Drzyzga o Białostockim Aternatywy 4

06.03.06, 20:54
Po pierwsze szukałem tekstu w GW i... znalazlem tylko zdjecia - tekst gdzies
'wyparoał"
Po drugie na forum Białystok nie ma dyskusji na ten temat - jest jaks
dziecinna bezsensowna i nie na temat -

Wniosek skasowano wszystko ale zapomniano o zdjęciach
oto linki
szukaj.gazeta.pl/aliasy/mod/zoom.jsp?xx=3120036
szukaj.gazeta.pl/aliasy/mod/zoom.jsp?xx=3120054
szukaj.gazeta.pl/aliasy/mod/zoom.jsp?xx=3120035
jest tekst ale w ND
www.nowydzien.pl/nowydzien/1,71448,3120115.html
Właściciel ( pzedstawiciel wiekszej rzeszy) i lokatorzy byli dziś u Drzyzgi -
szlag mnie trafiał jak słuchałem - Waąściciel w ogóle nie umiał sie bronić ale
rzucił dwoma szczegółami, które w ogóle nie znalazły oddzięku a sa kluczowe:
1/ ludzie płaca nie czynsz a odszkodowanie bo umowy wypowiedziła im syndyk,
2/ sprzatac maja na podstawie albo umowy - jesli zawarli, albo na podstawie
obniżenia odszkodowania

I co sie nie działo!! Awantura skupiła się właściwie na problemie czy lokatora
możan tak poniżać by sprzątał!!! problemy istotne jak czynsz - własnośc
pouciekały - dramat .
Wyszło na to, że właściciele to chamy co każą sprzatać. Wystapił inny
biznesmen, który chciał kupic ten blok ale po wysłuchaniu powiedział że nie
kupi kamienicy, bo nie che mnieć klopotów z lokatporami. Powiedział. że jak na
30 jeden bedzie taki awanturnik to nie warto w to wchodzić.
No i po to chyba ten program był by przestrzec ludzi z pienidzmi by nie
inwestowali w lokale na wynajem.
Program trudno ocenić inaczej niż bezdenny NIKT nie wystąpił by chociaz w
minialnym stopniu wyjaśnić zagadnienia prawne! Wyszło na tpo ze to zwykła
pyskówka.

Pozdrawiam
    • majkowa Re: Drzyzga o Białostockim Aternatywy 4 06.03.06, 22:58
      Artykuł przeczytałam.
      Jak to zwykle w Polsce, w umyśle dziennikarza - autora artykułu dominuje
      myślenie komunistyczne. Biedni są lokatorzy, a właściciel to krwiopijca.

      Mieszkańcy już dawno uznali, że ponieważ blok jest zakładowy to znaczy, że jest
      ich własnością. Mimo, że nie mają żadnych praw do przebywania w lokalach. Ani
      aktu własności ani umowy najmu.

      "Każda rodzina ma przez miesiąc sprzątać klatkę schodową, zimą odśnieżać, latem
      kosić trawniki i codziennie podpisywać listę porządkową. Dywany można trzepać
      tylko od godziny 10 do 19. Za to trzeba płacić czynsz trzy razy większy niż
      normalnie."

      Lokatorzy uważają, że dom powinien sprzątać właściciel (oczywiście za darmo),
      albo krasnoludki. Są mocno zdziwieni, że sprzątanie kosztuje i trzeba za nie płacić.
      Uważają, że w budynku każdy może robić co mu się podoba i kiedy tylko mu się zachce.
      A czynsz ma być "normalny", czyli 2 złote za m2.

      To nie gospodarz domu jest z filmu alternatywy, to lokatorzy domu są z tamtych
      czasów, kiedy wszystko miało być wspólne i za darmo.
      Tylko jakoś ta koncepcja się nie sprawdziła, ale pozostawiła jak widać ogromne
      spustoszenia w umysłach lokatorów domu.
      • awm10 Re: Drzyzga o Białostockim Aternatywy 4 09.03.06, 01:44
        >Tylko jakoś ta koncepcja się nie sprawdziła, ale pozostawiła jak widać ogromne
        spustoszenia w umysłach lokatorów domu.

        Gorzej że te poglądy mają nie tylko lokatorzy, ale też dziennikarze.
        I to jest naprawdę dziwne, bo są to przecież ludzie inteligentni, którzy
        powinni dostrzec istotę problemu a nie jakieś bzdety.

        A przecież tu wazne jest, że lokatorzy mieszkają bez umowy najmu i nie przyjęli
        podwyzki czynszu, a precyzyjniej odszkodowania.
        Prace porządkowe to tylko inna forma zapłaty czynszu.

        Ale to dziennikarzy nie interesuje, to dla nich margines.
        Dla nich wazna jest forma w jakiej właściciel rządzi (bo faktycznie robi to z
        wdziękiem słonia w składzie porcelany).

