zniemczyk
10.04.15, 10:48
Tak, lekarze potwierdzają - Dawid ma zespół Aspergera. Powoli zaczynam się w tym znajdować, układać sobie życie na nowo. Ale...
Czym bardziej czytam artykuły i materiały, to wydaje mi się, że ja też mam zespół Aspergera...
Od 17 r. ż. leczę się u psychologów i psychiatrów... Na początku stwierdzono, że mam schizofrenię... Diagnozę kilka lat temu wyśmiano twierdząc, że za głęboko czuję...
Dziś leczę się na depresję. Sama u siebie zauważyłam 2 lata temu i lekarze potwierdzili.
Objawy, które mnie przekonują, że ja też mogę mieć zespół Aspergera (postaram się chronologicznie):
- urodziłam się owłosiona (tak jak Dawid), ale ja miałam okropne kolki (Dawid był zbyt spokojny)
- zarówno ja i Dawid zamykamy się w swoim świecie - potrafimy np. układać tory w nieskończoność, a właściwie to dopóki nie ułożymy tego, do czego dążymy, nie zwracając uwagi na płynący czas (przyznaję, potrafię opóźnić obiad nawet o 3-4 godziny, dążąc do zakończenia budowy torów, poszukiwania mieszkania na necie itp....)
- nigdy nie przywiązywałam uwagi do wyglądu - jako nastolatka potrafiłam chodzić w dziurawych sztruksach i zauważyłam to dopiero, gdy moja matka zwróciła mi na to uwagę wyśmiewając się ze mnie (tak, moja matka to porażka... z czasem przyznała się że próbowała mnie zabić i że następnym razem postara się lepiej, w końcu wyrzuciła mnie z domu przed ukończeniem 20 r. ż.). To doprowadziło mnie do pogłębienia depresji, w której trwałam od bardzo wczesnego dzieciństwa...
Nie lubię się malować... Czasem staram się pomalować "dla niego", ale źle się z tym czuję...
- odkąd pamiętam miałam nieświeży oddech... 2 lata temu lekarze stwierdzili u mnie refluks przełykowo-żołądkowy (to samo jest u Dawida)
- zawsze marzyłam o bliskiej koleżance, ale stroniłam od towarzystwa otoczenia - hałas źle na mnie działa, w towarzystwie, gdy mówi zbyt duża ilość osób - wymiękam - popadam w coś w rodzaju wewnętrznego szału... Mam ochotę wyjść, nie rozumiem co mówią...
W szkole nie byłam lubiana, byłam pośmiewiskiem... Uspokajały mnie informacje czytane na ścianach, odrabianie zadań domowych do przodu, i... świat liczb... coś wspaniałego ;-)
W ósmej klasie podstawówki zdobyłam pierwsze miejsce w szkole w olimpiadzie matematycznej KANGUR :-) a w olimpiadzie fizycznej zajęłam bodajże czwarte miejsce na ponad 30, chociaż wiele miesięcy siedziałam w szpitalu... Kolega pamiętam miał 34-te miejsce uczestnicząc we wszystkich fakultatywnych zajęciach... W matematycznej zabrakło mi czasu - muszę najpierw mieć wszystko poukładane i przez to nie wyrobiłam się w czasie...
W szkole średniej byłam wyśmiewana znowu przez część klasy i szkoły, a przez resztę byłam po prostu akceptowana, w piątej klasie udało mi się zdobyć przyjaciółkę (do dziś ;-) ). Przez 3 lata byłam przewodniczącą klasy i potrafiłam wiele załatwić - wiedziałam gdzie o której godzinie można spotkać którego nauczyciela.
Pomimo wyrzucenia z domu, maturę zdałam ze średnią 4,5...
- zawsze byłam bardzo dokładna, wszystko musiałam mieć poukładane. Świetnie znajdowałam się jako sprzątaczka i księgowa. Tylko jedna sprawa zawsze była dla mnie kluczowa - unikać kontaktów z ludźmi, chyba że krótkie... Impreza integracyjna nie jest dla mnie... Szef mnie zmuszał, a ja znajdowałam wymówki...
- nie cierpię, jak ktoś mi każe przerwać coś, co robię - wychodzę z rytmu i dostaję znowu wewnętrznego szału, nie potrafię się uspokoić, skupić na następnej sprawie...
- gdy nikt mnie nie widzi, często kiwam się przód tył, często gestykuluję, jestem niezdarna, na przystankach chodzę, nie potrafię stać w miejscu, chyba że mam mega doła.... Ciągle ściskam palce, jakby pstrykam (nie wiem jak to opisać...) - to silniejsze ode mnie...
- często śmieję się, gdy powinnam płakać... Nie potrafię dostosować swoich uczuć do sytuacji...
- jestem zbyt szczera, nawet przed szefem nie potrafiłam się powstrzymać... Ludzie uważają mnie za ekscentryczkę... Mówię szczerze i bezpośrednio o sobie, czyta się mnie jak książkę...
- zamykam się w domu przed ludźmi i stronie od nich, chociaż z drugiej strony chciałabym być przez nich rozumiana, szanowana, akceptowana itp.
- nie rozpoznaję osób, których widzę raz, albo rzadko... Najgorzej, jak rezerwuję kolejkę... wszyscy siedzą, ja siadam wiedząc, że pani z czerwonym szalikiem jest przede mną... Za chwilę patrzę, a żadna nie ma czerwonego szalika. Pytam, kto teraz ostatni, bo ta pani wyszła, a ta pani zdjęła szalik i siedzi koło mnie :-(
Sprzątaczka do firmy, w której kiedyś pracowałam 3 m-ce przychodziła dwa razy w tygodniu. Za każdym razem, aż do końca nie wiedziałam kto to...
- Bardzo szybko się uczę... Ale na studiach nie radziłam sobie - nie nadążałam... Nie nadążałam pisać, a nie uzupełnione zeszyty nie pozwalały mi nauczyć się czegokolwiek... Musiałam najpierw je uzupełnić, żeby móc się z nich uczyć, a tego już nie dawałam rady przy dzieciach i mężu agresorze...
- często powtarzam słowo "generalnie"
- trudno było mi zrozumieć idiomy, wszelkie określenia, np. "nudzić się jak mops"... Do dzisiaj nie rozumiem...
- zasady - prawo upadłościowe, księgowe, pracy - potrafiłam się w tym znaleźć... to był mój świat...
- intonacja - nad tym zawsze kazano mi się zastanawiać, ćwiczyć... Nie wiem jak, nie rozumiem... Uczyłam się deklamować wiersze, ale prawdopodobnie źle intonuję na co dzień...
Chyba wszystko opisałam...
Przeczytałam ten artykuł:
mamdziecko.interia.pl/raport-autyzm-bliski-daleki-swiat/autyzm-bliski-daleki-swiat/news-nie-boj-sie-mam-aspergera-nie-gryze,nId,1706766#pst87931077
i poczułam, że jestem jak ta kobieta... Mamy wiele wspólnego...
W takim razie, jeśli to prawda, to Dawid odziedziczył zespół Aspergera po mnie...
Czy w ogóle to teraz ma jakieś znaczenie? Może gdyby to była prawda, to ja byłabym lepiej siebie zaakceptowała taką, jaką jestem?
A może powinnam zrobić coś? Na pewno porozmawiam o tym z psycholog, ale nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie...
Do tej pory byłam przekonana, że to wszystko jest spowodowane trudnym dzieciństwem... Tylko pewne sprawy były dla mnie zagadką... Możliwe, że właśnie się wyjaśniają...