coggiorno
02.12.05, 08:51
No proszę. Czasem jednak ktoś potrafi przejrzeć brednie i kłamstwa naszego wielkiego Kazia (swoją drogą ciekawe, czy Kazik Staszewski rozważa już zmianę imienia).
Jak rząd chce zarobić na mieszkaniach - analiza
Marek Wielgo 01-12-2005 , ostatnia aktualizacja 01-12-2005 20:40
PiS obiecywał wyborcom pomoc państwa w zdobyciu dachu nad głową. Jednak wygląda na to, że w przyszłym roku to ludzie kupujący, budujący lub remontujący swoje domy i mieszkania pomogą państwu, m.in. finansując dopłaty do paliwa dla rolników
Na wtorkowym spotkaniu z analitykami bankowymi i ekonomistami premier Kazimierz Marcinkiewicz powtórzył mit o budowie 3 mln mieszkań w ciągu ośmiu lat. Po co to mówił, skoro nikt rozsądny nie traktuje poważnie tego księżycowego hasła wyborczego PiS? Minister transportu i budownictwa Jerzy Polaczek przyznał nawet publicznie, że sukcesem będzie kilkunastoprocentowy roczny wzrost liczby nowych mieszkań oddawanych do użytku, tak by za cztery lata powstawało ich 170-180 tys. rocznie. To zaś oznacza, że realne jest wybudowanie 1,5 mln, a nie 3 mln mieszkań.
To najpewniej nic innego jak blef premiera mający podtrzymać w społeczeństwie przekonanie, że mieszkaniówka leży mu na sercu. Ostatnia decyzja rządu może bowiem budzić wątpliwości.
Oczywiście chodzi o kwestie finansowe. Premier Marcinkiewicz nie wspomniał po wtorkowym posiedzeniu rządu, na którym przyjął on poprawkę do projektu przyszłorocznego budżetu, ile zamierza przeznaczyć na sferę mieszkaniową. W projekcie pozostawionym przez ekipę Marka Belki zapisano ok. 1 mld zł, czyli mniej więcej tyle, co w tym roku, a o blisko 200 mln zł mniej niż w 2004 r. Lwią część z owego 1 mld pochłoną PRL-owskie zaszłości - premie dla posiadaczy książeczek mieszkaniowych i wykup odsetek od tzw. starych kredytów spółdzielczych (w sumie 570 mln zł). Pozostałe 453 mln zł miałyby w całości zasilić Krajowy Fundusz Mieszkaniowy na preferencyjne kredyty dla Towarzystw Budownictwa Społecznego oraz spółdzielni, na budowę czynszówek i mieszkań lokatorskich. Dodajmy, że - jak twierdzą w Banku Gospodarstwa Krajowego, który zarządza tym funduszem - 453 mln zł to absolutne minimum, by program budownictwa czynszowego, w ramach którego powstaje ok. 10 tys. mieszkań rocznie, mógł dalej funkcjonować.
Z naszych informacji wynika, że minister Polaczek wystąpił o dodatkowe ponad 300 mln zł, m.in. na premie termomodernizacyjne (np. dla osób docieplających swoje domy) oraz wsparcie gmin budujących mieszkania socjalne i noclegownie dla bezdomnych. Na te programy zabrakło pieniędzy w projekcie budżetu Belki. Czy resort budownictwa je dostał? Prawdopodobnie nie, albo jest to bardzo mała kwota, bo w komunikacie rządu w sprawie autopoprawki nie ma słowa na ten temat.
Premier zapowiedział za to zwiększenie wpływów do budżetu z tytułu podatków VAT, CIT i PIT m.in. dzięki realizacji "programu społecznego budownictwa mieszkaniowego". Kolejny blef. Pierwsze rządowe projekty ustaw mających rozruszać budownictwo mieszkaniowe (np. budząca największe wątpliwości ustawa o dopłatach do kredytów mieszkaniowych) trafią do Sejmu najwcześniej w lutym. W przypadku ustaw ułatwiających inwestowanie (np. nowego prawa budowlanego czy nowelizacji ustaw o ochronie środowiska oraz o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym) bardziej prawdopodobnym terminem jest połowa przyszłego roku. Ustawy te wejdą więc w życie pod koniec przyszłego roku. Jaki może być wpływ rządowego programu na dochody budżetu? Żaden!
Nie znaczy to jednak, że premier Marcinkiewicz nie ma racji, mówiąc o wzroście wpływów budżetowych. Rząd, szukając gorączkowo pieniędzy na sfinansowanie kosztownych obietnic wyborczych, m.in. na "becikowe" czy dopłat do paliwa rolniczego, nie mógł nie zauważyć poprawy koniunktury w budownictwie mieszkaniowym. To efekt ożywienia gospodarczego oraz potanienia kredytów, a nie programu mieszkaniowego.
W kwestii przyszłorocznego budżetu rząd Marcinkiewicza miał niewielkie pole manewru. To fakt. W tej sytuacji jedynym rozwiązaniem może być ograniczenie wydatków, np. na TBS-y, by były pieniądze na premie termomodernizacyjne.
Premier przyznał kiedyś, że wzorem dla niego jest Kazimierz Wielki. Niestety, Marcinkiewicz jest na najlepszej drodze do tego, by zapamiętać go nie jako wielkiego budowniczego kraju, lecz jednego z największych budowniczych wyborczych mitów. Jego "3 mln mieszkań" ma szansę przyćmić nawet słynne "100 mln zł dla każdego" Lecha Wałęsy czy "mieszkania dla młodych" obiecywane w 1995 r. przez Aleksandra Kwaśniewskiego.