Mówić czy nie mówić o ZA

13.10.14, 08:27
Witam
Mam problem ...mój aspi jest w pierwszej klasie szkoły podstawowej w klasie integracyjnej z nauczycielem wspomagającym. W tej samej szkole chodził też do zerówki, która przeszła szybko i bez większych problemów. Niestety w pierwszej klasie zrobili nowy podział i zaczęły się schody....dwóch rodziców uparło się na moje dziecko...przez jednego został on zaatakowany na parkingu szkolnym a drugi rodzic chowa się za krzakami i robi zdjęcia jak się bawi, żeby udowodnić, że jest nienormalny. Sytuacja oparła się o panią dyrektor i nie wiem jak się dalej skończy. Pani wychowawczyni mnie namawia, żeby powiedzieć , że syn ma ZA.
I mam pytanie czy to coś pomoże czy jeszcze pogorszy sytuację?
    • ania-pat1 Re: Mówić czy nie mówić o ZA 13.10.14, 10:14
      To się w głowie nie mieści! Szkoła INTEGRACYJNA. Po pierwsze robienie zdjęć jest co najmniej dziwne i chyba niezgodne z prawem. To raz. Dwa - nasłałabym na "fotografa" policję - w krzakach przed szkołą czai się pedofil! Niech się tłumaczy przed sądem. Sorry - TY masz się tłumaczyć, twoje dziecko ma się tłumaczyć? A cóż on0 takiego robi? Co to na miłość boską znaczy nienormalny? Współczuje twojemu synowi. Ale to otoczenie jest głupie - a nauczyciele/dyrekcja najwyraźniej nie dają rady. To dyrekcja powinna powiedzieć jakie zachowania w szkole nie będą tolerowane - i jak się komu nie podoba niech szuka innej szkoły - dla samych "normalnych" najlepiej o korwinoskich poglądach. W otoczeniu WSPIERAJĄCYM jest sens mówić o ZA w otoczeniu wrogim dasz tylko nowy element którym można dręczyć. TU szkoła MUSI stanąc murem za twoim dzieckiem - a jeśli twoje dziecko zachowuje się nieakceptowanie wdrożyć mu wsparcie terapeutyczne. Jak coś to jest też rzecznik uczniów niepełnosprawnych.
    • marika012 Re: Mówić czy nie mówić o ZA 13.10.14, 10:28
      Odradzam informowanie rodziców. Sama poinformowałam jak syn był w 2 klasie bo myślałam, że rodzice wykażą zrozumienie (wszak mieli dzieci w klasie INTEGRACYJNEJ). I niestety porażka. Na beton nie ma rady :(
      Jedna mamuśka nastawiła drugą i były jazdy. Do dziś z tymi kretynkami (przepraszam, nie mogę ich nazwać inaczej) nie mówimy sobie "dzień dobry".
      Szkołą niech się weźmie do roboty. Powinni wezwać jednego rodzica z drugim. Pouczyć, że jeśli jeszcze raz zaczepią dziecko szkoła poinformuje policję. Fotografowanie dziecka to już się do prokuratury nadaję. Bez wahania złożyłabym doniesienie.
      • emily_valentine Re: Mówić czy nie mówić o ZA 13.10.14, 11:06
        Jestem w szoku! Absolutnie nic nie mówić, nie masz takiego obowiązku. A te napaści na parkingu i strzelanie fot zza krzaka bym zgłosiła na policję. W głowie się nie mieści, że ludzie posyłają dziecko do szkoły integracyjnej i mają problem ze zrozumieniem, że mogą do tej szkoły chodzić niepełnosprawni. A goowno kogo obchodzi co jest Twojemu dziecku.
        Mój syn chodzi do przedszkola i nic nikomu nie mówię, bo nie muszę. Kiedyś to nie był problem i mówiłam innym co dziecku jest. Teraz postanowiłam, że to nasza prywatna sprawa.
        • tiger1978 Re: Mówić czy nie mówić o ZA 13.10.14, 11:57
          No właśnie dobre stwierdzenie beton:( tak pozytywnie byłam nastawiona bo zerówka była zwykła klasą i nie miał nauczyciela wspomagającego a było jak w bajce i właśnie ten czar prysł:( synek nic szczególnego nie robi na placu zabaw biega w kółko....w ten sposób odreagowuje stres....bo w szkole jest zakaz wychodzenia na przerwy klas zero i pierwszych ( przepełnienie)...najgorsze, że Ci dwaj rodzice oskarżają mojego synka o pobicie swoich dzieci przez mojego i nie docierają do nich argumenty, że w pierwszym przypadku to ich syn bił mojego po głowie ( świadek wychowawczyni) a w drugim przypadku miał niby pobić na placu zabaw....ale w tym dniu na nim nie byli to raz a dwa zaraz po zajęciach był odebrany.....widać tutaj ewidentnie, że Ci rodzice mają problem bo jak to usłyszałam, że dzieci z orzeczeniem ( bo w klasie jest dwójka dzieci) zaniżają poziom nauczania....mój synek nigdy nie był agresywny, wręcz przeciwnie raczej bywał bity...załamałam się...zastanawiałam się , że właśnie powiem i problemy się skończą a po Waszych wpisać widać, że mogą się nasilić:( dlaczego tak musi być:(
