nie-matka
12.02.15, 10:03
Jesteśmy jeszcze przed diagnozą u naszego dwulatka (ta rozpocznie się dopiero za 1,5 mies), ale mąż kompletnie się załamał. Widzi wszystko w czarnych barwach, boi się o przyszłość tę za 10-15 lat, że syn będzie niesamodzielny, że sobie nie poradzi w życiu, że zaburzenie się będzie pogłębiało. Padają słowa upośledzenie umysłowe, choroba psychiczna. Mam wrażenie, że wpadł w jakąś czarną spiralę i sam siebie nakręca. Ja mam kompletnie inne podejście, uważam, że to wciąż to samo, kochane, cudowne, idealne dziecko, a to że ktoś nam otworzył oczy i pokazał kilka nieprawidłowości to dobrze, bo teraz mamy najlepszy czas do działania, pomożemy dziecku i sobie, ważne, że nie czekamy i nie jest za późno. Pomijając już fakt, że i tak jeszcze nie mamy żadnej diagnozy, więc nawet nie wiemy z czym mamy problem i czy go mamy. Największy problem u nas z mową, brak rozumienia, ze zdań wyłapuje pojedyncze słowa i resztę próbuje wymyślić z kontekstu i sytuacji, ale jest ogromna intencja komunikacji, dziecko zaczyna tworzyć własny słownik, żeby się z nami porozumieć. Poza tym zaczynają się pojawiać zabawy bezsensowne jak fascynacja otwieraniem/zamykaniem drzwi przez kilkanaście minut, fascynacja zamkami, kluczami. Ale poza tym na chwilę obecną odnajduję się w grupie rówieśniczej, nie odstaje od niej, ma bardzo rozwinięte naśladownictwo, chętnie się przytula, całuje, sam dąży do kontaktu fizycznego, pokazuje palcem, nie unika kontaktu wzrokowego, nie ma wybiórczości jedzenia. Owszem zaczynają się pojawiać spięcia, kiedy napina się cały i zaciska rączki na nas z całych sił, ale trwa to chwilkę moment. Owszem są frustracje, manipulacje, ale dużo można jeszcze przetłumaczyć, odwrócić uwagę. Uważam, że naprawdę nie ma tragedii, że jest problem ale jest również ogromna baza do pracy. Że intelektualnie nie jest ok. Oczywiście to wszystko może jeszcze zweryfikować diagnoza, ale uważam, że będzie dobrze. W jaki sposób więc pomóc mężowi, wybić go z tego czarnowidztwa?