jankamienicznik
15.04.06, 19:10
Jeżeli ktoś miał wątpliwości co do tego, że właściciele domów są od tego by
wielu ludziom żyło się jeszcze
lepiej to zapraszam do lektury poniższego tekstu zamieszconego w dzisiejszej
wyborczej. Wygląda na to, że własciciel w którego nieruchomości ktoś mieszka
będzie zmuszony przez przepisy na dopłacecie kolejnych kilkuset zł
niezależnie od tego czy lokator płaci czynsz czy też nie i to już za trzy
lata.
(gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,3284416.html)
Kto zarobi na świadectwach energetycznych
Od 2008 r. obowiązek uzyskania świadectwa energetycznego obejmie wszystkie
nowo budowane budynki, a rok później także te już istniejące
Fot. Paweł Małecki / AG
Marek Wielgo 15-04-2006 , ostatnia aktualizacja 14-04-2006 20:26
W środowisku budowlanym kłócą się o opłatę za świadectwo energetyczne, którą
mają być obciążeni... właściciele domów i mieszkań. Nie o jej zasadność czy
wysokość chodzi, ale o to, do czyich kieszeni trafią te pieniądze Od 2008 r.
obowiązek uzyskania świadectwa energetycznego obejmie wszystkie nowo budowane
budynki, a rok później także te już istniejące (do tego czasu świadectwa będą
dobrowolne). W tym drugim przypadku taki dokument będzie potrzebny każdemu,
kto zechce budynek (także dom jednorodzinny, a nawet mieszkanie w bloku)
rzedać albo wynająć. Takich transakcji jest kilkaset tysięcy rocznie.Według
specjalistów właściciele domów jednorodzinnych muszą się liczyć z wydatkiem
rzędu 1,5 tys. zł. Spółdzielniom i wspólnotom mieszkaniowym będzie się
opłacało zamówić świadectwo dla całego bloku, bo określenie klasy
energetycznej dla poszczególnych lokali będzie wtedy prostą i znacznie tańszą
czynnością (za 100-200 zł).
Obecnie kwestią sporną pozostaje już tylko to, do czyich kieszeni trafią te
pieniądze. Resort transportu i budownictwa proponuje proste rozwiązanie -
chce dać zarobić inżynierom mającym "uprawnienia do projektowania lub
kierowania robotami budowlanymi" w specjalnościach architektonicznej i
konstrukcyjno-budowlanej oraz ekspertom od sieci, instalacji i urządzeń
cieplnych. Załapią się też już działający audytorzy energetyczni, którzy
wykażą się wykonaniem co najmniej pięciu audytów (na użytek inwestorów
korzystających z budżetowej dotacji termomodernizacyjnej).
Szkoleniem specjalistów (bez konieczności zdawania egzaminu) i ich
rejestrowaniem mają się zajmować Izba Architektów oraz Izba Inżynierów
Budownictwa.
Wiceprezesem tej drugiej jest Andrzej Bratkowski, były minister budownictwa w
rządzie Hanny Suchockiej, a ostatnio wiceminister infrastruktury w rządzie
Marka Belki. Obecny wiceminister transportu i budownictwa i równocześnie
pełnomocnik rządu ds. budownictwa mieszkaniowego Piotr Styczeń zapewnia, że
nie kierował się interesem izb. - Stawiamy na praktyków - wyjaśnił "Gazecie"
Styczeń.
Tym samym jednak odciął od zleceń m.in. pracowników wyższych uczelni
technicznych, ekspertów z różnego rodzaju fundacji, stowarzyszeń i
organizacji promujących oszczędzanie energii, a także zarządców
nieruchomości, rzeczoznawców majątkowych oraz inżynierów ochrony środowiska.
Przeciwko Styczniowi zwróciło się więc inne potężne lobby budowlane z
Konfederacją Budownictwa i Nieruchomości na czele. Organizacje te przekonują,
że większość owych praktyków, np. projektantów dróg czy zbiorników wodnych,
nie ma o ocenie energetycznej budynków zielonego pojęcia. Uważają też,
że "wykorzystanie tej samej zawodowej grupy osób skupionych w izbach,
wykonujących projekty budynków, realizujących budynki prowadzi do zagrożenia
konfliktu interesów, narażając te osoby na zarzut braku obiektywności,
współzależności i solidarności zawodowej".
Pada również zarzut, że izby ograniczą dostęp do powstającego rynku pracy, a
w konsekwencji - konkurencję. Skutkiem tego będą wysokie ceny. Organizacje
proponują powstanie odrębnej, licencjonowanej grupy zawodowej na wzór
pośredników i zarządców nieruchomości. Kandydat na audytora musiałby się
tylko wykazać wyższym wykształceniem ("architektura, budownictwo, inżynieria
środowiska, energetyka lub pokrewne"), odbyć szkolenie i zdać egzamin
(powtarzany co pięć lat).
Według Stycznia to droga do stworzenia kolejnej korporacji zawodowej. - Nie
zgodzę się na powstanie nowego licencjonowanego zawodu - stwierdził.
Wygląda więc na to, że do decydującej bitwy dojdzie w Sejmie. Lobby
niezadowolone z projektowanej ustawy namawia bowiem posłów PiS do wniesienia
konkurencyjnego projektu.