          • ania-pat1 Re: Mówić czy nie mówić o ZA 13.10.14, 12:48
            To nie tak. Ja mam dziecko (ZA), które jest przez rodziców innych dzieci wspierane. I u nas w klasie rodzice wiedzą o ZA mojej córki. W razie nieporozumień mam od nich "zielone światło" aby napisać maila i wtedy oni sami rozmawiają z dziećmi tudzież je "sondują" na okoliczność wydarzenia. Rodzice sami chcieli mieć prelekcję o ZA/ nadwrażliwościach/braku koncentracji. Ale w naszej szkole (prywatna, nieintegracyjna!) pani dyrektor z góry poinformowała, że w każdej klasie jest dziecko z orzeczeniem, które maa wsparcie, ale że sytuacje mogą być różne i że jeśli dojdzie do sytuacji konfliktowej lub ktoś uzna, że dziecko z orzeczeniem nie nadaje się na kolegę w klasie/ będzie namawiał do ostracyzmu - wykluczał - wyśmiewał - gnębił to szkoła się z taką rodziną rozstanie bez żalu. A następnie zapytała, czy wszyscy rodzice się z nią zgadzają. I cóż - zgodzili się. dla dzieci jest wsparcie psychologa i z dziećmi, które wykazują formy nietolerancji również pracuje psycholog (bo owszem, różne sytuacje się zdarzają). Dwa: dziecko z ZA raczej zawyża poziom.... (laureaci świetlika, alfika, kangura, konkursów językowych, konkursów czytelniczych) - więc to chyba marny argument - u nas rodzice stawiają dzieci z ZA za wzór w podejściu do nauki.
            Córka jest zapraszana na wszystkie imprezy urodzinowe, na zielonej szkole wszystkie dziewczynki chciały być z nią w pokoju (choć na odzień nie jest tak różowo - więc tu na pewno była praca rodziców/szkoły), ostatnio była na nocowaniu u koleżanki - wróciła zachwycona (były 3 dziewczynki z klasy). Po co to piszę? Bo myślę, że czasem warto zmienić szkołę na taką z lepszym klimatem dla ZA, bo atmosfera czyni cuda z dzieckiem i otoczeniem. Ja nie piszę, że nigdy nic się nie działo, ale największym problem u nas było, że np. ktoś odmówił jej bycia parą w tańcu, czy na stołówce krzesła (bo zajął dla kogoś innego) i i tak nauczyciel rozmawiał z dziećmi....
            Córka wie, że ma ZA i potrafi sama ten fakt przywołać.
            • marektatojakuba Re: Mówić czy nie mówić o ZA 13.10.14, 20:33
              Myślę, że rodzice innych dzieci także mają świadomość, że "orzeczeniowe dziecko" w klasie = dodatkowy nauczyciel. A dwóch nauczycieli na grupę 16 dzieci to naprawdę komfortowe warunki, szczególnie że Twoja córka nie absorbuje go za bardzo. Krótko mówiąc korzystają wszystkie dzieci, a kto wie czy czasem inne nie bardziej niż Twoja córka.
              Pewnie inaczej byłoby gdyby dziecko było poważniej zaburzone, chociaż z opowieści Pani Dyrektor wynikało, że zdarzały się w szkole poważniejsze przypadki. Swoją drogą to miłe, że Pani Dyrektor tak twardo i jasno sprawę postawiła w odniesieniu do dzieci z orzeczeniami.
    • truffla333 Re: Mówić czy nie mówić o ZA 13.10.14, 17:04
      Ponieważ moje dziecko z ZA już skończyło podstawówkę. Absolutnie odradzam mówienie o problemach dziecka innym rodzicom. Zagraża to bezpieczeństwu Twojego dziecka. Sprawę zgłaszasz dyrektor. To problem szkoły i jej układów z rodzicami. Oraz Twój problem cywilny. Sprawa parkingu + zdjęć, jeśli masz dowody, zgłaszasz Straży Miejskiej. Jeśli chcesz rodziców postraszyć, mówisz, że zgłosisz, że sobie nie życzysz. Chociaż to może powiedzieć im Pani dyrektor, wtedy nie będzie na Ciebie. Pani wychowawczyni polecasz wizytę w poradni psychologicznej lub u psychologa.
    • tratteolo Re: Mówić czy nie mówić o ZA 13.10.14, 21:00
      >dwóch rodziców uparło się na moje dziecko...przez jednego został on zaatakowany na parkingu szkolnym

