reptar 01.01.03, 13:22 Tytuł „Za co lubimy diakrostychy” - to oczywiście zachęta do pochwały gatunku. Ale nie tylko - jeśli ktoś nie lubi, niech też napisze za co. ;) Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
asci Re: Za co lubimy diakrostychy 02.01.03, 09:03 Za kilka rzeczy: Po pierwsze doskonale pamiętam mój pierwszy samodzielnie rozwiązany diakrostych - rozwiązaniem był fragment wiersza czy fraszka Kochanowskiego. Sam proces rozwiązywania, a do tego efekt końcowy w postaci mistrzowskiej poezji. Po drugie trzeba trochę pokombinować - ciekawsze to niż zwykłe wpisywanie wyrazów w kratki krzyżówki. Po trzecie, ponieważ sama nie układam zadań, szczerze podziwiam twórców, tym bardziej im trudniejsze zadanie. I proszę, nie wyprowadzajcie mnie z błędu i nie piszcie, że to wszystko robi teraz komputer, że to maszyna bierze fragment wiersza lub jakąś złotą myśl, porozkłada ją na dwadzieścia kilka wyrazów tak sprytnie żeby w to jeszcze dołożyć nazwisko autora i tytuł. Po czwarte nie znając wszystkich haseł można rozwiązać go trochę "od tyłu". Na pewno wiecie o co mi chodzi. Pzdr. A. Odpowiedz Link
jw1969 Re: Za co lubimy diakrostychy 02.01.03, 11:01 Ja właśnie należę do tychm, którzy za diakrostychami nie przepadają. To ten typ zadania, które nie wzbudzaja we mnie dreszczyka emocji. Wiadomo, że da się rozwiązać,* a sporo przy tym nie tyle kombinowania, co mechanicznego przenoszenia liter. Co nie znaczy, że nie doceniam trudu autorów diakrostychów. *Czasem trzeba uzupełnić treść hasła homonimem, metagramem itd. Wtedy juz sparawa nie jest tak oczywista. Odpowiedz Link
taddy01 Re: Za co lubimy diakrostychy 02.01.03, 23:09 Diakrostychy, w moim osobistm rankingu kolejności rozwiązywania zaliczam do drugiej, a czasem nawet do trzeciej grupy. Za dużo jest tu przenoszenia liter do diagramu. Kiedyś złapałem się na tym, że odgadłem wszystkie wyrazy pomocnicze, ale już nie przeniosłem ich do diagramu. Dla wysyłających swe rozwiązania do redakcji diakrostych też nie jest miłym tworzywem - z reguły dużo przepisywania. Wygodniej jest wpisać do arkusza zadań rozwiązanych krótki anagram czy kalambur. No i jeszcze ten zakaz używania nazw własnych. Dlaczego? Przyznam szczerze, że nie widzę tu żadnego racjonalnego usprawiedliwienia takich rygorów. Są to niepisane i nigdzie niepublikowane kanony szaradziarstwa, których przeciętny rozwiązywacz nie zauważa Ja dowiedziałem się o tym gdy przed laty popełniłem jeden diakrostych. Redakcja nie przyjęła go do druku informując mnie wyżej wzmiankowanym obostrzeniu. Odpowiedz Link
kicior99 Re: Za co lubimy diakrostychy 05.01.03, 15:32 Mnie osobiscie przeraza ciezkosc tych zadan... Tzn nie w rozwiazywaniu, a samej konstrukcji. Odpowiedz Link
