halogen75
28.12.12, 02:15
Do napisania wątku skłoniła mnie rozmowa z Tig, która dała mi mocno do myślenia, ale do rzeczy;) Zaznaczam, może wyjść długie ale chcę dokładnie i w szczegółach opisać sytuację.
Syn- Szymon, autystyczny, zdiagnozowany 1,5 roku temu, obecnie 3,5 roku.
1,5 roku wcześniej w fazie silnego regresu, w którym nastąpiło cofanie się wszelkich nabytych wcześniej umiejętności. Cofnijmy się zatem na chwilę do tego czasu. Brak jakiegokolwiek kontaktu, całkowite izolowanie się, brak zainteresowania czymkolwiek, kiwanie się, kręcenie w kółko, zanik mowy, całkowicie swój świat, agresja, nieufność, diagnoza.
Po diagnozie przez rok czasu terapia na poziomie bardzo średnim, po prostu blisko dostępna ze względu na bardzo złe znoszenie wszelkich podróży. Sensoryka 2 razy w tyg, WWR, godzina w tyg zajęć edukacyjnych. Efekt? Równie średni, komunikacja i kontakt bardzo zły.
Bywało, że terapeuci sami załamywali ręce najnormalniej rezygnując. Zdarzało się, że odbierałam syna z terapii słysząc słowa - "nic z tego nie będzie", "próbowałam się z nim pobawić ale się nie da", "oj proszę pani, tutaj niewiele da się zrobić".... Z jednej strony rozumiałam, bo sama wiem, jak ciężkim zawodnikiem do "przełamania" (nie łapać mnie za słowa, jest późno;) ) jest mój syn. Po drodze pełnej niepowodzeń mój mózg zaczął pracować na przyśpieszonych obrotach poszukując jakiegoś racjonalnego rozwiązania. Rozwiązanie przyszło pewnego dnia samo, zupełnie przypadkiem. Musiałam sprawdzić coś w laptopie. Syn bacznie przyglądał mi się co robię. Otworzyłam jakąś stronę, pojawił się ruchomy baner. Pierwszy raz widziałam mojego syna skoncentrowanego na czymkolwiek przez dłuższą chwilę. Przechodząc strona po stronie Szymon usiadł koło mnie i zaczął ze mną przeglądać strony. Wtedy też po raz pierwszy błysnęła mi myśl, że może warto to jego skupienie wykorzystać i uczyć go idąc tą w pewien sposób kontrowersyjną drogą. Rozpoczęłam poszukiwania różnych ruchomych obrazów, potem znalazłam jeszcze dźwiękowe, kolorystyczne, inne. Tak zaczęliśmy uczyć się kolorów:
a tak, dźwięków:
Uzbierałam całą masę materiałów tego typu i rozpoczęliśmy pewnego rodzaju wspólną naukę. W pół roku uzyskałam z synem kontakt, o jakim przez rok mogłam tylko pomarzyć. Syn chłonął wiedzę jak gąbka. Nauczył się klaskać, rozpoznawać dźwięki, zaczął reagować kiedy ktoś przyszedł, wyszedł, dzwonił, grał, dzięki temu zaczął z ochotą słuchać piosenek, ma swoje ulubione. Początkowo tylko oglądał, potem włączył do tego emocje, dzięki czemu powoli poznawałam co lubi, czego nie, na co ma ochotę, na co nie, poznałam jego ulubiony kolor. I w drugą stronę. Potem włączył ruchy, zdarzało się, że brał moją rękę i patrzył na mnie, rozumiałam, że miałam mu szczegółowo pokazywać różne rzeczy i omawiać. Ostatnio ruszyła u niego mowa, jeszcze duże eciu pleciu ale ruszyła. Nasza nauka na ruchomych obrazach łączyła jego zainteresowania, fiksacje, dzięki temu więc mogłam te rzeczy wykorzystać do nauki, bo był tym po prostu najnormalniej zaciekawiony. Nasze relacje znacznie się zmieniły. Szymon chętnie zbliżał się do mnie coraz silniej, coraz częściej mogłam go zrozumieć. Przytulał mnie, całował, śmiał się do rozpuku i cieszył.
Pewnego dnia podzieliłam się tym tematem z terapeutami. Dostałam solidny op... Usłyszałam, że ogłupiłam dziecko, że wybrałam najgorszą opcję nauki jaką można było wybrać, że kompletnie nie tędy droga, że przez to zabrałam mu realne patrzenie na świat i odbieranie go w sposób rzeczywisty....
Zaprzestałam nauki. Szymek zaczął mi się cofać...
Znów jest mnóstwo agresji, znów coraz częściej widzę izolację, znów oddalamy się od siebie...
Moja intuicja mówi mi, że poszłam dobrą drogą, tą, którą podpowiadało mi moje matczyne serce i powinnam dalej to kontynuować ale negatywne oceny specjalistów zatrzymały mnie na rozdrożu i nie wiem tak naprawdę co dalej robić.
Dziś pytam się Was co o tym sądzicie? Szczerze, nie obrażę się, powiedzcie tak jak myślicie naprawdę? Co byście w mojej sytuacji zrobili? Kontynuowali to co przynosiło profity ale nie jest zgodne ze standardem czy przestali kontynuować i zdali się na to, co nie przynosiło tak dużych efektów ale mieściło się w jakiś tam ramach terapeutycznych?