        A przecież aż się prosi powiedzieć tym skrzywdzonym lokatorom:
        - jak wam się tu nie podoba, to co tu jeszcze robicie - znajdżcie sobie inne
        lokum.
        - jak chcecie tu mieszkać, to płaćcie czynsz i nie będziecie musieli sprzątać,
        bo za wasz czynsz właściciel opłaci sprzątaczkę.
    • dora5 ------------------------- dozorcówka 04.04.06, 10:20
      Nie chcę zakładać nowych wątków, a temat poważny z tego co pamiętam z rozmów w
      ZWN


      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3257981.html

      Adam Liss 03-04-2006 , ostatnia aktualizacja 03-04-2006 20:25

      Pani Róża Rusin jest w wieku przedemerytalnym. Kiedy zaczęła zbierać
      dokumentację z miejsc pracy, gdzie była zatrudniona, doznała szoku. Okazało
      się, że jeden z pracodawców przez dwadzieścia jeden lat nie odprowadzał za nią
      składek do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

      Pod koniec 1981 r. Róża Rusin podpisała z administratorką kamienicy przy ul.
      Loretańskiej 3 umowę o pracę na czas nieokreślony, która zaczynała obowiązywać
      od stycznia 1982 r. W zamian za mieszkanie miała pełnić obowiązki dozorczyni.
      Wkrótce po tym jej chlebodawczyni zmarła, a kamienicą zaczął zarządzać jej syn
      Stanisław Poręba. - Kiedy pytałam go o odnowienie umowy, tłumaczył mi, że nie
      ma takiej potrzeby, bo dokument jest ważny. Zgodnie z umową wykonywałam swoje
      obowiązki dozorczyni. W zamian za to nie płaciłam czynszu. Oprócz tego z
      własnej kieszeni płaciłam za zużytą wodę do mycia korytarza, klatki schodowej.
      Sama również zaopatrywałam się w środki czystości, odzież ochronną - opowiada
      Róża Rusin.

      W 2003 r. dostała wypowiedzenie umowy o pracę z trzymiesięcznym okresem
      wypowiedzenia. Następnie zwróciła się z zapytaniem do ZUS-u o składki, które za
      nią miał odprowadzać jej pracodawca. - Kiedy otrzymałam odpowiedź, doznałam
      szoku. Okazało się, że Stanisław Poręba nie wpłacił do ubezpieczyciela ani
      złotówki - przypomina była dozorczyni. Jakby tego było mało, oświadczył też, że
      nie wywiązywałam się należycie z obowiązków, ponieważ przebywałam za granicą.

      Sprawą zajął się ZUS. - Musieliśmy rozstrzygnąć, czy są dowody na świadczenie
      pracy przez panią Rusin w okresie dwudziestu jeden lat. Udało się nam ustalić,
      że od stycznia 1982 r. do grudnia 1988 r., i od grudnia 1995 r. do lipca 2003
      r. Róża Rusin pozostawała w stosunku pracy jako dozorczyni. Pracodawca został
      więc zobowiązany zapłacić składki za ten okres. Jest natomiast siedmioletnia
      przerwa, w której nie znaleźliśmy potwierdzenia na wykonywanie przez nią pracy -
      tłumaczy Renata Matuszek z krakowskiego ZUS-u. Tymczasem Stanisław Poręba
      postanowił się odwołać od decyzji ubezpieczyciela i wniósł sprawę do sądu o
      unieważnienie całej umowy o pracę i uznanie, że nie istniał stosunek pracy. -
      Dlaczego mam płacić składki pani Rusin, skoro ona nie płaciła czynszu za
      mieszkanie? - pyta Stanisław Poręba. - Poza tym, wyjeżdżając za granicę, sama
      zerwała umowę. A w niej nie było mowy, że w czasie jej nieobecności ktoś inny
      ma pełnić obowiązki dozorczyni - dodaje.

      Sprawa toczy się w sądzie już od roku. Była dozorczyni nie jest w niej stroną,
      tylko uczestnikiem sprawy, która toczy się pomiędzy ZUS-em a pracodawcą. -
      Jestem załamana, bo może się okazać, że przez ponad dwadzieścia lat pracowałam
      społecznie i tylko tak dla rozrywki, i charytatywnie szorowałam korytarze w
      kamienicy - mówi Róża Rusin. Dodaje, że były pracodawca już jej zapowiedział,
      że najpierw upora się z ZUS-em, a później każe jej płacić czynsz za dwadzieścia
      jeden lat wstecz.
      • dora5 Re: ------------------------- dozorcówka 04.04.06, 10:20
        nie w ZWN - w SWN :-)
    • jankamienicznik To może być naprawdę bomba z opóźnionym zapłonem 04.04.06, 15:46
      Przeczytałem właśnie post zamieszczony przez Dorę5 pt "dozorcówka" i dochodzę
      do wniosku (oby błednego), że sprawa jest arcy poważna. Wielu wynajmujących
      stosuje zniżki czynszu z zamian za prace np porzędkowe wokół domu. W mediach są
      setki pochwalnych artykułów jak to spóldzielnie mieszkaniowe pozwalają
      dłużnikom czynszowym odpracować dług z zamian np za odgarnianie śniegu. Ale w
      polskim ustawodastwie każda praca jest obłożona ok 47% narzutem na ZUS, ochrone
      zdrowia ect. Przy czym należności tych instytucji sa na absolutnie specjalnych
      prawach. Jeżeli teraz taki dłużnik czy lokator wpadnie na pomysł dochodzenia
      świadczeń społecznych to obawiam się, że "kamienicznik" czy też spóldzielnia
      mieszkaniowa będzie na prawnie straconych pozycjach. Bo jeżeli omówię się z
      lokatorem , że obniżam czynsz do połowy a on w zamian dostarcza mi co tydzień
      worek kartofli to wszystko jest ok (pod warunkiem roliczenia w dochodach
      wartości kartofli) ale jeżeli umawiam się, że raz ta tydzień zamiecie podwórko
      to już wchodzimy w stosunek pracodawca-pracobiorca obłożony dodatkowymi
      kosztami po stronie pracodawców. Uważam, że sprawa jest arcypoważna i zasługuje
      na co najmniej nowy wątek na tym forum. Abstrachując od wszystkich innych
      okoliczności, właściciel z Białegostoku może tylko dziękować Bogu, że
      lokatorzy masowo odmówili sptzątania w zamian za obniżony czynsz.
      Smutna refleksja jest taka, że wynajmujący powinien dobrze posiąść wiedzę na
      temat umów o pracę, umów zleceń, umów o dzieło ect. wraz z ich wynamicznymi
      zmianami.
      • krotki niestety nie mylisz sie!! 04.04.06, 16:29
        Sprawa jest autentycznie bardzo powazna - kiedys roztrząsaliśmy ja tu na forum -
        dla mnie jest oczywiste, że z lokatorami moze nas łaczyć tylko jeden stosunek -
        najmu . Jełsi wepchniemy sie w cokolwiek innego - kaplica. Argument, że ktos ma
        obnizony czynsz bo zamiata na długo się nie utrzyma, bo........ to jest stosunek
        pracy ze wszelkimi tego konsekwencjami. Identycznie z odpracowywaniem czynszu
        tylko kłopot PIT ZUS i co tam jeszcze!! Jak najdale od tego!!! Argument że
        dajemy mieszkanie też na długo sie nie utrzyma bo... mieszkanie to dozorcówka
        czyli "cos ala" narzedzię pracy czyli lokal wcale nie mieszlany a miejsce pracy
        - jak biurko - no bo........ dozorca ma byc cały dzien dostępny. Dlatego ja
        nigdy nie mialem dozorców!! Owszem odziedziczyłem jednego po......... Urzedzie
        Miejskim w 1990 roku i wówczas wciskano mi tam kit "o faktycznym przydziale bez
        decyzji" . Jak to obsmialem, to Gmina, na tamte warunki, dośc szybko dała w
        długą i zabrała klientelę!!! Sprzatanie od lat wykonuje mi firma - dostaje
        faktry, ksieguję i mam z głowy. No i najważniejsze ......... oni ponosza ryko
        jak ktos złamie noge na chodniku jak nie odśnieżą, a tak to kto ? dozorca?????
        Faktem jest że zanim weszła w zycie ustawa nakładajaca na nas obowizek
        odśniezania to kontestowałem i nic nie robiłem. Umowe zawarłem bodaj 1997 roku .
        I dozorostwo było mi zbedne. Za to mam .... pełnomocników - w każdej kamienicy
        jest to jeden z lokatorów ( maja za to np. dodatkowa piwnicę -ale czasem nic)- w
        przypadku awarii mogą podejmowac stosowne decyzje - wezwać odpowiednich
        fachowców (sa to moi stali fachowcy -elektryk, gazownik, hydraulik, kominiarz,
        domofoniarz, dekarz). Jeden z tych pełnomocników jest jakby "naczelny" - nie
        płaci czynszu na bieżąco a pieniądze odkłada i z nich płaci tym fachowcom ża
        bieżace naprawy. Ja wkraczam przy remontach. Taka konstrukcja nie ma charakteru
        stosunku pracy. Zaden z nich nie ma obniżonego czynszu ani żadnej korzyści
        finansowej - 2 ma dodatkowe piwnice - niby moje ale de facto oni w nich cos tam
        trzymają. Dlaczego zatem to robia pozostali ? Coż niektórzy lubia byc ważniejsi
        i trzebe takich znaleść i ich chęci na naszą korzysc obrócić, Ale też i może
        taki drobiazg że np. mają żarówki do wkrecania jak sie przepalą - nie kontroloje
        tego kompletnie. Tak to sobie przez te lata poukładałem
        Pozdrawiam
Pełna wersja