z czym sobie nie poradzila?

26.01.16, 11:15
Corka 10 lat czr. Jada tylko wybrane pokarmy. Z owocow tylko jablka, winogrona, banany.
Wczoraj jadlam mandarynke, byla bardzo slodka, wiec pomyslalam, ze dam corce, aby sprobowala. Wzielam cząstkę, podaję i mowie, sprobuj. Nie chciala, mowie, chodz ugryz, jest bardzo slodka. A o ona: mowi, nie i pobiegla polozyla sie w kucki, na lozku, wciskając głowę w poduszkę.
Poprosilam, aby wstala, podeszla do mnie i znowu na lozko.
Zastanawiam się, dlaczego tsk zareagowala. O czym z nia porozmawiac, aby jej pomoc.
Czy pierwsze powinnam, porozmawiac o zachowaniu nieadekwatnym do sytuacji? A moze zrobic scenke, zeby pocwiczyla odmowę zjedzenia? Ale problem jest dwutorowy: niechec do mandarynki (sprobowania) i jej reakcja.
Jak byscie zareagowaly w takiej sytuacji? Czy to jest normalne zachowanie dziecka z Czr?
    • grzalka Re: z czym sobie nie poradzila? 26.01.16, 12:00
      Nie chciała spróbować, a nie potrafi odmówić tak, żebyś nie naciskała? Mój syn tez tak reaguje w sytuacjach, gdy bardzo nie chce czegoś zrobić, a wie, że będą naciski. Ucieka, chowa się. Reaguje tez gwałtownie, gdy koś wymusi na nim coś, czego nie chciał zrobić. Dobry pomysł ze scenką, ćwiczenia odmowy ma sens. Ja z synem ćwiczę odmowę, zachęcam do ćwiczeń "w realu". Ale jak syn juz tak zareaguje to za nim nie idę i tego nie ciągnę, bo to trochę znęcanie się imho. Rozmawiamy później, jak ochlonie.
      • roza_am Re: z czym sobie nie poradzila? 26.01.16, 16:02
        Oczywiście, że znęcanie. Nie rozumiem takiego nachalnego zmuszania do zjedzenia kawałka owocu. Nachalnym to można być w kwestiach zdrowotnych czy równie ważnych. Ale skoro dziecko je i owoce też jada, to po zmuszać do zjedzenia tego konkretnego kawałka? Imho lepiej by było po prostu powiedzieć "o, ta mandarynka jest bardzo słodka, spróbuj, zostawiam ci tu kawałek". Jak dziecko będzie chciało przetestować nowy smak, to samo spróbuje. (Wtedy można wzmocnić to zachowanie jakimś dobrym słowem.) A jak nie zechce, to trudno. Czy każdy musi jeść wszystkie rodzaje owoców? Ważne, że w ogóle jada.
    • brynhildr Re: z czym sobie nie poradzila? 26.01.16, 14:45
      Nie poradziła sobie z tym, że znów okazała się stuknięta/zaburzona/ogólnie nie taka. Ona jest już w tym wieku, że zdaje sobie sprawę z tego, że jej uczucia do mandarynek są irracjonalne. Normalni ludzie jedzą mandarynki. Kupują je sobie albo wyjękują u rodziców, potem obierają, dzielą na cząstki i jedzą. Mandarynki u normalnych ludzi nie dają takiego dziwnego uczucia na języku, ich skórki nie walą im chemią, kontakt z miąższem nie jest nieprzyjemny, a ewentualny sok na palcach nie budzi obrzydzenia. No i miała dziewczyna może całkiem normalny dzień, podczas którego zachowywała się jak normalny człowiek ? a tu przychodzi do domu i matka częstuje ją mandarynką, bo słodka i może będzie miała ochotę. I puufff ? już po krótkim epizodzie bycia normalną.
      a) Weź tu, dziesięcioletni człowieku, wytłumacz matce, że problem z mandarynką nie polega na tym, że jest kwaśna (być może dziesięcioletni człowiek sam nie zdaje sobie sprawy, na czym ten problem polega, dana rzecz jest obrzydliwa i już)
      b) I weź tu dodatkowo tłumacz, że ta cała mandarynka zniszczyła jej obraz siebie jako Osoby Normalnej Dzisiaj. Bo było dobrze, a tu znowu musiała zdradzić się z jakimś irracjonalnym zachowaniem (niechceniem dobrego jedzenia bez powodu). No i jak tu nie przykryć się kołdrą i nie zniknąć?
      Ty nic nie musisz mówić. Nie musisz krytykować, oceniać, wzdychać i przewracać oczami. Możesz być cierpliwa, tolerancyjna i w ogóle. Ona wie, że najpierw była diagnoza, teraz pewnie jest terapia ? bo jest coś z nią nie tak. Ona wie, że ty się martwisz i że wolałabyś, żeby był normalna. Generalnie autykom trzeba wszystkie niuanse tłumaczyć z jednym wyjątkiem: bezbłędnie wyczuwają zagęszczenie atmosfery w domu wokół własnego świra (Może nie wszyscy, ale część na pewno).
      No sorry ? dopóki ona przejmuje się tym, że ty się przejmujesz, prawdopodobnie będzie przeżywać niektóre sytuacje, w których utwierdza cię kolejny raz w przekonaniu, że jest zaburzona. Prawdopodobnie to będzie wtedy, kiedy ogólnie cały dzień był do de?, a także, kiedy wszystko szło dobrze i nagle się popsuło jedną mandarynką.
      Ona wie, że zareagowała irracjonalnie. Nie musisz jej tego tłumaczyć. Jakby nie patrzeć ? dziewczyna zrzuca napięcie emocjonalne w sposób zgodny z przepisami BHP. Naprawdę, istnieją gorsze metody. Ja bym to zignorowała ? nie chciała mandarynki, poszła, poleżała, wróciła, nikomu nic się nie stało. Autyk jest prosty, nie lubi rozkminiać.
      Mandarynki ? uwagi techniczne: może spróbować podawać tak, żeby nie wchodzić z owocem w kontakt osobisty? Cząstki na pół, do miseczki, wymieszać z winogronami i łyżką je atakować? Albo wypić? Mandarynki (lub innego wroga)wycisnąć razem z bebechami, do tego banan i jakaś nać (szpinak? rukola?), woda, blender, bzzzz, pijemy? Chyba, że zawiesista ciecz też jest dla niej nie do przyjęcia, ja w jej wieku bym tego nie wypiła.
      • ania-pat1 Re: z czym sobie nie poradzila? 27.01.16, 11:03
        brynhildr - tak bardzo Twoja odpowiedź pasowała do mojej córki, że aż sobie "wyjęłam" wszystkie twoje wypowiedzi na tym forum. Moja córka ma obecnie 9 lat i pasuje do niej wszystko, co opisujesz. Tak jakby była "twoja". Narzuca mi się jedna myśl - ja nie planowałam własnej nadopiekuńczości - łapałam dziecko zanim upadło, bo widziałam, że jeśli się potyka to leci jak kłoda - głową na regał, chodnik itp. bez asekurowania rękami - asekuracji przy potknięciu nauczyła się dopiero teraz (tam gdzie inny "zamacha rękami" tam ona się wywróci ale przynajmniej zdąży wyciągnąć przed siebie ręce). Jeździ na nartach - pomimo dobrej techniki - zawsze najwolniej (pełna kontrola!) - nikt nie rozumie dlaczego nie "chce" przyspieszyć - po twoim opisie chodzenia po górach chyba dam spokój z moim "dawaj, dawaj, szybciej!" bo masz rację to nie doping, tylko dawanie do zrozumienia, że coś jest nie halo (ale kurcze dzieci się dopinguje) twój przykład z przewrotem na wf pozwolił mi zrozumieć lęk córki przed upadkiem na nartach (tempo 2 km/h) - boi się, że nie będzie umiała wstać, długo pływając gubiła górę i dół w wodzie - co utrudniało naukę oddychania,. Córka również zmyśla powody np. dlaczego jest smutna - szuka czegoś społecznie strawnego - i wścieka się kiedy drążę i się smucę (ostatnio powiedziała, żebym przestała jej zapychać głowę swoimi pytaniami bo czuje jakby ją rozsadzało) - ale tu moja obawa - skąd będę wiedziała, że dzieje się coś poważnego (np. znęcanie) jeśli przestanę pytać? Próbować jedzenie nauczyła się sama - wiedząc, że się jej nie zmusza - i pozwala .... wypluć - np. coś ją zaciekawiało, brała kawałeczek nagryzała i ... sama jej mówiłam idź i wypluj jak ci nie pasuje i już po sprawie. Na rodzinie wymogłam żeby się odczepili z zachętami . Społecznie - cóż jest tak jak opisałaś - w ławce z tym z którym posadzi pani lub kto aktualnie się z kimś pokłócił w parze z tym kto się guzdra, na tańcach z tym kto został bez towarzysza - ale ona tego nie odbiera jako coś złego - mam wrażenie, że mnie to martwi a jej zwisa - np. były tańce i miała parę - git (tańce nie są w celach towarzyskich tylko wf itp.) - jeśli nikt wyraźnie jej nie odrzuci to dla niej jest ok (wniosek - to właściwie JA mam problem...) Z dziećmi bawi się - zazwyczaj stale z kimś innym - nie ma problemu ze stosowaniem "technik" zawierania znajomości, proponowania zabaw, negocjowania - ale mam wrażenie, że nie ma potrzeby stałości składu znajomych. Np. na półkolonii są obecnie 2 dziewczynki z klasy (lubi je) ale bawi się z nieznajomą dziewczynką. Co ciekawe - jest wskazywana jako najbardziej kreatywne dziecko w klasie, które jest w stanie zawsze na forum podać najoryginalniejsze rozwiązanie, sposób prezentacji, treść, czy podejście do tematu - i klasa podchwytuje. Ale zabawy na przerwach typu biegamy i wrzeszczymy (to jej opis) zupełnie ją pozbawiają tej cechy w czasie wolnym. Pomimo świetnej techniki czytania (ze zrozumieniem itp.) i zainteresowań literackich ma głęboką dysortografię i dysgrafię - przestawiana na pisanie na laptopie, zaburzona percepcja przeszkadza jej w odpisywaniu z tablicy (wystarczy że nauczycielka przespaceruje się przed tablicą - a córka już traci z oczu fragment który przepisywała). Córka czuje się inna i nie kręci jej ta inność. Ma stale wrażenie, że znów coś zrobiła, co ją dyskwalifikuje jako "normalną".... Bardzo ciężko pracować z takim przekonaniem i może w sumie nie warto? Ale czasem celowo prezentuje "świrowate" zachowania - najpierw ostrzega - np. jeśli nie przestaniesz mnie zmuszać to będę np. waliła ręką w biurko i krzyczała (np. nie potrafi narysować figury geometrycznej przy użyciu linijki) - co ciekawe po takiej "szamotaninie" daje radę potem na spokojnie znów podjąć próbę (a ja mam ochotę na drinka....). Rozpisałam się - ale twoje opisy pozwalają mi myśleć, że może bez prezentacji tych dziwnych czasem zachowań córka nie szłaby tak do przodu poznawczo. Bo ja sobie odpuściłam korygowanie jej gdy jesteśmy 1;1 - chce powrzeszczeć przy geometrii - pytam, czy chowamy zeszyt, czy jednak robimy - twierdzi że robimy ale wrzeszczy ok - tak jej łatwiej, mówi muszę się uszczypnąć ok - wie że sobie siedzimy we dwie. W szkole daje radę bez tego i git. A ja przestałam brać to do siebie. Dawniej mówiłam jak nie będziesz spokojna to z tobą się nie uczę - i co
        • brynhildr Re: z czym sobie nie poradzila? 27.01.16, 15:30
          Narty: więcej sukcesów można osiągnąć w sportach wymagających wytrzymałości (i ewentualnie siły) niż szybkości i koordynacji ruchów. Więc może biegówki dla ?robienia osiągów? a zjazd od czasu do czasu dla zabawy.

          Bycie smutną : jesteś pewna? Nam jest trudno panować nie tylko nad rękami i nogami ale także nad tonem głosu i mimiką twarzy. Scenka z mojego dzieciństwa : wchodzę do domu w neutralnym nastroju, w głowie mam ułożone pół wypracowania i myślę nad resztą, żeby potem szybko usiąść, nasmarować to, co wymyślone i mieć z głowy, coś tam odmruczam w ramach powitania? ?Dlaczego jesteś taka zła? Coś się stało?? ?Oj, nic się nie stało?? ?Ale dlaczego krzyczysz? No pytam tylko?? No i po minucie w domu wybuchała pełnowymiarowa awantura, gdyż ja nigdy nie chcę nic powiedzieć, a ona przecież widzi?no, a ja krzyczę. Na wszelki wypadek miałam kilka wariantów odpowiedzi na pytanie ?dlaczego jestem zła?, ale i tak pyskówka na ten temat była co najmniej raz w miesiącu.

          Skąd będziesz wiedziała, jeśli nie zapytasz: bo córka ci sama powie, jeśli uzna, że to ma sens.

          Dziecko należy dopingować: należy dawać dziecku to, czego potrzebuje. Czasami potrzebuje tylko, żeby nie przeszkadzać. Sorry: nasze mózgi są tak różne od waszych, że najlepsza matka NT z najlepszymi intencjami może czasem tylko nabruździć. Moja mama (kochająca i w ogóle) konsekwentnie przez całe dzieciństwo wysyłała mnie z nożem na strzelaninę, wyposażając w aplikacje, które nie działały na moim systemie. Natomiast każdy z moich ?durnych pomysłów? wyszedł mi na dobre.

          Bez prezentacji dziwnych zachowań córka nie szłaby do przodu: bingo, strasznie dużo pary idzie w robienie dobrze otoczeniu NT, żeby biedne otoczenie nie czuło się zakłopotane, zażenowane, załamane etc. Wystarczy, żeby nie robiła sobie wsi np. w szkole, ale nie robi, więc ok.
    • katriel Re: z czym sobie nie poradzila? 27.01.16, 00:02
      > Jak byscie zareagowaly w takiej sytuacji? Czy to jest normalne zachowanie dziec
      > ka z Czr?

      IMHO to nie jest normalne zachowanie matki 10-latki.
      "Chodź, ugryź, jest bardzo słodka" to ja mówię do dziecka lat góra 2-3. Już u 4-latka takie namawianie działa odwrotnie (a przerabiałam dwóch, ZA i NT). Do siedmiolatka to ja wołam "ej, chcesz mandarynkę?" - i tyle, jak nie chce to git, będzie więcej dla mnie. Też je ograniczoną (choć sporą jak na aspika) liczbę potraw, z owoców jabłka, banany, maliny i czereśnie, warzywa tylko zielone, trzy zupy na krzyż itp. Ale jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby spróbował czegoś nowego jak był namawiany. Przeciwnie: im mniejszy cyrk, tym większa szansa że się zdecyduje na eksperyment.
Pełna wersja