podzial obowiazkow

24.04.13, 22:23
Tak z ciekawosci pytam. Jak to u Was wyglada?
Mam dzis zalamke i czuje,ze juz wiecej obowiazkow nie wezme na swoje barki. Nie jestem w stanie. Pracuje, mam wlasna firme, co oznacza' ze zawsze mam czas (ja nie do konca tak uwazam, ale wiadomo, dla dobra dziecka...).
Zapytam wprost, jak dzielicie sie obowiazkami jako rodzice? Wozenie na terapie, lekarze, cwiczenia w domu, przedszkole/szkola...?
I przy okazji:jak uswiadomic ojca, ze rowniez on jest rodzicem i nie tylko w rekach mamy jest odpowiedzialnosc za rozwoj dziecka? Zeby nie skonczylo sie to klotnia oczywiscie...
    • madziulec Re: podzial obowiazkow 25.04.13, 07:25
      Nie ćwicze już w domu.
      Nie mam czasu, chęci, sił.

      Jestem samodzielna matką, nie mam niczyjej pomocy. Tzn. tu przekoloryzowuje, bo dy ja leżę złożona choroba to mam 2 bardzo blisko zaprzyjaxnione sasiadki.
      Ale tak.. Wszystko na moich barkach.

      Taki lajf. Nikt nam lekkiego zycia nei obiecywał i słowa otrzymał.
      • halogen75 Re: podzial obowiazkow 25.04.13, 08:07
        U nas z tym podziałem jest taki kołowrót, że ostatnio widzę się z chłopem w przelocie, witamy się i jednocześnie żegnamy;) Pracujemy różnie. Czasem jedno jeszcze nie wróci z pracy, a drugie już stoi w przedpokoju ubrane i czeka na zmianę obgryzając paznokcie czy się nie spóźni do pracy. Dopomaga babcia ale ostatnio też bardzo wybiórczo ze względu na stan zdrowia. Ja zajmuję się przeważnie dowozami córki, mąż syna. Rozrywki w domu- ja, na zewnątrz mąż, bo ma więcej siły fizycznej, a przy synu trzeba się przeważnie nalatać;) Lekcje- ja, terapie- mąż. Zebrania w szkole, przedszkolu, sprawy urzędowe zawsze należą do mnie. Pilnowanie wszelkich opłat- mąż. Zakupy- razem. Gotowanie- ja. Śniadania rano dla dzieci- mąż. Pracuję przemiennie na różne zmiany, również w nocy i weekendy zyskując dzięki temu dzień lub dwa wolne w tygodniu, wtedy mogę to jakoś ogarnąć. Ogólnie nie jest łatwo ale jakoś się kręci, przywykliśmy do chaosu i wiecznej karuzeli choć czasem obydwoje padamy na gęby. Dzielimy się też obowiązkami tak, by każde z nas choć raz miało gdzieś wychodne. Razem raczej nie wybieramy się nigdzie, no chyba, że z dziećmi;) Ot życie:)
        • majaaleksandra Re: podzial obowiazkow 25.04.13, 08:15
          z malutka pomocą mojej babci (odprowadza starszą do szkoły)
          ogarniam wszystko sama.
          Wsparcia tyle że czasem niby głupie "podziwiamy twoja walkę" wysłane z końca świata potrafi cuda zdziałac.
          Padam na dziób średnio co 8 godzin a jedyny kandydat do podziału obowiązków okazał sie zainteresowany wyłącznie swoimi prawami wiec tylko dokładał problemów.
    • ania-pat1 Re: podzial obowiazkow 25.04.13, 12:47
      Doskonale Cię rozumiem, Ja mam nienormowany czas pracy - to również oznacza, że mogę wszystko (piszę z przekąsem). Jestem w trakcie habilitacji, kieruję grantem, prowadzę zajęcia, mam 4 magistrantki, koordynuję projekt międzynarodowy. Ale, równocześnie - wożę, terapeutyzuję w domu ( w końcu jako neuropsychofarmakolog lepiej sobie daję z tym radę - to opinia otoczenia), zajmuję się rachunkami, remontami, autem (swoim), urzędami, orzeczeniami, lekarzami, ubezpieczeniami, finansami. Mąż pracuje od 7.00 (wyjście) do ok 20-21 (powrót). Zważywszy na fakt, że córka o 19.30 śpi a wstaje o 7.30 - daje to pewien obraz sytuacji. Raz w tygodniu w czwartki popołudniu na 2-3 godziny przychodzi moja mama. W inne dni i tak krążymy po mieście. Mąż robi "duże" zakupy raz w tygodniu, zajmuje się też 2gim samochodem, w zimie odśnieża.Praktycznie nie gotujemy. Prawie wcale nie odczuwam potrzeby snu - gdzieś mi zanikła. Siadła mi tarczyca i ciśnienie (teraz leczę - prywatnie, bo wtedy można iść na 21 godz - i chwalę, że jestem z miasta). Co z tego mam? Owszem czasem jestem wnerwiona, były momenty, kiedy myślałam, że jako samotna matka miałabym nawet więcej czasu - bo i mniej prania i użerać się nie trzeba. Teraz mi przeszło. Dalej oczywiście wkurza mnie fakt, że w weekend to małżonek musi odpocząć (bo w tygodniu pracuje od świtu do zmroku) i jedzie na pół dnia na rower/ surfing (robi to w wariancie ekstremalnym więc dziecka nie podczepi) - tzn., żeby była jasność - faktycznie jest zmęczony, tyle, że ja też.... Ale - mamy obydwoje swoje kariery, swoje osiągnięcia, możemy w wakacje/święta/wolne realizować pasje typu konie, narty, wyjazdy. W innym schemacie (gdyby mąż odpuścił/gdybym zrezygnowała z pracy) musielibyśmy obniżyć standard i już nie mogłabym robić tego co uważałam wcześniej za część siebie (przeczytać nowej książki, zobaczyć ciekawego miejsca). Więc pcham się do przodu razem z córką i .... obu nam to dobrze robi, choć czasem tupię i klnę jak szewc (wtedy lepiej mnie ominąć łukiem).
      • tosia2012 Re: podzial obowiazkow 25.04.13, 13:34
        To mój mąż pod tym względem jest ideałem bo wszystkim się dzielimy- gotowaniem, opieką, sprzątaniem, zawożeniem itp.
        Nie ma czegoś takiego że coś jest na mojej głowie i muszę się martwić. Czasem nawet sam robi więcej w ciągu dnia żebym mogła z nim spędzieć wieczór, oglądnać jakiś film a nie paść zmęczona:)

        Myślę ze trzeba rozmawiać i powiedzieć o co chodzi bo faceci są bardzo nie domyślni.


        • ania-pat1 Re: podzial obowiazkow 25.04.13, 16:49
          Czasem n
          > awet sam robi więcej w ciągu dnia żebym mogła z nim spędzieć wieczór, oglądnać
          > jakiś film a nie paść zmęczona:)

          No ale w pracy nic nie zrobi (domowego), nic też w niej nie załatwi, bo ma 200% upakowania czasowego (od święta jest w stanie odebrać telefon ode mnie w godzinach pracy i powiedzieć żebym szybko mówiła :-)).... A zawieźć mógłby na 7 rano - to deko wcześniej. Na dodatek pracuje międzynarodowo więc jakieś 30% czasu jest zagranicą. Tu rozmowa o mniejszej pracy musialaby polegać na tym, że albo ja rezygnuję i mam "tylko" dom (zwariowałabym) , albo on szuka innej pracy i obniżamy standard życia (co uderzy we wszystkie sfery). Ale z drugiej strony 70% okolicznych par tak ma.
          • tosia2012 Re: podzial obowiazkow 25.04.13, 17:38
            No mój ma extra prace. Potrafi duzo w pracy pozałatwiać bo atmosferę ma bardzo luznią i przy tym zarabia sporo więcej niż ja. Nigdzie nie jezdzi i do pracy 10 min drogi.
            Mimo tego NIGDY nie dał mi do zrozumienia że skoro on głownie utrzymuje naszą rodzinę to ja powinnam nadrobić np w opiece nad dzieckiem.


            • ania-pat1 Re: podzial obowiazkow 25.04.13, 18:01
              "Mimo tego NIGDY nie dał mi do zrozumienia że skoro on głownie utrzymuje naszą r
              > odzinę to ja powinnam nadrobić np w opiece nad dzieckiem."

              Tu niby tak - ale jeśli ja nie pójdę, zalatwię, przerobię - to zwyczajnie nie będzie zrobione. I ja do siebie pretensje będę miała (mąż uważa, że skoro nie udziela się w temacie to ja mam 100% zaufania i jego wsparcie moralne ;-) - wbrew pozorom to i tak dużo, bo znam takich, co nie dość, że nie załatwią to jeszcze skrytykują, lub posądzą o wyrzucanie pieniędzy... Ja przynajmniej mam wolną rękę i wsparcie gdy się pomylę.
              • ez-aw Re: podzial obowiazkow 27.04.13, 11:43
                Mąż pracuje w pełnym wymiarze godzin, ale nie musi być od do. Ja na cześć etatu, więc czasu mam więcej.
                Podział obowiązków, mąż rano zawozi młodego na terapię a później odprowadza do przedszkola. Dzięki temu ja mogę iść na rano do pracy, ale on wraca do domu koło 19-20. Ja odbieram młodego i załatwiam terapie wieczorne, lekarzy popołudniowych, zebrania itp. Raz w miesiącu robię duże zakupy przez internet, więc w tygodniu dokupuję tylko owoce i wędliny. Ja gotuję, mąż zmywa. Sprzątamy razem, moje jest pranie i prasowanie. Jak mam czas i możliwości to pracuję z młodym, ale nie zawsze daję radę. Kiedy jestem zmęczona nie ma problemu by maż młodego wykapał czy położył.
                W weekendy razem się zajmujemy. Bywa tak że któreś potrzebuje wypoczynku i jedzie na weekend do przyjaciół (wymieniamy się) a drugie zostaje z młodym.
                Generalnie staramy się razem z tym wszystkim dawać sobie radę, bo jednej osobie jest ciężko.
    • tijgertje Re: podzial obowiazkow 25.04.13, 14:36
      Ja uwazam, ze u nas jest jakis balans. Z mezem kazdy ma "swoja dzialke", kazdy robi cos innego. Ja nie pracuje, co determinuje sporo, ale na to, zebym znalazla praca na pelny etat i zarobila tyle co maz sa bardziej niz nikle, wiec on pracuje i utrzymuje rodzine i dom, on pilnuje wszelkich rachunkow i on odkurza zazwyczaj ;) On tez ma w weekendy "dni taty", gdy wypada z mlodym do zoo, muzeum czy na pare dni gdzies do Niemiec na przyklad, zeby pofocic samoloty. Na mojej glowie sa zakupy, obiad o czasie, wszystko, co ma zwiazek ze zdrowiem i edukacja mlodego. Maz nawet nie wie do jakich specjalistow z mlodym chodze, bo w sumie do niczego mu to niepotrzebne, przynajmniej do czasu, gdy nie natrafie na jakas bariere. w razie problemow zawsze idzie ze mna i wiem, ze jak trzeba to huknie i potrzasnie co niektorymi, pokazujac kto tu rzadzi (ja znaczy sie :P ) Ten uklad nam pasi. Kazdy ma swoje obowiazki, ale i wlasne hobby, zawsze jakis czas tylk odla siebie. Ja sie nie czepiam, jak na tydzien czy 2 leci na koniec swiata focic samoloty, on nie marudzi, jak wszedzie wyrozkladam materialy do dlubanej wlasnie narzuty czy koca;) Nie mam powodow do narzekania. Pewnie, ze zdarzaja nam sie zgrzyty, bo i mocno sie roznimy, tyle, ze oboje mamy bardzo silne osobowosci, ale ogolnie moge stwierdzic, ze mamy wszystko pod kontrola :)
    • ald-ona Re: podzial obowiazkow 27.04.13, 13:19
      Najpierw się zalicza kilka załamek, potem depresję z kilkumiesięczną hospitalizacją.
      Czasem mężowie się wtedy ogarniają. Pod warunkiem, ze ktoś ich uświadomi, że powinni pomóc, a kobieta po powrocie ze szpitala nie stara się wyrobić 200% normy, żeby uspokoić swoje sumienie i poczucie winy, ze "zawaliła".
      • halogen75 Re: podzial obowiazkow 27.04.13, 18:16
        ald-ona napisała:

