aniapol
06.07.05, 14:03
Domy biedy na Siekierkach
Małgorzata Zubik 06-07-2005
Osobno kobiety, osobno mężczyźni. Jeden pokój dla sześciu osób i kuchnia
wspólna dla blisko 50 lokatorów. W piątek Rada Warszawy zdecyduje, czy za
prawie 2 mln zł wynająć pomieszczenia dla ok. 150 eksmitowanych dłużników
Negocjacje z właścicielem baraków są już zakończone. Urzędnicy biura polityki
lokalowej ratusza na początek wybrali trzy w pobliżu elektrociepłowni
Siekierki. Zgoda radnych jest potrzebna do tego, by umowę podpisać do 2008 r.
W tym roku dzierżawa ma kosztować 270 tys. zł, a przez kolejne dwa lata -
ponad 1,3 mln zł. W cenie są woda, ogrzewanie, naprawy, sprzątanie wspólnych
pomieszczeń i ochrona strzeżonego "osiedla".
Dach zamiast dworca
- Z bólem serca jestem za tworzeniem takich miejsc. Lepiej, żeby ludzie
trafiali tam niż pod most - przyznaje Wiesław Drzewiecki, radny z komisji
infrastruktury. I zastrzega:
- Będę wiedział, jak głosować, jak obejrzę budynki.
My widzieliśmy je wczoraj. Ogrodzone baraki tuż przy elektrociepłowni
Siekierki, z dala od domów mieszkalnych. Małe okienka, linoleum na podłodze,
ciemne korytarze.
Teraz mieszkają tam Ci, co przyjeżdżają do pracy w Warszawie. Jeśli miasto
podpisze umowę, w każdym z nich zamieszka ok. 50 eksmitowanych. W każdym
pokoju od czterech do sześciu osób. Na barak przypada jedna kuchnia i jedna
łazienka z kilkoma kabinami prysznicowymi i oczkami w.c.
Kto zamieszka w bieda osiedlu na Augustówce? Na razie ok. 150 osób, które
mają wyroki eksmisji "na bruk". Przepisy nie pozwalają ich wyrzucić na ulicę.
Samorząd musi im zapewnić pomieszczenia tymczasowe. Ratusz się spieszy, bo ma
już kilkaset zgłoszeń eksmisji z całego miasta - lokatorów z kwaterunku i ze
spółdzielni mieszkaniowych. Jeśli nie zapewni im dachu nad głową, właściciel
zadłużonego mieszkania może miasto pozwać do sądu.
My się getta nie boimy
O pomyśle ratusza w sprawie utworzenia getta dla eksmitowanych pisaliśmy po
raz pierwszy w kwietniu. Przypomnieliśmy wtedy, że nie sprawdziły się ani w
Warszawie (przykład to osławione bielańskie domy socjalne na ul. Palisadowej
i Dudziarskiej na Olszynce Grochowskiej), ani w innych miastach. W Zabrzu
powstał dom socjalny nazwany przez mieszkańców Alcatraz, tak jak słynne
więzienie. Kto raz tam trafił, nie mógł się wydostać. Dziś śląski samorząd
chce budynek zlikwidować, bo pomysł uznał za niedobry. A władze Warszawy
zdecydowały się zaryzykować.
- Nie boimy się, że to będzie getto. Zrobimy wszystko, by tego uniknąć -
zapewnia Ewa Ćwiek-Wiśniewska, wicedyrektor biura polityki lokalowej w
warszawskim ratuszu.
Co konkretnie planuje samorząd? - Jeszcze w tym miesiącu chcemy ogłosić
konkurs na program dla organizacji pozarządowych - precyzuje Paweł Wypych,
dyrektor biura polityki społecznej. Na miejscu ma być m.in. stały dyżur
pracownika socjalnego, może nawet oddział straży miejskiej. Ratusz planuje
też współpracę z urzędem pracy. - Pomysł jest kontrowersyjny, ale przy dobrym
programie nad 150 osobami możemy zapanować tak, by tymczasowy pobyt nie
zamienił się dla nich w dożywocie - zapewnia Wypych. Przyznaje, że lepiej
byłoby, gdyby miasto tworzyło miejsca dla mniejszych grup. Wtedy jednak
groziłoby to protestami wokół każdego takiego domu.
W pomieszczeniach na Augustówce mają być tylko dorośli. Nie wiadomo jednak,
co stanie się z ich dziećmi. Ani z tymi, które w getcie biedy przyjdą na
świat. Przepisy na ten temat milczą.