Naddiagnozowalność autyzmu

13.09.14, 08:04
Nie wydaje się Wam, że autyzm jest obecnie naddianozowalny?
Jeśli występują całościowe zaburzenia rozwoju, to zaraz jest autyzm.
Mam obecnie ucznia z autyzmem - tak jest w orzeczeniu. I tak obserwuję go od tych 2 tygodni i jak sowo daję, moim zdaniem diagnoza nie bardzo jest trafiona.
Chłopiec ma wielkie problemy z zachowaniem (gryzie, bije, pluje, ucieka, niszczy itd), ale to w końcu objaw nie tylko autyzmu. Poza tym chłopiec nie ma żadnych stereotypii, jest bardzo kontaktowy. Utrzymuje długi kontakt wzrokowy i zdaje miliony pytań. Uwielbia dotykać innych, przytulać się i witać podając rękę. Normalnie reaguje na polecenia i wykonuje je. Nie ma najmniejszych problemów z nawiązaniem z nim kontaktu. Zaczepia też kolegów i koleżanki, zna imiona wszystkich. Jak jest coś nie po jego myśli, ktoś mu nie odpowie na pytanie, to bije. Wyrzuca przedmioty przez okno. Ogólnie określiła bym go jako dziecko nieobliczalne. Musi być cały czas trzymany, bo zrywa się w momencie i od razu coś niszczy lub ucieka.
Czy spotkałyście się z takim obrazem autyzmu?
    • statecznypulchny Re: Naddiagnozowalność autyzmu 13.09.14, 09:32
      Tak jest - a dlaczego? Zapytaj nasze szanowne władze - wide ostatnia zadyma o dofinansowania dzieciaków z CZR.
      My tę samą akcje przechodzilismy kilka lat temu. Ponieważ przez pewien moment nie wydawano orzeczeń jesli nie był wpisany "autyzm" nawet jesli diagnoza brzmiala Zespol Aspergera. Dla naszych urzędów nie bylo to jedno i to samo. Więc, zeby rodzice mogli korzystac z wsparcia, to dokladnie tak - wpisywano "autyzm"

      (inna sprawa to sama definicja spektrum)
      • as_mama Re: Naddiagnozowalność autyzmu 13.09.14, 10:14
        Jeszcze wcześniej u wielu dzieci z autyzmem diagnozowano upośledzenie umysłowe. Przyczyna prozaiczna: ustawodawca nie przewidział małych klas dla dzieci z autyzmem, a żeby dostać się do szkoły specjalnej trzeba było mieć zdiagnozowane u dziecka przynajmniej lekkie uu. To rodzice załatwiali u psychiatrów odpowiednią diagnozę. Do dzisiaj w wielu materiałach można przeczytać, że autyzm wiąże się z uu, co jest oczywiście nie prawdą.

        Moja prywatna opinia jest taka, że u małych dzieci w ogóle nie powinno się różnicować diagnozy na ZA/autyzm/CZR. Nie ulega żadnej wątpliwości, że wszystkie te dzieci potrzebują dodatkowego wsparcia w rozwoju. Stąd ja się absolutnie nie dziwię lekarzom, że w niepewnych przypadkach dają diagnozę autyzm, bo lepiej naddiagnozować dziecko, niż dać mu diagnozę CZR i tym samym pozostawić je bez żadnej dodatkowej opieki ze strony naszego systemu edukacji.
    • ania-pat1 Re: Naddiagnozowalność autyzmu 13.09.14, 11:26
      ależ ja w twoim opisie nie widzę nic co by do autyzmu nie pasowało.... Smutne, ze nauczyciel tego nie wie i stawia "pseudodiagnozę" zamiast zabrać się do czytania/pogłębiania wiedzy dot. spektrum
      • yadrall Re: Naddiagnozowalność autyzmu 13.09.14, 13:59
        Ja doswiadczam systemu w UK.
        Moj syn ma obecnie 4.5 roku i jak mial niecale 3 to byl diagnozowany przez zespol (pediatra, logopeda, terapeuta zajeciowy). I diagnozy nie dostal,bo wlasnie za wysoko funkcjonuje. Tu w tak mlodym wieku diagnoze dostaja dzieci mocno zaburzone, bez kontaktu, bez mowy, u ktorych juz na wejsciu widac,ze maja autyzm. Cala reszta dostaje czas.
        Co nie znaczy,ze zostaje bez pomocy-ale sa to dzieci na tyle dobrze funcjonujace,ze z wkeksza czy mniejsza pomoca radza sobie w publicznych szkolach czy przedszkolach.