reptar Re: Za co lubimy diakrostychy 03.01.03, 11:59 Był taki czas, że rozwiązywałem niemal wyłącznie diakrostychy. Nie wysyłam rozwiązań, więc nie przerażała mnie objętość fragmentu, a otrzymać na wyjściu wiersz to było dużo przyjemniejsze niż fraszkę Fangrata - choć (paradoksalnie) ryzyko trafienia na Fangrata czy Sztaudyngera w diakrostychach jest stosunkowo duże. No ale za to czasem trafiał się Wierzyński albo Leśmian (a do Sztaudyngera nic nie mam poza tym, że w roli „rozwiązania” trochę się jednak przejadł). Intrygowało mnie, jakie wiersze i jakich poetów wybierają twórcy diakrostychów. Nawet miałem ochotę sporządzić ranking poetów (i pewnie wygrałby Sztaudynger), ale ostatecznie zamierzenie nie doczekało się realizacji. Zwróciliście uwagę, że w zdecydowanej większości jest to poezja polska? Sam kiedyś układałem diakrostychy, a po polskie wiersze, wtedy wyłącznie po polskie, sięgałem ot tak, na wszelki wypadek, nie wiedząc, czy to zasada taka (jak z tym nieużywaniem nazw własnych), czy tylko niezobowiązujący zwyczaj. Było to czyste asekuranctwo, przez co zresztą sam się przyczyniałem do efektu diakrostycho-cieplarnianego (czyżby klasyczne sprzężenie zwrotne?). Później jednak poszalałem i mam w dorobku m.in. diakrostychy z rozwiązaniami z Płatonowa i Vonneguta, i to wcale nie do rymu (ale to nie było w „Rozrywce”, więc nie powołujcie się na mnie, jakby co). Odpowiedz Link
reptar Spotkałem się kiedyś z opinią... 25.02.03, 11:10 Jak wszyscy zapewne wiedzą, w diakrostychu określone litery odgadywanych wyrazów tworzą część rozwiązania. Na przykład trzecie. Albo ostatnie. Czasem, w tzw. „diakrostychach podwójnych”, każdy wyraz daje aż dwie litery. Ale ja nie o takich superambitnych chciałem, tylko o takich, co to każdy wyraz jedną jeno daje. Otóż ta jedna litera może być zaszyfrowana zerem, a może też być wykorzystana równocześnie tu i w diagramie (wtedy nie jest oznaczona zerem, jest tylko informacja, które litery z kolejnych wyrazów trzeba wyłuskać). Spotkałem się kiedyś z opinią, że jeden z tych sposobów jest „większą sztuką” niż drugi (ale nie zdradzę, w którą stronę ;-) ). Czy według Was w jakikolwiek sposób wpływa to na stopień trudności ułożenia (a może i rozwiązania) zadania? Odpowiedz Link
uhuhu Re: Spotkałem się kiedyś z opinią... 05.03.03, 14:36 moim zdaniem: nie ma, a raczej powinienem powiedzieć: nie powinno mieć wpływu na trudność ułożenia. Tak czy owak układający musi układać wyrazy spełniające pewne określone kryterium. Jeżeli diakrostych jest z "zerami", to układacz ma do dyspozycji wszystkie litery hasła-rozwiązania, zaś te, które znajdą się w miejscu zer, wpisuje sobie od razu i "zakotwicza" jako nietykalne. Oczywiście dokładnie to samo wykonuje w przypadku układania diakrostychu "bez zer", z tą różnicą, że uszczupla zasób liter hasła-rozwiązania o te właśnie "zakotwiczane" litery. A dalej - te same czynności. Wszystko zależy zatem od zręczności układającego. Oba warianty wydają się być równie trudne. Reptar - bardzo jestem ciekaw, którą wersję uważa się za trudniejszą. A jeszcze bardziej jestem ciekaw argumentacji do tegoż wskazania. Odpowiedz Link
reptar Re: Spotkałem się kiedyś z opinią... 