kasia_750
25.07.14, 23:35
Jeżeli powtarzam jakiś temat, bardzo przepraszam. Jestem obecnie na wakacjach, z utrudnionym dostępem do internetu, ale z dużą ilością czasu na przemyślenia ;)
Mam pytanie czy warto diagnozować 7-letnie dziecko, u którego zauważyłam pewne objawy ze spektrum autyzmu. Czy jeżeli będę miała diagnozę muszę informować o niej szkołę? Czy będzie miało znaczenie czy zdiagnozuję dziecko prywatnie czy na nfz?
Im więcej czytam na temat autyzmu tym więcej "dziwnych" zachowań córki jestem w stanie dopasować do opisywanych zaburzeń. Możliwe, że się mylę, może za dużo czytam, może po prostu nie potrafię wychować dziecka.
Córka niestety bardzo dużo chorowała, rzadko chodziła do przedszkola, dopiero w ostatnim roku tak naprawdę miała szansę nawiązać bliższe relacje z dziećmi z grupy. Niestety pomimo coraz lepszego zachowania i "dogadywania" się w domu, w przedszkolu nauczycielki zaczęły się skarżyć na zachowanie córki. Trudno mi w tej chwili ocenić na ile wpływ na zaistniałą sytuację miał powrót jednej nauczycielki w tym roku, faworyzowanie kilku dziewczynek przez tą nauczycielkę oraz brak kontaktu z rówieśnikami w poprzednich latach (po 3 latach w przedszkolu utworzyły się "grupki" dziewczyn i córce ciężko było do nich dołączyć), a na ile zaburzenia rozwojowe. Pomimo wysiłków z naszej strony sytuacja podobno nie uległa znaczącej poprawie. Skierowano nas do poradni ppp, po pierwszej wizycie psycholog obiecała, że zjawi się w przedszkolu, żeby zobaczyć jak córka zachowuje się w grupie (w obecności psychologa wszystko było ok). Ponieważ nie staraliśmy się o odroczenie, następny termin wizyty u psychologa wyznaczono nam dopiero na czerwiec. W czerwcu okazało się, że pani psycholog przez prawie 3 miesiące nie miała czasu zjawić się w przedszkolu. Zrobiła córce test gotowości szkolnej, wyszedł super. Powiedziałam jej o moich obawach, o tym czego się naczytałam na temat zaburzeń autystycznych. Potwierdziła, że z opinii z przedszkola wynika, że pewne zaburzenia moja córka może mieć. Myślałam, że będzie nalegać, żeby dziecko jak najszybciej zdiagnozować. Ja jednak usłyszałam, że nie warto, że nauczyciele wtedy wcale nie starają się pomóc takiemu dziecku, że mając taką diagnozę często sobie odpuszczają pracę pedagogiczną i winą za brak postępów obarczają "trudne dziecko". Mówiła też, że zna mamy, które same starają się prowadzić dziecko, bez diagnozy, z bardzo dobrym skutkiem. Że tutaj sytuacja nie jest taka zła (chociaż nie widziała jak córka zachowuje się w przedszkolu), że sama powinnam sobie poradzić.
Po tej wizycie zrobiłam zestawienie pewnych niepokojących objawów u córki z wcześniejszych lat i porównałam ze stanem obecnym. Muszę przyznać, że w większości udało mi się wyeliminować niepożądane zachowania. Jednak nie wiem czy to co sama robię to nie jest zbyt mało i czy córka nie będzie miała problemów w przyszłości. Od września idzie do szkoły. Mąż nie chce przyznać, że być może mamy problem. W zasadzie nie mam nawet z kim o tym porozmawiać. Możliwe, że do tej pory zachowanie córki wydawało mi się w miarę normalne, ponieważ sama mam sporo nietypowych cech (ZA ???), ale nauczyłam się z nimi żyć.
Czy warto mieć diagnozę? Gdzie najlepiej diagnozować we Wrocławiu?