"wyrosniesz z tego"

09.07.09, 22:02
Moje dziecko dzis znow bylo w swoim wielkim zywiole opowiesci neisamowitych.

Opowiadal jak to kolega go uderzyl w przedszkolu a on .. wlaczyl hipernaped i juz.


Ojciec spokojnie poklepal go po glowce i stwierdzil: wyrosniesz z tego.

Chcialo mi sie popukac w glowe.
    • malgosia403 Re: "wyrosniesz z tego" 11.07.09, 12:55
      Taaaa,dobrze,że poklepał...i da Bóg,że wyrośnie.
      • madziulec Re: "wyrosniesz z tego" 11.07.09, 22:36
        Narazie zero terapii.
        Nic.

        Ojciec radosnie zakwestionowal, ze malemu cos jest ;(((


        Tak wiec z tym wyrosnieciem bedzie "troszku" gorzej.
        Dodatkowo ... ojciec z pelna swiadomoscia poglebia fiksacje malego ;( Eh, ciezko
        mi sie wydaje ze bedzie.
        • malgosia403 Re: "wyrosniesz z tego" 11.07.09, 23:12
          Póki dzieciak mały ojcowie mają klapki na oczach,potem to różnie bywa,zdarza
          się,że pogłębiają tylko stres dziecka i lęk przed światem,powiem Ci,ze nawet
          mogą wstydzic się dziwacznych zachowań dziecka w wieku dojrzewania.
        • zakladka Re: "wyrosniesz z tego" 13.07.09, 13:37
          madziulec napisała:

          > Ojciec radosnie zakwestionowal, ze malemu cos jest ;(((

          Wiesz, on nie "radośnie zakwestionował"
          on się boi.
          Po prostu nie chce, aby jego dziecku coś było.
          Jak każdy rodzic chce mieć normalnego, zdrowego syna i chce sie z niego cieszyc.
          Sam przed sobą woli udawać, że wszystko jest w prządku,
          że młody wyrośnie, boi sie przyznać,ze dziecku coś jest i nazwać rzecz po imieniu.
          Faceci tak mają-potrzebują dłuższego czasu aby oswoić się z chorobą,
          a jescze taką niewidczną i dziwaczną.
          Pogodzic się z tym, że to JEGO dziecku sie trafiło-faeci są ambitni,
          a jak ma "gorsze" dziecko to sam czuje się gorszy.
          To samo mają w obliczu lepszego samochodu sąsiada:)


        • panna_piszczka Re: "wyrosniesz z tego" 06.08.09, 14:08
          u nas mial chrzest pomoc na wszystko...

          • madziulec Re: "wyrosniesz z tego" 06.08.09, 14:13
            I nie pomogl??;)

            Cholera.
            Moze pomoze zabicie czarnej kury i zakopanie glowy tej kury na
            rozstaju drog...


            Przepraszam, ale ja nie mialam czerwonej kokardki przy wozku a
            dokladnie dzien przed pierwszymi urodzinami obcielam Misiakowi
            wlosy ;)
    • niki129 Re: "wyrosniesz z tego" 05.08.09, 14:22
      Moj maz tez nie akceptowal "moich opwoiesci " od psychologow Jak
      mowilam co pwoiedzial lekarz to byla cisza, zero rozmowy Jak
      postanowilam ze mlody idzie do integracyjengo przedszkola, uzyskalam
      orzeczenie to slyszalam ze chce z neigo zrobic kaleke itp A teraz po
      1,5 roku co uslyszalam ...Tosiek chodzi do przedszkoli na dyzur w
      wakacje, odbija sie to na nim, w domu odreagowuje (psychiatra nam
      powiedziala zeby sie nei martwic bo dla niego to jest jak terapia,
      uczy sie czegos nowego), wpada w histerie, jest nerwowy i moj maz
      pwoiedzial do mnei ostatnio WIESZ...TO PRZEDSZKOLE INTEGRACYJNE TO
      JEDNAK BYL NAJLEPSZY POMYSL, ON SIE TAM CZUJE BEZPIECZNIE, PANIE
      WIEDZA JAK Z NIM POSTEPOWAC, UCZA DZIECI JAK SIE BAWIC RAZEM
      Takze i u ciebie moze nastapi taki dzien ze OJCIEC nie tylko
      poklepie i pwoie wyrosniesz ale ujzy problem i pwoie TRZEBA COS Z
      TYM ZROBIC, TRZEBA CI POMOC albo przyjamniej przyzna ci racje ze sie
      nei mylilas. Ja do dzis slysze od rodziny meza ze DOSZUKUJE SIE
      PROBLEMOW, ZE KATUJE DZIECKO DIETA BEZGLUTENOWA (co z tego ze widac
      efekty, mlody ma chorobe durhinga, wysypka , swiad, luzne kupy, rany
      wydrapane do zywego, blizny na ciele) ze wydziwiam itp ale oni
      mieszkaja daelko i nei musze sluchac tego codziennie a co o mnei
      mysla ...to juz ich problem
    • niki129 Re: "wyrosniesz z tego" 06.08.09, 14:49
      To ja mam jeszcze inna historie ...Jak mlody mial 4 miesiace
      znalezlismy sie w szpitalu(zapalnei pluc) i tam obok w sali lezal
      chlopiec ok 10 lat, zero kontaktu ze swiatem, nawet sie nei ruszal
      tylko wodzil oczkami po pokoju. Opiekowala sie nim babcia bo rodzice
      nie chcieli ...Codziennie rano jak otwieralam oczy z nosem
      przyklejonym do szyby stala babcia i wpatrywala sie w Toska. Ciagle
      przychodzila i wzdychala nad nim ile ona by dala zeby jej wnusio
      taki byl, ze jaki sliczny uroczy itp. Stalo sie to dla mnei
      uciazliwe bo ona wiecznei zagladala i wiecznei sie zachwycala
      mlodym. Lezalam tam 2 tyg i tak dzien w dzien to bylo meczace. Jej
      wnuczek w nocy starszliwie krzyczal, sama mowilam o tym lekarzom bo
      oni jej nie wierzyli - jak ich szukala po nocy to nikogo nei bylo a
      rano mowili ze wymysla. No i jak wyszlismy ze szpitala to Tosiek w
      nocy zaczal krzyczec, nosilismy go non stop , nic nie pomagalo , po
      40min zasypial jakby nigdy nic ... Biegalismy po lekarzach i nikt
      nie umial pomoc, podejzewali refluks ale badania byly ok No i stad
      sie wzielo "ze babcia rzuciala urok " badz "zapatrzyla sie na
      niego".
Pełna wersja