09.03.03, 20:17 uhuhu napisał: > Reptar - bardzo jestem ciekaw, którą wersję uważa się za trudniejszą. > A jeszcze bardziej jestem ciekaw argumentacji do tegoż wskazania. Mój rozmówca (nie znasz go; niezrzeszony, nie związany ze światkiem) twierdził, że wartościowsza jest wersja bez zera, tzn. kiedy litery łącznika wykorzystane są podwójnie: raz w łączniku, raz we fragmencie. Opinia była bardzo zdecydowana, a argumentacja opierała się mniej więcej na tym, że żadna to sztuka wziąć pierwszy lepszy fragment; sztuką jest wyszukać taki, żeby wszystkie te potrzebne litery we fragmencie już były. Trochę mnie to zdziwiło, bo sprawdzanie, który fragment da się, a który się nie da ułożyć bez zera, to kwestia żmudnego przeliczenia liter i to wszystko, nie szaradziarstwo, a księgowość bardziej. A fragment jest jaki jest. Nic mu przeliczanie nie pomoże. A nawet jak już ktoś przeliczy i wyjdzie, że się akurat udało, to i tak nijak się to ma do literackiej atrakcyjnośi wiersza. A teraz trochę od strony warsztatowej i to już jest moja kontra, to znaczy trochę inne spojrzenie. Jeśli jest zero, to automatycznie trzeba układać dłuższe wyrazy. To raczej przemawiałoby za tym, że wersja z zerem jest trudniejsza do ułożenia. Ale i to nie jest jeszcze całościowe spojrzenie. Ważniejsze jest, JAKIE te litery są w tym całym łączniku. Czasem sytuacja wygląda tak, że fragment wiersza spełnia kryteria mojego rozmówcy. Wtedy możesz dowolnie: zrobić diakrostych z zerem lub bez, w tej drugiej wersji zwiększając pulę liter o te kilkanaście. Pytanie: jakie litery dorzucasz do puli? Bo jeśli tytuł wiersza jest „Siądę na grzędę”, to dodanie sobie tych wszystkich ogonkowców zdecydowanie utrudnia sprawę, a jeśli „Taka piosenka”, to ułatwia. Przy układaniu diakrostychu zawsze jest kłopot z tymi Ą, Ę, Ć, natomiast te A czy I zawsze się przydadzą i zawsze dadzą się gdzieś upchnąć. Generalnie wszystko się sprowadza do bardzo prostej sytuacji: masz pulę liter i masz ją podzielić na n wyrazów. Reszta, w tym również „rodowód” tej puli, jest na etapie układania bez znaczenia. Ale ocena mojego rozmówcy, czy się z nią zgadzam, czy nie, zawsze jest jakimś takim ożywczym spojrzeniem z zewnątrz. Nieraz do głowy by nam nie przyszło, na co inni mogą zwracać uwagę i co cenią. W sumie pouczająca historia. Odpowiedz Link
uhuhu Co lepsze: szyfrogram czy diakrostych. 10.03.03, 09:45 Jak już jesteśmy w klimatach szyfrowanych, to ja chciałem zrobić krótkie porównanie diakrostychu i logogryfu-szyfr. Ja - generalnie - bardziej cenię szyfrogramy niż diakrostychy. A ściślej - bardziej cenię logogryfy-szyfr niż diakrostychy. Jak łatwo zauważyć, logogryf- szyfr można przedstawić również jako diakrostych - któreś litery, oznaczone zerem, tworzą rozwiązanie w kolumnie, reszta jest szyfrowana. Oczywiście, aby logogryf-szyfr można było przerobić na diakrostych, musi się składać z rzeczowników pospolitych. Natomiast żeby przerobić diakrostych na logogryf- szyfr, wymagana jest równa długość wszystkich wyrazów. Układając diakrostych mamy tę dodatkową łatwość, że długość wyrazów pomocniczych jest dowolna - możemy sobie na początku "upchnąć" trudniejsze litery (Ą, Ź, Ń, Ś, Ż...) w długie wyrazy, a potem z tych konstrukcyjnie łatwiejszych ułożyć brakujące słowa 4- czy 5-literowe. W logogryfie-szyfr jest chyba trudniej - nie tylko któreś litery ("zerowe") muszą coś tworzyć w kolumnie, ale jeszcze mamy zadaną z góry długość wyrazów pomocniczych. Dlatego bardziej doceniam wysiłek autorów logogryfów-szyfr niż autorów diakrostychów. Oczywiście, wpływają na tę ocenę inne czynniki - np. co z tego, że logogryf szyfr, skoro ze słów 5-literowych? Ale tak generalizując maksymalnie, to logogryfy-szyfr są trudniejsze do ułożenia. Czy ktoś podziela me zdanie? A może inne ma? Odpowiedz Link
