Skąd pieniądze na gminne lokale socjalne?

05.09.06, 13:48
A może zamiast wyprzedawać gminne mienie za 10% wartości, sprzedawać je za
100% wartości rynkowej, i z tych pieniędzy budować tanie mieszkania socjalne
dla potrzebujących? Szlag mnie trafia jak patrzę na to rozdawnictwo
publicznych pieniędzy nielicznym wybrańcom losu. Najpierw przez całe lata
mieszkali płacąc nierynkowe czynsze, a teraz dostają na własność za 10%
wartości. Toż to rozbój w biały dzień!

gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,52981,3596330.html
Samorządy tanio sprzedają mieszkania, a kupujący drogo je odsprzedają
PAP2006-09-05, ostatnia aktualizacja 2006-09-05 09:59
PRZEGLĄD PRASY: Wielu właścicieli mieszkań wykupionych od gminy lub Skarbu
Państwa za 10 proc. ich wartości sprzedaje je na wolnym rynku łamiąc prawo.
Urzędnicy bezradnie rozkładają ręce - pisze ''Dziennik Polski''
Większość samorządów sprzedaje mieszkania lokatorom z dużymi upustami.
Wprawdzie wycena sprzedawanego lokalu sporządzana jest przez biegłych i mówi
o cenie wolnorynkowej, ale dla lokatora stosowana jest bonifikata, zdarza
się, że nawet 90-procentowa. Jest jednak jeden warunek - nie można go
sprzedać w ciągu 5 lat od dnia wykupienia go od gminy. Jeżeli ktoś złamanie
ten zakaz, powinien zapłacić gminie różnicę między wycenę wolnorynkową o ceną
z bonifikatą.

- To fikcyjny zakaz, nikt go nie egzekwuje Nie przypominam sobie żadnego
przypadku zwrotu bonifikaty ani procesu sądowego w takiej sprawie -
powiedział "Dziennikowi Polskiemu" jeden z urzędników, od lat zajmujących się
sprzedażą mieszkań komunalnych.

Wydawać by się mogło, że tego typu sprawy są proste - wystarczy stale
sprawdzać księgi wieczyste, wychwytywać przypadki złamania zakazu sprzedaży
mieszkań, żądać zwrotu pieniędzy lub kierować sprawy do sądu. To wymagałoby
jednak zatrudnienie dodatkowych urzędników, którzy zajmowaliby się tylko
kontrolowaniem, czy lokatorzy dotrzymują umów dotyczących wykupu mieszkania.

- Ponieważ nie ma list osób, które złamały zakaz, nie ma problemu nie
zwróconych bonifikat - stwierdził rozmówca "Dziennika Polskiego". - Gdyby
takie powstały, to urząd musiałby dochodzić zwrotu pieniędzy, bo wtedy można
by wytknąć, że nie dba o finanse publiczne. Trzeba jednak pamiętać, że tylko
część osób bez żadnych zahamowań szybko i drogo odsprzedaje na wolnym rynku
tanio kupione pod gminy mieszkania. Każdy zakaz można obejść i tak jest w tym
przypadku.

Jeden sposób to przekazanie mieszkania bliskiej osobie, by ta - już bez
żadnych ograniczeń - mogła je sprzedać na wolnym rynku. Nie brakowało jednak
takich sytuacji, że kilkadziesiąt minut po podpisaniu aktu notarialnego z
gminą, lokator podpisywał umowę przedwstępną, w której deklarował sprzedanie
mieszkania za 5 lat, a przyszłego właściciela ustanawiał pełnomocnikiem do
dysponowania tą nieruchomością. Takie pełnomocnictwo powodowało, że lokator
wykupujący mieszkanie nie musiał się nawet pojawiać przy spisywaniu
właściwego aktu notarialnego po upływie tych 5 lat - dodaje.


    • awm10 Re: Skąd pieniądze na gminne lokale socjalne? 09.09.06, 19:55
      nasze władze lubią dawać prezenty i tyle,
      oczywiście nie podejrzewamy ich o korupcję,
      nie, nie w IV rp
      rzeczpospolita.oferty.net/artykul,1399,Krakow-traci-cenne-grunty-na-rzecz-cystersow
      Kraków traci cenne grunty na rzecz cystersów (2006-08-18)
      Jak czytamy w Gazecie Wyborczej siedem atrakcyjnych działek utracił Kraków na rzecz opactwa oo. cystersów mimo, że grunty te nigdy nie należały do zakonu. Komisja Majątkowa przy MSWiA przyznała je jako mienie zamienne na niejawnym posiedzeniu. Gmina Miasta Kraków złożyła wczoraj zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez komisję. Te siedem działek w centrum miasta o łącznej powierzchni ponad 3 ha mają wartość 24 mln zł. Na kupno jednej z nich gmina ogłosiła już przetarg, a oferenci wpłacili wadium. Na innej krakowscy kupcy chcieli zbudować centrum handlowe. Najgorsze jest to, że Komisja Majątkowa to organ jednoinstancyjny, jej orzeczenia są ostateczne. To niewyobrażalne, by w demokratycznym państwie stosować takie metody.
      Źródło : Gazeta Wyborcza
Pełna wersja