elka1112
22.11.07, 12:40
Rozpoczynam ten wątek jak mnie prosiły it_is_me3 i gemmawera,choć
uważam ze macie własne problemy a tu jeszcze trzeba wysłuchiwać
problemów innych.Choć ja bardzo dużo zawdzięczam temu foru,tu
otworzyły mi sie oczy na problem,który dalej jest spod znaku
zapytania.Zaczne od tego że Michał prawie rok ma diagnozę
autyzm,diagnozując go w stowarzyszeniu dzieci autystycznych.Całkiem
niedawno trafiłam do innej poradni dla dzieci autystycznych gdzie
robiłam diagnoze funkcjonalną i terapie dla niego.Tam oprócz tego że
diagnozowano go (porządnie) po wzgledem funkcjonowania zasugerowano
o konieczności zrobienia kolejnej diagnozy klinicznej ze wzgledu że
sa duże watpliwości co do trafności diagnozy michała o
autyzmie.Może problem dla specjalistów w tej dziedzinie to żaden
problem, ale dla mnie spory,bo tak naprawde sama już nie wiem komu
wierzyć i co bedzie lepsze dla dziecka,Jakbym miała wybierać to
wolałabym zeby to nie był autyzm.Moje odczucia w tej sprawie też
sa różne,są dni że jestem pewna że to nie autyzm a potem sama
zmieniam zdanie.I tak w kółko,chyba juz mi tak zostanie.Więc tak
króciutko o Michałku. Problemy z Michałem zaczęły się w drugim
półroczu życia, był zawsze jak ja to wtenczas mówiłam bardzo
poważny ,mało sie uśmiechał i bał sie histerycznie obcych.A do tego
doszły problemy gastrologiczne,biegunki,wymioty.Jeżeli chodzi o
gaworzenie to nie pamietam, ale raczej gaworzył.Dobiła mnie u niego
3 tygodniowa biegunka po której było jeszcze gorzej.Miał wtedy
roczek, stlce sie mu juz nie formowały czyli to wskazywało na
uszkodzenie jelitek,po miesiacu zaszczepiłam go na odrę , dostał
gorączki przez cały dzień płakał a za kilka dni kolejna
biegunka.Rozdraznienie narastało,mowa wogule nie ruszyła,jedyne
słowo które używał to było NIE i tak naprawde wszystko było na
nie.Rzucał się na podłogę bez powodu,rzucał przedmiotami,wrzeszczał,
nie było go można w żaden sposób uspokoić,pamietam go jako ciągle
płaczącego maluszka. Doszły zaburzenia snu,praktycznie każda noc to
rzucanie sie i krzyczenie NIE NIE.Problem z trawieniem zaczął
narastać,niestrawione stolce ,biegunki .Więc kursowaliśmy po
gastrologach,odział za odziałem,w końcu kazano wprowadzić dietę
bezmleczną i bezglutenową ale praktycznie diagnozy nie wystawiono,
bo wyniki badan na wszystkie podejrzane choroby wypadły
prawidłowo.Jedynie przypuszczenia że to może być celiakia i cały
zespół zaburzeń gastrologicznych miał tez wpływac na jego rozwój
psychiczny.Widziano tam jak sie rzuca na podłoge ,jak bez sensu
gania po gabinecie,jak jest rozdrazniony,ale jak zobaczyłam w karcie
napisali ADHD,ale wszystko miało minąć dzieki diecie.I tak było do 3
roku zycia.Nic sie nie zmieniło mimo diety.Kazano wprowadzić gluten
by zrobić badania ponownie na celiakię.zdecydowałam sie, nie było
ani lepiej ani gorzej,na glutenie jest do dziś.Celiakia nie wyszła i
wtedy powiedziano mi że trzeba by teraz zająć sie rozwojem
psychicznym dziecka bo skoro dieta nic nie dała.i tak biegaliśmy od
neurologa do psychologów,którzy działali w pojedynkę i powiedziano
nam że to nie autyzm.Dopiero jak miał 4 latka trafiłam do
stowarzyszenia gdzie dostał diagnoze autyzm. Oprócz tego co wyżej
opisałam niepokoiło nas że zawsze chodził swoimi drogami,uciekał nam
na spacerze, nie chaciał sie bawić z dziećmi, jakby ich nie
zauważał,gdy obcy mówili coś do niego zasłaniał rękoma oczy i
krzyczał NIE,więc wolałam żeby do niego nikt sie nie
odzywał.Wszystko odkładał na miejsce,dziwiło mnie że dziecko 2
letnie nie uczone sprzatania po sobie odkłada na miejsce i jeszcze
poprawia po kimś.Nic nie mogło u niego spaść na podłoge i sobie tak
leżeć,podnosił do skutku,rozsypane np.rodzynki zbierał do
ostaniej,choc tłumaczyłam że je zmiotę i trzeba wyrzucić.Godzinami
mógł w piaskownicy rozkruszać grudki,również na ogródku w grządkach
rozkruszał grudki ziemi,gdy dmuchawce sie rozkwitły to pamietam 2
lata z rzędu jak stał wpatrzony w te dmuchawce i je rozmuchiwał
palcami,jakbym go nie wzięła na siłę to by tak mógł cały
dzień.Niechciał sie dotykać,tylko ja to mogłam robić.Gdy ktos obcy
go dotnął krzyczał AŁ,to następne słowo po NIE.Jedzenie ma swoje i
nie ruszy niczego wiecej.Nie lubiał tańczyć, nie lubiał słuchać jak
mu sie śpiewało,wrzeszczał bo taki był zły wtedy,NIe lubiał zabaw
na śniegu,bał sie zjeżdżac na sankach,wogule nie chciał siadać na
sanki,snieg tylko służył po ty by go wziąć do reki i troche podusić
w dłoni.Pomału ustepowały pewne rzeczy,ale nie wiem czy powinnam o
tym pisać,bo może bedziecie sie śmiały,ale będe szczera do
końca.Gdy miał 2 latka zaczęłam stosować u niego terapie
refleksacji punktów życia,dlatego po niej zaczął sypiać
normalnie,zaczął sie dawać dotykać, był nawet czas kidy zaczął
używać kilka słow,ale na krótko.,Do tej pory stosujemy tą metodę
wspomagania ,Michałek jest coraz fajnieszy.Już nie fascynuje sie
dmuchawcami ani grudkami,stał sie wesoły i kontaktowy,nawet
częściej sięgnie po cos nowego do jedzenia,lubi sie bawic z
dziećmi,może nie tak zaradnie sobie z tym radzi jak zdrowe
dziecko,ale cieszy sie tym,mówi po swojemu,nie kazdy go
zrozumie,wydaje mi się że jest na etapie 2 latka,nawet muzyka
zaczęła go wciągać.Nie lubi ani rysowac ani malować więc teraz
poswiecam temu dużo uwagi,by jednak to polubił.Skończyło sie
odkładanie wszystkiego na miejsce,stał się nawet bałaganiarzem,ale
to bynajmniej jest normalne u dzieci,w zeszłym roku nawet cieszył
sie zabawą na sniegu,do zjeżdzania używał nawet plastkowej łopaty i
nie przeszkadzało mu to ze jest cały ze snieguOn mial z tego
radość a ja chyba jeszcze większą..Tak jak juz pisałam nie wsydzi
sie nikogo,czasem sam zaczepia kogoś zeby coś powiedzieć,ale jest za
to empatyczny az do przesady.Nieraz łzy wylewa na smutnym
fragmencie bajki,więc musze wtedy interweniować bo tak mi go
szkoda,pocieszając go ze bedzie potem dobrze,jeszcze do ostanich
świąt kiedy spędzamy je rodzinnie w domu rodziców,michał chowa się
w pokoju gdzie nie ma ludzi,nie siądzie do stołu ,jest wsciekły gdy
nalegam i tłumacze , wiec wtedy oboje siedzimy w pustym pokoju i
tak spedzamy swięta,nawet któregoś roku był tak zdenerwowany tą
sytuacja że rzucał prezentami spod choinki a gdy słyszał że
wspólnie odmawiamy modlitwe przed wigilią myslałam ze mnie
rozszarpie z nerwów.Dlatego dla mnie każde rodzinne świeto to
katorga,wykańczam sie psychicznie,dołek na całego..Ciekawe czy teraz
bedzie to samo, bardziej chciałabym żeby te zaburzenia które mu
zostały wykluczyłyby autyzm, ale to że było żle a teraz jest
lepiej to normalne w autyzmie, a może ci ostatni mają racje że
to nie autyzm.Pewnie jeszcze sporo nie napisałam,ale co o tym
myslicie?