O związkach i uczuciach

18.05.15, 00:37
Do przeczytania.
Często przewijającą się tutaj troską rodziców jest życie uczuciowe naszych dzieci.
Czy nie będą samotne, czy ktos ich pokocha, czy będą umiały stworzyć związek. Czy będą miały dzieci, a tym samym czy my będziemy mieć wnuki?
Przeczytałam tekst napisany przez dwie osoby z ZA, chłopaka i dziewczynę.
Wiecie, to jest naprawdę odmienny swiat uczuciowy.
I faktycznie bez sensu jest przykładać do niego nasze miary.
Napiszcie proszę, co o tym myślicie.

666rem.wordpress.com/2015/05/16/zycie-uczuciowe-dzikich/
    • katriel Re: O związkach i uczuciach 18.05.15, 04:33
      Przeczytałam, nie bardzo dokładnie.
      Totalnie nie mam poczucia, że patrzę na opis życia uczuciowego typowych aspergeryków, które jest jakoś jakościowo odmienne od życia neurotypowych.
      Tzn. Wanderratte jest, oczywiście, dziwaczny. Ale Wanderratte jest dziwaczny nie dlatego, że ma ZA (a przynajmniej nie głównie dlatego), tylko dlatego, że ma popapraną tożsamość płciową. A poza tym jest egocentryczny do bólu, co mu skutecznie uniemożliwia wejście w uczciwy, monogamiczny związek, w którym druga strona nie jest rekwizytem, tylko równoprawną osobą, i nad którym się pracuje.
      Aveline robi wrażenie normalniejszej, choć cokolwiek naiwnej. Brzmi jak egzaltowana nastolatka w ostrej fazie "a bo starzy nie rozumieją życia / nie wiedzą co to jest miłość", tylko zamiast starszego pokolenia podstawiamy neurotypowych. Nawet teoretycznie typowo aspergeryczna wiwisekcja metaforycznego języka wpisuje się w tę konwencję, bo robi wrażenie nieautentycznej. Bez przesady, sama pisze o sraniu tęczą, a czepia się motyli w brzuchu? Ewidentnie się zgrywa.
      Zdanie, w którym pisze, że zamiast "pokrewieństwa dusz" szuka "akceptacji, możliwości wymiany poglądów, szacunku, szczerości, spędzania miło razem czasu i umiejętności dzielenia się szarą rzeczywistością" śmieszy mnie niemożebnie - jeśli to nie jest pokrewieństwo dusz, to co nim jest?
      Oboje skarżą się na hipokryzję i manipulanctwo byłych partnerów. Ale tu problemem jest hipokryzja i manipulanctwo, a nie neurotypowość; to nie jest tak (nawet jeśli A. i W. mają ochotę tak pisać), że w związkach między neurotypowymi hipokryzja i manipulanctwo są pożądaną normą. Oni mają za sobą związki po prostu nieudane. Przy czym ZA pewnie posrednio przyczynił się do tego, że były nieudane, ale właśnie pośrednio. Tzn. problemem jest nie tyle ZA jako taki, tylko po pierwsze specyfika internetowych znajomości, a po drugie niedostatek pokory i samokrytycyzmu. Poszłoby im znacznie lepiej, gdyby zamiast śnić o jakimś specjalnym, wyjątkowym związku, na który "normalnych" nie stać, wzorowali się po prostu (na ile potrafią) na uczciwych, solidnych małżeństwach, których - na miły Bóg - każdy chyba kilka w życiu widział.
      • roza_am Re: O związkach i uczuciach 18.05.15, 14:10
        Świetnie to zanalizowałaś. Też zwróciłam szczególną uwagę na ten tekst o bratnich duszach. Oraz na totalnie skupienie na sobie. A przecież nieudany związek jest nieudany dla obu stron. Problemy komunikacyjne są problemami obu stron, niezaspokojone potrzeby takoż. Ci źli neurotypowi ciągle chcą, żeby im czytać w myślach, ale my-aspi też im nie powiemy czego potrzebujemy, bo... No właśnie. Autorzy ciągle piszą o braku symetrii na linii osoby z ASD - osoby NT, a ja tej symetrii widzę całe mnóstwo.
      • hankam Re: O związkach i uczuciach 19.05.15, 15:24
        Myślę, że to o popranej tożsamości to już gruba przesada.
        I chamstwo, nie przymierzając.
        Dlaczego wszyscy mają mieć w tym zakresie identyczną konstrukcję?j
        Bardziej kłopotliwe niż niejednoznaczne określanie się Wanderratte wydają mi się deklarowane w notce poliamoria i promiskuityzm. W tym sensie, że wszystko jest OK, o ile nie krzywdzi drugiej strony..

        BTW - wiesz, że doczekałaś się odpowiedzi?

        Kiedy mam dużo energii, to piekę ciasteczka i wtedy moja energia przechodzi w te ciasteczka. Kiedy mam mało energii, to jem te ciasteczka i wtedy znów mam dużo energii!!!
    • katja.asd Re: O związkach i uczuciach 18.05.15, 11:49

      Osobie z ZA jest trudniej znaleźć sobie kogoś, ale nie jest to niemożliwe. NT zaczynają umawiać się z kimś na etapie podstawówki lub gimnazjum. Dla mnie wtedy była to totalna abstrakcja. Po co mi chłopak w wieku 13 lat? Przecież to za wcześnie na stosunki seksualne a innego zastosowania chłopaka nie widziałam. Miłość? Po co mi miłość i to tymczasowa?

      Ludzie z ASD mają problem, żeby mieć z kimkolwiek porozmawiać. Ludzie nas unikają albo wyśmiewają, znajomych brak i niby skąd wytrzasnąć chłopaka? NT spotykają się, chodzą na imprezy, rozmawiają, natomiast aspiki siedzą w domach i czytają. Moje nastoletnie życie polegało na czytaniu Bravo i wyobrażaniu sobie, że to prawdziwe życie. W rzeczywistości byłam pośmiewiskiem, a tekst "a jemu się Kasia podoba" był obelgą.

      Ratunkiem jest internet i umawianie się na pierwsze randki w wieku 20+. O ile komuś się jeszcze chce.
      • tijgertje Re: O związkach i uczuciach 18.05.15, 14:01
        katja.asd napisała:
        Po co mi chłopak w wieku 13 lat? Przecież to za wcześnie na stosunki seksualne a innego zastosowania chłopaka nie widziałam.

        :D Dokladnie!
        Ja mialam nieco lepiej, bo ciagnelo mnie do ludzi i jak bylam posmiewiskiem, to dowiadywalam sie o tym zazwyczaj z duzym poslizgiem. Chlopakami zaczelam sie interesowac znacznie pozniej niz kolezanki i w zasadzie nie pojmowalam, o co chodzi z tym "maniem chlopaka". Ja zawsze mialam sporo kumpli i kolegow, niektorych uwazalam nawet za przyjaciol i jakos nie potrafilam dostrzec roznicy miedzy moimi relacjami z nimi, a zwiazkami kolezanek z "chlopakami", poza tym, ze "chlopaka" mialo sie na wylacznosc. Podchodzilam do tego dosc przedmiotowo i smieszyla mnie nieraz zazdrosc co niektorych "panienek", z ostrzezeniami, ze mi krzywde zrobia wlacznie, jak sie od "ich" chlopakow nie odczepie, choc dla mnie to byli dokladnie tacy sami kumple jak cala reszta :D Pare razy sie "podkochiwalam", choc pozniej zdalam sobie sprawe, ze bylo to raczej uwielbienie dla wyidealizowanego obrazu nawet nie tyle calosci co pewnych cech czy umiejetnosci. No bo inni sie zakochiwali, to mi tez pasowalo, nie? ;) Z tym, ze jak juz faktycznie zaczelam sie w cokolwiek angazowac, to na 100%, przed mezem mialam w sumie 2 chlopakow, "zakochiwania sie" w muzykach czy aktorach do tej pory nie pojmuje i nadal mnie to smieszy. Dopiero po slubie zostalam uswiadomiona, ze chetnych bylo calkiem sporo, chlopakom na studiach sie ponoc nawet podobalam, ale najwyrazniej nie potrafilam rozpoznac wysylanych przez nich sygnalow, a nikt mi wprost nie powiedzial, ze oczekuje czegos wiecej niz pogaduch, wypadu do kina czy na kawe :P ednemu wykladowcy nieswiadomie ponoc nawet serce zlamalam. Tja, ludzie wygadani, a jak co do czego przyjdzie to nawijaja o wszystkim, byle nie na temat :D Jeden taki brzydal lazil za mna 8 lat, jeszcze od podstawowki, w koncu wyznal mi milosc i chec poslubienia, na co ryknelam gromkim smiechem z pytaniem, skad mu to w ogole przyszlo do glowy, bo akurat tego chlopaka nawet nie lubilam, co najwyzej tolerowalam jego obecnosc, jak przepuszczal kilka autobusow, zeby wsiasc do tego samego co ja :P Obrazil sie straszliwie, a ja odetchnelam z ulga, ze zniknal z horyzontu. Innym razem jakis facet prawie w wieku mojej mamy odwiedzil mnie w domu z pytaniem, czy dam mu szanse. Goscia na oczy nie widzialam, ale okazalo sie, ze po prostu nie zwracalam na niego uwagi, bo on doskonale wiedzial kiedy co robie, jakimi pociagami jezdze itd. Troche mnie wtedy przestraszyl i jakis czas czujniej sie za siebie ogladalam , a we wsi mieli radoche, bo moja wscibska siostra oczywiscie wykorzystala okazje, zeby miec o czym z paroma plotkarami pogadac. Facet do tej pory sie nie ozenil (dobija 60-tki). W zasadzie dwukrotnie angazowalam sie w bardziej romantyczne zwiazki na bazie przyjazni. Tylko moj pierwszy chlopak spadl na mnie jak przyslowiowy grom z jasnego nieba, bo mial taaaaakiii glooooos... :D Ale tez dobre pol roku trwalo, zeby cokolwiek zaczelo sie wykluwac.
        Internet dla ludzi ze spektrum ma swoje plusy i minusy :
        + : pozwala na kontakt z innymi bez wychodzenia z domu i unikania calego chaosu z tym zwiazanego (oraz halasu i smrodu)
        - : wzmacnia pewne problemy, bo my bierzemy wszystko takim, jakim jest i bez bezposredniego kontaktu nie mamy nawet szans na ocene prawdziwych intencji rozmowcy. Ciesze sie, ze doroslam przed era internetu, bo majac do niego dostep w wieku lat nastu, z cala kupa nieszczescia, ktore mi na karku siedzialo (coraz wieksza swiadomosc "odstawania", roznic miedzy mna a innymi dziewczynami, brak akceptacji i niska samoocena) i owczesna naiwnoscia bylabym bardzo latwym kaskiem dla jakiegos loverboya. A tak to pisalam dlugaaasne listy, korespondowalam z kilkoma chlopakami z innych krancow Polski, wszystkich najpierw spotkalam na zywo i po dluuugich pogaduchach wiele lat utrzymywalismy kontakty, niezaleznie od naszych "romantycznych" zwiazkow (wszystkie strony doskonale wiedzialy co i jak) . Z dwoma w zasadzie mam kontakt do tej pory juz od ponad 20 lat, dosc sporadyczny, ale jednak. Byli dla mnie nieraz ogromnym wsparciem, bo rozumieli co do nich gadalam (teraz wiem, ze jeden, choc bez diagnozy, to straaaaszny aspie ), nie krecili, nie owijali w bawelne, a byli tak daleko, ze po prostu nie byli w stanie mi zaszkodzic. No, z jednym to niezle wyszlo, bo sie rozminelismy: po moim wyjezdzie zaczal prace w budynku, obok ktorego przez 6 lat przechodzilam po kilka razy dziennie :D Tyle tylko, ze kiedys listowny kontakt zmienil sie w czestsze spotkania na zywo i niekonczace sie rozmowy.
        O uczuciach nie bede pisac, bo mi jeszcze ksiazka wyjdzie :P Tu musze przyznac, ze dopiero po urodzeniu syna bylam w stanie posegregowac nieco to co do kogo czuje, tylko nazw mi brakuje, bo milosci jest tyle rodzajow, ze to po prostu niesprawiedliwe, ze na tyle uczuc jest tylko jedno slowo :(
      • roza_am Re: O związkach i uczuciach 18.05.15, 14:19
        > Ludzie z ASD mają problem, żeby mieć z kimkolwiek porozmawiać.

        Z tym bywa różnie. Zależy od środowiska (rówieśniczego i wsparcia dorosłych), posiadanych zainteresowań, cech osobowości, nasilenia objawów dodatkowych (sensoryzmy, prozo itp.) itd.

        Moje obserwacje osób z ASD (prawdopodobnym, pokolenie sprzed epoki diagnoz) mogłabym żartobliwie podsumować tak: ci, z którymi się fajnie gada nie wykazują żadnego zainteresowania życiem uczuciowym, natomiast z tymi, którzy takie zainteresowanie okazują dogadać się bardzo ciężko.
      • katja.asd Re: O związkach i uczuciach 18.05.15, 16:28
        Ja się cieszę, że załapałam się na erę internetu. To jedyne miejsce, gdzie ktokolwiek jest zainteresowany tym, co myślę i co mam do powiedzenia. W realu ludzie mnie ignorują lub wyśmiewają. Na necie gadam sobie na forach i jest fajnie. Fora mają dla mnie dużo większe znaczenie, niż dla NT. Dla nich to dodatk i rozrywka, dla mnie jedyne miejsce kontaktu. Mówiłam już wiele razy, że życie to nudny dodatek do kompa.

        Jeśli znajdowałam sobie chłopaka (w wieku 20+ oczywiście), to w internecie. Na żywo jestem dla facetów niewidzialna.
Pełna wersja