zalewajka
26.05.06, 12:29
Poniżej opisana sytuacja z Poznania. Właśnie takim ludziom jak Pani Dorota
powinno się pomagać a nie "niebieskim ptakom", którzy i tak nie doceniają tego
co dostają tylko mają kolejne żądania i pretensję.
miasta.gazeta.pl/poznan/1,36001,3371311.html
Dorota Ratajczak-Gabryś razem z 16-letnim niepełnosprawnym synem Adrianem
mieszkają na ostatnim, czwartym piętrze kamienicy przy ul. Wierzbowej. Budynek
sprawia wrażenie, jakby za chwilę miał runąć. Tynk odłazi płatami, na
odrapanej, brudnej klatce śmierdzi. - Zimą ktoś nawet zaczął schody rozbierać
na opał - opowiada lokatorka. Za drzwiami malutkiego mieszkania pani Doroty
jest już inny świat: czysto, jasno, pachnie. - Nic na to nie poradzę, że nie
potrafię mieszkać w brudzie. Grzyby i pleśń przykryłam styropianem i
zamalowałam. Meble mam ze śmietnika i od ludzi, ale pomalowałam je,
poobklejałam i jakoś wyglądają. Na punkcie sprzątania jestem skrzywiona, bez
przerwy muszę wycierać, dezynfekować - tłumaczy pani Dorota. Pleśni wprawdzie
nie widać, ale czuć. Szczególnie męczy Adriana, który ma alergię. Poza tym
chłopiec ma porażenie mózgowe, epilepsję, wady genetyczne, nie domyka powiek,
nie ma węchu. W mieszkaniu (pokój z kuchnią, bez łazienki i WC) nie ma
ogrzewania. Stary piec już się chwieje.
- Zimą siedzimy przy grzejniku. Okna uszczelniam watą, obkładam ręcznikami.
Ale i tak jest zimno i wilgotno, zwłaszcza w kuchni. Adriana kąpię wtedy w
misce w pokoju - opowiada pani Dorota. Latem rolę łazienki pełni wanna,
ustawiona w kuchni za zasłonką.
Bo rzetelnie płaci czynsz
Toaleta jest na półpiętrze. W mieszkaniu nie było ciepłej wody, ale tej zimy
pani Dorota wystarała się o pieniądze z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie i
kupiła mały bojler. - Byłam niedawno u prezydenta Kruszyńskiego, prosiłam o
inne mieszkanie. Pan prezydent umówił się z właścicielem, obejrzał dom,
zażądał przeglądów technicznych instalacji. Nie było. Skutek jest taki, że w
kamienicy jeszcze odcięto gaz i sąsiedzi przestali się do mnie odzywać -
opowiada lokatorka.
Za tę ruderę pani Dorota płaci miesięcznie ponad 300 zł czynszu. Na tańsze i
bardziej komfortowe mieszkanie od miasta nie ma szans. Mimo że jej starania
popiera MOPR, szkoła specjalna, do której chodzi Adrian, i lekarze.
- Niestety, w świetle zapisów obowiązującej uchwały Rady Miasta jest to
niemożliwe, dopóki ta pani ma tytuł prawny do lokalu - tłumaczy Aleksandra
Konieczna z Wydziału Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej Urzędu Miasta.
Wszystko przez to, że pani Dorota rzetelnie płaci czynsz. Gdyby przestała,
mogłaby dostać mieszkanie od miasta. - Właściciel musiałby najpierw
wypowiedzieć jej umowę, czyli straciłaby tytuł prawny do lokalu. Potem
wezwałby ją do opróżnienia mieszkania, poszedłby do sądu, ten zasądził
eksmisję z prawem do lokalu socjalnego. I miasto musiałoby jej taki lokal
dostarczyć - wyjaśnia Konieczna.
- Ale ja nie potrafię nie płacić, oszukiwać - załamuje ręce pani Dorota.
Dorota chce pracować
Mimo fatalnych warunków, pani Dorota radzi sobie doskonale. Trzy lata temu
skończyła technikum odzieżowe. Na zajęcia chodziła z synem, razem z nim
zdawała też maturę. - On potrzebuje ciągłej opieki. Zostawiam go tylko w
szkole - mówi. Pracę dyplomową obroniła na szóstkę. Nauczyciele chwalili, że
ma dryg do projektowania odzieży. Pani Dorota marzy, żeby się jeszcze
dokształcić i projektować ubrania dla teatru. Na razie jednak z jakiejkolwiek
pracy musi zrezygnować. Inaczej straci 420 zł tzw. świadczenia
pielęgnacyjnego, czyli ponad jedną trzecią swoich dochodów. - To dla nas
mnóstwo pieniędzy. Żyjemy tylko z opieki społecznej. Mąż nas zostawił, nie
chciał zajmować się chorym synem. Zasądzonych alimentów nigdy nie płacił -
mówi kobieta.
- Jeżeli mama pójdzie do pracy, będzie to oznaczało, że dziecko może być samo
i świadczenie na opiekę nad chorym dzieckiem faktycznie będziemy musieli
zabrać - przyznaje Lidia Leońska, rzecznik prasowy MOPR.
- To faktycznie absurdalna sytuacja. Znam osoby, które mieszkają w lokalu
komunalnym, nie płacą, demolują, mają wyroki eksmisyjne, sąd im przyznał lokal
socjalny i dalej spokojnie mieszkają w komunalce - mówi Anna
Borucka-Cieślewicz, radna z komisji gospodarki komunalnej i mieszkaniowej. -
Dobrze by było zlikwidować zapis o tytule prawnym do mieszkania. Na
najbliższej Radzie Miasta 30 maja złożę zapytanie, czy nie należy się
zastanowić nad modyfikacją tej uchwały - obiecuje.