Etat w biurze tłumaczeń

26.07.07, 22:18
Czy ktoś z was pracował jako in-house w biurze tłumaczeń? Na umowę o dzieło
bądź o pracę?
Jakie był wasz zakres obowiązków? Określona liczba stron do
przetłumaczenia/korekty?
Jakie wynagrodzenie?

Jakie widzicie plusy zatrudnienia w biurze tłumaczeń?
    • login_niedostepny Re: Etat w biurze tłumaczeń 27.07.07, 18:15
      marze o takiej pracy na stale, ale na razie od czasu do czasu dostaje zlecenia -
      na rachunek
    • aga.p.p Re: Etat w biurze tłumaczeń 27.07.07, 21:39
      Nie pracowałam w biurze, ale jedyne plusy jakie przychodzą mi do głowy to dostęp do słowników i ktoś kto nauczy korzystać z CAT-ów. Ale to pod warunkiem, że mówimy o dobrym biurze.

      pzdr,
      Aga
      • frodolong Re: Etat w biurze tłumaczeń 02.08.07, 16:09
        ja tak właśnie pracuje i bardzo sobie chwalę, z tym że to nasza firma rodzinna
        więc może to co innego trochę, ale taryfy ulgowej nie ma...
        Plusy są - to zalezy co dla kogo jest plusme a co minusem, jak dl amnei plusy
        to:
        - etat, czyli ubezpieczenie i inne świadczenia
        - troszkę więcej stabilizacji (własny kubek, znani ludzie) ale w stopniu
        nieprzesadnym bo są przeciez projekty wyjazdowe itp. więc jak dla mnie w sam raz
        - można być tłumaczem i korektorem zależy co akurat jest na tapecie, sama robię
        też trochę roboty związanej z kontaktami z zagranicznymi klientami, więc jest
        urozmaicenie
        - możliwość nauki od lepszych bardziej doświadczonych, większy kontakt z innymi
        tłumaczami (ale to już bardziej zalezy od polityki danego biura)
        - minusy to jedynie brak urlopu bo straaaaszznie dużo roboty wciąż i wciąż
    • szczoter Re: Etat w biurze tłumaczeń 02.08.07, 16:20
      Pracowałem przez rok jako korektor w dość dużym warszawskim biurze. 1/4 etatu na
      Umowę o pracę, reszta na UoD (z tego co wiem teraz już wszyscy są chyba na
      umowie o pracę).
      Kasa była przyzwoita plus duże możliwości wykonywania tłumaczeń dla biura po
      godzinach. Poza tym wszystko to, o czym pisze frodolang.
      Minusy - jednak trzeba było tyłek zwlec co rano do pracysmile i robić to, co Ci
      każą. Po roku (w tym czasie zdobywałem nowe kontakty) doszedłem do wniosku, że
      sporo się nauczyłem i mogę wyruszyć na swoje. Nie żałuję.

      Po 2 latach frilanserki zaczepiłem się na etacie tłumacza w korporacji (ponad
      280 osób tu pracuje). Przekonał mnie do etatu przede wszystkim ciekawy i
      prestiżowy projekt, choć kasa i warunki też jest ciekawa. Nawet częściowo mogę
      zdalnie pracować, co jest świetnym rozwiązaniem.

      Mnie etat od czasu do czasu nie przeszkadza, ale zawsze traktuję go jako etap
      przejściowy. Za jakiś czas znów wrócę do frilanserki, bo kontakty pielęgnuję
      cały czas.

      Pracujesz od - do, nadgodziny się zdarzają, ale są płatne. Limity wydajnościowe
      są zawsze, ale z reguły wyznaczone w granicach rozsądku.
      A kasa - to już zależy od wielu czynników. Musi się Tobie opłacać, to przede
      wszystkimsmile
Pełna wersja