      W jaki sposób został zaatakowany? Słownie, fizycznie? W Twojej obecności? Czy na parkingu jest monitoring?

      >drugi rodzic chowa się za krzakami i robi zdjęcia jak się bawi, żeby udowodnić, że jest nienormalny.

      Masz pojęcie jaki jest powód tego, że ta osoba próbuje udowadniać "nienormalność" Twojego dziecka? Mówił coś? Rozmawiałaś z nim?

      Co do mówienia o ZA - ja akurat jestem zwolennikiem grania w otwarte karty. ZA to tego rodzaju upośledzenie (bo jednak w pewnym stopniu upośledza życie), którego na pierwszy rzut oka nie widać. Inni nie widzą, że dziecko jest niepełnosprawne w niektórych dziedzinach i nie mają zrozumienia dla niektórych jego zachowań. Gdybyś zdecydowała się porozmawiać otwarcie z rodzicami to podam Ci naszą "ścieżkę zdrowia".

      W naszym przypadku, przy okazji zwykłego zebrania rodziców wyszłam na środek (a było to dla mnie bardzo trudne z kilku powodów) i wyjaśniłam w czym rzecz.
      Przed zebraniem przygotowałam się solidnie tak, żeby wyjaśnić sytuację przystępnie i jak najbardziej pozytywnie jak to tylko możliwe. Odwołałam się m. in. do następujących aspektów:

      - że jak wszyscy wiedzą w życiu przydarzają się różne sytuacje, wypadki, nagłe zachorowania, niespodziewane diagnozy i to właśnie nas spotkało,

      - że nie ma ludzi bez problemów. Każdy ma swoje kłopoty, jeden ZA, inny ADHD, ktoś jeszcze astmę, ktoś cukrzycę (posiłkowałam się informacjami o tym co komu w klasie doskwiera, żeby rodzicom było łatwiej utożsamić się z powołanymi przykładami),

