Dodaj do ulubionych

umowa "na gębę " i niemile konsekwencje

17.11.06, 08:50
Czesc Wam,

Jakis czas temu zgodzilam sie wykonac tlumaczenie dokumentacji technicznej
pewnego programu komputerowego z angielskiego na polski. 1300 str. slownictwo
specjalistyczne, stawka niewysoka, ale za to platne od strony tekstu
wyjsciowego. Umowa - na gębę tylko
Niestety nie udalo mi sie przetlumaczyc calosci tekstu w umowionym terminie,
a jedynie polowe. Powiedziano mi wowczas, ze ze wzgledu na to opoznienie
musze poczekac kilka miesiecy na pieniadze,az pozostala czesc zostanie
wykonana i klient zaplaci agencji. po uplywie kilku miesiecy (dluzej niz
zapowiadano) dostalam umowe do podpisu opiewajaca na smieszna sume niewiadomo
skad. z wpisanej tam kwoty wynika, ze wykonane tlumaczenie dostane 4!!!!! zl
za strone na reke!
nie wiem, czy mam jakies szanse dociekać swoich praw na drodze sądowej? po
dobroci sie nie da. rozumiem, ze wynagrodzenie, ktore dostane moze byc
potracone o pewna kwote za niewywiazanie sie w terminie z umowy, ale to
powinno byc chyba uzgodnione miedzy stronami, a nie ze dostaje propozycje nie
do odrzucenia : albo podpisuje to co mi daja, albo spadówa!!
co Wy o tym sądzicie? jestem zrozpaczona, tlumaczenie kosztowalo mnie b. duzo
pracysad((
Obserwuj wątek
      • sharleena Re: zapomnialam dopisac 17.11.06, 11:08
        znam takich 'tłumaczy'
        biorą wszystko i w każdej ilości a potem albo przysyłają 'kaszankę' (jakościowo)
        albo zawalają terminy...
        konsekwencje zawalenia terminu (spowodowane pazernością lub nieznajomością
        własnych możliwości tłumacza)mogą być bardzo dotkliwe, także finansowe i
        'tłumacz' powinien w ich ponoszeniu partycypować
        tak więc sądzę, że 'spadówa' jest tu określeniem jak najbardziej uczciwym.
          • sharleena Re: zapomnialam dopisac 17.11.06, 15:42
            Droga Zuziu,
            Nie zjadliwa, tylko rzeczowo odnosząca się do przedstawionej sprawy.
            Człowiek, który bierze 1300 stron (!!!) i po 700 mówi 'Przepraszam, ale już nie
            mogie' - bo właśnie mija termin, jest zupełnie nieodpowiedzialny i psuje rangę
            tego trudnego zawodu.
            Powinien ponieśc konsekwencje w postaci eliminacji z kręgu zleceniobiorców a
            także finansowe. Umowa na gębę ratuje w tej sytuacji Twoją Aksamitną Dupę!
            Spuszczam takich ze schodów!
            Życze szczęścia.
          • aga.p.p Re: zapomnialam dopisac 17.11.06, 15:56
            Zjadliwa jak zjadliwa, ale rację ma. Wzięłaś 1300 stron i zawaliłaś termin - to bardzo nieprofesjonalne i zleceniodawca ma pełne prawo się wkurzyć. Tym bardziej, że zostawiłaś go z 650 stronami do zrobienia w chwili gdy miał to puścić dalej.
            Do sądu nie masz z czym iść, bo zleceniodawca bez trudu udowodni Ci, że nie wywiązałaś się z umowy. A 4 zł? No cóż, oddajesz połowę tłumaczenia, na drugą trzeba szukać innego tłumacza. Zleceniodawca zawala termin swojego klienta, więc obniża dla niego stawkę, jednocześnie innemu tłumaczowi dopłacając za ekspres, bo czas goni. Róznica w kosztach będzie pokryta z Twojego wynagrodzenia, bo to Ty nie dotrzymałaś terminu. A sama piszesz, że stawka od początku była niska.
            I tak sobie myślę - zupełnie subiektywnie - że powinnaś się cieszyć, że w ogóle coś Ci zapłacili. Znam wiele biur, które w takiej sytuacji nie tylko nie zapłaciłyby ani grosza, ale jeszcze narobiły tłumaczowi niezłego smrodu.

            Popełniłaś też inny, bardzo kosztowny błąd. Przy tak dużym zleceniu nie odpala się komputera, dopóki nie ma w ręku podpisanej umowy ze stawkami.