reptar Re: Co lepsze: szyfrogram czy diakrostych. 11.03.03, 21:57 Niewątpliwie masz rację, ale... Jako że logogryf szyfr jest trudniej ułożyć (i w związku z tym redakcje dostają tego mniej niż diakrostychów, których jest po prostu zatrzęsienie), to jest on mniej rygorystycznie oceniany. W efekcie o ile często zdarza się diakrostych "przyjazny" pod względem słownictwa, o tyle z logogryfem szyfr (o słusznej długości wyrazów) jest już znacznie gorzej. Nazwa geograficzna nie wiadomo czego nie stanowi o odrzuceniu zadania. A zatem - diakrostych jest wprawdzie ułożyć łatwiej, ale za to przyjemniej się go potem rozwiązuje. Uśredniam, bo oczywiście i w diakrostychach co jakiś czas pojawia się hunhuz. Odpowiedz Link
reptar szyfrogram i diakrostych - spojrzenie programisty 15.03.03, 06:52 Logogryf szyfr o pięciu wyrazach składowych to komputer układa bez większego problemu, od początku do końca. Albo tylko stwierdza, że ułożyć się nie da (z danej bazy wyrazów), a to też coś, bo człowiek sobie dalej głowy nie zawraca danym zestawem liter i zapodaje komputerowi następny. Przy wyrazach dwunastu liczba możliwości rośnie bez opamiętania. Oczywiście można sobie podzielić pulę liter na mniejsze zestawy i robić jak gdyby osobne zadania, przydzielając każdemu podzestawowi osobny fragment końcowego hasła, ale pod względem jakości wykorzystanych wyrazów efekt jest ten sam. Poza tym redakcje jakoś nie drukują *dużych* logogryfów szyfr - może dlatego, że zajmują więcej miejsca poprzez ten dodatkowy diagram, którego w diakrostychu nie ma? A ja w diakrostychach lubię właśnie to, że są takie duże. Nie lubię diakrostychów na 45 liter. Paradoksalnie - choć właściwie nie, wcale nie paradoksalnie! - im więcej stopni swobody, tym trudniejsze zadanie dla komputera. Diakrostych w układaniu jest bardziej ludzki. Znowu uśredniam, bo oczywiście ostatnie pięć wyrazów brakujących do zamknięcia diakrostychu można potraktować tym samym programem, którym układa się logogryf, niemniej przynajmniej początek, większa połowa diakrostychu to jest ręczne ograniczanie stopni swobody - przez co tutaj rozumieć należy, że wybór przynajmniej większości słów należy do człowieka. Nie wiem, czy się jasno wyraziłem, ale tak to mniej więcej wygląda. Odpowiedz Link
tetet Re: szyfrogram i diakrostych - spojrzenie program 17.03.03, 09:09 Całe zagadnienie komputerowe sprowadza się do jednej zasadniczej kwestii - układanie komputerowe czy wspomaganie komputerem. Osobiście za sensowne uważam wyłącznie wspomaganie, powodujące nie ułożenie całego diakrostychu przez maszynkę, a przede wszystkim dające w efekcie znaczną oszczędność czasu. Nie trzeba wtedy wertować kartek kilkudziesięciu słowników w poszukiwaniu dostępności wyrazów. Co jest moim zdaniem najważniejsze przy kooperacji autora z komputerem -litery szyfru dzieli autor, wymyśla potencjalne słowa, wreszcie decyduje czy może się ono znaleźć w zadaniu. To ostatnie to dość poważna sprawa - ułożony przez komputer diakrostych może się składać wyłącznie z trudnych słów, co natychmiast go wykluczy z gry,a dzielenie bazy słów według wyimaginowanych kategorii trudności dopuszczających słowa to zawsze subiektywizm programisty. Podobnie przy tworzeniu szyfrogramu - rządzą te same prawa. W aktualnej dobie wieloliterowy, ambitny szyfrogram (i nie tylko on) nie wygra z krótkim i łatwym. Reasumując - bezduszny cyborg wypluwający słownikowe unikaty nie jest do końca użyteczny. Odpowiedz Link
tetet Re: Za co lubimy diakrostychy 12.03.03, 09:32 Wobec sformułowania reptara „za co lubimy diakrostychy” nie wypada nic innego, jak tylko zadanie to chwalić. Ja, niestety, będę bronił diakrostychów, a więc do dzieła. W pewnym sensie rozpoczynałem tak jak reptar – niegdyś rozwiązywanie zadań w danym numerze zaczynałem od diakrostychów. Diakrostychami nomen omen debiutowałem także jako autor. Według mnie największa frajda tego zadania to wzajemne przeplatanie odgadywania haseł pomocniczych i uzupełnianie brakujących liter w diagramie. Do tego wszystkiego dochodzi efekt końcowy, jeżeli rozwiązaniem na przykład jest kawałek dobrej poezji czy celna szpilka w postaci fraszki. Rozwiązywanie diakrostychu poprzez odgadnięcie wszystkich haseł nie zdarza się wcale tak często, stąd nie bardzo zgodzę się z argumentem, który przytoczył jw czy taddy. Skoro wszystkie hasła są tak proste i oczywiste, to może lepiej od razu litery umieszczać w diagramie, bez zastępowania szyfrów? Tak czyni wielu uczestników turniejów szaradziarskich, bowiem na nich nie wymaga się podawania haseł pomocniczych. Mniej wpisywania, mniej znużenia, mniej pokusy lenistwa. Przynajmniej dla mnie najwartościowsze było zawsze odczytywanie rozwiązania końcowego, a nie haseł pomocniczych. Uroda diakrostychu tkwi przede wszystkim w tym co w diagramie, a nie w tym, co pod nim. Kolejny argument (vide taddy) też raczej chybiony – diakrostychu (i nie tylko jego) nie rozwiązuje się wyłącznie dla wysłania rozwiązania. Równie ciężko wypisuje się hasła jolki czy całostronicowej krzyżówki, co nie przesądza o tym, że każde z wymienionych zadań jest gorsze od anagramu czy palindromu. Uhuhu dokonał porównania diakrostychu z logo – szyfrogramem. Konstruowanie diakrostychu polega na wymyślaniu możliwie długich słów z dostępnych liter rozwiązania po to, aby w miarę ich ubywania (chodzi bardziej o „jakość” liter) dało się ułożyć te krótsze, często kończąc na czteroliterowych. Pytam więc: czy lepszy logo-szyfrogram złożony z pięciu szóstek czy diakrostych z wyrazów od czwórki do ósemki? To tak samo jak z rozstrzyganiem wyższości świąt wielkanocnych nad bożonarodzeniowymi czy odwrotnie. W praktyce wydaje mi się, że diakrostychy chyba zawierają zwykle dłuższe wyrazy niż logo – szyfrogramy (te rzadko wychodzą poza maksymalny standard sześcio- siedmioliterówek). Następny poważny argument – eksploatacja tworzywa szaradziarskiego. W diakrostychach nie interesuje nas specjalnie liczba liter rozwiązania (tylko w ramach średniej na wyraz, ale to również konieczność uwzględniana w logo-szyfrogramie). Znam dziesiątki (setki?) świetnych, mało wykorzystywanych utworów o liczbie liter: 17, 22, 29, 31, itd. W logo-szyfrogramie liczba liter rozwiązania musi być podzielna przez liczbę liter rozwiązania pomocniczego, stąd i nie da się upchnąć rozwiązania o liczbie pierwszej liter, chyba że zastosujemy dziwaczny diagram. Ale wtedy też łamiemy klasyczną zasadę - o równości liter w wyrazach. Które zadanie ułożyć łatwiej? Zauważmy, że jeszcze dziesięć lat temu diakrostychy inne niż klasyczny (czyli taki o rozwiązaniu pomocniczym z pojedynczych liter, najczęściej trzecich) były rzadkością. Dopiero wtedy znalazł się pewien szaradzista, który wymyślił parę nowych rodzajów zadania (np. podwójny, ukośny, etc.). Obecnie to diakrostychy klasyczne stały się rzadkością, a poprzeczka autorska powędrowała w tej materii mocno w górę. Pojawiają się wiązane, podwójne, ukośne, diakrostychy – swatki, raz-dwa-trzy, itp.), podczas gdy logogryf- szyfr „tkwi w miejscu”. Dlatego uważam, że diakrostych jednak przeżywa pewien renesans. W ostatniej dekadzie powstało przynajmniej tyle odmian (modyfikacji) zadania, ile poprzednio przez kilka dziesięcioleci. Faktem też, że diakrostych po prostu przeżył po drodze wiele innych zadań, ponieważ był przez lata dość rozsądnie dawkowany. Zasada wykluczenia nazw własnych została, moim zdaniem, wymyślona przez pomysłodawcę (pomysłodawców?) z powodu chęci „ochrony” rozwiązujących przed zbyt trudnymi słowami i być może z racji - jak to ocenia uhuhu „nieudanego szyfrogramu” – skoro autor ma łatwiej, dobierając hasła różnej długości, to niech ma i trudniej przy zawężeniu zasobu słów. Takie podejrzewam były intencje, może ktoś dotrze jeszcze do źródeł i je potwierdzi. Pamiętajmy, że diakrostych jest znany od dobrych kilkudziesięciu lat i dość konserwatywnie w swych regułach trwał. Do niedawna obowiązywały inne kanony szaradziarstwa – łatwość zadania nie zawsze stała na pierwszym miejscu. Zadanie miało być raczej ambitne, niż łatwe. Dziś właściwie jest odwrotnie. Zadanie winno emanować łatwością, z poziomem zaczyna być coraz gorzej. Dlatego też skoro wydawcy w obecnej dobie tak bardzo „dbają” o dobór słów zadań aby nie wykraczały specjalnie poza przeciętną trudność, można się przychylić do rezygnacji z tej wiekowej zasady. Określanie „kanady” jako: synonim bogactwa i dostatku (i dodawanie w nawiasie: skojarz z państwem z Ottawą) jest wymuszoną sztucznością. Napiszmy wprost, że Kanada to państwo i już. Istnieje wiele nazw własnych dużo bardziej znanych od rzeczowników niby pospolitych. Rozmiar – aktualnie forsuje się zgrabne zadanka do 50 liter, stąd poezja w diakrostychach spada na plan dalszy (to chyba należy zaliczyć in minus). Pozostaje przede wszystkim fraszka i dlatego pełno Sztaudyngera, Fangrata, Gicgiera. Wachlarz fraszek Sztaudyngera jest po prostu bardzo szeroki i jeszcze długo Jan Izydor będzie przewodził otrzymywanym rozwiązaniom. I na koniec jeszcze o kwestii co trudniej – z zerami czy bez. Co innego szukać odpowiedniego tworzywa, co innego układać. Z zerami, rzecz jasna, trudniej. Po pierwsze dłuższe wyrazy pomocnicze. Po drugie litery zastępowane zerami przeważnie psują zestaw liter rozwiązania. Najlepiej to widać w przypadku fraszek mających tytuł taki, jaki początek jej treści. Czym bardziej różnorodny zestaw liter (chodzi bardziej o spółgłoski), tym lepiej. Trudno wszak ułożyć diakrostych z użyciem kilku B, G, H, J, Ł itd. plus parę polskich Ń, Ć i Ź, a prawie bez K,L, P, itd, Samogłoski mniej wadzą, ale diakrostych „lubi” być konsonantyczny, więc jak samogłosek jest tyle co spółgłosek albo więcej... To już pachnie czymś ambitniejszym. Weźmy teraz taki diakrostych podwójny – tu już nie ma specjalnego wyboru. Aby podzielić 11-literowe nazwisko Sztaudyngera trzeba dołożyć przynajmniej imię Jan lub inicjał J, a wtedy zawsze otrzymamy np. parę ZT. Sprawdźcie, ile wyrazów da się ułożyć z trzecią Z i czwartą T jednocześnie. Ten sam „feler” z nazwiskami: KonopIŃski czy GiCGier (jeśli po nazwisku dołożymy tytuł). No i słuszna uwaga o rodzimych ogonkowcach - diakrostychy „psute” są przeważnie przez polskie litery. Dlatego autor zawsze panicznie pozbywa się polskich liter i w większym zadaniu spodziewajmy się wytrychów: żeń-szeń, półbóg, przedsięwzięcie. Takie słowo załatwia za jednym zamachem duecik tych samych polskich liter! Tyle polemiki, mam nadzieję, że niezbyt nudnej. Rozwiązujcie diakrostychy, zwłaszcza te dobre. Naprawdę warto. Odpowiedz Link
reptar Re: Za co lubimy diakrostychy 12.03.03, 10:03 tetet napisał: > to może lepiej od razu litery umieszczać w diagramie, bez zastępowania > szyfrów? Tak czyni wielu uczestników turniejów szaradziarskich, bowiem na > nich nie wymaga się podawania haseł pomocniczych. Zaraz, zaraz...! To dopiero teraz mi o tym mówicie...?! ;-) Odpowiedz Link
tetet Re: Za co lubimy diakrostychy 12.03.03, 12:04 reptar napisał: > tetet napisał: > > Zaraz, zaraz...! To dopiero teraz mi o tym mówicie...?! > > ;-) O ile mi wiadomo reptarze, masz parę ładnych turniejowych zmagań na koncie... Odpowiedz Link
reptar Re: Za co lubimy diakrostychy 12.03.03, 12:27 No właśnie to mam na myśli. Ja zawsze na turniejach mam diakrostych wypełniony i w diagramie, i przy wyrazach pomocniczych. A teraz się dowiaduję, że można było w tym czasie machnąć z pięć innych zadanek ;-) Odpowiedz Link
tetet Re: Za co lubimy diakrostychy 13.03.03, 11:56 No właśnie, reptarze. Ja lubię wpisywać wyrazy pomocnicze koło szyfrów, ale z jednym wyjątkiem - na turniejach tego nie robię. Niemniej można się też dzięki tej oszczędności nieźle machnąć - wtedy traci się dwa razy więcej czasu. Odpowiedz Link
uhuhu Re: Za co lubimy diakrostychy 13.03.03, 12:51 reptar, ty się nie przejmuj. ja też na turniejach wypełniam zawsze i szyfr, i diagram diakrostychu. i nie wyobrażam sobie inaczej, właśnie z tego powodu, co niżej - że gdzieś się machnę. zresztą, wcale tak dużo czasu to nie zajmuje, takie wpisanie wyrazów w m-ce szyfru. na szczęście na turniejach nie ma ostatnio zbyt wielu diakrostychów, a jak już są, to nie takie kobylaste, tylko mniejsze. jedynym wyjątkiem były zeszłoroczne mistrzostwa Krakowa, gdzie autor wysmażył diakrostych na ponad 100 liter... ;) Odpowiedz Link
reptar Re: Za co lubimy diakrostychy 13.03.03, 13:14 Kiedyś przy okazji mistrzostw Krakowa był diakrostychowy turniej satelitarny organizowany w przerwie przez Ryśka Trelę. Do rozwiązania były chyba ze cztery diakrostychy. Wtedy na szczęście ktoś wpadł na pomysł, by kwestię wypełniania bądź niewypełniania wyrazów pomocniczych poruszyć na początku, dzięki czemu uniknęliśmy trudnych rozsądzeń na końcu. Jeśli się nie mylę, ustalono wtedy, że wypełniać trzeba. Oczywiście było to ustalenie lokalne, a narzucony obowiązek dotyczył tylko tego turnieju. Odpowiedz Link
totet Re: Za co lubimy diakrostychy 11.08.03, 12:20 reptar napisał: > Kiedyś przy okazji mistrzostw Krakowa był diakrostychowy turniej satelitarny or > ganizowany w przerwie przez Ryśka Trelę. Do rozwiązania były chyba ze cztery diakrostychy. A jak wyglądał w szczegółach ten turniej, reptarze? Czy te diakrostychy były ze sobą powiązane - rozwiązaniem, łańcuchowo, itp.? Odpowiedz Link
reptar Re: Za co lubimy diakrostychy 11.08.03, 15:23 totet napisał: > A jak wyglądał w szczegółach ten turniej, reptarze? Czy te diakrostychy były > ze sobą powiązane - rozwiązaniem, łańcuchowo, itp.? Oj, będzie kłopot! Pamięć już nie ta. Jeśli się nie mylę, to było to ze sześć lat temu. Wydaje mi się, że nie były powiązane. Być może autorem wykorzystanych fragmentów, ale nawet jeśli tak, to i tak każdy diakrostych był osobnym zadaniem. Odpowiedz Link
tetet Re: Za co lubimy diakrostychy 13.03.03, 15:55 uhuhu napisał: > > na szczęście na turniejach nie ma ostatnio zbyt wielu diakrostychów, a jak już są, to nie takie kobylaste, tylko mniejsze. jedynym wyjątkiem były zeszłoroczne > mistrzostwa Krakowa, gdzie autor wysmażył diakrostych na ponad 100 liter... ;) Na szczęście? Dlaczego na szczęście? Nad morzem zawsze można liczyć na diakrostych, przynajmniej tak było do tej pory. Odpowiedz Link
uhuhu diakrostych głogowski i wnioski 11.09.03, 12:08 na mistrzostwach głogowa był do rozwiązania diakrostych, o ile dobrze pamiętam, około 80-literowy. i muszę przyznać, że bardzo wielu uczestników rozwiązało to zadanie, uznając je (i słusznie) za zadanie dające niemal pewne punkty do zdobycia. a rozwiązaniem diakrostychu był tytuł i fragment piosenki zespołu maanam (po prostu bądź. kto kocha naprawdę, będzie kochać zawsze. gniew zmieni w kochanie, a zdradę w niepamięć). tak się zastanawiam, czy to nie było zbyt duże ułatwienie? może wśród rozwiązujących był fan grupy maanam, które po kilku początkowych literach tytułu od razu wpisał fragment piosenki do diagramu? mam nadzieję, że nie :) z drugiej strony, może na turnieje jeżdżą jacyś fanatycy Leca lub Sztaudyngera, którzy znają niemal całą twórczość obu panów i od razu mają lekki handicap nad innymi? wydaje się, że jedynym wyjściem na turnieje byłoby prezentować takie rozwiązania szyfrów, których - z wielkim prawdopodobieństwem - niemal nikt nie będzie znał: cytaty z mało znanych książek, wierszy, może nawet własne aforyzmy? jak myślicie? Odpowiedz Link
reptar Re: diakrostych głogowski i wnioski 11.09.03, 12:28 Myślę, że wśród szaradzistów więcej jest takich, którzy *dopasują* fraszkę Fangrata niż takich, którzy znają tego rodzaju piosenki. Ale masz rację. Właśnie przygotowuję zadania na turniej i staram się jak najbardziej zminimalizować efekt pokrewieństwa dusz. Nawet jak mam jakiś problem, na przykład ze znalezieniem jakiegoś słowa, to jak ognia unikam wypytywania kolegów. Bo przecież mógłbym do jednego czy drugiego napisać, żeby mi pomógł poszukać jakiego słówka, ale nie, bo a nuż ten właśnie będzie startował   ;-) Odpowiedz Link