? skocznia? to dzieło jakiegoś złośliwego chochlika (mam lęk wysokości), zdecydowanie nad skocznie przedkładam błotne spa :)))
                    • backwoodsman Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 13:07
                      aach, no i jeszcze jedno, jest z Tobą jakiś kontakt mailowy? Chciałbym podrzucić jedną prywatną informację, ale nie chcę czynić tego na forum
                      • tijgertje Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 13:20
                        backwoodsman, co to za imprezy beze mnie, he? Napisz do halogen na gazetowa poczte, nick, malpa i gazeta.pl. nie mozecie jakiejs "czysciejszej " i mniej "mokrej" imprezy wymyslic? Mlody odkryl przedwczoraj rzucanie do tarczy, 2 wieczory zarwal ogladajac turniej, dzis ostro trenuje wlasnymi lotkami rzucajac do skads wykopanej przez tate tarczy, ktora jakies 10 lat przelezala w jakims zapomnianym kacie strychu;)
                        • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 13:36
                          tijgertje napisała:

                          > backwoodsman, co to za imprezy beze mnie, he?

                          Czekaj, czekaj, może zdążę się przebrać przed wejściem na pocztę bom taka nieuczesana i z inhalatorem na twarzy (rozwaliła mnie grypa):P
                          • tijgertje Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 13:52
                            hihi, jak swego czasu w jakas paranoje popadlam i zakleilam kamere laptopa, na wypadek jakby jakis haker sie wlamal, zeby mnie popodgladac (jakby bylo co). Tak, ze "bez krepacji" w pizamce przesiaduje. Ladna mam, ale chwalic sie nie bendem;)
                            • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 15:14
                              Ladna mam, ale chwalic sie nie ben
                              > dem;)

                              Jak ładna to pokaż, ocenimy:D
                      • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 13:33
                        backwoodsman napisał:

                        > aach, no i jeszcze jedno, jest z Tobą jakiś kontakt mailowy?

                        Niech pomyślę ile to ja razy podawałam backwoodsmanowi swoją pocztę pod nosek niby to przypadkiem, niby nieumyślnie, tak jakoś wyszło i te sprawy, rozumiesz?;)
                        Nie tak dawno jakieś parę razy prosiłam o kontakt, bo byłam bardzo zainteresowana pewnym pięknym obrazem wstawionym tu przez backwoodsmana i pytałam o zgodę, czy mogę ten obraz wykorzystać w bardzo szczytnym celu?;)
                        A backwoodsman nic:P
                        No teraz też niby zupełnie przypadkiem: halogen75@gazeta.pl (nie zwracaj uwagi, że profil nieaktywowany, wejdzie mail od Ciebie) i czekam tak niby spokojnie, a niech się nie odezwie to zabiorę go z tym jego wielkim lękiem wysokości na najwyższą skocznię i puszczę:P;)
                        • backwoodsman Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 15:33
                          by nie mnożyć postów odpowiem Wam razem i osobno -
                          tig, no proszę Cię spotkanie trójcy bez Ciebie? To trochę tak by próbowano wyrwać duszę z ciała... bądź (wersja dla niewierzących w duszę) jakbyśmy próbowali się pozbyć naszego "ja"...
                          nie oddawaj się paranoicznym wizjom i zapewniam, że nie będę próbował podstępnie rzucić okiem na piżamkę, voyeuryzm mnie nie kręci, choć jestem przekonany, że wzbudziła by ona (piżamka) mój zachwyt... ale to wszak wnętrze czyni człowieka interesującym, a niejednokrotnie pięknym... ( to tak na wypadek byś nie pomyśała, że to co piżamkę wypełnia, jest obojętne ;P)

                          halogen, sam nie wiem jak to się stać mogło (jak mogłem przegapić twój adres?) przyznaję, że zmylił mnie komunikat o nieaktywnym koncie i stąd ta zwłoka (nie obojętność, ooo nie). Pytanie o obraz (który?) jakoś mi umknęło, bo niepodobna bym zlekceważył Twą prośbę. Bywam dość długo poza domem i wtedy nie mam dostępu do netu, więc tylko tym mogę to wytłumaczyć. Co zaś do kontaktu, to zapewniem, że nastąpi i to nie z powodu wiszącej nad mą głową groźby ze skocznią w tle...
                          • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 15:46
                            >Pytanie o obraz (który?)