        Dodatkowo istotne jest to,ze na dziecko bez diagnozy mozna dostac pomoc finansowa. Wystarczy udowodnic (stosowne papiery od lekarzy/terapeutow/szkoly itp),ze dziecko wymaga wiecej pomocy/wsparcia niz rowiesnicy. Co 2 lata trzeba odnawiac dokumenty,a stopnie niepelnosprawnosci sa 3 plus 2 zwiazane z mozlwiosciami poruszania sie.
        I to pewnie powoduje,ze nikt na sile nie daje etykiet.
      • zebra12 Re: Naddiagnozowalność autyzmu 13.09.14, 15:34
        Ja nigdzie nie napisałam, że to do autyzmu nie pasuje! Piszę tylko, że pasuje także do innych jednostek. Terapeuta chłopca tez ma wątpliwości, a w orzeczeniu są zalecenia dodatkowej opinii psychiatry oraz przekazania wskazań medycznych do szkoły.
        Od lat pracuję z dziećmi z autyzmem i ten przypadek wydaje mi się dość szczególny. Dlatego pytam o Wasze doświadczenie.
        Natomiast nie lubię uogólnień w stylu "smutne, że nauczyciel...", bo są dla mnie krzywdzące. Jestem pedagogiem specjalnym i niejedno dziecko wyprowadziłam na prostą, a poza tym sama mam córkę z ZA. Nie uważam, że moja wiedza jest kompletna, ale z pewnością nie jest nikła.
    • fundacjaprodeste Re: Naddiagnozowalność autyzmu 13.09.14, 12:29
      Problem jest w tym, że obowiązującą w Polsce klasyfikacją jest ICD. O ile DSM 5 już dawno jest, o tyle kolejna rewizja ICD kompatybilna z amerykańską klasyfikacją miała się zakończyć w 2015, lecz zdaje się przesunięto termin na 2017 r (ICD-11).
      Co do samego meritum, to obecna klasyfikacja ICD-10 jest bardzo precyzyjna w zakresie objawów osiowych. W naszej poradni diagnozuje się głównie dwa zaburzenia: autyzm oraz zespół Aspergera. CZR diagnozujemy stosunkowo rzadko, traktując tę kategorię w myśl intencji twórców manuala, czyli jako taką, którą rozpoznaje się, kiedy objawy pacjenta nie wyczerpują w pełni żadnej innej kategorii z F84. Sprawa rozpoznań CZR w zakresie oświaty jest też trochę rozbuchana, bo w praktyce to najczęściej wyglądało to tak, że dziecko z rozpoznaniem CZR (a niekiedy i ZA) na zespołach orzeczniczych i tak dostawało "autyzm" wg kodyfikacji orzeczniczej. Nie przypominam sobie wielu przypadków, gdzie zmienialiśmy na papierze rozpoznanie, bo ktoś czegoś nie mógł uzyskać. Problemy były jedynie z rozpoznaniami "do obserwacji", ale i to się dawało rozwiązać. Niemniej tak czy siak jeśli chodzi o naszą diagnostykę, to CZR jest diagnozą rzadką.
      Jeśli chodzi o naddiagnozowalność autyzmu to wg nas w dalszym ciągu jest to problem niestosowania logicznych standardów diagnostycznych, wciąż nikła wiedza lekarzy (w tym psychiatrów) na temat ASD itd.
      Jeśli doświadczony zespół pracuje w oparciu klasyfikację, to o nadrozpoznawalności nie może być mowy.
      Żaden rodzic przy zdrowych zmysłach nie będzie wynajdował u dziecka problemów, żaden diagnosta z podstawowym, dobrym warsztatem i przy zdrowych zmysłach nie rozpozna czegoś, czego nie ma:)
      pozdrawiam
      AŁ, Fundacja Prodeste
    • fundacjaprodeste Re: Naddiagnozowalność autyzmu 13.09.14, 14:24
      Tak naprawdę to samo wprowadzenie ogólnej kategorii (słuszne) niewiele zmienia. W dalszym ciągu są obszary kryterialne, w dalszym ciągu trzeba je rozpoznać, określić. Jak rozumiem intencje twórców, nie chodzi o żadne pójście na skróty, tylko uporządkowanie pojęć i ich uniwersalizację. Dodatkowo wprowadza się w DSM 5 poziomy głębokości zaburzeń (pi razy drzwi odpowiadające "starym" kategoriom autyzmu, Z.A.) - i tutaj twórcy też domagają się stosownego opisu od diagnosty. "Cudowne uzdrowienia" wynikają z nieznajomości rzeczy (stykamy się z czasem z kuriozalnymi stwierdzeniami, że dziecko "idzie w kierunku Z.A." albo "był autyzm, ale teraz to jest Z.A."). Myli się głębokość zaburzeń z konkretnymi rozpoznaniami. Bywają sytuacje, że człowiek z autyzmem funkcjonuje lepiej niż analogiczny człowiek z Z.A., lecz przecież to nie znaczy, że zamieniają się diagnozą;))
      Problem nie leży więc w materii opisowej (klasyfikacje), tylko w obiektywnych trudnościach diagnostycznych. Diagnoza zespołowa to diagnoza kosztowna (zarówno krótkoterminowo - samo wykonanie procedury, jak i długoterminowo - doświadczenie/wykształcenie członków zespołu). To też diagnoza czasochłonna, trzeba poświęcić dziecku od kilku-do kilkunastu godzin pracy w zależności od obrazu klinicznego.