        > Najpierw się zalicza kilka załamek, potem depresję z kilkumiesięczną hospitaliz
        > acją.

        Tu już mamy na myśli skrajny przypadek.

        ktoś ich uświadomi,[/b
        > ] że powinni pomóc

        Sorki, że się przyczepię do słowa pomóc. To nie ma polegać na pomocy, to ma polegać na współtworzeniu, współgraniu, współuczestnictwie jak równy z równym. Pomóc to może babcia, dziadek, osoba z rodziny ale nie mąż czy partner.
    • blekitnalaguna123 Re: podzial obowiazkow 27.04.13, 20:14
      lagoonab napisała:

      > Tak z ciekawosci pytam. Jak to u Was wyglada?
      > Mam dzis zalamke i czuje,ze juz wiecej obowiazkow nie wezme na swoje barki. Nie
      > jestem w stanie. Pracuje, mam wlasna firme, co oznacza' ze zawsze mam czas (ja
      > nie do konca tak uwazam, ale wiadomo, dla dobra dziecka...).
      Uświadom to mężowi, spisz co robisz w ciągu dnia, pracowo i domowo. Powiedz wprost, że dłużej nie dasz rady bez jego konkretnego wkładu. Niech się zastanowi i powie, co może realnie zrobić, żeby Ciebie odciążyć. Najlepiej Ty wypunktuj, czego od niego oczekujesz. Przypominaj, że dziecko i dom są wspólne i wspólnie musicie się nimi zajmować.

      > Zapytam wprost, jak dzielicie sie obowiazkami jako rodzice? Wozenie na terapie,
      > lekarze, cwiczenia w domu, przedszkole/szkola...?
      Rano mąż zajmuje się synem w sensie budzi, pogania jedzeniem, z ubieraniem, myciem zębów itd. Ja dbam o prowiant do szkoły. On zawozi, bo zaczyna pracę o 9, a ja o 8. Ja jestem w domu pierwsza, więc robię coś na szybko do jedzenia, później odrabiam z Młodym łatwiejsze lekcje, jednocześnie robiąc obiad. Jak mąż przychodzi, jemy i on zajmuje się resztą lekcji i zapełnieniem czasu do kolacji. Ja robię kolację i wyciągam ubrania na następny dzień, on pilnuje Młodego z myciem i pakowaniem plecaka. Ja piorę i prasuję, on sprząta i zmywa najczęściej. On robi zakupy w weekend lub robimy razem z Młodym, on kupuje codziennie po pracy pieczywo, ja raz w tygodniu jadę dokupić świerzą wędlinę, sery, owoce i warzywa. On w weekend zabiera Młodego na basen, a ja wtedy odpoczywam.
      Do mnie należy planowanie wakacji, urlopów, szukanie terapii i lekarzy, niani. Ja przygotowuję Młodemu zadania manualne do zrobienia po szkole, kiedy jest z nianią, pilnowałam też ćwiczenia pisania i ortografii. Ja chodzę na wywiadówki do syna i córki (on jest jeszcze w pracy), do poradni i wszystkich lekarzy oprócz dentysty, ja jeździłam codziennie na terapię w zerówce, później tylko do logopedy i na si, bo jestem wcześniej w domu (teraz nie mamy już żadnych terapii po szkole). Ja zajmuje się wszystkimi sprawami szkolnymi dzieci, bo mam możliwość wzięcia wolnego w pracy na pół dnia, a jego nie ma do 18. Wakacjami się dzielimy, co kilka tygodni każde z nas ma wolny weekend i wtedy to drugie zajmuje się Młodym i całym domem.

