kotulina
11.01.10, 20:14
Ciepłota, głupota, robota, ARBEIT!
Czasowniki kończące swą bezokolicznikową formę na "-ić" czasem
rzeczowniczą się końcówką "-ota". Tak na szybko przychodzi mi
jeszcze do głowy "ochota" i czeska "jednota".
Ponoć "robota" jest pożyczką z niemieckigo "arbeit" (może przed
przestawką miałaby brzmieć "orbota"?).
Na forum często słowiańskie słowa podobne do swych odpowiedników w
innych grupach językowych tłumaczone są pożyczką.
Rozumiem, że słowniańszczyzna cierpi niezmienną i pokutną chyba,
materialną (i pochodne) bidę z nędzą, ale aż dziwne, że kierunek
pożyczki zawsze jest jeden; tak jakby słowa były towarem stale
brakującym, jakby zdolność produkcyjna języka była mała a już
wytworzony towar nie nadawał się na eksport. Jeszcze rozumiem import
kotła, ale mleka?
Może faktycznie słowiańskie słownictwo było dla Niemców nieprzyjemne.
No właśnie, Niemców...
Dziwne, że tacy bardzo "Słowianie" (jak siebie określają) pożyczają
słowa od "Nie-mców" (jak ich określają).
(Może grupy Niemców, w odróżnieniu od Słowian, były od siebie
odizolowane i o ile ich słownictwo przechodziło na wszystkich
Słowian, to słowiańskie słownictwo pożyczane było tylko przez jedną
grupę Niemców, na której pożyczka kończyła swą podróż?).
Jeśli rzeczownik "robota" pochodzi od czasownika "robić" i utworzony
został przez słowiańską końcówkę rzeczownikową "-ota", to może to
niemiecki "arbeit" pożyczony jest ze słowiańszczyzny, a nie
słowiańska "robota" z niemczyzny?