natchniuza86
23.04.14, 13:43
Witam,
To mój pierwszy post na tym forum. Będzie pewnie długi, ale naprawdę nie wiem, już co robić. Szaleję z niepokoju.
Wszystko zaczęło się od tego, że mój syn - aktualnie 2 lata i nieco ponad 2 miesiące - nie mówił. na początku tego roku (czyli jeszcze przed jego drugimi urodzinami) zadzwoniłam do znanej mi neurologopedy. Wydawało mi się, że po prostu umówimy się na terapię i będziemy pracować nad rozwojem mowy. Ona jednak stwierdziła, że najlepiej będzie, jeśli dziecko zobaczy kilku specjalistów (neurolog, psycholog) w ośrodku, w którym ona pracuję. Czekaliśmy dwa miesiące na te wizyty, ale jakoś specjalnie się nie przejmowaliśmy, bo poza mową nic nas nie niepokoiło. Poszliśmy w końcu do neurologa. Ten orzekł specyficzne zaburzenia mowy, powiedział, że to nie autyzm i podobno standardowo wysłał na ocenę rozwoju do psychologa. I wtedy się zaczęło. Psycholog powiedziała nam, że syn ma autyzm, że nie ma z nim kontaktu, że nie jest zainteresowany ludźmi tylko przedmiotami, że jest zafiksowany na punkcie samochodów. To wszystko na podstawie 40 minutowej obserwacji zmęczonego już tego dnia dziecka. Wyszliśmy załamani. Potem zaczęliśmy bardzo uważnie obserwować syna i stwierdziliśmy, że to jakieś totalne bzdury. Czytaliśmy sporo o autyźmie i nadal poza mową uważaliśmy, że jest w porządku. Potem trafiliśmy na kolejną wizytę do tej samej psycholog, która wycofała się ze swojej pierwszej opinii i stwierdziła, że dziecko autystyczne nie jest. Nie uspokoiło mnie to, poszliśmy do doskonałego pediatry, która również nie uważała, żeby syn był autystyczny. Poleciła nam kolejnego psychologa i ewentualnie psychiatrę. Poszliśmy do kolejnej psycholog. Wizyta wyglądała zupełnie inaczej niż poprzednie, szczegółowy wywiad, trochę obserwacji dziecka. Pani psycholog stwierdziła, że jej zdaniem u syna nie ma absolutnie żadnych oznak autyzmu. Poleciła dla naszego spokoju zrobić test DSR - Dziecięca Skala Rozwojowa. Zrobiliśmy, oficjalnych wyników jeszcze nie ma, ale wstępnie nam powiedziano, że poza mową i naśladownictwem (np. nie chciał uderzać rękami w stół, stanąć w rozkroku czy na jednej nodze) jest w normie dla swojego wieku. Wyniki będziemy omawiać za tydzień w środę. Potem byliśmy w końcu u tego neurologopedy, od którego wszystko się zaczęło. Syn miał zły dzień, nie chciał nawet wejść do gabinetu. Ciągłe płakał, chciał wyjść. Neurologopeda od razu wyskoczyła z tekstem: "nie może pani wypierać ze świadomości, że pani dziecko ma autyzm". Nie wiem, co myśleć, każdy mówi co innego. Umówiłam nas już do psychiatry dziecięcego, wizyta pod koniec maja i nawet do Prodeste na pełną diagnostykę (niestety najbliższy wolny termin to wrzesień/październik).
To co nas niepokoi:
1) Mowa - mówi zaledwie kilka słów, bardziej nawet dźwięków niż słów, rozkręcił się w ostatnich tygodniach, bo wcześniej nie mówił właściwie nic. Teraz mówi: da (daj), ne/nie, aua (gdy boli), ba (gdy spadnie), be (że coś niedobre), naśladuję pieska, kotka, krowę, samochód, czasem mówi coś w stylu "oł je" gdy widzi coś fajnego, "pa"
2) Słaby kontakt wzrokowy - wcześniej albo był lepszy albo tego nie zauważyliśmy. Czasem patrzy w oczy stosunkowo długo i intensywnie, czasem tylko na kilka sekund. Mój mąż też ma słaby kontakt wzrokowy i dużo czasu mi zajęło "nauczenie" go, że gdy ze mną rozmawia powinien na mnie patrzeć.
3) Często nie reaguje na wołanie. Nie umiem ocenić, jak było wcześniej, ale chyba musiało być ok, bo myślę, że by mnie brak reakcji zaniepokoił, nie wiem. U męża reaguje częściej niż u mnie. Prawda jest też taka, że w ostatnim czasie zaczęliśmy go sprawdzać i "tresować" wręcz, może się zablokował, nie wiem. Nie wiem, czy zdrowe dziecko powinno reagować za każdym razem gdy się je zawoła? On reaguje, ale nie zawsze, często nie, często tak. Moim zdaniem za mało. Im bardziej nas jego niereagowanie martwi, tym mniej on reaguje. Takie mam wrażenie, że gdy jesteśmy zrelaksowani i radośni, przestajemy go "sprawdzać", to kontakt z nim jest lepszy, ale nie wiem, może sobie to wmówiłam, ostatnio relaksu i radości u nas niewiele zresztą.
4) Do tego jest niejadkiem, słabo jest ze spaniem, buntuje się jak nie wiem, ale nigdy nawet nie podejrzewałam, że to może mieć związek z autyzmem, raczej wszyscy mi mówią, że połowa dzieci taka jest.
Jest też szereg zachowań, które z autyzmem się nie zgadzają:
- syn jest (a przynajmniej zawsze się nam tak wydawało) kontaktowy, zwraca uwagę na ludzi, na dzieci, paniom w sklepie robi "papa", podaje rękę na dzień dobry
- z dziećmi na placu zabaw bawi się różnie, nigdy natomiast nie uważałam, że ma z tym problem, podają sobie jakieś tam kamyczki, patyczki na placu zabaw, czasem grają razem w piłkę, często jednak trzeba te zabawy inicjować np "daj dziewczynce samochodzik", "pograj z Olą w piłkę".
- naśladuje nas, udaje że rozmawia przez telefon, udaje, że myje podłogę, zamiata, ścieli łóżko, wyrzuca lub udaje że wyrzuca coś do kosza na śmieci, naśladuje naszego psa (to akurat nie wiem, czy dobrze o nim świadczy)
- pokazuje nam, gdy coś mu się podoba
- posługuje się gestami (papa, nie ma, tak/nie - ruchy głową, jeszcze), wskazuje palcem
- reaguje na polecenia (uczesz pieska, przynieś coś tam)
- pokazuje różne rzeczy w książeczkach, części ciała, etc.
- lubi się bawić w chowanego, akuku, wtedy wchodzi z nami w mega interakcję, cieszy się z tych zabaw, lubi gdy tata go nosi na barana albo lata z nim jak z samolotem
- zabawkami bawi się raczej zgodnie z przeznaczeniem, najbardziej lubi samochody i ustawia je czasem w rządki, ale nie jest to jakieś obsesyjne, raczej to wygląda tak, że auta jadą. potem parkują, potem znowu jadą, samoloty latają, potrafi na niby nakarmić lalkę, poczesać, położyć spać
- raczej jest wrażliwy na emocje, kiedy ostatnio płakałam, patrzył na mnie zmartwiony i przyszedł mnie pogłaskać, dzieli się z nami swoją radością
- nie chodzi na palcach, nie wykonuje jakichś dziwnych ruchów (czasem uderza głową w kanapę, ale wie, że nas tym zdenerwuje i myślę, że robi to celowo, śmieszy go to), dobrze znosi zmiany otoczenia, planu dnia, nie fiksuje się na kręcących się kółkach samochodu czy podobnych sprawach
- reaguje radością, gdy wracamy do domu (większą na męża, ma z nim lepszy kontakt niż ze mną)
Po prostu nie wiem, co myśleć. Ja nie jestem silną osobą, przemawia przeze mnie mnóstwo lęku. Wiem, że powinnam spokojnie poczekać na dokładną diagnostykę, ale szaleję z niepokoju. Byłabym wdzięczna, gdybyście mogli się wypowiedzieć, co o tym myślicie.
Poza tym, co jeszcze mogę zrobić? Dodam, że jesteśmy z Górnego Śląska.
Syn chodzi już na terapię do logopedy, z jednej strony buntuje się i nie chce wykonywać tych ćwiczeń, z drugiej strony od kiedy chodzi do logopedy - a były to zaledwie trzy spotkania - zaczął coś tam "mówić", choć wiem, że to żaden szał, jego rówieśnicy mówią przecież pełnymi zdaniami.
Będę bardzo wdzięczna za jakiekolwiek opinie, rady, wskazówki.