            pzdr,
            Aga
            • zuzu777 Re: zapomnialam dopisac 17.11.06, 16:42
              ok, wiem, ze to nieodpowiedzialne i ze zawalilam. jasne. rozumiem tez, ze
              konsekwencje finansowe musza byc, ale bez przesady, ze mam sie cieszyc, ze w
              ogole mi zaplacili. Jak developer nie wybuduje na czas, to nie znaczy, ze
              ludzie moga sie tam wprowadzic bez zaplacenia reszty naelznosci. Za wykonana
              prace nalezy sie wynagrodzenie, za zawalenie terminu kara nie? ale jak jest
              ustalana wysokosc tej kary, jesli nie bylo wczesniej umowy?
              do przyjecia tego tlumaczenia zleceniodawca mnie intensywnie namawial, jako ze
              wczesniej wspolpraca rpzebiegala b. dobrze. jednak liczba ponad 1000 str od
              poczatku mnei przytlaczala.
              ponadto tluamzenie oddawalam w partiach co pewien okres czasu i na dlugo przed
              terminem oddania calego zasygnalizowalam, ze nie zdaze. wtedy uslyszalam, ok,
              to sie przedluzy termin. a potem nagle z przedluzonego terminu o 3 mies. zrobil
              sie miesiac.
              • sharleena Re: zapomnialam dopisac 17.11.06, 17:07
                ale bez przesady, ze mam sie cieszyc, ze w
                > ogole mi zaplacili.
                --
                Dalej nic nie rozumiesz, Zuziu.
                Tłumaczą Ci dobrzy ludzie jak komu mądremu, że gdybyś miała podpisaną umowę, to
                kary umowne przewidziane za opóźnienie zeżarłyby Ciebie, Twój komputerek i
                Twojego kotka.
                Śpij dobrze...
              • aga.p.p Re: zapomnialam dopisac 17.11.06, 18:44
                Zaraz, od początku wiedziałaś, że nie dasz rady, ale zlecenie wzięłaś? No to do kogo masz pretensje?
                No i zrozum, Ty nie wykonałaś pracy. Jak pójdziesz do dentysty, a ten tylko oczyści Ci ząb, ale plomby już nie założy, to dasz mu połowę kasy za plombowanie? Przecież coś jednak zrobił, więc teoretycznie powinnaś.
                Masz pecha, że nie masz podkładki w postaci umowy. A może masz szczęście...
                Tak z ciekawości, od dawna zajmujesz się tłumaczeniami?
                (A tak już w ogóle z innej beczki: domyślam się, że jesteś zdenerwowana, ale na forum dla tłumaczy wypada zadbać o poprawną formę wiadomości. Wystawiasz sobie świadectwo, więc warto się postaraćsmile)

                pzdr,
                Aga
    • minka5 Re: umowa "na gębę " i niemile konsekwencje 18.11.06, 22:23
      Kazdy kij ma dwa konce. Zuza moze i popelnila blad... ale pisze tez, ze z umowy
      na 3 miesiace zrobil sie miesiac, o ile dobrze zrozumialam. To chyba nie tylko
      przewinienie tlumacza?
      Jedyny blad, to brak umowy. Ale kogo? Tak samo biura. Dwie strony powinny byc
      profesjonalne!
      Jestem ciekawa kto i na ile przestrzega wczesniej tutaj w postach wspomnianej
      zasady 'nie wlaczam kompa zanim...". Napiszcie prosze cos o Waszych
      doswiadczeniach z biurami i umowami.
      • ek1111 Re: umowa "na gębę " i niemile konsekwencje 18.11.06, 22:53
        No nie, Zuza napisała wyraźnie: " Niestety nie udalo mi sie przetlumaczyc
        calosci tekstu w umowionym terminie, a jedynie polowe".
        To znaczy, że położyła robotę. Biuro na pewno poniosło straty z tego tytułu,
        utraciło wiarygodność w oczach klienta i nieźle musiało się spocić, żeby sprawę
        naprostować.
        Tu brak umowy działał na szkodę biura, moim zdaniem. Gdyby była umowa, to biuro
        mogłoby dochodzić odszkodowania na mocy kodeksu cywilnego. Chociaż ten sposób,
        w jaki załatwiono sprawę jest jednak krótszy i tańszy dla obu stron. Bo koszty
        procesu niewątpliwie musiałaby Zuza ponieść.
        Tak naprawdę, to wiele biur takiemu tłumaczowi nic by nie zapłaciło. Przecież
        to nieodpowiedzialna osoba! Wzięła ogromne zlecenie prawdopodobnie z myślą:
        zrobię ile się da, a reszta mnie nie obchodzi.
        • minka5 Re: umowa "na gębę " i niemile konsekwencje 19.11.06, 00:48
          A nie przyszlo Ci nigdy do glowy, ze pracujac dla biura (co ja tez robie)
          jestes zwyklym 'wyrobnikiem'? W sumie Ty wykonujesz prace, a im niezla kasa
          leci za posrednictwo. Czasami nawet nie maja pojecia za znaczy tlumaczyc i
          wymagaja nierealnych terminow. Dlatego tez napisalam, ze bledem jest brak umowy.
          Natomiast praktyki niektorych biur tez moga podlegac dyskusji. Chyba niektore
          prowizje przekraczaja poniesione koszty akwizycji.
          Zwlaszcza przy zleceniach dlugoterminowych.
          A dlaczego klieci chodza do biur 'tlumaczymy wszystkie jezyki', a nie
          bezposrednio do tlumacza?
          Bo daje im to gwarancje (za ktora placa), ze zlecenie zostanie w terminie
          zrealizowane. A przez kogo? To juz problem biura tlumaczen..

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka