Całkowity brak współczucia.

15.01.15, 09:43
Miałam wczoraj nieprzyjemną sytuację. Będąc na spacerze z synkiem przecięłam sobie palec prawie do kości. Przechodząc nieopodal przychodni weszliśmy i dowiedziałam się, ze palec będzie raczej do szycia. Nie chciałam aby synek (prawie 6 letni, zdiagnozowany ZA) patrzył się jak obmywają rękę bo lało się ze mnie jak z przysłowiowej świni, ale on intensywnie się wpatrywał z uśmieszkiem. Okazało się, że rana nie jest głęboka i szycia nie będzie. Gdy już prawie wychodziliśmy synek postawił całą przychodnię na baczność bo uparł się, że chce zobaczyć jak mi szyją palec. Tłumaczyłam mu, ze to dobrze, że nie muszą szyć bo to bardzo boli, ze jeśli Ty miałbyś to też by bolało i.t.p., tłumaczyłam i tłumaczyłam a on dostał prawie spazmy, że on chce zobaczyć i koniec.
Czy przy ZA może występować całkowity brak współczucia? Przepłakałam całą noc i aż się musiałam na forum uzewnętrznić aby choć troszkę mi ulżyło...
    • agusia.24 Re: Całkowity brak współczucia. 15.01.15, 09:53
      A może to nie brak współczucia tylko zwykła ciekawość? oczywiście okazywana specyficznie jak to u naszych dzieci. Mój na przykład fascynuje się przypadkami medycznymi, chce obejrzeć każdą rankę, lubi przyklejać plasterki, jak ktoś się zrani to jest pierwsze pytanie nie czy boli, ale czy krewka leci, śmieje się z mężem, że albo będzie lekarzem albo drugim Dexterem.
      • columbian_a Re: Całkowity brak współczucia. 15.01.15, 10:07
        Owszem przyznaję rację, że na pewno kierowała nim ciekawość, ale on zna wszelkie zakamarki internetu gdzie co może znaleźć i w ten sposób zaspokoiłby na pewno głód ciekawości. Cały czas coś sprawdza zresztą. A z palcem spodziewałam się chociaż słów: mamo nie martw się, a nie w.w. sytuacji.
        • grzalka Re: Całkowity brak współczucia. 15.01.15, 10:28
          Niecałe 6 lat i zna wszystkie zakamarki internetu? Lekko przerażające.
          • columbian_a Re: Całkowity brak współczucia. 15.01.15, 10:53
            Przesadziłam. Jak na 6 lat dla mnie zna każdy zakamarek w sensie, że znajdzie coś w wyszukiwarce oraz na YT. Dlatego napisałam, że każdy bo jak na 6 latka dla mnie również jest to przerażające podkreślając fakt iż ma zamulonego tableta i korzysta z niego 3 minuty dziennie np. po 2 razy sprawdzając jakąś definicję (co to jest )bądź jak coś wygląda. Czasami gra w gry do max 20 min. dziennie. Aha- najpierw pyta mnie, ale potem i tak sprawdza.
            • tijgertje Re: Całkowity brak współczucia. 15.01.15, 11:30
              Moj syna autyzmem w podobnym wiekuasystowal lekarzowi, ktory wycinal i szyl czy wypalal mi pieprze. Nawet do glowy mi nie przyszlo, zeby mlodego z gabinetu wypraszac, bo sama w dziecinstwie bylam zafascynowana wszelkimi zabiegami medycznymi. Zobaczyc cos w filmie to nie to samo co na zywo. Syn jest tak samo ciekawy i nie ma to nic wspolnego ze wspolczuciem, bo tego mu akurat nie brakuje, jednak zaburzenia w rozwoju spolecznym sprawiaja, ze tego wspolczucia nie potrafi okazac lub nie wie, ze ktokolwiek w Dante momencie tego oczekuje. Mlody wyogladal wszystkie narzedzia, lekarz szczegolowo mu wyjasnil co i po co robi i nikt z tego wielkiego halo noe robil. Sama w nieco pozniejszym dziecinstwie mialam np nastawiane polamala place czy spytac stope, znajomy chirurg na poczatku byl niemaloburzony, ze MUSzE mu na rece patrzec, obawial sie, ze zemdleje itp, a ja po prostu musialamna zywo zobaczyc jak sie to wszystko robi. Wg mnie oceniasz syna wedle wlasnych mozliwosci, nie rozumiejac specifiki zaburzenia. Ciebie zabolal brak okazanego wspolczucia, a on urzadzil scene bo najprawdopodobniej czul sie odrzucony i w ogole nie rozumial dlaczego nie moze ci towarzyszyc. To, co tobie wydawalo sie strasznym widokiem, nieodpowiednim dla malego w koncu jeszcze dziecka dla niego bylo niczym innym, jak mozliwoscia porownaniu rzeczywistosci z tym, co byc moze znal z filmu. Czysta ciekawosc niepodszyta zadnymi dziwacznymi emocjami.
              • tijgertje Re: Całkowity brak współczucia. 15.01.15, 11:34
                to, ze dziecko uslyszalo o mozliwosci szycie palca, autysta uznania za pewnik. Chcial zobaczyc i koniec. Dla viebie dobrze, ze bez szycie sie obeszlo, dla niego taka zmienia planu to autentyczna tragedia.
                • ania-pat1 Re: Całkowity brak współczucia. 15.01.15, 12:37
                  columbian_a - tijgertje to świetnie wytłumaczyła, więc dodam jeszcze - piszesz,że "wpatrywał się z uśmieszkiem" - niemiło piszesz... patrzył się i miał minę, która pewnie nie oddawała jego emocji - z całą pewnością wiesz, że "dopasowanie" mimiki do sytuacji to wyższa szkoła jazdy - uśmiechał się i już - może do Ciebie, bo uznal, że taka mina będzie odpowiednia. To raz - dwa, czy TY płaczesz rzewnie, kiedy on ma np. pobieraną krew, czy starasz się go wesprzeć? co ma na celu tłumaczenie, że szycie boli? (nie boli, bo się znieczula) - możesz być pewna, że przypomni to sobie, kiedy (nie życzę) trzeba będzie zastosować taką procedurę u niego- i gwarantuję, że lekko nie będzie. Trzy może chciał, aby zszyto, bo uznał, że tak będzie bezpieczniej - nie chcial, abyś wracała z otwartym ciałem, chciał zobaczyć jak "Cię załatają".... Nie oceniaj dziecka po pozorach... Czas też wytłumaczyć, że w takich sytuacjach ludzie oczekują takich a takich zachowań, może historyjka społeczna. Choć, ja akurat nie jestem pewna, czy chciałabym, aby 6 latek zamartwiał się moim zdrowiem i współczuł mi...
              • columbian_a Re: Całkowity brak współczucia. 15.01.15, 12:29
                Ja tylko zaproponowałam aby nie patrzył. On uczestniczył w wydarzeniu od początku do końca.
                dziękuję za odpowiedzi. Troszkę zrozumiałam i już ochłonełam na dobre :)
          • ivaz grzalka 15.01.15, 12:36
            chciałabym się z tobą skontaktować na priv, mój adres ivaz@gazeta.pl
            • grzalka Re: grzalka 16.01.15, 09:46
              Napisalam
    • marika012 Re: Całkowity brak współczucia. 15.01.15, 14:14
      Ja znam skrajne przypadki.
      Mój syn 12 lat z ZA strasznie się przejmuje jak tylko ktoś powie, że się źle czuje albo zobaczy że ktoś jest smutny. Pyta "ale nie umrzesz?" "co ci jest?" "lepiej się już czujesz?"
      Moja uczennica kiedy miała 20 lat (chodziła do technikum) była całkowicie pozbawiona empatii. Koleżanka z klasy tej uczennicy była w ciąży i miała wyjść za mąż. Chłopak nagle zginął w tragicznym wypadku. Dziewczyna z ZA potrafiła tylko powiedzieć, że nie znała chłopaka widziała go tylko na studniówce. Zero współczucia, zainteresowania, przejęcia. Żadnych emocji!!!
      I druga sytuacja. Matka tej dziewczyny miała raka piersi. Nowotwór okazał się złośliwy. Matka słaba po chemii a córka jak zawsze z pretensjami, oczekiwaniami, zajęta wyłącznie własnymi sprawami. Znowu bez najmniejszych emocji mówiła o chorobie matki.
      • yadrall Re: Całkowity brak współczucia. 15.01.15, 14:32
        Moj mlody ma podobnie-dla niego tez brak kolejnego punktu programu pt. szycie matki byloby trudne do zrozumienia.
        Poza tym moje dziecko tez ma problem z emcocjami/empatia. On tego nie czuje,ale my tego uczymy-tlumaczymy,ze cos boli, ze mama/tata cierpi,ze trzeba pomoc,aczkolwiek w duzej mierze to wynika z jego zaburzen czucaia-dla niego bodziec musi byc naprawde mocny,zeby go bolalo,wiec on nie rozumie. Pamietam,ze jeden raz dalam mu klapsa-tyle,ze potem mnie reka bolala jak cholera,a on slabo co poczul :)

        Ps. ja jestem empatyczna,ale powiem szczerze,ze jako dziecko tez bym chetnie obejrzala jak kogos innego szyja-z ciekawosci :)
        • ameliawaw Re: Całkowity brak współczucia. 15.01.15, 19:08
          A mój bije innych i się cieszy. Tłumaczę i nic. Szykuje jakieś trucizny dla osób, które go kochają. Trochę mnie to załamuje. Ale ja chyba też nie jestem empatyczna Wpisz swoją odpowiedź
          • kuiad Re: Całkowity brak współczucia. 15.01.15, 20:25
            Nam zdechł pies którego mieliśmy 12 lat a syn teraz ma 8. Mlody nie zapytal ani razu gdzie jest pies. Kiedy ja plakalam on nawet nie zapytal dlaczego placze. Niestety dzieciaki mają problem z wyrazaniem czy odczytywaniem odczuc. Ja z moim nie dyskutuje ani nic nie tlumacze w miejscach publicznych. Bo to nie ma sensu a ludzie nie rozumieją.
    • rycerzowa Re: Całkowity brak współczucia. 15.01.15, 22:09
      Co do ZA, to się nie wypowiem, ale istnieje coś takiego, jak dziecięca logika.
      W naszej rodzinie zdarzyło się coś takiego:
      Chorował nasz tata, bardzo. Atmosfera w domu była ciężka, mówiło się, że "wiosny nie doczeka", "świąt nie doczeka", etc.
      Podczas którejś wigilii, mój braciszek, niespełna 6 -letni, całkowicie NT, kochany urwis, spytał przy stole głośno, dlaczego tata jeszcze żyje, skoro podczas ubiegłorocznej wigilii mówiło się, że to jego ostatnia. Wydawało się, że mały wręcz żąda, żeby tata od razu umarł.
      A był do taty przywiązany, jego ulubieniec, zawsze się rozumieli (tata dożył starości).
      Zawsze się tę historię opowiadało jako anegdotę, ale przypuszczam, że rodzicom wtedy nie było przyjemnie.
      Dzieci to dzieci, myślą po dziecinnemu - miał ktoś umrzeć, a nie umarł, miało być szycie, a nie ma. Co za porządki!
    • katja.asd Re: Całkowity brak współczucia. 16.01.15, 13:08
      Columbian, przesadzasz i to porządnie. Chłopak miał ryczeć/przeżywać/cokolwiek, bo skaleczyłaś się w palec? Przecież to nie jest stan zagrożenia życia. On też nieraz pewnie stłucze sobie kolano, przetnie nożem palec i uszkodzi w inny sposób. Normalka, każdemu się zdarza. Za to SZYCIE RANY - no, to już nie byle co. Super sprawa, niezła przygoda, którą można opowiedzieć kolegom.

      >intensywnie się wpatrywał z uśmieszkiem
      No, pewnie spisek knuł (sarkazm).

      >dostał prawie spazmy, że on chce zobaczyć i koniec.
      Taka wspaniała atrakcja mu uciekła. Miało być szycie rany jak na filmach, a tu zwykły plasterek. Też bym się rozczarowała.

      >Przepłakałam całą noc
      Przepłakałaś całą noc, bo syn nie przeżywał twojego skaleczenia w palec? Coś tu jest nie tak.

      Przypomina mi to trochę punkt 7 z mojej notki, konkretnie fragment o gripeksie: kociswiatasd.blox.pl/2014/12/OSIEM-GLUPICH-STEREOTYPOW-NA-TEMAT-AUTYZMU.html


      Dla urozmaicenia dodam historyjkę ze swojego życia. Moja mama miała kiedyś zabieg w szpitalu. Nic skomplikowanego, taki jednodniowy, ale pod narkozą. Nie miałam wtedy jeszcze auta, więc mama powiedziała, że wróci taksówką. Przejazd zajmuje maksymalnie 10 minut. Po zabiegu zadzwoniła do mnie, że już koniec i zaraz jedzie. No spoko, czekam.

      Potem były wielkie pretensje, że nie przyjechałam do szpitala. Ale po co, przecież to tylko marnowanie czasu, taksówka podwiezie ją pod same drzwi domu. Poza tym nic nie mówiła, że mam przyjechać. No ale niech będzie, że to jest jakoś uzasadnione, bo po narkozie może się niedobrze zrobić albo coś. Na szczęście matka nie każe mi przeżywać, kiedy zatnie się nożem w palec, a zdarza się to co jakiś czas.
      • katja.asd Re: Całkowity brak współczucia. 16.01.15, 13:51
        A, jeśli tak bardzo chcesz, żeby przeżywał, to mu o tym powiedz. Chłopak nie czyta w myślach.
    • nerdka1 Re: Całkowity brak współczucia. 16.01.15, 23:50
      Hahahahahahahaha... Przepraszam, to może najlepszy dowód, że mam ZA, bo uśmiałam się z tego listu. Dorosła osoba przepłakuje całą noc, bo 6-letni synek wykazał się naukową ciekawością zamiast współczuciem! :)))
      • blueluna Re: Całkowity brak współczucia. 20.01.15, 07:40
        nerdka1 napisał(a):

        > Hahahahahahahaha... Przepraszam, to może najlepszy dowód, że mam ZA, bo uśmiała
        > m się z tego listu. Dorosła osoba przepłakuje całą noc, bo 6-letni synek wykaza
        > ł się naukową ciekawością zamiast współczuciem! :)))

        A ja myślę że niekoniecznie jest to powód do śmiechu.
        Jakoś tak mi się wydaje że ta sytuacja - dodatkowo związana z dużymi emocjami dla matki (bo jednak rozcięcie ręki, lejąca się krew, szukanie pomocy medycznej, wizja szycia - to emocje) była czymś w rodzaju kropli przelewającej czarę.
        Czarę pełną strachu o dziecko, obaw o jego przyszłość, zauważania jego odmienności i zastanawiania się jak to wpłynie na jego przyszłość. Pełną zmęczenia fizycznego i psychicznego.
        I popłynęły łzy.
        I dobrze. Czasem muszą.
        • tijgertje Re: Całkowity brak współczucia. 20.01.15, 15:47
          ale cala noc???

          Ja mam tylko nadzieje, ze to nie byly lzy typu :"Bo jak on mi mogl cos takiego zrobic???"
          Niestety dosc czesto ma to miejsce w odniesieniu do dzieci z zaburzeniami ze spektrum, choc one same w ogole nie zdaja sobie sprawy z tego, ze zrobily cos "zle", a i tak trafiana na wyrzuty osob, ktore twierdza, ze kochaja, jednak o zaburzeniu niewiele wiedza (a czasem wiedziec wrecz nie chca).
          • blueluna Re: Całkowity brak współczucia. 20.01.15, 17:31

            > ale cala noc???

            A dlaczego nie?
            Jak się człowiekowi żalu uzbiera i w końcu uleje to czasem trudno płacz powstrzymać, szczególnie gdy człowieka dopadnie w nocy, gdy jest cisza, czasu na myślenie aż nadto a wszystkie lęki wypełzają z wszelkich kątów duszy. I w dodatku nie trzeba grać tej twardej, ogarniętej, opanowanej, pogodzonej dojrzale z wszelkimi trudnościami związanymi z problemami dziecka.

            To że się wie z czym wiąże się choroba, dysfunkcja czy inne problemy dziecka nie znaczy z automatu że się nie cierpi z tego powodu i w pełni wszystko akceptuje.
            To co czuła tej nocy autorka wątku - tylko ona wie. Albo nawet i ona nie bo czasami uczucia się kotłują i w sumie nawet człowiek nie wie co czuje. A bywa jeszcze gorzej - czuje coś czego się strasznie wstydzi i czuć nie chce.

            Czasem dobrze się wypłakać, potem pogadać o tym co przerosło, co zabolało bardziej niż zazwyczaj. Nagle może się okazać że problem wcale nie jest taki straszny albo wręcz wcale go nie ma.
        • nerdka1 Re: Całkowity brak współczucia. 07.02.15, 12:42
          Dzięki za przypomnienie mi tego zabawnego wątku.
          Soraski, ale dorosła osoba musi umieć oddzielać niewinne zachowania dziecka od własnych emocji z powodu obaw o przyszłość dziecka. Ta matka obciążyła dziecko odpowiedzialnością za własne emocje daleko wykraczające poza to, co się naprawdę stało. Jeśli to ma być normalne zachowanie ludzi neurotypowych, to ja dziękuję Bogu, że nie jestem neurotypowa.
    • blueluna Re: Całkowity brak współczucia. 20.01.15, 17:35
      >Tłumaczyłam mu, ze to dobrze, że nie muszą szyć bo to bardzo bo
      > li, ze jeśli Ty miałbyś to też by bolało i.t.p.,

      To trochę ryzykowne tłumaczenie - na wypadek gdyby kiedyś u dziecka zdarzyła się potrzeba jakiegoś zabiegu chirurgicznego.
      Teraz mógł na to nie zwracać uwagi - ale na przyszłość może sobie zakodować.

      Wystarczyłoby wytłumaczenie że lekarz ocenił że ranka zrośnie się sama, dał magiczny plasterek który to umożliwi.
    • jan.kran Re: Całkowity brak współczucia. 20.01.15, 20:35
      Columbian ja Cie bardzo dobrze rozumiem, nie wiem jak dlugo macie diagnoze ale ja potrzebowalam pare lat po diagnozie zeby zrozumiec mojego syna i nie miec do niego zalu czy zlosci za niektore zachowania.
      Ja i corka , obie NT , mamy zdecydowanie autyzm nabyty:) bo patrzymy czeso na swiat ocami Obcego ale to wymagalo czasu.
      Pierwsza konfrontacja z jego swiatem nastapila kiedy rok po diagnozie zachorowal na trombocytopenie. Mial 3000 trombocytow kiedy pojechalismy do kliniki hematologicznej , zagrozenie zycia to 10 000 a norma 60 000 do 100 000.
      Ja bylam kompletnie nieprzytomna bo choroba spadla nan nas jak grom z jasnego nieba ale syn byl bardzo zainteresowany tym co sie wokol niego dzieje. Mial miec pobierany szpik kostny z obojczyka , podobno bolesne badanei. Lekarz po zabiegu wyszedl z oczami na szypulkach bo takiego czegos nie widzial , Aspie sobie zazyczyl dokladnych informacji co i jak mu robia i asystowal niemalze czynnie przy zabiegu...
      Pol roku trwalo leczenie , kilka razy wtygodniu kroplowki , w koncu wyzdrowial. Mialam wrazenie ze nie zdawal sobie do konca sprawy z sytuacji , ze nei wykazuje empatii w stosunku do mnie.
      Po kilku latach doszlo do rozmowy na temat jego choroby , mial okolo 20 lat wtedy i byl calkowicie zdrowy.
      Powiedzial ze caly czas zdawal sobie sprawe co sie dzieje , ze moze umrzec albo zostac kaleka ale nie chcial mnei obarczac bo widzial jak to przezywam i staral sie nei pokazywac swoich uczuc.
      Bardzo mnei tym wyznaniem poruszyl i teraz jestem ostrozna kiedy czasem wydaje m sie ze nie przezywa swiata tak jak my ...
      • nerdka1 Re: Całkowity brak współczucia. 07.02.15, 12:46
        > Pol roku trwalo leczenie , kilka razy wtygodniu kroplowki , w koncu wyzdrowial.
        > Mialam wrazenie ze nie zdawal sobie do konca sprawy z sytuacji , ze nei wyka
        > zuje empatii w stosunku do mnie.
        > Po kilku latach doszlo do rozmowy na temat jego choroby , mial okolo 20 lat wt
        > edy i byl calkowicie zdrowy.
        > Powiedzial ze caly czas zdawal sobie sprawe co sie dzieje , ze moze umrzec alb
        > o zostac kaleka ale nie chcial mnei obarczac bo widzial jak to przezywam i sta
        > ral sie nei pokazywac swoich uczuc.
        > Bardzo mnei tym wyznaniem poruszyl i teraz jestem ostrozna kiedy czasem wydaje
        > m sie ze nie przezywa swiata tak jak my ...

        Oto myślenie typowych NTeków. Dziecko zagrożone śmiercią, a matka ma pretensje do NIEGO, że ono JEJ nie współczuje. Dla mnie nie do pojęcia.

        Cieszę się, że zrozumiałaś o co chodziło i zaczęłaś patrzeć jego oczami.
        • jan.kran Re: Całkowity brak współczucia. 07.02.15, 20:17
          Nerdka chyba nie umiesz czytac ze zrozumieniem ..
          • nerdka1 Re: Całkowity brak współczucia. 08.02.15, 00:01
            > Nerdka chyba nie umiesz czytac ze zrozumieniem ..

            Bo?

            Napisałaś:
            > Mial 3000 trombocytow kiedy pojechalismy do kliniki hematologicznej , zagrozenie zycia to 10000 (...)
            > Mialam wrazenie ze nie zdawal sobie do konca sprawy z sytuacji , ze nei wyka
            > zuje empatii w stosunku do mnie.

            Ja opisałam własnymi słowami to, co napisałaś:

            > Dziecko zagrożone śmiercią, a matka ma pretensje do NIEGO, że ono JEJ nie współczuje.

            Co się nie zgadza?
        • jan.kran Re: Całkowity brak współczucia. 07.02.15, 20:18
          Nerdka ja sie zastanawiam skad wTobie tyle agresji ? I dziekuje ze moj Aspie nie ma takich jazd.
          • nerdka1 Re: Całkowity brak współczucia. 08.02.15, 00:09
            Ty nazywasz to agresją. Ja nazywam to zasłużonymi wyrazami dezaprobaty wobec niemądrego podejścia do Bogu ducha winnego dziecka.
            Dla mnie to nie do pojęcia, że od dziecka chorego na chorobę zagrażającą życiu matka oczekuje empatii dla samej siebie. Kto komu powinien tu okazywać empatię, halo?
            • jan.kran Re: Całkowity brak współczucia. 10.02.15, 12:57
              Ja nie oczekiwalam empatii , bylam calkowicie skupiona na Nim. Jezeli nei czujesz tego o czym pisze to sobie podaruj prosze komentarze.
    • magdad5 Re: Całkowity brak współczucia. 07.02.15, 11:04
      A moze naprawde byl ciekawy...moje dzieci (jedno z ZA i dwoje nie ) z upodobaniem ogladaja programy medyczne gdzie kroja i szyja ludzi. Czesto bawia sie w lekarza, ogladaja ksiazki medyczne. Oni maja takue podejscie, że to nie boli bo jest w znieczuleniu a robi sie to po to zeby ktos wyzdrowial i lepiej sie poczul. Ja tez patrze jak pobieraja mi krew albo np. Wycinaja wlokniaki. Nie mam ZA, kieruje mna ciekawosc.....wiec moze jednak nie ma sie co martwic..... Przeciez Twoj synek wiedzial ze od przecietego palca sie nie umiera wiec raczej tragedii z tego nie bedzie...
    • gepardzica_z_mlodymi Re: Całkowity brak współczucia. 08.02.15, 17:52
      Mój syn, gdy widzi czyjąś ranę twierdzi po prostu, że to nie może boleć, bo on tego nie czuje. Empatii mu brakuje z pewnością. Natomiast niepokój wywołuje każda zmiana planu. Był czas, że pragnął zgładzić prawie całą ludzkość ale było to wyrazem bezradności i buntu przeciwko wymaganiom stawianym w przedszkolu/szkole, na terapiach. Gdy czuje się w tych miejscach bezpiecznie i jest doceniany, lepiej zauważa potrzeby innych i je rozumie. Taki rodzaj rozumowej empatii:) Ma prawie 10 lat.
    • strasznabardzo Re: Całkowity brak współczucia. 12.02.15, 12:26
      Wklejam fragment mojej książki. " Syndrom czerwonej hulajnogi"
      Mówi o tym właśnie.

      " Mam kamicę żółciową; to jakaś rodzinna skłonność, bo i moja babka ją miała, moja mama i moja siostra też. One są dawno po laparoskopii, ja nie. Nigdy nie miałam na to czasu. A to zmieniałam mężów, a to byłam zakochana, a to w ciąży. Na jedzenie muszę uważać, bo mój woreczek żółciowy ma zupełnie inny gust kulinarny niż ja. Nie lubi goloneczki w piwie ani samego piwa, ani żeberek pieczonych, ani bigosu.
      Dopóki respektuję jego gusta kulinarne, on respektuje moje prawo do życia bez bólu. Kiedy ja się buntuję, buntuje się i on.
      Tego dnia odezwał się już w nocy, ale jakoś dałam radę do rana. Rano było już jednak nie do wytrzymania. W oczekiwaniu na pogotowie siedzę przy stole i płaczę z bólu. Michał wbiega do pokoju i widząc mnie zapłakaną, wybucha śmiechem. Podbiega i z wielkim zainteresowaniem zaczyna wycierać łzy z moich policzków, oglądając zafascynowany i zdumiony swoje wilgotne dłonie.
      ? Co ty robisz ? pyta? Czemu tak dziwnie wyglądasz? Masz jakąś inną minę !
      Boże! Nawet nie przychodzi mu do głowy, żeby mi współczuć!
      Wtedy dociera do mnie, że on nie czyta, a więc i nie rozumie, emocji malujących się jak byk na mojej buzi! Moja twarz pełna bólu i moje łzy nic mu nie mówią! Widzi jakąś zmianę, ale myśli, że to zabawa jakaś jest! Nie przyporządkowuje uczucia bólu takiemu właśnie grymasowi i łzom! Nie mając pojęcia, o czym takie odkrycie może świadczyć, choć domyślam się już, że o niczym dobrym, postanawiam przyjrzeć mu się bliżej. Wyszukuję obrazki w czasopismach. Na jednym jest roześmiana dziewczyna, na drugim bardzo smutny pan, a na trzecim chłopczyk płaczący rzewnymi łzami.
      Wołam Michała.
      ? Pokaż mi, Misiu, na obrazku osobę, która jest bardzo wesoła, bardzo się z czegoś cieszy ? mówię.
      Przygląda się obrazkom i widzę, że nie wie.
      ? A pokaż mi osobę, która jest smutna i się martwi.
      Znów nic z tego. Nie wiem, czy zrozumiał pytanie. Czy rozumie je, ale nie rozpoznaje emocji? Wszystko jedno, tak czy siak, nie jest dobrze!
      ? Czego ty chcesz od dziecka? ? słyszę głosy z zewnątrz. ? Patrz, taki mały, a już czyta, mówi pięknie, liczy, pamięć ma świetną?
      Olewając uspokajające głosy otoczenia, postanawiam wkroczyć z interwencją. Opracowuję system zabaw przed dużym lustrem. Stajemy on i ja.
      ? Teraz ci pokażę, jak wyglądam, kiedy bardzo się cieszę.
      Zaczynam podskakiwać, machać rekami, śmiać się w głos . Michał patrzy z wielkim zainteresowaniem.
      ? A teraz ci pokażę, jak wyglądam, kiedy jestem smutna.
      Przykucam, spuszczam głowę, robię smutną minę.
      ? A teraz pokażę ci, jak wyglądam, kiedy coś bardzo mnie boli.
      Symuluję płacz, zraszam twarz wodą udającą łzy.
      ? A teraz ty mi pokaż, jak wyglądasz, kiedy bardzo się cieszysz!
      Michał myśli chwilę, po czym zaczyna się śmiać, podskakiwać i wymachiwać radośnie rączkami.
      Po jakimś czasie takich zajęć, w różnych, coraz bardziej skomplikowanych wariantach, z włączeniem w nie Taty Michała i jego starszych braci oraz przedstawianiem coraz bardziej skomplikowanych uczuć, takich jak zaduma, poirytowanie, zniechęcenie, wyciągam obrazki.
      ? Która osoba na tych zdjęciach jest smutna? ? pytam.
      Bez wahania wskazuje na smutnego pana.
      ? A kto płacze, bo go boli?
      Pokazuje chłopczyka.
      Już wiem, że muszę nauczyć mojego syna rzeczy, które inne dzieci mają wdrukowane. Poznają je pozawerbalnie, wyczuwają intuicyjnie. Michał niczego nie wyczuwa intuicyjnie. Nie posiada czegoś takiego jak intuicja. Nie rozumie mowy ciała. Nie rozumie więc i przeróżnych zawiłości społecznych, które na mowie ciała i kanale pozawerbalnym właśnie w znacznej mierze się opierają. Martwię się, że to nie wróży dobrze.
      Już wiem, że czeka mnie bardzo dużo pracy. Z przerażającą jasnością uświadamiam sobie inne jego deficyty z tej półki i próbuję ułożyć jakiś plan naprawczy.
Pełna wersja