                            Napiszę Ci na priv:)
                          • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 16:31
                            Backwoodsman,
                            czasem przy tak dużej nieśmiałości "mężczyźnianej" kobieta jest "zmuszona" zrobić pierwszy krok;)

                            Wysłałam Ci maila przełamując Twoją barierę lękową;)
                          • tijgertje Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 20:45
                            backwoodsman, krotka masz pamiec;) od tego sie zaczelo:
                            fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3067193,2,1,ojciec.html
                            ;)
                            • backwoodsman Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 21:03
                              tig... pamięci rewelacyjnej już nie mam, ale to doskonale oamiętam, bo zrobiłem go na ,światowy dzień autyzmu i na nim jestem :P Nie wiem czy od tego się wszystko zaczęło, a pytałem halogen jedynie o który obrazek jej chodzi bo choć jako backwoodsmana są bodaj na moim koncie trzy, to pod swoim imieniem rzeczywistym było ich ... no sporo. Nie miałem wiedzy, czy halogen zna mnie jedynie jako backwoodsmana, czy też pod prawdziwym imieniem też.
                              niemniej dzięki za przypomnienie (mam go u siebie też)
                              • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 21:35
                                Ten obraz backwoodsman, ten:)

                                Mówiłam, że go zapamiętałam?
                                Ale zaraz, zaraz, jakie inne obrazy? Były jeszcze jakieś inne?

                                Dasz luknąć na privie?:P
                                • tijgertje Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 21:36
                                  sie na FB w koncu wpros;)
                                  • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 22:56
                                    tijgertje napisała:

                                    > sie na FB w koncu wpros;)

                                    Yyyyyyyyyy, przemyślę;)
    • polaa27 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 19:18
      Ja uważam, ze najlepiej robić to co działa. I jeśli to Twoje metody działają to pracuj z młodym i zmień terapeutów:)

      Nie wiem jaką metoda pracujecie, my w przedszkolu pracujemy Metodą Analizy Zachowań. Czyli z definicji próbuje się i robi to co działa, a jak nie działa to analizuje sie co nie działa i jak to poprawić, żeby był progres. W domu mamy teraputkę, specjalizującą sie w metodzie behawiorealnej, ale tak samo pracuje z młodym - wynajdujemy i modyfikujemy na bieżąco program do aktualnych potrzeb i możliwości młodego. I myślę, że tylko taka terapia ma sens. W końcu autyzm autyzmowi nierówny, tak jak każde dziecko, każdy człowiek jest inny, więc nie można działać zbyt schematycznie.
      • mamiami Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 20:39
        Halogen, mam duże wątpliwości, czy jestem osobą dość kompetentną, żeby Ci doradzać, ale po wnikliwej analizie wszystkich powyższych postów, doszłam do wniosku, że mogę się wypowiedzieć ;)

        Znam Cię (po lekturze na forum ) jako osobę niezwykle mądrą i rozsądną, która każdą sytuację dobrze analizuje, przewiduje i wybiera to co jest najlepsze. Nie zauważyłam, żebyś się kierowała tylko i wyłącznie własnym dobrem, a raczej dobrem kogoś, kogo to dotyczy.

        Mniemam, że osobę o takich przymiotach i tak silnym charakterze i psychice, bardzo mocno musiało potrząsnąć zdanie terapeutów, że zarzuciła to co skutkowało.

        Jeżeli robisz listę ile osób "za" a ile "przeciw" - to ja jestem "za" :) I życzę dalszych sukcesów :)
        • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 21:01
          mamiami,
          obaliłaś mnie pozytywnie na łopatki:) Dziękuję, naprawdę, szczerze dziękuję.
          • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 28.12.12, 23:14
            Powiem szczerze. Zastanawiałam się jakiś czas czy w ogóle z tym tematem tu wystartować;)
            Ale nie żałuję i nie chodzi wcale o to, że wszyscy jesteśmy zgodni co do tego żeby dalej kontynuować to o co pytałam, choć nie powiem, łechce, oj łechce;)
            Jakoś tak siedzimy tu sporą ilością osób jak przy wieczornej herbacie. Temat się rozwinął i to naprawdę w kulturalny sposób. Czyta się z miłą przyjemnością i z miłą przyjemnością odpowiada. Trochę tak jakbyśmy sobie zrobili terapię na nas samych i w zakresie nas, a przecież jej też nikt nie spisał, nie schematyzował, nie uogólniał. Po prostu wyszła. I to jest najfajniejsze;)
            Jutro już wiem co będę z Szymkiem robić:)
            Dziękuję.
            • pysia.78 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 04:10
              To moj pierwszy post na tym forum,ale od jakiegos czasu czytam,moja corka w wieku ok 18m miala stwerdzone pdd(mieszkamy w usa) i wladnie m.innymi terapeuci uzywali tabletu do terapii,wiec skoro oni mogli to dlaczego Ty nie? Zycze powodzenia i trzymam kciuki za Szymka.
              • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 13:47
                pysia.78 napisała:

                > To moj pierwszy post na tym forum,ale od jakiegos czasu czytam,moja corka w wie
                > ku ok 18m miala stwerdzone pdd(mieszkamy w usa)

                A to zapraszamy do czynnego udziału:)

                Dziękuję za cenną informację i za trzymanie kciuków:)
    • plethora Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 12:41
      Halogen, rzadko tu pisuje choc bywam praktycznie codziennie. Dolaczam sie do glosow "za" Twoja terapia domowa. Tak trzymac, ja wierze w to co dziala, to co rozwija dziecko, szczegolnie w atmosferze domowej.

      Dodam Ci otuchy: moj syn ma 9 lat. Chodzi do publicznej szkoly sam pokonujac droge z domu do szkoly. Sam chodzi na dodatkowe zajecia pozaszkolne. I tak naprawde postronni ludzie rzadko zauwazaja, ze jest inny. Ale gdy mial 3 lata diagnoza brzmiala: autyzm. Nie bylo mowy, raptem pojedyncze slowa i echolalie, nie bylo kontaktu wzrokowego, masa autostymulacji.

      Terapie, owszem, mielismy i duzo (SI, logopeda, uspolecznianie, WW itd) ale gdy po jakims czasie zauwazylam, ze postepy sa marne, zaczelam poszukiwania i wystartowalam z tym co Ty. Z tym, ze ja nie podzielilam sie tym z terapeutami, stopniowo zaczelam bardzo ograniczac terapie zostaly w koncu tylko SI i logopeda. Ale w pol roku moj syn: zaczal lapac kontakt wzrokowy (no dobra, mistrzem to on w tym nie jest, ale nie unika), nauczyl sie czytac, mowa wyrownala sie w stosunku do rowiesnikow (mowi troche przesadnie dokladnie i ksiazkowo, ale co z tego), nauczyl sie spiewac, brzdakac na paru instrumentach, tanczyc... No teraz moglabym wymieniac. Dosc, ze z autystycznego malucha wyrosl samodzielny trzecioklasista, ktory chadza na wyklady na uniwerku (pasjonuje sie geografia).

      I nie, nie jest uzalezniony od komputera: godzina dziennie wystarcza mu, zeby na przyklad wyszukac wszystkie informacje i stworzyc wyklad dla rodzicow na temat tego jak powstaja huragany i tornada. Od telewizora tez nie jest uzalezniony choc ulubionych programow popularnonaukowych nie przepusci.

      Halogen - powodzenia - i niech te mokre buziaki i usmiechy utwierdzaja Cie w przekonaniu, ze sposob, ktory przynosi efekty jest wlasciwy.

      PS. Nie potepiam terapeutow, Rogalique bardzo madrze pisze, mnie kilku terapeutow bardzo pomoglo, ale byli to tacy ludzie, ktorzy najpierw sluchali i obserwowali i dopiero potem dobierali terapie a nie odwrotnie. Mysle, ze przypadki ze spektrum sa tak rozne, ze tak jak pacjentow, tak i terapeutow nie mozna wkladac do jednego worka. Ten, ktory pomogl jednemu, moze zupelnie nie sprawdzic sie dla drugiego. Podstawa to poznanie potrzeb, a te - moim zdaniem - najlepiej sa w stanie okreslic wlasnie rodzice.
      • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 13:50
        plethora, dziękuję:)
        zapytam z ciekawości, ile synek miał lat jak zaczęłaś z nim naukę poprzez komp?
        • plethora Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 17:30
          Prosze, ciesze sie, ze moge sie z kims podzielic doswiadczeniem.
          To tak naprawde stalo sie dokladnie tak jak u Ciebie :-) jakos samo z siebie bo zainteresowal sie tym co ja akurat musialam szybko zrobic (pracuje z domu). A mial wtedy skonczone 3 latka. Trudno mi powiedziec bardzo dokladnie kiedy tak na powaznie zaczelam z nim pracowac, bo to sie tak stawalo stopniowo w miare jak wyszukiwalam coraz to inne mozliwosci.
          A tak jako ciekawostke powiem Ci, ze u nas bardzo sprawdzily sie programy DK:
          www.amazon.com/DK-Slownik-Obrazkowy-language-DVD-ROM-DOS/dp/B008LFXXXM
          ten slownik piorunujaco szybko pozwolil nam rozwinac slownictwo. Uzywalismy tez nastepnych z tej serii, w ten sposob nauczyl sie tez duzo na temat anatomii i ulubionej teraz geografii. O tyle mi sie te programy podobaly, ze nie maja dzikich animacji, na ktorych mlody moglby sie zafiksowac, ale byly na tyle fajne, ze sie nimi zainteresowal.
          • aga.n.f Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 18:36
            Halogen, kilka razy próbowałam odpowiedziec na Twój tytułowy post, ale moje prywatne szkodniki ciagle mi to uniemożliwiały.
            Mam nadzieję, że teraz sie uda:)

            Pierwszą, i przez długi czas jedyną, akceptowana bajka przez Frania był 'Swiat małego Ludwika'
            www.youtube.com/watch?v=1tNLKcylEmo
            Gdy próbowalismy włączyć mu cos innego, zeby zobaczyc jego reakcję był zaraz krzyk i płacz. Ksiązeczek nie chciał oglądać. Wszystko go rozpraszało. Tylko "Świat Ludwiczka " sprawiał, ze mały był w stanie się skupić. Bajka jest genialna (IMHO). Na niej uczylismy sie kolorów, nazw części ciała itd. W ogóle się nie zastanawiałam, czy oglądanie "Ludwiczka" wpisuje sie w jakąś metodę czy nie. Kontrolowaliśmy ino czas przed monitorem tv.
            Gdy mały miał juz diagnozę, powiedziałam o bajce terapeutce prowadzacej krasnala. Odpowiedź brzmiała "super".
            Pół roku temu neurologopedka konsultująca Frania od 1 r.ż. poleciła nam pracę z tabletem i programem, którego nazwe niestety zapomniałam. Ale wygrzebię ją, jesli będziesz chciała. Powoli przymierzamy się do zakupu tableta.
            Teraz kolejna ulubiona bajką Franca to "Michałkowe wyklejanki" (czy "wycinanki") - na youtube znalazłam tylko po ang: www.youtube.com/watch?v=HeqNbAjJny0

            Jeśli chodzi o autyzm krasnala, to od początku trafiliśmy do mądrych ludzi dostosowujących terapię do Frania a nie odwrotnie. Za ich bardzo cenię i ufam im. Wczesniejsze nasze doświadczenia "nieautystyczne" były bardzo rózne.

            Rób to, co działa na Twojego synka, to, co przynosi efekty. Nie daj wtłoczyc małego w ramki metody, w której specjalizuje się dany terapeuta.
            Jesteś mądrą mamą i wiesz co robić:)
            • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 22:05
              Aga, Świat Małego Ludwika to jest u nas hicior:) Tyle, że przerabiamy filmiki dzieląc je na grupy, bo są dość długie i mój przy 3 zaczyna się nudzić;) Ulubiony to oczywiście pojazdy, narzędzia i łazienka:) Niestety nie przebrnął jeszcze nigdy do końca po odcinku "Rodzina" i "Ciało". Twarze go fascynują ale nie dziecięce, a już nie daj Boże niemowlęce:(

              Co do angielskiego nie ma problemu, ja mam niektóre w jęz. włoskim, hiszpańskim, rosyjskim ale wówczas używam swojego własnego języka, a oryginalny wyciszam:) Choć jęz. ang. Szymona zawsze fascynował. Uwielbia np piosenki w tym jęz. i filmiki z serii "Grace Lou":



              Przerabialiśmy też całą serię tych filmików i tu wykorzystałam fiksację syna na punkcie pociągów:



              Pociąg z tej serii ciągnie wagoniki z liczbami, literkami, kolorami, figurami, planetami, dniami tygodnia, zwierzętami, owocami, ect ect. Wagonik po wagoniku nazywaliśmy ciesząc się przy tym jak dwójka dzieci;)

              Ta seria jest też fajna, bo łączy 2 zainteresowania: litery i samochody;)

              Tu można znaleźć filmiki o przymiotnikach: szybki-wolny, mały-duży, wysoki-niski, gruby-chudy:



              Tu szał, bo są dwa pociągi i fajnie pokazane "nad", "pod", "z", "od" ale też "prawo", "lewo"itp. Długo szukałam odnośnika, który by mu to jasno pokazał:



              A tu seria dla amatorów wozów strażackich (kolory, liczby)



              Tu jest esencja muzyki uspokajającej czyli balsam dla uszu ale także dla oczu, bo jest dużo obrazów przestrzennych. Mój tylko boi się tego misia na początku;)



              Wycinanek nie znałam. Dziękuję:)
              • tijgertje Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 22:20
                Halogen, czy ty znasz babytv? czesc tych piosenek mlody zna wlasnie z tego kanalu. Dluuugo go ogladal. Naprawde super filmiki maja, krociutkie, atrakcyjne w odbiorze, choc bardzo proste. Mlody do tej pory sobie czasem cos wlaczy, jak tata nie widzi;) Piosenki sa super, Kasper bardzo lubil gasieniczke Tulli i malpke Oliviera. Osobiscie uwazam, ze Tulli jest swietna dla autystow, krok po kroku dziecko musi kojarzyc detale i dopasowac je do jakis znanych przedmiotow. zreszta mnostwo filmikow maja, przy ktorych dziecko mase rzeczy mozna nauczyc. Rzuc okiem tutaj:
                www.babytv.com/
                • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 23:07
                  Tig, dziękuję. Nie znałam.
                  • aga.n.f Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 23:30
                    Odpowiem tu - te wszystkie filmiki znamy wlasnie z baby tv. Dla krasnalka zmieniliśmy "dostawce telewizji":)

                    Halogen, dzięki za bajki, poogladam jutro:)
                    Jeśli byś miała jakieś programy na tablet, będe Ci b wdzieczna.
                    Próbowałam cos szukac tu na forum, ale pod hasłem "tablet" nic mi nie wyskakiwało.

                    Nasi chłopcy są do siebie b podobni, Franc tez ciężko znosi odcinek Ludwika o ciele:)
                    Aaa...i jeszcze uwielbia "Charlie i cyferki" - od ok 2 mies jest fiksacja cyferkami i literkami. Ti terapeutka Frania tez powiedziała, zebyśmy sięnie przejmowali, lecz starali się wyciagnąc z tego to, co najlepsze. Krasnal jeszcze praktycznie nie mówi, ale juz rozróznia dużo liter i cyfr:)
                    • tijgertje Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 23:41
                      Aga, z baby tv maja tez rozne programy/gry dla maluchow na tablet, widzialam, ze nawet formy z Tulli po polsku. Zajrzyj do linka, ktorego podalam, mozna tam rowniez kupic gry na tablet, sa do sciagniecia rowniez jakies darmowe, ale sie nie zaglebialam.
                      • aga.n.f Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 30.12.12, 00:03
                        Dzięki Aniu:)

                        A wiesz czy to mają ino na tablet "zwykły" czy applowski?
                        Ja jestem kompletnym laikiem w tym zakresie ale słysząłam, że na appla nie chodzi to, co na inne tablety. Rozpaczliwie poszukuje kogoś, kto mnie uswiadomi w tej materii..
                    • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 30.12.12, 18:40
                      > Jeśli byś miała jakieś programy na tablet, będe Ci b wdzieczna.

                      Niestety, nie mam. Ja będę stukać do drzwi Szironny (post na górze). Pisała, że coś ma:)

                      > Nasi chłopcy są do siebie b podobni, Franc tez ciężko znosi odcinek Ludwika o c
                      > iele:)

                      Czyli pewne cechy wspólne;)

                      Dość dużo wymienionych bajek jest też tu. Przede wszystkim Ludwik w całej krasie:

                      www.superbajki.com/tag/swiat-malego-ludwika-bajki-dla-dzieci/
            • nefret_ete Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 04.01.13, 21:43
              super ten "świat Ludwika" sama się wciągnęłam :)
          • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 21:38
            Rozumiem. Dzięki:)
            • halogen75 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 29.12.12, 23:09
              Kurde, co 4 mój wpis nie wchodzi pod tą osobą, pod którą powinien. Nie wiem czemu, wybaczcie;)
              • aga.n.f Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 31.12.12, 10:00
                Do poczytania:
                katarzynafrak.natemat.pl/45005,technologia-i-autyzm
                • krawczykasia Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 31.12.12, 21:29
                  przepraszam, ale nie przeczytałam wszystkich postów - nie dałam rady :):):).
                  Napiszę jak było u nas. Kuba w wieku 2 lat patrzył na nas niewidzacym wzrokiem, na nic nie reagował, brak kontaktu i opór bierny na wszystko.
                  Żyby spowodować u niego sprawstwo - włączałam angielską stronę z Teletubisiami. Były tam bardzo łatwe aplikacje - po nacisnięciu spacji pojawiały się kolejne elementy itp.

                  Oczywiście ja obsługiwałam komputer, ale po pewnym czasie Kuba musiał mi palcem pokazać co chce. Inaczej nie było kolejnych obrazków.
                  Tak zaczęła się nasza przygoda z komputerem.

                  A jeśli chodzi o tv - uwielbiał reklamy, ale to raczej mało edukacyjne.
                  Bardzo dużo w rozwoju Kuby zawdzęczam dwóm seriom - "Ucz się z Rodzicami" a potem "Mądry Maluch". Dla mnie filmy rewelacyjne i Kuba dzięki nim nauczył się kolorów, kształtów, liter, cyfr i wielu innych rzeczy, które z powodzeniem zgeneralizował do realnego i rzeczywistego świata.
                  Pewnie, że siedzenie przed komputerem lub telewizorem jest niewychowawcze i szkodliwe, ale co miałąm zrobić z dzieckiem, które pozostawione samo sobie, kładło się w kącie i spało. O wspólnej zabawie nie było mowy.
                  Nigdy nie miał motywacji do zabawy, nie umiał się bawić i nie dało się go nauczyć do dziś. Nigdy nie broił, nie psocił. Zero nadpobudliwości i agresji. Taki ciepły, niegroźny klusek, wiecznie ospały od leków przeciwpadaczkowych.

                  A teraz, w tym okresie wolnym o jakichkolwiek zajęć, mój syn ma raj. Komputer, kinect, telewizor. Bez ograniczeń - odpoczynek na maksa. A ja? Zero wyrzutów sumienia. Najważniejsze, że on się śmieje. 6 lat miałąm wyrzuty sumeinia, że zajmuję się czymś innym niż siedzenie przy stoliku i wtłaczanie wiedzy do jego głowy. Wróć! Nie wtłaczanie, a nie zmuszanie do kontaktu i skupienia.
                  Dosyć. Dom jest jego twierdzą i już żadnej terapii w domu. Chyba, że ma to być wspólna zabawa przy kompie lub kinekcie. A to ostatnie, polecam bardzo. Kuba bardzo podszkolił naśladowanie dzięki kinectowi.

                  Pozdrawiam







    • ese1 Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 01.01.13, 22:28
      Nie czytalam poprzednich wpisaw, jak rowniez moj odlegly nie wiem, czy bedzie przeczytany. Ale ja na twoim miejscu szlabym droga mojej intuicji i wynikow w codziennej pracy z dzieckirm. Nikt nie ma monopolu na nieomylnosc (to tak a propos tych innych terapeutow). Powodzenia
    • nefret_ete Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 01.01.13, 22:49
      Halogen,
      spotkałam kilku super terapeutów. Spotkałam też wielu, których- gdybym słuchała- dawno zaprzestałabym terapii, bo przecież mojemu synowi nic nie jest. Taki troche nadpobudliwy i źle wychowany. Ale nie posłuchałam, wiedziałam ile i jak czasu z nim spędzam. Życie pokazało, że to ja miałam rację, nie oni. Miałam rację bo słuchałam swojej intuicji, dlatego Tobie nie mogę polecić nic innego.

      „Jednak Szymon wybrał sobie do tej nauki mnie jako przodownika i choć ukochany pokazuje mu powiedzmy ciąg tych samych obrazów to Szymon jakby wyczuwał, że brakuje w nich przekonania i duszy;)“

      U nas też tak było, teraz chętniej ćwiczą z Tatą, zwłaszcza, że Tata też się bardziej stara .

      „Moja córka historyjki społeczne rozpracowuje na filmach - ma tam i mimikę, akcję i kontekst“
      Aniu, jakbyś miała takie linki, podeślij proszę, jestem beznadziejna w szperaniu w necie, a z gotowych pomysłów chętnie skorzystam. Z góry dziękuję.

      „Żadne ośrodki ,obserwując inne dzieci chodzące na " drogie " terapie np. logopeda za 70 zł /to dla mnie b. drogo!!!“
      Rozalio dla nas ta kwota to tez bardzo drogo, zwłaszcza licząc x 2, ale nie mamy wyjścia, bo przedszkole nie oferuje dzieciom specjalistycznej, potrzebnej im terapii.

      Tygrysie pisze kolejny raz: DZIĘKUJĘ za Twoje komentarze, są niezwykle cenne i pozwalają nazwać to co czuję podskórnie ale zdefiniować nie potrafię. Właśnie to pytanie mnie długo męczyło, jak kazać (i po co?) myśleć komuś niż potrafi? Wiele razy nazwano mnie nieudolną, znerwicowana matką, która wychowanie swojego krnąbrnego bachora chce zrzucić na kark terapeutów. Tylko że ja widziałam swoje dziecko z ogromnym potencjałem i nie uwierzyłam specjalistom.

      Aniaidaniel co to za metoda Domana?
    • niunia_mamunia Re: Mój dylemat- moja własna terapia z dzieckiem 09.01.13, 09:55
      Witaj,

      Mnie doświadczenie nauczyło, ze trzeba słuchać własnej intuicji. Kilka razy miałam taka sytuacje, że lekarze pukali się po głowie, a potem okazało sie że miałam rację. Czasem takie spojrzenie z boku wiele daje, poza tym nikt tak nie zna naszych dzieci jak my same. Wiadomo, nie jesteśmy terapeutami, ale oni też nie są nieomylni. Może poszukaj opinii innego terapeuty?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja