madziulec
05.09.09, 18:31
Po wakacjach jestesmy wlasnie po 2 dniach nowego przedszkola.
Po pierwsze kilka opowiesci wakacyjnych:
spotkalismy 3 razy rozne przedszkola:
1. 3 opiekunki na 5 dzieci (dzieki w wieku mniej wiecej 2-3 lata, zdrowe)
2. 3 opiekunki na dzieci okolo 4-5 lat w liczbie okolo 15, przy czym te same
opiekunki na plazy zrobily biwak (jakos sanepid [ichni oczywiscie] nie czepia sie)
3 i najwiekszy szok: 5 dzieci niepelnosprawnych, zaburzenia rozwojowe i do
tego 5 opiekunek. Przy czym dzieci bawia sie na placu zabaw. Dzieci w roznym
wiku, w mojej ocenie okolo 12-15 lat.
No i ..
Trafilismy do przedszkola.
Wlasciwie powinnam napisac duza litera, bo jest to chyba (takie jest moje
wrazenie), ze przedszkole z prawdziwego zdarzenia.
Przyszlismy "spoznieni od 2 dni. Weszlismy lekko zagubieni i od razu ktos nas
zlapal na korytarzu (jakas wozna, nie nauczycielka czy dyrektorka) jak moze
nam pomoc (nie bylo pytania "a co tu pani robi" tylko wlasnie jak moze nam
pomoc, co mnie juz pozytywnie nastroilo).
Przy sali wyszla na nasze spotkanie nauczycielka, ktora na moje slowa, ze my
spoznieni o 2 dni odpowiedziala "a ! to Michal", czym rowniez zaskarbila moja
sympatie. Potem sie przedstawila, podala reke i rowniez zapytala w czym moze
pomoc i tak dalej.
Objasnila podstawowe rzeczy, zaprosila do sali...
Pierwszego dnia juz mialam telefon, bo.. Misiek ma zaswiadczenie, ze wymaga
diety dla alergikow wiec byly pytania co moze a czego nei moze.
Gdy po poludniu tego samego dnia powiedzialam, ze on nie lubi burakow, ale
moze je jesc, zostaly rowniez wpisana liste (plus dla nauczycielek, bo nei
zmuszaja dzieci do jedzenia czegos, czego nie lubia).
W piatek odbierajac malego zastalam pania siedzaca przy stoliku z dziecmi i
bawiaca sie, cos budujaca. W poprzednim przedszkolu byl to widok nie do
pomyslenia. Nauczycielka siedziala, gadala z druga i ogolnie miala dzieci ...
w nosie.
W poniedzialek mam zebranie.
Zobaczymy.