      pozdrawiam
      AŁ, Fundacja Prodeste
      • misty-1 Re: Naddiagnozowalność autyzmu 14.09.14, 20:04
        Akurat ja, która krótko i zupełnie niepotrzebnie, przewinęłam się z moim dzieckiem przez Prodeste uważam, że naddiagnazowolnośc to wasza specjalność. Dziecko dostało u was diagnozę: autyzm, która została wykluczona przez 2 następne zespoły diagnostyczne. Naczytałam się jakichś bezsensownych peanów na waszą cześć na dość popularnym dla autystów blogu i jak jakiś debil tłukłam się z dzieckiem taki szmat drogi. Ale czego człowiek nie zrobi w trosce o dziecko... Wasza diagnoza, jakże kosztowna i czasochłonna, okazała się być tego nie warta.
    • portenho Re: Naddiagnozowalność autyzmu 13.09.14, 14:42
      taki obraz "autyzmu" moim zdaniem to po prostu glebokie bledy wychowacze rodzicow i skrajne rozwydrzenie.
      • zebra12 Re: Naddiagnozowalność autyzmu 13.09.14, 15:42
        Nie, nie, chłopiec wykazuje poważne zaburzenia zachowania. To jest od razu widoczne. Najbardziej rzuca się w oczy nieprzestrzeganie norm społecznych, ogromna nadruchliwość, brak empatii, porywczość i uporczywe gadulstwo z równoczesnym obłapieniem rozmówcy i wpatrywaniem mu się w oczy w oczekiwaniu na odpowiedź.
        Ale z drugiej strony brak jest np powtarzalności zabaw, czy układania, szeregowania przedmiotów w jakieś sekwencje, fascynacji jakąś czynnością, rzeczą, zjawiskiem. Porusza się normalnie, tyle, że w mgnieniu oka. Jest tak żywiołowy, że wciąż jest w ruchu.
        Chodzi mi o to, czy ktoś się spotkał z takim obrazem autyzmu.
        • tijgertje Re: Naddiagnozowalność autyzmu 13.09.14, 16:52
          Oczywiście. Pierwsza cześć opisu pasuje do mnoooostwa autystycznych dzieci, które nie maja żadnych z wymienionych dalej objawów. Pojedyncze cechy nigdy nie potwierdzają ani nie wykluczają autyzmu. Szeregowanie przedmiotów maja zwykle przedszkolaki, które w znacznej większości z tego wyrastają, albo przenoszą stereotypii na specyficzne obszary. Ja jestem strasznie chaotyczna, ale w kuchni wszystko mozna znaleźć po omacku. W szkole nikt nie miał szansy tego zobaczyć. Oblapianie rozmówcy, wpatrywanie sie w oczy to tez objaw zaburzonego kontaktu wzrokowego, nie tylko całkowity jego brak. Niektórzy autysci wręcz "wchodzą w rozmówcę", nie wyczuwają przestrzeni osobistej. Do tego to co opisujesz może sugerować spore zaburzenia sensoryki. Nie masz dużego pojęcia o autyzmie i kierujesz sie stereotypami, inaczej nie pojmuje, skąd w ogóle wątpliwości, w twoich opisach nie ma nic, co mogłoby podważać słuszność diagnozy. Mojego syna zapewne w 10 minut byś uzdrowila;)
          • zebra12 Re: Naddiagnozowalność autyzmu 13.09.14, 20:31
            Pisałam, że nie tylko ja się nad tym zastanawiam, ale również terapeuta. Rozmawiałam z nim zbierając wywiad zanim spotkałam się z dzieckiem i jego rodzicami.
            Zobaczymy co powie psychiatra.
        • easyblue Re: Naddiagnozowalność autyzmu 13.09.14, 20:48
          Kiedyś myślałam, ze "kontakt wzrokowy" to spojrzenie w oczy:)
          W rzeczywistości - o ile dobrze to ubiorę w słowa - chodzi o szukanie kontaktu wzrokiem, próba odczytania "z oczu" intencji rozmówcy a nie samo spojrzenie.
          Na podobnej zasadzie działa owa powtarzalność, wskazywanie itd.
          Stąd biorą sie nieporozumienia.