      - krótkie (parę zdań) podsumowanie ZA - z czym są problemy i jakie są mocne strony. "Wiecie państwo, to takie zaburzenie neurologiczne, które ma np. Messi" (nawet jeśli ta informacja nie jest w 100% potwierdzona, to zapobiega przekonaniu innych, że ZA=jakiś opóźniony ćwierćinteligent zdolny co najwyżej do pracy w MPO a i to po znajomości). Pilnowałam się, by nie używać określeń "nauczanie specjalne", "niepełnosprawny", "upośledzenie", "choroba", "psychiatra" "zachowania agresywne". Zamiast tego było to "problem", "neurolog", "wyjątkowy sposób uczenia się" "ewentualne nadmiernie emocjonalne reakcje",

      - że ZA jest dla nas nowością, jeszcze niewiele wiemy na ten temat ale się uczymy i gdyby ktoś chciał dowiedzieć się więcej to zapraszamy do rozmowy,

      - że nie traktujemy ZA naszego dziecka jako potencjalnego rozgrzeszenia dla jego błędów w sytuacjach społecznych (tego boją się inni rodzice...) i w razie jakiegokolwiek konfliktu między dziećmi prosimy o szybki kontakt celem wyjaśnienia sprawy. Jeśli nasze dziecko zawiniło z powodu ZA to będziemy z nim rozmawiać i tłumaczyć jak powinno postąpić. Jeśli zawiniło z powodu zwyczajnego "rozbrykania" to zostanie napomniane/ukarane. W każdym bądź razie inni rodzice nie powinni obawiać się, że nasze dziecko zawsze będzie chronione (choćby nie wiem co wyczyniało) "bo ma diagnozę". My natomiast oczekujemy od innych rodziców wytłumaczenia dzieciom w jaki sposób nie powinny względem naszego dziecka postępować (np. oszukiwać "dla kawału"), a poza tym to prowadzimy politykę zero tolerancji dla przemocy słownej czy fizycznej w szkole i żadne zachowanie agresywne względem naszego dziecka nie będzie przez nas akceptowane (oczywiście dotyczy to też naszego dziecka względem innych dzieci).

      Moja "przemowa" trwała niecałe 10 minut. Spotkałam się z dużym zrozumieniem innych rodziców - pytali np. jak powinni rozmawiać z dziećmi, czy tłumaczyć dzieciom co jest Młodemu, czy po prostu uwrażliwić ich na właściwe/niewłaściwe zachowania. Parę osób od razu wspomniało problemach swoich dzieci ("to my przy okazji chcielibyśmy powiedzieć i prosić o...").
      Myślę, że te wyjaśnienia umożliwiły im dostrzeżenie w Młodym wrażliwego, interesującego człowieka, wycofanego społecznie, który np. nie wita się z rodzicami kolegów nie dlatego, że jest niewychowanym chamem, tylko ma problem z zapamiętaniem twarzy i który może powiedzieć kumplowi "nakłaniasz mnie do niebezpiecznych zachowań i wyjścia z budynku szkoły, co jest niezgodne z regulaminem" jeśli kumpel zażartuje "spadaj z tym pomysłem na drzewo" - i nie będzie to ze strony Młodego wymądrzanie się ani złośliwość.

      Wracając do Twojej sprawy - z tego co piszesz wynika, że do tej pory były dwie sytuacje konfliktowe, i w obu Twoje dziecko ma "alibi". Jeśli nawet nie uśmiecha Ci się rozmowa na forum klasy i informowanie wszystkich o ZA dziecka, to uważam że w tej konkretnej sytuacji powinnaś męczyć dyrekcję o zorganizowanie spotkania z udziałem tamtych rodziców, wychowawcy, może szkolnego psychologa. I to najszybciej. Wydaje mi się, że wszelkie niejasności warto wyjaśniać, poza tym sądzę, że powinnaś w sposób grzeczny ale bardzo stanowczy oznajmić, że nie będziesz akceptować polowania z aparatem fotograficznym na Twoje dziecko, karcenia go przez innych (słownego czy też fizycznego) czy też podkopywania jego pozycji w klasie poprzez buntowanie przeciw niemu innych dzieci. A jeśli komuś nie podoba się "zbyt niski poziom nauczania powodowany przez dzieci z orzeczeniami" to zawsze może przenieść dziecko do szkoły elitarnej, gdzie takiego orła-geniusza przyjmą na pewno z otwartymi ramionami.
    • mamamada Re: Mówić czy nie mówić o ZA 13.10.14, 21:25
      Byłam ostatnio na babskim wieczorze, gdzie nikt nie wiedział że mam dziecko z ZA. Wszystkie kobitki dzieciate, mają dzieci w pierwszych klasach podstawówki, i gadały m.in. o szkole, rodzicach, dzieciach. I zgadało się, że w klasie jednego z dzieciaków, trzecioklasisty, rodzice właśnie ujawnili, że dzieciak ma ZA. Ale już po tym, jak dzieciak dostał etykietkę "jakiegoś walniętego i niedostosowanego" bo nie mógł spokojnie usiedzieć na lekcjach i wstawał i chodził po klasie, czym dekoncentrował kolegów, a czasem głośno płakał, choć nikt mu przecież nie dokuczał - ale był hałas, tłok, albo nie dzieciak mógł zrozumieć zadania.

      Rodzice innych dzieci tak protestowali, że dzieciak w 2 klasie dostał nauczanie indywidualne. A teraz, na początku roku, kiedy jego rodzice chcieli wprowadzić go znów w grupę, są problemy - bo inni rodzice się burzą. Mały ma już etykietkę, udało się na rok go pozbyć z klasy i inni rodzice nie wykazują zrozumienia. Ale jest też faktem, że przez trzy lata nic się nie zadziało, żeby ich i ich dzieci przygotować, by to zrozumienie wykazali. I nawet mama, która opowiadała te historię, z prawdziwym współczuciem dla zaburzonego dzieciaka i jasno wyrażając negatywną opinię o postawie części rodziców dodała na końcu: ale ja właściwie też nie wiem, co to jest ten zespół Aspergera... Być może, gdyby rodzice tego dzieciaka zadbali, żeby wiedziała, i to od początku, mogliby liczyć na jej wsparcie.

      IMHO, prawdziwa tolerancja bierze się z wiedzy i zrozumienia. Ukrywając, że nasze dzieci mają ZA, nie pomagamy innym ani ich zrozumieć, ani polubić. Ale jeśli na starcie są już inni rodzice negatywnie nastawieni do dziecka z ZA, to do wyjścia z takim tematem poszukałabym wsparcia szkoły.
      • strasznabardzo Re: Mówić czy nie mówić o ZA 13.10.14, 22:07
        Ja też uważam, że mówić wprost i bez ogródek. A jakby dziecko miało cukrzycę albo wadę serca to ukrywać?
        • tiger1978 Re: Mówić czy nie mówić o ZA 14.10.14, 09:02
          Dziękuję Wam za odzew:) jeszcze nie podjęłam decyzji....dzisiaj umówiłam się z jedną z mam z klasy ....taka zaprzyjaźniona powiem jej i zobaczę jaka będzie reakcja i co ona na to....w czwartek mam rozmowę z psychologiem szkolnym i następnie dyrekcja..... i na końcu zobaczę co z tego wyjdzie...
          Niestety u mnie w powiecie nie ma fajnej szkoły dla dzieci z orzeczeniem a szkoda...więc tak czy siak będę musiała się męczyć w tej.....
          Atak na parkingu był zaplanowany....rodzice czekali aż zostaniemy sami....i był słowny ale rozmowa osoby dorosłej z 7 latkiem chyba jest nie na miejscu..szczególnie jak się mówi " jeszcze raz zbliżysz się do mojego syna to zobaczysz co Ci zrobię " ja wkroczyłam w tym momencie bo nie wiem jaki byłby finał....monitoringu nie ma ale mam świadka bo jedna mama jeszcze czekała przy bramie na nas...Ci sami rodzice kilka dni później zrobili karczemną awanturę naszej wychowawczyni podważając jej kompetencje zawodowe....więc to świadczy o ich poziomie...problem z tymi rodzicami zaczął się od momentu jak ich dziecko zostało wysłane do psychologa , ponieważ sprawiał problemy i nauczyciele są z nim nie radzili....a druga mama to ich przyjaciółka i wydaje mi się, że jest to pomoc w ramach przyjaźni...
          Myślałam, że diagnoza mojego syna jest najgorszym z możliwych scenariuszy mojego życia ale teraz wiem, że się myliłam i wszystko co najgorsze to jest przede mną...
      • marika012 Re: Mówić czy nie mówić o ZA 14.10.14, 09:05
        > Ukrywając, że nasze dzieci mają ZA, nie pomagamy innym ani ich zrozumieć, ani polubić.

