froobek
15.06.15, 22:50
W innym wątku przeczytałam, że "metody przyjazne dzieciom z autyzmem swietnie sprawdzaja sie w wychowywaniu nieautystycznych dzieci". Chciałabym dowiedzieć się więcej na ten temat, jeśli można. Mój 6-latek jest dość wymagający, myślę, że ma trochę cech wspólnych z dziećmi z ZA i od dłuższego czasu towarzyszy mi przeczucie, że metody wypracowywania porozumienia z nimi świetnie by mu posłużyły. Syn jest niezwykle niezależny w poglądach, często ciężko go przekonać do innego stanowiska, niełatwo się z nim żyje. Ma trudny temperament - reakcja na niewielki nawet bodziec jest szybka, silna i długotrwała. Na zewnątrz jest wybuchowy, ale wiemy, że jest bardzo wrażliwy, w głębi duszy bardzo pragnie z nami współpracować, a nieporozumienia go ranią. Ale zapędza się w nie, nie wie, jak przerwać, wycofać się, naprawić relacje. Od maleńkiego zwracałam uwagę na kształtowanie empatii, inteligencji emocjonalnej, więc ma całkiem spory słownik dotyczący uczuć i kiedy już jest z nami w kontakcie, zaskakuje trafnością, z jaką opisuje swoje emocje, wnikliwością niektórych obserwacji. Ale czasem trudno ten kontakt nawiązać - albo jest nakręcony, albo strasznie skupiony na czymś, co właśnie robi, nie wiadomo wtedy, jak się do niego przebić, jak sprawić, aby zwrócił na nas uwagę. Często "ukrywa" trudne emocje - nie mam pewności, czy nie chce się z nimi konfrontować, czy bardziej nie potrafi nazwać. Przeżywa je mocno w środku, jest nerwowy, co bardzo pogarsza naszą współpracę. Z wielu uciążliwych zachowań już wyrósł, wyciszył się, ale często jeszcze stawia taki rodzaj oporu, z którym bardzo trudno coś sensownego zrobić. Jesteśmy rodzicami, którzy nie potrzebują, a nawet nie chcieliby mieć dzieci posłusznych, chodzących jak w zegarku, bezrefleksyjnie wypełniających każdą prośbę. Nie potrzebujemy mieć racji, stawiać na swoim. Chcielibyśmy jednak móc się przebić, aby poszukać rozwiązań, a nie raz trafiamy na mur. Żadne z nas nie ma łatwej sytuacji zawodowej, jesteśmy stale przemęczeni. Lepsza współpraca z dzieckiem świetnie by nam zrobiła :-)
Przykład z dziś: w porze kąpieli na wszystko mówił "nie", rzucał kubeczkiem, szczoteczką, wrzeszczał. Najpierw próbowałam perswazji, ale było jasne, że jego rozum poszedł na spacer. Sprawdziło się to, co zwykle w takiej sytuacji: pytanie, czy w przedszkolu były jakieś "trudne chwile" - tak, były - chwila gadania, że on nie pamięta, jakie (czytaj: boję się to powiedzieć) - w końcu informacja, co się stało - i odmienione dziecko, uśmiechnięte, zrelaksowane, radośnie myjące zęby...
Jeśli to przypomina choć trochę Wasze życie z aspimi (a może nie, bo ja w sumie nie wiem), to podzielcie się swoimi strategiami :-)
A dlaczego sądzę, że syn jest jednak NT? Od małego ciągnął do dzieci, buduje głębsze, względnie trwałe relacje, rozumie metafory, humor, jest mimo wszystko w większości sytuacji elastyczny (bez problemu akceptuje zmiany planów), samodzielnie radzi sobie z konfliktami w grupie, jest lubiany, śmiały, wg nauczycielek jest troskliwy, na podwórku podchodzi do różnych osób, gdy ma ochotę o coś zapytać (np. czy ktoś nie widział kolegi). To jest tak, że ma wiele tych trudnych, opisanych wyżej zachowań, ale też wiele cudownych i z biegiem czasu proporcja się poprawia. Funkcjonuje jakby na dwa mocno zróżnicowane sposoby - kiedy jest z nami w kontakcie, współpracuje bez problemu. Kiedy się nakręca lub wyłącza, jest czymś zaniepokojony - bardzo ciężko osiągnąć jakiekolwiek porozumienie, jest w swoim świecie. Szukam umiejętności coraz lepszego reagowania na ten drugi typ sytuacji :-)