pancopolo
06.03.13, 13:08
Dawno nie zaglądałam tutaj pomyślałam jednak, ze napiszę dzieć coś na pokrzepienie serc niektórych rodziców.
Cztery lata temu diagnoza u mojego dwulatka " autyzm wczesnodziecięcy" i orzeczenie o niepełnosprawności . Nie muszę opisywać odczucia jakie ma rodzic przy takiej diagnozie – u mnie to było porównywalne do straty bliskiej osoby. Czytając informacje o autyźmie najbardziej nie mogłam się pogodzić z tym, ze podobno dziecko autystyczne nie kocha rodziców.
Oczywiście zaczęło się wertowanie internetu, informowanie bliskich, przyjaciół, szukanie pomocy, kontaktów.
Przeszliśmy tez ciąg krętych ścieżek z drzwiami psychologów, neurologów, terapeutów, neurologopedów, dietetyków. Przedszkole integracyjne, spotkania grup z dziećmi z podobnymi dysfunkcjami. Nie wspomnę o całym szeregu wiążących się z tym kłopotami finansowymi, zaniedbaniami rodzinnymi, itp.
Dziś mój synek to chłopak prawie 7 letni. Jest zdrowy.
Minęło wszystko z czym musieliśmy walczyć - mówi, śpiewa, tańczy, kłamie i bałagani w swoim pokoju. Ma kolegów, przyjaciół a nawet dziewczynę w przedszkolu. Nie ma nic, co mogłoby go kwalifikować do orzeczenia.
Może jest troszkę roztargniony, bardziej od innych lubi liczby jest mniej sprawny fizycznie, ot taka niezgrabota. Ale rozmawia ze mną o swoich radościach i smuteczkach mówi, ze jestem jego najpiękniejszą i najkochanszą mamą na świecie :-) Chce mieć rodzeństwo bo kocha małe dzieci, marzy aby zostać pikarzem lubi angry birds i lubi jeździć na rowerze.
Od września będzie uczniem szkoły publicznej, tzw. masowe do której pójdzie jako zwyczajny uczeń.
Cztery lata temu pragnęłam znaleźć podobny wpis. Dający nadzieję – kiedy stałam nad wielką przepaścią, widząc otchłań przerażenia i niepewności. Pragnęłam światła nadziei której nigdzie nie mogłam znaleźć.