        Ciekawa teoria zwłaszcza, że sama, jak piszesz znajomych w temat swojego dziecka nie wprowadziłaś :/

        >Być może, gdyby rodzice tego dzieciaka zadbali, żeby wiedziała, i to od początku, mogliby liczyć na jej wsparcie.

        To zadanie szkoły żeby przygotować rodziców i dzieci na obcowanie z innością. I nie ma potrzeby przy tym ujawniać diagnozy.

        >Być może,

        A być może NIE. I tak się stało w przypadku mojego dziecka. Ujawnienie diagnozy tylko pogorszyło sprawę. A klasa integracyjna i kiedy powstawała to rodzice rękami i nogami walczyli żeby ich dzieci były w tej klasie :/
        • mamamada Re: Mówić czy nie mówić o ZA 17.10.14, 20:06
          Marika012, to był babski wieczór, na którym byłam jednym z gości, a nie przyjacielskie spotkanie w gronie bliższych znajomych czy spotkanie klasowych rodziców. Nie miałam powodów ani potrzeby, by zaistnieć w tym gronie jako matka dziecka z ZA. Kurczę, nie zawsze i wszędzie muszę być postrzegana przede wszystkim przez pryzmat mojego syna. Uznałam, że wystarczy, jak pokrótce wyjaśnię dziewczynom, na czym polega to zaburzenie.

          Ale w klasie mojego syna rodzice wiedzą, że ma ZA - jasno powiedzieliśmy to na zebraniu. Przed każdą wizytą mojego dziecka u któregoś szkolnego kolegi kontaktuję się z rodzicami, przypominam o specyficznych potrzebach młodego i proszę o kontakt i jasne komunikowanie w razie kłopotów czy mało zrozumiałych / adekwatnych zachowań. I rodzice kumpli młodego wiedzą, że jeśli nastąpi sytuacja, która przerośnie ich możliwości dogadania się z moim synem czy zapewnienia mu opieki, to ja wsiądę w taksówkę i natychmiast przyjadę.

          Ale dzieci z klasy nie wiedzą. Szkoła mojego syna - z niezrozumiałych dla mnie przyczyn - nie tłumaczy ani dzieciom, ani rodzicom czym jest ZA, czym ADHD, czym dysleksja a czym porażenie mózgowe. Mówi ogólnie o potrzebie tolerancji i podkreśla przy każdej okazji, że dzieci się świetnie integrują, ale konkretów nie tyka. Chociaż jest szkołą integracyjną. I moim zdaniem to wielka, wielka szkoda. Mój syn na terapii powoli określa swoją tożsamość - także w kontekście ZA. Ale póki co nie ma odwagi pogadać o tym z kolegami w szkole. Gadam z nim o tym dużo, że ludzie są różni, on przepracowuje temat na terapii, i jest lepiej niż rok temu, gdy potwornie się wstydził i stresował na samą myśl, że koledzy mogliby się przypadkiem dowiedzieć. A - paradoksalnie - nie jest jedynym aspim w tej klasie. I lubi kumpla, który ma ZA. Ciekawa jestem, kiedy się domyśli, na czym to polega, że mają tyle ze sobą wspólnego. Ale nie ingeruję, bo rodzice tamtego chłopca nawet jemu nie powiedzieli o diagnozie...

          Marika012, ja nie podważam Twoich doświadczeń, ani nie twierdzę że otwartość przyniesie pozytywny skutek w każdej sytuacji. To, że jestem zwolenniczką gry w otwarte karty nie oznacza, że jestem bezkrytyczna. Ale widzę na co dzień skutki tego, jak szkoła moich dzieci przygotowuje uczniów na obcowanie z bliżej nieokreśloną innością. I jestem zdania, że przygotowywanie uczniów i rodziców do obcowania z innością nazwaną po imieniu, z jasno wskazaną specyfiką, dałoby dużo lepsze rezultaty. I nie jestem jedynym rodzicem niepełnosprawnego dziecka, który tak sądzi. Ale sporo osób się obawia. I ja rozumiem ich lęk przed etykietkowaniem i odrzuceniem dziecka - i respektuję te decyzje. Ale strasznie mi szkoda, bo - jak pisałam wcześniej - uważam że prawdziwa tolerancja wymaga wiedzy i zrozumienia. Howg ;-)
          • grzalka Re: Mówić czy nie mówić o ZA 21.10.14, 21:41
            Rodzicom- nie. Wystarczy poczytać ematkę, żeby się zorientować, jakie reakcje może to wywołać i jaki jest poziom tolerancji społecznej. Ja rodziców z klasy nie informowałam i nie zamierzam. O problemach Młodego owszem, (np przy odwiedzinach) o tym, że ma diagnozę- nie. Zorientowany i tak się domyśli. W Twojej sytuacji powiadomiłabym dyrekcję, żadnych rozwiązań na poziomie rodzic- rodzic. Problem jest na terenie szkoły, to szkoła powinna reagować.
            • maadzik3 Re: Mówić czy nie mówić o ZA 23.10.14, 21:45
              Szkołę poinformowałam, rodziców innych dzieci nie i nie zamierzam. BTW z cukrzycą widziałabym to bardzo podobnie (wiedzieć musi szkoła, a jeśli dziecko ma pompę insulinową i nie ma przeciwwskazań do zajęć różnorakich czy problemu na wycieczkach to i to nie). O wadzie serca (nie zagrażającej życiu) w ogóle nie widzę potrzeby. Sama mam (wadę serca). W niczym mi w życiu nie przeszkadzała, nie widziałam nigdy powodu żeby o niej komuś mówić, po co? (to tak a propos podanych przykładów)
              • majenkir Re: 24.10.14, 13:35
                maadzik3 napisała:
                > Szkołę poinformowałam, rodziców innych dzieci nie i nie zamierzam. BTW z cukrzy
                > cą widziałabym to bardzo podobnie (wiedzieć musi szkoła, a jeśli dziecko ma pom
                > pę insulinową i nie ma przeciwwskazań do zajęć różnorakich czy problemu na wyci
                > eczkach to i to nie).


                Chyba zartujesz?! O tym, ze dziecko (a w zasadzie I dorosly) ma cukrzyce powinni wiedziec wszyscy dookola. Dla bezpieczentwa samego zainteresowanego.
                • maadzik3 Re: 24.10.14, 14:38
                  To powiedz w czym taka wiedza u 6-8 letnich kolegów dziecka i ich nie przebywajacych w szkole rodzicow zwieksza bezpieczenstwo dziecka? Czym innym jest poinformowanie szkoły czemu generalnie sprzyjam, czym inym wszystkich dookola, w szczegolnosci tych ktorzy i tak nie beda dziecku w stanie udzielic pomocy
Pełna wersja