aniapol
27.03.06, 10:13
Dramatycznie rośnie liczba warszawiaków zagrożonych eksmisją
Małgorzata Zubik 26-03-2006 , ostatnia aktualizacja 26-03-2006 22:09
Z dnia na dzień rośnie liczba wyroków eksmisyjnych. W Warszawie jest ich już
grubo ponad tysiąc. Mimo obietnic ratusz do dziś nie ogłosił konkursu na
lokale dla eksmitowanych. I nie wiadomo, czy w ogóle ogłosi
Dziś przepisy nie pozwalają na eksmisję donikąd. Dlatego lokatorzy, którzy
dawniej trafiliby na bruk, mogą liczyć na tzw. pomieszczenia tymczasowe. Ma
je zapewniać gmina. Zarówno dla "swoich" lokatorów, których wyrzuca z
mieszkań komunalnych, jak i dla tych, których eksmitują spółdzielnie
mieszkaniowe czy właściciele kamienic.
Wyroków przybywa
Sytuacja jest dramatyczna. W zeszłym roku opisywaliśmy kontrowersyjny pomysł
władz miasta: eksmitowani mieli zamieszkać w budynkach po dawnych hotelach
robotniczych na Siekierkach. Ratusz szykował strzeżone, ogrodzone osiedle na
ok. 150 osób. Osobny barak miał być dla kobiet, osobny dla mężczyzn. Zaczęły
się protesty okolicznych mieszkańców i krytyka (również na naszych łamach),
że tworzenie getta biedy to zły pomysł. Na dodatek bardzo kosztowny.
Miesięczny pobyt jednej osoby w barakach na Siekierkach szacowano na ok. 370
zł.
Ostatecznie jesienią zeszłego roku urzędnicy przyznali, że pomysł jest zły.
Problem pozostał. Nie można tolerować dłużników, dla których często jedynym
argumentem, by płacić czynsz, jest groźba eksmisji. Dlatego urzędnicy
postanowili, że powierzą zadanie organizacjom pozarządowym, które nie tylko
dostarczą dach nad głową, ale też pomogą wyjść z pomieszczeń tymczasowych.
W listopadzie usłyszeliśmy, że miasto ogłosi konkurs jeszcze w zeszłym roku.
Wówczas w ratuszu odnotowano 600 zgłoszeń komorników, którzy powinni wykonać
eksmisje.
Ostatnie dane są z końca roku. Na wykonanie czekało już 1038 wyroków - 634
dotyczące mieszkań komunalnych, 285 - spółdzielni i 119 budynków prywatnych.
Ile kolejnych zapadło w tym roku, jeszcze nie wiadomo.
Jest milion i są problemy
Problem jest więc ogromny, a jego rozwiązanie stoi pod znakiem zapytania. Są
pieniądze - 1 mln zł rezerwy budżetowej. Nie ma natomiast pewności, czy można
go wydać w taki sposób, jak chce miasto.
Teresa Sierawska, p.o. dyrektora biura polityki społecznej w ratuszu,
tłumaczy: - Konkurs mamy przygotowany. Pojawiły się natomiast wątpliwości,
czy można finansować to zadanie z pieniędzy przeznaczonych na pomoc
społeczną.
Rozterki ma rozstrzygnąć Ministerstwo Finansów, do którego blisko miesiąc
temu ratusz skierował pytanie. Jeśli odpowiedź będzie po myśli urzędników,
wówczas pod obrady Rady Warszawy trafi odpowiednia uchwała.
Po jej przyjęciu biuro polityki społecznej ogłosi konkurs na pomieszczenia
tymczasowe dla ok. 300 osób (ale nie w jednym miejscu). Program będzie co
najmniej pięcioletni. Zarezerwowany milion złotych ma wystarczyć na rok.
Szacunkowy koszt: ponad 270 zł miesięcznie na osobę.
Co będzie, gdy pomysł okaże się niezgodny z przepisami? Na razie biuro
polityki lokalowej nie bierze takiego scenariusza pod uwagę.