basilka1
04.06.15, 00:00
Syn, ZA, jest w II klasie masowej szkoły podstawowej i nienawidzi pisać (sprawia mu to dużą trudność), za to uwielbia matematykę. Do niedawna, kiedy klasa zaczynała robić na lekcji ćwiczenia z j. polskiego, to był bunt ("nie będę tego pisał, to jest głupie, szkoła jest głupia, nienawidzę szkoły") i płacz, teraz zaczyna coś pisać, a gdy pani do niego dochodzi, by sprawdzić, okazuje się, że robi zadania z matematyki do przodu. Oczywiście pani każe mu zrobić zadania z polskiego, więc znowu histeria. Czasami za brak pracy na lekcji dostawał jedynki. Ale nie o oceny mi chodzi, ale o skargi innych rodziców, którzy żalą się, że syn dezorganizuje lekcje, rozprasza inne dzieci. Dochodzą do mnie informacje, że niektórzy rodzice szukają informacji, jak pozbyć się go z klasy. Jak dotąd nie karałam go w domu, jeśli przychodził z uwagą "brak pracy na lekcji", ale musiał ze mną uzupełnić to, czego nie zrobił na lekcji. Ale to nie działa, bo on nadal się tak zachowuje. Poradźcie, co zrobić? Czy mam wprowadzić kary za niepisanie na lekcji? Czy lepiej ustalić z jego wychowawczynią zasady pisania na lekcji? Czasami mam wrażenie, że szkoła go po prostu przerasta i że jeśli nic się nie zmieni, to za chwilę będę miała dziecko z depresją.