Eksmisja na bruk możliwa wg GW

22.05.06, 15:50
Wg dziennikarzy GW można lokatorów eksmitować na bruk. To może my czegoś nie
wiemy..

serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3355252.html
Rodzina, której groziła ulica, będzie miała gdzie mieszkać


Bożena Aksamit, Bartosz Gondek 18-05-2006 , ostatnia aktualizacja 18-05-2006
20:00

Wyeksmitowana rodzina z Gdyni mieszka w sklepie, a za niespełna miesiąc miała
wylądować na bruku! Dzięki interwencji "Gazety" i dobrej woli gdyńskiej
spółdzielni będzie miała gdzie mieszkać przez dwa lata


Przy ul. Kapitańskiej 43 w Gdyni znajduje się nietypowy sklep. Kiedyś
sprzedawano tu pompy. Teraz jest to lokal zastępczy dla wyeksmitowanych
mieszkańców Robotniczej Spółdzielni Mieszkaniowej. Do dużego pokoju wchodzi
się bezpośrednio z ulicy, jak to do sklepu.

W trzech pomieszczeniach mieszka pięcioosobowa rodzina - Dariusz i Izabela
Górscy z trójką dzieci. Pan Dariusz niedowidzi, ma -20 dioptrii. Jego żona ma
poważną astmę. Jedna z córek odziedziczyła chorobę mamy, jest
niepełnosprawna. Górscy zostali wyeksmitowani na Kapitańską na trzy miesiące,
a 16 czerwca mieli wylądować na bruku. - Przez 20 lat pracowałem najpierw
jako kierownik w Stoczni Gdańskiej, a potem w nadleśnictwie. Zmieniły się
czasy, w nadleśnictwie nie było najlepiej. Próbowałem pójść na swoje, ale
chyba się do tego nie nadawałem - mówi Dariusz Górski. - Dziś nikt już nie
chce 46-letniego człowieka, który niedowidzi. Przez lata rozglądałem się za
czymś i chodziłem do urzędu pracy. Dziś pozostała już tylko zapomoga i coraz
mniej wiary w to, że coś mi się uda znaleźć.

Pani Izabela jest na rencie. Kiedyś też pracowała w stoczni, tam się zresztą
poznali. Tyle że nieco wcześniej - jako licealistka przynosiła strajkującym
stoczniowcom chleb. Pan Dariusz należał wtedy do grupy tych najtwardszych -
kilkuset strajkujących, którzy zostali w stoczni 16 sierpnia wieczorem. Tej
nocy powstało słynne 21 postulatów.

Potem były walki z milicją, przesłuchania. Po jakimś czasie ich życie zaczęło
się jednak układać. W 1985 roku wzięli ślub. Trzy lata później pan Dariusz
został kierownikiem w nadleśnictwie. Dostali służbowe mieszkanie. Urodziła
się trójka dzieci.

- Kilka lat temu firma w nadleśnictwie padła i musieliśmy się wyprowadzić ze
służbowego domku - opowiada Górski. - Tak się złożyło, że w Gdyni było puste
mieszkanie po zmarłej teściowej. Zamieszkaliśmy tam. Myśleliśmy, że uda się
jakoś dogadać ze spółdzielnią.

Państwo Górscy wprowadzili się do niespełna 40-metrowego mieszkania w Gdyni
Redłowie. Starali się uzyskać członkostwo Robotniczej Spółdzielni
Mieszkaniowej. Udało im się zameldować, ale zarząd nie przyznał im
członkostwa.

- Nie spełnili podstawowego kryterium - mówi prezes zarządu spółdzielni
Michał Rembiszewski. - Córka zmarłej nie mieszkała z matką od kilkunastu lat.
Nie była także zameldowana. Państwo Górscy nie zapłacili ani złotówki
czynszu. Gdy na nasz wniosek zapadł w sądzie wyrok eksmisyjny, ich dług
przekraczał 10 tys. zł.

Mieszkanie matki Izabeli było lokatorskie. Zgodnie z prawem spółdzielczym
jedyne, co należało się córce, to wkład mieszkaniowy matki w wysokości 48
tys. zł. W tej chwili pozostało 28 tys. zł, resztę pochłonął niespłacony
czynsz i koszty eksmisji.

Zrozpaczona rodzina Górskich zgłosiła się do "Gazety" o pomoc.

- To prawda, nie dopilnowaliśmy wielu rzeczy - mówi zatroskany Górski. -
Przede wszystkim dokumentów o niepełnosprawności córki. Ale co mamy zrobić,
za miesiąc wylądujemy na ulicy.

Gdy pojawiliśmy się w gdyńskim magistracie, prezes Rembiszewski był w ciągu
godziny. Sprawą zainteresował się też prezydent Wojciech Szczurek. -
Obiecuję, że jeśli państwo Górscy dostarczą odpowiednie dokumenty, przerobimy
sklep przy Kapitańskiej na lokal socjalny - powiedział prezes spółdzielni. -
Zamontujemy im prysznic i ciepłą wodę. Będą mogli tam mieszkać zgodnie z
przepisami jeszcze dwa lata. Tyle czasu i prawie 30 tys. zł do odebrania w
naszej kasie powinno im pomóc zacząć nowe życie. Oby im się udało.

bozena.aksamit@gdansk.agora.pl, bartosz.gondek@gdansk.agora.pl



Pełna wersja