        • kaktuskaktusowaty Re: Naddiagnozowalność autyzmu 02.11.14, 20:01
          Opisane przez Ciebie zachowania chłopca sprawiają, że kierowałabym się raczej w stronę zachowań opozycyjno-buntowniczych lub pewnych elementów ADHD (nie pełnej diagnozy). Oczywiście piszę tak bazując wyłącznie na tym co napisałaś. Miałam chłopca o niemalże identycznym obrazie - nadruchliwy, nieprzestrzegający reguł życia społecznego, o dość niskim poziomie koncentracji uwagi, nieadekwatnie reagujący na zwrócenie uwagi, o "lepkim" sposobie uzyskania uwagi - uporczywe patrzenie w oczy, wielokrotne wymogi potwierdzenia czegoś tam, przerywanie rozmowy osób dorosłych (nawet 15 razy w przeciągu 15 minut), jego zainteresowanie zabawami było mocno ograniczone do ruchowych (bieganie) lub ruszających się (duże samochody). Potrafił skoncentrować uwagę pod pewnymi warunkami (interesująca czynność) ale znacznie poza normą rozwojową. Itd, itd. Był bardzo wrażliwy i nie potrafił poradzić sobie z emocjami, prezentował zestaw zachowań trudnych chociaż nie aż w takim wymiarze jak Twój podopieczny.
          Pracuję z dziećmi z CZR i opisane przez Ciebie wątpliwości - muszę przyznać, że także bym je miała. Zdaję sobie sprawę z tego, że bardzo trudno jest opisać w internecie o co konkretnie chodzi, ale występowalność samych zachowań trudnych to trochę za mało aby mówić o autyzmie. Oczywiście osoba, z którą tu polemizujesz ma rację mówiąc iż "niektórzy autyści nie wyczuwają przestrzeni osobistej", ale tego jest duuuużo dużo więcej a tu - przede wszystkim rzuca się w oczy nadpobudliwość, impulsywność, zachowania trudne. Nie dziwię się też komuś kto napisał o "rozwydrzonym dziecku" - taka opinia jest charakterystyczna dla laika, bo z boku takie zachowania są często tak odbierane.
          A, chłopiec o którym pisałam - diagnoza rzeczywiście wykluczyła ADHD, natomiast niezbędna okazała się oczywiście terapia SI i zmiana warunków opiekuńczo-wychowawczych (praca rodziców...).
          Z mojego doświadczenia wynika, że pewne cechy temperamentalne dziecka oraz jego deficyty rozwojowe spotykając się ze środowiskiem wychowawczym, w którym rodzic nie chce/nie potrafi postawić wyraźnych i jasnych reguł, nie wyciąga konsekwencji, nie radzi sobie z emocjami swoimi i dziecka, często sam ma "ze sobą problemy" - są podbijane i w rezultacie wzmacniane są w dziecku te zachowania, które powinny być wytłumione. A to często prowadzi do pytań o diagnozę.

          Nie twierdzę, że rodzice są wszystkiemu winni. Twierdzę, że gdy przychodzą do mnie na konsultacje w 85% przypadków "wolą" usłyszeć co jest ich dziecku ( "no przecież musi coś być"), niż poddać refleksji swój system wychowawczy, swoje nastawienie i zauważyć, że dziecko nie jest samodzielnym atomem ale cała rodzina to system i wiele zawdzięcza to dziecku genom, a baaardzo wiele zachowań "nauczyło się" w domu, po prostu.

          Jako wykwalifikowany pedagog zastanawiałaś się nad przedstawieniem swoich wątpliwości rodzicom dziecka? Poza różnymi nieprzyjemnościami, widzę tego same plusy - adekwatna diagnoza daje adekwatny program terapeutyczny i niejako "zmusza" rodzinę do całościowego spojrzenia na problem z dzieckiem. No i przede wszystkim może oszczędzić ogromnych kosztów emocjonalnych jakie dziecko będzie ponosić za jakiś czas gdy zda sobie sprawę z etykiety jaką mu przyznano.
    • zebra12 Re: Naddiagnozowalność autyzmu 14.09.14, 14:04
      Oj, ja tez nie lubię patrzeć rozmówcy w oczy. Raczej unikam dłuższego kontaktu. Nie lubię też gdy ktoś wgapia się we mnie.
    • easyblue Re: Naddiagnozowalność autyzmu 14.09.14, 23:01
      Autystykiem nie jestem (dziwakiem prędzej:P), ale pamiętam, jak kawał czasu zajęła mi nauka patrzenia rozmówcy w oczy. Doszłam do tego, że muszę się pamietać, by za dlugo komuś w czasie rozmowy nie patrzeć w oczy, bo... niektórych to peszy, albo moga to opacznie rozumieć:)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja