5pukpuk
30.11.14, 19:12
Witajcie,
Diagnozujemy obecnie córkę w kierunku ZA. Komisja diagnozująca pedagog specjalny, psycholog - nie mam zastrzeżeń, generalnie podeszli do dziecka profesjonalnie, mimo że czasu mało (NFZ) i są to bardzo zapracowane osoby. W ostatnim etapie była wizyta psychiatry, nastawiłam się chyba za dobrze, bo niby lekarz o bardzo dobrej opinii, super specjalista od autystów....i poszłyśmy na spotkanie, dziecko zostało zaproszone do gabinetu poproszone o narysowanie czegoś, zapytana została o to czym się interesuje i czy ma koleżankę, odpowiedzi udzieliła (w końcu rozmawiała na swoje ulubione tematy). Po czym córka dalej rysuje, pani zaprasza mnie do gabinetu i przy córce pyta kto nas skierował na diagnozę, bo ona nie widzi nic niepokojącego bo córka z nią rozmawiała....hmm....wręczyłam jej wynik od neurologa eeg, pani zapytała czy córa pójdzie z nią na ksero, córka chętnie poszła, a ja nagle słyszę wrzask jakby mojemu dziecku co najmniej maszyna ksero na nogę spadła, wybiegam z gabinetu i pytam co się stało! (córka nadal wrzeszczy) na co pani dr odpowiada że prosiła ją by jej przeczytała co pisze na wyniku z eeg (to nawet dla mnie nie zrozumiałe, lekarski język, generalnie ze wynik około normy nie ma wpływu na nic). Córka nie zrozumiała z tego nic i jak to ona wpadła w totalną panikę że to coś strasznego! W końcu dziecko uspokoiłam i wytłumaczyłam, pożegnałyśmy panią doktor i poszłyśmy do domu. Na odchodne usłyszałam że się odezwie do mnie osoba prowadzące sprawę. Ale ona nic niepokojącego nie widzi....
Proszę oceńcie sytuację, wiem że psycholog + pedagog gdyby nie widzieli nic niepokojącego w moim dziecku nie "zakwalifikowaliby" nas do wizyty u psychiatry. Pani psychiatra na moje oko zachowała się niezbyt w porządku bo przy dziecku o tym co mu jest szczególnie w takiej sferze się nie rozmawia, przynajmniej ja sobie tego nie życzę. Byłam na tyle zaskoczona sytuacją że mało asertywnie zareagowałam i nie poprosiłam o rozmowę bez dziecka....ale z drugiej strony to chyba taka oczywistość być powinna (?) Wkurzyło mnie też że przeczytała dziecku opis wyniku badania eeg....gdybym wiedziała nie pozwoliłabym. Z drugiej strony lekarka zobaczyła reakcje emocjonalną mojego dziecka nieadekwatną do sytuacji...ale wniosków raczej nie wyciągnęła. No i teraz się zastanawiam czy rzeczywiście psychiatra będzie miała głos decydujący w diagnozie? Mówiła że oczywiście podejmują decyzję jako komisja więc nie tylko jej zdanie się liczy...
Dla mnie to o tyle ważne że papier do szkoły jest mi potrzebny bo dziecko zdolne ale emocjonalnie i społecznie kuleje i niestety ma problemy z rozumieniem tego co się na lekcjach dzieje a nie chcę by mądremu dziecku złe oceny za to wlepiali....
Czy takie zachowanie lekarza psychiatry to norma??? czy tak te diagnozy wyglądają? ja mam wrażenie że pani dr musiałaby zobaczyć dziecko niemówiące i niereagujące w ogóle by stwierdziła że ma do czynienia z autystą...a przecież w ZA często dzieciaki tylko niektórymi zachowaniami odstają od reszty...z resztą jak można cokolwiek ocenić po 30 minutach z dzieckiem którego się nie zna? (a może tacy specjaliści to potrafią?)
Jak to widzicie? wasza opinia będzie o tyle dla mnie cenna ponieważ jak już wezwą mnie ponownie by mi przedstawić opinię chciałabym się jakoś do tego wszystkiego ustosunkować.