      > I przy okazji:jak uswiadomic ojca, ze rowniez on jest rodzicem i nie tylko w re
      > kach mamy jest odpowiedzialnosc za rozwoj dziecka? Zeby nie skonczylo sie to kl
      > otnia oczywiscie...
      Tłumaczyć, tłumaczyć i jeszcze raz tłumaczyć, nie widzę innego wyjścia. Może jakieś mądre książki o partnerstwie w małżeństwie, o potrzebach dzieci z deficytami, o wpływie ojca na rozwój dziecka pomogą. Jak to nie przynosi skutków terapia małżeńska.
    • mruwa9 Re: podzial obowiazkow 27.04.13, 21:04
      mam szczescie, bo nie jestem samotna matka. Majac partnera i sprawnie funkcjonujacy zwiazek wszystko da sie poukladac. Po pierwsze- scedowalismy sprawy socjalizacji itp terapii na szkole. Popoludniami nie zajmujemy sie nimi. Popoludniami jestesmy rodzicami, a nie terapeutami. na nieliczne zajecia pozaszkolne zatrudnilismy asystenta, ktory jezdzi z dzieckiem.
      Wazniejsza jest harmonia i rownowaga w RODZINIE, zamiast miotania sie jak lew w klatce, od terapii do terapii.
      Mamy szczesliwa, normalnie funkcjonujaca rodzine, ktorej autyzm ani kwestia niepelnosprawnosci dziecka nie zdominowala.
      Mamy trojke dzieci i kazde z nich ma takie samo prawo do uwagi oraz czasu rodzicow.
      Mamy radosne dziecko z autyzmem, ktore mozna by umiescic w Sevres jako wzorzec szczescia.
      • andevi Re: podzial obowiazkow 30.04.13, 23:26
        Mruwa, pięknie to napisałaś! Dziekuję.
        U nas podobnie. Trójeczka. Nie tylko dziecię zaburzone, ale i mąż i połowa rodziny z obu stron. Oprócz autyzmu i pokrewnych, jeszcze toksyczne mamuśki i pomniejsze pociotki. Robić jest co, i nie tylko dziecia na terapię się wozi, własny tyłek też:)
        Trzeba chyba trochę siebie samego lubić, by nie dać się skołować przez "wyższe potrzeby" dziecka, tylko dlatego, że to dziecko, i do tego "przez los pokrzywdzone". Owszem, nie zaniedbywać, ale o siebie samą nie mniej dbać.
        U nas w uświadamianiu męża sprzymierzeńcami okazały się... koleżanki z pracy mojego chłopa! Teściowa tylko robi krecią robotę, wmawiając synusiowi, że 80% męskiej populacji Holandii nie robi w domu NIC. Moja mama natomiast "holenderską małpę" na siłę by próbowała uczłowieczyć i spolszczyć (czyt. urobić na obraz i podobieństwo swoje). Mamuśki i ich toksy się odstawiło, i jest spokój.
        Mówienie mojemu mężowi o tym, jak się czuję, co czuję i dlaczego tak się czuję, to jak rozmowa ze ślepym o kolorach. Przykład:
        Niedzielne popołudnie. Źle się czuję, boli mnie wszystko, mam chyba gorączkę. A jesteśmy z dziećmi na spacerze. Mąż ciągnie od jednej atrakcji do drugiej, tu loda kup, tam kiełbaski,tam rybkę, a jeszcze do parku chodźmy, skoro już w cebtrum jesteśmy, bo szkoda ładnej pogody. Co pięć sekund mówię: jestem zmęczona, boli mnie głowa, chcę się położyć. Jak grochem o ścianę. No i w końcu się wydzieram, przy 10 kramie: JESTEM CHORA!
        Mężuś zdziwiony wielce: a to JUZ chcesz wracać? To czemu nie mówisz, tylko się drzesz?

        No i zrozum tu człowieka... Przecież mówię. Tylko nie tak, by ON zrozumiał. Bo gdybym powiedziała: jeszcze ten kram i idziemy do domu, to by zadziałało. A jeśli się odwołuję do empatii, i oczekuję, że skoro powiem, że źle się czuję, to on odczyta ten komunikat jako "idziemy do domu" ... no to nie działa.

        nl.dawanda.com/shop/andevi,
        www.etsy.com/shop/handwerkpatati?ref=pr_shop_more
    • backwoodsman Re: podzial obowiazkow 01.05.13, 13:02
      ez-aw pisze:
      "Generalnie staramy się razem z tym wszystkim dawać sobie radę, bo jednej osobie jest ciężko."

      bo właśnie o to w tym wszystkim chodzi, by postrzegać związek i wszystko co się z nim wiąże i co z niego wynika jako integralną część naszego współistnienia, partnerstwa, dzielenia z partnerem nie tylko radości i rozkoszy, ale również dzielenia się pracą . Nie wiem z czego to wynikło, skąd u mnie takie podejście, czy wyssane z mlekiem matki? wątpliwa sprawa, trudno też przypuszczać, bym odziedziczył je w genach ojca, skoro był ojcem jedynie w sensie reproduktora... Nie było w moim pobliżu stosownego męskiego wzorca (a te które były w zasięgu obserwacji daleko odbiegały od traktowania żony jak partnerki, równorzędnej partnerki). Skad u mnie potrzeba traktowania kobiety z którą tworzę związek jako w pełni równorzędnego partera nie wiem.

      ald-ona:
      "Najpierw się zalicza kilka załamek, potem depresję z kilkumiesięczną hospitalizacją.
      Czasem mężowie się wtedy ogarniają. Pod warunkiem, ze ktoś ich uświadomi, że powinni pomóc"

      w stwierdzeniu "każdy ma żonę/męża na jakiego zasługuje" można doszukać się cząstki prawdy. Minęły czasy, gdy standardem i codziennością był wybór życiowego partnera przez rodziców, często wbrew woli zainteresowanej, gdzie główną wartością była najczęściej pozycja i status majątkowy i ten element przetrwał do dziś, nadal stanowiąc jeden z najsilniejszych bodźców pchających kobietę w objęcia mężczyzny i zamążpójście. Przy czym wcale nie jest gwarancją szczęścia. Jest jedynie pewną formą pragmatycznego myślenia "przynajmniej coś będę z tego miała". Często okazuje się to mrzonką, ale... Można podsumować to więc jednym zdaniem - widziały gały co brały. A jeśli decyzja była efektem podejścia "lepszy taki jak żaden" w sytuacji, gdy dalsze czekanie na księcia na białym koniu traciło rację bytu, należy teraz wziąć to z godnością na klatę mrucząc pod nosem: sama jestem sobie winna...
      Odnośnie mężowskiej pomocy, wypowiedziała się już halogen i z jej opinią się całkowicie zgadzam, bo pomóc to mężczyzna może swojej kobiecie, gdy ta upadnie, stłucze kolano i ciężko jej się podnieść. Związek to dzielenie wszystkiego na dwa i smutku i szczęścia i rozkoszy (ważne jakże, by równoważyć branie i dawanie), ale też obowiązki, wysiłek, pracę nad temperaturą uczuć, troskę o to by nie wygasły. To jeden z elementów dbałości o związek, a nie zajmowanie pozycji hegemona, który w swej łaskawości wasalowi czasem pomoże.

      mruwa dorzuca:
      "mam szczescie, (...) Po pierwsze- scedowalismy sprawy socjalizacji itp terapii na szkole. Popoludniami nie zajmujemy sie nimi. Popoludniami jestesmy rodzicami, a nie terapeutami. na nieliczne zajecia pozaszkolne zatrudnilismy asystenta, ktory jezdzi z dzieckiem.
      Wazniejsza jest harmonia i rownowaga w RODZINIE"

      trudno to odnieść do polskich warunków. Praktycznie to niemożliwe dla przeciętnie uposażonej rodziny Na polską szkołę nie pozwoliłem sobie scedować nawet edukacji w pewnych dziedzinach, co wszak winno być jej głównym celem, a co dopiero terapie (to brzmi jak kiepski żart). Jestem pewien, że gdybym scedował na szkoły do których uczęszczał syn sprawy socjalizacji i terapii i niezajmowalibyśmy się nim popołudniami, dbając jedynie o harmonię i równowagę w rodzinie, syn nadal pod wieloma względami tkwiłby pod względem rozwoju na etapie na jakim znajdował się mając kilka lat.

      "Mamy radosne dziecko z autyzmem, ktore mozna by umiescic w Sevres jako wzorzec szczescia."
      czyjego, jeśli mogę spytać, Waszego szczęścia, czy dziecka? Czy też szczęścia całej rodziny? Ponieważ jest to rzeczywiście rzadki przypadek, jestem pełen podziwu.

      andevi zaś zapodaje:
      "U nas w uświadamianiu męża sprzymierzeńcami okazały się... koleżanki z pracy mojego chłopa!"
      gdybym nie wiedział czego dotyczy wątek i trafił na to zdanie, to...
      współczuję Ci andevi, że należało uświadomić mężowi to, co przecież widać gołym okiem, pod warunkiem, że kierujemy uwagę choć czasem, także na partnerce a nie skupiamy się wyłącznie na sobie i swoich potrzebach.

      "Niedzielne popołudnie. Źle się czuję, boli mnie wszystko, mam chyba gorączkę. A jesteśmy z dziećmi na spacerze. Mąż ciągnie od jednej atrakcji do drugiej, tu loda kup, tam kiełbaski,tam rybkę, a jeszcze do parku chodźmy (...)Co pięć sekund mówię: jestem zmęczona, boli mnie głowa, chcę się położyć. Jak grochem o ścianę (...)Mężuś zdziwiony wielce: a to JUZ chcesz wracać?"

      To przykre, ale skoro doskonale znasz mechanizm, który powoduje skupienie uwagi męża na Tobie i dostrzeżenie tego, co jest dla Ciebie w danej chwili najważniejsze, to użyj tego mechanizmu " Bo gdybym powiedziała: jeszcze ten kram i idziemy do domu, to by zadziałało." zamiast próbować sprawić cud w postaci skupienia na sobie mężowskiej uwagi i wystawiania na próbę resztek Twej wiary w to, że Cię pośród kramów i innych atrakcji dostrzeże.

      Generalnie faceci wypadają w takich podsumowaniach tragicznie, ale nie będę brał na swe barki grzechów i zaniedbań mojej płci. Mam świadomość, że trudno w takich przypadkach o obiektywizm, mam świadomość niepopularności moich poglądów wśród przedstawicieli mojej płci, mam nadszarpniętą identyfikację z typowym męskim wzorcem, ale mogę rzec, że wynagrodziły mi to moje kontakty z kobietami. Ale pozwólcie też zrozumieć, dlaczego tworząc związek ustawiacie się bywa na gorszej pozycji, dajecie przyzwolenie na dominację jednej strony. Wiem, że to i duży wpływ wzorców kulturowych wynoszonych z domu i lęk przed byciem samą i obawy o utrzymanie się na powierzchni przy próbie samodzielnego życia,wiele przyczyn się na to składa, że jest jak jest. Szkoda, że nawet jeśli nakłonicie swych partnerów by zerknęli choćby na wpis Tosi, to niczego to nie zmieni w ich podejściu, bo do tego potrzebna jest jeszcze wewnętrzna potrzeba wniesienia do związku czegoś więcej niż swego dochodu i członka
      • halogen75 Re: podzial obowiazkow 01.05.13, 20:04
        :) Uśmiechnęłam się backwoodsman kiedy Cię przeczytałam:)

        Ja Ci powiem, że cieszę się ogromnie, że jednak taki wtarty już i mocno zakurzony obraz faceta, który tyra (pracuje), wraca, odnajduje natychmiast nawet najskrzętniej schowany pilot od tv, pierwsze co przytula to (prl-owska wersalka) kanapa, powoli odchodzi w dal;) I ogromnie się z tego cieszę, choć nie ukrywam, że czasami chętnie choć na chwilę pobyłabym maleńką kobietką, dla której facet jak w epoce kamienia łupanego skoczy i upoluje kawał grubego zwierza:P:P:P
        • backwoodsman Re: podzial obowiazkow 01.05.13, 22:27
          ":) Uśmiechnęłam się backwoodsman kiedy Cię przeczytałam:)"

          halogen, świadomość tego to przyjemne uczucie i dla czyjegoś uśmiechu warto robić wiele, bardzo wiele, nie tylko pisać ;)
          Dla faceta takiego jak ja, uśmiech kobiety, który udaje się wywołać w niewymuszony, niezamierzony sposób, jest wart mszy... te słowa to też nawiązanie do tego co zawarłem w swoim poście powyżej
        • ania-pat1 Re: podzial obowiazkow 02.05.13, 23:07
          Ja Ci powiem, że cieszę się ogromnie, że jednak taki wtarty już i mocno zakurzo
          > ny obraz faceta, który tyra (pracuje), wraca, odnajduje natychmiast nawet najsk
          > rzętniej schowany pilot od tv, pierwsze co przytula to (prl-owska wersalka) kan
          > apa, powoli odchodzi w dal;)

          Sorry, ale mój gdy wraca to siły nie ma nawet na TV. Ale z drugiej strony nigdy zlotowki od nikogo nie wziął, dziecku też nie pozwolil zbierać na 1%, bo powiedział, że potrafi zarobić - a 1% lepiej by szedł do tych, którzy naprawdę potrzebują (dorośli, niepełnosprawni bez opieki itd.). Więc rożną perspektywę można przyjąć. Bo podział typu kto pracuje i zarabia więcej, ten ma mniej na głowie w domu wbrew pozorom jest logiczny. Sorry, ale jeśli ja straciłabym pracę, to ubyłoby 20% naszego dochodu - jeśli ..... to byłoby niefajnie. Grunt by druga strona w glowie umiała "przeliczyć" pracę z dzieckiem na pracę.
          • halogen75 Re: podzial obowiazkow 03.05.13, 09:57
            > Sorry, ale mój gdy wraca to siły nie ma nawet na TV. Ale z drugiej strony nigdy
            > zlotowki od nikogo nie wziął, dziecku też nie pozwolil zbierać na 1%, bo powie
            > dział, że potrafi zarobić - a 1% lepiej by szedł do tych, którzy naprawdę potrz
            > ebują (dorośli, niepełnosprawni bez opieki itd.). Więc rożną perspektywę można
            > przyjąć.

            Nie przeczę. Tak jak pisałam w innym poście, często to nie wina facetów, nas, a czasów i sytuacji. Tyle, że staram się przeważnie z rzeczy szarych i codziennych "pośmiać", wysupłać z nich mimo wszystko coś barwnego, nie płakać nad sytuacją, nie boleć, a już na pewno nie szukać winy w ludzkim czynniku. Kiedyś to robiłam i byłam naprawdę niesamowicie zbolała osobą. Tylko po co?
      • andevi Re: podzial obowiazkow 02.05.13, 22:05
        backwoodsman, przeczytaj mój post w całości i nie wysnuwaj pochopnych wniosków;)
        Przykład podałam, by pokazać, jak ważna w związku jest komunikacja. I jak różna jest komunikacja z Neurotypowym od tej z Autikiem. I że tego trzeba się uczyć. Często kosztem irytacji z powodu tak oczywistej wszystkim entkom prawdy, że co "gołym okiem widać, to oczywiste". Cóż, autiki są swego rodzaju ślepcami, zwlaszcza jesli chodzi o sytuacje społeczne i wymagające wczucia sie w drugiego człowieka. I z tego powodu wiele związków rodziców dzieci autystycznych sie rozpada. Po pierwsze: już przyjęcie diagnozy dziecka jest wielką rewolucją, a jeszcze dopuszczenie do siebie choćby cienia podejrzenia, że ja czy mój partner to też ASD czy chocby tylko DDA albo DDD, no to już przegięcie nie do przyjęcia!
        Mój mąż jest autystą, w trakcie diagnozowania, w wieku 40 lat. Jako dziecko przemknął się jakoś przez sieć badających go speców od autyzmu. Cóż, wysoko, a nawet bardzo wysoko funkcjonujący.
        • madziulec Re: podzial obowiazkow 02.05.13, 23:05
          Co by nie mówić i nie opowiadac to zwykle jest tak, że jedna strona zajmuje sie domem, dziećmi i tyle.
          I gdzieś sobie mozna wsadzic opowieści o partnerstwie, podziale obowiązków. Bo owszem, podział wygląda tak zwykle, że kobieta to słynne już 3 K (z niemieckiego oczywiście, czyli dzieci, kosciół i kuchnia), a facet to zarabianie kasy.

          Czytam was tak i jakos mało która napisała, że to facet zajmuje sie wożeniem na terapie, że to facet rezygnuje z pracy, że to facet siedzi w domu.
          Eh.
          • sisterofnight79 Re: podzial obowiazkow 02.05.13, 23:34
            Czytam was tak i jakos mało która napisała, że to facet zajmuje sie wożeniem na
            > terapie, że to facet rezygnuje z pracy, że to facet siedzi w domu.
            > Eh.

            Madziulec, my właśnie jesteśmy taką rodziną.
            ja pracuję na etacie od 7.30 do 15.30, mój mąż ma własną działalność, kilka razy w miesiącu wyjeżdża gdzieś w Polskę, a tak to non stop jest w domu.
            to on buja się z Młodym do przedszkola i z powrotem, jeździ na terapie, robi zakupy i gotuje.
            ja wieczorami ogarniam porządki.
            żyjemy przeciętnie, bez kokosów, ale jakoś ogarniamy. gdyby musiał pracować na etacie potrzebna byłaby nam niania.

            wiem, wiem że mało się odzywam, ale czytam Was cały czas.
            blokuje mnie to że forum jest otwarte.
            dzięki że jesteście :)
          • mruwa9 Re: podzial obowiazkow 03.05.13, 00:13
            no to moze jestesmy wyjatkiem potwierdzajacym regule.
            Kazde z nas odwozi ktores z dzieci rano. Do lekarza itd jedzie z dzieckiem to, ktoremu danego dnia latwiej wziac wolne z pracy. Podobnie w przypadku choroby dziecka, gdy trzeba zostac w domu. To samo z domem i opieka nad dziecmi po szkole: to z nas, ktore wczesniej konczy prace ( a tak mamy poukladane, zeby dlugie dniowki nam sie nie pokrywaly, tylko tego dnia, kiedy ja pracuje dluzej, maz konczy wczesniej, zbiera dzieci, zajmuje sie nimi, jedzie na zajecia pozalekcyjne, gotuje obiad i ogarnia dom. Nastepnego dnia zmiana, maz pracuje dluzej, a ja koncze wczesniej, wtedy kwestia dzieci i domu spada na mnie. Kolejnego dnia znow zmiana.
            I tak w kolko, tydzien za tygodniem...
          • halogen75 Re: podzial obowiazkow 03.05.13, 10:01
            madziulec napisała:

            > Co by nie mówić i nie opowiadac to zwykle jest tak, że jedna strona zajmuje si
            > e domem, dziećmi i tyle.

            Zgadza się. U mnie albo jedna strona albo druga przeważnie działa w "pojedynkę", bo druga w tym momencie pracuje, oddycha lub ma swoje sprawy do załatwienia.

            > I gdzieś sobie mozna wsadzic opowieści o partnerstwie, podziale obowiązków.

            Kategorycznie się nie zgodzę.

            podział wygląda tak zwykle, że kobieta to słynne już 3 K (z niemieckieg
            > o oczywiście, czyli dzieci, kosciół i kuchnia), a facet to zarabianie kasy.

            U mnie bywało i bywa odwrotnie, poza kościołem, tu się oboje wyłamujemy:P

            > Czytam was tak i jakos mało która napisała, że to facet zajmuje sie wożeniem na
            > terapie

            Napisałam w innym wątku, że mój wozi Szymona na terapię.

            >że to facet rezygnuje z pracy, że to facet siedzi w domu.

            To też napisałam:)
            • madziulec Re: podzial obowiazkow 03.05.13, 10:42
              Na nie wiem nawet ile osób piszących 3 rodziny dzielące sie obowiązkami.
              Fascynująco wysoki wynik potwierdzający regułę...
              • tijgertje Re: podzial obowiazkow 03.05.13, 11:08
                Madziulec, ale w z czym masz problem. Moj maz bardzo chetnie by w domu zostal i przejal moja dzialke, gdybym ja miala jakakolwiek szanse znalezc choc w 80% tak platna robote jak on. Jako, ze takiej mozliwosci nie mam, to dzielimy sie tak, jak nam najwygodniej. I wcale nie jest tak, ze tylko ja sie zajmuje wychowaniem dziecka czy gotowaniem i sprzataniem. Maz odkurza i wywala smieci ;) ugoowac tez potrafi, w weekendy on robi sniadania. wtedy tez, gdy jest w domu, to czesciej wlasnie on zajmuje sie synem, w tygodniu korzysta z tej chwili czasu, ktora faktycznie ma dla syna i to on od dosc dawna zajmuje sie dopilnowaniem wieczornych rytualow, mnie wolaja na gotowe, jak trzeba poczytac dziecku siedzacemu w wannie albo dac buziaka ;)
          • blekitnalaguna123 Re: podzial obowiazkow 03.05.13, 14:04
            madziulec napisała:

            > Czytam was tak i jakos mało która napisała, że to facet zajmuje sie wożeniem na
            > terapie, że to facet rezygnuje z pracy, że to facet siedzi w domu.
            > Eh.
            >
            No u mnie jest tak, że mąż chętnie by jeździł na terapie i do lekarzy, ale w tygodniu w domu jest o 18 po ponad dziesięciu godzinach. Nawet gdyby od razu wziął Młodego i jechał, to lekarz czy terapia możliwa by była od 18.30. Trochę późno dla autystycznego dziecka, które jest na nogach od 7 rano, a wielu NFZ-owskich lekarzy już o tej godzinie nie przyjmuje albo raz w tygodniu, w związku z czym dostanie się do nich o tej porze graniczy z cudem. Ja jestem w domu o 16.30, więc o tej 18 czy 18.30 już jesteśmy spowrotem. Gdyby było na odwrót, to z pewnością zamienilibyśmy się rolami.
            A o rezygnacji z pracy żadne z nas nigdy poważnie nie myślało, bo to przewróciłoby całe życie rodziny do góry nogami w negatywnym sensie. A nie uważam, żeby nasza sytuacja wymagała rezygnacji z wszystkiego, by tylko "naprawić" Młodego.
    • backwoodsman Re: podzial obowiazkow 03.05.13, 12:18
      andevi, starałem się w lekki sposób odnieść do twego postu, więc nie bierz proszę mych słów do siebie. Nie mialem oczywiście pojęcia, że mąż jest ASD, a to wszak wiele tłumaczy :)
      Komunikacja wcale nie jest łatwa w wielu związkach, gdzie obie tworzące związek osoby są NT, to wymaga pewnego wysiłku. W "mieszanych" związkach jest to drudniejsze, bo trzeba znaleźć odpowiedni klucz umożliwiający komunikację. Wiem coś o tym, bo choć moja żona nigdy nie była diagnozowana, to jest cała masa przesłanek, pozwalająca dostrzec obraz ZA. Dostrzegali to również jej terapeuci. Z tym, że nam jej diagnoza nie jest do niczego potrzebna, wystarczy, że wiele sytuacji i reakcji mogę dzięki temu zrozumieć.

      madziulec:
      "I gdzieś sobie mozna wsadzic opowieści o partnerstwie, podziale obowiązków. Bo owszem, podział wygląda tak zwykle, że kobieta to słynne już 3 K (z niemieckiego oczywiście, czyli dzieci, kosciół i kuchnia), a facet to zarabianie kasy."

      ale madziulcu, pewien jest wymuszany przez warunki zewnętrzne, do których musimy się dostosować. Tak w większości przypadków jest, ze facet zwykle osiąga większe dochody i ten fakt już warynkuje pewien wstępny, zasadniczy podział. gdyby była mozliwość zmiany naszej (mojej i żony) rzeczywistości i żona miała realną szansę osiągnięcia moich dochodów, ja nie miałbym oporów by zająć się domem. Zresztą był taki okres w naszym życiu przed przyjściem syna na świat, że żona pracowała a ja zajmowałem się domem (wyłączywszy gotowanie w sensie np obiadu, bo przyznaję, nie mam o tym większego pojęcia, co nie znaczy, że nie przygotuję prostego posiłku). Inną sprawą jest samopoczucie - bardzo źle to znosiłem z powodu silnie zakorzenionego przekonania, że to ja winienem zadbać o utrzymanie rodziny, a już napewno również pracować, a nie "siedzieć" w domu. Natomiast podział obowiązków to nie tylko praca i cała reszta jest już do ustalenia między dwojgiem ludzi. Ja nie mam oporów przed zmywaniem (nie zawsze używamy zmywarki), można mnie zastać z odkurzaczem w łapach, myłem okna (choć tu trzeba dodać, że pomimo moich starań efekt nie do końca zadowalał żonę)...
      Gdyby nie fakt, że inne uwarunkowania na które nie mamy wpływu to uniemożliwiają, chętnie pozostałbym w domu przejmując znaczącą część obowiązków z tym związanych. To nie zawsze jest kwestią wyboru. Znacznie częściej to, jak ów podział obowiązków przebiega, oraz jego granicę wyznaczają warunki w jakich żyjemy, a nie jedynie kulturowe uwarunkowania czy tradycyjny patriarchat.
    • mamamariuszka Re: podzial obowiazkow 03.05.13, 14:15
      U nas to jest dość fajnie zorganizowane... Mamy dwójkę, każde z dzieci ma średnio 12 godzin specjalistycznych terapii w tygodniu (w tym również: razem/w tym samym czasie/w domu).

      Mąż pracuje cztery dni w tygodniu (śr, pt, sob, ndz) i wtedy wiadomo - ja zajmuje się domem, dziećmi. W poniedziałki dzieciaki mają terapie razem i w tym samym czasie. W poniedziałki więc jeździmy całą rodzinką, głównie po to żeby nie marnować czasu, który możemy spędzić razem. We wtorki terapie ma tylko synek, więc zajmuje się tym tata, a ja mam dzień "odpoczynku". W czwartki terapie ma córka, więc wtedy mąż może się wyspać, odpocząć itd. W praktyce jest tak, że ten dzień luzu, któreś z nas i tak musi dodatkowo załatwić coś w urzędzie, u lekarza, jechać z drugim dzieckiem na badania, wyrobić jakieś papiery itp. , na szczęście coraz rzadziej.W piątki mamy terapię w domu.

      Tzw. "obowiązki domowe" to pikuś kiedy weźmie się za to dwójka ludzi. My oboje mamy takie podejście, że nie wszystko w domu musi być "na błysk" ;). Gotujemy razem. W domu mąż jest szefem kuchni, a ja pomocą kuchenną ;). Często gotujemy tak, żeby było na dwa dni i jeszcze do zamrożenia zostało (jakiś bigos, fasolka, gulasz, pierogi). Dzięki temu, kiedy nie ma czasu/chęci na gotowanie, zawsze można sięgnąć do zamrażarki.

      My też jesteśmy szczęśliwą rodziną. Jedyne na co mogę narzekać to rzeczywiście fakt, że od dwóch lat jestem bez pracy (nie liczę tutaj pracy przez internet, na której wcześniej dorabiałam parę groszy i z której musiałam zrezygnować starając się o świadczenie...). Brakuje mi po prostu wyjścia do pracy, do ludzi, jakiegoś takiego zwykłego zmęczenia - nie mającego nic wspólnego z dziećmi :) No ale cóż - w moim przypadku też się nie sprawdza powiedzenie "chcieć to móc", bo przynajmniej rok będę jeszcze musiała poczekać, aż dzieci dostaną się do przedszkola (i to takiego, które zapewni im część terapii) i dopiero wtedy mogę zacząć myśleć o szukaniu czegoś...

      Rzeczywiście, bardzo ważne jest kogo sobie obieramy za tego życiowego partnera, no ale nie każdy ma szczęście w tej kwestii. W takim wypadku chyba dobrze spróbować dotrzeć do rozumu tej drugiej osoby, szczegółowo zobrazować na czym polega PARTNERSTWO (np. tak jak to koleżanka podpowiedziała - wypisać listę), podrzucić jakąś lekturę czy też właśnie forum. Trudno doradzać komuś jeśli się nie jest w takiej sytuacji ale może właśnie takie uświadomienie komuś za pomocą pytania np. "A co zamierzasz zrobić, jeśli ja z tego przeciążenia wyląduję w końcu w szpitalu?..."- no, przede wszystkim dużo rozmawiać o swoich uczuciach. Niektórym trzeba po prostu otworzyć oczy. Jeśli kocha i zależy mu na rodzinie to po zrozumieniu tych faktów, nawet będąc największym leniem powinien się w końcu obudzić i wziąć się garść...

Inne wątki na temat:
Pełna wersja